Na początek krótka lekcja historii. Piwo Belfast wkroczyło na rynek w 1997 roku, mając 6,5% alkoholu. Po kilku latach postanowiono zmodyfikować recepturę i zwiększyć woltaż do 8,1%. To nie było zbyt dobre posunięcie. W 2010 roku wrócono do pierwotnej receptury, bo sprzedaż systematycznie malała. W 2026 roku ponownie zmieniono recepturę, czego efektem jest nowy Belfast o zawartości 5,5% alko. Tym samym zamiast dopisku „Strong Irish Stout” mamy „W stylu Irish Stout”. Dodatkowo na kontrze widnieje obietnica: „Dzięki odświeżonej recepturze piwo zyskało więcej głębi i intensywności”. Niestety w bajki, to ja już dawno nie wierzę. Odchudzono woltaż, a więc i ekstrakt. Zatem piwo raczej się rozwodniło, a nie zyskało głębię. Tak w ogóle, to ono nigdy nie smakowało, jak Stout i śmiem sądzić, że nadal tak jest. Nie mniej jednak, mam do niego spory szacunek, bo w czasach przedkraftowych, to była fajna odskocznia od koncerniaczków. Wykorzystując okazję, że obecnie można zakupić obydwie wersje, pos...
Prolog: Perła Niepasteryzowana pojawiła się na rynku w 2010 roku, a jej recenzja na blogu ( tutaj ) była jedną z kilkunastu pierwszych - było to w roku 2012. Naprawdę dawne czasy. O co kaman: Nie było tego piwa przez ileś lat, ale w tym roku znowu się pojawiło, choć w nowym wydaniu. Kiedyś miało 6% alko, teraz tylko 4,8%. Brązowa butelka została zastąpiona zieloną, a to też ma jakiś wpływ na odbiór piwa. Wdzianko: Złote i lekko mgliste. Piana bardzo wysoka, dość drobna i puszysta. Opada w średnim tempie, ale na lacing nie ma co liczyć. Kichawa mówi: Pachnie piwem. Jest słód, biały chlebek, do tego nieco trawiastego chmielu oraz ociupinka kwiatów i bliżej nieokreślonych owoców. Skunksa brak. Wery najs ! Jadaczka mówi: Jest lekko, rześko i bardzo pijalnie. Poza oczywistym słodem jęczmiennym, czuć tu odrobinkę chmielu, chleba oraz ziołowego posmaku. Goryczka obecna, ale delikatna. Naprawdę dobrze to smakuje. Największe zdziwko: Ten nieznaczny, ale jednak owocowy sznyt. C...