czwartek, 31 października 2013

BROWAR POŁUDNIE ZAMKNIĘTY


Wydawać by się mogło, że obecny rok jest bardzo dobry dla branży piwowarskiej. Sprzedaż piwa ogółem raczej nie będzie mniejsza niż w zeszłym roku, pojawiają się nieznane dotąd style piwa, co chwila słychać o otwierających się nowych browarach restauracyjnych, kontraktowych i rzemieślniczych. Wśród tych jakże pozytywnych wieści jest także niestety ta zła wiadomość – Browar Południe przestał warzyć.
Oczywiście dla rozeznanego wielbiciela złocistego trunku ten news to nie jest jakaś „świeżynka”, wiadomo o tym już od kilku miesięcy. Fejs Browaru Południe ucichł na dobre w połowie lipca, zatem mniej więcej tą datę możemy uznać za przełomową w tym temacie.
Niedawno osobiście zadzwoniłem do (byłego) piwowara Krzysztofa Mościńskiego, ale dowiedziałem się tylko, że oficjalnie browar szuka inwestora strategicznego i Pan Krzysztof nic więcej nie może mi na ten temat powiedzieć. Wychodzi więc na to, że Browar Południe nadal istnieje, ale nie warzy i nie wiadomo, czy i kiedy wznowi warzenie.

Informacja ta wstrząsnęła moją osobą podwójnie, ponieważ Browar Południe uważam za swój regionalny browar, w końcu dzieli mnie od niego śmieszna odległość dwudziestu czterech kilometrów! Moje zmartwienie potęguje również fakt, iż w marcu tego roku miałem okazję zwiedzać browar, rozmawiałem z piwowarem i odniosłem wrażenie, że wszystko co tam się dzieje jest bardzo pozytywne. Wówczas nie było absolutnie żadnych oznak, zwiastujących tak nieszczęsną wiadomość. Browar miał plany wypuścić przynajmniej jedną lub dwie nowości w tym roku, wydawało mi się wówczas, że wszystko jest na dobrej drodze. Tymczasem minęło cztery miesiące i ch.. bombki strzelił, choinki nie będzie! 


środa, 30 października 2013

ŚRUP


ALK.6%. Browar SzałPiw kilka dni temu wypuścił w świat swoje siódme piwo. Ja świętuję podwójnie, ponieważ jest to pierwsze piwo na moim blogu duetu Jana i Wojtka Szały. Wojtek to ojciec, Janek to syn. Oprócz więzów rodzinnych łączy ich pociąg do piwa. Obydwu tych panów miałem okazję poznać na Birofilii w Żywcu. Obaj są bardzo znanymi i utytułowanymi piwowarami domowymi, którzy postanowili trochę zarobić na warzeniu piwa – warzą kontraktowo w małym wielkopolskim Browarze Bartek. Wojtek i Janek zadebiutowali w maju na Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa, gdzie zaprezentowali swoje trzy premierowe piwa.
Ich najnowsze dzieło Śrup – w gwarze poznańskiej oznacza stary koń. Jest to Cascadian Dark Ale, bardziej znany jako Black IPA. W zasadzie jest to trzecie polskie piwo w tym stylu, po Black Hope z AleBrowaru i Orce od Kolaborantów, nie licząc tego z Bojanowa, który przynajmniej na razie nie wygląda na Cascadian Dark Ale. 


Śrup generuje obfitą i wysoką pianę koloru beżowego. Jest ona dość gęsta, drobno ziarnista i co najważniejsze bardzo wolno opada, we wspaniały sposób odliczając kolejne łyki na ściankach pokala. Prawdziwy majstersztyk.
Piwo wydaje się być praktycznie czarne i nieprzeźroczyste, w tak grubym szkle ciężko to jednak właściwie ocenić.
Nasycenie dwutlenkiem węgla nie jest wysokie, powiedziałbym raczej, że oscyluje na średnim poziomie, delikatnie nawet w stronę niskiego.
W zapachu od samego początku na wierzch wychodzą ‘amerykańce’ w formie owoców tropikalnych, cytrusów oraz iglaków z wyraźną domieszką żywicy. Nut ciemnych jest stosunkowo mało, ale raczej bez trudu odnajdziemy tutaj odrobinę niuansów czekoladowych, palonych słodów i trochę kawy. Całość bardzo intensywna, zbalansowana i wyważona.

poniedziałek, 28 października 2013

AMATOR PIWA NA OFFBEER FESTIWAL


Trochę ponad tydzień temu piłem hektolitry Pilsnera Urquella na Blog Day w Poznaniu, a już siedem dni później miałem okazję uczestniczyć w kolejnej piwnej imprezie.
W dniach 26-27 października odbywał się bowiem Offbeer Łódzki Festiwal Piwa, organizowany przez puby Piwoteka Narodowa, The Eclipse Inn, przy współpracy Bractwa Piwnego i Klubu Miłośników Piwowarstwa Ericpol. Była to pierwsza edycja tej imprezy, ale podejrzewam, że pewnie nie ostatnia.
Cały program Łódzkiego Festiwalu Piwa skupiał się wokół dwóch znanych pubów w samym centrum Łodzi, oddalonych od siebie o jakieś 200-300 metrów. Tak niewielka odległość była niewątpliwym plusem całego tego wydarzenia, chociaż zdaję sobie sprawę, że imprezy w lokalach mają pewne ograniczenia, związane chociażby z liczbą przybyłych gości. Z dziennikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że nie była to impreza zamknięta, każdy kto chciał mógł wejść i wziąć udział. 

Stylowe wnętrze The Eclipse Inn

Harmonogram był dość interesujący i obszerny, obejmował takie atrakcje jak: warsztaty piwowarskie dla piwowarów domowych, wycieczka z przewodnikiem szlakiem browarnictwa łódzkiego (płatne 10zł), wykład na temat historii browarnictwa Piotrkowa Trybunalskiego, wykład dla piwowarów domowych odnośnie drożdży piwowarskich oraz historii browarnictwa w Skierniewicach, degustacja piwa domowego,  prelekcje gości z Browaru Fortuna, Kormoran, Ciechan/Bojanowo oraz Pinty. Miał być także ktoś z Browaru Olimp, ale podobno grypa mu nie pozwoliła przyjechać. Aha, były jeszcze rozmowy przy barze z blogerem i piwowarem Brovarni Gdańsk Michałem Saksem, spotkanie z Marcinem Szymańskim – autorem książki „Browary Łodzi i regionu”, był nawet ksiądz z piwem bezalkoholowym Dominicanes. Atrakcją dodatkową byli animatorzy z Klubu DRIvera, promujący nietolerancję dla prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwym. Wszystkie te eventy miały miejsce zarówno w Piwotece, jak i w Eclipsie, tylko że w innym czasie. Tak więc w praktyce wystarczyło siedzieć sobie grzecznie w jednym miejscu, pić dobre piwko i praktycznie nic nas nie ominęło.

Moja obecność na tym festiwalu była ograniczona tylko do jednego dnia i to jeszcze nie pełnego dnia. W owym czasie udało mi się posłuchać wykładu Tadeusza Kuchciaka z Łódzkiej Politechniki na temat drożdży w piwowarstwie domowym, wykładu o historii browarnictwa w Piotrkowie Trybunalskim. Uczestniczyłem także w prezentacji przedstawicieli Browarów Regionalnych Jakubiak. 

Obrady szanownego jury




Ja jak zawsze skupiony

W ramach tej imprezy odbył się również, organizowany od 2009 roku Konsumencki Konkurs Piw Bractwa Piwnego, w którym miałem okazję sędziować. Konkurs składa się z dwóch części i obejmuje (przynajmniej w teorii) wszystkie piwa dostępne, czy też uwarzone w danym roku. Dokładnie to chodzi oczywiście o wszystkie piwa butelkowe dostępne w sprzedaży. W pierwszej części, którą można nazwać eliminacjami, członkowie Bractwa Piwnego na zasadzie ankiety internetowej wybierają po trzy najlepsze piwa z danej kategorii. Część druga natomiast to już tradycyjny konkurs z anonimowymi próbkami piw. Takie rozwiązanie ma spory plus – browary nie muszą zgłaszać udziału i wysyłać swoich piw do konkursu. Ich udział jest jakby z urzędu, wystarczy że dane piwo istniało na rynku w danym roku. No, ale rok jest długi, a sporo małych browarów warzy piwo sezonowo. To co było dostępne np. w marcu, może już nie być dostępne w październiku. Rodzi to nie lada problem, skąd wziąć piwo na konkurs, które w ankiecie było w pierwszej trójce, a którego aktualnie nie ma na rynku? Oczywiście można by je kupić odpowiednio wcześniej (zaraz po zliczeniu ankiet) i przechować do konkursu, ale co z datą ważności? Sporo piw z browarów kontraktowych i innych rzemieślniczych jest niepasteryzowane, a serwować na konkursie piwo po dacie ważności jest po prostu niemądre, no może z wyjątkiem porterów bałtyckich....

niedziela, 27 października 2013

URSA DESZCZ W CISNEJ

ALK.5,5%. Trzecim piwem z Bieszczadzkiej Wytwórni Piwa jest Deszcz w Cisnej o dość smutnej i nostalgicznej etykiecie. Cisna to znana miejscowość turystyczna w Bieszczadach, a sama nazwa odnosi się do tytułu jakiejś piosenki.
Niniejszy trunek to piwo w stylu brązowe wędzone ale – zapowiada się więc ciekawie. A propos etykiety jeszcze to dodam, że z kontry możemy się dowiedzieć z jakimi potrawami najlepiej komponuje się to piwo, mamy także ekstrakt oraz temperaturę serwowania. Całą sytuację psuje bardzo skromnie podany skład: woda, słód, chmiel, drożdże. Nie wiemy jakie słody i jakie chmiele, a wiele osób (w tym mnie) takie rzeczy interesują. 


Piwo po przelaniu do szklanki okryło się puszystą i wysoką kołderką kremowej piany o dość drobnych pęcherzach. Piana wyraźnie brudzi szkło, a tempo jej opadania jest średnie.
Wysycenie jest raczej przeciętne, może trochę w kierunku średnio wysokiego. Mi osobiście bardzo odpowiada.
Miedzianego koloru piwo pachnie nader intensywnie. Wędzona szynka jest bez problemu wyczuwalna, dalej mamy sporo słodowych klimatów, trochę karmelu oraz razowego chleba. Całość ładnie zaokrąglona i łagodna w odbiorze. Podoba mi się.

piątek, 25 października 2013

SARE HEID


ALK.5%. Kolejna nowość od Pracowni Piwa to Golden Ale – górnofermentacyjne, złote piwo w stylu angielskim. Jest to już ich trzecie piwo uwarzone przy współpracy i z udziałem piwowara domowego, tym razem jest to Arkadiusz Makarenko. Trochę mnie dziwi taka polityka, czyżby Pracowni już brakowało pomysłów na ciekawe piwa? A może chcą się zapisać w kartach historii, bijąc rekord największej ilości piw w pierwszym roku działalności?
Sare Heid to po szkocku ból głowy. Bardziej taką nazwę widziałbym jednak na jakimś belgijskim mocarzu w stylu tripel, czy quadrupel, niż na pięciovoltowym angielskim ejlu. 


Dzisiejszy bohater to złociste i wyraźnie opalizujące piwo. Wieńczy go biała jak śnieg, wysoka czapa średnio pęcherzykowej piany, która opada w przeciętnym tempie, delikatnie brudząc przy tym ścianki. Tak więc na razie jest nieźle, ale mogłoby być lepiej.
Nasycenie CO2 jest średnie, minimalnie jednak w kierunku wysokiego bym powiedział.
Piwo ma ładny aromat chmielu o ziołowo-trawiastym zabarwieniu, za nim podążają akcenty żywicy oraz drzew iglastych. Po tych leśnych nieco klimatach do głosu dochodzi niewyraźna nuta słodowa, kwaskowe cytrusy oraz mango. W miarę ogrzewania się piwa, na wierzch coraz bardziej wychodzą owoce tropikalne i wyraźna kwiatowość. Zapach jest nader intensywny, ale trochę za bardzo perfumowy według mnie.

środa, 23 października 2013

URSA ROYZBAWIONY


ALK.4,2%. Ursa Maior w Uhercach Mineralnych to nie tylko browar. Całe te zabudowania noszą nazwę Domu Wielkiej Niedźwiedzicy, gdzie symboliczną niedźwiedzicą jest czasem nazywana Piwowarka Aga właśnie. Oprócz browaru jest tam sklep firmowy Esencja Karpat oraz Ursa Maior Hall - sala konferencyjno-wystawienniczo-imprezowa na 200 osób! Jak będę kiedyś w Bieszczadach to nie omieszkam tam zajrzeć.
Jak już zauważyliście drugim piwem od Agnieszki Łopaty jest piwo pszeniczne Royzbawiony. Skąd ta nazwa spytacie? Otóż Roy to imię psa (który widnieje na etykiecie) pilnującego, by żaden człowiek o niecnych zamiarach nie wdarł się niepostrzeżenie na teren obejścia tego całego kompleksu. Owy sabaka jest podobnoż bardzo rozbawiony, więcej chyba nie muszę wyjaśniać? 


Rzeczony Hefeweizen nosi stylowe, pomarańczowo-żółte szaty i jest bajecznie mętny. Niestety piana pozostawia nieco do życzenia – fakt, że jest obfita, ale przy tym rzadka, iście grubo pęcherzykowa, szybko się rozrzedza i znika w zastraszającym tempie, jakby to był jakiś szampan, a nie piwo.
Wysycenie jest silne i grube, lekko szczypiące w język.
W zapachu silne słodowe ciało zostaje z czasem przełamywane przez sympatyczne bananowe akcenty, odrobinę drożdży oraz lekkie cytrusowe klimaty. W tle mamy także dość dużo goździka. Bardzo intensywny to aromat, wzorcowy jeśli chodzi i styl.

poniedziałek, 21 października 2013

PIWNY BLOG DAY 2.0


Ostatni weekend był dla mnie i całej piwnej blogosfery wielkim świętem. Otóż 19 i 20 października w Poznaniu odbyła się druga edycja imprezy pod nazwą Piwny Blog Day, organizowanej przez markę Pilsner Urquell. Jednym zdaniem można powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju kongres polskich blogerów piwnych lub mówiąc inaczej forum polskiej blogosfery piwnej. Na te dwa dni do Poznania przyjechało 28 osób, reprezentujących 21 blogów (wszystkich z pewnością jest ponad 50!). W ubiegłym roku, mimo zaproszenia, nie mogłem pojawić się na tym evencie, ale w tym roku potrafiłem nie przespać nocy, żeby się tam znaleźć. Cóż, fajne imprezy wymagają czasem poświęceń.

Moja podróż do Poznania rozpoczęła się w zasadzie tuż po wyjściu z pracy o 3 w nocy. Swoim prywatnym i osobistym autkiem udałem się z Częstochowy do Lublińca, by.... wsiąść do pociągu byle jakiego.... Tfu, przepraszam opóźnionego! Tak, tak, nasze kochane PKP InterCity było opóźnione o ponad pół godziny, przez co finalnie nieco spóźniłem się również na Blog Day. Nie muszę chyba dodawać, że w ‘warunkach pociągowych’ ciężko jest zasnąć, więc po dwugodzinnych zmaganiach dałem sobie spokój. Chociaż wydaję mi się, że na jakieś pół godzinki faktycznie przymkło mi się oko. Dobre i to.
Cała impreza wraz z przerwami na obiad miała miejsce w The Dubliner Pub w budynku Zamku Cesarskiego, całkiem blisko dworca Poznań Główny. Sam wystrój lokalu był nawet fajny i przytulny, wyraźnie stylizowany na klimaty irlandzkie. 

Wnętrze The Dubliner Pub
 Po krótkim przedstawieniu się wszystkich uczestników, swoją prelekcję na temat profesjonalnej degustacji piwa rozpoczął Michał Kopik  – bardzo znany bloger (Piwny Garaż), certyfikowany sędzia PSPD, który już niejednokrotnie został zapraszany na różnego rodzaju piwne spotkania. To o czym mówił i pokazywał w formie prezentacji było mi po części znane, jednak dowiedziałem się też sporo nowych rzeczy, którymi nie będę was tutaj zanudzał.
Po nim na scenę wkroczył bodajże najbardziej znany obecnie bloger piwny – Tomasz Kopyra. Jego chyba nie muszę nikomu przedstawiać? Kopyr zaczął nawijać o vlogu, jako kolejnym etapie rozwoju bloga. Generalnie to wyjaśniał nam sprawy techniczne związane z samym vlogowaniem, sprzętem do tego potrzebnym oraz problemami napotykanymi np. na You Tube. Moim zdaniem, jeśli ktoś do tej pory nie był przekonany do tej formy blogowania, to i tak Kopyr go nie przekonał. 

Michał Kopik
Tomasz Kopyra

Po „Pogromy Mitów” organizatorzy zadbali o nasze żołądki. O pardon, cały czas dbali, serwując nam darmowego Pilsnera z kranu! No, ale przecież oprócz dużej ilości płynów, musieliśmy także zjeść coś w formie stałej. Obiad był naprawdę zacny i smaczny. Po prostu niebo w gębie :D

piątek, 18 października 2013

CZARNA KROWA


ALK.5%. Podkrakowska Pracownia Piwa nie zwalnia tempa. Od początku maja tego roku zdążyła już wydać na świat dziesięć nowości! Jak tak dalej pójdzie to pobije rekord Pinty – jedenaście piw w ciągu pierwszych 8 miesięcy działalności!
Jednym z ostatnich arcydzieł uwarzonych przez trio z Modlniczki jest milk stout (stout mleczny), zwany również sweet stoutem. W zasadzie to był kwartet, gdyż przy tym piwie maczał również palce piwowar domowy Artur Nowak.
Bez obaw, w tym piwie nie ma mleka, a jedynie laktoza – cukier powszechnie występujący m. in. w mleku.
Nazwa jest...mówiąc wprost bardzo prosta i dosadna zarazem. Od razu przychodzi mi na myśl wierszyk z dzieciństwa „czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę kręcąc mordą” ;p Poza tym wywołuje silne skojarzenia z innym mlecznym stoutem - Sweet Cow (słodka krowa) z AleBrowaru. No, ale zostawmy te zamierzone, czy też nie zamierzone konotacje i zajmijmy się samym piwem. 


Czarna Krowa jest ekstremalnie czarna i kompletnie nieprzejrzysta, normalnie smoła! Zdobi je ciemno beżowa czapa wysokiej piany  o mieszanej wielkości pęcherzy. Co ważniejsze pierzasta kołderka nader długo cieszy oko piwosza i fajnie brudzi szkło – rewelka.
Piwo jest oszczędnie nasycone dwutlenkiem węgla, ale to przecież nie jakiś tam radler, czy inny shandy.
W zapachu niestety jest dosyć ubogo, brakuje mi tu trochę intensywności. Obecne są nutki czekoladowe, kawowe, ale bardziej kawy zbożowej niż tej prawdziwej. Trafiają się także niewielkie echa popiołu, paloności oraz suszonych owoców po ogrzaniu (moreli i śliwek).

środa, 16 października 2013

URSA Z POŁONINY


ALK.5%. Moja dusza się raduje, gdy widzę to, co aktualnie dzieje się na rynku piwowarskim w Polsce – obecny rok zanosi się na rekordowy pod względem ilości otwieranych browarów. Jednym z nich jest Bieszczadzka Wytwórnia Piwa działająca w ramach Ursa Maior Sp. z o.o. Jest to browar rzemieślniczy zlokalizowany w Bieszczadach w miejscowości Uherce Mineralne. Za projekt odpowiedzialne są trzy osoby, ale nie ulega wątpliwości, że szefową jest tam Agnieszka Łopata – znana piwowarka domowa, laureatka wielu konkursów piw domowych, zdobywczyni tytułu Domowego Piwowara Roku 2012, autorka bloga o piwie i jedzeniu Kuchnia Piwowarki Agi

Premierowe piwo Ursa z Połoniny to niepasteryzowany American Amber Ale, który został odziany w niezwykle urokliwe szaty. Etykieta o niespotykanym kształcie przywodzi na myśl namalowany pędzlem obraz, przedstawiający jelenia Filipa na tle Bieszczad jak mniemam. Do tego dochodzi dedykowany kapsel – wszystko wychuchane i wydmuchane. Widać, że oprawa wizualna jest ważna kwestią dla właścicieli Ursa Maior, ale wiadomo, że najważniejsze jest to jakie jest piwo, a nie opakowanie.
Ursa z Połoniny to bursztynowy, klarowny trunek, ozdobiony białą, dość gęstą i bardzo obfitą pianą. Składa się ona z mieszanej wielkości pęcherzy, opada w żółwim tempie i tworzy przepiękne firany na szkle. No, taką pianę to ja rozumiem!
Piwo nie zostało zbyt mocno nasycone dwutlenkiem węgla, wysycenie jest raczej na średnim poziomie. Patrząc na styl jest zatem jak najbardziej poprawne.
Zapach jest lekko stonowany, pierwsze skrzypce grają tutaj łagodne cytrusowe cienie, a krok dalej egzystuje sobie umiarkowana słodowość. Za ich plecami podążają nieznaczne przyprawowe akcenty, troszkę chmielu oraz minimalny karmel.

wtorek, 15 października 2013

BOJAN BLACK IPA


ALK.6%. Stało się. W lipcu tego roku został oficjalnie otwarty kolejny browar, a właściwie to został on reaktywowany! Niezmiernie cieszy mnie ten fakt, zwłaszcza że nigdy nie miałem okazji spróbować nic z tej warzelni.
Zabytkowy Browar w Bojanowie został wybudowany w 1881 roku, a na dobre zamknięty w A.D. 2006. Natomiast pod koniec ubiegłego roku został on zakupiony przez Marka Jakubiaka, który jest w posiadaniu również Browaru Ciechan i Lwówek. To nam się chłop rozkręcił ;>
Tak więc po siedmiu latach zastoju w lipcu w końcu ruszyła produkcja, czego efektem są obecnie dwa piwa. Tym ciekawszym (jak mniemam) zajmę się dzisiaj.
Już sama zapowiedź, że browar – nazwijmy rzeczy po imieniu – przemysłowy uwarzy piwo w stylu Black IPA, wywołało niemałe zdziwienie piwnej gawiedzi. Jednak zaraz po premierze na głowy wszystkich beer geeków polał się zimny prysznic – okazuje się, że piwo jest za jasne jak na Black IPA, a na etykiecie pod nazwą pisze małym druczkiem: „piwo w stylu India Pale Ale”. Zatem już wszystko jasne, Black IPA to jedynie nazwa piwa, a samo piwo reprezentuje styl IPA. Może się mylę, ale chyba pierwotne założenia i deklaracje Pana Marka Jakubiaka były trochę inne....


Po przelaniu do szklanki mym oczom ukazało się klarowne, ciemno miedziane, niemalże burgundowe piwo, zwieńczone niewysoką, drobno ziarnistą pianą koloru ecru. Piana utrzymuje się dość długo przy życiu i przepięknie oblepia szkło. Prezencja całkiem, całkiem.
Wysycenie CO2 jest średnie, w kierunku niskiego. Jak dla mnie optymalne, przy tym stylu.
W piwie dominuje silny i wyraźny aromat słodowy, otoczony z lekka karmelem oraz niuansami chmielowymi. Gdzieś daleko z oddali docierają do mnie także niewielkie echa owoców tropikalnych i paloności. Całość grzeczna i ułożona, czyżby więc byłaby to klasyczna, angielska wersja IPA?

niedziela, 13 października 2013

CZY PIWO BEZALKOHOLOWE JEST DOBRE?


Jest ktoś z was, kto pił kiedykolwiek piwo bez procentów? Czy ktoś z was pija takie piwa regularnie? Z pewnością parę osób się znajdzie, ale te pojedyncze wyjątki tylko potwierdzają regułę: rynek piw bezalkoholowych w Polsce to sprawa bardzo niszowa. Analitycy szacują, że w kraju nad Wisłą udział w rynku piw bezalkoholowych wynosi ok. 0,1%! Wychodzi więc na to, że statystyczny Polak kupuje jedno piwo bezalkoholowe na tysiąc! Nie jest to dużo, a ja najwidoczniej tę statystykę jeszcze zaniżam, bo o i ile mnie pamięć nie myli, to nigdy nie wypiłem tego typu piwa w całości, czasem tylko kilka łyków od żony, bądź od kogoś innego. W porównaniu z Europą Zachodnią i USA, gdzie ten segment rynku jest bardzo dobrze rozwinięty, wypadamy bardzo blado – tam udział piw alcohol free sięga 7-9%. Nie mniej jednak pojawiło się u nas światełko w tunelu, ponieważ w ostatnich latach tendencja jest raczej wzrostowa. W sieci mamy już nawet polski sklep internetowy sprzedający tylko i wyłącznie trunki bezalkoholowe! Niestety, a może i stety właśnie, piw polskich tam nie znalazłem. Oprócz kilkudziesięciu piw zagranicznych są tam także wina tradycyjne oraz wina musujące.

DLA KOGO?

Piwa bezalkoholowe w zasadzie są skierowane dla wąskiej grupy osób, tzn. każdy może je pić ile chce, ale po co, skoro po nich nic nie szumi w głowie prawda? Wiadomo, że jednym z powodów, dla których pijemy piwo jest owy „szum w głowie” (a dla niektórych jest to jedyny powód). Wobec tego możemy stwierdzić, że po piwo bez procentów sięgają tylko ci, którzy z różnych względów nie mogą pić alkoholu, albo przynajmniej nie powinni. Do tej grupy osób zaliczają się przede wszystkim kierowcy (chociaż jak pokazują policyjne statystyki nie wszyscy), kobiety w ciąży oraz w okresie karmienia piersią (tu również nierzadko zdarzają się wyjątki), osoby stosujące niektóre diety, profesjonalni sportowcy, a także osoby chore, w przypadku których alkohol jest surowo wzbroniony. Widać więc, że nie jest to wcale taka mała grupka osób, jak można by pobieżnie sądzić. Co nie zmienia faktu, że łącznie ci wszyscy ‘nieszczęśnicy” stanowią i tak bardzo znikomy procent całego społeczeństwa. Modlę się w duchu, obym nigdy się do nie zaliczał.


SEDNO SPRAWY

Już od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem przetestowania krajowych przedstawicieli piw bezalkoholowych. Wobec tego zrobiłem mały research, połaziłem trochę po sklepach i zakupiłem to, co mi się udało znaleźć. Nie wiem dokładnie ile jest w Polsce wszystkich tego typu piw, ale raczej ich łączna liczba nie przekracza 10 (nie liczę tu podpiwków i kwasów chlebowych). Tak więc, nie ma tego dużo i mam nadzieję, że siedmiu przedstawicieli pomoże mi odpowiedzieć na tytułowe pytanie.
Żywiec, Lech oraz Karmi Classic są najbardziej popularne i reprezentują trzy największe grupy piwowarskie w Polsce. Pozostała czwórka to już rzadziej spotykane pozycje.
W zasadzie jedno z tych siedmiu jest piwem alkoholowym – Żywiec Niskoalkoholowy zawiera 1,1% alkoholu. Mało tego, wszystkie te piwa tak naprawdę zawierają śladowe ilości alkoholu! Od razu więc wyjaśniam, że według polskiego prawa piwo bezalkoholowe to takie, które nie przekracza 0,5% alkoholu objętościowo. A Żywca postanowiłem dołączyć do tego szacownego grona, ponieważ tak naprawdę jeden procent to i tak tyle co nic. W końcu na bezrybiu i rak ryba ;>

wtorek, 8 października 2013

ZACNE CIEMNE


ALK.6%. Dzisiaj kolejna odsłona piwa z serii Zacne, warzonego specjalnie dla sieci sklepów Żabka. Po jasnym lagerze i mocnym lagerze, tym razem wziąłem na warsztat ciemnego lagera. Kupując go, byłem w niemałym szoku, gdy okazało się, że producentem tego piwa nie jest Van Pur (jak to ma miejsce w tych dwóch poprzednich przypadkach), tylko znana mi już dobrze hurtownia JAKO! Czyżby więc popyt na te Zacne trunki przewyższał wolne moce produkcyjne „koncernu” Van Pura, który jest w posiadaniu aż pięciu browarów!? Czy może Żabka celowo, a nie z konieczności zdecydowała się na współpracę z kolejnym podmiotem, produkującym piwo marki Zacne?
Kolejna rzecz: jeśli za tym wszystkim stoi JAKO, to czy przypadkiem nie jest to, to samo piwo, co opisywane przeze mnie Celtyckie Ciemne?


Zacne Ciemne dysponuje wcale nie najgorszą prezencją – piękna, burgundowa barwa; wysoka, drobno ziarnista piana koloru ecru, która opada w średnim tempie, niestety w ogóle nie brudząc przy tym szkła. Wysycenie jest średnie, w stronę niskiego.
W zapachu pojawiają się nikłe aromaty ciemnych słodów, niewielkie muśnięcie lekko słodkiej czekolady oraz śladowe ilości karmelu i jakby miodu. W tle subtelne echa suszonych owoców. Całość bardzo niewyraźna i mało intensywna, ale brawa za różnorodność.

sobota, 5 października 2013

LWÓWEK WROCŁAWSKIE


ALK.4,2%. Jakiś czas temu Browar Lwówek zmienił etykiety swoich wyrobów, rezygnując jednocześnie z Koźlika, którego (o zgrozo) nie zdążyłem się nawet napić.
A propos tychże etykiet właśnie.... osobiście uważam, że te poprzednie prezentowały się dużo lepiej niż obecne, które wyglądają jakby zrobił je na szybko jakiś licealista po godzinnym kursie projektowania. Epatuje z nich kicz i tandeta, są banalne w odbiorze i takie bezpretensjonalne. Może i mają swoich zwolenników, ale ja ich po prostu nie trawie.
Zajmijmy się jednak samym piwem, które to (jako jedno w wielu) aspiruje do miana pilsa.


Dzisiejszy specjał generuje bardzo skąpą pianę. Mimo lania cały czas w sam środek pokala, nie udało mi się uzyskać więcej niż centymetr białego puchu, który to zresztą i tak po kilku minutach przestał istnieć.
Piwo ubrane jest w klasyczny, jasno złoty kolor i jest klarowne. Wysycenie jest raczej średnie, odrobinę wyższe chyba lepiej by tu pasowało.
Jedziemy dalej. Zapach te zestawienie jasnego słodu z niewielkimi akcentami piwnicznymi. Formalności dopełnia szczypta chmielu oraz lekka chlebowość. Niestety piwo nosi też ślady utlenienia w postaci mokrego kartonu, mimo że do termin przydatności do spożycia mija dopiero za trzy tygodnie. Średnio mam ochotę wąchać taką mieszankę.

czwartek, 3 października 2013

FORTUNA ŚLIWKOWA


ALK.5,3%. Mniej więcej w połowie września do sklepów zawitało najmłodsze dziecko Browaru Fortuna. Tym razem jest to śliwkowy lager, który jest kontynuacją serii piw smakowych z tego przybytku.
Ponownie pasowałoby zadać pytanie: jaki jest sens wypuszczania takiego piwa na jesień? Nie dało się zrobić tego latem? Może tak, może nie, nie pytałem browaru, ale po głębszym zastanowieniu znalazłem wytłumaczenie. Po pierwsze bazą tego trunku nie jest piwo jasne, tylko ciemne, które bardziej podchodzi pod obecną aurę. Po drugie śliwka, to przecież zwiastun jesieni - zbierana jest w zależności od odmiany, od początku sierpnia do końca września. 


Po przelaniu do szklanki śliwkowy specjał pokrył się średnio obfitą, grubo pęcherzykową pianą o barwie różowo-kremowej. Piana szybko się rozrzedza i już po kilku minutach odchodzi do krainy zapomnienia. Nie uświadczymy jej także na ściankach naczynia.
Piwo nosi znamiona rubinowego koloru, wpadającego w odcień mocno dojrzałej wiśni. Jakże urzekająca to barwa!
W zapachu trunek ten jest delikatny i subtelny jak muśnięcie aksamitną rękawiczką. Aromaty śliwkowe nieźle komponują się tutaj z nieznaczną słodowością oraz lekkimi palonymi niuansami. W tle bezwolnie baraszkują sobie echa rodzynek i ciemnych dojrzałych winogron. Całość spójna i kompletna, naturalna i przyjemna.

wtorek, 1 października 2013

LUBUSKIE SLOW LIME


ALK.4,2%. Browar Witnica jaki jest każdy widzi. Ja też mam wyrobioną już pewną opinię o tym przybytku i z pewnością nie jest to pochlebna opinia. Nie bez powodu w ostatnich statystykach blogowych Witnica zajęła trzecie miejsce..... od końca na 30 browarów!
Dzisiaj postanowiłem dać producentom Lubuskiego jeszcze jedną szansę na rehabilitację. Czy ta szansa została wykorzystana, czy tylko jeszcze bardziej pogrążyła Witnicki browar? Zapraszam do lektury! 


Przelewam i oglądam – piwo jest klarowne, złociste. Piana przeciętnych rozmiarów, średnio zbita, śnieżnobiała, mieszano ziarnista, opada w średnim tempie i wspaniale osadza się na szkle. Dawno nie widziałem piwa, które tworzy tak obfite zacieki z piany.
Lubuska cytrynka została odpowiednio nasycona dwutlenkiem węgla, wysycenie jest dosyć duże, ale na pewno nie przesadzone.
Zapach niestety jest nikły jak opady na Saharze. Skąpa baza słodowa otoczona została przez nieliczne akcenty cytrynowo-limonkowe oraz minimalne chmielowe echa. Trochę to przypomina lemoniadę zaprawianą kwaskiem cytrynowym z minimalną domieszką piwa.