środa, 18 stycznia 2017

PORTER BAŁTYCKI z BROWARU WĄSOSZ



Świętowania, czy może raczej wlewania w siebie porterów bałtyckich ciąg dalszy. Jedziemy dalej z cyklem „Tydzień Porteru Bałtyckiego” na blogu Piwa Naszego Powszedniego.
Trzecim piwem tego tygodnia jest niedawna nowość z Browaru Wąsosz o jakże wszystko mówiącej nazwie „Porter Bałtycki”. Uwielbiam takie nieskomplikowane nazwy piw! Nazwy, które każdy w mig zapamięta i nigdy nie pomyli ich z żadnym innym piwem. Wystarczy wspomnieć komuś, że wczoraj piłeś Porter Bałtycki i już każdy wie o co kaman. Twój rozmówca dokładnie i bezbłędnie będzie wiedział, które piwo i z jakiego browaru miałeś na myśli. Genialne! ;p
Trochę mnie dziwi, że jakoś cicho było o tym piwie. Na blogach, na fejsach cichosza. Nikt nic nie wie, nic nie słyszał. Czeski film. A tu proszę – niepozorny Porter Bałtycki z Wąsosza w XIII Degustacji Piw Bractwa Piwnego zajął miejsce tuż za podium! Czwarta lokata wśród siedemnastu porterów to naprawdę zacny wynik. Dokopać takim tuzom jak Warmiński, czy Komes to nie lada sztuka. Świetne piwo to musi być. Sprawdźmy jak wypadnie sam na sam ze mną w domowym zaciszu ringu ;)


Zaczniemy od prezencji i parametrów. Stajemy na wadze. Ja lekko przekraczam 70 kg, mój przeciwnik jest wyraźnie cięższy - 21°Blg (dla niekumatych: 1°Blg = 4,5kg). Ja jestem w stanie w stanie wziąć na klatę nie wiele więcej niż pięcioletnie dziecko, mój oponent jest dużo silniejszy – ma aż 10 voltów mocy, co odpowiada „stówie” branej na klatę. Jest przy tym dobrze zbudowany, tęgi, gęsty, a zarazem gładki na skórze. Moja czupryna się już trochę przerzedziła, pojawiły się też pierwsze siwe włosy. Rywal ma zdecydowanie milszą aparycję – jest totalnie czarny oraz nosi bujną i zwartą czapę o pięknym beżowym odcieniu. Czapkę nie łatwo mu zdmuchnąć – jest trwała i puszysta. W tym elemencie także jestem na przegranej pozycji.
Jak już tak staliśmy obok siebie, to chcąc nie chcąc czułem też jego zapach. O dziwo bardzo przyjemny i okrutnie wyrazisty. Koleś pachniał iście czekoladowo, jakby przed sekundą dobrych  pralinek się nawpierdzielał. Chyba też pił niedawno łagodną kawę, bo zalatywało trochę małą czarną. Na bank zagryzał to suszonymi owocami w czekoladzie i karmelu, a na przepojke miał jakiś drogi i szlachetny likier. Nie waliło od niego wódą, czy spirytem, tylko właśnie owocowym likierem (pewno kupił gdzieś na promocji w markecie cwaniak jeden). Też bym się takiego likierku napił. Gdy odszedł nieco dalej poczułem natomiast lekki powiew czegoś palonego, jakby zboża, a może nawet ciemnego pieczywa – pumpernikiel, czy jak to się tam zwie ten hipsterski chleb... A ja? Nie licząc przepoconych skarpetek pachniałem co najwyżej wczorajszą wodą po goleniu i moczem, bo żem się ze strachu posikał na tej wadze…

wtorek, 17 stycznia 2017

PORTER BAŁTYCKI od DEER BEAR



Baltic Porter Day zbliża się wielkimi krokami. Jako że jestem z deka niecierpliwy (czyt. pierdolnięty) i nie mogę doczekać się soboty, to zrobiłem sobie na blogu „Tydzień z Porterem Bałtyckim” :) Co dzień jeden porterek i tak, aż do soboty! Mogłem też wybrać inną alternatywę – w sobotę obalić wszystkie sześć sztuk, ale po primo nie stać mnie na przeszczep wątroby, a po drugie primo obawiam się, że zmiotłoby mnie pod stół już po czwartym…
Tak więc wszystko przemawia za tym, aby to było jedno piwo dziennie. Jako drugie na warsztat biorę Porter Bałtycki od Deer Bear, powstały na bazie receptury piwowara domowego Mariusza Bystryka. Niezwykle bystry ten Mariusz musi być, skoro nosi takie nazwisko ;) Mamy tu klasyczny porter bałtycki, co jedynie okraszony płatkami owsianymi oraz cukrem Muscovado – czyli brązową odmianą cukru trzcinowego.
Znowu musiałem iść przez śniegi i zaspy, by cyknąć focie. Wybór padł na mój ulubiony pagórek do robienia zdjęć, znajdujący się tuż za moim obejściem. Śniegu było więcej niż sądziłem, toteż wróciłem z częściowo mokrymi skarpetkami. No, ale nie o skarpetkach miało być, tylko o piwie. 


Ciecz wygląda na czarną i bardzo mętną. Widać to już podczas nalewania. Bez problemu udało mi się uformować całkiem okazałą czapę drobnej i puszystej piany o barwie cappuccino. Piana jest niebywale zwarta i trwała. W tej materii przypomina bitą śmietanę. Lejsing też niczego sobie. Firany są liczne i okazałe. Jestem na tak :)
Od patrzenia na piwo nie poczuje się procentów, więc w końcu trzeba zamoczyć dzioba. Piwo jest bardzo gładkie, puszyste i aksamitne. Sprawia bardzo podobne uczucie jak porter z Podgórza. Tylko, że tutaj wiem, że to zasługa płatków owsianych, a tam nie wiedziałem czyja. Piję i mlaskam, piję i wywracam ozorem na lewo i prawo. Kurde, albo brakuje mi tu trochę pełni, albo nie nazywam się Amator Piwa. Jak na 21 ballingów, to chyba ciut za wodniste jest to piwo. Mamy tu spore pokłady mlecznej i deserowej czekolady, ale niekoniecznie tej z najwyższej półki. Są też praliny, akcenty kakao i melasy. Dosyć słodko, ale bez przesadyzmów. Palone słody udzielają się tutaj w bardzo ograniczonym zakresie, raczej są to prażone słody jeśli już. Czystej paloności jest tutaj tyle, co kot napłakał i to kot twardziel, który nie płacze z byle powodu. Na finiszu przez moment pojawia się lekka kawa i to by było na tyle. Goryczka jest niewielka, a całość jakaś taka mdła i niewyraźna.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

652 M N.P.M. z BROWARU PODGÓRZ



Wierzę, że większość z Was to kumaci birgicy, którzy z niejednej warzelni piwo pili. Zatem na pewno wiecie, że 21 stycznia wypada Baltic Porter Day, czy mówiąc poprawną polszczyzną - Święto Porteru Bałtyckiego. To już druga edycja tego, jakże zacnego przedsięwzięcia, na którą wpadł nie kto inny, jak Marcin Chmielarz, czyli popularny w środowisku Mason. Co w tym dniu należy spożywać chyba nie muszę przypominać?
W ubiegłym roku moje świętowanie polegało na zorganizowaniu w domowym zaciszu Wielkiego Testu Porterów Bałtyckich. Sztos impreza, oczywiście w gronie najlepszych przyjaciół. Jednak idiotyzmem byłaby powtórka tego wydarzenia. Na ten rok przygotowałem coś innego. Zamiast Dnia Porteru Bałtyckiego u mnie na blogu będzie cały Tydzień Porteru Bałtyckiego! Nieźle co? :D Jak się bawić, to się bawić. Nie uznaję kompromisów, nie lubię dziadowania i chodzenia na skróty. Przez pięć dni będę sobie popijał po jednej sztuce jakiegoś nowego porterka, a w sobotę, czyli w ten właściwy dzień odpalę konkretną armatę, tak że mi gacie spadną. W sumie to byle jakiś piw, to się w tym tygodniu nie spodziewam, bo przecież w Polsce nie robi się słabych porterów bałtyckich (no, może poza Black Boss z Witnicy). 


Na pierwszy ogień idzie słynny porter z Browaru Podgórz – 652 m n.p.m. Jest to druga edycja (warka) tego piwa, która wzorem poprzedniego leżakowała w tanku przez okrągły rok! Świetna sprawa. Łukasz Jajecznica odwalił za nas całą robotę, bo już w momencie sprzedaży kupujemy roczne piwo, które w teorii powinno być już ułożone i gładziutkie jak murawa na Stadionie Narodowym.
Nad pierwszą warką rozpływała się cała Polska. Druga edycja zbiera natomiast umiarkowanie pochlebne recenzje. Czy słusznie? No niekoniecznie. Roczny porter z Podgórza to bardzo smaczne piwo. Ułożone, gładkie, gęste i aksamitne. Piwo jest nisko wysycone, co zrozumiałe. Mamy tu całe bogactwo tego stylu – mnóstwo czekolady deserowej, nie mniej drogich pralinek i lekkiej, dobrze posłodzonej kawy ze śmietanką. Całość jest cudnie gładka, kremowa i puszysta. Dosłownie jakby potraktowaną to laktozą, czy jakimś żytem. Nieco dalej prym wiodą suszone owoce – śliweczki, rodzynki, figi oraz daktyle. Jak na Baltic Porter jest ich całkiem sporo. Niejeden RIS mógłby pozazdrościć takiej ilości. Tłem suną okrutnie przyjemne nuty prażonego słodu, oblanego odrobiną słodkiego karmelu, cukru kandyzowanego i melasy. Słodkawo tu, ale bardzo smacznie. Goryczka jest znikoma, a alkohol zupełnie nieobecny. Nie czuję ani krzty etanolu! Genialnie :)

sobota, 14 stycznia 2017

CECHOWE IPA z BIEDRONKI



Pamiętacie jak w połowie 2016 roku znęcałem się w pewnym poście nad piwami marki Cechowe z Biedronki? No, już widzę ten las rąk… Jeśli Wasze szare komórki wzięły sobie dzisiaj wolne, to tu macie linka do tamtego artykułu. Podsumowałem wówczas pięć piw z tej serii, przy czym żadne nie zrobiło na mnie jakiegoś dużego wrażenia (ogólnie to raczej padaka była). Bardzo plułem sobie wtedy w brodę (czy w co tam się pluje, gdy się brody nie nosi), bo nie udało mi się zgromadzić do kolekcji ipy. Zaliczyłem pisiont Biedronek w Czewie, ale nigdzie kurna jej nie było.
W sumie to nie było jej, aż do teraz. Do stycznia 2017! Parę dni temu jestem w biedrze, patrzę – jest. Biere. Na spróbowanie biere. IPA za trzy zeta. Toż to za pół darmo Panie jest. W kraju, w którym nie ma porządnego pilsa za trzy złote, mamy ipę za trzy złote! Szok. No, ale czy to faktycznie smakuje i pachnie jak pierwszoligowa AIPA?


Jak to mam w zwyczaju, nie liczyłem na cud. Nie liczyłem na wiele, ale tym razem akurat zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Cechowe IPA to naprawdę wypijalne piwo. Z hamerykańskimi chmielami! Absolutnie nie żałuję tych trzech PeeLeNów. Nie jest to oczywiście wybitnie rasowy przedstawiciel gatunku, ale za tą cenę, to nic tylko żłopać. Piwo jest naprawdę rześkie, odpowiednio nasycone. Jest chmiel, są cytrusy, może nawet odrobina słodszych tropików się tu znajdzie. Podstawą są jednak akcenty słodowe i chlebowe. Nawet dość przyjemne bym powiedział. Dodatkowo karmel w asyście żywicy majaczy mi gdzieś na horyzoncie. Finisz jest krótki i dość wytrawny. Zakończony umiarkowanie mocną goryczką o ziołowo-żywiczno-grejpfrutowym zacięciu. Goryczka może nie wyrywa z kapci, ale jest wyraźna, szlachetna i krótka. Mi to pasuje. Smaczne pifko.
Na razie jest naprawdę nieźle. Zanim skupię się nad aromatem, skrobnę dwa zdania o wyglądzie. Piwo w szkle wygląda naprawdę elegancko. Jest idealnie klarowne, złociste, nie za blade i nie za jasne. Po prostu piękne. Wieńczy je wysoka czapa białej i drobnej piany o puszystej strukturze i zajebistym lacingu. Piana jest okrutnie trwała, opada w żółwim tempie. I like it.

czwartek, 12 stycznia 2017

KAWKO I MLEKOSZ od PIWOWAROWNI



Mrozy w końcu nieco zelżały, w związku z tym pora wytoczyć działo mniejszego kalibru. Odpuszczam na jakiś czas portery bałtyckie, ale obiecuję, że jeszcze w tym miesiącu będzie o nich głośno. Oj, bardzo głośno ;)
Dziś na tapecie ląduje Kawko i Mlekosz z PiwoWarowni. Prywatnie dobrzy koledzy Kajko i Kokosza (to ci od Janusza Christa). Razem dzielnie walczyli z hordą Hegemona, popijając po walce najmocniejsze ówczesne krafty ;p
W środku czai się Milk Stout. PiwoWarownia mocno go jednak podrasowała, dzięki czemu o piwie tym było bardzo głośno pod koniec ubiegłego roku. Powiem więcej – wielu osobom tak posmakował Kawko i Mlekosz, że zaczęli go niejednokrotnie wymieniać w różnego typu zestawieniach i plebiscytach na „najlepsze Piwo Roku 2016”. Tak więc Panie i Panowie mam tu jedno z najlepszych piw niedawno zakończonego roku. Milk Stout oczywiście nie jest typowym obiektem pożądania rasowego piwnego freaka, no ale jeśli dodamy do niego kawy, a dodatkowo wanilii, to od razu inna historia nam się rozpoczyna. Zupełnie inny poziom wtajemniczenia. Wyższy level. Czy tak zestrojony mleczny Stout jest w stanie zrobić mi z dupy jesień średniowiecza? Sprawdźmy.


Pierwsze co rzuca się tutaj w oczy, to bardzo niskie wysycenie. Efektem czego jest praktycznie zupełny brak piany. Lałem agresywnie jak tylko mogłem, a dopiero pod sam koniec uzbierał się cieniutki kożuszek ciemno beżowej i drobnej pianki, przypominającej mi cappuccino. O jakimkolwiek lacingu można tylko pomarzyć. Samo piwo natomiast nosi totalnie czarne i nieprzejrzyste barwy, jak na Stout przystało.
Smak to naprawdę jest niezły szok dla mnie. Bierzcie pod uwagę, że ja nie lubię kawy, nie pijam w ogóle pod żadną postacią. To piwo zaś tak mocno przesiąkło kawą, że czuję jakbym pił małą czarną, a nie piwo. Świeżo parzona kawa – stawiam na rozpuszczalną, choć podkreślam, że się nie znam. Powiem więcej, odnoszę nawet wrażenie, że przed chwilą rozgryzłem prażone ziarno kawy (to oczywiście kolejna teoria). Prócz kawy mamy tu jeszcze całkiem sporo palonego słodu, popiołu i ogólnie pojętej spalenizny. Tłem natomiast sunie prawdziwa gorzka czekolada, podszyta szczyptą wanilii. Czekolada pochodzi z naprawdę wysokiej półki. Mimo totalnie czarnych klimatów piwo nie jest jakoś mocno gorzkie. Zapewne to zasługa laktozy, choć nieszczególnie potrafię ją tu wyodrębnić. Kawowo-palona goryczka jest obecna, ale jej moc jest raczej przeciętna. Wystarcza jednak z zupełności, by zrównoważyć słodowe ciało. Mimo, że nie pijam kawy, o dziwo dobrze mi smakuje ten cymes.

wtorek, 10 stycznia 2017

BRANIEWO CHMIELONE NA ZIMNO



W przerwie pomiędzy dwudziestym siódmym porterem bałtyckim, a trzydziestym dziewiątym RISem wypitym w ciągu ostatnich 12 miesięcy, postanowiłem wrzucić coś lekkiego na ruszt. Coś jasnego, coś lekkiego, coś lagerowego, coś chmielowego. Coś, co przepłucze mi kubki smakowe i da wytchnienie szarym komórkom. Coś, nad czym nie trzeba będzie spinać pośladów. Ot, zwykłe piwo, bez żadnych dywagacji, orgazmów, czy uniesień. Po prostu piwo do picia.
Idealnym rozwiązaniem wydaje mi się tutaj Braniewo Chmielone Na Zimno z Browaru Braniewo, który to należy obecnie do Browaru Namysłów. Tak nam się porobiło. Namysłów koło kraftu nawet nie stał, ale fajnie, że 2,5 roku temu reaktywował braniewski przybytek. BTW, Browar Braniewo ma bogatą historię. Powstał już w 1854 roku, jednak podczas drugiej wojny światowej uległ zniszczeniu. Odbudowano go dopiero w latach 1962-65. Przez pewien czas był nawet we władaniu „złego i okrutnego koncernu” (GŻ). Jako ciekawostkę dodam, że kiedyś rozlewano tu nawet soki Dr Witt! 


Po przelaniu do szkła piwo prezentuje się iście koncernowo. Jest przyjemnie złociste i do bólu klarowne. Ale nie jest jakieś blade, jak Leszek, czy inny Harnold. Kolor złota jest tu pełny i wyrazisty. Piwo zostało zwieńczone białą jak śnieg pianą. Początkowo dość drobną i obfitą, jednak z każdą sekundą piana robiła się coraz brzydsza i dziurawa. Koniec końców szybko opadła do symbolicznego kożuszka, zostawiając liczne zacieki na ściankach.
W smaku Braniewo Chmielone Na Zimno niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ani na plus, ani też na minus. Piwo jest lekko kwaskowe, z przewagą akcentów słodowych i chlebowych. W tle majaczy niby jakiś chmiel o trawiastym zacięciu, ale jak dla mnie to trochę za mało, by trunek nazwać „chmielowym”. Goryczka jak można się było spodziewać pozostaje jedynie w sferze moich marzeń. Jest nikła i symboliczna, niczym udział Polski w światowym wydobyciu ropy naftowej. Całość jednak pije się dość żwawo. Piwo sprawia stosunkowo rześkie wrażenie. Nie jest jakoś nadmiernie wodniste, a to już coś. Zalatuje trochę koncerniakami, ale raczej tymi z wyższej półki. Optymalne i drobne wysycenie dodatkowo podbija pijalność. Naprawdę nieźle się to pije. Powaga.

niedziela, 8 stycznia 2017

XIII DEGUSTACJA PIW - PORTER BAŁTYCKI



To była tylko kwestia czasu, kiedy na degustację Bractwa Piwnego trafi to znakomite i chwalone na tej planecie piwo. Już od samego początku wiadomo było, że jest to nieuniknione. Równie nieuniknione jak demonstracje KODu, gejów, czy lesbijek. To po prostu musiało się wydarzyć. Już jakiś rok temu rozważałem to w swojej małej główce, ale ostatecznie temat odżył dopiero w grudniu Anno Domini 2016. To właśnie wtedy  miała miejsce XIII Degustacja Piw Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego. Wiecie już jaki styl piwa wzięliśmy tym razem na warsztat, zatem zapraszam do lektury.


Porter Bałtycki

Porter Bałtycki – piwowarski skarb Polski, czy też ‘czarne złoto’ jak mawiają niektórzy. Jeden z dwóch (obok Grodziskiego) stylów piwa, z którego możemy być dumni w świecie. To ciemne, bardzo mocne, tęgie i złożone w smaku piwo warzone jest w wielu krajach basenu Morza Bałtyckiego (i nie tylko), ale największą renomą w piwnym środowisku cieszą się polskie portery. Świadczą o tym medale wielokrotnie zdobywane na największych międzynarodowych konkursach piwnych (European Beer Star, World Beer Cup).

Porter bałtycki na ziemiach polskich warzy się od drugiej połowy XIX wieku. Jego źródeł należy szukać w Anglii. To właśnie tam na początku XVIII wieku powstały dość mocne, ciemne i palone piwa zwane Porterami. Słowo porter oznacza tragarza, pracującego w porcie przy rozładunku i załadunku statków. To właśnie początkowo wśród tego typu robotników piwo to stało się niezwykle popularne. Stąd też wzięła się jego nazwa. Po pewnym czasie zaczęto warzyć jego mocniejszą wersję – Stout Porter, czyli tłumacząc na polski "mocny, tęgi porter", który pod koniec XVIII wieku cieszył się dużą popularnością nie tylko w Anglii, lecz także w Sankt Petersburgu na dworze carskim, gdzie sprowadziła go caryca Katarzyna Wielka. Niewiele później piwo to zyskało także uznanie wśród mieszczaństwa (tak właśnie narodził się protoplasta dzisiejszego RISa). Początkowo Stout Porter był do Imperium Rosyjskiego importowany, jednak import skończył się wraz z wprowadzeniem embarga na produkty z Wysp Brytyjskich na kontynent. Co jak podają źródła było następstwem wojen napoleońskich. W związku z tym w Europie Wschodniej szybko zaczęto szukać substytutu i warzyć piwo na wzór Stout Porteru. Angielski pierwowzór z czasem stawał się coraz słabszy, ale jego kontynentalne odpowiedniki wciąż pozostały trunkami o znacznej zawartości alkoholu i ekstraktu. Zmienił się też sposób produkcji - zamiast górnej fermentacji, stosowanej w Anglii, portery bałtyckie mniej więcej od początku XX wieku stały się w większości piwami fermentacji dolnej, czyli lagerami.


Parametry wg BJCP:
 - ekstrakt początkowy 14,7-22% (w Polsce przyjmuje się tą wartość w granicach 18-22%)
 - alkohol objętościowo 6,5-9,5% (w Polsce w granicach 8-9,5%)
 - goryczka 20-40 IBU

Aromat
W piwach tych spotyka się pokłady słodowej słodkości, często z nutami karmelowymi, toffi, orzechowymi, głęboko tostowymi i lukrecjowymi. Profil estrowy i alkoholowy jest umiarkowany. Pojawiają się aromaty przypominające suszone śliwki, rodzynki, wiśnie, czarne porzeczki, okazjonalnie też nuty wina porto. Prócz tego w porterach jest sporo cech ciemnych słodów takich jak głęboko czekoladowy, kawowy albo melasy, ale nigdy spalenizny. Aromatów chmielowych brak, podobnie jak kwaskowatości występującej w Stoutach.

Barwa
Piwo posiada klarowną barwę od ciemno miedzianego do nieprzejrzystego, ciemno brązowego koloru. Nigdy jednak nie powinno być zupełnie czarne.

Piana
Na piwie tworzy się lepka, długo utrzymująca się czapa koloru żółtobrązowego.

Smak
Tak jak w aromacie porter bałtycki posiada bogatą słodową słodkość wraz ze złożoną mieszaniną smaków: głębokiego słodu, estrów suszonych owoców oraz alkoholu. Ma umiarkowane i gładkie smaki palone jak w piwie Schwarzbier, które trochę zbliżają się do smaków spalenizny. Piwo jest bardzo treściwe i bardzo gładkie. Posiada czysty charakter lagerowy, brak w nim dwuacetylu. W pierwszej chwili piwo wydaje się słodkie, ale smaki ciemnych słodów szybko dominują i utrzymują się do finiszu, łagodnie zahaczając o rejony palonej kawy i lukrecji. Posmaki słodowe mogą być karmelowe, toffi, orzechowe lub melasy. W tle pojawiają się też delikatne posmaki czarnej porzeczki i innych ciemnych owoców. Smaki chmielowe, które pochodzą od lekko przyprawowych odmian chmielu (Lubelski albo Saaz), są w przedziale od braku do średnio niskich.

Goryczka
Jest średnio niska do średniej i wynika ze słodu oraz chmielu. Goryczka jest na tyle mocna, by tylko zapewnić odpowiedni balans.

Odczucie w ustach
Trunek posiada generalnie pełną treściwość i gładkość, wraz z dobrze dojrzałym ciepłem alkoholowym. Średnie do średnio wysokiego nagazowanie nadaje wrażenie jeszcze większej treściwości. Piwo nie powinno być jednak ciężkie na języku w wyniku nagazowania.



Ostatni rok, czy nawet dwa lata to generalnie porterowy urodzaj w naszym kraju. Bardzo dużo nowych browarów (nie tylko regionalnych) sięgnęło w ostatnim czasie po ten, jakże zacny i wdzięczny styl piwa. Nawet nie musiałem się specjalnie wysilać, a i tak wspólnie z moim imiennikiem udało nam się zebrać 17 sztuk różnych marek porteru bałtyckiego. Mogłoby tego być jeszcze więcej, ale jeszcze większa liczba tak mocnych trunków mogłaby się negatywnie odbić na uczestnikach naszej degustacji (if you know what I mean).