niedziela, 30 września 2018

PIWO MIESIĄCA - WRZESIEŃ 2018


Drodzy birgicy, drodzy czytelnicy tego bloga, piwosze i piwoszki. Wszem i wobec ogłaszam, że tytuł PIWO MIESIĄCA – WRZESIEŃ 2018 wręczam Gwieździe Północy z Browaru Maryensztadt!!! :D



Kłaniam się do samych kostek ekipie ze Zwolenia. Tak zajebistego piwa dawno nie piłem!
No nie mogło być inaczej. Jeśli jakieś piwo dostaje na blogasku maksimum, to z miejsca musi zostać Piwem Miesiąca. Taka nota zdarza się bowiem niezwykle rzadko.
Imperial Smoked Plum & Fig Baltic Porter z Maryensztadtu to piwo kompletne w każdym możliwym calu. Piwo ideał z szalenie mocno wyczuwalnymi dodatkami, które wynoszą ów trunek na zasłużony piedestał. Nie będę tutaj wymieniał wszystkich jego zalet, bo powstałaby kolejna recenzja. Wystarczy kliknąć w linka i sobie poczytać ;)
Cholernie polecam! Mówi Wam to wielki miłośnik porterów bałtyckich.

piątek, 28 września 2018

SHORT TEST: Bara Cuda od Birbanta i AleBrowaru



Prolog: Pora dziś na szybki test. Bez zbędnego nawijania makaronu na uszy. Krótko, zwięźle i rzeczowo. Po prostu nie mam kuźwa czasu na daremne pitolenie ;)
O co kaman: Bara Cuda to Double Brown Ale. Piwo jest efektem kolejnej już kooperacji AleBrowaru i Birbanta. Motywem przewodnim tej serii są morskie drapieżniki oraz charakterystyczne etykiety. Swoją drogą, bardzo atrakcyjne wizualnie.
Wdzianko: Bardzo apetyczne. Ciemno brązowe, w zasadzie niemal czarne. Piana wysoka, drobna, zbita i puszysta. Beżowa w barwie, opada wolno, choć lacing jest byle jaki.
Kichawa mówi: Nawet nieźle mi to pachnie. W miarę bogato i w miarę intensywnie. Z jednej strony mamy tu przyjemną opiekaną słodowość, mleczną czekoladę, kakao, kawę zbożową i chlebek razowy. Z drugiego końca barykady atakują nas jankesi – kwiaty, nieśmiałe owoce oraz lekka żywica. Alkoholu brak. Null.
Jadaczka mówi: W teorii jest to dość nudny styl, ale tutaj mamy wersję double nachmieloną po amerykańsku. Piwo jest w miarę pełne smaku, dosyć gładkie i zaokrąglone. Mnóstwo tu czekolady deserowej, prażonego słodu, kakałka i ciemnego pieczywa. W tle jankeskie lupuliny, nieco żywicy, cytrusów, orzechów oraz lekkiej kawy. Ziołowo-kawowa goryczka jest krótka, szlachetna i dosyć wyraźna. Dobrze balansuje całość, dając efekt półwytrawnego finiszu. Alkohol zupełnie nieobecny, dzięki czemu piwo wchodzi bardzo sprawnie :)
Komu mogę polecić: Wszystkim amatorom ciemnych klimatów. Będą Państwo zadowoleni.
Epilog: Wyszło z tego smaczne, bardzo pijalne i dobrze zbalansowane piwo. Nie jest słodko i nie jest jakoś bardzo gorzko – tak w sam raz. Czuć tu spore ciałko, ale etanol skubańcy wyśmienicie ukryli! Żadnych wad tutaj nie odnotowałem, ale jakoś szczególnie to mnie ten trunek nie olśnił, stąd taka, a nie inna nota.

OCENA: 7/10
CENA: ok 9ZŁ
ALK. 7,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 19.04.2019
BROWAR BIRBANT & ALEBROWAR

wtorek, 25 września 2018

XX DEGUSTACJA PIW - PIWA BEZALKOHOLOWE/NISKOALKOHOLOWE


Z wielkim trudem i dwuetapowo, ale w końcu udało się przeprowadzić jubileuszową, bo już XX Degustację Piw Bractwa Piwnego!!! :D Było ciężko, było mozolnie, była moja rezygnacja z organizowania tychże degustacji, ale częstochowskie Bractwo Piwne się nie poddało. Piwu cześć!
Poprzednim razem piwni zapaleńcy z Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego brali na warsztat szalenie popularne ostatnio Vermonty. Mnie wtedy nie było, stąd i brak relacji z tego wydarzenia. Pojawiłem się jednak na XX Degustacji Piw, a przynajmniej na jej pierwszej części, bo jak pisałem wyżej degustacja została rozłożona na dwa etapy.
Jak już wiecie ostatnio w ruch poszły piwa bezalkoholowe i niskoalkoholowe (do 2%) ze sporą przewagą tej pierwszej grupy. Od jakichś kilkunastu miesięcy bezalkusy są swoistym fenomenem w polskiej branży piwowarskiej. I nie jest to bynajmniej moda tylko wśród rzemieślników. Browary regionalne i koncerny także chcą mieć udział w tym torcie. Nagle niemal każdy polski browar zapragnął mieć w swojej ofercie jakiegoś cienkusza, bądź typowe piwo bezalkoholowe (wg polskiego prawa takie piwo nie może przekroczyć zawartości alkoholu 0,5% obj.). Liderem w tym wyścigu zdaje się być Browar Na Jurze. W naszej degustacji aż pięć piw pochodziło z tejże warzelni! Co ciekawe piwa bez procentów docierają na nasz rynek również zza granicy. Tak więc rzeczywiście coś musi być na rzeczy. Nie jest to chyba zatem jakaś chwilowa moda, a raczej długofalowy trend. No, ale o tym to przekonamy się dopiero za kilka lat… Osobiście nie jest jakimś wielkim zwolennikiem tzw. „chudzielców”, ale ostatnimi czasy coraz bardziej się do nich przekonuję. Zresztą w najbliższym czasie będzie to miało swoje potwierdzenie na blogu. Bądźcie czujni ;)



W jubileuszowej degustacji wzięło udział 15 piw, z czego trzy sztuki pochodziły od naszych południowych sąsiadów. Sześć piw nie zaliczało się do grona bezalkoholowych, ponieważ zawierały więcej niż dopuszczalne 0,5% alkoholu. No, ale ze względu, że to nie żaden konkurs piwny, lecz bardziej zabawa, postanowiliśmy włączyć je do naszego panelu. Niby zabawa, ale próbki były oczywiście oceniane zgodnie z wytycznymi PSPD, dotyczącymi konkursów piw domowych. Jak zawsze, tak i tym razem nie wiedzieliśmy jakie piwa degustujemy. Wszystko więc traktujemy bardzo poważnie.

niedziela, 23 września 2018

OKO W OKO - Alternatywa 4#4 Whisky Pils vs Viking z Browaru Setka


Wiecie, że lubię wędzone piwa. Wiecie też, że uwielbiam torfową wędzonkę – asfalcik, zjarane kable, takie tam klimaty. Aj lajk it.
Znamy ten schemat – ciemne, bardzo mocne piwo, z reguły jakiś imperialny Stout lub porter bałtycki. Do tego słody wędzone dymem torfowym. Mniam, mniam! Palce lizać i po brzuszku się gładzić. Smakosze wiedzą o co chodzi.
No, ale żeby do zwykłego Pilsa dawać słody whisky?! Kto to słyszał?! Potrzebne to jak psu drugi ogon. Panom się już naprawdę nieźle poprzestawiało na poddaszu. Przecież to się nijak nie komponuje. Jasne chmielowe piwo, a obok smoła i asfalt! Da się to w ogóle pić? ;)
No dobra, żarciki na bok. Peated Pils to żadna przecież nowinka. Zresztą, Peated IPA też już było. Nasi rodzimi kraftowcy są naprawdę bardzo kreatywni.
Gdy wpadły mi ręce dwa takie piwa nie mogłem oprzeć się pokusie, by je ze sobą skonfrontować. Cykl Oko w Oko nadaje się do tego idealnie. Jedno z nich to 4#4 Whisky Pils z Browaru Alternatywa. Drugie to Viking Pils z Browaru Setka (BTW, Whisky Pils i Peated Pils to ten sam *uj, tylko w innym opakowaniu). Żadnego z nich nigdy nie piłem, obydwa mają identyczne parametry. Aż się prosi o porównanie :)



 Alternatywa 4#4 Whisky Pils

Piwo jest dosyć ciemne jak na Pilsa. Powiedziałbym nawet, że bursztynowe, czy też jasno brązowe. Mętność jest duża, ale pominięto tu filtrację. Do tego przytargałem je ze sklepu raptem wczoraj, więc nie zdążyło się sklarować. Piana niewysoka i krótkotrwała. Dosyć drobna, ale szału nie robi.
W smaku także daleki jest od jakiegokolwiek szaleństwa. Piwo nie jest ani rześkie, ani lekkie, ani dobrze pijalne. Torfowa wędzonka jest dosyć wyraźna, ale jeszcze nie dominuje. Jest tu trochę dymu, trochę torfu, asfaltu i smoły. Niestety dosyć miałko się to prezentuje. Poza tym niezbyt dobrze wpisuje się to w pilsową podstawę, której zdecydowanie brakuje rześkości. W zamian mamy mdłą i nieco tępą nutę mokrego zboża oraz ziół. W tle odnajdziemy ślady mokrej szmaty, białego pieczywa i samego chmielu. Najgorsza jednak pozostaje goryczka – tępa jak obuch siekiery, mdła niczym albedo niedojrzałych cytrusów. Jest długa i wyraźnie zalegająca. No kuźwa naprawdę słabo się prezentuje.
Wąchamy. W zapachu klimaty wędzone/torfowe są jeszcze mniej odczuwalne. Choć samego Pilsa także próżno tu szukać. Wali mi to karmelem, jakimś miodem, mokrym zbożem i kartonem. Naprawdę nie chcielibyście tego wąchać. Zapach jest nieprzyjemny, nieco stęchły, utleniony, po prostu nieświeży. W oddali majaczy jakiś dym, może też odrobina smoły oraz nafty. Z czasem na wierzch wychodzą jakieś owoce, chyba czerwone. Generalnie ani to Pils, ani peated. Dziwne, bo do końca terminu ważności jeszcze szmat czasu.

czwartek, 20 września 2018

PIXIE DUST od Kingpina. Tak się robi potrójne NEIPA!


Jakoś z miesiąc temu wziąłem się za Hazy TIPA od Golema. Piwo wypadło dobrze, choć bez większego szaleństwa w kwestii podniet. Dziś na wokandę wskakuje piwo w identycznym i wciąż bardzo rzadkim u nas stylu – Triple New England IPA. Lejdis end dżentlemens! Oto Pixie Dust od Kingpina!
Bardzo dawno nie gościł u mnie Kingpin, więc to doskonała okazja by sprawdzić formę tego, jakże lubianego przeze mnie kontraktowca. Ciekawe co też ciekawego tym razem zgotował nam ów „świński” browar?
Teorii to tu za wiele nie można popisać. NEIPA wzmocniona do potęgi trzeciej. 24,5º Blg, równo 9% alko. Specjalnych dodatków w zasadzie brak, bo płatki owsiane, płatki pszenne oraz słód owsiany to raczej codzienność przy tym stylu. 


Pyłowa Wróżka w szkle wygląda niezwykle apetycznie. Barwa typowo złocista, lekko mętna. Do tego okazała czapa białej, puszystej i cholernie trwałej piany. Lacing również mistrzowski. Takich firan może nie jedna pani domu pozazdrościć ;)
Triple NEIPA od Kingpina w smaku jest bardzo soczystym i owocowym napitkiem. Odnoszę wręcz wrażenie, że do piwa dodano jakiś miąższ lub pulpę, chociaż wiem, że to nieprawda. Jest szalenie soczyście, świeżo i gładko. Ciecz jest bardzo kremowa, taka puszysta w ustach. Jak widać płatki owsiane (a pewnie i pszeniczne) zrobiły swoje. Dominują białe i żółte owoce. Takie bardziej europejskie, aniżeli z egzotycznych zakątków. Z cytrusów pojawia się na chwilę grejpfrut oraz ździebełko limonki. Dalej mamy klimaty lekko żywiczne i lekko iglaste. Całość sprawia słodko-gorzkie wrażenie. Skórkowo-pestkowa goryczka nie jest jakaś bardzo mocna, ale wystarcza, by zrównoważyć słodszą stronę tego piwa. Z czasem goryczka nieco zalega, ale da się z tym żyć. Bardzo podoba mi się tu idealna równowaga na linii słodowość-chmielowość. Oczywiście mówiąc chmiel mam na myśli pochodzącą od chmielu owocowość. Świetnie im to wyszło. Wielkie brawa również za bardzo dobrze ukryty alkohol. Pije się to tak fajnie, że można nawet zapomnieć z jakim woltażem mamy tu do czynienia. Ogólnie piwo jest bardzo smaczne i jest w stylu, za co podwójny szacun.

poniedziałek, 17 września 2018

GWIAZDA PÓŁNOCY z Maryensztadtu. PIWO IDEAŁ!!!


Lubię Maryensztadt. W tym Zwoleniu naprawdę znajo się na rzeczy, umiejo mieszać w kotłach. Ich piwa naprawdę zbierają bardzo dobre opinie, a plują przy tym nowościami szybciej niż Kobra obraca częstochowskimi klientami (brawo dla kumatych). Sorry, ale ja nie jestem w stanie nadążyć. Znaczy, nie ogarniam tych wszystkich nowych wypustów z  Maryensztadtu. Tego po prostu jest za duuużo!
Mam ich piwa pod nosem choćby w Netto, ale mimo wszystko kuszę się na nie naprawdę rzadko. No, ale obok takiego rarytasu to ja obojętnie nie przejdę! Takie cymesiki przyciągają mnie równie mocno, jak magnes metalowe opiłki, albo jak sportowe beemki przyciągają cycate blondynki. No kuźwa nie odpuszczę i koniec! Tym piwnym cymesom znaczy się, nie blondynkom :D
Gwiazda Północy – tegoroczna nowość, imperialny porter bałtycki. Nie dość, że imperialny to jeszcze smoked. Nie dość, że wędzony to jeszcze mamy tu nawrzucane suszonych fig (nie chodzi o damskie majtki) i wędzonych śliwek. Tak kochani. Imperial Smoked Plum & Fig Baltic Porter. Joł mada faka! ;p 


Ehhh… nie ma to jak robić słit focie na parapecie. Piwo jest zupełnie czarne i nieprzejrzyste. Piana ładnie zbudowana, drobna i puszysta. Cieszy wzrok, ale nie jest zbyt długowieczna. Ledwo wytrwała końca sesji zdjęciowej.
Pierwszy łyk i od razu zacząłem mówić łaciną (if You know, what I mean). Ja piernicze! Jakie to jest dobre, jakie smaczne, jakie gładkie, jakie gęste. W buzi czysty aksamit. Pełnia zwala z fotela, treściwość prostuje włosy na klacie, złożoność filcuje kalesony, a gęstość odbiera mowę. 26º Plato czuć ze sporą nawiązką. Kakao, mleczna czekolada, prażone słody, pieczywo razowe, dym oraz oczywiście suszone owoce. Są figi, są też rodzynki oraz moje ulubione wędzone śliwki. Mniam, mniam! W tle pasą się łagodne jak baranki nutki kawy zbożowej i prażonej lukrecji z domieszką karmelu oraz toffi. W rzeczy samej jest słodko, choć na chwilę pojawia się delikatna goryczka o grzecznym, palono-czekoladowym profilu. Alkohol chyba poszedł sobie na spacer, bo piwo jest tak fest ułożone, że klękajcie narody. Owszem, coś tam z lekka grzeje w brzuszku, ale w ustach nie ma ani grama etanolu. Żadnych spirytusowych, czy bimbrowych wtrętów. Po prostu naleweczka pierwszego sortu. Bardzo dawno nie piłem tak cholernie smacznego napitku, zwanego piwem! To jest po prostu klasa światowa.

sobota, 15 września 2018

Co czeka na nas w Przedpiekle?

Nie tak dawno temu gościł u mnie wymrażany Dark Strong Ale z Browaru Spółdzielczego. Lódolf mu było, czy jakoś tak… BTW – petarda jak nie wiem!
Dziś będziemy obracać się w nieco podobnych klimatach. W me skromne i zakurzone progi wkracza bowiem wspólne dziecko Piwoteki i Golema. Ja nie wiem jak oni ten… teges…, no wiecie. Nie wnikam. Faktem jest, że wyszedł z tego Cherry Belgian Dark Strong Ale. Belgijskie drożdże, nietuzinkowe cyferki, cukier muscovado oraz sok z wiśni. No i ta nazwa – Przedpiekle. Genialna! :D Aż mam ciary na jądrach. Znając wyczyny obu browarów można mieć nadzieję na naprawdę odjechane piwerko.
Całość jest bardziej w stylu piwotekowym niż golemowym. Mam tu na myśli opakowanie. ‘Eta’ jak zawsze dopracowana z mnóstwem szczegółowych danych. To lubię :)
Piwo nie było tanie, więc liczę na wiele. Przekonajmy się co czeka na nas w Przedpiekle.



Ciemno tu jak w dupie u wiadomo kogo, więc ciężko jest ocenić barwę. Stawiam na kolor ciemno wiśniowy, może z lekką domieszką burgundu. Ale ciecz jest klarowna, tego jestem pewien. Piany brak. Cóż, witamy w piekle przedpiekle.
Ciecz przyjemnie rozgrzewa kiszki już od pierwszych łyków. W sumie to grzeje już nawet w przełyku, ale nie jest to grzanie ordynarne, czy uciążliwe. Alkohol jest tu bardzo dobrze ułożony i szlachetny, choć cały czas wyczuwalny. Czuć też dużą gęstość napitku. W końcu ekstraktu na poziomie 26º Blg nie uświadczymy w koncernowych szczynach, zwanych eurolagerami ;> Piwo jest naprawdę gęstawe, bardzo gładkie i takie fajnie oleiste. Coś jak syropek na chore gardełko. Płynie to to niespiesznie w dół przełyku oblepiając wszystko dookoła. Wiśnie są bardzo wyraźne, ale jeszcze nie dominujące. Sok z dojrzałych wiśni dobrze komponuje się z ciemnymi słodami, cukrem trzcinowym i bliżej nieokreślonym ciemnym ciastem (nie brownie). Daleko w tle hasają nieśmiałe nutki czekolady oraz bardzo subtelnych przypraw (najwięcej jest chyba gałki muszkatałowej). Generalnie jednak całość jest raczej mało belgijska, ale za to przyjemnie cierpka i dosyć wytrawna na finiszu. Pojawia się też wspomniana na etykiecie pestkowość oraz mega orzeźwiająca kwaskowość od wiśni. Nagazowanie poniżej normy, ale absolutnie wcale mi to nie przeszkadza. Wszystko jest tu bardzo naturalne, bardzo soczyste, bardzo harmonijne. Po prostu bardzo smaczne.