"Moja Piwniczka" to regularny cykl degustacji porz ą dnie wyle ż akowanych piw (minimum 4-letnich), które pojawiaj ą si ę na blogu mniej wi ę cej raz na miesi ą c w okresie jesienno-zimowym. Wiosna praktycznie już puka do naszych drzwi, zatem to najwyższa pora, by powoli zmieniać piwny kaliber na mniejszy. Rzutem na taśmę więc, degustuję jeszcze jedno piwo w ramach cyklu „Moja Piwniczka”. Ponad sześć lat temu Browar Kraftwerk wypuścił swojego pierwszego portera bałtyckiego o nazwie Jolly Roger . Bardzo prawilne parametry skłaniały do myślenia, że będzie to obiecujący napitek. Tym bardziej, że do piwa dodano dodatkowe składniki, co w tamtym czasie było pewnego rodzaju nowością, jeśli chodzi o styl Baltic Porter . Tak więc w składzie mamy wanilię i lukrecję. Obydwa dodatki powinny pasować do tego rodzaju piwa, o czym zresztą się przekonałem przy okazji pierwszej recenzji. Teraz natomiast dowiem się, jak Jolly Roger smakuje po ponad sześciu latach od rozlewu. P...