W zeszły weekend odbyła dziewiąta edycja Częstochowskiego Festiwalu Piwa. Od kilku miesięcy ostrzyłem sobie zęby, że pospijam co najmniej połowę kegów ze wszystkich browarów i lipa. Nie to, że nie dałem rady. Po prostu nie dano mi było podjąć się tego wyzwania. Byłem na tym festiwalu chyba co roku, choć niejednokrotnie miałem przeciwności losu. Mam swojego ziomka, z którym degustujemy przeróżne piwa i jest naprawdę fajnie. Niestety w tym roku terminarz na ów łykend pękał w szwach. No, ale nie nazywałbym się piwnym ‘blogierem’, gdybym nie zawitał tam, choć na moment. Miałem takową możliwość tylko w piątek i to na pół gwizdka, ale dobre i to. Zapraszam do krótkiej relacji. Zacznę od tego, że w piątek po pracy miałem pod opieką moją najmłodszą latorośl, bo moja lepsza połowa od godziny 14-tej zarabiała pieniążki. Tak więc, po bitwie z myślami udałem się na festiwal z 2,5-letnim Tymkiem. Na miejscu oczywiście tylko „zerówki”, a dokładniej jedna (nie jestem ich zwolennikiem)....