środa, 17 lipca 2019

Bim-Bom od Pinty. Czy warto się skusić?


Bim-bom, bim-bom! Na na na na na na….
Do świąt jeszcze w ciul daleko, ale pojawiła się u mnie mała nutka sentymentu, choć piwo o którym mowa, z Bożym Narodzeniem ma tyle wspólnego, co ja z Zakonem Iluminatów. Po raz kolejny sięgam po trunek, który swoją premierę ma już dawno za sobą, ale jak widać to już takie moje prywatne, osobiste fatum. Człowiek obkupi się jednego dnia, a potem miesiącami degustuje, odcinając się od nowości.
Bim-Bom to American Abbey Single – taki belgijsko-amerykański mariaż od Pinty. Najlżejszy przedstawiciel belgijskich piw klasztornych, ale nachmielony nową falą. Czyli zasyp i drożdże belgijskie, ale chmiele jankeskie. Co ciekawe na pokładzie melduje się Sabro. Nigdy nie słyszałem o takim chmielu, a przecież trochę już piw się w życiu wypiło…


Piwo oczywiście jest jasne, przyjemnie złociste i lekko zamglone. Pianka biała i dosyć drobna. Może nie wysoka, ale bardzo puszysta, umiarkowanie trwała.
Piję. Ciężko tu oddzielić wpływy drożdży od chmieli, bo piwo faktycznie wypada dosyć owocowo. Z jednej strony atakuje nas delikatny cytrusik, ale jest też tu całkiem sporo białych i żółtych owoców, które cytrusami na pewno nie są. Mam tu na myśli morele, brzoskwinie, białe winogrono, a nawet gruszki, agrest i odrobinę ananasa. Słodowość jest raczej wycofana do defensywny, acz wnosi pewną dozę ciastek, biszkoptów i jasnego pieczywa. Goryczka jest zauważalna, niezbyt mocna, taka chmielowo-grejpfrutowa, krótka i szlachetna. W sumie całkiem przyjemna i wystarczająca. W tle mamy delikutaśne przyprawowe fenole oraz subtelne nuty kwiatów i żywicy. Fajne piwko, dosyć smaczne, ale z pewnością nie zaskakujące, czy jakieś odkrywcze.

sobota, 13 lipca 2019

OKO W OKO - Lech Free Lager vs Lech Free


„Ale jak to Panie kochany?! Testujesz dwa takie same piwa?! Czyś Ty do reszty zgłupiał?”
I tak i nie. Po prostu chcę obalić lub potwierdzić pewien mit. Otóż przyczynkiem do napisania tego artykułu był wpis „typa z Piwolucji”. Łukasz nie tak dawno temu testował bezalkoholowe jasne lagery z koncernów. W jego teście pojawił się dwa razy Lech Free (z białą oraz niebieską etykietą). Bloger myślał, że to dwa zupełnie różne piwa, bo w smaku różnica była ogromna. Zresztą do niedawna sam tak sądziłem. Łukasz twierdzi, że już kilkukrotnie potwierdził owe doznania. Okazało się jednak, że chodzi tu jedynie o odświeżenie etykiety. W środku wciąż jest ten sam Lech Free (info potwierdzone u producenta). Zrezygnowali jedynie z dopisku „lager”, bo niebieskie barwy to te po lifcie ;)  
I  tu rodzi się moje pytanie – czy faktycznie ja także będę odczuwał tak kolosalne różnice w smaku i aromacie? Czy rzeczywiście jak robili Lecha Free z białą etykietą to piwko było bardzo dobre, a jak z niebieską to syf, kiła i mogiła? No właśnie. Zapraszam do lektury :)



Lech Free Lager

Złociste i mega klarowne piwo w szkle prezentuje się całkiem apetycznie. Tylko ta piana jakaś mizerna, skąpa i nietrwała, ale przynajmniej drobna.
W smaku faktycznie nie jest źle. Ciecz rześko buzuje w jamie ustnej – duże wysycenie, jak to u koncernów. Słodowość nie jest nachalna, a wręcz łagodna. Towarzyszy jej wyraźny powiew świeżego chmielu z dodatkiem ziół oraz świeżo skoszonej trawy (zapewne polskie chmiele). W tle subtelne posmaki chlebowe, ale zero brzeczki. Ciała nie ma tu za wiele, ale to przecież zrozumiałe. Goryczka jest też nikła, ale na pewno zauważalna. Chmielowo-ziołowa, krótka, szlachetna, w sumie całkiem sympatyczna. Żadnego kartonu, miodu, czy innego utlenienia. Piwo jest świeże i rześkie. Smakuje niemal identycznie jak zwykły Leszek, choć w sumie bardzo dawno go nie piłem. W każdym razie nie wiem, czy bym odróżnił.

środa, 10 lipca 2019

TAURA. Pyszne NZ Double IPA


Browar Trzech Kumpli rzadko u mnie gości, a szkoda, bo piwa majo dobre. Taką przynajmniej opinię sobie o nich wyrobiłem. Niby są dostępni nawet w dużych sieciach handlowych, ale jakoś mi z nimi nie po drodze.
Kiedyś gdzieś tam usłyszałem, że Pia i Taura to dwa znakomite nowozelandzkie ipy od Trzech Kumpli. Pierwsze z nich to Session IPA, drugie natomiast to NZ Double IPA. Ślepy los zadecydował, że trafiłem akurat na Taurę i długo się nie wahałem przed zakupem.
Na etykiecie Browar Lotny chwali się, że do piwa nie zostały użyte żadne dodatki, owoce, czy aromaty, a cała owocowość pochodzi tutaj od chmieli. Nie omieszkam za chwilę tego zweryfikować, wszak u mnie słowo droższe od pieniędzy ;) 


Och, piwko w szkle wygląda obłędnie! Jest okrutnie soczkowate, bardzo mętne i wybitnie oczojebne. Dawno nie widziałem w piwie tak intensywnie żółtej barwy. Pianka też niczego sobie. Może nie jest strasznie obfita, ale jest drobna, dosyć trwała, kremowa i puszysta. Do tego pięknie osadza się na ściankach.
Ciała jak na 18,5º Blg jest aby-aby. Tak na styk. Ale nie to jest najważniejsze, bo faktycznie owocowości to tu nie brakuje. Owoce tropikalne (marakuja, papaja, ananas) ochoczo buszują po moim podniebieniu. Do spółki wtóruje im różowy grejpfrut, białe winogrono, morela i brzoskwinia. W rzeczy samej białych owoców jest tu od groma. Dopiero w trzecim rzucie pojawia się nieśmiała, acz obecna słodowość w typie biszkoptów i herbatników. Tło natomiast zostało zajęte przez przyjemne akcenty kwiatów, lekkiej żywicy, nafty oraz ziół. Goryczka nie jest potężna, wręcz bliżej jej do niskich niż wysokich wartości, ale swoją rolę spełnia. Ilość gazu także na propsie. W sumie cholernie smaczne piwo. Po prostu pyszne :)

niedziela, 7 lipca 2019

CZARNOLAS - klasyka w ciemnym wydaniu


Czarnolas to już dosyć leciwe piwerko, ale dawno nie piłem nic w tym stylu. A musicie mieć świadomość, że to jeden z moich ulubionych gatunków piwa. Kiedyś jarałem się jak belka słomy na wieść o każdej nowej czarnej ipce. Maryensztadt trochę utrudnia moim zdaniem i nazywa to Double India Black Ale. Ja wolę jednak bardziej powszechną nazwę – Double Black IPA, ewentualnie Imperial Black IPA.
No. Tak więc, jak już wiemy co to za piwo ten Czarnolas, to chyba czas na degustację. Aha, właśnie wróciłem od dentysty, ale na szczęście nie mam w ustach „apteki”. Druga rzecz, że na dworze jest kulminacja upałów - 37ºC w cieniu! Zakładam zatem, że piwo szybko będzie mi wchodzić, bo pić się chce jak diabli… 


Piwo z pozoru wydaje się czarne, ale w rzeczywistości jest bardzo ciemnobrązowe. Piana jest ładnie zbudowana, obfita, sztywna i drobna. Opada powoli dość pokaźnie znacząc szkło.
W smaku mamy poczciwe Black IPA. Albo nie poczciwe – smaczne. Stara szkoła, czyli mariaż ciemnych oraz odchmielowych klimatów. Jest sporo cytrusów i owoców tropikalnych (mango, liczi, papaja). Jest wyraźna żywica oraz garstka iglaków. Są też ciemne, lekko prażone słody, subtelna kawa i gorzka czekolada. W tle jakby prażony słonecznik oraz przypieczona skórka chleba. Wysycenie optymalne, czyli średnie. Goryczka umiarkowana, nie za mocna i nie za słaba. Chmielowo-palona, naprawdę idealna, szlachetna i nie zalegająca. Bardzo smaczne piwko. Może bez efektu wow, ale pije się nader szybko.
A co tam piszczy w aromacie? Piszczy i to całkiem sporo. Do tego piszczy ładnie. Czarnolas bowiem pachnie jak rasowa Black IPA. Z jednej strony występuje tu silna cytrusowość, mocna żywica i przyjemna woń kwiatów. Na drugim końcu kija odnotowujemy natomiast wyraźnie ciemną i opiekaną słodowość, łagodną kawę oraz czekoladę deserową. Po drodze jest jeszcze nieco iglaków, pralinek, ciemnych leśnych owoców oraz trochę tych rodem z tropików. Wszystko jest bardzo wyraziste, wręcz namacalne. Świetnie się to wącha :)
Piwo jest bardzo dobrze zbalansowane. Goryczka spisuje się na piątkę. Pełnia też bez zarzutu, choć jak na osiemnastkę ciecz mogłaby być ciut bardziej gęsta. Gładkość, treściwość oraz pijalność na bardzo wysokim poziomie. Trunek znika ze szkła w oka mgnieniu, czego się zresztą spodziewałem.
Wychodzi na to, że Czarnolas to bardzo smaczne i dopracowane piwo. Bez udziwnień, ale czasem prostota jest najlepsza. Szczerze polecam (jak prawie każde piwo z Marynesztadtu).
OCENA: 8/10
CENA: 5.59ZŁ (Tesco)
ALK. 7,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 31.12.2019
BROWAR MARYENSZTADT

czwartek, 4 lipca 2019

Barley Wine z hibiskusem od Manufaktury Piwnej


Browar Jabłonowo już dawno przestał być kojarzony z producentem tanich marketowych mózgotrzepów (choć te wciąż istnieją). Próbkę swoich możliwości pokazał choćby w genialnym Porterze Podbitym Śliwką, który dla wielu osób był nawet lepszy (a przy tym dwu-trzykrotnie tańszy) niż słynne Imperium Prunum.
Pod koniec zeszłego roku ten podwarszawski browar ponownie rozdziawił szeroko oczy piwnym niedowiarkom, wypuszczając dwa potencjalne sztosy w niebagatelnych opakowaniach. Okazuje się, że aby zabłysnąć wcale nie potrzeba wszędobylskiego ostatnio kartonika. Wystarczy malowana farbą butelką w nowoczesnym dizajnie. No spójrzcie tylko jak zajebiście wygląda ta flaszka! A co mamy w środku? Oczywiście tęgi Barley Wine z dodatkiem kwiatów hibiskusa. Nie jest to może zupełnie pionierski dodatek, ale nie sposób odmówić browarowi pomysłowości w tej kwestii. Po genialnym imperialnym Stoucie mam naprawdę duże oczekiwania, co do tego napitku. Szklanki w dłoń i do dzieła! :p


Piwo w szkle nie wygląda zbyt apetycznie. Jest ciemno brązowe i mętne jak woda z kałuży. Piana niewysoka, ale bardzo drobniutka i zbita, beżowa w kolorze. Lacing symboliczny.
Ale smak już od progu wynagradza nam niekoniecznie apetyczny wygląd. Potężne ciało daje nam solidnego kopa w postaci przyjemnie podpieczonego słodu, polanego dość wyraźną warstwą karmelu. Tak, jest słodko, ale jeszcze w graniach normy dla tego stylu. Sporo tu również tostów i skórki od chleba. W drugim rzucie na talerzu dostajemy garść rodzynek i suszonych daktyli. Very najs! Z tła natomiast puszcza do nas oczko subtelna doza kwiatów (hibiskusa), chmielu, miodu i…. mlecznej czekolady. Powaga. Wysycenie średnie w kierunku wysokiego i to nie jest zbyt fajne. Goryczka umiarkowana, chmielowo-ziołowa, krótka i ułożona. Alkohol jest tu bardzo dobrze ułożony i szlachetny. Coś tam grzeje w trzewiach, ale w gardzieli nie pali, więc gra gitara. Całość gęsta, oleista i bardzo gładka. Palce lizać :)

poniedziałek, 1 lipca 2019

Browar Nook i jego Faza Wstępna


Faza wstępna – określenie, które Browar Nook powinien już chyba mieć za sobą, wszak niedługo strzeli im roczek obecności na kraftowym podwórku. Owszem, to niby wciąż niedługo, ale według mnie to wystarczający czas, by zadomowić się na rynku i wyrobić sobie pierwsze opinie wśród kraftopijców. W sumie można rzec, że to najważniejszy okres w działalności każdego browaru, bo od tego jak dany projekt wystartuje zależy jego dalsza przyszłość. Przy obecnym nasyceniu rynku i już stosunkowo sporej konkurencji, pierwszy rok to dla niektórych ‘być, albo nie być’. Minęły czasy, gdy rynek chłonął każdy wypust jak gąbka wodę. Teraz to trzeba się już naprawdę postarać, w jakiś sposób wybić, wyróżnić, pokazać. Oczywiście wciąż podstawą ku temu jest dobre piwo. Bez niego żaden browar daleko nie zajedzie.
Dla mnie to dopiero drugie podejście do Nooka, więc opinii jeszcze jako takiej nie mam. Być może zatem Faza Wstępna coś mi tu podpowie. To klasyczna AIPA beż żadnych udziwnień. Czy w obecnym, cholernie silnym trendzie na wszelakie Vermonty i DDH, zwykła ipka ma jeszcze rację bytu? Czy jest w stanie mnie czymś zaskoczyć?


Piwo jest dosyć ciemne jak na styl. W zasadzie ma kolor bursztynu i jest niebywale mętne. Co gorsza przez przypadek zlałem do szkła osad z dna butelki. Dzięki temu w toni piwnej mogłem cały czas „podziwiać” tysiące całkiem sporych rozmiarów farfocli. Fuj! Piana niska, średnio pęcherzykowa, ale w miarę trwała.
Już pierwszy łyk zdążył mnie uświadomić, że to East Coast. W dodatku bardzo mdły i toporny. Silna słodowa podbudowa bazuje na sporej ilości karmelu, a nawet szczypcie opiekanych klimatów (skórka chleba). Tuż za nimi wybrzmiewają jakieś tam owoce, ale czy cytrusy w czystej postaci to nie jestem pewien. Bardziej może tropiki, ale i tak to wszystko jest jakieś przytłumione. Mamy tu za to wyraźną ziołowość, mocną żywicę oraz chmiel. Goryczka też niczego sobie – mocna, zdecydowana, ale niestety też szorstka, chropowata i trochę za bardzo zalegająca. Finisz jest długi i wyraźnie wytrawny. Wysycenie średnie w kierunku niskiego. Całość wypada dosyć blado. Nie smakuje mi to zbytnio.

czwartek, 27 czerwca 2019

OKO W OKO - Żywiec Sesyjne IPA vs Żywiec Sesyjne IPA 0,0%


Popularność piw bezalkoholowych rośnie w zadziwiającym tempie. Jeszcze 5-6 lat temu było ich raptem kilka (o czym świadczy mój stary „Test Piw Bezalkoholowych”), a teraz ten „niszowy” rynek pęka w szwach. Sprawa tyczy się to zarówno wielkich koncernów, jak i browarów rzemieślniczych oraz częściowo regionalnych. Raptem każdy producent piwa w Polsce zapragnął mieć w swojej ofercie piwko bez procentów lub chociażby niskoalkoholowe (do 2%). I nie mówię tu tylko o popularnych radlerach, bo w tym segmencie bez wątpienia przoduje Grupa Żywiec. Choć oferta Kompanii Piwowarskiej w postaci nowych wariantów Lech Free też robi się coraz bardziej bogata. Co z tego wynika? Polacy pokochali piwo bezalkoholowe. Choć może słowo pokochali jest nieco na wyrost, to na pewno się do niego przekonali, a to też już dużo znaczy.
W wyścigu koncernowych bezalkusów bez wątpienia prowadzi GŻ. Nie zamierzam jednak testować każdej nowej wersji Warki Radler, ale takie na przykład sesyjne IPA z chęcią spróbuję. A czy jest na to lepszy sposób niż porównanie jej z wersją bazową/podstawową



Żywiec Sesyjne IPA

Z wyglądu piwo jest nieszczególnie zachęcające. Błotniście mętne (było wstrząsane), takie ni to ciemnozłote, ni to jasno brązowe. Piana skąpa, rzadka i nietrwała. Kremowa w barwie.
Najpierw smak. Dość dawno nie piłem tego piwa, choć na początku często po nie sięgałem. Mam wrażenie, że trochę się zepsuło, ale wciąż nie jest źle. Mamy tu niewielkie ilości cytrusowych owoców, wspieranych subtelną ilością kwiatów i landrynek. Za tło robi dosyć przyjemna i lekka słodowość typu zbożowo-chlebowego. Stawkę zamykają nieśmiałe echa tradycyjnego chmielu oraz leśnego igliwia, ale to już naprawdę są ilości homeopatyczne. Całość jest średnio mocno wysycona. Goryczki jak nie było, tak nie ma. W każdym razie nie jest to poziom na piwo typu IPA, nawet w wersji sesyjnej. Całość rześka, świeża, lekka i dobrze pijalna. Szału nie ma, ale pije się całkiem nieźle.