wtorek, 30 grudnia 2014

RACIBORSKI PORTER


ALK.8,9%. Tylko kompletny outsider, albo piwny laik mógł jeszcze nie słyszeć, że na początku grudnia Browar Racibórz zaprezentował dwie „świeżynki” – piwo dyniowe i porter bałtycki (!).
Ten drugi skutecznie zmienił ostatnio moje plany wydawnicze, bowiem chciałem go zdegustować, gdy się porządnie wyleżakuje – gdzieś w końcówce 2015 roku (niecny plan, no nie?). Jednakże po głębokim namyśle postanowiłem, że nie mogę mu dawać takich forów, bo byłoby to wysoce niesprawiedliwe. Pozostałe krajowe porterki piłem generalnie świeże, a bynajmniej jakoś specjalnie ich nie leżakowałem. Jedyne co, to mogły sobie trochę poleżeć w sklepie lub hurtowni. Jestem pewien, że żaden z nich nie był po terminie. Dlatego też chcąc być w miarę wiarygodny i mieć miarodajną skalę odniesienia wypiłem go dzisiaj.
Zima, mróz, śnieg, niebawem Nowy Rok – w takiej otoczce portery bałtyckie smakują najlepiej.
Chcąc, nie chcąc widziałem kilka recenzji Raciborskiego Porteru – oj, posypało się sporo gromów i hejtu. Co prawda dobrze jest znać opinie innych, ale warto też mieć swój móżdżek i nie sugerować się zdaniem innych.


Otwieram i przelewam. Mój Śp. kolega z klasy miał kiedyś amatorski zespół rockowy, który nazywał się KZZOS, co po rozwinięciu oznaczało: Kto Zajebał Z Okna Smalec? Teraz ślina na język przynosi mi podobne pytanie: kto zajebał z piwa pianę? Szczątkowy kożuszek o beżowej barwie i drobnej teksturze zniknął w oka mgnieniu i tylem go widział.
Zapewne sprawcą tego procederu jest bardzo niskie nasycenie. Jest to jedno z najmniej wysyconych piw, jakie piłem. Normalnie byłaby to spora wada, ale sącząc tak mocny i ekstraktywny trunek nie muszę czuć bąbelkowej burzy w przełyku i bekać po każdym łyku (ale mi się rymło ;p).
Niemal czarne jak smoła piwo pachnie bardzo poprawnie i nader stylowo. Jako pierwszy plus na pewno możemy uznać kompletny brak alkoholowych niuansów, co przy świeżym porterze zdarza się niezwykle rzadko. Motywem przewodnim tego specjału są lekko palone, opiekane słody upstrzone słodką czekoladą i delikatnym kakao. Karmel, tosty i nieznaczne suszone owoce (rodzynki, śliwki) trzymają się z dala, ale w niezły sposób urozmaicają całość. Z pewnością wąchałem lepszych reprezentantów tego stylu, ale z drugiej strony zapach jest dość przyjemny.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

NYKS


ALK.5,2%. Nyks nie jest żadną świeżynką – piwo zadebiutowało w połowie października, chociaż wcześniej zapowiadano, że pojawi się już w lipcu. Pomijając przedpremierowe problemy, American Stout z Browaru Olimp to koncept pochodzący jeszcze z czasów, gdy Marcin Ostajewski  warzył swoje piwa w Zodiaku. Obecnie oczywiście miesza słody z wodą i chmielem w Wąsoszu.
Nyks to w zasadzie single hop przyprawiony amerykańskim chmielem odmiany Chinook, który poza tym nie ma żadnego wyróżnika, magicznego składnika, czy zaczarowanej receptury. Ot, zwykły stout z amerykańskim sznytem. Nie jest to żaden przełom warty Nagrody Nobla, żadne odkrycie, żadne novum.
Milion razy już powtarzałem, że jestem wielkim wielbicielem ciemnych trunków, ale jakoś za stoutami nie za bardzo przepadam (no, chyba że to RIS). Nie przekonuje mnie nawet Milk, ani Oatmeal Stout. Wypić wypiję, ale bardziej w celach edukacyjnych, niż z czystej przyjemności, co wcale jednak nie znaczy, że nie potrafię docenić dobrego piwa w tym stylu. Jak więc prezentuje się amerykański stout z Olimpu?


Tuż po odkapslowaniu butelki uniósł się znajomy aromat nowofalowego chmielu, objawiający się w głównej mierze świeżym cytrusem, okraszonym kapką żywicy. Na drugim planie egzystują dość wyraźne i całkiem sympatyczne owocowe niuanse z przewagą brzoskwini, śliwki renklody i mirabelki. Ciemnych aspektów, w tym słodu jest tu stosunkowo niewiele, zwłaszcza jak na stouta. Nie mniej jednak daleko z tyłu majaczy minimalna paloność oraz odrobina czekolady. Całość jednak zdecydowanie owocowa.
Na uwagę zasługuje również solidna, beżowa piana. Niby grubo ziarnista, niby rzadka i trochę dziurawa, ale w jakiś nadzwyczajny sposób długo utrzymująca się. Opada naprawdę powoli, mocno oblepiając ścianki.
Nasycenie rzecz jasna jest jak najbardziej stylowe – niskie, subtelne i drobne.

niedziela, 28 grudnia 2014

WRĘŻEL AMERICAN PALE ALE


ALK.4,8%. Dzisiaj robimy trzecie podejście do Browaru Wrężel. Po bardzo udanej ajpie i równie udanym weizenie ponownie zobaczę na co stać jankeskie chmiele.
Zapewne każdy z was wie, że American Pale Ale to taka łagodna AIPA, nieco lżejsza, mniej goryczkowa i hardcorowa. Zdaniem większości, piwo to idealnie nadaje się do rozpoczęcia przygody z nowofalowym piwowarstwem – nie odrzuci zbyt nachalnymi lupulinami, a jednocześnie wyraźnie pokaże różnicę smaku i aromatu w stosunku do zwykłych ojrolagerów.
Siłą napędową dzisiejszego specjału ma być Mosaic, Amarillo, Cascade i Magnum. Ciekawostką natomiast jest (wyróżniony w składzie) mech irlandzki. Sam w sobie nie wnosi on praktycznie żadnych wyczuwalnych niuansów, jednakże powoduje zwiększone wytrącanie białka z brzeczki, a w rezultacie m.in. mniejszą tendencję do zmętnienia piwa na zimno. Chodzi więc o klarowność. 


APA od Wrężela prezentuje się całkiem nieźle. Piwo posiada ładny, bursztynowy kolor i jest lekko mętne. Pokrywa go dosyć obfita i trwała piana o kremowej barwie i średniej ziarnistości. Całości dopełnia nienajgorszy lacing, który fajnie zdobi szkło.
Wysycenie oscyluje na średnim w kierunku niskiego poziomie i moim zdaniem mogłoby być nieco bardziej intensywne.
Do aromatu natomiast nie mam już żadnych zastrzeżeń. Solidna dawka świeżych cytrusów wespół z tropikalnymi owocami, lekką żywicą i subtelną sosną daje nam jasno do zrozumienia z czym mamy do czynienia. Delikatna słodowość w tym przypadku jest tylko tłem. Zapach jest dość intensywny i nie trzeba się w nim długo doszukiwać poszczególnych składowych. W skrócie – podoba mi się.

piątek, 26 grudnia 2014

CICHA NOC


ALK.6%. Trwa okres Świąt Bożego Narodzenia, grzechem więc byłoby nie napić się jakiegoś specyfiku specjalnie dedykowanego na ten wyjątkowy czas. Po średnio udanej interpretacji piwa świątecznego od Doctor Brew, sięgam więc po wyrób mojego lokalnego browaru, czyli Wąsosza.
Co my tu mamy? Ciemne piwo (nie wiadomo czy ale, czy lager) z dodatkiem suszonych śliwek, kakao, miodu, cynamonu, wanilii i skórki pomarańczy. Niby standard, ale bardzo ciekawi mnie jak wypadną tutaj te śliwki, no i kakao??? Wydaje mi się, że może być ciekawie.
Etykieta niby świąteczna, chociaż odnoszę wrażenie, że można było się bardziej postarać. Trochę wieje tu nudą i trywialnością. Sama nazwa piwa również niczego nie urywa. Można było się pokusić o większą oryginalność, a nie kopiować kolędę. No cóż, może piwo obroni się samym smakiem? 


Już po odkapslowaniu butelki wiedziałem, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze! Z butelki uniósł się zniewalający aromat suszonych śliwek i bardzo intensywnej skórki pomarańczowej. Zawartość sniftera przypomina po części wigilijny kompot z suszu, tylko pozbawiony charakterystycznego aromatu dymu. Śliwka i skórka to jednak nie wszystko – na drugim torze pędzi bowiem całkiem przyjemna słodowa nuta o lekko opiekanym charakterze, a tuż za nią podąża szczypta kakao, słodkiej czekolady i wyraźnej wanilii. Mistrzostwoooooo!!!! Tak pachną czekoladki nadziewane śliwką i pomarańczą, pokropione olejkiem waniliowym.
W smaku Cicha Noc również nie ma sobie równych. Czekoladowa słodowość, i odrobina karmelu tworzą tu niepowtarzalne tło dla intensywnej śliwki (niekoniecznie suszonej), mocno dojrzałej wiśni, ciemnych winogron/rodzynek i solidnej ilości skórki pomarańczy. W tle swoje trzy grosze dorzuca również subtelna waniliowość, kakao oraz bardzo łagodna paloność. Jest też idealnie dobrana goryczka – niezbyt mocna, ale wyraźna, bardzo szlachetna i wspaniale kontrująca słodową słodycz. Całość smakuje jak niektóre nadziewane czekoladki z owocami w środku, w tym przypadku ze śliwką lub rodzynką.

czwartek, 25 grudnia 2014

Argus ŁOWCZY SŁODOWY TERCET


ALK.8%. Cykl Lidlowskich Argusów kończę Słodowym Tercetem, czyli belgijskim triplem, który razem z Chmielowym Kwartetem tworzy pewnego rodzaju dwupak.
Nie będę się powtarzał i na darmo strzępił klawiatury, opisując ponownie spiskowe teorie dotyczące miejsca warzenia tych piw. Prawdopodobnie czytaliście moje wypociny odnośnie ww. quadrupla, a jeśli nie, to wystarczy kliknąć tutaj.
Tak więc być może/prawdopodobnie mój dzisiejszy gość jest Komesem Potrójnym Złotym, którego konsumowałem prawie rok temu. Niestety w przeciwieństwie do fortunowskiego dubbla  i quadrupla nie posmakował mi on na tyle, na ile bym sobie tego życzył.
Bez zbędnego owijania w bawełnę zobaczcie sami, jak wypada niezbyt wyleżakowany tripel marki Argus z Lidla. 


Otwieram i przelewam. Tuż po wykonaniu tej operacji stwierdzam, że piana nie jest najmocniejszą stroną tego piwa – biała, niewysoka, drobna i niebywale krótkotrwała. O jakimkolwiek lacingu można tylko pomarzyć. Na szczęście dalej jest tylko lepiej.
Trunek jest optymalnie nasycony dwutlenkiem węgla, a jego barwa jest lekko mętna, ciemno złota.
Aromat nie jest jakoś wybitnie powalający, ale odnalazłem w nim całkiem sporo klimatów słodowych oraz rześkich owoców pod postacią cytrusów, jasnych winogron i niedojrzałych jabłek. Przyprawowość jest znikoma, ale w zamian pojawia się szczypta chmielu i tytoniu. Cienie alkoholowe niemal niewyczuwalne.
W smaku piwo jest lekko kwaskowe z ciekawym, półwytrawnym zacięciem. Zdecydowanie nie przypomina to Komesa, który był zwyczajnym kwachem i bardziej przypominał szampana, aniżeli belgijskiego tripla. Dominuje tutaj łagodna nuta jasnych winogron i cytrusów, okraszona z lekka umiarkowanym słodem oraz rozgrzewającym alkoholem. W tle pobrzmiewają subtelne tony chmielu o nieco przyprawowo-tytoniowym charakterze. Goryczka niska, lekko alkoholowa.

wtorek, 23 grudnia 2014

ŁOWICKIE OATMEAL ALE


ALK.5%. Ze względu na słabą dostępność rzadko kiedy mam okazję skonsumować coś z rzemieślniczego Browaru Bednary, a szkoda bo widzę w nim potencjał. Dlatego też, jak tylko nadarzy się jakaś okazja – biorę co jest pod ręką. I tym sposobem niedawno stałem się właścicielem dwóch piw Łowickich.
Jednym z nich jest Oatmeal Pale Ale, czyli jasne piwo górnej fermentacji z dodatkiem płatków owsianych. Trochę może dziwić taki stan rzeczy, bo przecież płatki owsiane kojarzą się niemal wyłącznie z Oatmeal Stoutem, który jest piwem czarnym jak smoła. Browar Bednary jednak postanowił pójść pod prąd i uwarzył jasnego ałtmila.
Jestem szczery do bólu, więc przyznam się Wam, że piłem to piwo na Krakowskim Festiwalu Piwa. Wówczas mi smakowało, chociaż obiektywnie muszę stwierdzić, że w tamtym momencie odczuwałem już trudy całodniowej degustacji ;>


Cholernie podobają mi się te regionalne etykiety z Bednar, ale dlaczego do jasnej ciasnej nie podają pełnego składu?! Mam prawo wiedzieć, jakich słodów i chmieli użyli bez odpalania kompa!
Troszkę się wkur.. zdenerwowałem, ale cała złość mi przeszła już po pierwszym łyku. Piwo jest naprawdę dobre.
Nalewa się z dość obfitą, kremową i puszystą pianą, która jest nader trwała i drobna, opadając solidnie brudzi szkło.
Nisko wysycone piwo posiada ładny ciemno złoty kolor i jest wyraźnie mętne.
W aromacie naprawdę czuć płatki owsiane! Owsianka jest wyczuwalna nawet bardziej niż w większości stoutów owsianych. Rolę drugoplanową odgrywa tu całkiem sympatyczna, lekko stonowana słodowość typu zbożowego oraz średnio intensywne niuanse chmielowe, rześkie cytrusy i odrobina słodszych owoców. Nie ma tu amerykańskiej bomby chmielowej, ale w sumie i nie musi być. W tle minimalna chlebowość, którą bardzo lubię w piwach. Całość pachnie świeżo, lekko i nienachalnie, co akurat w tym przypadku jest plusem.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

DOCTOR BREW - XMAS RYE


ALK.7,5%. W przedświątecznym zakupowo-sprzątaniowym szaleństwie znalazłem chwilę czasu, by skonsumować jedną z kilku tegorocznych nowości dedykowanych na święta właśnie.
Od kilku już lat okres świąteczno-noworoczny zostaje zdominowany przez piwa określane nieformalnym mianem Christmas Ale, w których to piwowarzy nie szczędzą różnego rodzaju przypraw. W stosunku do poprzedniego roku zniknęły dwie pozycje, ale w ich miejsce jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawiło się co najmniej pięć nowych ‘piw świątecznych’. 
Dzisiaj wrzucam na ruszt żytniego iksmas elja od „doktorków”, który został doprawiony klasyczną mieszanką świątecznych przypraw (cynamon, goździki, kardamon, anyż, gałka muszkatałowa oraz skórka gorzkiej pomarańczy curaçao). Do chmielenia użyto dwóch australijskich chmielu: Ella i Galaxy.
By the way istnieją dwie wersje tego piwa, gdzie jedna od drugiej różni się chmieleniem na zimno, a rozróżnić to można tylko i wyłącznie po dacie ważności, ponieważ na ecie nie ma o tym żadnej wzmianki. Mój egzemplarz to klasyczna wersja, bez chmielenia na zimno, a szkoda, bo bardziej chciałem spróbować tej drugiej. Cóż, wyboru jednak nie miałem. 


Xmas Rye jest okrutnie mętnym piwem, a jego ciemno brunatna barwa przypomina wodę w kałuży tuż po intensywnej ulewie.
Drobno pęcherzykowa piana o beżowym odcieniu nie jest jakoś strasznie obfita, lecz tworzy miłą dla oka koronkę na szkle, do tego opada w przyzwoicie średnim tempie.
W miarę intensywny aromat został wyraźnie zdominowany przez piernikowe przyprawy. Główne role w tym spektaklu odgrywa kardamon, cynamon i garść goździków. Co ciekawe czuje tu również szczyptę imbiru, którego przecież nie dodano do piwa (?). W tle pojawia się minimalna pikantność – to zapewne zasługa gałki muszkatałowej. Spod sporej ilości przypraw nieśmiało wynurza się słodowe ciało o lekko opiekanym charakterze oraz subtelna nuta czekoladowo-karmelowa. Na samym dole tej aromatycznej drabinki wyczuwam ciężki do zdefiniowania i niezbyt przyjemny zapaszek. Coś jakby stęchłe drożdże, czy inne pieroństwo. Szczególnie mocno czuć to z pustej butelki.

sobota, 20 grudnia 2014

CORNELIUS DUNKEL


ALK.5,9%. Jakiś czas temu myślałem, że ekskluzywna (dla Sulimaru) seria piw Cornelius została przeze mnie już doszczętnie wyeksploatowana. Niestety, a może na szczęście  - myliłem się, bowiem z pożałowaniem skonstatowałem, iż nigdy nie miałem w ustach ichniego Dunkela.
Zdaje sobie sprawę, że przy obecnie panującej na rynku piwnym sytuacji, jakiś tam dark lager z bądź, co bądź dużego browaru, nie jest szczytem marzeń żadnego szanującego się blogera. No, ale jak się jest maniakiem „ciemniaków” (nie chodzi tu o ludzi z obniżoną inteligencją), to już inna bajka. Mimo, że nie przepadam za wytrawnymi stoutami, ogólnie rzecz ujmując lubię ciemne piwa, a najbardziej jak są ciemne i mocne. Dunkela też z chęcią strawię, ale jest jeden warunek – nie może być za słodki.
Z etykiety możemy się nieco dowiedzieć, co za diabeł siedzi w tej butelce. Piwo uwarzono ze słodów: pilzneńskiego monachijskiego, palonego i karmelowego, a chmiele reprezentuje Marynka, Sybilla i Lubelski, czyli klasyczne polskie trio. Ekstrakt wynosi 14,9°Blg, więc mamy tu stosunkowo niskie odfermentowanie, jak na niecraftowe standardy. 


Co jak co, ale Cornelius Dunkel ma pierwszorzędną prezencję. Ze szklanki niemal bije blask pięknej mahoniowej barwy, która patrząc pod światło epatuje wspaniałą rubinową czerwienią. Piana koloru ecru również niczego sobie – wysoka, średnio ziarnista, opada bardzo powoli, długo ciesząc wzrok pijącego. Do tego pięknie oblepia szkło. Naprawdę jestem pod wrażeniem.
A jak to pachnie? Zapach jest dość intensywny z wyraźną przewagą karmelowych klimatów. Czuję także suszone śliwki, rodzynki i wiśnie, słodką czekoladę oraz niewielką tostowość. Całość spaja – niczym zaprawa cegły – obszerna słodowa nuta o umiarkowanie opiekanym charakterze. Niestety swoje trzy grosze dorzuca tu także wyczuwalny alkohol, który powoduje że piwo pachnie chwilami jak typowy, siarkowy mózgotrzep za niecałe ‘pinć zyli’, co to raczą się nim miejscowe menelki.

piątek, 19 grudnia 2014

DWA SMOKI


ALK.5,8%. Rzutem na taśmę udało mi się zdobyć butelczynę jednego z najbardziej rozpoznawalnych i pożądanych piw z podkrakowskiej Pracowni Piwa. Dwa Smoki to pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się (uwaga: teraz będą dwa obco brzmiące słowa) hop heada, czy innego beer geeka. Kto nigdy nie pił, grozi mu ekskomunika z piwnego półświatka ;>
Piwo określane jest jako Wit IPA, czyli nietuzinkowe i śmiałe połączenie belgijskiego witbiera z nowofalowym, amerykańskim chmieleniem. Z jednej strony mamy lekkie pszeniczne piwo z łagodną nutką przypraw, a z drugiej solidne, słodowe India Pale Ale doprawione zarówno na aromat, jak i goryczkę jankeskimi lupulinami.
O ile się nie mylę, jest to jak dotąd jedyna w Polsce taka konfiguracja (jeśli jestem w błędzie to mnie poprawcie). Nie przedłużam już, bo sam jestem ciekaw jak to smakuje. Oczywiście piłem wersję beczkową, ale to nie to samo, co wersja butelkowa w domowym zaciszu. 


Po przelaniu piwa do szklanki przywitała mnie obfita, średnio ziarnista czapa białej piany, która opadała w przeciętnym tempie. Na ściankach pojawiła się średniej maści koronka, jednakże jak się za chwilę okazało – był to krótkotrwały efekt.
Dwa Smoki jest średnio wysyconym piwem, nie mniej jednak w tym konkretnym przypadku nasycenie idealnie trafia w moje gusta. Kolor Smoków posiada wyraźne zmętnienie i przypomina blado złoty odcień.
Już po pierwszym łyku wiedziałem, że piwo mi posmakuje. Nienachalna chlebowa słodowość wspaniale komponuje się tutaj z nowoczesnym chmieleniem w postaci sporej dawki cytrusów, owoców tropikalnych, lekkiej nutki żywicy oraz garści igieł sosnowych. Na finiszu rządzi umiarkowanie mocna (jak na obecne standardy), chmielowa goryczka, która jest bardzo szlachetna, nie zalega i wspaniale kontruje słodowe klimaty. W posmaku natomiast pojawia się minimalna przyprawowość. Może nie tyle sama kolendra, co leciutka pikantność, coś jakby pieprz różowy, czy inne ustrojstwo. Szczególnie czuć to po oblizaniu ust.

czwartek, 18 grudnia 2014

X ROCZNICA CZĘSTOCHOWSKIEGO BRACTWA PIWNEGO


Dokładnie dzisiaj, 18 grudnia mija dziesiąta rocznica utworzenia Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego. Pod koniec 2004 roku dziesięciu piwnych pasjonatów postanowiło zrobić coś więcej niż tylko razem napić się piwa. Efekty tej decyzji na własnej skórze odczuwają wszyscy członkowie naszego kręgu. Oczywiście chodzi mi o pozytywne odczucia 

Nie zamierzam pisać tutaj o idei całego Bractwa Piwnego, bowiem już kiedyś popełniłem tekst na ten temat. Dzisiaj będzie tylko i wyłącznie o piwnych braciach (i siostrach) z Częstochowy oraz o samym Kręgu Częstochowskim.
Z dziesięciu założycieli naszego oddziału do obecnych czasów wytrwało czterech (Arek Michalski, Piotr Sitek, Piotr Markiewicz i Jerzy Orszulak), których obecnie zowie się nieco żartobliwie „leśnymi dziadkami”. Szczególnie mi bliski jest Arek Michalski – nasz pierwszy Przewodniczący, pełniący między czasie funkcję Kanclerza Bractwa Piwnego. Jest to też człowiek, który niejako „wprowadzał” mnie do Bractwa.
W tym akapicie nie sposób nie wspomnieć o  tym, że od kilku miesięcy najważniejszą osobą w całym Bractwie Piwnym jest nasza była Przewodnicząca  - Sara Nabrdalik, która z dumą sprawuje fuchę Wielkiego Mistrza Bractwa Piwnego.

Na pierwszym planie nasza "Sarenka"

Krąg Częstochowski od początku swego istnienia działa dość aktywnie. Wśród naszych dokonań warto wymienić takie inicjatywy jak:
  • Częstochowska Noc Kulturalna, podczas której prowadzone są m.in. pokazy warzenia piwa, różne konkursy i wykłady.
  • Częstochowski Konkurs Piw Domowych Bractwa Piwnego (CKPD BP) organizowany od 2010 roku. Jest to jeden z nielicznych bezpłatnych konkursów, gdzie oprócz koszulek, bonów na zakupy, dyplomów i eleganckich statuetek zwycięzca jednej z kategorii ma możliwość uwarzenia zwycięskiego piwa w restauracyjnym Browarze Czenstochovia.
  • Domowy Piwowar Roku. To z naszej inicjatywy od pięciu lat wybierany jest najlepszy piwowar domowy w Polsce.
  • Piwiarnia  - jedyny w Częstochowie pub, którego ze względu na liczbę oferowanych piw można nazwać multitapem.
  • Rozpoznanie Bojem – praktyczny i darmowy kurs warzenia piwa przy udziale obecnej na miejscu publiczności. Uwarzone piwa wysyłane są na konkursy piw domowych.
  • Degustacje piw – za każdym razem wybieramy inny styl, degustujemy i anonimowo oceniamy, które piwo jest najlepsze, tym samym poznając różnorodność piwnego świata.
  • Spotkania z browarami – do tej pory odwiedził nas dawny Browar Gab, Czenstochovia, Kiper (Cornelius), Ciechan, Fortuna, Konstancin, Browar Na Jurze i Wrężel.
Przewodniczący Kręgu - Piotr Turek

Jak co roku, tak i w tym nasz krąg obchodził rocznicę swojego powstania. Tym razem była to okrągłą rocznica, na którą zostało zaproszonych sporo gości z innych kręgów oraz zaprzyjaźniony z nami Śląski Oddział Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych (PSPD).
Tegoroczna impreza rocznicowa odbyła się 13 grudnia w Gospodzie Rybnej przy ulicy Focha w Częstochowie, gdzie łącznie zjawiło się ponad 50 osób, w ty ja...

środa, 17 grudnia 2014

POMORZANIN


ALK.5,2%. Pomorzanin i Polka Pils to pierwsze dwa piwa z ‘reinkarnowanego’ w tym roku browaru w Wąsoszu. Polkę piłem już dawno, jednak drugi z tej dwójki – niefiltrowany lager – musiał swoje w piwnicy odstać. Aż do dzisiaj, gdy termin ważności zaczął niebezpiecznie się zbliżać do „godziny zero”. Dałem więc piwu zielone światło.
Jak czytamy na kontrze: Pomorzanin „stanowi hołd i wyrazy szacunku dla jednego z najważniejszych plemion polskich – Pomorzan”. Fajnie, ale w takim razie takim samym hołdem jest też piwo Wąsosz 12°, które różni się od Pomorzanina tylko i wyłącznie etykietą. Tak, to te same piwa, jednakże Wąsosz 12° sprzedawany jest wyłącznie w strefie, obejmującej zasięg rzutu kamieniem od browaru, a mój dzisiejszy gość to już można by rzec - trunek eksportowy.
Butelkę oblepia całkiem sympatyczna, klasowa i nieźle dopracowana etykieta, która zawiera w sobie spore akcenty regionalizmu (czyt. podoba mi się). 


Po przelaniu do szklanki tytułowy Pomorzanin okazał się być lekko mętnym, złocistym trunkiem, na powierzchni którego uformowała się dość obfita i puszysta kołderka mieszano ziarnistej piany. Piana o białej jak śnieg barwie niezbyt długo utrzymywała się przy życiu, ostatecznie kończąc swój żywot po mniej więcej pięciu minutach.
Piwo jest przeciętnie nasycone dwutlenkiem węgla, ale akurat w tym przypadku mi to pasuje. A co z zapachem?
Aromat to udane połączenie trawiastego chmielu i jasnego słodu, z niewielką domieszką chlebowo-zbożowych niuansów. Szczególnie in plus zaskoczył mnie tutaj wyraźnie wyczuwalny chmiel, którego tak często brakuje w tego typu napitkach. Ze szkła bije przyjemna kwaskowo-cytrusowa chmielowość, a nie słodowa słodycz. Brawo!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

WRĘŻEL JASNE PSZENICZNE


ALK.4,8%. Pierwszy kontakt z wyrobami Browaru Wrężel miałem podczas picia ich piwa numer pięć – AIPA, które de facto bardzo mi posmakowało. Dzisiaj spróbuje zaprzyjaźnić się z kolejnym trunkiem, a w kolejce niecierpliwie czekają jeszcze trzy kolejne egzemplarze. Póki co, w szklance ląduje piwo pszeniczne, bo jest to jeden z moich ulubionych stylów.
Pomimo panującej obecnie mody na udziwnianie niemal każdego rodzaju piwa, ekipa Wrężela postanowiła uwarzyć tradycyjnego niemieckiego hefeweizena. Nie dorzucili tam żadnego zielska, żadnych papryczek chili, żadnych przypraw, ani kakao, ani miodu, czy nawet ‘hamerykańskich’ lupulin. Klasyka pełną gębą. 


W swoim niezbyt jeszcze długim życiu piłem kilkadziesiąt piw pszenicznych z różnych browarów, ale żadne nie miało takiej intrygującej barwy. Jasne Pszeniczne z Wrężela jest sakrucko mętne, a co za tym idzie również gęste. Jego jasno beżowy kolor do złudzenia przypomina mi sok bananowy! Wiecie, taki z kartonu.
Piwo jak na weizena generuje raczej mało piany. Na domiar złego, trzycentymetrowa czapeczka białego puchu, zbudowana ze średniej wielkości pęcherzy opada szybciej niż bym sobie tego życzył i prawie w ogóle nie oblepia ścianek – słabizna.
Na szczęście w aromacie zaczyna się już „coś dziać”. Pszeniczna słodowość wydaje się lekko dominować, jednakże nie brakuje tu także kwaskowych cytrusów i sporej ilości akcentów drożdżowych. Nieco w głębi egzystują niewielkie cienie banana, gumy balonowej i szczypta goździka, którego oczywiście nie mogło tu zabraknąć. Zapach niemal książkowy, mam tylko małe zastrzeżenia co do ilości tego ostatniego – jak dla mnie goździka mogłoby być trochę więcej. Reszta jest OK.

sobota, 13 grudnia 2014

CZERWONY LAGER


ALK.5,7%. Odkąd piwowar AleBrowaru Michał Saks przejął stery (został dyrektorem produkcji) w Gościszewie, dzieje się tam sporo i ciężko to wszystko ogarnąć i poukładać w całość. Dość często pojawiają się nowości, zmieniono wszystkie etykiety, a przy okazji nazwy niektórych piw, które podzielone zostały na dwie linie. Jedna linia, to piwa z postaciami, a druga to „55-tki”, gdzie liczba ta nawiązuje do drogi krajowej nr 55, przy której leży Browar Gościszewo. I tak, piwo Naturalne Niepasteryzowane nazywa się teraz Rybak, Komtur to dawne Czarne Krzyżackie, a Gwiazdor znany był wcześniej pod nazwą Wesołych Świąt.
Najnowszym dziełem tego browaru jest piwo Czerwony Lager (Gościszewo warzy tylko lagery, a stacjonujący tam AleBrowar tylko ejle). Ponoć jest to edycja limitowana, którą browar chce pożegnać stary rok oraz starą i wysłużoną etykieciarkę. Stąd zupełnie inna, kompletnie nie pasująca do pozostałych infantylna etykieta, która swoją drogą nawet mi się podoba. 


Pierwsze co skonstatowałem po przelaniu to barwa, która wcale nie jest czerwona. Przede wszystkim piwo jest dosyć mętne, a jego kolor przypomina głęboki odcień miedzi z niewielkimi rubinowymi przebłyskami. Nie powiem, bo całość wygląda całkiem zachęcająco.
Piwo wieńczy obfita, mieszano ziarnista czapa kremowej piany, która dość długo utrzymuje się na powierzchni, tworząc przyzwoitą koronkę na szkle.
Czerwony Lager jest znakomitym przykładem na to, że lager niekoniecznie musi być nudny. Wystarczy dodać trochę innych słodów, niż tylko i wyłącznie wszechobecny pilzneński. Tutaj co prawda nie ma podanego pełnego składu, ale przecież barwa mówi sama za siebie. Mój dzisiejszy gość obfituje w aromaty melanoidynowe, tostowe, opiekanego słodu i skórki od chleba. Na drugim planie czuć także niewielką owocową nutę, trochę słodkawego karmelu i szczyptę tradycyjnego chmielu. I like it.

piątek, 12 grudnia 2014

RACIBORSKIE DYNIOWE


ALK.6,5%. Już od dłuższego czasu nie mam ochoty na piwa z Raciborza. Sami wiecie, częste wady, metal, czasem kwach, albo ulepkowata słodycz i ogólnie niezbyt ciekawe style, że się tak wyrażę. Ostatnio jednak Browar Zamkowy Racibórz ni stąd, ni zowąd wysupłał – niczym magik z kapelusza – dwa nowe piwa. I to jakie! Porter bałtycki oraz piwo dyniowe. Zaraz, zaraz – piwo dyniowe w grudniu? A ja głupi myślałem, że sezon dyniowy przypada na przełomie października i listopada....
Może nie jest to szczyt piwnego hipsteryzmu, ale bądźmy szczerzy – jak na Racibórz to brzmi dumnie, a nawet bardzo dumnie. Jednakże po chwilowej euforii i emocjonalnym uniesieniu przychodzi w końcu zdrowy rozsądek i pyta: czy te piwa faktycznie są warte zachodu?
O porterka jestem raczej spokojny, bo to nasza chluba narodowa i w Polsce raczej nie spotyka się kiepskich przedstawicieli tego stylu. Po prostu ciężko go spieprzyć (choć z pewnością się da). Co do pumpkin ale’a to mam już pewne obawy. Nie jestem prorokiem, ale wydaje mi się, że to w ogóle nie jest ejl, tylko lager (pewny jednak nie jestem). Po drugie w składzie nie ma podanych żadnych przypraw, które to zazwyczaj towarzyszą piwom dyniowym. Jest tylko wzmianka o pestkach dyni, które same w sobie wnoszą bardzo mało do piwa. Co ciekawe, ostatnio trochę się u nas namnożyło tego typu wynalazków, jednakże prawie wszyscy z uporem maniaka robią piwa z miąższu dyni, a nie z samych pestek. Wyjątkiem jest tu jedynie Charon z Olimpu i teraz dołączyło do niego ichnie Raciborskie Dyniowe. No, ale dosyć ględzenia, bo piwo stygnie...., znaczy ociepla się. 


Otwieram i przelewam. Tak jak się spodziewałem piana jest niska i brzydka, zbudowana z mieszanej wielkości pęcherzy. Opada dość szybko, nie pozostawiając po sobie nawet śladu.
Kolor za to jest przepiękny – jasny bursztynek z tzw. iskrą uśmiecha się do mnie, niczym zalotna blondynka.
Wysycenie – o dziwo – jest stosunkowo niskie. Spodziewałem się hordy musujących bąbelków gazu, a tymczasem piwo jest nad wyraz spokojne pod tym względem.
W zapachu nie ma nic szczególnego. Dominuje solidna słodowa baza wspierana przez słodkawe biszkopty oraz lekkie niuanse chlebowe. Nieco w głębi błąka się bezczynnie opieszała nuta herbatnikowa oraz subtelna zbożowość pochodzenia słodowego. W tle majaczy minimalna pestkowość, choć równie dobrze może to być autosugestia, bowiem piwo pachnie niemal jak zwyczajny jasny lager, tyle że o podwyższonym ekstrakcie. Aha, po ogrzaniu na wierzch wychodzi nieznaczny mokry karton. Całość pachnie dość monotonnie i jednoznacznie. Za mało się tu dzieje.

wtorek, 9 grudnia 2014

DUBBEL CIESZYŃSKI


ALK.8,5%. Mikołajki to nie tylko radocha dla naszych najmłodszych pociech, lecz także szczególny dzień dla miłośników dobrego piwa. Od sześciu lat bowiem 6 grudnia jest ogólnopolską premierą Grand Championa – zwycięskiego piwa Konkursu Piw Domowych Festiwalu Birofilia odbywającego się w Żywcu. Specjał ten pojawia się niemal punktualnie (czasem tylko 8 dni wcześniej ;>) w Mikołajki w mocno ograniczonych ilościach w sklepach Tesco, Piwiarniach Warki i wybranych sklepach specjalistycznych.
Najlepsze piwo domowe wybrane w Żywcu, zostaje uwarzone wg autorskiej receptury w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie (najmniejszym i najstarszym z Grupy Żywiec). W 2014 roku best of the best zostało piwo w belgijskim stylu Dubbel, którego autorem jest Czesław Dziełak – twórca Grand Championa 2013! Pierwszy raz w dziewięcioletniej historii Grand Championa zdarzyło się, aby ktoś wygrał po raz drugi i to pod rząd!!! Czesław może pochwalić się jeszcze jednym zwycięskim piwem domowym uwarzonym wg jego receptury w komercyjnym Browarze Ciechan, chociaż powszechnie wiadomo, że nie jest on zbyt zadowolony z formy współpracy z Grupą BRJ (zainteresowani wiedzą o co chodzi).
Dubbel Cieszyński to czwarty Grand Champion, który pojawia się na moim blogu i jest to chyba najbardziej oczekiwane piwo z całej czwórki. Po pierwsze bardzo podoba mi się tegoroczne szkło (goblet) dedykowane do picia mocnych, belgijskich piw klasztornych, które po prostu musiałem mieć, bo bym się rozchorował (dołączane jest gratis do kilku butelek Grand Championa). Po drugie jestem wielkim fanatykiem ciemnych i mocnych trunków, toteż moja radość z wyboru belgijskiego stylu była podwójna (w końcu to Dubbel). 


Co jak co, ale piana z pewnością nie jest mocną stroną tego piwa, o ile półcentymetrową cienką pierzynkę grubych pęcherzyków można w ogóle nazwać pianą. Po dwóch minutach nie było po niej śladu, ale z drugiej też strony kształt kielicha nie sprzyja tworzeniu się obfitej piany.
Piwo jest wyraźnie mętne, a jego barwa jest brunatno-brązowa z niewielkimi karmelowymi refleksami.
Aromat Cieszyńskiego Dubbla jest dość intensywny i przede wszystkim porządnie urozmaicony. Wyczuwam w nim sporo suszonych owoców z rodzynkami i śliwkami na czele oraz trochę karmelu. Tuż za nimi podążają nieśmiałe nuty słodkiego banana, opiekanych słodów oraz niewielkie cienie przyprawowych fenoli. Na końcu stawki majaczy niewyraźna tostowość oraz absolutnie nie przeszkadzające alkohole wyższe. Zapach naprawdę pierwsza liga! Mógłbym go niuchać godzinami.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

POŁCZYŃSKIE ZDROJOWE


ALK.6%. Dzisiaj ciąg dalszy kalibrowania moich kubków smakowych. Na warsztat wziąłem bardzo rzadko spotykane piwo z Browaru Fuhrmann, zlokalizowanym w znanym mieście uzdrowiskowym - Połczynie-Zdroju.
Wiadomo już skąd pochodzi nazwa piwa, ale czy owy trunek oferuje coś ciekawego oprócz chwytliwej nazwy? Tak, zajebistą etykietę, która podoba mi się jak mało która! W sumie to kupiłem to coś, tylko ze względu na przykuwającą wzrok etę, bo domyślam się, że pod względem smakowym nie będę piał z zachwytu.
Nie raz już pisałem, że jestem fanem etykiet ‘w starym stylu’, ale ten egzemplarz to prawdziwy majstersztyk, który niemal przenosi nas w czasie do początku XX wieku. Co w tym wszystkich najciekawsze, to fakt, że ta stylizowana retro-etykieta przedstawia autentyczną, zabytkową fotografię z czasów, gdy browarem w Połczynie-Zdroju zarządzał Karl Fuhrmann - syn założyciela browaru pochodzącego z 1825 roku. 


Tak jak wspomniałem wyżej, nie spodziewałem się cudów po niniejszym piwie, jednakże po kilku łykach muszę stwierdzić, że nie taki diabeł straszny jak go malują.
Piana może i nie jest jego mocną stroną (niska, drobna i nietrwała), ale kolor mnie mocno zdziwił. Ze względu na to, że Fuhrmann jest wiodącym producentem marketowych nołnejmów, spodziewałem się piwa wodnistego i bladego jak dupa nieboszczyka. Tymczasem z zadowoleniem skonstatowałem, że piwo posiada ładną, ciemno złotą barwę. Obawiam się, że pod tym względem żaden koncerniak do 6% alko mu nie dorównuje.
Sam smak oczywiście do wybitnych nie należy, ale w sumie nie ma jakiejś wielkiej tragedii (zawsze może być gorzej). Dominuje tu swoista piwniczna słodowość o nieco miodowych naleciałościach, co może sugerować utlenienie. Mi to zbytnio nie przeszkadza, bowiem piwo jest wówczas bardziej pełne i zróżnicowane w smaku. Poza słodem odnalazłem tu również akcenty chlebowe oraz minimalny kwasek i nieśmiałą owocowość. Jako takiej goryczki nie stwierdziłem. 

sobota, 6 grudnia 2014

WRĘŻEL AIPA


ALK.6,8%. Dzisiaj zapewne większość piwnych blogerów biegnie do Tesco, by jak najszybciej napić się Grand Championa, ja tymczasem rozpoczynam przygodę z Browarem Wrężel. Na pierwszy ogień idzie oczywiście popularna AIPA. Od jakiegoś czasu niepisanym zwyczajem stało się, że debiutanckim piwem z nowego browaru jest IPA chmielona po amerykańsku. Na szczęście Wrężel nie uległ tej doktrynie i tytułową ajpę wypuścił dopiero jako piąte piwo z rzędu.
Kim jest Wrężel? To nowa kontraktowa inicjatywa warząca w Zarzeczu, za którą stoi piwowar domowy Adrian Kukuła (miałem sposobność poznać go osobiście podczas spotkania w częstochowskiej Piwiarni). Browar Wrężel swoją nazwę zawdzięcza żonie Adriana, która za obopólną zgodą „użyczyła” tutaj swojego panieńskiego nazwiska.
Od debiutu minęło niecałe trzy miesiące, a Wrężel dorobił się już pięciu piw. Szóste (Belgian Blond Ale) też jest już uwarzone i czeka sobie w leżaku na rozlew. 


Przy pierwszej recenzji nowego browaru często poruszam kwestię opakowania i nie inaczej jest tym razem. Etykiety Browaru Wrężel są spójne (co bardzo sobie cenię), różnią się tylko kolorami i obrazkiem na przedzie. Nie lubię, gdy każde piwo wygląda jakby było z innej parafii (patrz – Browar Na Jurze). Sporym plusem jest także bogata treść etykiety, gdzie znajdują się wszystkie potrzebne nam informacje - pełny skład, IBU, ekstrakt, kolor w skali EBC, temperatura serwowania oraz kilka zdań odnośnie tego, czego mamy się spodziewać po danym piwie. Sama szata graficzna natomiast już średnio mi się podoba. Rysunki/obrazki nie powalają ani jakością wykonania, ani stylistyką, ani pomysłowością ich twórcy – nie wiem jak wy, ale ja po prostu tego nie kupuję.
AIPA od Wrężela w firmowym snifterze prezentuje się bardzo dostojnie. Kremowej barwy piana jest drobna, wysoka, dość gęsta i puszysta. Opada bardzo powoli, zostawiając liczne osady na szkle. Naprawdę super to wszystko wygląda.
Kolor piwa wcale nie pozostaje jej dłużny. Piękną, miedziano-rubinową barwę można podziwiać bez końca. Jest to jedno z ciemniejszych piw w tym stylu jakie widziałem.

piątek, 5 grudnia 2014

EDELMEISTER WEIZENBIER


ALK.5,7%. Bardzo rzadko sięgam po wyroby z Van Pura, w sumie to od dłuższego czasu traktuję je jak powietrze. Dla mnie mogłyby nie istnieć, ale domyślam się, że jestem w zdecydowanej mniejszości (zaraz mnie zhejtują fani Łomży Export).
Pewnie nie wszyscy nawet wiedzą, że obecnie holding Van Pur jest w posiadaniu, aż pięciu browarów – Brok w Koszalinie, Browar Jędrzejów (Strzelec), Browary Górnośląskie w Zabrzu, Browar Łomża oraz browar w Rakszawie pod Rzeszowem, gdzie wszystko się zaczęło. Przy łącznych mocach produkcyjnych na poziomie przeszło 4,5 mln hektolitrów śmiało możemy powiedzieć, że jest to czwarty w Polsce koncern browarniczy!
Niestety, jak to mają w zwyczaju wielkie molochy – Van Pur robi piwa dość słabe i nijakie, a przynajmniej taka panuje opinia wśród piwnych blogerów.
Dzisiaj postanowiłem sprawdzić, czy znajdę wyjątek od tej reguły i czy jest możliwe uwarzenie dobrego, albo chociaż uczciwego piwa pszenicznego za niecałe 3 złote. 


Piwo przywitało mnie umiarkowanie (jak na weizena) obfitą czapą białej piany. Posiada ona ładną, zbitą strukturę, jest puszysta i gęsta, jednak opada szybciej niż się tego spodziewałem.
Kolor jest jak najbardziej stylowy – beżowo-pomarańczowy, kojarzący się z przybrudzonym złotem. Do tego bardzo mętny, jak przystało na pszeniczniaka.
Wysycenie dwutlenkiem węgla zostało tutaj wywindowane nader wysoko, ale nie uznaję tego za wadę – piwo pszeniczne cechuje się przecież wysokimi właściwościami orzeźwiającymi.
Aromat nie jest jakoś szczególnie powalający, aczkolwiek z drugiej też strony tragedii nie ma. Dominacja bananowych estrów jest bezsprzeczna, ale pojawia się też tutaj niemało klimatów drożdżowych i całkiem sporo słodu pszenicznego, który pełni rolę tła. Goździka jest niewiele, co jest niewątpliwym minusem, ale na osłodę dostajemy trochę niuansów gumy balonowej oraz szczyptę słodkich aromatów kwiatowych.

środa, 3 grudnia 2014

JAGIEŁŁO PREMIUM PILS


ALK.5,1%. Pewnie jesteście zdziwieni, że zamiast popijać Pinty, Birbanty, czy inne Radugi sięgam po nie cieszący się dobrym ‘fejmem’ regionalny browar z Lubelszczyzny? Odpowiedź: mogę, to sięgam. Nie można przecież cały czas raczyć się craftowymi specjałami z naszych nowopowstałych browarów rzemieślniczych/kontraktowych.
Pomijając posądzenia o uprawianie piwnej hipsterki, po prostu kubki smakowe trzeba raz na jakiś czas zresetować, skalibrować czymś bardzo przeciętnym (lub nawet słabym), żeby nam się w głowie od tych craftów nie poprzewracało. To jedyny sposób, żeby mieć skalę odniesienia, pomocną nam przy ocenie piw naprawdę wybitnych. Przez to, że piwni blogerzy/smakosze praktycznie nie pijają sikowatych shitów ze „słabszych” browarów, nie doceniają tak jak powinni tych naprawdę dobrych piw. Że niby lekki diacetyl gdzieś tam się pojawia, że aromat odrobinę za słaby, że piwo ma ciut za mało ciała, że balans nie jest idealny, że chmielu jest trochę za mało, bo jeszcze są w stanie oddychać, że goryczka jest trochę za słaba, bo nie wywraca języka na lewą stronę, że to, że tamto, że owamto. Dżizyss!
Napijcie się od czasu do czasu kiepskiego piwa, to dopiero wtedy docenicie to naprawdę klasowe. 


Jagiełło Pils nalał się ze średnio obfitą pierzynką szarej piany o wyraźnie grubych pęcherzach. Piana bardzo szybko się dziurawi i opada, czego efektem już po dwóch minutach jest zupełny brak piany!
Kolor piwa jest za to jak najbardziej poprawny. Spodziewałem się słomkowej i lurowatej cieczy, tymczasem widzę głęboką barwę złota. Wow.
Wysycenie jest dosyć wysokie, ale nie szczypie i nie kłuje, więc chyba o to chodzi.
Aromat? Silna słodowość z wyraźnie odciśniętym piętnem niuansów chlebowych i delikatnego zboża w tle. Chmielu jak na lekarstwo, ale czuć za to mokry karton oraz minimalną trawiastość. Jak widać – szału ni ma...

wtorek, 2 grudnia 2014

PIWNA KRONIKA – LISTOPAD 2014


Początek nowego miesiąca to jak zwykle czas, by podsumować miesiąc poprzedni.
W listopadzie działo się naprawdę sporo, głównie za sprawą dużej „imprezy tematycznej” (czyt. festiwalu) w Poznaniu, która wygenerowała olbrzymią ilość piwnych premier. To już taki polski zwyczaj, że piwne festiwale są swoistymi inkubatorami nowych piw. W listopadzie była także inna piwna impreza, o której może nie wiecie, poza tym było też święto stoutu.

 

Premiery


  • Idą święta, więc na rynku pojawiło się nowe piwo świąteczne – Gwiazdor z Gościszewa.
  • Jedną z najbardziej oczekiwanych nowości tej jesieni jest nowy wypust Grupy Żywiec. Piwo zwie się Żywiec APA (American Pale Ale) i jest efektem pierwszego w historii użycia przez polski koncern nowofalowych chmieli.
  • Browar Kormoran w końcu zaprezentował swoje piąte piwo z serii Podróże Kormorana. Tym razem w Olsztynie uwarzono Rauchbocka.
  • Roztoczańskie Dymione to kolejna wędzonka, która ukazała się w listopadzie. Jak Roztocze to wiadomo, że chodzi tu o Browar Zwierzyniec, należący do lubelskiej Perły.
  • Nowość ze Zwierzyńca to jednak nie koniec poczynań Browarów Lubelskich, które zaskoczyły nas również porterem bałtyckim! (ekstrakt 22%, alk.9,2%).
  • Muerto – tak nazywa się kolejne piwo z kontraktowego Browaru Kingpin. Pod nazwą tą kryje się Pumpkin Ale z dodatkiem rokitnika.
  • Chłopaki z Doctor Brew w zeszłym miesiącu zaaplikowali piwoszom trójpak w postaci dwóch single hopów (Centennial IPA, Mosaic IPA) oraz Double IPA.
  • Swoisty trójpak wypuściła także Pracownia Piwa z Modlniczki – Wheat Wine Hey Now (Wheat Wine), 200! (Rye Imperial AIPA) oraz kooperacyjna z Browarem Szałpiw 2 (Belgian Stout).
  • Browary Regionalne Wąsosz także nie próżnują. Kolejnym „piwem z wąsem” jakie pojawiło się na rynku jest Albert w stylu American Weizen.
  • Browar Olimp dorobił się kolejnego greckiego boga w kolekcji. Bóg wojny Ares to piwo w stylu Polish Red Ale.
  • Wujek Vettis (Black IPA) i Gacie Po Tacie (Smoked Stout) to dwie listopadowe nowinki z Browaru Podgórz.
  • Podwójną nowość zgotowała nam także Pinta, która wydała na świat American Pale Ale o nieco dwuznacznej nazwie A Ja Pale Ale oraz American Amber Wheat, który nazywa się Sanrajza.
  • Browar Birbant także dorzucił coś od siebie. Mowa tu o piwie Imperial Red AIPA, które jest imperialną wersją znanej wszystkim Red AIPY.
  • Pomorski Amber tej jesieni świętował dwudziestolecie swojego istnienia. Z tej okazji na rynku ukazał się limitowany, ciemny i niefiltrowany lager – Toast.

niedziela, 30 listopada 2014

BROWAR WRĘŻEL W CZĘSTOCHOWIE


W miniony piątek 28 listopada w częstochowskiej Piwiarni zostało zaaranżowane bardzo fajne spotkanie dla miłośników rzemieślniczego piwa. Otóż siedzibę Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego odwiedziła ekipa kontraktowego Browaru Wrężel. Całe to posiedzenie miało swoją część oficjalną w postaci autoprezentacji browaru oraz część mniej oficjalną, gdzie można było podejść i zamienić kilka słów z włodarzami Wrężela.
Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć. Miałem nawet bardzo ambitny pomysł opublikowania na blogu całego wystąpienia w postaci filmu, ale niestety warunki akustyczne na sali (duży gwar) skutecznie mi to uniemożliwiły. Filmik mam nagrany, ale prawie nic na nim nie słychać, dlatego też musiałem się przeprosić z klawiaturą mojego laptopa i streścić w kilku zdaniach najważniejsze informacje, które usłyszeli obecni w Piwiarni goście.

Browar Wrężel reprezentują w zasadzie tylko dwie osoby – Adrian Kukuła jest technologiem, piwowarem i pomysłodawcą całego interesu, a Paweł Olczyk jest specem spraw handlowych i sprzedaży. Browar istnieje dopiero od niedawna (trzy miesiące), ale na rynek wypuścił już pięć piw: APA, AIPA, marcowe, stouta owsianego oraz jasną pszenicę. W leżaku dojrzewa też szóste piwo, w stylu Belgian Blond Ale.
Adrian z wykształcenia jest inżynierem leśnictwa, jednak jego pasją, a od niedawna także pracą jest warzenie piwa. Piwowarstwem domowym zaraził się w chwili, gdy spróbował pierwszego domowego piwa. Obecnie nadal warzy „domowym sposobem”, a jego dużej i profesjonalnej instalacji (warzelnia o wybiciu 100 litrów, fermentor o pojemności aż 200 litrów!) może pozazdrościć niejeden browar restauracyjny. Na koncie Adriana widnieje ok. 150 warek, w których wyprodukował łącznie ok. 50 hektolitrów piwa!




Wrężel warzy swoje piwa w nowoczesnym browarze w Zarzeczu, które powoli staje zagłębiem polskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Oprócz Wrężela warzy tam również Pinta, Birbant oraz Kingpin. Jak wygląda ten browar możecie obejrzeć u Piwologa i Kopyra.
Adrian z racji tego, że mieszka w pobliskim Żywcu początkowo chciał się zaciągnąć do Zarzecza jako piwowar. Gdy mu się to nie udało postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i założył swój własny kontraktowy browar.
Jeśli zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięła nazwa Wrężel, to mogę wam teraz pomóc w tym dylemacie. Adrian bardzo dobitnie docenił swoją żonę, nazywając swój browar jej panieńskim nazwiskiem! Bardzo to oryginalne i pomysłowe, ale przede wszystkim szlachetne.

sobota, 29 listopada 2014

Argus ŁOWCZY CHMIELOWY KWARTET


ALK.9%. Kilka miesięcy temu w Lidlu pojawiły się dwa Argusy Łowcze, wywołując tym samym krótkotrwałą, ale intensywną burzę w piwnym środowisku. Jeden z nich to belgijski tripel, a drugi quadrupel. Brzmi znajomo prawda?
Jak to w przypadku piw własnych Lidla, nie wiadomo skąd dane piwo pochodzi, trzeba więc polegać na domysłach i przypuszczeniach. Na szczęście prawie każdy piwny bloger ma w sobie coś z Sherlocka Holmesa, toteż w miarę łatwo udało się nam wywnioskować, że miejscem produkcji nowych Argusów jest miasto Miłosław, czyli Browar Fortuna. Przemawiają za tym dwa czynniki: 1) browar, który warzy dla takiego giganta detalicznego jak Lidl, musi być odpowiednio duży, 2) warząc dla dyskontu/marketu ich marki własne zazwyczaj korzysta się z istniejącej już receptury, ewentualnie nieznacznie się ją modyfikuje. Biorąc pod uwagę, że żaden ze średniej i dużej wielkości browarów nie ma w ofercie piw trapistów,  śmiało można insynuować, że to browar z Miłosławia maczał palce w obydwu Argusach Łowczych. Fortuna milczy jednak jak zaklęta i nie chce komentować tej sprawy, a to też przecież o czymś świadczy. 
Nie bez powodu wczoraj piłem Komesa Poczwórnego, a dzisiaj biorę na ząb Chmielowy Kwartet. Prawdopodobnie są to te same piwa, a nawet jeśli nie to bardzo zbliżone. Skąd więc tak znaczna różnica w parametrach? (Komes: alk.10%, ekstrakt 19,5°Blg; Argus: alk.9%, ekstrakt 16,3°blg). W przypadku mocnych piw tolerancja wartości alkoholu podanego na etykiecie w stosunku do wartości rzeczywistej może wynosić +/- 1%. Natomiast jeśli chodzi o ekstrakt brzeczki piwnej, to prawdopodobnie podbito go dodatkiem cukru, który nawet podano w składzie. Stąd też po uwarzeniu piwo miało 16,3°Blg (co widnieje na etykiecie), a żeby drożdże miały co jeść i żeby wyprodukowały więcej alkoholu dodano potem taką ilość cukru, że ekstrakt urósł mniej więcej do poziomu jaki jest w Komesie


To oczywiście tylko pewna teoria i to nawet nie moja (chociaż jestem jej zwolennikiem). Może więc analiza sensoryczna będzie tutaj najbardziej sprawiedliwa.
Barwa Łowczego Argusa wydaje się być nieco jaśniejsza (bursztynowa) niż w przypadku Komesa, jednak zmętnienie jest identyczne. Delikatna różnica w  kolorze może pochodzić od źródła światła. Wczoraj oglądałem Komesa przy świetle sztucznym, dzisiaj patrzę na Argusa za dnia.
Piana wypada na niekorzyść dzisiejszego bohatera – jest o wiele mniej bujna, ale za to drobno ziarnista. Opada w takim samym tempie, czyli bardzo szybko.
Wysycenie obu piw jest bardzo zbliżone. Średnia intensywność chyba najbardziej trafnie określa ilość bąbelków gazu.
W zapachu Chmielowy Kwartet wyróżnia się olbrzymią ilością słodu z lekko opiekanymi naleciałościami. Pojawiają się też owocowe estry w postaci delikatnych śliwek, rodzynek i ciemnych winogron. Tło przenika niewielka tostowość oraz subtelna nuta alkoholowa, kojarząca się z czerwonym winem. Skąd ja to znam? ;p

piątek, 28 listopada 2014

KOMES POCZWÓRNY BURSZTYNOWY


ALK.10%. Normalną koleją rzeczy po uwarzeniu dubbla i tripla jest pójście za ciosem, czyli zaaplikowanie publice najmocniejszego piwa trapistów - quadrupla. W myśl tego rozumowania postąpił właśnie Browar Fortuna z Miłosławia.
Komes Poczwórny Bursztynowy jest logiczną kontynuacją dwóch poprzednich Komesów i podobnie jak one, jest piwem niepasteryzowanym, refermentowanym w butelce, o osiemnastomiesięcznej dacie przydatności do spożycia.
Mój egzemplarz kupiłem już dawno, obecnie liczy on sobie jakieś 13 miesięcy, więc mam przed sobą dość dobrze wyleżakowanego reprezentanta. Nie każdy wie, że leżakować można nie tylko portery bałtyckie, czy RISy. Nadają się do tego również niektóre, bardzo mocne piwa belgijskie, aczkolwiek nie zaleca się jakoś strasznie długo trzymać ich w „izolatce”, bo nie są one, aż tak odporne na ząb czasu jak wyżej wymienieni ciemni mocarze. 
Nie będę ukrywał, że jest to jedno z najbardziej oczekiwanych przeze mnie piw, jeśli chodzi o segment tzw. browarów regionalnych.


Miłosławski specjał nalał się z głośnym sykiem ulatującego dwutlenku węgla, który mogę tylko porównać do opróżniania butelki z Coca-Colą. Grubo ziarnista piana o kremowej barwie początkowo była dość obfita, jednak jej ilość malała w iście zastraszającym tempie! Chwila, moment i było po krzyku. Znaczy się po pianie. 
Jednak po kilku minutach od przelania stwierdziłem, że wysycenie wcale nie jest tak duże jak mi się w pierwszej chwili wydawało. Widocznie piwo się trochę odgazowało przy nalewaniu, bo lałem w sam środek z dość dużej wysokości. Summa summarum ilość bąbelków jest wg mnie optymalna.
Kolor piwa jest dość ciemny. W nazwie pojawia się określenie bursztynowy, chociaż mi bardziej pasuje tu słowo brunatny lub miedziany.
Zapachem rządzi lekko opiekana słodowość oraz wyraźne estry owocowe (rodzynki, wiśnie, ciemne winogrono). Nieco z tyłu pojawia się subtelna nuta tostowa oraz średnio intensywne klimaty alkoholowe, których ilość przy tym woltażu wydaje się być rozsądna. Chmiel został niemal perfekcyjnie ukryty, ale nie ma się co dziwić – wszak quadrupel to nie jest piwo typowo chmielowe. Chwilami aromat przypomina półsłodkie, czerwone wino (nie jeden by się nabrał).

środa, 26 listopada 2014

LUBLIN to DUBLIN


ALK.6,5%. Lublin to Dublin z pewnością jest piwem nieszablonowym i poniekąd także pionierskim. Jest to efekt współpracy irlandzkiego browaru O’Hara’s (Carlow Brewing Company) z dobrze znanym w naszym kraju kontraktowym Browarem Pinta. Warto tutaj nadmienić, że była to pierwsza międzynarodowa kooperacja w historii współczesnego polskiego browarnictwa, dopiero później był AleBrowar z Nøgne Ø i pozostali.
A teraz będzie krótka lekcja historii: ekipa Pinty w lutym 2014 roku szczęśliwie wylądowała na terytorium Zielonej Wyspy i równie szczęśliwie uwarzyła wspólne piwo – Robust Oatmeal Stout. Chłopaki z Pinty przywieźli do Irlandii polskie płatki owsiane (marki nie znam) oraz polskie chmiele – Marynka i Lubelski, od którego pochodzi nazwa piwa. Słody były miejscowe, znaczy się irlandzkie.
Ten krzepki stout owsiany przeleżał w mojej ciemnej i wilgotnej piwniczce od czerwca 2014 roku, aż do dzisiaj (prawie pół roku). Oto zapis moich subiektywnych wrażeń z konsumpcji.


Kolaboracyjny Lublin to Dublin nalał się z wysoką, beżową i gruboziarnistą pianą, która dosyć długo izoluje ciecz od środowiska zewnętrznego, tworząc na szkle obfite firany.
Kolor piwa jest czarny z niewielkimi burgundowymi refleksami, a ilość bąbelków jest stosunkowo niska (jak przystało na stouta).
Zapach bez wątpienia kojarzył mi się ze świeżą parzoną kawą z mlekiem i maczanym w niej kruchym herbatnikiem. Typowo owsiankowa nuta wystąpiła dopiero na drugim planie, zakrywając w znacznym stopniu średnio intensywne akcenty słodkiej czekolady i lekko palonego słodu. Na samym końcu egzystowała subtelna, acz wyczuwalna chmielowość o ziołowo-kwiatowym charakterze. Krótkie podsumowanie – jestem na tak!

poniedziałek, 24 listopada 2014

WIZYTA W WARSZAWIE, CZYLI BLOG DAY 3.0


Piwny Blog Day 3.0 za nami. Pora więc napisać kilka słów o kolejnej edycji jedynego (póki co) forum polskiej blogosfery piwnej.

Trzecia edycja coraz popularniejszego Blog Day’a odbyła się w Warszawie, a nie jak dwie poprzednie -  w stolicy Wielkopolski. Zmianę lokalizacji przyjąłem z dużym entuzjazmem, głównie ze względu na bardziej dogodne możliwości transportu. Moja podróż do stolicy minęła szybko i przyjemnie, a przy tym dość nieszablonowo – pierwszy raz skorzystałem z Carpoolingu. Wrażenia mam jak najbardziej pozytywne.
Niestety wrażenia z samego spotkania piwnych blogerów nie są już tak pozytywne. Tzn. negatywne też nie są, ale muszę przyznać, że odczuwam pewien niedosyt.
Po pierwsze impreza w stosunku do poprzedniego roku trochę się „skurczyła”, bowiem zamiast dwóch dni trwała jeden dzień. To jednak jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo przecież liczba uczestników forum z roku na rok rośnie, a co za tym idzie i koszty. Największą moim zdaniem bolączką był przede wszystkim dość ubogi program, który przy tak okrojonym czasie powinien wprost wgniatać takiego blogera w fotel i otwierać mu szeroko oczy ze zdumienia. Każde wystąpienie powinno na długo zapaść w pamięci, tymczasem ja mam poważne problemy z przytoczeniem więcej niż trzech ciekawych wniosków powiedzianych „na scenie” (a piwa w zasadzie wypiłem mało).



Na tle pozostałej konkurencji występ 'Piwoznawcy' Maćka Chołdrycha trzeba uznać za nader udany. Maciek przygotował dla nas zestaw pięciu nietypowych (odjechanych) piw, które mieliśmy sposobność obwąchać i skosztować. Pierwsze (ale nie jedyne) piwo na świecie z mąką kasztanową w składzie (Pietra z Korsyki) pachniało jak pierwszorzędny ejl, chociaż w rzeczywistości było lagerem wiedeńskim. 
Niemiecki Smokey George na słodzie wędzonym torfem wywoływał silne konotacje ze spalonymi przewodami elektrycznymi, asfaltem i bentonitem. Na długo zapamiętam też smak i aromat Hel & Verdoemenis Cuvee z De Molena – jest to Barrel Aged Imperial Stout leżakowany w dębowej beczce po winie Bordeaux. Natomiast belgijski wiśniowy lambic Oude Kriek był chyba najbardziej kwaśnym piwem jakie w życiu piłem! Sour Ale o nazwie Oak Aged Cranberry Bastard z Danii również wywarł na mnie piorunujące wrażenie.
Nie obyło się też bez blind tastingu, który poprowadził znany w środowisku sensoryk 'Browarzyciel' Rafał Kowalczyk. Do odgadnięcia mieliśmy takie style jak: czeski pils, hefe-weizen, dry stout, rauchbock, brown porter, AIPA, porter bałtycki oraz owocowy lambic. Oprócz stylu trzeba było również wskazać konkretną markę i kraj z którym nam się kojarzy dane piwo. Fajna to zabawa, a przy okazji można się sprawdzić.


niedziela, 23 listopada 2014

Argus PORTER CZARNY


ALK.7,9%. To już ostatnia część cyklu pt. Argusy z Browarnii Lidla, uwarzone przez Browar Amber. Na sam koniec zostawiłem sobie trunek, od którego oczekuję najwięcej – wszak to nic innego jak porter bałtycki, nasza duma narodowa. Poza tym chciałem, aby troszkę sobie poleżał, bo wiadomo, że wyleżakowany porter ma wyraźną przewagę nad świeżynką.
Podejrzenia są takie, że jest to Grand Imperial Porter w nieco innym opakowaniu. Świadczy o tym identyczny ekstrakt oraz niemalże taka sama zawartość alkoholu (różnica wynosi zaledwie 0,1%).
Nie będę jednak owych przypuszczeń brał za pewnik, zwłaszcza że włodarze Ambera osobiście napisali mi w komentarzach: „Oczywiście, są to piwa produkowane u nas. Piwa różnią się recepturą i składem surowcowym od naszych marek...”.
Nawet jeśli nie są to identyczne piwa, to i tak uważam, że nabyć jakiegokolwiek portera w tej cenie (3 zeta) to naprawdę świetna okazja, a przy tym doskonała inwestycja. Ja kupiłem trzy sztuki, z czego dwie wylądowały w mojej piwnicy i czekają na lepsze czasy :)

 
Porter Czarny nalewa się z dość obfitą i puszystą czapą beżowej piany, która zbudowana jest z drobnych pęcherzy. Ładnie to wszystko wygląda jednak niezbyt długo cieszy oko. Piana redukuje się nadspodziewanie szybko i przyjmuje postać milimetrowej obręczy przyklejonej do szkła.
Piwo jest tak ciemno brązowe, że w zasadzie wydaje się być czarne za sprawą dużej średnicy sniftera, do którego zostało nalane.
Teraz pora na najciekawsze. Aromat ma wszystkie cechy, które powinien posiadać dobry porter bałtycki. Delikatna czekoladowość świetnie komponuje się tutaj z wyraźnymi akcentami kandyzowanej wiśni, czarnej porzeczki i śliwki węgierki. Ponadto nie brakuje tu rodzynek, słodkiego karmelu i ciemnych, lekko palonych słodów, które pełnią funkcję tła w tym niezwykle aromatycznym spektaklu. Alkohole wyższe, czyli fuzle są bardzo stonowane. Całość pachnie jak jakieś czekoladki z likierem w środku, co mi bardzo odpowiada.

piątek, 21 listopada 2014

GRYCZANE

ALK.5,2%. Swego czasy produkty Manufaktury Piwnej z Browaru Jabłonowo ceniłem sobie bardzo wysoko. Otwarcie trzeba powiedzieć, że to właśnie niecodzienne jak na owe czasy piwa, dość znacząco odmieniły wizerunek tego podwarszawskiego browaru. Z przedsiębiorstwa klepiącego niemal wyłącznie marketowe nołnejmy, w krótkim czasie Jabłonowo zyskało miano browaru nowoczesnego, nad wyraz twórczego i przede wszystkim odważnego.
Ostatnim dziełem sygnowanym marką Manufatura Piwna jest Gryczane. Nie ma co ukrywać, że jest to dark lager, którego jedynym wyróżnikiem jest dodatek gryki (oczywiście w formie niesłodowanej). Nie przypominam sobie, aby jakikolwiek browar dodawał tej rośliny do piwa, aczkolwiek nie wiem też, czy cokolwiek wnosi ona do profilu smakowo-zapachowego.
Gryka to rodzaj rośliny z rodziny rdestowatych, do której należy aż 15 gatunków, rosnących w klimacie umiarkowanym Europy i Azji. W Polsce uprawiana jest głównie w rejonie Janowa Lubelskiego, czyli można powiedzieć, że w moich rodzinnych stronach. 


Gryczane z Jabłonowa to bardzo ładnie wyglądające piwo. Jego kolor przypomina barwę głębokiej miedzi, poprzecinanej rubinowymi refleksami. Obfita, drobna i puszysta kołderka piany ładnie oblepia ścianki i do tego wystarczająco długo utrzymuje się na powierzchni.
Wysycenie nie jest wysokie, wręcz przeciwnie – jest mocno stonowane, ale akurat do tego napitku pasuje jak dłoń do rękawiczki.
Aromat niemal zwala z nóg swoją nadspodziewaną intensywnością. Piwo pachnie słodko, przede wszystkim mocno karmelowo, ale nie brakuje tu również słodkiej czekolady, kakao, opiekanego słodu, tostów i przypieczonej skórki chleba. Całość wywołuje całkiem pozytywne skojarzenia z piernikiem.

czwartek, 20 listopada 2014

JASNY DYNKS


ALK.5,3%. Jasny Dynks z Szałupiw (Szałpiwu?) to jeden z pierwszych komercyjnych wypustów autorstwa Wojtka i Janka Szały. Piwo weszło na rynek w lipcu 2013 równocześnie z Ciemnym Dynksem, który nie mógł przypaść do gustu konsumentom, za sprawą wyraźnej i niepożądanej działalności bakterii kwasu mlekowego, które z czarnego wita zrobiły coś na kształt piwnego kefiru.
Do tej pory nie piłem żadnego z tych piw, ale nie ukrywam, że bardziej zależało mi na zwilżeniu podniebienia tym ciemnym wywarem. Oczywiście chodzi mi o warkę, gdzie Ciemny Dynks był w należytej formie.
Jak już zapewne wiecie niedawno w moje dwie lewe ręce trafił ten jasny z dynksów, który ma być belgijskim witbierem, pochmielonym trochę po słoweńsku, trochę po nowozelandzku i trochę po hamerykańsku. Rzecz jasna nie zabrakło tu belgijskich drożdży oraz przypraw. Zatem let’s go


Jasny Dynks ma postać jasno złotego, mętnego trunku. Wieńczy go średnio wysoka, biała piana o mieszanej strukturze. Jej żywotność jednak nie jest zadowalającą, za to lacing jest dość wyraźny.
Piwo zostało przeciętnie nasycone dwutlenkiem węgla. Jestem pewien, że odrobina większej ilości bąbelków akurat w tym przypadku by nie zaszkodziła.
Belgijski witbier z nowofalowym zacięciem pachnie nawet ładnie. Nie będę jednak ukrywał, że zarysowuje się tutaj znaczna przewaga klimatów chmielowych nad przyprawowymi cechami. Rześkie cytrusy, chmiel oraz nuty trawiaste dominują bez dwóch zdań. Dopiero na dalszym planie egzystuje niewielka ilość kolendry, słodu pszenicznego i ulotnego pieprzu. Daleko w tle pojawiają się też zamglone owoce, głównie mango, białe winogrona oraz ananas.

wtorek, 18 listopada 2014

KUJAWSKIE


ALK.6%. Co jakiś czas w Browarni Lidla pojawiają się piwa z polskich „browarów regionalnych”, do których ów dyskont zalicza między innymi Perłę i Łomżę. Przemilczę jednak ten fakt i powiem, że dla osób dopiero poznających bogactwo piwnego świata oferta Lidla może być nawet atrakcyjna. Dla takiego delikwenta, który do tej pory nie wychylał z butelki nic więcej poza ‘żywco-lecho-tysko-warko-żubrem’ zobaczyć jednocześnie kilkanaście nieznanych (lub mało znanych) mu marek piwa, to tak jakby dostać pustakiem w głowę.
Oczywiście każdy szanujący się znawca piwa (czyt. bloger) przejdzie wszystkie alejki Lidla dziesięć razy i nawet mu powieka nie zadrży. Tak właśnie było ze mną – niemal wszystkie piwa już dawno temu miałem „zaliczone”. Nie mniej jednak jakiś czas temu zdarzył się wyjątek. Oldskulowa, wyraźnie ludowa, a zarazem prosta graficznie i trafiająca w moje gusta etykieta piwa Kujawskiego sprawiła, że stałem się jej właścicielem, a przy okazji również właścicielem butelki, do której była ona przyklejona oraz cieczy, która była w tej butelce.
Kujawskie to w zasadzie niczym nie wyróżniający się jasny lager, których w Polsce mamy tysiące. Czy zatem jest wart pieniędzy, jakie w niego zainwestowałem?


W przeciwieństwie do ładnego, złotego koloru piana nie jest mocną stroną tego piwa – niska, mieszano ziarnista, rzadka i do tego opada w tempie błyskawicy, nie pozostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu.
Kujawskie zostało dość wyraźnie potraktowane przez gaz zwany dwutlenkiem węgla, ale na szczęście nie ma w tym jakiejś wielkiej przesady.
Niezbyt intensywny aromat kojarzący mi się ze ‘strong beerami’ epatują wysoką dawką słodu i sfermentowanego zboża. Pomiędzy nimi brylują niewielkie akcenty owocowych estrów, chleba oraz piwnicznych wtrętów. O ile jeszcze powyższe cechy można względnie uznać za pozytywne, o tyle nuty alkoholu, mokrego kartonu i miodu pozytywnymi z pewności już nie są. Niestety piwo jest wyraźnie utlenione.

niedziela, 16 listopada 2014

CZY POLSKIE PIWO JEST DROGIE?


Dyskusję na temat cen naszego ulubionego trunku chciałem podjąć już dawno temu. Co jakiś czas słyszy się przecież falę narzekań, że cena jest nieadekwatna do jakości, że piwo powinno być tańsze, że browary pozycjonują ceny, itp., itd. Choć nie powiem, bo czasem zdarzają się też oponenci tych teorii.
W ostatnim czasie pojawiło się na rynku kilka bardzo drogich piw, więc w końcu postanowiłem zgłębić temat i zobaczyć, czy faktycznie diabeł jest taki straszny jak go malują.

Struktura ceny

Żeby w ogóle rozpocząć moje rozważania, trzeba najpierw wyjaśnić ile tak naprawdę kosztuje piwo w piwie, bo wbrew pozorom z dwóch złotych, które wydajesz w sklepie na Harnasia czy Żubra, browar zarabia bardzo niewiele.
Poniżej przestawiam kilka prostych wyliczeń (z różnych źródeł) dotyczących struktury ceny piwa. Oczywiście kalkulacje te dotyczą produkcji wielkoprzemysłowej, a nie małych browarów rzemieślniczych/kontraktowych. 

Dolna grafika po lewej stronie pochodzi ze źródeł Kompani Piwowarskiej.

Czarno na białym wynika z tego, że ponad jedną trzecią udziału w cenie piwa mają podatki (VAT, akcyza, CIT), które razem wynoszą aż 35% ceny! Przy czym, warto tutaj zauważyć, że akcyzę płaci się od wartości ekstraktu – im więcej stopni Ballinga/Plato ma piwo, tym więcej złotówek musimy oddać państwu. Marże handlowe hurtowników, detalistów i innych pośredników wynoszą łącznie 25-30%. Koszty wytworzenia (surowce, opakowanie, prąd, woda, transport, marketing, reklama, płace pracowników) wraz z zyskiem browaru zżerają kolejne 37-40% ceny piwa.
No dobra, ale ile wynosi koszt samych składników, które zużywane są do produkcji półlitrowego piwa? Otóż szacuje się, że dla koncernowych gigantów wynosi on zaledwie 15-25 groszy!!! Oczywiście im browar warzy mniej piwa, tym te koszty rosną, dlatego przy średniej wielkości „browarach regionalnych” cena ta może być już dwukrotnie wyższa.
Przy sklepowej cenie koncernowego piwa na poziomie 2,50 PLN łączny koszt wytworzenia (wraz logistyką, reklamą, mediami, płacami i zyskiem) zamyka się w jednej złotówce. 87 groszy to podatki, a pozostałe 63 grosze stanowią marże handlowców. Ile natomiast zarabia na tym sam browar? Jakieś 20 groszy na butelce piwa, co jednak mnożąc przez miliony hektolitrów daje niewyobrażalne wręcz zyski. Zobaczcie teraz – 20gr to koszt surowców, 20gr to zysk, a pozostałe ponad 2 złote kosztuje nas cała otoczka, za którą płacimy my, czyli konsumenci.
Koszty produkcji dla malutkich browarów rzemieślniczych są zupełnie inne. Mimo, że nie mają oni nakładów na reklamę, transport i marketing, a przeważnie również na pensje dla pracowników (bo sami tam pracują), to łączne koszty wytworzenia jednego piwa będą u nich wyższe. Głównie ze względu na kilkukrotnie wyższe ceny surowców, takie jak nowofalowe odmiany amerykańskich chmieli, słody specjalne, czy różne dodatki odgrywające rolę przypraw w piwie. Rzemieślnicy zazwyczaj produkują też bardziej ekstraktywne piwa (nawet powyżej 20°Blg) niż typowy lager z koncernu (ok. 12°Blg), więc płacą też wyższe kwoty akcyzy i nie jest w stanie tego zniwelować nawet ulga w akcyzie, przysługująca mniejszych browarom. Poza tym malutkie browary mają o wiele mniej efektywne instalacje do warzenia, co przekłada się na wyższe rachunki za prąd, wodę, czy gaz. Jeszcze więcej płacą browary kontraktowe, które dodatkowo muszą odpalić kasę browarom stacjonarnym za wynajem ich mocy produkcyjnych.

Piwa koncernowe

Na początek zajmiemy się piwami dla mas. Czy koncernowe wyroby są za drogie dla przeciętnego zjadacza chleba? W większości przypadków za pół litra 'jasnego pełnego' trzeba „zabulić” w granicach 2-3zł (cały czas będę brał pod uwagę ceny butelkowe). Naprawdę śmieszne pieniądze, a nierzadko zdarzają się przecież promocje, gdzie Harnasia, czy Wojaka kupimy już za 1,60zł!!! Oczywiście za takie fundusze nie napijemy się Bóg wie jakiego rarytasu, ale czego się tu spodziewać, po piwie, które zostało zrobione za 20 groszy?

Nie mniej jednak piwa koncernowe potrafią kosztować znacznie więcej. Żywiec Porter, Brackie Mastne, Kaper, Żywiec APA i inne nowe odmiany Żywca, seria Książęce z KP, Porter, Pszeniczne i Piwa Sezonowe od Carlsberga uszczuplą nasz portfel znacznie bardziej (3.50-5zł). Są jeszcze Grand Championy, ale to zupełnie inna para kaloszy. Różnica w cenie rzecz jasna wynika głównie z wyższych cen surowców użytych do ich produkcji i całego procesu technologicznego, ale podejrzewam też, że marże na piwie z wyższej półki (premium) zawsze będą wyższe. Tak więc za odpowiednio większe pieniądze dostajemy odpowiednio lepsze i ciekawsze pod względem smakowym piwo – sprawiedliwie. Oczywiście zawsze zdarzają się jakieś wyjątki (np. ten), ale przecież wyjątek tylko potwierdza regułę.