piątek, 27 marca 2015

DWUDZIK

Dziś nastał dla mnie i dla mojego bloga dzień szczególny. Oto bowiem na liczniku wypitych i opisanych piw stuknęła okrągła liczba – 500 recenzji!!!
Od listopada 2011 roku do dzisiaj udało mi się kupić (czasem dostać w prezencie), zdegustować i opisać, aż pół tysiąca polskich piw! Wiem, że dla niektórych może to być mało, ale nie martwcie się, bo póki co nie zawieszam broni i będzie tego więcej :)
Akurat tak się złożyło, że w swoich zapasach nie mam obecnie żadnego piwa godnego tak zacnej chwili, wybrałem więc styl, który bardzo lubię i szanuję – belgijski Dubbel, w dodatku uwarzony w samej Belgii, więc może i faktycznie mogę nim odpowiednio uczcić moje małe blogowe święto.
Pierwszym piwem z Browaru Gzub był Piknik z Dzikiem, a drugim jest nie kto inny jak Dwudzik! Dlaczego tak czepili się tego poczciwego zwierza? Ano dlatego, że logiem browaru, gdzie obecnie warzy ekipa Gzuba (Brasserie de Bastogne) jest dzik właśnie. 


Dwudzik nalał się z głośnym i syczącym sykiem godnym każdego napoju gazowanego typu cola. Na szczęście piwo szybko się odgazowało i po kilku minutach wysycenie było już optymalne.
Kremowa w barwie piana początkowo była w miarę obfita i drobna, jednak z każdą upływającą sekundą jej ilość drastycznie malała, by finalnie zredukować się do symbolicznego pierścienia wokół i kilku wysepek pośrodku. O jakimkolwiek lacingu można tylko pomarzyć.
Piwo jest bardzo mętne, mimo że nie przelałem osadów z dna, a jego barwa to połączenie miedzi i mocnej herbaty.
W ustach odczuwam dość wysoki poziom kwasku, który na szczęście nie przysłania pozostałych niuansów smakowych. Poza wyraźnym kwaskiem mamy tu jeszcze garść bliżej nieokreślonych owoców (raczej ciemnych) oraz szczyptę karmelu, lekko opiekanego słodu i tostów od niego pochodzących. Głęboko w tle pałętają się jakieś niewyraźne przyprawy, a także specyficzna ziemistość, która nieco psuje całościowy odbiór tego napitku. W posmaku natomiast doświadczamy niezbyt mocnej, acz obecnej goryczki, niestety trącającej trochę alkoholowymi niuansami. Na szczęście tak niewielka ich ilość jest w Dubblu dopuszczalna. Sumarycznie piwo smakuje całkiem nieźle i przede wszystkim stylowo.

wtorek, 24 marca 2015

BIRBANT BLACK AIPA

Dawno nie miałem nic w ustach od Birbanta, pora więc nadrobić ociupinkę piwnych zaległości. Nie bez powodu padło na ‘ciemną ipę’ -  brała bowiem ona udział w niedawnej Degustacji Piw Black IPA, organizowanej przez Częstochowski Krąg Bractwa Piwnego z moją osobą na czele.
Niestety ku zaskoczeniu degustujących Birbant Black AIPA nie wypadło najlepiej. 22,6 punktów na 50 możliwych i dziewiąte miejsce wśród jedenastu aspirantów do podium, to zdecydowanie poniżej oczekiwań piwnych geeków i wszelakiej maści hop headów.
Tak więc z wielką ochotą i wnikliwością Sherlocka Holmesa przyjrzę się teraz temu piwu z bliska, w domowym zaciszu, bez zgiełku i typowo barowej atmosfery. Postaram się obalić lub potwierdzić tezę słabej dyspozycji tego egzemplarza, gdyż akurat pochodzi on z tej samej warki, co degustacyjna próbka. 


Rzeczone piwo nalało mi się z bardzo obfitą pianą. Tak obfitą, że musiałem sobie nieco poczekać aż opadnie, zanim mogłem dolać więcej piwa. Piana ma ładny, beżowy odcień, jest mieszano ziarnista i opada w iście żółwim tempie, zostawiając bardzo liczne zacieki na szkle. Muszę przyznać, że raczej rzadko piwo częstuje mnie takim zacnym widokiem.
Trunek jest średnio wysycony, a jego barwa w pokalu wygląda na czarną, jednak w rzeczywistości mamy tu do czynienia z ciemno brunatną cieczą, która jest zresztą bardzo mętna i nieprzejrzysta.
Tuż po przelaniu zawartości butelki do szkła buchnęło mi w twarz ‘amerykańcami’ aż miło, jednak po kilku minutach aromat porządnie się stonował. Nawet po porządnym ogrzaniu się piwa (choć już od razu nie było ono zbyt zimne) zapach jest co najwyżej średnio intensywny. Dominują w nim co prawda cytrusy okraszone nutką słodkich owoców tropikalnych, jednak to nie do końca jest to, czego bym oczekiwał po Tomahawku, Centennialu i Chinooku. Cała ta owocowość zanurzona jest po uszy w tostowej słodowości, zalatującej nieco lekką i ulotną czekoladą. Obiecywanej na etykiecie kawy próżno tu szukać. O jakichkolwiek nutach żywicy i lasu nawet nie wspomnę. Całość jest płytka i mało wyrazista.

sobota, 21 marca 2015

PERŁA PORTER BAŁTYCKI

W ciągu ostatnich kilku miesięcy możemy zaobserwować pojawienie się na rynku kilku nowych porterów bałtyckich (ps. nasza duma narodowa!). Zaczęło się od Raciborza, później w jego ślady poszła Perła oraz Browar Na Jurze, a to jeszcze nie koniec, bowiem lada chwila wędzoną wersję baltic portera zaprezentuje nam Browar Gościszewo. I jak tu się nie cieszyć? Ja pokazuję dziąsła ze zdwojoną siłą, bowiem nowe nabytki ochoczo uzupełniają portfolio mojej piwniczki :)
Z wyżej wymienionych nowości najbardziej może szokować smakołyk z Lubelszczyzny właśnie. No bo jak browar słynący skądinąd z wymyślania n-tej już wersji jasnego lagera mógł się pokusić o taki skarb? Oczywiście można powiedzieć, że Browar Zwierzyniec tchnął nieco nowej fali w tryby tego lubelskiego molocha, no ale przecie Panie, Perła Porter Bałtycki jest produkowana w głównym browarze, czyli w Lublinie (ach, trzy lata studenckiego życia w tym mieście – to były czasy!).
Włodarze Perły twierdzą, że piwo powstało niejako z okazji otwarcia Podziemi Browaru i pubu firmowego Perłowej Pijalni Piwa, tak czy siak chwała im za to. 


Mój dzisiejszy gość to tzw. porter wagi ciężkiej (22°Blg), leżakowany w browarze tyle, co dobrze donoszona ciąża, czyli wg mnie odpowiednio długo, by się ułożył i wygładził.
Piwo bardzo ładnie wygląda w szkle – obfita, beżowa piana zbudowana jest z drobnych pęcherzy, cechuje się co prawda średnią trwałością, ale nie robiłbym z tego jakiejś wielkiej tragedii.
Umaszczenie porterka z Perły jest w zasadzie czarne, jednak to zapewne zasługa grubego sniftera – w rzeczywistości jest bardzo, ale to bardzo ciemno brązowe (co oczywiście nie jest żadną wadą). Wysycenie jest stosunkowo wysokie i lekko piekące – mogłyby być ciut niższe.
No to bierzemy snifta i niuchamy! Słodkawa czekolada wydaje się lekko dominować nad opiekanymi (nie palonymi) słodami, dochodzącymi w rejony karmelu, prażonego słonecznika i chleba razowego typu pumpernikiel. Na drugim planie swoje libretto odgrywają przyjemne i w miarę wyraźne nuty owocowe (śliwka węgierka, dojrzała wiśnia, czarna porzeczka), oblane delikatną i subtelną kawą zbożową. W tle baraszkuje lekki alkohol, który jednak zbytnio nie przeszkadza, siedząc cicho w kącie. Ładny to zapaszek, nie powiem. Choć z pewnością istnieją na tej planecie lepiej pachnące portery bałtyckie.

piątek, 20 marca 2015

PIWO ROKU 2014



Towarzystwo Promocji Kultury Piwa BRACTWO PIWNE jako organizacja zajmująca szeroko pojętą kulturą i promocją piwa, przyznaje wiele tytułów i wyróżnień po to, by docenić i uhonorować poszczególne browary lub ludzi związanych z branżą piwowarską. Jest to również pewien sposób podsumowania danego roku kalendarzowego i tego co się w nim działo.
Jednym z takich tytułów jest PIWO ROKU. Jest to najwyższe wyróżnienie przyznawane dla najlepszego piwa danego roku. Laureat tytułu wyłaniany jest na podstawie wyników ogólnopolskich konkursów piwnych danego roku kalendarzowego. Piwo, które najczęściej zajmuje najwyższe lokaty honorowane jest medalem Piwo Roku. Łączna nota jest więc wynikiem sumy ocen, jakie dane piwo uzyskuje podczas poszczególnych konkursów (niestety nie wszystkich).
Wiem, że powyższe sformułowania nie są do końca jednoznaczne, więc pozwolę sobie przytoczyć kilka paragrafów z regulaminu Tytułu Piwo Roku: 
§ 2.
"Tytuł i medal PIWO ROKU otrzymuje piwo, które we wszystkich konkursach piwnych (kiperskich i konsumenckich) oraz plebiscytów odbywających się w Polsce i obejmujących dany rok kalendarzowy, zdobędzie największą ilość „dużych” punktów".

§ 4.
"Punkty „duże” otrzymuje dane piwo według następującej zasady:
- za zajęcie pierwszego miejsca – 3 punkty,
- za zajęcie drugiego miejsca – 2 punkty,
- za zajęcie trzeciego miejsca – 1 punkt".

§ 7.
"Przy nadawaniu tytułu i medali PIWO ROKU pod uwagę brane są tylko takie konkursy, które gwarantują fachowy skład komisji nadzorującej".
 
W 2014 roku w Polsce odbyły się następujące konkursy, których wyniki brane były pod uwagę podczas wyboru Piwa Roku 2014:
  • Konkurs Piw Rzemieślniczych Birofilia 2014 w Żywcu (czerwiec 2014)
  • Konsumencki Konkurs Piw Chmielaki Krasnostawskie 2014 w Krasnymstawie (sierpień 2014)
  • Golden Beer Poland 2014 w Warszawie (październik 2014)
  • Plebiscyt na Piwo Roku 2014 browar.biz (luty 2015)
Tu muszę nadmienić, że Plebiscyt Browar.bizu odbył się w lutym 2015 roku, jednak wybierane w nim były piwa dostępne na rynku w roku ubiegłym.
Po przeanalizowaniu tychże konkursów stwierdzono, że tytuł Piwo roku 2014 zdobywa piwo Podróże Kormorana - AIPA z Browaru Kormoran!

Spośród tych czterech konkursów AIPA z Kormorana wygrywała aż trzykrotnie, zostawiając konkurentów daleko w tyle. W rzeczy samej muszę przyznać, że jest to w swojej kategorii bardzo dobre i zadziwiające piwo, które z czystym sercem mogę polecić każdemu.
Oprócz Piwa Roku, które pochodzić musi z browaru przemysłowego (cokolwiek to znaczy), swoje wyróżnienie zdobywa także piwo warzone w browarze restauracyjnym. Tym samym, piwa warzone w takich mikrobrowarach, nie mogą ubiegać się o ten sam tytuł z piwami z pozostałych browarów, co jest rzeczą logiczną.

Zdobywcą tytułu Restauracyjne Piwo Roku 2014 zostało piwo Pszeniczny Pan z Browaru Jedlinka, którego oczywiście nie piłem ze względu na swoją mocno ograniczoną dostępność. 

czwartek, 19 marca 2015

TRENDY W POLSKIM PIWOWARSTWIE


Jak każda branża, tak i sektor piwny z biegiem czasu ewoluuje, zmienia się, ulega pewnym tendencjom, schematom, czy wreszcie modzie. To co jeszcze kilka lat temu było prawdziwą ‘petardą’ i obiektem pożądania piwnego społeczeństwa, obecnie zostaje przyjęte z lakonicznym wzruszeniem ramion lub niekiedy nawet z pogardą.
Któż z nas nie pamięta swoistego boomu na piwa niepasteryzowane, jakoby o niebo lepsze niż utrwalone trunki (w rzeczywistości różniące się w bardzo niewielkim stopniu). Jakieś 6-7 lat temu każde piwo z tym „magicznym” napisem sprzedawało się jak świeże bułeczki z nadzieniem czekoladowym, a dzisiaj co? Czy ktoś w ogóle jeszcze zwraca na to uwagę? Ja na pewno nie.
Później przyszła pora na piwa pozbawione procesu filtracji – browary niemal biły się na niefiltrowane nowości! Mętne, nieprzezroczyste, niekiedy nawet zawiesiste lagery nie długo jednak cieszyły się popularnością, bowiem na piedestał wdarły się piwa miodowe! Tu również schemat się powtarzał – w krótkim czasie nieomal każdy rozpoznawalny producent miał w swojej ofercie honey beer. Szczególnie upodobały je sobie osoby płci pięknej, które z natury raczej nie są entuzjastkami piwnej goryczki.
W krótkim czasie rynek ewoluował, a Polacy zostali zalani różnej maści produktami będącymi wypadkową mieszaniny piwa i lemoniady (zazwyczaj o smaku cytrynowym, ale nie tylko). Radlery w ciągu zaledwie dwóch lat stały się najpopularniejszymi towarzyszami letnich upałów, wycieczek pieszych i rowerowych, a także spotkań towarzyskich wszelakiej ‘gimbazy’. Zresztą do dziś piwa te mają swoich wiernych fanów, szczególnie wśród naszej młodzieży.

Powyższe schematy - może nie do końca przez wszystkich zauważalne - tyczą się w głównej mierze koncernów oraz tzw. browarów regionalnych, które zazwyczaj należą do segmentu małych i średnich producentów napoju z pianką.
Obecna od kilku lat w Polsce piwna rewolucja wywróciła do góry nogami wszystko co było dotąd znane Kowalskim i Nowakom, dając nam nową jakość oraz wszechogarniającą różnorodność piwnych trunków, wywołującą u niektórych istny oczopląs i prawdziwy mętlik w głowie. Nowe mikroskopijne browary rzemieślnicze, kontraktowe inicjatywy oraz browary restauracyjne mnożą się jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Dość powiedzieć, że w samym tylko 2014 roku było w naszym kraju ponad 500 piwnych premier!!! A w tym roku z pewnością wynik ten będzie poprawiony.

Przechodząc w końcu do meritum niniejszego artykułu postanowiłem dla Was zgłębić i przyjrzeć się bliżej obecnie panującym trendom w polskim piwowarstwie nowofalowym/rzemieślniczym, które co rusz przekracza nieznane dotąd polskiemu piwoszowi granice. Z nielicznymi wyjątkami nie będzie więc tutaj mowy o wyrobach koncernowych i większości browarów regionalnych, bowiem jedyny trend jaki wśród nich obecnie panuje to kopiowanie malutkich craftowców.

Amerykańskie chmiele


Simcoe, Citra, Cascade, Palisade, Mosaic, Chinook, Amarillo, Zeus, Tomahawk, Centennial – wszystkie te nazwy bez zająknięcia potrafi wymienić każdy szanujący się w Polsce hop head. Bodajże w każdym zakątku globu, jeśli mowa o piwnej rewolucji, to prawie na pewno mamy na myśli chmiele ‘zza wielkiej wody’.
Polacy pokochali jankeskie lupuliny za sprawą Pinty i przełomowego piwa Atak Chmielu, który w 2011 roku po raz pierwszy urzekł naszych rodaków nutami żywicy, cytrusów, owoców tropikalnych oraz akcentami igieł sosnowych. Goryczka 58 IBU jak na tamte czasy była wprost powalająca. Dziś może już tak nie jaramy się machinalną goryczą – choć są już polskie trunki mające ponad 100 IBU – to nadal kochamy ten niepowtarzalny i uwodzący aromat amerykańskich chmieli, który naprawdę robi robotę!
Od czasów powstania Browaru Pinta do dnia dzisiejszego w zasadzie każdy nowopowstały browar nie szczędzi tych nowofalowych odmian chmielu, tworząc przeróżne mikstury typu single hop, American Pale Ale, American IPA, Imperial IPA, Black IPA, Belgian IPA, American Amber Ale oraz wiele, wiele innych.
Dość powiedzieć, że już nawet wicelider rynku w Polsce - Grupa Żywiec uwarzyła piwo (Żywiec APA) na chmielach from USA.

Żyto


Co prawda pierwszym polskim dość dobrze rozpowszechnionym piwem na słodzie żytnim było Żytnie z nieczynnego już regionalnego Browaru Konstancin, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, że dopiero piwna rewolucja dała prawdziwe pole do popisu tego typu piwom. Rzecz jasna nie są to wyroby w stu procentach oparte na słodzie żytnim, nie mniej jednak jego udział dochodzi niekiedy nawet do 50% zasypu.
Choć historycznie piwa na słodzie żytnim (roggenbier) pochodzą z południowych rejonów Niemiec, to obecnie z żyta robi się różne style piwa, najczęściej jednak jest on dodatkiem w zasypie piw nowofalowym, co w ostatnich 2-3 latach można zaobserwować również w Polsce.
Mimo sporych trudności technologicznych jakie sprawia dodatek słodów żytnich, polskie browary craftowe coraz częściej doceniają rolę tego zboża, który wnosi do piwa charakterystyczną kwaskowatość, rubinowo-miedziany kolor oraz przede wszystkim wysoką pełnię, sporą gęstość, oleistość oraz gładkość na podniebieniu.

Piwa wędzone


Nie dosłownie oczywiście, bowiem nie chodzi tutaj o wędzenie butelki z piwem, lecz o wędzone/dymione słody użyte do produkcji pewnej określonej grupy piw.
Normalnie przy produkcji słodu namoczone ziarno zbóż suszy się gorącym powietrzem, niekiedy jednak chcąc uzyskać swoiste cechy danego słodu używa się do tego celu dymu. Zazwyczaj jest to dym pochodzący ze spalania dębu, buku lub jakichś drzew owocowych, jednak czasem też stosuje się dym z torfu (patrz Smoky Joe z AleBrowaru), który po zmianach w recepturze wnosi charakterystyczne nuty asfaltu, bentonitu i spalonych przewodów elektrycznych (i to wszystko czuć w piwie!). Słody wędzone torfem to jednak rzadki wyjątek, najczęściej wędzi się dębem oraz bukiem, które objawiają się w piwie aromatami wędzonej szynki, kiełbasy wiejskiej, sera oscypka i/lub dymu z dogasającego ogniska.
Nie będę tutaj wymieniał wszystkich polskich browarów, które odważyły się na ten dość kosztowny eksperyment, bo jest ich zbyt wiele, nadmienię tylko, że właściwie każdy styl piwa może posłużyć jako baza do stworzenia jego dymionego odpowiednika. Jeśli do tego dołożymy dymy z różnych gatunków drzew (oraz z torfu) i wieloraki stopień uwędzenia takiego słodu, to naprawdę mamy bardzo szerokie pole do popisu przy warzeniu rauchbiera.
Rok 2014 był w Polsce dość obfitujący w tego typu piwa (nawet Browar Gościszewo i Zwierzyniec mogą się takowymi pochwalić) i sądzę, że w obecnym roku ten trend zostanie nadal utrzymany.

poniedziałek, 16 marca 2015

ZDUŃSKIE PIWO MIODOWE

Bardzo dawno nie piłem żadnego honey beer, toteż z co najmniej średnią aprobatą przyjąłem na klatę ‘miodziaka’ z reaktywowanego w ubiegłym roku Browaru Staropolskiego w Zduńskiej Woli. Nie żebym był jakimś tam smakoszem piw miodowym, ale po prostu byłem ciekaw wyrobów z tego, nigdy przeze mnie nie eksploatowanego przybytku.
Pamiętacie jak jeszcze kilka lat temu były popularne tego typu piwa? Ehhh... to były czasy ;p
Po niezbyt udanym Poskim Lagerze przyszła więc pora na Zduńskie Miodowe, które jest niefiltrowanym wywarem, gdzie zawartość użytego miodu wynosi 30gram na litr piwa. Nie mam pojęcia czy to dużo, czy mało, ale szacun, że w ogóle zamieścili taką informację. Chyba pierwszy raz się spotykam z taką praktyką, szkoda jednak, że nie pokusili się poinformować szanownego klienta o jaki rodzaj miodu chodzi, bo słowo „naturalny” nie za dużo piwnej gawiedzi mówi. 


Piwo nalało się z dość obfitą i białą jak świeży śnieg pianą. Przyznam, że ładnie ona wygląda – jest zbita, drobno pęcherzykowa i w nie opada w oka mgnieniu jak to często bywa. Nie mniej jednak o jakimkolwiek lacingu możemy tylko pomarzyć.
Wysycenie CO2 jest średnie delikatnie w kierunku niskiego, a kolor tego napitku jest pełno złoty i bardzo mętny (co oczywiście przy miodzie i braku filtracji jest zrozumiałe).
Przez pierwszych kilka łyków ‘miodziak’ ze Zduńskiej Woli wydawał mi się nad wyraz gorzki i to w tym negatywnym znaczeniu tego słowa. Po kilku minutach jednak tępa i nieco mdła goryczka zelżała do niezbyt już wysokiego poziomu i została zastąpiona przez dosyć wyraźne (lecz nie przesadzone) nuty słodkawego miodu wymieszanego z biszkoptowym słodem i subtelnym karmelem. Całość sprawia wrażenie nader naturalne i raczej nie czuć tu żadnych sztucznych dodatków. Fakt – piwo jest dosyć słodkie, ale na szczęście nie przesadzone w tej materii. Chmielowa goryczka jest wyczuwalna, chociaż finalnie jest niezbyt mocna i mimo wszystko nadal nieco tępa.

sobota, 14 marca 2015

VI DEGUSTACJA PIW - BLACK IPA


Moda na jankeskie lupuliny przebojem wdarła się do naszego kraju i póki co, nic nie wskazuje na to, by ten trend szybko przeminął. Warto jednak pamiętać, że amerykańskie chmiele to nie tylko AIPA, czy APA.
Zauważalny gołym okiem niedawny wysyp ciemnych piw warzonych z udziałem tychże chmieli sprokurował mnie do przyjrzenia się bliżej trunkom sklasyfikowanym jako Black India Pale Ale tudzież Cascadian Dark Ale. W konsekwencji czego tematem VI Degustacji Piw Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego był ten właśnie styl amerykańskiego piwa.



Cascadian Dark Ale

Jest to jeden z najmłodszych stylów piwa, tak młody że nie został jeszcze ujęty w klasyfikacji BJCP. Generalnie bardziej rozpowszechnioną nazwą niż Cascadian Dark Ale jest Black IPA, niekiedy używa się też kombinacji takich jak India Black Ale lub innych.
Nazwa Cascadian Dark Ale pochodzi od Gór Kaskadowych na zachodnim brzegu USA, które ciągną się przez stany Oregon i Waszyngton. W stanach tych umiejscowione są największe plantacje amerykańskiego chmielu. Obficie chmielone amerykańskimi odmianami chmielu Cascadian Dark Ale poniekąd przypomina w aromacie i smaku amerykańskie India Pale Ale, jest jednak zdecydowanie ciemne, a nawet nieprzejrzyście czarne. Od amerykańskiego stoutu natomiast odróżnia je zdecydowanie niższa paloność oraz balans przesunięty w kierunku chmielowości. Podstawę zasypu stanowi słód pale ale. Ciemną, niemal czarną barwę zapewnia dodatek palonych słodów, szczególnie polecane są słody palone pozbawione łuski np. Carafa Special. Nie zaleca się w celu przyciemnienia piwa używania palonego jęczmienia, gdyż może on wnieść nadmierne nuty palone. Możliwy jest także dodatek niewielkich ilości słodów karmelowych.


Parametry wg PSPD:
 - ekstrakt początkowy 14-18,0%
 - alkohol objętościowo 6,0-7,5%
 - goryczka 40-80 IBU

Aromat
Dominują nuty chmielowe, charakterystyczne dla amerykańskich odmian chmielu, a więc typowe będą tu klimaty owoców cytrusowych, tropikalnych (mango, marakuja), żywiczne, sosnowe i ziołowe. Aromaty kawowe i czekoladowe są na umiarkowanym poziomie i nie powinny one dominować. Nuty palone i ostre nie są pożądane, natomiast estry owocowe dopuszczalne są na średnim poziomie intensywności. Niepożądane są także niuanse rozpuszczalnikowe oraz diacetyl.

Barwa
Piwo posiada barwę od ciemno brązowego do czarnego koloru, może być całkowicie nieprzejrzyste. Generalnie jest klarowne lub opalizujące od chmielenia na zimno.

Piana
Średniobfita i długo utrzymująca się. Kolor piany od kremowego, do jasno beżowego odcienia.

Smak
Zdominowany jest przez chmielową goryczkę, równoważoną przez nuty karmelowe, kawowe i czekoladowe. Słodycz na poziomie niskim do umiarkowanego. Również niskie, do umiarkowanych są tutaj nuty palone, których całkowite wyeliminowanie nie jest możliwe. Nie powinny być one jednak ostre i dominujące. Finisz raczej wytrawny.


Goryczka
Od wyraźnej, do bardzo intensywnej, posiada wybitnie chmielowy charakter. Dominuje w smaku, ale nie może być zanadto ściągająca lub zalegająca.

Odczucie w ustach
Pełnia od średniej, do niskiej. Nagazowanie również jest średnie w kierunku niskiego. Brak charakteru ściągającego. Alkohol w zasadzie niewyczuwalny.

czwartek, 12 marca 2015

JURAJSKIE PORTER BAŁTYCKI

Choć na dworze nie ma obecnie mrozów, to warto pamiętać, że w dalszym ciągu mamy kalendarzową i astronomiczną zimę, która jest najlepszą porą roku na degustację porterów bałtyckich. Co prawda latem też można je pić, ale to nie to samo... Postanowiłem więc dość perfidnie i bezczelnie wykorzystać finiszującą zimę, i wziąłem na ruszt najnowsze polskie piwo w tym, jakże zacnym i lubianym przeze mnie stylu.
Jurajskie Porter Bałtycki posiada chyba najładniejszą etykietę (tuż obok porteru z Okocimia) ze wszystkich polskich reprezentantów tego gatunku. Kolejnym jego wyróżnikiem jest najniższy ze wszystkich porterów bałtyckich woltaż! Co ciekawe ekstrakt należy do najwyższych (22° Blg)! Zwiastuje to więc bardzo dużą obecność cukrów resztkowych, które generalnie równają się obfitej słodyczy. Co prawda w tym stylu jest ona dozwolona, ale tak niski poziom odfermentowania może zwiastować mały przesadyzm w tym aspekcie. 


Najpierw prezencja.
Dżizys, jaką to ma pianę!!! Wysoka, gęsta, a jednocześnie puszysta i przede wszystkim okrutnie trwała jest ta ciemno beżowa kołderka, która szalenie mocno trzyma się ścianek mojego pokala. Naprawdę wzór godny naśladowania.
Piwo jest niemal idealnie czarne i nieprzejrzyste – bez wątpienia jest to jeden z najciemniejszych krajowych porterów bałtyckich, który bardzo ładnie komponuje się z beżową czapą obfitej piany.
Jurajskie Porter Bałtycki posiada optymalne (średnie) nasycenie, a w smaku nowość z Zawiercia sprawuje się całkiem nieźle. Prym wiedzie tutaj słodka czekolada podszyta z lekka ciemnymi, delikatnie palonymi słodami, które wnoszą tutaj nader sporo ciała. Nieco z boku swoją egzystencję wiedzie subtelna nuta kawy zbożowej i karmelu oraz garść prażonego słonecznika. Tłem natomiast rządzą suszone owoce, głównie w postaci rodzynek, wiśni i śliwek węgierek, jednakże ich intensywność pozostawia nieco do życzenia. W posmaku dopada nas średnio mocna i szlachetna goryczka, która jest krótka i nie zalegająca, jednak w wystarczający sposób kontruje ona solidną słodową bazę. Całość wyrazista, smaczna i dość wielobarwna. Podoba mi się.

poniedziałek, 9 marca 2015

BERSERKER

Browar Kingpin to stosunkowo młoda inicjatywa piwowarska, które zadebiutowała we wrześniu ubiegłego roku. Za tym projektem stoją: Marek Kamiński, Bartosz Kluczyński i Wojciech Usak, a piwowarem jest tam nie kto inny, jak sam Michał Kopik (popularny bloger z Piwnego Garażu, certyfikowany sędzia PSPD).
Na dzień dzisiejszy Kingpin może pochwalić się czterema bardzo oryginalnymi, autorskimi trunkami, które warzone są odważnie i bezkompromisowo. Berserker jest jednym z dwu debiutanckich piw, które (jak to zazwyczaj bywa) tuż po premierze zbierały dość zróżnicowane opinie. Na szczęście mój egzemplarz – o ile dobrze interpretuję etykietę – pochodzi już z czwartej warki, która z pewnością w jakimś tam stopniu różni się od wrześniowego pierwowzoru.
Dla tych co się mocno głowią nad tym, co u licha może znaczyć słowo berserker wyjaśniam: według podań historycznych berserker był nieznającym strachu wojownikiem nordyckim. Wikinga będącego berserkerem ogarniał szał walki, który dodawał mu nadludzkiej siły.
Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w składzie tego Black IPA znalazły się takie dodatki jak wrzos, jaśmin oraz skórka pomarańczy, które powiedzmy sobie szczerze, raczej nie są obligatoryjnymi suplementami w tym stylu.


Piwo ma iście nieskazitelną prezencję. Spowija je obfita i wysoka czapa drobno ziarnistej i puszystej piany, która wystarczająco długo się utrzymuje, by nacieszyć nią zmysł wzroku. Beżowa pierzynka niespiesznie opadając, zostawia liczne i efektowne zacieki na szkle. Naprawdę super to wszystko wygląda, ale jedźmy dalej.
Wysycenie Berserkera jest średnio intensywne, a jego kolor jest niemalże idealnie czarny i nieprzejrzysty, niczym najczystszy stout.
Bardzo byłem ciekaw, jak będzie pachnieć piwo z jaśminem i wrzosem w składzie. Nie wiem co prawda w jakiej postaci owe roślinki były tutaj użyte, ale podejrzewam, że nie chodzi o liście, czy łodygi. Tak, czy siak zapach wrzosu jakoś niespecjalnie kojarzę, w przeciwieństwie do kwiatów jaśminu, które znam doskonale.
I w rzeczy samej Black IPA od Kingpina pachnie nader kwiatowo i owocowo. Z pewną dozą wyobraźni mogę stwierdzić, że czuję tu jaśmin, niestety piwo to nic, a nic nie przybliżyło mi aromatu wrzosu. Chociaż nie ukrywam, że jakieś zioła w aromacie są obecne, podobnie zresztą jak iglaki z sosną na czele. Z owoców przeważa pomarańcza, mango, liczi i marakuja, tak więc chmiele amerykańskie po raz kolejny zrobiły robotę. Tuż za nimi drepcze nieśmiała żywica, otoczona z zewnątrz akcentami gorzkiej czekolady, świeżo parzonej kawy i nielicznymi nutkami palonego słodu. Bardzo ładny, wielowątkowy i dość silny jest ten zapach. I like it!

sobota, 7 marca 2015

SPECJAL BURSZTYNOWY

Oto dowód na to, że od czasu, do czasu pijam także totalnie nie-craftowe piwa, a w tym wypadku nawet koncernowe ojrolagery i wcale się tego nie wstydzę!
Piłem już kiedyś Specjala z Grupy Żywiec (dokładnie 2,5 roku temu), ale była to wówczas klasyczna wersja tego piwa. Pomijając mój ówczesny poziom wiedzy i doświadczenia, nawet mi smakowała.
Dzisiaj skusiłem się na – jak głosi krawatka – edycję koneserską Specjala o przydomku „Bursztynowy”. Czym oprócz koloru różni się to piwo od pierwowzoru? Zapewne dodatkiem nieco ciemniejszym słodów, które jednak pozostają dla konsumenta tajemnicą, bowiem kontretykieta w tym temacie milczy jak zaklęta. Mamy za to na kontrze polecane szkło (pokal) oraz temperaturę serwowania (9-11°C), z którą jak najbardziej muszę się zgodzić – szok! Czyżby koncerny w końcu zmądrzały i przestały nam wpajać, że jasny lager najlepiej smakuje w dwóch stopniach Celsjusza powyżej temperatury krzepnięcia wody?


Z polecanego szkła postanowiłem świadomie zrezygnować, bo nie spodziewam się, by Specjal Bursztynowy był tak wymagającym piwem, abym musiał używać specjalistycznego sprzętu do jego degustacji ;>
Biała i grubo pęcherzykowa piana jest tak mizerna i krótkotrwała, że nawet nie zdążyłem zrobić sensownego zdjęcia, a już jej nie było. Cóż jednak po pianie, skoro samo piwo prezentuje się bardzo wybornie – ze szkła spogląda na mnie ładniutki i mega klarowny bursztynek. O taki efekt podejrzewam słód wiedeński i/lub monachijski, ekspertem jednak nie jestem, bo nie warzę piwa w domu (ani nigdzie indziej).
W smaku edycja koneserska Specjala sprawuje się nie za specjalnie (cóż za ironia słowna). Oczywiści dominuje słodowość o lekkim zabarwieniu chlebowym i być może delikatnie opiekanym. Spodziewałem się sporej dawki słodkiego karmelu, ale na szczęście nie ma go tutaj zbyt wiele, tym samym piwo nie trąca zbytnią słodyczą. W miejsce nieznacznego karmelu pojawia się natomiast trochę klimatów tostowych, przypieczonej skórki chleba i szczypta jakiegoś chmielu. Goryczka jest niska i nieciekawa, typowo koncernowa.

czwartek, 5 marca 2015

WRĘŻEL BELGIAN BLOND ALE

Browar Wrężel coraz śmielej sobie poczyna na krajowym piwnym podwórku. Co prawda odważne eksperymenty może nie są jego ścisłą domeną, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że piwa z Wrężela są nader urozmaicone, ale co najważniejsze bardzo smaczne i stylowe.
Przedostatnim ich dziełem (eehhh... jak zawsze jestem do tyłu, najnowsze to CDA) jest piwo w stylu belgijskim – cieszę się z tego niczym szympans z banana, wszak belgijskie specjały to jedne z moich ulubionych (nie wieszajcie na mnie psów – wiem, że mówię tak przy 70% degustacji, ale co ja poradzę, że tak bardzo kocham piwo?!).
W składzie znalazł się tutaj m.in. słód abbey, drożdże abbey, cukier oraz skórka słodkiej pomarańczy – widać, że się chłopaki postarali.
Przy okazji warto w tym miejscu wspomnieć, że Wrężel w końcu zdecydował się zerwać te niezbyt przyjazne dla oka i nieciekawe etykiety – Belgian Blond Ale jest ostatnim piwem oblepionym jeszcze starymi i (nie ukrywajmy tego) brzydkimi etykietami. Najwyraźniej ten lekki hejt zrobił swoje ;p


Piwo ma wcale nie najgorszą prezencję. Piana jest drobno ziarnista i kremowa w barwie, może nie należy do najwyższych jakie widziałem, ale akurat w tej kwestii mnie satysfakcjonuje. Szkoda tylko, że niezbyt długo cieszy oko – opada zdecydowanie za szybko, zostawiając przy tym średnio liczne zacieki na szkle.
Trunek jest bardzo mętny (nie nalewałem osadów z dna), a jego barwa przypomina ciemne złoto zmieszane z pomarańczowym odcieniem – podoba mi się.
Wygląd to jednak pikuś, teraz dopiero się zacznie.
Wsadzam nochal do sniftera i biorę głęboki wdech... No Panie, belgijsko po całości! Przyprawowe fenole niemal chcą wywiercić trzecią dziurkę w mym nosie! Pięknie się to wszystko zapowiada. Tuż za lekko pikantnymi przyprawami podąża nieśmiało, lecz konsekwentnie przyjemna i nieco słodka nuta słodowa o lekkim miodowo-biszkoptowym zacięciu. Całości dopełnia niezbyt silna, acz wyraźna owocowość spod znaku mandarynki i dojrzałej brzoskwini. W tle natomiast majaczy subtelna drożdżowość, nasiąknięta nieco ziemisto-piwnicznymi akcentami, które zresztą bardzo mi się podobają. Zapach jest silny, bogaty i nad wyraz wielowątkowy (w to mi graj ;> ).

wtorek, 3 marca 2015

PIWNA KRONIKA - LUTY 2015


Panie i Panowie przed Wami kolejna odsłona Piwnej Kroniki. Luty jest krótkim miesiącem, ale jak widać na załączonych obrazkach piwowarzy wykorzystali go bardzo efektywnie. Jak zwykle nie sposób ogarnąć wszystkich premier. Ba! Nawet za nowo otwieranymi browarami jest już ciężko nadążyć i łatwo można dostać zadyszki.
Piwna rewolucja trwa i zatacza coraz szersze kręgi!

 

Premiery



  • Browar Bednary warzy jak opętany. W lutym zaprezentował takie oto specjały: Thor (Extra Foreign Stout) – piwo kooperacyjne z Browarem Staromiejskim Jan Olbracht, Kuba Rozpruwacz (Red Ale) oraz Czarny Karzeł (American Dry Stout).
  • Browar Chmielarium dorobił się kolejnego piwa o nieco dwuznacznej nazwie Qurdupel. Wbrew pozorom nie jest to jednak quadrupel lecz Belgian Ale.
  • W lutym miał również swoją premierę Kojot (American Amber Ale) od Kolaborantów, czyli Tomka Kopyra i Browaru Widawa.
  • Browar Olimp natomiast zaskoczył wszystkich swoim Hefajstosem, który jest Smoked Stoutem.
  • Po kilku miesiącach milczenia dał znać o sobie Browar Ninkasi. W lutym puścili na rynek: N°12.B (Vanilla Robust Porter), N°9.C (Scottish Export), Frumante (American Wheat), Avena (Oatmeal Stout) oraz GlobAle w stylu AIPA.
  • I’m So Horny – tak brzmi nazwa pierwszego piwa z serii Pinta Miesiąca od Pinty. Ten Espresso Lager dostępny jest tylko z beczek i powstał we współpracy z krakowską palarnią kawy Coffee Proficiency.
  • Browar Solipiwko wypuścił piw(k)o w stylu Black IPA. Jego nazwa to Czarna Pitch.
  • Trójmiejski projekt Chmielogród w lutym wydał na świat kolejne piwo. Mowa tu o Trzypalczastym Goblinie opisywanym jako Black American Wheat. Autorem receptury jest bloger Bartosz Nowak.
  • Śląski Browar Kraftwerk dorobił się trzeciego piwa – jest nim Rogaty w stylu Chocolate Chili Milk Stout.
  • Lost Weekend – to nazwa najnowszego piwa z kontraktowego Browaru Raduga. Piwo reprezentuje styl Rye India Black Ale, czyli mówiąc po ludzku żytnie Black IPA.
  • Browar Krajan po raz kolejny zaskoczył piwoszy. W lutym do IPA i Black IPA dołączył Ale Krajan English Red Beer (Red Ale).
  • Browar Na Jurze także dorzucił coś od siebie. Ich najnowszym piwem jest bowiem Jurajskie Porter Bałtycki!
  • Artezan wyciska z warzelni ile się da. Oto lutowe premiery: Maczjato (Coffee Stout), AAA Usługi Miksokretem (American Amber Ale), ŻAPA (Żatec APA), Idzie Sesja (Session IPA) oraz Red Brett. Uff!

niedziela, 1 marca 2015

DUBEL


ALK.7,9%. No i mamy kolejnego koziołka na blogu, tym razem jednak jest to koźlak podwójny, zwany też dubeltowym. Nie wiedzieć czemu na rodzimym podwórku mamy całkiem sporo bocków, znajdzie się również trochę weizenbocków, ale doppelbocki jakoś nie leżą naszym piwowarom. Temat ten jest na tyle niszowy, że nie przychodzi mi do głowy żadne polskie piwo w tym stylu, poza mocno limitowanym Grand Championem 2009. Taka sytuacja!
W dzisiejszym wyrobie z Jabłonowa od strony wizualnej podoba mi się wszystko oprócz tej cholernie mylącej nazwy. Dlaczego piwo nazywa się Dubel??? Wiem, że jest to skrót słowa dubeltowy, ale przecież słownik języka polskiego nie kończy się na literze „d”. Niezbyt zaprawiony w boju piwosz (zaprawiony również) może przez pomyłkę pomyśleć, że jest to belgijski dubbel! Tymczasem w środku siedzi sobie grzecznie doppelbock. Chociaż, patrząc na kurwiki w oczach i diabelski ogonek, to ten koziołek wcale nie jest taki grzeczny ;)


Piwo ma pierwszorzędną aparycję – piękny, miedziany kolor poprzecinany został wyraźnymi rubinowymi refleksami. Do tego drobna, kremowa i puszysta piana o barwie jasnego beżu. Może nie jest zbyt wysoka, ale dość długo utrzymuje się przy życiu. Naprawdę fajnie to wszystko wygląda.
Piwo ma w miarę gładką teksturę, średnie wysycenie i jest pełne w smaku. Co ciekawe, nie widzę w nim brutalności doppelbocka. Już po pierwszym łyku moje podniebienie zostało oblane średnio wypieczonymi tostami, nafaszerowanymi w środku prażonym słodem z domieszką ziaren słonecznika i chlebka razowego. Całość zatopiona jest w słodkawym karmelu (podchodzącym nawet w rejony toffi), który niemal, że wylewa mi się z ust. Alkoholu jako takiego nie czuję, jednak nie ukrywam, że coś delikatnie mnie grzeje w przełyku (niemal 8 „voltów” to nie przelewki). Na finiszu natomiast można spotkać lekką i całkiem przyjemną goryczkę, która jest bardzo szlachetna, jednak nie jest w stanie przykryć solidnego ciała słodowego i obfitego karmelu. Dzięki czemu piwo jest wyraźnie słodkie – mi jednak zbytnio to nie przeszkadza.