poniedziałek, 9 maja 2016

PACIFIC AVENUE



Jeszcze niedawno zwracałem uwagę, że Fabryka Piwa jako jeden z nielicznych browarów nie cierpi na biegunkę nowości, nieszczególnie często oferując nam swoje nowinki. A tu proszę - cztery nowe piwa w odstępie zaledwie trzech tygodni! Obczajcie jaką władzę ma piwny bloger... he... he. W sumie dobrze się stało, bo dzięki temu mogłem sobie pozwolić na kolejny cykl „Tydzień z...”. W planach mam też kolejne, ale o wszystkim dowiecie się w swoim czasie ;)
„Tydzień z Fabryką Piwa” zacznę od jednego z dwóch trunków, które miały swoją premierę na Piwowarach w Łodzi, gdzie miałem okazję już ich próbować. Wrażenia miałem jak najbardziej pozytywne. Ciekawe czy wersja butelkowa będzie równie smaczna?
Pacific Avenue to West Coast Pale Ale. Zazwyczaj spotykamy się z West Coast IPA, a tu mamy APA. Można i tak. Nie mam nic przeciwko.
West Coast w odróżnieniu od wersji „ze wschodu” to piwa z reguły jaśniejsze, mniej słodowe i mniej słodkie, a bardziej wytrawne, chmielowe i goryczkowe. To tak na marginesie, jakby ktoś jeszcze nie wiedział. 


Pacific Avenue prezentuje się nieźle. Piwo jest co prawda lekko mętne, ale jego urocza pomarańczowo-złocista barwa z pewnością dodaje mu uroku. Piana chyba za mną nie przepada. Początkowo wysoka i zwarta, dość szybko się rozrzedza i opada, tworząc wyraźny lacing na szkle.
W smaku jest za to świetnie! Już na progu widać, że to ‘zachodnie wybrzeże’. Piwo jest bardzo świeże i rześkie. Jak letni deszczyk o poranku. Cytrusy, cytrusy i jeszcze raz cytrusy. A czy wspominałem już może o cytrusach? Wysycenie także gra tutaj rolę – jest idealnie dobrane, umiarkowanie wysokie, drobne i lekko szczypiące. Poza kwaskowymi cytrusami są tu również owoce tropikalne, choć ich jest akurat niewiele. W tle można odnaleźć subtelne nuty świeżej trawy, tytoniu, żywicy oraz ziół. Słodowa strona została dosłownie zmiażdżona przez tą cudowną owocowość. I dobrze. Niech siedzi sobie cicho w kącie i nie zamula. Tam jest jej miejsce. Goryczka to kolejny bardzo mocny argument tego piwa. Chmielowo-grejpfrutowa gorycz jest po prostu genialna! Mocna, konkretna, rześka i okrutnie wyrazista. Co prawda delikatnie zalega, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Jeśli chciałbym nie czuć goryczki, to napiłbym się Harnasia (fuj!).

Zbliżam nos do szkła. Rześkie i kwaśne cytrusy wołają do mnie już z daleka: eat me, eat me! Cytryna, limonka oraz zielony grejpfrut chcą mi nos rozerwać na strzępy, ale ja nie mam zamiaru oponować. Tuż za nimi podąża urocze mango, liczi, melon i dojrzała morela. Wszystko do bólu wyraziste, niemalże namacalne. Dalej na swej drodze do raju spotykamy jeszcze przemiłe akcenty chmielu, trawy, iglaków oraz liści tytoniu. Na samym końcu natomiast – podobnie jak w smaku – majaczy zupełnie wycofana i zamknięta w sobie słodowość. Wszystko jest tu idealnie dobrane, skomponowane i wyważone. Świetna sprawa! Genialny zapach. Można go wąchać do usranej śmierci, a i tak się nie znudzi ;D
Nowość z Fabryki Piwa to nader wytrawny napitek. Cholernie złożony, wielowątkowy, wyrazisty, smaczny i rześki. Pełnia może i nie jest jakaś powalająca, ale wcale nie musi być. Balans został celowo przesunięty w stronę chmielu i cudownie owocowej goryczki.
Doskonały smak i obezwładniający aromat przekładają się na niebotyczną wręcz pijalność. Piwo wchodzi lepiej niż woda! Zresztą nie ma się co dziwić – woda nie ma smaku, a to piwo smakuje naprawdę wybornie.
Brawa, brawa! Nie widzicie tego, ale aż uklęknąłem z wrażenia ;)
OCENA: 9/10
CENA: nieznana
ALK.5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 31.10.2016
FABRYKA PIWA// SZCZYRZYCKI BROWAR CYSTERSÓW „GRYF”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz