W dobie koronawirusa hurtownie z kraftem oraz multitapy walczą o przetrwanie jak tylko mogą. Wbrew pozorom sklepom specjalistycznym też wcale nie jest lekko. W związku z zaistniałą sytuacją pojawiają różne akcje/promocje, mające na celu wyzbycie się zalegających butelek/kegów, często tylko po kosztach. Nie dziwcie się zatem, że dzisiaj testuję piwo po terminie. Kupione co prawda w promo jeszcze „w dacie”, ale wypite już po. Browar Deer Bear zna chyba każdy miłośnik polskiego kraftu. Serii piw Let’s Cook też chyba nie muszę jakoś specjalnie przedstawiać. Są to po prostu różne wariacje na temat Gose , najczęściej różniące się tylko dodanym owocem. Moja butelczyna na ten przykład zaprawiona została marakują – owocem, który bardzo lubię. Dosyć często można spotkać go w piwie, ale mieszanki piwa z kolendrą, bakteriami kwasu mlekowego, solą i marakują to chyba jeszcze nie miałem w ustach. Zobaczmy co z tego wyszło. Jak na piwo bądź, co bądź pszeniczne, to słabo się to pie...