poniedziałek, 30 grudnia 2013

SAINT NO MORE [2013]


ALK.6,2%. Wiem, że pogoda nie wskazuje na to, że mamy koniec grudnia, ale jakoś trzeba sobie radzić, by chociaż myślami dotknąć śniegu i poczuć klimat tej wyjątkowej pory roku. Dlatego też kolejnym piwem na blogu dedykowanym na okres świąteczno-noworoczny jest Saint No More z AleBrowaru.
Niestety Saint No More Anno Domini 2012 to już historia – ubiegłoroczny świąteczny Christmas Ale został w tym roku zastąpiony kolejnym India Pale Ale! Jest to piwo chmielone jedną odmianą amerykańskiego chmielu Simcoe, więc w zasadzie jest to AIPA Single Hop Simcoe.
Nie rozumiem tylko jednego: po kiego grzyba na Święta dawać ludziom piwo AIPA, które przecież może mieć premierę przez cały okrągły rok, w każdym miesiącu i w każdym tygodniu! Co AIPA ma wspólnego z Bożym Narodzeniem? Aromat żywicy i iglaków, który jest w każdym tego typu piwie? Nie lepiej byłoby popracować nad zeszłorocznym wypustem i go nieco zmienić i ulepszyć? Ręce opadają. 


Saint No More 2013 to herbaciany, mętny trunek. Zdobi go dosyć wysoka, biała piana, zbudowana z dużych pęcherzy, opada powoli, zostawiając przy tym obfite firany na szkle.
Piwo zostało dość mocno nasycone dwutlenkiem węgla – wysycenie jest wyraźne, ale zarazem gładkie, drobne i przyjemne.
W zapachu panuje niezła rześkość, jest dużo cytrusów i innych owoców, po ogrzaniu na wierzch wychodzi nieznaczna słodowość. W tle średnio intensywna żywiczność oraz trochę sosny i typowego chmielowego aromatu. Nawet fajnie się to wącha, ale przypomina mi to trochę wykastrowanego Rowing Jacka.

czwartek, 26 grudnia 2013

RACIBORSKIE ŚWIĄTECZNE


ALK.4,5%. Drugi dzień Świąt, a ja akurat musiałem trafić na taki gniot. Raciborskie Świąteczne kupiłem ze zwykłej, konsumenckiej ciekawości. W tym roku niejako zapanowała moda na takie piwa, więc postanowiłem zaryzykować.
Niestety w tym wypadku ryzyko się nie opłaciło. Po Jurajskim Świątecznym ostrzyłem sobie zęby na kolejną tegoroczną nowość, która to dogłębnie wpisywała by się w charakter Świąt Bożego Narodzenia. Niestety okazuje się, że to piwo ma tyle wspólnego ze Świętami, co ja ze zmarłym niedawno Nelsonem Mandelą. 


Po przelaniu do szklanki jasnozłocisty trunek pokrył się średnio wysoką, lecz rzadką, białą pianą. Zbudowana jest ona z dość dużych pęcherzy, szybko się dziurawi i finalnie niezbyt długo cieszy zmysł wzroku. Prezencja jak to w Raciborzu – cudów się nie spodziewałem.
Wysycenie dość wysokie i wyraźne, ale nie przeszkadzające. Dla mnie pasi.
Teraz pora na najciekawsze. Już sam kolor świadczy o tym, że piwo nie może mieć wiele wspólnego ze Świętami (poza nazwą oczywiście). Zapach jest typowo słodowy, lekko słodki, z naprawdę symbolicznym muśnięciem przyprawowym. Gdybym nie znał nazwy, to pewnie nawet bym o nich nie wspomniał. W tle niewielkie akcenty biszkoptów, odrobinę trawiastego chmielu oraz nieduża, acz wyczuwalna metaliczność.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

IRLANDZKIE CIEMNE


ALK.6%. Dziś biorę na ząb ciemnego lagera z Browaru Krajan, który przynamniej w teorii nie powinien wywołać u mnie żadnych ‘achów’ i ‘ochów’. Mimo, że lubię ciemne piwa, to obecnie już nie stanowią one dla mnie takiej gratki jak kiedyś. W kraju mamy już tyle różnych, ciekawych i rzadkich pozycji, że takiego dark lagera to bez mała, możemy traktować jako piwo codziennego użytku. Co prawda ze zbliżającymi się Świętami ma mało wspólnego, ale na okres jesienno-zimowy od biedy się nada (niestety recenzje bardziej świątecznych piw ukażą się dopiero, gdy dojdę do siebie po „Szczepanie” ;>). 


Irlandzkie Ciemne zdobi wcale nie byle jaka etykieta. Profesjonalizm, perfekcjonizm, dojrzałość, styl i elegancja to tylko niektóre określenia, które przychodzą mi do głowy. Naprawdę widać, że ktoś wykonał kawał dobrej i fachowej roboty.
Ciemniak z Krajana dysponuje średnio wysoką, jasno beżową czapą grubo ziarnistej piany. Niestety szybko się ona rozrzedza i w ogóle nie oblepia ścianek. Po kilku minutach znika niemal do zera.
Piwo zostało obdarzone przez naturę (a może przez piwowara?) ciemno brązowym kolorem, pod światło widoczne są ładne burgundowe refleksy. Jest to standardowy wygląd tego typu piw.
W zapachu mój dzisiejszy gość nosa nie urywa – delikatne karmelowe akcenty, subtelne nuty przypieczonej skórki chleba i niezbyt wyraźna słodowość to zdecydowanie za mało, by wprowadzić mnie w stan euforii. Aromat nie dość, że jest skromny, to jeszcze mało intensywny.

piątek, 20 grudnia 2013

JURAJSKIE ŚWIĄTECZNE


ALK.5,6%. Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta....Tej zimy mamy prawdziwy wysyp piw świątecznych. Swoją wersję takiegoż napitku ostatnio wypuścił chociażby Browar Racibórz, Gościszewo, Okocim, Kompania Piwowarska, czy właśnie Browar na Jurze. Nie brakuje również pozycji, które pojawiły się już rok temu lub wcześniej. Tak więc piw świątecznych ci u nas dostatek.
Jedną z nowości, która osobiście mnie bardzo intryguje jest wypust z Zawiercia. Tamtejszy browar nie rozpieszcza nas ostatnio nowościami, a szkoda, bo warzą tam dobre, a nawet bardzo dobre piwa. Cieszy mnie zatem fakt, iż w końcu Browar na Jurze obudził się ze snu zimowego, serwując nam iście świąteczne piwo z dodatkiem miodu gryczanego, kakao i chili!
Trochę dziwne, że nie ma tu przypraw typowo korzennych z cynamonem, imbirem i goździkami na czele, no ale kredyt zaufania mam u nich duży, więc do palpitacji serca mi daleko. W sumie sztampowość jest przecież nudna.

Trzeba przyznać, że piwo posiada bardzo ładną i nowoczesną, złoconą etykietę, idealnie pasującą do okoliczności, zawierającą sporo informacji, w tym pełny skład. Niestety to wszystko jest trochę chaotycznie popisane i może nam się nieźle zakręcić w głowie, zanim wszystko zdołamy wyczytać. Trochę wygląda to jak choinka, (do tego ta zawieszka), ale prawdopodobnie to celowy zabieg.
Jurajskie Świąteczne to ciemno brunatne piwo, ozdobione średniej wielkości, beżową pianą, zbudowaną w większości z drobnych pęcherzy. W nieznacznym stopniu brudzi ona szkło, opada jednak dość szybko i niepostrzeżenie.
Aromat jest... urzekający i zadziwiający jak na piwo. Świeża i czysta nuta rozpuszczalnego kakao jest bardzo silna, chwilami przypomina gorącą czekoladę, taką z automatu na dworu PKP. Dalej mamy subtelne akcenty opiekanych słodów oraz kawę zbożową i odrobinę karmelu. Miodu natomiast to ja tu nie czuję. Naturalność czekolady i kakao jest wprost powalająca. Podoba mi się ten zapach, w końcu coś nowego i niespotykanego zapukało do mego podniebienia.

środa, 18 grudnia 2013

LWÓWEK PORTER 18°


ALK.8,5%. Od niedawna fani polskich mocarzy, czyli porterów bałtyckich mają do dyspozycji kolejne piwo. Nowość z Lwówka to waga lekka baltic porter, zawiera tylko 18,1% ekstraktu.
Rzeczywistość jest jednak nieco myląca, ponieważ jak donosi nasz kochany fejsbuk, jest to to samo piwo, co Porter 18° z Browaru Ciechan. Mówiąc ściślej postanowiono przenieść produkcję lżejszego porteru z Ciechanowa do Lwówka Śląskiego (w Ciechanowie nadal zostaje wersja 22° Plato).
W ten oto sposób mamy na rynku starego nowego portera. Mimo użycia tej samej receptury, inny sprzęt warzelniczy i woda z innego źródła nie powinny być bez znaczenia jeśli chodzi o smak tego specjału. Tak więc na identyczność tego piwa z ww. porterem z Ciechanowa bym nie liczył. 


Po przelaniu do pokala ujrzałem bardzo ciemną, niemal czarną ciecz, zwaną piwem. Mimo nalewania jak wodospad beżowa piana jest niska i skąpa. Składa się z drobnych pęcherzyków i opada w przeciętnym tempie. Nie dziwi mnie to jednak, wszak nie od dziś wiadomo, że duża zawartość alkoholu to nie najlepsze warunki do bujnej i długotrwałej piany.
Cieszy mnie fakt odpowiedniego wysycenie tego specjału. Ilość dwutlenku węgla jest jak najbardziej na miejscu, nie za dużo, nie za mało.
W zapachu piwo daje nam możliwość obcowania z suszonymi owocami (śliwki, rodzynki), otoczonymi przez słodkie czekoladowe klimaty, lekko palone słody oraz niewielkie kawowe muśnięcie. Czuć też nieco drażniący alkohol, który mógłby być zdecydowanie lepiej ukryty.

niedziela, 15 grudnia 2013

BOJAN TOPOREK


ALK.6%. Trzecim piwem z reaktywowanego w tym roku Browaru Bojanowo jest klasyczny jasny lager. Jedynym jego wyróżnikiem jest brak filtracji i jeden chmiel zza oceanu – Cascade, ale bez obaw, jest też polska Marynka oraz Lubelski.
Cieszy mnie fakt wypuszczenia już drugiego piwa dolnej fermentacji, a nie tylko te nowofalowe IPA, a to w wersji imperialnej lub ciemnej, a to w amerykańskiej lub saison i Bóg jeden wie w jakiej jeszcze. Raz na jakiś czas mogę zwilżyć zęby amerykańskimi chmielami i dać moim kubkom smakowym niezły wycisk, ale wiadomo, że co za dużo to nie zdrowo.
Co ciekawe, piwo jest dedykowane polskim strażakom, co widać po barwach etykiety i nazwie.... Toporek. No cóż, przyznam że szczyt ekstrawagancji to to nie jest. Do piwa średnio to pasuje, ale zostawmy to. 

Po przelaniu wszystko wygląda bardzo obiecująco. Piwo jest wyraźnie mętne, ciemnozłote. Piana jest biała, wysoka, dość gęsta i trwała, drobno ziarnista, pozostawia obfite zacieki na szkle.
Nasycenie dwutlenkiem węgla nie jest wysokie, powiem więcej – jest co najwyżej średnie, co poniekąd ujemnie rzutuje na rześkość Toporka.
W zapachu dominuje silna słodowość, taka lekko przycieżkawa i lekko miodowa słodowość. Dalej mamy niewielkie muśnięcie chmielowe, odrobinę karmelu, alkoholu i cytrusów, które jednak są mało wyraźne. Mam nieodparte wrażenie, że czuję tu także nieznaczną maślaność, czyżby diacetyl?

piątek, 13 grudnia 2013

GRAND PRIX


ALK.5,4%. Grand Champion autorstwa Czesława Dziełaka to dopiero połowa jego tegorocznego sukcesu. We wrześniu odbył się I Warszawski Konkurs Piw Domowych, w którym także wygrał zwycięzca z Żywca. Nagroda i tutaj była nie byle jaka – uwarzenie zwycięskiego piwa w Browarze Ciechan!
Tak oto w jednym roku byliśmy świadkami dwóch piwnych premier browarów komercyjnych, które uwarzyły piwo na podstawie receptury jednego człowieka, piwowara domowego. W Warszawie zwycięskim piwem okazało się American India Pale Ale. Jest to styl bardzo zbliżony do Imperial India Pale Ale z Żywca, który jest bardziej tęgi i mocniejszy.


Grand Prix prezentuje się niebagatelnie – wysoka, obfita, biała piana, drobno i średnio pęcherzykowa, wspaniale osadza się na szkle, dość długo się utrzymuje. Do ideału niewiele jej brakuje.
Piwo nosi ładny, bursztynowo-pomarańczowy kolorek i jest wyraźnie opalizujące. Wysycenie jest średnie, nie szczypie, nie gryzie i nie przeszkadza w odbiorze. Dla mnie w sam raz.
A jak to pachnie! Mhmm... poezja. Świeżutkie owoce tropikalne z mango, papają i liczi na czele, odrobina żywicznych klimatów, rześkie cytrusy oraz chmielowe akcenty o nieco sosnowym charakterze. Normalnie mistrzostwo świata! Jestem oczarowany.

środa, 11 grudnia 2013

ORKISZOWE Z MIODEM


ALK.5,1%. Mam wielki sentyment do tego piwa. Pierwszy raz piłem je jakieś trzy lata temu, właśnie w owym czasie zacząłem na poważnie interesować się rynkiem krajowych piw. Pamiętam doskonale, jak bardzo byłem zachwycony i podjarany Orkiszowym z Miodem. Ach, cóż to był za rarytas, 45% udziału orkiszu, niefiltrowane, do tego z miodem. Smakowało wybornie, jedno z lepszych piw, jakie wypiłem w całym 2010 roku.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło, pojawiło się dużo nowych browarów i całe mnóstwo nowych, zajebistych piw na rynku. Moje gusta też po części się zmieniły. Jak więc wypada hicior po latach?


Jasno złote piwo nalało mi się z obfitą czapą białej piany. Ma ona drobno ziarnistą strukturę, jest dość gęsta i zwarta, pięknie „zdobi szkło”, opada dość wolno i spokojnie. Piana naprawdę jest pocieszna i wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
Nasycenie jest stonowane, co najwyżej reprezentuje średni poziom, ale najważniejsze jest to, że znakomicie pasuje do charakteru tego specjału.
Zapach emanuje całkiem niezłą świeżością. Miodu jest tutaj co niemiara, z tyłu chowają się nuty słodowe i typowo pszeniczne (orkiszowe). W tle niewielkie niuanse chlebowe, okraszone garścią słodkich biszkoptów i lekkim muśnięciem bananowym. Całość jest bardzo jednowymiarowa i słodka.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

WOŁEK ZBOŻOWY


ALK.5,4%. Czwartą koncepcją kontraktowego Browaru Piwoteka jest Wołek Zbożowy, który został zaprezentowany światu pod koniec listopada.
Piwo zyskało rozgłos na długo przed premierą już samą nazwą – wołek zbożowy to owad żerujący na zbożach, więc do piwa, które w głównej mierze jest ze słodu, pasuje jak pięść do nosa. Swoją drogą Czarny Wdowiec, Kokolobolo i Miedziana Dziewica to również nazwy mocno pobudzające wyobraźnię.
Drugi czynnik wyróżniający Wołka to słody. Niektóre browary robią wyścig szczurów w zawartości alkoholu, inne w ilości użytych odmian chmielu, natomiast Piwoteka postanowiła zszokować piwną gawiedź ilością słodów – jest ich aż dwanaście! Taka ilość komplikuje w dużej mierze przyporządkowanie tego piwa do jakiegoś konkretnego stylu. Nawet sami autorzy tego nie zrobili, wyraźnie dając pole do popisu ‘wołkopijcom’.
Dość gadania, pora wziąć się za tego szkodnika. 


Wołek to bardzo ciemne piwo, niemal czarne, jednak pod światło przebijają dość wyraźne brunatne refleksy. Piana koloru ecru nie jest zbyt imponujących rozmiarów, ale cechuje ją niezła gęstość i drobnoziarnistość. Na szkle pozostawia obfite zacieki, opada w przeciętnym tempie.
Wysycenie reprezentuje średni, a nawet średnio wysoki poziom, jest bardzo drobne, dosyć wyraziste i lekko szczypiące.
Zapach nie zwala z nóg swoja intensywnością. Mamy tu nieco ciemnych słodów, trochę karmelu i tabliczkę słodkiej czekolady. W tle  pochowały się niuanse ciemnego chleba razowego. I w zasadzie na tym koniec.

piątek, 6 grudnia 2013

BRACKIE IMPERIAL IPA


ALK.8,5%. W końcu nadeszła długo oczekiwana chwila – 6 grudnia o godzinie 18 (przynajmniej oficjalnie) miała miejsce ogólnopolska premiera Grand Championa Festiwalu Birofilia 2013. Jak zapewne wiecie, w tym roku tytuł ten zgarnął pan Czesław Dziełak i w nagrodę uwarzył swoje piwo w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie.
Jak zwykle nie obyło się bez nieoficjalnych prapremier, które tym razem zafundowała nam sieć Tesco, ale nie o tym chciałem. Tegoroczny zwycięzca to piwo w dobrze już znanym w Polsce stylu India Pale Ale, tyle że bardziej podrasowanym, czyli Imperial IPA. Nielichy ekstrakt, nielicha moc, siedem odmian chmielu i cztery rodzaje słodu. Takie właśnie jest Brackie Imperial IPA!


Na pierwszy ogień idzie rewelacyjna etykieta, która bardzo pasuje do zawartości butelki, jest taka dojrzała, dostojna, elegancka i profesjonalna. Nie obyło się jednak bez wpadki: „piwo ciemne”? – no way panowie!
Otwieram i przelewam. Piwo jest wyraźnie mętne, ale na pewno nie jest ciemne, w zasadzie posiada jasno bursztynową barwę, względnie ciemnozłotą.
Piana cieszy oko – urosła do sporych rozmiarów, jest biała, średnio gęsta, składa się z mieszanej wielkości pęcherzy, opada w przeciętnym tempie, ale za to wspaniale oblepia szkło! Ogólnie robi niezłe wrażenie.
Nasycenie jest wyraźne, drobne i lekko szczypiące, oscyluje na dość wysokim poziomie - z pewnością jest powyżej średniej, choć do górnego levelu na szczęście mu daleko.

środa, 4 grudnia 2013

DLACZEGO KONCERNY NAS OSZUKUJĄ?


W ostatnim kilku latach z powodu jednego - z pozoru błahego i niepozornego - zjawiska moja konsternacja i zdenerwowanie powoli i systematycznie rosły. Kilka dni temu czara goryczy się w końcu przelała i natchnęła mnie do skrobnięcia niniejszego tekstu, który wyraża moją dezaprobatę.
Od razu wyjaśniam, że tytułu tego posta nie należy traktować dosłownie, browary nie mogą nas oszukiwać w dosłownym tego słowa znaczeniu (muszą przestrzegać prawa). Bardziej pasuje tu określenie, że robią nas w bambuko ;> Odkryłem jednak pewien proceder, który jest jak najbardziej legalny, ale robiony bardzo skrupulatnie i perfidnie od wielu ,wielu lat. Niekoniecznie z korzyścią dla klienta/konsumenta.

Co mnie tak wkurzyło?
Pijecie piwo koncernowe? To dobrze, bo ja też (chociaż ostatnio coraz rzadziej) i to właśnie tych piw dotyczy ten artykuł. Zauważyliście ile procent alkoholu ma teraz np. leszek? A przypomnijcie sobie ile miał kilka lat temu, albo jeszcze wcześniej, gdy był w brązowej butelce. Wiecie jaki woltaż ma obecnie Żywiec, Warka Jasne Pełne, Tyskie Gronie, czy Kasztelan? Pamiętacie czasy, gdy te piwa zawierały więcej alkoholu? No właśnie.
W czasach, gdy ja wchodziłem w wiek dorosły (ponad 10 lat temu) prawie wszystkie piwa typu ‘jasne pełne’ miały 6% alkoholu, zaś mocne przeważnie 7,8% i to był standard. Tylko nieliczne koncernowe wyroby odstawały od tej reguły. Zobaczcie teraz: Żywiec 5,6%, Warka Jasne Pełne 5,7%, Tyskie Gronie 5,5%, Kasztelan Niepasteryzowane 5,7%, Lech Premium 5%. Natomiast piwa mocne zeszły z magicznej liczby 7,8% na 7% lub jeszcze mniej. Nie wiem, czy aktualnie jest jakieś mocne piwo z „wielkiej trójcy” (KP, GŻ, CP), które przekracza obecnie 7 procent.
Wszystkie polskie koncerny bardzo powoli i systematycznie, niemalże z cierpliwością mnicha z klasztoru Shaolin obniżają zawartość alkoholu w swoich piwach! Co kilka lat z naszych rodzimych koncernowych lagerów, nieśpiesznie i niemal niezauważalnie ubywają procenty. Może dla niektórych to błahostka i pierdółka nie mająca żadnego znaczenia, bo przecież jak komuś zależy na procencie, to nadal ma do dyspozycji choćby Karpackie Super Mocne 9%. I ja to rozumiem, ale dlaczego ktoś, kto pije od dziesięciu, czy dwudziestu lat tego samego (z pozoru) Żywca, czy Lecha ma obniżony woltaż np. z 6%, do 5,5%? Czy to jest w porządku? Według mnie nie. Jeśli koncerny chcą posiadać w swojej ofercie piwo lekkie i sesyjne, to niech po prostu wprowadzą nowe piwo, które będzie oscylowało w granicach powiedzmy 4 voltów i po problemie. Takich trunków jest całe mnóstwo u naszych południowych sąsiadów.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

SŁAWOSZ


ALK.4,2%. Kilka miesięcy temu kupiłem w hipermarkecie Auchan piwo Sławosz. Producentem tego napitku okazał się - znany mi bardzo dobrze - Browar Witnica.
Dość długo to piwo leżało u mnie w szafce, nawet zastanawiałem się czy w ogóle jest sens je degustować. Sami wiecie jaką opinię ma ten producent. Z drugiej jednak strony pomyślałem sobie, czemu nie? Wypiję je choćby po to, by się nad nim trochę „poznęcać”... Już dawno przecież nie piłem żadnego trunku, które mógłbym zrugać i jechać po nim jak po mokrej szmacie. Czy Sławosz nadaje się do tej roli? 


Piwo jest średnio wysycone CO2, nosi klasyczny, złocisty odcień i jest w pełni klarowne. Piana jest niska, skąpa, grubo ziarnista, posiada biały kolor, szybko się dziurawi i równie szybko opada. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma się nad czym rozwodzić.
Zapach nie należy do najprzyjemniejszych – DMS daje się we znaki zaraz po przelaniu do kufla. Dalej mamy lekką nutę trawiastego chmielu, odrobinę kwasku i garść słodowych niuansów. W tle minimalna metaliczność potwierdzona testem skórnym. Ogólnie niezły syf.