Nie. Piwo Marcowe nie pije się w marcu. W marcu się je warzy, a pije jesienią. To znaczy historycznie tak było, bo teraz to wiadomo, że można robić, jak się komu podoba. Jednak jak widać, większość browarów się tego trzyma. Nie bez powodu z początkiem października pojawia się sklepach Marcowe z Arcyksiążęcego Browaru Zamkowego Cieszyn. To piwo to zeszłoroczna nowość, ale teraz wjechała druga warka (tak sądzę). Ja nigdy nie byłem fanem Marcowego, bo dla mnie to po prostu jest nudny styl, w którym mało się dzieje. Oczywiście trochę więcej, niż w jasnym lagerze, ale to wciąż nuda. Nie mniej jednak, skusiłem się na trunek z ABZC, głównie ze względu na tą przepiękną etykietę. Marcowe pieni się raczej umiarkowanie, ale ta miedziana barwa jest naprawdę śliczna (widoczna dopiero pod światło). Smak to oczywiście typowo słodowe klimaty, ale jakże szlachetne. Jest przypieczona skórka chleba, lekko opiekany słód, herbatniki, spód od ciasta oraz delikatny karmel. W tle mamy odrobinę...
Bardzo się cieszę, że Kompania Piwowarska w końcu uwarzyła koźlaka. W dodatku wypuściła go nader prawilnie, czyli jesienią. Troszkę natomiast szkoda, że ekstrakt zatrzymał się tu na 15,5° Blg (koźlaki są od 16°), aczkolwiek Browar Amber udowadnia, że znakomity koziołek może mieć i 15 baliingów. Druga sprawa – nigdzie nie ma o tym piwie wzmianki. Socjale oraz strona KP milczą, jak grób. Nie ma też żadnych reklam, czy plakatów na mieście. Nowość o której nikt nie wie, dopóki nie spotka w sklepie. Bardziej jednak martwi mnie skład, który jest dosyć kontrowersyjny, jak na ten styl piwa. Mamy tu np. syrop glukozowy, jęczmień niesłodowany, ekstrakty słodowe oraz cukier. Ja się pytam, po co? Znaczy się, wiem po co – oszczędności, ale bez jaj! Przecież takie piwo bez problemów można zrobić na samych słodach. Niech nawet kosztuje złotówkę więcej, ale to na serio by dużo lepiej wyglądało, a na pewno też i lepiej smakowało. Taki skład, to niech walą do dwusetnego wariantu smakowego Lecha, a nie ...