sobota, 31 stycznia 2015

JULES


ALK.4,9%. Nowość goni nowość – tak to już jest, kiedy zachciewa nam się piwnej rewolucji,  w efekcie czego bardzo ciężko jest nadążyć za dynamicznie rozwijającym się rynkiem.
Ze ‘świeżynkami’ jest ostatnio u mnie krucho, jednak od czasu do czasu wpadnie mi w łapki jakieś jeszcze ‘ciepłe piwko’ ;p
Bardzo lubię i cenię sobie serię ‘piw z wąsem’ z Browaru Wąsosz, ale ostatnio ze smutkiem zauważyłem, że jakimś cudem umknął mi Albert (American Weizen), którego przy najbliższej nadarzającej się okazji zamieszczę na blogu.
Dzisiaj jednak na warsztat biorę piwo Jules, które pojawiło się na piwnej scenie jakiś tydzień temu, od razu zaszczepiając we mnie ziarno ciekawości i ekscytacji, wszak Black IPA (Cascadian Dark Ale) należy do mojego top five, jeśli chodzi o piwne style. Jules podobno ma być ciemnym odpowiednikiem słynnego już Terrence’a, a wąsów użyczyła mu postać z filmu Pulp Fiction, grana przez Samuela L. Jacksona.


Piwo w szkle wygląda na idealnie czarne, jednak podczas nalewania zdradza nam odrobinkę ciemno brunatnej barwy. Wysycone jest średnio, co jak najbardziej pasuje do stylu i charakteru tego napitku.
Niemałym ewenementem jest tutaj piana – wysoka, obfita, drobno ziarnista i gęsta, ale przede wszystkim szalenie trwała! Skubana prawie w ogóle nie chce opadać! Naprawdę sporo się zestarzałem zanim udało mi się napełnić tulip do pełna ;>
Już po kilku łykach wiem, że Jules jest absolutnym fenomenem! Trunek jest gęsty i oleisty, a przy tym bardzo gładki i smukły w smaku (coś jakby stout owsiany na słodzie żytnim). Z jednej strony czuję wyraźne „amerykańce”, pod postacią cytrusów, nieznacznych owoców tropikalnych, delikatnej żywicy i lasu, a z drugiej dobiera mi się do podniebienia słodko-gorzka czekolada otoczona lekko kwaskowymi palonymi słodami, łagodną kawą z mlekiem oraz porządnie wypieczonymi tostami, które kojarzą mi się z niektórym pieczywem razowym. To jeszcze nie wszystko – tłem płynie subtelna orzechowa nuta i delikatnie opiekane ziarno, utrzymujące aż do finiszu, w którym pobrzmiewa średnio mocna, nie zalegająca i krótka goryczka. Jej palono-chmielowy charakter i żywiczno-leśny posmak naprawdę robią robotę. Dżizyssss, ależ mi to smakuje! :D

piątek, 30 stycznia 2015

ZŁOTY CHMIEL, GOSPODA ROKU I MIKROBROWAR ROKU 2014


W styczniu 2015 roku Towarzystwo Promocji Kultury Piwa, znane jako Bractwo Piwne przyznało kilka ze swoich corocznych wyróżnień i odznaczeń, przyznawanych osobom i instytucjom zaangażowanym w promocję ‘złocistego napoju z pianką’. Będąc jednym z członków tej organizacji sporym nietaktem, byłoby nie wspomnieć o tym na moim blogu. 
Wpis ma jednak tylko i wyłącznie charakter informacyjny, w którym próżno szukać mojego komentarza

 

Złoty Chmiel


Nagroda Złoty Chmiel obok Piwa Roku jest najważniejszym odznaczeniem przyznawanym przez Bractwo Piwne. Kapituła Bractwa spośród kandydatów wytypowanych przez każdy z Kręgów Lokalnych wybiera osobę, która w danym roku kalendarzowym w jakiś szczególny sposób wsławiła się jako propagator, animator, działacz i krzewiciel szeroko rozumianej piwnej kultury.


Decyzją niniejszej Kapituły odznaką ZŁOTEGO CHMIELU 2014 został wyróżniony TOMASZ KRUZ z Piotrkowa Trybunalskiego, którego często mylą z odtwórcą głównej roli z Mission Impossible ;)
Z uzasadnienia wniosku czytamy:
„Tomasz Kruz od wielu lat działa na rzecz popularyzacji jednego z najważniejszych aspektów szeroko rozumianej kultury piwa – historii browarnictwa. Jako archiwista i pasjonat historii szczególne miejsce w swoich działaniach poświęca właśnie historii piwowarstwa, przede wszystkim na terenie Piotrkowa Trybunalskiego i okolic.


Tomasz w ostatnich latach zasłynął i dał się poznać, także w szeregach Bractwa Piwnego, jako organizator Biesiad Trybunalskich, w których każdorazowo uczestniczyło kilkanaście tysięcy osób. Dotychczas zorganizował on dwa takie spotkania, w których zawsze główną rolę odgrywało piwo. Nie chodzi jednak wyłącznie o aspekt biesiadny i konsumpcję. Biesiady Trybunalskie to także konferencje naukowe o tematyce piwnej, związane z piwem konkursy i zawody, przybliżanie historii browarnictwa piotrkowskiego, czy spacery szlakiem piwowarstwa w Piotrkowie Trybunalskim. Dopełnieniem Biesiad Trybunalskich jest stała współpraca z piotrkowskim Browarem Cornelius, owocująca miedzy innymi możliwością spotkań z piwowarami, czy organizacją wycieczek do browaru.
Tomek jest autorem szeregu publikacji naukowych i popularno-naukowych, przybliżających tematykę piwowarstwa w dawnych wiekach. Z jego inspiracji i pod jego redakcją wydane zostało opracowanie „Studia z dziejów piotrkowskiego browarnictwa od XVI do XX wieku”, na potrzeby którego to opracowania przygotował on dwa artykuły. Analizuje on także dzieje piwa na tle innych alkoholi oraz w szerszym kontekście. Przykładami tej działalności są teksty publikowane w zeszytach „Badania nad dziejami regionu piotrkowskiego”.

Dotychczasowi laureaci medalu ZŁOTY CHMIEL:
  • reżyser i senator Kazimierz Kutz
  • publicysta i animator kultury Leszek Mazan
  • przewodniczący Europejskiej Unii Konsumentów Piwa Terry Lock
  • wykładowca i propagator domowego warzenia piwa Andrzej Sadownik
  • organizatorzy Chmielaków Krasnostawskich w osobach: burmistrz Krasnegostawu Andrzej Jakubiec i dyrektor Krasnostawskiego Domu Kultury Andrzej Leńczuk
  • propagator kultury kulinarnej, w tym piwnej Robert Makłowicz
  • twórca portalu internetowego o tematyce piwnej Artur Szudrowicz
  • piwowar Browaru Zwierzyniec, popularyzatorka tradycyjnych metod warzenia piwa Maria Polska
  • dziennikarz i wydawca, twórca magazynu Pivaria Krzysztof Żurawski
  • Sławomir Pahlke - twórca piw Żywe, Koźlak, Grand Imperial Porter dla browaru Amber (pośmiertnie)
  • Marek Jakubiak - przedsiębiorca branży piwnej ratujący historyczne browary (Grupa BRJ)
  • wieloletni prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich Andrzej Olkowski
  • organizator Międzynarodowej Giełdy Birofiliów w Żywcu i współwłaściciel browaru kontraktowego Pinta Grzegorz Zwierzyna
  • Agnieszka Wołczaska-Prasolik - piwowarka, organizatorka konkursów piw domowych i Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu

 

Gospoda Roku


Kandydata do tego tytułu może zgłosić każdy członek Bractwa Piwnego, niestety dany lokal musi spełniać wiele różnych kryteriów. Po pierwsze musi oferować co najmniej trzy różne style piwa i posiadać minimum dwa nalewaki, z których chociaż jeden musi być z „piwem regionalnym” (cokolwiek to znaczy). Tak więc koncernówki się tu nie załapią. Poza tym obsługa powinna być kompetentna, a piwo musi być podawane w odpowiedniej do stylu temperaturze i w odpowiednim szkle na firmowych podkładkach. Niebagatelną rolę pełni także czystość i higiena lokalu, w którym musi być porządek i ład. Mniejsze znacznie ma też atmosfera, czyli wystrój i muzyka, która rzecz jasna nie jest obowiązkowa.
Warto również zaznaczyć, że do tytułu Gospody Roku nie można zgłaszać lokali, w których warzy się piwo. Od tego jest oddzielna kategoria.

czwartek, 29 stycznia 2015

ARES


ALK.5%. Za każdym razem jak schodzę do piwnicy po jakiś trunek na bloga mam spory ból głowy. Niekiedy zastanawiam się bardzo długo jakie by tu dzisiaj piwo wypić? Na co mam ochotę? Czy to, aby na pewno pasuje do mojego nastroju, pogody, stanu ducha i umysłu? Nie bez znaczenia jest także termin ważności. Może gdyby wybór był  mniejszy nie miałbym tego problemu...
Dzisiaj padło na Aresa z Olimpu, który swoją premierę miał gdzieś na początku grudnia. Grecki Bóg Wojny to Irish Red Ale doprawiony polskimi chmielami Sybilla oraz Iunga, co sumarycznie rzecz ujmując daje nam Polish Red Ale.
Tak się akurat składa, że wczoraj miałem okazję degustować w Browarze Czenstochovia IRA uwarzone na bazie zwycięskiej receptury z V Częstochowskiego Konkursu Piw Domowych. Było niezłe, ale szału na pewno nie robiło. Dość dobrze zapoznałem się z tym piwem, więc wybór na dzisiejsze popołudnie nie mógł być inny. Czas na małe porównanie. 


Jak łatwo zauważyć, Irlandzkie Czerwone Ale nie jest jakoś szalenie popularne w naszym kraju. Od początku piwnej rewolucji pojawiło się co prawda kilka pozycji, ale chyba żadna z nich nie wyryła nikomu w komórkach mózgowych trwałej szramy. Osobiście nie przepadam za tym trunkiem, ale to wcale nie znaczy, że nie potrafię docenić dobrego IRA.
Ares z Olimpu nalał się z bardzo obfitą i puszystą pianą koloru ecru. Solidna, sztywna i drobno ziarnista czapa robi duże wrażenie zwłaszcza, że skubana opada naprawdę w żółwim tempie (a może ślimaczym?).
Barwa piwa jest dosyć ciemna - brązowo-miedziana, a pod światło mieni się ładnymi mahoniowymi przebłyskami. Podoba mi się.
Zapach jest kontynuacją jakże przyjemnych wrażeń wizualnych. Dominuje tu spora dawka owoców, gdzie główne role należą do rodzynek, śliwek, czarnej porzeczki i ciemnych winogron. Tuż za nimi podąża sympatyczna ciasteczkowa słodowość, okraszona z lekka słodką czekoladą, przypieczoną skórką chleba oraz subtelnym karmelem. Średnio opiekane tosty i mocno stonowany chmiel są tu tylko enigmatycznym dodatkiem, który wypełnia tło aż po brzegi. Bogaty, intensywny i złożony to aromat, który poszczególnymi składowymi może przypominać niektóre koźlaki, z tymże tam kolejność jest zgoła odmienna.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

ORDYNACKIE LEKKIE


ALK.3,9%. W rzeczy samej tak niski woltaż wyrobu z lubelskiej Perły może niejednego fana tego przybytku doprowadzić do sporej konsternacji. Niecałe 4 „volty” od producenta jednego z najmocniejszych w swojej kategorii piw, czyli Perły Mocnej? Tak, ale gwoli ścisłości piwo powstało w należącym do Perły browarze w Zwierzyńcu, którym to włodarze lubelskiej spółki chcą zasłynąć jako producenci tych lepszych i trochę niszowych trunków. W serii Szlachetne Gatunki z Roztocza pojawił się już bowiem Brown Ale, pils oraz Rauchbier. Ordynackie niezbyt pasuje do tego schematu, ale cóż...
Mamy tu nic innego jak jasnego, lekkiego i sesyjnego lagerka. Jeszcze 10 lat temu byłby to istny biały kruk na polskim rynku, jednak obecnie mamy już kilka lajtowych ‘desitek’, mówiąc w języku naszych południowych sąsiadów.
Czym więc ma się bronić ów specjał? Jak głoszą morskie opowieści z kontry, piwo jest „z charakterem oraz wyrazistością, która zaskoczy niejednego smakosza. Lekkie, a takie inne.” No, przyznam że mocny tekst. Odważni są, albo ich za bardzo wyobraźnia poniosła. 


Ordynackie Lekkie pieni się dosyć przeciętnie. Białej barwy piana zbudowana jest ze sporej wielkości pęcherzy, opada nader szybko i w ogóle nie oblepia ścianek. Naprawdę słabo to wygląda.
Kolor jest za to bardzo ładny i wcale nie taki blady jak na 10,5% ekstraktu. Barwa mieni się odcieniami złota, a piwo jest strasznie klarowne. Widać, że sztukę filtracji w Zwierzyńcu opanowali do perfekcji.
Pora w końcu zobaczyć co tu jest takiego innego? Zapach jest dość intensywny, ale muszę przyznać, że nie sposób się do niego przyczepić. Mamy tu świeżą nutę słodkawego słodu, odrobinę chleba, sporo biszkoptów, jakiś lekki kwasek oraz szczyptę trawiastego chmielu. Szukałem tego „innego”, ale niestety go nie znalazłem. Mimo to aromat może się podobać. Jest lekko, zwiewnie, rześko i subtelnie.

niedziela, 25 stycznia 2015

SEZONOWE GRZANE


ALK.5,3%. Nie jestem żadnym fanem całej tej serii piw Sezonowych robionych przez Carlsberga dla naszej „polskiej” Biedrony. Niestety chcę być konsekwentny w tym co robię, dlatego sięgam dzisiaj po czwarty (na szczęście ostatni) już sezonowy gniot, opatrzony emblematem Grzane.
Równie dobrze mogli napisać grzaniec, bowiem jest to nic innego jak jasny lager z nutą korzenną w tle, w której rzecz jasna żadnych przypraw nie ma (bo za drogie), jest za to „zaprawa o smaku korzennym”. W tej oto zaprawie mamy wodę, syrop fruktozowy (żeby nie daj Boże piwo nie było za gorzkie) oraz aromat. Jak chcieliśta przypraw, to szukajta gdzie indziej ;>
„Sezonowe Grzane to piwo stworzone specjalnie z myślą o zimowych wieczorach. Idealnie rozgrzewa, gdy za oknem mróz”. Pacze za okno i faktycznie – jest śnieg i jest mróz. Chyba kurna zima przyszła. Cza się rozgrzać...


Przelewam, cykam fotkę i oglądam pianę – biała, średnio ziarnista, początkowo jest bardzo obfita, jednak szybko się redukuje i dziurawi w efekcie czego robi się brzydka, rzadka i nieciekawa, by po paru minutach zniknąć na dobre.
Nie wiem na ile ta zaprawa wpłynęła na kolor piwa, ale barwa jest bardzo ładna, ciemno złocista. Spodziewałem się o wiele jaśniejszej wersji.
Trunek ów jest porządnie nagazowany o czym świadczył spory syk pękających bąbelków przy przelewaniu. Na szczęście piwo nie jest przegazowane.
Biorę pierwszy łyk i już wiem, że nie będzie zbyt dobrze. Solidna porcja słodyczy zalewa moje podniebienie nie pytając nawet czy można. Nieszczęsny syrop fruktozowy „robi robotę”. Gdy się już moje kubki do tej cukrowości przyzwyczają wyczuwam średnio intensywne korzenne klimaty (cynamon, goździk, imbir, kolendrę oraz kminek), a także nieśmiałą nutkę chlebowo-tostową. W tle pałęta się niezbyt rozgarnięta i nieco mdła słodowość typu biszkoptowo-herbatnikowego, natomiast na finiszu występuje coś na kształt lekkiej, ale nie chmielowej goryczki, która poniekąd równoważy nadmierną słodycz tego napitku. Całość trąci sztucznością i nie sposób tego nie zauważyć.

czwartek, 22 stycznia 2015

ŁOWICKIE PALE ALE


ALK.4,7%. Browar rzemieślniczy Bednary nieźle sobie poczyna na krajowej scenie craft. Piw robią dużo, niejednokrotnie ciekawych i niespotykanych, jak choćby pierwszy w kraju stout ostrygowy.
Nie mniej jednak z perspektywy mieszkańca względnie południowej Polski stwierdzam, że w dalszym ciągu jest problem z dostępnością wyrobów z Bednar, które na pewno należą do czołówki naszego rodzimego piwowarstwa (a przynajmniej ja tak uważam). Wiem, że o rynek lokalny zawsze dba się najlepiej, ale inne zakątki kraju też nie chcą być traktowane po macoszemu.
Trochę pochwaliłem, trochę ponarzekałem, więc teraz możemy już przejść do degustacji ;>


Mam przed sobą piwo w stylu, który u nas bije na głowę swoją popularnością pozostałe nowofalowe crafty (chyba nawet AIPA mu nie podskoczy). American Pale Ale to lekki, rześki, niekiedy sesyjny, cytrusowy i wyraźnie gorzki jasny ejl, odpowiednio doprawiony jankeskimi lupulinami.
W rzeczy samej Łowickie Pale Ale jest właśnie takim piwem. W smaku czuć spory powiew świeżości, wyraźnie kwaskowych cytrusów oraz garści lekko słodkich owoców tropikalnych. W to wszystko bardzo sprytnie wgryza się łagodna nuta chmielu i dość przyjemnego jasnego słodu o nieco herbatnikowym zacięciu. Na finiszu egzystuje całkiem przyjemna i umiarkowanie mocna goryczka, która jest gładka, czysta i nie zalega. Piwo wchodzi dobrze, a jego chmielowo-owocowy sznyt jest doskonale wyważony. Mniam!
Trunek operuje w miarę obfitą i gęstą czapą kremowej piany, która składa się z drobnych pęcherzyków, opada dosyć wolno i solidnie „brudzi” szkło. Naprawdę piękny widok.

wtorek, 20 stycznia 2015

DUKE OF FLANDERS


ALK.7%. Ludziska właśnie pękło pół tysiąca lajków na fejsie, jest więc co świętować! Przyznam, że czaiłem się na ten moment jak gepard na antylopę i na tę wyjątkową okazję przygotowałem równie wyjątkowe piwo – jedno z najbardziej specyficznych, oryginalnych i chyba najrzadszych polskich specjałów. Do tej pory w kraju nad Wisłą doczekaliśmy się tylko dwóch reprezentantów stylu Flanders Red Ale i to w bardzo limitowanych ilościach.  Zresztą nawet na świecie piwa takie uchodzą za białe kruki (no, może poza Belgią skąd się wywodzą).
Duke of Flanders poza tym, że to bardzo rzadki trunek, to jeszcze porządnie straszy ceną – dla mnie był to największy w historii wydatek na polskie piwo. 27 PeeLeNów za niespełna 400ml... Mój portfel przez tydzień nie mógł się pozbierać ;p
Flanders Red Ale to przedstawiciel szeroko pojętego barrel aged beer. Wyrób Browaru Szałpiw przez okrągły rok leżakował w starej, dębowej beczce po czerwonym winie Bordeaux, dzięki czemu nabrał wielu charakterystycznych cech przypisywanych czerwonym, wytrawnym winom. W teorii bakterie obecne w drewnie powinny sowicie skwasić wlane doń piwo. Ponoć jest to najbardziej winny ze wszystkich stylów piw na świecie. Let’s go!


Pędzę po korkociąg i otwieram. Trunek nalał się z głośnym sykiem, którego nie powstydziłaby się nawet Coca-Cola. Na powierzchni uformowała się niewysoka i drobno ziarnista piana o jasno beżowej barwie. Niestety tak jak w przypadku ww. napoju gazowanego, nie jest ona mocną stroną dzisiejszego specjału. Piana znika szybko i bezpowrotnie.
Kolor piwa wcale nie jest taki czerwony jak sugeruje to nazwa. Właściwie to widzę tu miedziano-brązową barwę, pod światło mieniącą się burgundowymi refleksami.
Aromat faktycznie przypomina niektóre czerwona wina, chociaż bliżej mu chyba do win różowych i to na pewno nie wytrawnych lecz półsłodkich. Mamy tu sporo akcentów dojrzałych śliwek (nie suszonych), trochę czereśni, wiśni i czerwonej porzeczki. W tle majaczy coś na kształt lekko opiekanego słodu, subtelnej słodkiej czekolady, wanilii i cukru inwertowanego, kojarzącego się z miodem.  Całość cechuje się równowagą pomiędzy słodyczą, a kwaskowatością.

niedziela, 18 stycznia 2015

3 [Trójka]


ALK.6,4%. Ekipa Pracowni Piwa i Szałupiw rozkręciła nam się na maksa, wypuszczając w grudniu trzecie już piwo kooperacyjne, a czwarte też jest już uwarzone. 3 (Trójka) jest opisywana jako Dubbel IPA, czyli jest to kolejna na polskim rynku hybryda belgijsko-amerykańska. Wcześniej był m.in. Golden Monk (Saison AIPA) oraz Szczun (Tripel AIPA).
Jakby się tak przyjrzeć tej współpracy to nawet „piwny Janusz”, czy inny laik zauważy, że za każdym razem korzystają oni z dobrodziejstw belgijskiej sztuki piwowarskiej - w rzeczy samej takie było założenie niniejszego projektu. 1 to Saison, 2 to Belgian Stout, a 3 to już wiecie, że Dubbel IPA. Czwórki na razie nie ujawniono, ale z pewnością będzie miała coś w sobie z belgijskiej, wielowiekowej tradycji.
Piwa z nieparzystymi cyframi warzone są w Wąsoszu (gdzie kontraktowo w kotłach miesza Szałpiw), natomiast parzyste trunki powstają na podwórku Pracowni Piwa, czyli w Modlniczce. 


Etykiety tych piw są stylistycznie i graficznie bardzo ładne, ale dlaczego kurna nie ma podanego pełnego składu? Dlaczego?! Przecież są to wyroby skierowane do wybrednych i bardziej zorientowanych konsumentów, którym nie obce są pojęcia z zaawansowanej sztuki piwowarskiej.
No, ale do rzeczy.
Po przelaniu do kielicha objawiła mi się ciemnobrązowa, brunatna ciecz spowita nie wysoką, ale bardzo drobno ziarnistą pianą o ładnej, beżowej barwie. Jej niewielka ilość rozpłynęła się po powierzchni piwa w niespełna klika minut. Słabo.
Po pierwszym łyku skonstatowałem natomiast bardzo niskie wysycenie, które nie jest przecież domeną, ani Dubbla, ani tym bardziej orzeźwiającego AIPA.
Dzięki takiemu nasyceniu piwo jest lekko męczące i mdłe w odbiorze. W smaku pojawia się dużo nut ciemnych, opiekanych (nie palonych) słodów oraz całkiem sporo klimatów przypieczonej skórki chleba oraz tostów. Rolę statystów pełni niewielka owocowość (rodzynki, śliwki węgierki, wiśnie), subtelny karmel i delikatna, słodko-gorzka czekolada. Pomiędzy nimi brylują dość intensywne chmielowe cienie o minimalnie cytrusowym zabarwieniu. Finisz zwieńczony został wyraźną i w miarę mocną goryczką o chmielowo-palonym pochodzeniu. Niestety goryczka wyraźnie zalega, jest długa, tępa i nieco cierpka.

piątek, 16 stycznia 2015

ZEFIR


ALK.5%. Właśnie mam w ręku być może jedno z najbardziej przełomowych piw w historii polskiego browarnictwa. A wszystko to za sprawą pewnej rośliny z rodziny konopiowatych... (niestety nie chodzi tutaj o popularną „marychę” ;p).
Najnowsze dzieło Olimpu to Pale Ale, a właściwie to Polish Pale Ale single hop Oktawia. Mhmm... brzmi dumnie.
Zefir jest pierwszym na świecie piwem doprawionym nową polską odmianą chmielu Oktawia, która została wprowadzona do sprzedaży dopiero pod koniec 2014 roku i to na razie w bardzo reglamentowanych ilościach. Oczywiście przy współtworzeniu tego piwa swój udział miał nie kto inny, jak Paweł Piłat – największy w kraju orędownik i promotor polskiego chmielu z Lubelszczyzny, czynnie zajmujący się uprawą tej rośliny.
Czemu ta odmiana jest taka wyjątkowa? Nie wiem, ale mówią na nią nowofalowa odmiana polskiego chmielu i jak na razie zbiera ona same superlatywy. Przekonajmy się zatem na co stać Oktawię z Polski.


Standardowo zacznę od wyglądu zewnętrznego. Etykieta - jak każda z Olimpu - trzyma wysoki poziom. Bardzo dobrej jakości papier, lekkie i sympatyczne odcienie błękitu oraz garść potrzebnych informacji. Tylko ten cały bożek jakiś taki, ‘ni w pięć, ni w dziesięć’. Czegoś mu brakuje, jest taki nieobecny i obojętny, ale to pewnie ja tylko go takim odbieram.
Piwo pieni się dość słabo, chociaż białej barwy piana w miarę długo cieszy oko, jest drobna i zostawia liczne zacieki na szkle.
Zbliżam kinola do piwa i już wiem, że jest dobrze. Aromat jest nader intensywny i już z daleka czuję obecność tego nowego chmielu. Zefir pachnie bardzo rześko, trochę cytrusowo, trochę owocowo, ale przede wszystkim kwiatowo. Słód jest tutaj tylko wątłym dodatkiem. Mam wrażenie jakbym wąchał klomb wielokwiatowy w majowe popołudnie. Owoce też niczego sobie – po części zalatują tropikami (mango), ale w głównej mierze występuje tu dojrzała gruszka, żółte jabłka oraz sporo brzoskwiń i mirabelek. Kurcze, podoba mi się ten zapach! Nawet bardzo.

czwartek, 15 stycznia 2015

V DEGUSTACJA PIW - CHRISTMAS ALE/ŚWIĄTECZNE


Wstęp

Za nami kolejna już, piąta cykliczna Degustacja Piw zorganizowana przez ekipę Częstochowskiego Bractwa Piwnego z moją osobą na czele.
Niedawno minął nam okres świąteczno-noworoczny, więc nie było lepszej okazji do małego researchu tego, co browary zgotowały nam na Święta, a trochę tego było. Rzecz jasna jak zwykle nie udało mi się zdobyć wszystkich trunków jakie sobie upatrzyłem, ale i tak jestem bardzo zadowolony z efektów moich poszukiwań.




Dla przeciętnie zorientowanego konsumenta piwo świąteczne jest synonimem piwa korzennego i w rzeczy samej niekiedy (lecz nie zawsze) można tych słów używać zamiennie. Zgodnie bowiem z tradycją niemiecką i angielską do piw świątecznych nie dodaje się żadnych przypraw, w przeciwieństwie do tradycji na przykład amerykańskiej, czy belgijskiej.
Generalnie piwa świąteczne to ejle, jednakże na świecie można spotkać komercyjne przykłady, które są produktami dolnej fermentacji. Z przypraw wybierane są najczęściej te kojarzące się z okresem świątecznym (ziele angielskie, imbir, cynamon, gałka muszkatałowa, anyż, lukrecja, goździk, kardamon). Jednakże dość często pojawia się też skórka pomarańczy lub innych cytrusów oraz suszone owoce. Z dodatków niesłodowanych, ale fermentujących niekiedy stosuje się melasę, syrop klonowy, cukier inwertowany, cukier brązowy, albo miód).
Zobaczmy, co o tym wszystkim sądzi BJCP.

Christmas Ale/Winter Speciality Spiced Beer


 Parametry wg BJCP:
-          zarówno ekstrakt, alkohol jak i wartość IBU zależą od piwa bazowego i nie są ściśle sprecyzowane

Aromat
Istnieje szeroki zakres aromatów, ale większość przykładów zawiera zapach świątecznych ciastek, piernika, angielskiego świątecznego puddingu, świerku albo przypraw do grzańca. Generalnie jakiekolwiek kombinacje aromatów, które sugerują okres świąteczny są mile widziane. Piwo bazowe często zawiera słodowy profil, który wspiera zbalansowane odczucia niuansów pochodzących od przypraw i dodatków specjalnych. Dodatkowe dodatki fermentujące (np. miód, melasa, syrop klonowy, itd.) mogą nadać własny unikatowy zapach. Troszkę cech owocowych (skórka owoców cytrusowych, albo suszonych owoców takich jak rodzynki czy śliwki) jest opcjonalna i akceptowalna. Aromaty alkoholowe mogą występować w niektórych przykładach, ale te cechy powinny być powściągliwe. Ogólny aromat powinien być zbalansowany, zharmonizowany i często całkiem złożony.

Barwa
Generalnie średnio bursztynowa do bardzo ciemno brunatna, chociaż wersje ciemniejsze są bardziej powszechne. Piwo przeważnie jest klarowne, ale wersje ciemne mogą być nieprzeźroczyste.

Piana
Zazwyczaj piwa te posiadają dobrze uformowaną pianę, od złamanej bieli do żółtobrązowej barwy.

Smak
Istnieje wiele interpretacji smaku ograniczonych tylko i wyłącznie kreatywnością piwowara. Przyprawy kojarzone z okresem świątecznym są najbardziej powszechne, jednakże powinny one być wspierające i mieszać się dobrze ze stylem piwa bazowego. Bogate, słodkawe smaki pochodzące od słodu są powszechne i mogą zawierać takie nuty jak karmel, tostowość, orzechowość i czekoladę. Dość często można też spotkać trochę smaków suszonych owoców, takich jak rodzynki, śliwki, figi oraz skórkę pomarańczy albo cytryny. Piwo może także zawierać wyraźny smak pochodzący od dodatków fermentujących (melasy, miodu, brązowego cukru, itd.), ale te elementy nie są wymagane. Delikatne świerkowe albo inne cechy drzew iglastych są opcjonalne i występują w niektórych przykładach. Szeroki zakres specjalnych dodatków nie powinien być zbyt mocny, by nie przyćmić piwa bazowego. Cechy słodów palonych są rzadkie i przeważnie nie mocniejsze od czekolady. Finisz jest raczej pełny i satysfakcjonujący, często zawiera nieco smaków alkoholowych.


Goryczka
Goryczka i smaki chmielowe są generalnie powściągliwe, tak aby nie wpływać na składniki przyprawowe i inne dodatki.

Tekstura
W tej materii również istnieje szeroka gama interpretacji. Treściwość przeważnie jest średnia do pełnej, a gęstość piwa jest często podwyższona. Typowe jest umiarkowanie niskie do umiarkowanie wysokie nagazowanie. Wiele przykładów zawiera trochę dobrze wyleżakowanych i rozgrzewających elementów alkoholowych, ale nie będących zbytnio gorących.

Komentarz
Kluczem jest ogólny balans i harmonia, świadczące o dobrze uwarzonym Christmas beer. Dodatki specjalne powinny współgrać z piwem bazowym i nie powinny go przytłaczać. Piwowar powinien dobrze dobrać pożądane kombinacje piwa bazowego i specjalnych dodatków, w taki sposób, aby jak najlepiej do siebie pasowały.

wtorek, 13 stycznia 2015

DUBY SMALONE


ALK.5,5%. Dzisiaj pochylam się nad kolejnym wywarem uwarzonym w Wąsoszu, lecz tym razem za efekt końcowy odpowiadał Adam Czogalla z kontraktowego Browar Perun.
Perun dosyć często raczy nas nowościami, ale na wieść o wędzonym piwie żytnim zacierałem ręce z zadowolenia intensywniej niż zazwyczaj (jak jakiś wariat w psychiatryku ;p). Uwielbiam piwa na słodzie żytnim, uwielbiam także wędzonki – teoretycznie więc Smoked Roggenbiery powinienem uwielbiać podwójnie!
Już myślałem, że grudniowej nowości nie będzie mi dane spróbować, ale przy mojej ostatniej wizycie w Składzie Piwa poczułem nagły przypływ endorfin. Kupiłem kilka naprawdę ciekawych świeżynek, ale chyba nic nie rozpaliło tak mojej wyobraźni jak Duby Smalone z Peruna, które w zasadzie poszły na pierwszy ogień. 


Aż wstyd się przyznać, ale dotychczas nie wiedziałem co znaczy wyrażenie „duby smalone”. Z pomocą przyszła mi nasza kochana Wikipedia. Okazuje się, że ten epitet oznacza nie mniej, ni więcej jak: bzdury, brednie, głupstwa, farmazony, banialuki, pierdoły, etc.
No to jedziemy z koksem! Otwieram, przelewam i cykam fotkę. Piwo jest strasznie mętne i nieprzezroczyste, a jego barwa to brązowo-miedziane odcienie. Wieńczy go dość obfita, drobno pęcherzykowa i puszysta piana o ładnej, kremowej barwie i długim czasie opadania. Pianka fajnie zdobi szkło, tworząc ozdobną koronkę.
Piwo jest stosunkowo nisko nasycone CO2 – chyba odrobinę na nisko jak na mój wymagający gust.
Teraz pora na najciekawsze. Napaliłem się jak bocian na żabę, a tu okazuje się, że wędzonka (na którą sobie tak ostrzyłem moje jedynki) jest tak subtelna jak bryza na środku Sahary. Właściwie to chyba tylko info z etykiety pozwala wyczuć mi minimalną, wręcz ascetyczną wędzoną szynkę. Tak, autosugestia zrobiła swoje.
Motywem przewodnim jest tutaj spora baza słodowa o lekko zaznaczonym profilu chlebowo-zbożowym. Na dalszym planie egzystuje subtelna nuta słodkich bananów, delikatnych tostów i nieznacznych estrów owocowych. Wszystko  jest tu bardzo przytłumione i stonowane, a poszczególnych składowych (poza słodem) trzeba się długo doszukiwać. Nie tego się spodziewałem...

niedziela, 11 stycznia 2015

PERSEFONA

ALK.5%. Ostatnimi czasy za Browarem Olimp trudniej nadążyć niż za Usainem Boltem. Marcin Ostajewski najwidoczniej wpadł w jakiś trans i chyba nocuje na warzelni, bo wypuszcza piwo za piwem (chłopak nie ma dla nas litości ;p). Od początku grudnia do dnia dzisiejszego mury browaru w Wąsoszu opuścił już Ares, Persefona, Demeter, Zefir oraz kooperacyjny Satyr. I weź tu człowieku ogarnij to wszystko?
W moje lepkie ręce wpadła Persefona właśnie – piwo w stylu American Pale Ale. Z definicji lekki i sesyjny trunek, w tym przypadku nachmielony australijskim Topazem i amerykańcami spod znaku Tomahawk oraz Chinook.
Na mieście mówią, że APA najlepiej nadaje się do rozpoczęcia przygody z nowofalowym piwowarstwem, bowiem AIPA może być zbyt intensywne i wyraziste dla „piwnego Janusza”. Januszkiem oczywiście nie jestem i z niejednego Polmosu....(czekaj, to nie ta bajka)...z niejednej warzelni piwo piłem, ale domyślam się, że być może ktoś z czytelników wkracza dopiero na tę właściwą ścieżkę piwnych meandrów. 


Persefona pieni się bardzo obficie. Śnieżnobiała kołderka średnio ziarnistej piany dosyć długo utrzymuje się przy życiu i przepięknie osadza się na ściankach. Co za widok!
Złocisty (fota tego nie oddaje) i opalizujący trunek pachnie bardzo przyzwoicie. Przyjemna owocowość fajnie komponuje się z łagodnym chmielem, trawą, iglakami i kwaskowymi cytrusami. To wszystko spaja nienachalna słodowa nuta oraz lekkie kwiatowe tło. Całkiem fajnie się to wącha, choć intensywność mogłaby być troszkę większa.
W smaku niestety nie jest już tak kolorowo. Piwo jest mdłe, mało orzeźwiające i raczej słabo pijalne. Dominuje słodowość, podszyta nieśmiało cytrusami i wyraźną chmielowością. Przez usta przewija się także ulotna trawiastość oraz zioła. Trochę brakuje tu „hameryki’, co objawia się niemal zupełnym brakiem estrów owoców. Najbardziej jednak w konsumpcji przeszkadza ordynarna, chmielowo-ziołowo-pestkowa goryczka, która jest ciężka, solidna i mocna, ale przede wszystkim strasznie zalegająca i tępa. Dawno nie miałem do czynienia z tak nie ułożoną i mdłą goryczą.

sobota, 10 stycznia 2015

KONCERNOWY WYŚCIG ZBROJEŃ


Z pewnością nie można tu jeszcze mówić o deptaniu kogoś po piętach, ale nie sposób nie zauważyć, że nasze rodzime koncerny piwowarskie próbują odpędzić od siebie - odbierające im klientów - mniejsze browary. Nie ma tu oczywiście mowy o jakiejś wyraźnej rywalizacji, czy równorzędnej konkurencji bowiem, póki co trzej najwięksi gracze, moim zdaniem mogą spać spokojnie. Skoro mogą, to czemu zatem nie śpią? Widocznie coś jest na rzeczy.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że konkurencja na rynku piwnym z miesiąca na miesiąc się zwiększa, a browarom robi się coraz ciaśniej. Dość powiedzieć, że w samym tylko 2014 roku zadebiutowało 39 inicjatyw piwowarskich (21 kontraktowców i 18 browarów rzeczywistych). To absolutny rekord w nowożytnej historii naszego kraju! Mimo rekordu powszechnie uważa się, że rynek nie jest jeszcze w pełni nasycony i przez najbliższych kilka lat jeszcze nie będzie (o jak dobrze!). Ponoć jest jeszcze sporo miejsca dla nowych browarów i ja w to wierzę. Rzecz jasna nie obejdzie się bez zamknięcia mniej rozgarniętych przedsiębiorstw, ale to przecież normalne, że w każdej wojnie są ofiary. Tak samo dzieje się we wszystkich branżach – niektóre inicjatywy upadają, ale w ich miejsce natychmiast pojawiają się kolejne. No, ale do rzeczy.

W moich dywagacjach posłużę się pewnymi uogólnieniami. Gdy będę pisał o koncernach to mam na myśli tzw. „wielką trójcę”, czyli Kompania Piwowarska, Grupa Żywiec i Carlsberg Polska. Za browary rzemieślnicze uważam stosunkowo nowe inicjatywy, które warzą piwa nowofalowe w bardzo małych ilościach (tu też zaliczam browary kontraktowe i niektóre restauracyjne). Natomiast reszta to tzw. browary regionalne (tak, Łomża i Perła również). 


Tak jak mówiłem powyżej, konkurencja jakoś specjalnie nie zagraża wielkiej trójcy, a jeśli już, to na razie w niewielkim stopniu. Od 2005 do 2013 roku ich udziały w rynku spadły łącznie tylko o około 6%, głównie na rzecz marek własnych dyskontów, które przekonują do siebie bardzo niską ceną. Mimo, że słupki im trochę pikują, to nadal kontrolują oni ponad 80% rynku.
Browary regionalne dosyć mozolnie przekonują do siebie „piwnych januszy”, ale wydaje mi się, że rzemieślniczym projektom przychodzi to już o niebo lepiej. Wiadomo – oręże tych drugich jest nieporównywalnie bardziej różnorodne i lepsze technicznie (choć nie zawsze). Niestety tutaj pojawia się problem dostępności piw craftowych. Mimo, że z roku na rok jest coraz lepiej, to sytuacja nadal nie jest zadowalająca. Tak więc jedni mają ilość i w miarę poprawną dostępność swoich piw, a za drugimi przemawia różnorodność i zazwyczaj wysoka jakość. Prosty sposób na sukces, to połączyć to wszystko do kupy i trzepać „kapuchę”. Problem polega jednak na tym, że nie jest to takie proste, jak się z pozoru wydaje.

Kompania Piwowarska


Największy udziałowiec rynku (36%) działa na dwóch frontach. Z jednej strony próbuje robić coś więcej niż kolejne ‘jasne pełne’, a z drugiej edukuje mniej świadomych piwoszy swoim „portalem dla prawdziwych miłośników piwa”. Nie powiem, bo na Beer Lovers.pl można znaleźć trochę ciekawych artykułów, jednak nie sposób odczuć wrażenia, że chodzi tu tylko o promocję własnych marek, które pojawiają się tam (niby ukradkiem) niemal na każdym kroku. Poza tym już niejednokrotnie podniósł się raban odnośnie nierzetelnych, a niekiedy wręcz absurdalnych informacji na Beer Lovers. Po prostu dla piwnego freaka/beer geeka, który z piwnym rzemiosłem jest za pan brat, ten portal to tylko marketingowy i nikomu niepotrzebny bełkot


Drugim ruchem oporu przeciwko browarom regionalnym i craftowym są piwa. Od kilku lat Kompania posiada w swojej ofercie serię Książęce, w teorii skierowaną do bardziej wybrednych konsumentów. Powszechnie jednak wiadomo, że absolutnie niczego te piwa nie urywają i do polskiej czołówki im daleko. Ale po kolei:
  • Książęce Złote Pszeniczne – piwo na słodzie pszenicznym, tyle że użyto tutaj drożdży dolnej fermentacji (!), efektem czego jest zupełny brak goździków w aromacie, mało estrów bananowych i ogólna przeciętność smaku.
  • Książęce Ciemne Łagodne – sporo lepsze piwo niż powyżej, ale wciąż dalekie od ideału. Wyraźny karmel, kawa zbożowa i czekolada w aromacie, do tego opiekane słody, tosty i skórka od chleba w smaku.
  • Książęce Czerwony Lager – piwo o nieco ciemniejszej barwie i wyraźniejszym aromacie, które dziś już nie robi na mnie takiego wrażenia jak kiedyś. Karmel, obfita słodowość oraz przeciętna owocowość to jego znaki szczególne.

czwartek, 8 stycznia 2015

WRĘŻEL MARCOWE


ALK.5%. Czas na kolejne piwo ze stajni Wrężela – tym razem na ząb biorę Marcowe. Podczas wizyty ekipy Wrężela w częstochowskiej Piwiarni Adrian Kukuła przyznał mi się, że jest to najsłabsze piwo, które do tej pory popełnił w Zarzeczu. Pardon, dokładnie to powiedział, że jest to jedyny jego wytwór, z którego nie jest w pełni zadowolony. Niespecjalnie się tym przejąłem, bowiem Märzeny traktuję bardzo powierzchownie (czyt. nie przepadam za nimi). No bo jak się tu podniecać wybitnie słodowym lagerem, gdzie goryczka jest raczej symboliczna? W ogóle to bardzo się zdziwiłem, że – bądź co bądź – browar rzemieślniczy ima się tak pospolitego i niecraftowego stylu, z którym bez większego problemu radzą sobie nasze „browary regionalne”, a ostatnio nawet Grupa Żywiec. 


Po przelaniu zawartości do sniftera z miejsca stwierdziłem, że piwo jest nad wyraz ciemne jak na Oktoberfestbier. W zasadzie jest nawet ciemniejsze niż większość reprezentantów popularnego AIPA, czy Imperial IPA - ze szkła spogląda na mnie brunatna ciecz, która pod światło rzuca na oślep miedzianymi refleksami. Naprawdę niespotykany widok jak na Marcowe.
Na powierzchni uformowała się przeciętnych rozmiarów piana o drobnej strukturze i ładnej barwie koloru ecru. Niestety jej żywotność i lacing pozostawiają wiele do życzenia.
Umiarkowanie wysycone piwo wbrew słowom Adriana jest pijalnym i dość smacznym napitkiem. W smaku odnalazłem sporo ciemnych, lekko opiekanych słodów, garść tostów oraz odrobinę słodkiego karmelu, a nawet szczątkowej czekolady. Tło zostało zarezerwowane dla przypieczonej skórki chleba i bardzo ulotnego chmielu. Jest też goryczka – dosyć łagodna i stonowana, lekko kontrująca słodową słodycz.

wtorek, 6 stycznia 2015

PERŁA MOCNA


ALK.7,6%. Znacie jakieś reklamy piwa Perła? Ja znam ich całkiem sporo, nawet te starsze. A wiecie, która kampania reklamowa podoba mi się najbardziej? „Perła – najbardziej lubelskie piwo na świecie”. („Perła wśród piw” to zwykła ściema). Dlaczego? Bo to zdanie jest chyba najbliższe prawdy ze wszystkich sloganów reklamowych Browarów Lubelskich.
Przez 23 lata mieszkałem na Lubelszczyźnie, w tym przez 3 lata w samym Lublinie i wierzcie mi – Perła posiada tam jakieś 50% udziału w rynku! Jestem nawet skłonny zaryzykować stwierdzenie, że jest to najbardziej patriotyczne pod względem regionu piwo w Polsce. Niektórzy nie piją tam nic oprócz ich ukochanej „perełki”. 
Oczywiście ikoną lubelskiego browaru nie jest Perła Mocna lecz Perła Chmielowa, ale nie brakuje też fanów tej pierwszej.
Strach się przyznać, ale w swoim życiu miałem kiedyś krótki okres, kiedy piłem sporo mocniejszych trunków i nie chodzi mi wcale o destylaty. Do moich ulubionych należało wówczas Dębowe Mocne, Okocim Mocne oraz niniejsza Perła właśnie. Zobaczmy zatem co się zmieniło przez te ostatnie - bez mała - 10 lat.


Mocarz z Perły pieni się bardzo przyzwoicie, na pewno lepiej niż ojrolagery ze „świętej trójcy”. Śnieżnobiała piana jest drobna, puszysta i dość obfita, ale niestety opada szybko. Może nie jest to prędkość francuskiego TGV, ale włoskiego Pendolino już tak. Lacing w zasadzie nieobecny.
Piwo jest raczej dobrze zaopatrzone w bąbelki dwutlenku węgla, ale na szczęście nie ma w tym jakiejś przesady.
Ciemno złocisty trunek pachnie na wskroś słodowo. Słód pilzneński i słodkie biszkopty to bez wątpienia atrybuty Perły Mocnej. Gdy się mocniej niuchnie nosem można wyczuć także wyraźny mokry karton, ślady chleba oraz namiastkę jakiegoś chmielu. Ogólnie szału ni ma.

niedziela, 4 stycznia 2015

NOSFERATU


ALK.5,7%. Kilka tygodni temu Browar Raduga wydał na  świat swoje trzecie piwo. Niestety ze względu na moje zaległości na razie „jestem zmuszony” raczyć się ich drugim wypustem. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nie mam absolutnie zamiaru ubolewać z tego powodu, bowiem Black IPA należy do tych gatunków piw, które robią różnicę. Dobrze zrobione czarne IPA potrafi mi nieźle sfilcować skarpetki.
Nosferatu z Radugi - podobnie jak Metropolis – zostało zainspirowane filmem. Chodzi tu o niemiecki film grozy z 1922 roku, którego pełny tytuł brzmi Nosferatu - Symfonia Grozy.
Filmu oczywiście nie oglądałem, ale etykieta tego piwa bardzo mi się podoba. Tytułowy wampir budzi pewną grozę, jednakże niektórym osobom może się kojarzyć z jakimś przybyszem z kosmosu. Stonowane barwy i czerwone oczy wzmacniają tylko ten efekt.

Nosferatu jest czarnym jak smoła piwem, które generuje bardzo sympatyczną i wysoką czapę mieszano ziarnistej piany. Kojarzy mi się ona z kolorem kawy z mlekiem, jest przy tym strasznie trwała i sztywna. Poza tym fajnie i obficie brudzi szkło, co dodaje jej dodatkowego uroku.
Nasycenie dwutlenkiem węgla jest tu prawdziwym majstersztykiem. Średnio wysokie nagazowanie idealnie komponuje się z charakterem tego napitku.
Aromat w cudowny sposób łączy w sobie cechy ciemnych słodów z amerykańskim chmieleniem. Istnieje tu niemal idealna równowaga miedzy słodko-gorzką czekoladą i palonym słodem, a kwaskowymi cytrusami i wyraźnymi owocami tropikalnymi (mango, liczi, granat). Nieco w tle pobrzmiewa delikatna nuta chmielu, kawy, łagodnej żywicy oraz odrobiny kwiatów. Całość niemal chce urwać mi nosa. Masakra!

sobota, 3 stycznia 2015

PALONE CIEMNE LAGEROWE


ALK.5,3%. Na wieść o wskrzeszeniu Okocima Palonego włos zjeżył mi się na jądrach, a serce jakby szybciej zabiło. Z jednej strony poczułem radość, ale niemal jednocześnie też strach.
Z własnych obserwacji wiem, że returny piw zazwyczaj się nie przyjmują, bowiem sytuacja na rynku browarniczym zmienia się bardzo dynamicznie. To co jeszcze kilka lat temu budziło zachwyt i emocje, obecnie traktujemy jak chleb powszedni.
Okocim Palone pojawił się na rynku równo 10 lat temu i mimo, że znacznie różnił się od ówczesnej piwnej masówki, nie wiedzieć czemu nie przyjął się - po czterech latach zalegania na półkach sklepowych zaprzestano jego produkcji. Być może wówczas ludzie nie byli jeszcze gotowi na takie rarytasy, może piwo po prostu wyprzedzało swoją epokę? Tego nie wiem, ale przecież dark lager (dunkel) to nie jest wynalazek na miarę Nagrody Nobla. 2005 rok to nie średniowiecze i w owym czasie sporo browarów regionalnych miało w ofercie podobne piwa. 


Tak, czy siak osobiście je piłem, chociaż nie wiele z tego pamiętam. Zresztą co ja wtedy mogłem wiedzieć o piwie? Dziesięć lat temu posiadałem jakieś 5% swojej obecnej wiedzy i z 1% dzisiejszego doświadczenia. No cóż, każdy przecież zaczyna od zera...
Palone Ciemne Lagerowe z pewnością nie jest tym samym piwem, co kiedyś (zresztą tego właśnie się spodziewałem). Piwo nalało się ze średniej wielkością pianą o szaro-kremowej barwie. Nie jest ona zbyt urodziwa – grubo pęcherzykowa, rzadka, opada dość szybko, a na ściankach zostawia nieliczne zacieki.
Wysycenie za to jest w porządku – średnio intensywne w kierunku wysokiego. W kolorze neo-Palone przypomina ciemny brąz, względnie miedź z rubinowymi refleksami. Z pewnością nie jest czarne.
W porównaniu ze smakiem i aromatem powyższe zdania, to istne superlatywy. Zapach jest nikły jak mgła w lipcowe południe. W zasadzie nie ma tu nic oprócz lekko (naprawdę LEKKO) opiekanego słodu i symbolicznego karmelu! Poza tym pustka i nicość! Szok.

piątek, 2 stycznia 2015

PIWNA KRONIKA – GRUDZIEŃ 2014



Grudzień to czas refleksji, zadumy, odpoczynku i podsumowywania wydarzeń mijającego roku. Większość segmentów rynku zwalnia swoją produkcję, ludzie idą na urlop, świętują. Łatwo to zauważyć na przykładzie rynku piwnego – premier nie jest już tak dużo jak wcześniej (ale i tak sporo), a eventów związanych z piwem praktycznie nie ma wcale. I słusznie, na piwną rewolucję pozostaje nam przecież pozostałe jedenaście miesięcy roku. W życiu musi być przecież czas na odpoczynek, a nie tylko zapier... i zapier...

 

Premiery

  • AleBrowar zaprezentował w grudniu trzecią już odsłonę swojego świątecznego Saint No More [2014]. Piwo w stylu Hoppy Dark Ale zostało uwarzone z pomocą norweskiego Browaru Veholt.
  • Artezan warzy jak opętany, w grudniu wydał na świat aż trzy nowości: 1) Too Young To Be Herod - świąteczny Orange Stout, 2) Belgian Stout, 3) Za Pięć DwunastaLate Hop IPA.
  • Krajan także dorzucił coś od siebie. Jedno piwo to Ale Krajan w stylu angielskiego Pale Ale, drugim natomiast jest Nelson Black IPA.
  • 6 grudzień to tradycyjnie premiera Grand Championa. W tym roku w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie uwarzono belgijski trunek o nazwie Dubbel Cieszyński.
  • Dwa Misie – tak brzmi nazwa nowego piwa z Ursa Maior. Tym razem klienci mogą przetestować styl Belgian Strong Pale Ale.
  • Również belgijski specjał zaprezentował kontraktowy Browar Wrężel. Mowa tu o piwie Belgian Blond Ale.
  • Szczerbaty Smok – tak nazywa się czwarte piwo uwarzone w Browarze Piwna w ramach inicjatywy Chmielogród. Trunek ten, to klasyczny porter angielski.
  • Browar Raduga wypuścił swoje trzecie piwo. Jest nim Sunset Blvd – żytni specyfik w stylu Rye India Red Ale.
  •  Browar Piwne Podziemie w swoim debiucie zaprezentował trzy piwa: 1) Hops, Death and Taxes (Spanish Cedar Aged Black IPA), 2) Mustache Ryeder (Rye Pale Ale), 3) Oyster Kiss (Oyster Stout). Jakieś dwa tygodnie później dorzucił jeszcze Blakalicious (American Stout). Uff.
  • Nasze doktorki, czyli Doctor Brew także pokusili się o posiadanie w ofercie piwa świątecznego. Efektem tego zamysłu jest Xmas Rye – piwo żytnie z przyprawami.