wtorek, 20 stycznia 2015

DUKE OF FLANDERS


ALK.7%. Ludziska właśnie pękło pół tysiąca lajków na fejsie, jest więc co świętować! Przyznam, że czaiłem się na ten moment jak gepard na antylopę i na tę wyjątkową okazję przygotowałem równie wyjątkowe piwo – jedno z najbardziej specyficznych, oryginalnych i chyba najrzadszych polskich specjałów. Do tej pory w kraju nad Wisłą doczekaliśmy się tylko dwóch reprezentantów stylu Flanders Red Ale i to w bardzo limitowanych ilościach.  Zresztą nawet na świecie piwa takie uchodzą za białe kruki (no, może poza Belgią skąd się wywodzą).
Duke of Flanders poza tym, że to bardzo rzadki trunek, to jeszcze porządnie straszy ceną – dla mnie był to największy w historii wydatek na polskie piwo. 27 PeeLeNów za niespełna 400ml... Mój portfel przez tydzień nie mógł się pozbierać ;p
Flanders Red Ale to przedstawiciel szeroko pojętego barrel aged beer. Wyrób Browaru Szałpiw przez okrągły rok leżakował w starej, dębowej beczce po czerwonym winie Bordeaux, dzięki czemu nabrał wielu charakterystycznych cech przypisywanych czerwonym, wytrawnym winom. W teorii bakterie obecne w drewnie powinny sowicie skwasić wlane doń piwo. Ponoć jest to najbardziej winny ze wszystkich stylów piw na świecie. Let’s go!


Pędzę po korkociąg i otwieram. Trunek nalał się z głośnym sykiem, którego nie powstydziłaby się nawet Coca-Cola. Na powierzchni uformowała się niewysoka i drobno ziarnista piana o jasno beżowej barwie. Niestety tak jak w przypadku ww. napoju gazowanego, nie jest ona mocną stroną dzisiejszego specjału. Piana znika szybko i bezpowrotnie.
Kolor piwa wcale nie jest taki czerwony jak sugeruje to nazwa. Właściwie to widzę tu miedziano-brązową barwę, pod światło mieniącą się burgundowymi refleksami.
Aromat faktycznie przypomina niektóre czerwona wina, chociaż bliżej mu chyba do win różowych i to na pewno nie wytrawnych lecz półsłodkich. Mamy tu sporo akcentów dojrzałych śliwek (nie suszonych), trochę czereśni, wiśni i czerwonej porzeczki. W tle majaczy coś na kształt lekko opiekanego słodu, subtelnej słodkiej czekolady, wanilii i cukru inwertowanego, kojarzącego się z miodem.  Całość cechuje się równowagą pomiędzy słodyczą, a kwaskowatością.

W smaku piwo dużo bardziej zbliża się do czerwonego wina, ale nadal nie jest ono w stu procentach wytrawne. Oczywiście jak na piwo jest tutaj bardzo dużo kwachu o wyraźnie octowym zabarwieniu, nie mniej jednak szczypta słodyczy również się tu znajdzie. Pierwsze skrzypce gra wyraźnie kwaskowa owocowość (czerwona porzeczka, wiśnie, czereśnie, a chwilami nawet limonka). Na drugim planie natomiast występuje namiastka słodu, podszyta z lekka niewyraźnym akcentem miodowym. Nie jestem pewien czy jest tutaj jakaś goryczka, ale finisz jest bardzo kwaśny, wytrawny, taninowy i lekko ściągający.
Duke of Flanders faktycznie posiada w sobie zdecydowanie więcej cech wina niż piwa i w zasadzie spełnia większość wymogów stawianych flandryjskim czerwonym ejlom. Niby lekkie, ale ze względu na woltaż nieco zwodnicze; doskonale orzeźwiające; nieźle pijalne; zdecydowanie owocowe; raczej wytrawne; kompleksowe i złożone; pełne w smaku.
Największym dla mnie problemem jest brak wzorca – nigdy nie piłem piwa w tym stylu i dlatego nie mam skali odniesienia. Miałem co prawda do czynienia z lambikami, ale to nie zupełnie to samo.
Tak, czy siak piwo mi podeszło, zwłaszcza że nie jestem wielkim fanem półwytrawnych, czy wytrawnych win. Było to dla naprawdę ekscytujące i bardzo pouczające zarazem doświadczenie. Ten trunek, to po prostu klasa sama w sobie, majstersztyk wśród piw. Kto nigdy nie pił, ten nie będzie wiedział o co mi chodzi.
OCENA: 8/10
CENA: 26.90ZŁ (Skład Piwa)
BROWAR SZAŁPIW//BROWAR BARTEK

2 komentarze:

  1. Skoro "Duke" to taki rarytas to chyba się skuszę. Od pół roku widzę że stoi w sklepie jedna sztuka za 29zł. Być może to moja jedyna okazja w życiu żeby go kupić więc Twój artykuł mnie do tego przekonał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ma ktos to cudo z pierwszej warki w sprzedazy jeszcze?

    OdpowiedzUsuń