czwartek, 29 stycznia 2015

ARES


ALK.5%. Za każdym razem jak schodzę do piwnicy po jakiś trunek na bloga mam spory ból głowy. Niekiedy zastanawiam się bardzo długo jakie by tu dzisiaj piwo wypić? Na co mam ochotę? Czy to, aby na pewno pasuje do mojego nastroju, pogody, stanu ducha i umysłu? Nie bez znaczenia jest także termin ważności. Może gdyby wybór był  mniejszy nie miałbym tego problemu...
Dzisiaj padło na Aresa z Olimpu, który swoją premierę miał gdzieś na początku grudnia. Grecki Bóg Wojny to Irish Red Ale doprawiony polskimi chmielami Sybilla oraz Iunga, co sumarycznie rzecz ujmując daje nam Polish Red Ale.
Tak się akurat składa, że wczoraj miałem okazję degustować w Browarze Czenstochovia IRA uwarzone na bazie zwycięskiej receptury z V Częstochowskiego Konkursu Piw Domowych. Było niezłe, ale szału na pewno nie robiło. Dość dobrze zapoznałem się z tym piwem, więc wybór na dzisiejsze popołudnie nie mógł być inny. Czas na małe porównanie. 


Jak łatwo zauważyć, Irlandzkie Czerwone Ale nie jest jakoś szalenie popularne w naszym kraju. Od początku piwnej rewolucji pojawiło się co prawda kilka pozycji, ale chyba żadna z nich nie wyryła nikomu w komórkach mózgowych trwałej szramy. Osobiście nie przepadam za tym trunkiem, ale to wcale nie znaczy, że nie potrafię docenić dobrego IRA.
Ares z Olimpu nalał się z bardzo obfitą i puszystą pianą koloru ecru. Solidna, sztywna i drobno ziarnista czapa robi duże wrażenie zwłaszcza, że skubana opada naprawdę w żółwim tempie (a może ślimaczym?).
Barwa piwa jest dosyć ciemna - brązowo-miedziana, a pod światło mieni się ładnymi mahoniowymi przebłyskami. Podoba mi się.
Zapach jest kontynuacją jakże przyjemnych wrażeń wizualnych. Dominuje tu spora dawka owoców, gdzie główne role należą do rodzynek, śliwek, czarnej porzeczki i ciemnych winogron. Tuż za nimi podąża sympatyczna ciasteczkowa słodowość, okraszona z lekka słodką czekoladą, przypieczoną skórką chleba oraz subtelnym karmelem. Średnio opiekane tosty i mocno stonowany chmiel są tu tylko enigmatycznym dodatkiem, który wypełnia tło aż po brzegi. Bogaty, intensywny i złożony to aromat, który poszczególnymi składowymi może przypominać niektóre koźlaki, z tymże tam kolejność jest zgoła odmienna.

W smaku jest równie ciekawie. Piwo sprawia wrażenie lekko kwaskowego, zapewne od prażonego słodu, który w tym przypadku przybrał postać skórki od chleba i ciastek Pieguski z bakaliami i czekoladą. Mistrzem drugiego planu bez wątpienia są owoce, czyli ponownie ciemne winogrono, rodzynki i śliwki węgierki. Stawkę zamyka delikatna chmielowość oraz niezbyt mocna, acz wyraźna goryczka o trawiasto-ziołowych naleciałościach, która nie zalega i wspaniale kontruje słód i subtelną kwaskowość. Kurczę, smakuje mi ten specyfik!
Piwo naprawdę jest bardzo dobre – pełne w smaku, wielowątkowe, odpowiednio nasycone, średnio treściwe z wyczuwalną nutą wytrawności na finiszu i doskonałym balansem. Goryczka nie jest przesadzona, a całość jest dość lekka i nieźle pijalna jak na 13% ekstraktu. Wczorajsza IRA była niezła, ale ta dzisiejsza jest jeszcze lepsza.
Ares to kolejny specjał z Olimpu, który zrobił na mnie spore wrażenie. Być może nawet polubię Irish Red Ale :)
OCENA: 8/10
CENA: 6.30ZŁ (Skład Piwa)
BROWAR OLIMP//BROWARY REGIONALNE WĄSOSZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz