poniedziałek, 30 grudnia 2013

SAINT NO MORE [2013]


ALK.6,2%. Wiem, że pogoda nie wskazuje na to, że mamy koniec grudnia, ale jakoś trzeba sobie radzić, by chociaż myślami dotknąć śniegu i poczuć klimat tej wyjątkowej pory roku. Dlatego też kolejnym piwem na blogu dedykowanym na okres świąteczno-noworoczny jest Saint No More z AleBrowaru.
Niestety Saint No More Anno Domini 2012 to już historia – ubiegłoroczny świąteczny Christmas Ale został w tym roku zastąpiony kolejnym India Pale Ale! Jest to piwo chmielone jedną odmianą amerykańskiego chmielu Simcoe, więc w zasadzie jest to AIPA Single Hop Simcoe.
Nie rozumiem tylko jednego: po kiego grzyba na Święta dawać ludziom piwo AIPA, które przecież może mieć premierę przez cały okrągły rok, w każdym miesiącu i w każdym tygodniu! Co AIPA ma wspólnego z Bożym Narodzeniem? Aromat żywicy i iglaków, który jest w każdym tego typu piwie? Nie lepiej byłoby popracować nad zeszłorocznym wypustem i go nieco zmienić i ulepszyć? Ręce opadają. 


Saint No More 2013 to herbaciany, mętny trunek. Zdobi go dosyć wysoka, biała piana, zbudowana z dużych pęcherzy, opada powoli, zostawiając przy tym obfite firany na szkle.
Piwo zostało dość mocno nasycone dwutlenkiem węgla – wysycenie jest wyraźne, ale zarazem gładkie, drobne i przyjemne.
W zapachu panuje niezła rześkość, jest dużo cytrusów i innych owoców, po ogrzaniu na wierzch wychodzi nieznaczna słodowość. W tle średnio intensywna żywiczność oraz trochę sosny i typowego chmielowego aromatu. Nawet fajnie się to wącha, ale przypomina mi to trochę wykastrowanego Rowing Jacka.

czwartek, 26 grudnia 2013

RACIBORSKIE ŚWIĄTECZNE


ALK.4,5%. Drugi dzień Świąt, a ja akurat musiałem trafić na taki gniot. Raciborskie Świąteczne kupiłem ze zwykłej, konsumenckiej ciekawości. W tym roku niejako zapanowała moda na takie piwa, więc postanowiłem zaryzykować.
Niestety w tym wypadku ryzyko się nie opłaciło. Po Jurajskim Świątecznym ostrzyłem sobie zęby na kolejną tegoroczną nowość, która to dogłębnie wpisywała by się w charakter Świąt Bożego Narodzenia. Niestety okazuje się, że to piwo ma tyle wspólnego ze Świętami, co ja ze zmarłym niedawno Nelsonem Mandelą. 


Po przelaniu do szklanki jasnozłocisty trunek pokrył się średnio wysoką, lecz rzadką, białą pianą. Zbudowana jest ona z dość dużych pęcherzy, szybko się dziurawi i finalnie niezbyt długo cieszy zmysł wzroku. Prezencja jak to w Raciborzu – cudów się nie spodziewałem.
Wysycenie dość wysokie i wyraźne, ale nie przeszkadzające. Dla mnie pasi.
Teraz pora na najciekawsze. Już sam kolor świadczy o tym, że piwo nie może mieć wiele wspólnego ze Świętami (poza nazwą oczywiście). Zapach jest typowo słodowy, lekko słodki, z naprawdę symbolicznym muśnięciem przyprawowym. Gdybym nie znał nazwy, to pewnie nawet bym o nich nie wspomniał. W tle niewielkie akcenty biszkoptów, odrobinę trawiastego chmielu oraz nieduża, acz wyczuwalna metaliczność.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

IRLANDZKIE CIEMNE


ALK.6%. Dziś biorę na ząb ciemnego lagera z Browaru Krajan, który przynamniej w teorii nie powinien wywołać u mnie żadnych ‘achów’ i ‘ochów’. Mimo, że lubię ciemne piwa, to obecnie już nie stanowią one dla mnie takiej gratki jak kiedyś. W kraju mamy już tyle różnych, ciekawych i rzadkich pozycji, że takiego dark lagera to bez mała, możemy traktować jako piwo codziennego użytku. Co prawda ze zbliżającymi się Świętami ma mało wspólnego, ale na okres jesienno-zimowy od biedy się nada (niestety recenzje bardziej świątecznych piw ukażą się dopiero, gdy dojdę do siebie po „Szczepanie” ;>). 


Irlandzkie Ciemne zdobi wcale nie byle jaka etykieta. Profesjonalizm, perfekcjonizm, dojrzałość, styl i elegancja to tylko niektóre określenia, które przychodzą mi do głowy. Naprawdę widać, że ktoś wykonał kawał dobrej i fachowej roboty.
Ciemniak z Krajana dysponuje średnio wysoką, jasno beżową czapą grubo ziarnistej piany. Niestety szybko się ona rozrzedza i w ogóle nie oblepia ścianek. Po kilku minutach znika niemal do zera.
Piwo zostało obdarzone przez naturę (a może przez piwowara?) ciemno brązowym kolorem, pod światło widoczne są ładne burgundowe refleksy. Jest to standardowy wygląd tego typu piw.
W zapachu mój dzisiejszy gość nosa nie urywa – delikatne karmelowe akcenty, subtelne nuty przypieczonej skórki chleba i niezbyt wyraźna słodowość to zdecydowanie za mało, by wprowadzić mnie w stan euforii. Aromat nie dość, że jest skromny, to jeszcze mało intensywny.

piątek, 20 grudnia 2013

JURAJSKIE ŚWIĄTECZNE


ALK.5,6%. Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta....Tej zimy mamy prawdziwy wysyp piw świątecznych. Swoją wersję takiegoż napitku ostatnio wypuścił chociażby Browar Racibórz, Gościszewo, Okocim, Kompania Piwowarska, czy właśnie Browar na Jurze. Nie brakuje również pozycji, które pojawiły się już rok temu lub wcześniej. Tak więc piw świątecznych ci u nas dostatek.
Jedną z nowości, która osobiście mnie bardzo intryguje jest wypust z Zawiercia. Tamtejszy browar nie rozpieszcza nas ostatnio nowościami, a szkoda, bo warzą tam dobre, a nawet bardzo dobre piwa. Cieszy mnie zatem fakt, iż w końcu Browar na Jurze obudził się ze snu zimowego, serwując nam iście świąteczne piwo z dodatkiem miodu gryczanego, kakao i chili!
Trochę dziwne, że nie ma tu przypraw typowo korzennych z cynamonem, imbirem i goździkami na czele, no ale kredyt zaufania mam u nich duży, więc do palpitacji serca mi daleko. W sumie sztampowość jest przecież nudna.

Trzeba przyznać, że piwo posiada bardzo ładną i nowoczesną, złoconą etykietę, idealnie pasującą do okoliczności, zawierającą sporo informacji, w tym pełny skład. Niestety to wszystko jest trochę chaotycznie popisane i może nam się nieźle zakręcić w głowie, zanim wszystko zdołamy wyczytać. Trochę wygląda to jak choinka, (do tego ta zawieszka), ale prawdopodobnie to celowy zabieg.
Jurajskie Świąteczne to ciemno brunatne piwo, ozdobione średniej wielkości, beżową pianą, zbudowaną w większości z drobnych pęcherzy. W nieznacznym stopniu brudzi ona szkło, opada jednak dość szybko i niepostrzeżenie.
Aromat jest... urzekający i zadziwiający jak na piwo. Świeża i czysta nuta rozpuszczalnego kakao jest bardzo silna, chwilami przypomina gorącą czekoladę, taką z automatu na dworu PKP. Dalej mamy subtelne akcenty opiekanych słodów oraz kawę zbożową i odrobinę karmelu. Miodu natomiast to ja tu nie czuję. Naturalność czekolady i kakao jest wprost powalająca. Podoba mi się ten zapach, w końcu coś nowego i niespotykanego zapukało do mego podniebienia.

środa, 18 grudnia 2013

LWÓWEK PORTER 18°


ALK.8,5%. Od niedawna fani polskich mocarzy, czyli porterów bałtyckich mają do dyspozycji kolejne piwo. Nowość z Lwówka to waga lekka baltic porter, zawiera tylko 18,1% ekstraktu.
Rzeczywistość jest jednak nieco myląca, ponieważ jak donosi nasz kochany fejsbuk, jest to to samo piwo, co Porter 18° z Browaru Ciechan. Mówiąc ściślej postanowiono przenieść produkcję lżejszego porteru z Ciechanowa do Lwówka Śląskiego (w Ciechanowie nadal zostaje wersja 22° Plato).
W ten oto sposób mamy na rynku starego nowego portera. Mimo użycia tej samej receptury, inny sprzęt warzelniczy i woda z innego źródła nie powinny być bez znaczenia jeśli chodzi o smak tego specjału. Tak więc na identyczność tego piwa z ww. porterem z Ciechanowa bym nie liczył. 


Po przelaniu do pokala ujrzałem bardzo ciemną, niemal czarną ciecz, zwaną piwem. Mimo nalewania jak wodospad beżowa piana jest niska i skąpa. Składa się z drobnych pęcherzyków i opada w przeciętnym tempie. Nie dziwi mnie to jednak, wszak nie od dziś wiadomo, że duża zawartość alkoholu to nie najlepsze warunki do bujnej i długotrwałej piany.
Cieszy mnie fakt odpowiedniego wysycenie tego specjału. Ilość dwutlenku węgla jest jak najbardziej na miejscu, nie za dużo, nie za mało.
W zapachu piwo daje nam możliwość obcowania z suszonymi owocami (śliwki, rodzynki), otoczonymi przez słodkie czekoladowe klimaty, lekko palone słody oraz niewielkie kawowe muśnięcie. Czuć też nieco drażniący alkohol, który mógłby być zdecydowanie lepiej ukryty.

niedziela, 15 grudnia 2013

BOJAN TOPOREK


ALK.6%. Trzecim piwem z reaktywowanego w tym roku Browaru Bojanowo jest klasyczny jasny lager. Jedynym jego wyróżnikiem jest brak filtracji i jeden chmiel zza oceanu – Cascade, ale bez obaw, jest też polska Marynka oraz Lubelski.
Cieszy mnie fakt wypuszczenia już drugiego piwa dolnej fermentacji, a nie tylko te nowofalowe IPA, a to w wersji imperialnej lub ciemnej, a to w amerykańskiej lub saison i Bóg jeden wie w jakiej jeszcze. Raz na jakiś czas mogę zwilżyć zęby amerykańskimi chmielami i dać moim kubkom smakowym niezły wycisk, ale wiadomo, że co za dużo to nie zdrowo.
Co ciekawe, piwo jest dedykowane polskim strażakom, co widać po barwach etykiety i nazwie.... Toporek. No cóż, przyznam że szczyt ekstrawagancji to to nie jest. Do piwa średnio to pasuje, ale zostawmy to. 

Po przelaniu wszystko wygląda bardzo obiecująco. Piwo jest wyraźnie mętne, ciemnozłote. Piana jest biała, wysoka, dość gęsta i trwała, drobno ziarnista, pozostawia obfite zacieki na szkle.
Nasycenie dwutlenkiem węgla nie jest wysokie, powiem więcej – jest co najwyżej średnie, co poniekąd ujemnie rzutuje na rześkość Toporka.
W zapachu dominuje silna słodowość, taka lekko przycieżkawa i lekko miodowa słodowość. Dalej mamy niewielkie muśnięcie chmielowe, odrobinę karmelu, alkoholu i cytrusów, które jednak są mało wyraźne. Mam nieodparte wrażenie, że czuję tu także nieznaczną maślaność, czyżby diacetyl?

piątek, 13 grudnia 2013

GRAND PRIX


ALK.5,4%. Grand Champion autorstwa Czesława Dziełaka to dopiero połowa jego tegorocznego sukcesu. We wrześniu odbył się I Warszawski Konkurs Piw Domowych, w którym także wygrał zwycięzca z Żywca. Nagroda i tutaj była nie byle jaka – uwarzenie zwycięskiego piwa w Browarze Ciechan!
Tak oto w jednym roku byliśmy świadkami dwóch piwnych premier browarów komercyjnych, które uwarzyły piwo na podstawie receptury jednego człowieka, piwowara domowego. W Warszawie zwycięskim piwem okazało się American India Pale Ale. Jest to styl bardzo zbliżony do Imperial India Pale Ale z Żywca, który jest bardziej tęgi i mocniejszy.


Grand Prix prezentuje się niebagatelnie – wysoka, obfita, biała piana, drobno i średnio pęcherzykowa, wspaniale osadza się na szkle, dość długo się utrzymuje. Do ideału niewiele jej brakuje.
Piwo nosi ładny, bursztynowo-pomarańczowy kolorek i jest wyraźnie opalizujące. Wysycenie jest średnie, nie szczypie, nie gryzie i nie przeszkadza w odbiorze. Dla mnie w sam raz.
A jak to pachnie! Mhmm... poezja. Świeżutkie owoce tropikalne z mango, papają i liczi na czele, odrobina żywicznych klimatów, rześkie cytrusy oraz chmielowe akcenty o nieco sosnowym charakterze. Normalnie mistrzostwo świata! Jestem oczarowany.

środa, 11 grudnia 2013

ORKISZOWE Z MIODEM


ALK.5,1%. Mam wielki sentyment do tego piwa. Pierwszy raz piłem je jakieś trzy lata temu, właśnie w owym czasie zacząłem na poważnie interesować się rynkiem krajowych piw. Pamiętam doskonale, jak bardzo byłem zachwycony i podjarany Orkiszowym z Miodem. Ach, cóż to był za rarytas, 45% udziału orkiszu, niefiltrowane, do tego z miodem. Smakowało wybornie, jedno z lepszych piw, jakie wypiłem w całym 2010 roku.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło, pojawiło się dużo nowych browarów i całe mnóstwo nowych, zajebistych piw na rynku. Moje gusta też po części się zmieniły. Jak więc wypada hicior po latach?


Jasno złote piwo nalało mi się z obfitą czapą białej piany. Ma ona drobno ziarnistą strukturę, jest dość gęsta i zwarta, pięknie „zdobi szkło”, opada dość wolno i spokojnie. Piana naprawdę jest pocieszna i wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
Nasycenie jest stonowane, co najwyżej reprezentuje średni poziom, ale najważniejsze jest to, że znakomicie pasuje do charakteru tego specjału.
Zapach emanuje całkiem niezłą świeżością. Miodu jest tutaj co niemiara, z tyłu chowają się nuty słodowe i typowo pszeniczne (orkiszowe). W tle niewielkie niuanse chlebowe, okraszone garścią słodkich biszkoptów i lekkim muśnięciem bananowym. Całość jest bardzo jednowymiarowa i słodka.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

WOŁEK ZBOŻOWY


ALK.5,4%. Czwartą koncepcją kontraktowego Browaru Piwoteka jest Wołek Zbożowy, który został zaprezentowany światu pod koniec listopada.
Piwo zyskało rozgłos na długo przed premierą już samą nazwą – wołek zbożowy to owad żerujący na zbożach, więc do piwa, które w głównej mierze jest ze słodu, pasuje jak pięść do nosa. Swoją drogą Czarny Wdowiec, Kokolobolo i Miedziana Dziewica to również nazwy mocno pobudzające wyobraźnię.
Drugi czynnik wyróżniający Wołka to słody. Niektóre browary robią wyścig szczurów w zawartości alkoholu, inne w ilości użytych odmian chmielu, natomiast Piwoteka postanowiła zszokować piwną gawiedź ilością słodów – jest ich aż dwanaście! Taka ilość komplikuje w dużej mierze przyporządkowanie tego piwa do jakiegoś konkretnego stylu. Nawet sami autorzy tego nie zrobili, wyraźnie dając pole do popisu ‘wołkopijcom’.
Dość gadania, pora wziąć się za tego szkodnika. 


Wołek to bardzo ciemne piwo, niemal czarne, jednak pod światło przebijają dość wyraźne brunatne refleksy. Piana koloru ecru nie jest zbyt imponujących rozmiarów, ale cechuje ją niezła gęstość i drobnoziarnistość. Na szkle pozostawia obfite zacieki, opada w przeciętnym tempie.
Wysycenie reprezentuje średni, a nawet średnio wysoki poziom, jest bardzo drobne, dosyć wyraziste i lekko szczypiące.
Zapach nie zwala z nóg swoja intensywnością. Mamy tu nieco ciemnych słodów, trochę karmelu i tabliczkę słodkiej czekolady. W tle  pochowały się niuanse ciemnego chleba razowego. I w zasadzie na tym koniec.

piątek, 6 grudnia 2013

BRACKIE IMPERIAL IPA


ALK.8,5%. W końcu nadeszła długo oczekiwana chwila – 6 grudnia o godzinie 18 (przynajmniej oficjalnie) miała miejsce ogólnopolska premiera Grand Championa Festiwalu Birofilia 2013. Jak zapewne wiecie, w tym roku tytuł ten zgarnął pan Czesław Dziełak i w nagrodę uwarzył swoje piwo w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie.
Jak zwykle nie obyło się bez nieoficjalnych prapremier, które tym razem zafundowała nam sieć Tesco, ale nie o tym chciałem. Tegoroczny zwycięzca to piwo w dobrze już znanym w Polsce stylu India Pale Ale, tyle że bardziej podrasowanym, czyli Imperial IPA. Nielichy ekstrakt, nielicha moc, siedem odmian chmielu i cztery rodzaje słodu. Takie właśnie jest Brackie Imperial IPA!


Na pierwszy ogień idzie rewelacyjna etykieta, która bardzo pasuje do zawartości butelki, jest taka dojrzała, dostojna, elegancka i profesjonalna. Nie obyło się jednak bez wpadki: „piwo ciemne”? – no way panowie!
Otwieram i przelewam. Piwo jest wyraźnie mętne, ale na pewno nie jest ciemne, w zasadzie posiada jasno bursztynową barwę, względnie ciemnozłotą.
Piana cieszy oko – urosła do sporych rozmiarów, jest biała, średnio gęsta, składa się z mieszanej wielkości pęcherzy, opada w przeciętnym tempie, ale za to wspaniale oblepia szkło! Ogólnie robi niezłe wrażenie.
Nasycenie jest wyraźne, drobne i lekko szczypiące, oscyluje na dość wysokim poziomie - z pewnością jest powyżej średniej, choć do górnego levelu na szczęście mu daleko.

środa, 4 grudnia 2013

DLACZEGO KONCERNY NAS OSZUKUJĄ?


W ostatnim kilku latach z powodu jednego - z pozoru błahego i niepozornego - zjawiska moja konsternacja i zdenerwowanie powoli i systematycznie rosły. Kilka dni temu czara goryczy się w końcu przelała i natchnęła mnie do skrobnięcia niniejszego tekstu, który wyraża moją dezaprobatę.
Od razu wyjaśniam, że tytułu tego posta nie należy traktować dosłownie, browary nie mogą nas oszukiwać w dosłownym tego słowa znaczeniu (muszą przestrzegać prawa). Bardziej pasuje tu określenie, że robią nas w bambuko ;> Odkryłem jednak pewien proceder, który jest jak najbardziej legalny, ale robiony bardzo skrupulatnie i perfidnie od wielu ,wielu lat. Niekoniecznie z korzyścią dla klienta/konsumenta.

Co mnie tak wkurzyło?
Pijecie piwo koncernowe? To dobrze, bo ja też (chociaż ostatnio coraz rzadziej) i to właśnie tych piw dotyczy ten artykuł. Zauważyliście ile procent alkoholu ma teraz np. leszek? A przypomnijcie sobie ile miał kilka lat temu, albo jeszcze wcześniej, gdy był w brązowej butelce. Wiecie jaki woltaż ma obecnie Żywiec, Warka Jasne Pełne, Tyskie Gronie, czy Kasztelan? Pamiętacie czasy, gdy te piwa zawierały więcej alkoholu? No właśnie.
W czasach, gdy ja wchodziłem w wiek dorosły (ponad 10 lat temu) prawie wszystkie piwa typu ‘jasne pełne’ miały 6% alkoholu, zaś mocne przeważnie 7,8% i to był standard. Tylko nieliczne koncernowe wyroby odstawały od tej reguły. Zobaczcie teraz: Żywiec 5,6%, Warka Jasne Pełne 5,7%, Tyskie Gronie 5,5%, Kasztelan Niepasteryzowane 5,7%, Lech Premium 5%. Natomiast piwa mocne zeszły z magicznej liczby 7,8% na 7% lub jeszcze mniej. Nie wiem, czy aktualnie jest jakieś mocne piwo z „wielkiej trójcy” (KP, GŻ, CP), które przekracza obecnie 7 procent.
Wszystkie polskie koncerny bardzo powoli i systematycznie, niemalże z cierpliwością mnicha z klasztoru Shaolin obniżają zawartość alkoholu w swoich piwach! Co kilka lat z naszych rodzimych koncernowych lagerów, nieśpiesznie i niemal niezauważalnie ubywają procenty. Może dla niektórych to błahostka i pierdółka nie mająca żadnego znaczenia, bo przecież jak komuś zależy na procencie, to nadal ma do dyspozycji choćby Karpackie Super Mocne 9%. I ja to rozumiem, ale dlaczego ktoś, kto pije od dziesięciu, czy dwudziestu lat tego samego (z pozoru) Żywca, czy Lecha ma obniżony woltaż np. z 6%, do 5,5%? Czy to jest w porządku? Według mnie nie. Jeśli koncerny chcą posiadać w swojej ofercie piwo lekkie i sesyjne, to niech po prostu wprowadzą nowe piwo, które będzie oscylowało w granicach powiedzmy 4 voltów i po problemie. Takich trunków jest całe mnóstwo u naszych południowych sąsiadów.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

SŁAWOSZ


ALK.4,2%. Kilka miesięcy temu kupiłem w hipermarkecie Auchan piwo Sławosz. Producentem tego napitku okazał się - znany mi bardzo dobrze - Browar Witnica.
Dość długo to piwo leżało u mnie w szafce, nawet zastanawiałem się czy w ogóle jest sens je degustować. Sami wiecie jaką opinię ma ten producent. Z drugiej jednak strony pomyślałem sobie, czemu nie? Wypiję je choćby po to, by się nad nim trochę „poznęcać”... Już dawno przecież nie piłem żadnego trunku, które mógłbym zrugać i jechać po nim jak po mokrej szmacie. Czy Sławosz nadaje się do tej roli? 


Piwo jest średnio wysycone CO2, nosi klasyczny, złocisty odcień i jest w pełni klarowne. Piana jest niska, skąpa, grubo ziarnista, posiada biały kolor, szybko się dziurawi i równie szybko opada. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma się nad czym rozwodzić.
Zapach nie należy do najprzyjemniejszych – DMS daje się we znaki zaraz po przelaniu do kufla. Dalej mamy lekką nutę trawiastego chmielu, odrobinę kwasku i garść słodowych niuansów. W tle minimalna metaliczność potwierdzona testem skórnym. Ogólnie niezły syf.

piątek, 29 listopada 2013

HERA


ALK.4%. W drugiej połowie sierpnia na rynku zadebiutował kontraktowy Browar Olimp ze słynnym już, wadliwym piwem Prometeusz. Bardzo długo musieliśmy czekać na kolejny wypust z Olimpu, ale w końcu się doczekaliśmy. Od niedawna piwosze mają do dyspozycji Herę – stouta uwarzonego wyłącznie na polskim chmielu Sybilla! Gwoli ścisłości piwo zawiera w składzie laktozę i ziarna palonej kawy arabskiej, więc tak naprawdę mamy tu do czynienia z coffee milk stoutem.
Jak łatwo zauważyć motywem przewodnim tego projektu jest mitologia grecka. Wszystkie nazwy to jacyś bogowie lub inni herosi znani z literatury: Prometeusz, Hera, Afrodyta, Hermes (ich kolejne piwa, które pojawią się w grudniu).
Jak zatem wypada Hera na tle starszego brata Prometeusza? Oczywiście w mitologii nie byli rodzeństwem ;>

Otwieram i przelewam, leję w sam środek sniftera, a mimo to piana jest niewysoka, rzadka, mieszano ziarnista. Posiada ładny beżowy odcień, szybko znika z powierzchni piwa i tylko nieznacznie oblepia ścianki. Słabiutko to wygląda.
Trunek nadrabia trochę barwą, która jest nieprzejrzyście czarna, jak na stouta przystało. Wysycenie dwutlenkiem węgla jest na bardzo niskim poziomie, niby takie powinno być przy tym stylu, ale jestem pewien, że jakby bąbelków było trochę więcej, to świat by się nie zawalił, a nawet byłby piękniejszy ;p
Zapach jest delikatny i subtelny niczym dotyk jedwabiu w dłoniach. Piwo posiada cechy łagodnej kawy z mlekiem (laktoza), doprawionej lekko palonym słodem i słodkimi pralinkami. Już na tym etapie czuć laktozową słodycz, natomiast paloność jest tutaj niezbyt silnym akcentem.

środa, 27 listopada 2013

ŻYTORILLO


ALK.5,3%. Drugim piwem żytnim, które pojawiło się równocześnie z Apetytem na Życie jest ŻytoRillo. W odróżnieniu jednak od klasycznego roggenbiera, ŻytoRillo jest autorską propozycją Pinty „na nowe czasy”. Co tak naprawdę kryje się za tymi tajemniczymi wskazówkami? W zasadzie jest to Black IPA z dużym dodatkiem słodu żytniego, a wszystko to zostało nachmielone jedną odmianą chmielu Amarillo. Jaki kraj jest kolebką Amarillo chyba nie muszę wyjaśniać? 


Widać w dupach się już nieźle poprzewracało piwnym maniakom i innym beer geekom, skoro browary, aby ich zadowolić, muszą konstruować przeróżne wynalazki i hybrydy, których nie powstydziła by się sama Mary Shelley – autorka słynnej powieści „Frankenstein”. Obecnie IPA, AIPA, IIPA, a ostatnio także PIPA, to już nic nie wnoszące, niemalże codzienne piwa dla wielu poszukiwaczy ekstremalnych piwnych doznań. Black IPA również powoli i systematycznie powszechnieje i nie wywołuje już takich emocji jak kiedyś. Natomiast Black Rye IPA to nowość, dotychczas nikomu nie znana, która na samą myśl powoduje gęsią skórkę u ww. osób, do których ja również siebie zaliczam. Rzecz jasna stanowią oni bardzo maciupeńki wycinek całej rzeszy piwoszy, a całe te rozważania dotyczą niszowej sfery polskiego rynku piwnego.
No to teraz już mogę przejść do oceny samego piwa. 
Piwo ma ciemno brunatny, niemal czarny odcień. Generuje ogromne ilości kremowej piany, która jest zbita i gęsta jak bita śmietana. Składa się ona ze średniej wielkości pęcherzy i opada naprawdę w zaskakująco żółwim tempie, a nawet ślimaczym bym powiedział. Na ściankach można podziwiać grubą zasłonę przedziwnym wzorów, zbudowanych z resztek tej wspaniałej i trwałej piany. No normalnie mistrzostwo świata!

poniedziałek, 25 listopada 2013

BROWN FOOT


ALK.6,2%. W poprzedni weekend 16 listopada świętowaliśmy trzy, czy nawet cztery piwne premiery. Jedną z nich uraczył nas AleBrowar, który to tym razem zdecydował się na India Brown Ale. Żeby wszystko było zgodne z duchem craft, nie zrezygnowano oczywiście z dużej ilości amerykańskich chmieli. Deklarowane 80 IBU ma dostarczyć konsumentowi oczekiwaną (czy aby na pewno?), końską dawkę powalającej, chmielowej goryczki.
Ogólnie rzecz ujmując Brown Foot jest stylizowane na indiańską modłę, na premierze nie zabrakło indiańskich peruk z piórami na czele. Etykieta natomiast podtrzymuje dotychczasowy styl AleBrowaru, tym razem przedstawia tytułową Brązową Stopę, która nie wygląda jednak na typową, sympatyczną indiankę znaną z filmów o dzikim zachodzie. 


Piwo ma ciemno brązowy kolor, patrząc pod światło nie sposób nie zauważyć pięknych rubinowych refleksów. Obfita, bardzo gęsta i zbita piana o kolorze ecru, utrzymuje się dość długo przy życiu. Zbudowana jest z milionów malutkich pęcherzyków, dzięki czemu jej pozostałości obficie kleją się do ścianek szklanki. Wygląd pierwsza klasa, a co z zapachem?
Brązowa Stopa pachnie bardzo intensywnie. Mamy tu żywicę, iglaki oraz inne leśne akcenty. Na drugim końcu kija występują natomiast przyjemne owoce (mango, grejpfrut, cytrusy), sporo chmielu i swoista kwiatowość. W tle majaczy niezbyt silna słodowa baza. Niuanse karmelowe, czekoladowe oraz palone na granicy wyczuwalności.

sobota, 23 listopada 2013

URSA DOBRA KARMA


ALK.4%. Bieszczadzka Wytwórnia Piwa nie spuszcza z tonu. Niedawno w sklepach pojawiło się kolejne, piąte już piwo – Dobra Karma, uwarzone pod czujnym okiem Agnieszki Łopaty.  Natomiast dwa dni temu zapowiedziano już następne – Bombina Blues! Osobiście nie jestem wielkim zwolennikiem wypuszczania przez browary piw z częstotliwością karabinu maszynowego, ale widocznie w Ursa Maior myślą inaczej. Najważniejsze jednak, że jak na razie wszystkie piwa reprezentują bardzo wysoki poziom (no może z wyjątkiem Megalomana).
Dzisiejszy mój bohater na szczęście nie jest kolejnym witem-sritem, czy innym AIPA. Jest to stary i poczciwy dunkel weizen, czyli ciemna pszenica, którą moje kubki smakowe już dawno sobie bardzo upodobały ;> 

Dobra Karma to brązowo-miedziane piwo, przykryte kremową i bardzo obfitą pianą zbudowaną ze średniej wielkości pęcherzy. Niestety piana, mimo swych pokaźnych rozmiarów szybko opada, tylko nieznacznie naznaczając swoją obecność na ściankach szklanki. Cóż, widocznie nie można mieć wszystkiego.
Nasycenie CO2 jest dosyć wysokie i przyjemnie łechce podniebienie. Podoba mi się.
Zapach jest bardzo urokliwy – rześkość cytrusów znakomicie potrafi się przebić przez zaporę słodkich bananów i wyraźnej pszenicznej słodowości o nieco opiekanym zabarwieniu. W tle grasuje sobie nieposkromiony karmel, drożdże oraz nutki chleba razowego ze słonecznikiem. Takie cuś to ja se mogę wąchać godzinami.... :D

czwartek, 21 listopada 2013

APETYT NA ŻYCIE


ALK.5%. Browar Pinta w obecnym roku niezbyt często raczy nas nowościami, ale w końcu po długich oczekiwaniach i jak zwykle szumnych zapowiedziach pojawiły dwa nowe piwa (obydwa żytnie!).
Jednym z nich jest klasyczny niemiecki roggenbier, czyli piwo warzone z dość dużym udziałem słodu żytniego, a także słodu pilzneńskiego, wiedeńskiego, karmelowego i palonego. Rzadki to styl nawet w samych Niemczech, skąd pochodzi. W Polsce to bodajże dopiero drugie takie piwo, po Żytnim z Konstancina.
Strefa wizualna etykiet Pinty jak zawsze na wysokim poziomie, bardzo mi się podoba, ale sama nazwa jest dość... dziwna. Rozumiem dwuznaczność zdania i pomysłowość, ale Apetyt na Życie, bardziej pasuje mi do tytułu brazylijskiej telenoweli, aniżeli do piwa. Nie wiem, być może tylko ja mam takie chore skojarzenia. 


Otwieram i przelewam, piwo nosi rdzawo-brązowy kolor i jest mętne jak woda w kałuży. Na jego powierzchni góruje biała, średnio obfita piana zbudowana z drobnych pęcherzy. W niewielkim stopniu brudzi szkło, opada dość szybko do niewielkiego kożuszka.
Wysycenie dwutlenkiem węgla oscyluje na średnio wysokim poziomie, jest wyraźne, ale nie przeszkadza w odbiorze.
W zapachu w delikatny sposób jest zaznaczona przewaga cytrusów i słodkich bananów nad przyjemną słodowością o zbożowym (żytnim?) charakterze. W tle niewielkie echa nut chlebowych, drożdże oraz przyprawy z goździkiem na czele. Pachnie niemal identycznie jak weizen, tylko tu jest więcej zbożowo-chlebowych akcentów, a mniej owoców.

wtorek, 19 listopada 2013

IDZIE ZIMA, ZMIEŃ KALIBER


Na świecie istnieje bardzo dużo rodzajów piwa, ile dokładnie ich jest, tego nie wiedzą nawet najstarsi górale, ale myślę, że ponad pół setki. Niebagatelną zaletą piwa jest to, że można je pić przy najróżniejszych okazjach: spotkanie z kumplem, grill z rodziną, mecz lub jakieś MMA, kulig zimowy, urodziny, imieniny, po męczącej pracy, w gorące lato na plaży, na dyskotece, na przeziębienie (grzaniec), albo „żeby zapomnieć” lub jak kto woli „na hejnał” pod sklepem... Tak, czy siak nie ulega wątpliwości, że piwo jest naszym kompanem w codziennym życiu, a dzięki jego różnorodności jest w czym przebierać.

Coraz więcej ludzi w Polsce dostrzega ten różnobarwny świat piwa. Od kilku lat na rynku możemy zaobserwować coraz więcej pozycji, nie będących tylko zwykłym jasnym lagerem, którego piliśmy przez całe dekady i jeszcze się nim zachwycaliśmy! Obecnie powstaje coraz więcej małych, rzemieślniczych browarów oferujących style dotąd nieznane przeciętnemu Kowalskiemu. Mnie jako piwosza & piwnego maniaka bardzo cieszy taki stan rzeczy, jednak zdaję sobie sprawę, że kultura picia piwa w naszym kraju nadal jest na dość niskim poziomie. Więc jako bloger, czuję się współodpowiedzialny za piwną edukację polskiego społeczeństwa i  pragnę nieść piwny kaganek oświaty od morza, aż do Tatr (czy jakoś tak ;P).

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, za oknami mamy teraz jesień, ale już za niewiele ponad miesiąc przyjdzie zima (przynajmniej ta kalendarzowa) i znowu zaskoczy drogowców... Jakie więc piwo najlepiej smakuje, gdy za oknami śniegu do pasa, a od trzaskającego mrozu można sobie połamać jedynki? Nie będę z tego robił jakiejś tajemnicy poliszynela, więc powiem prosto z mostu – w zimę najlepiej pić piwa o wysokiej zawartości alkoholu, bo wiadomo że alkohol grzeje. „Taa.... Karpackie Super Mocne i Śląskie Mocne to ja piję przez cały rok” – powiecie. Tym bardziej powinniście przeczytać ten tekst do końca. Poza mocą bowiem liczy się również esktraktywność i spora treściwość. Wiem jednak, że wśród Was są także piwni wyjadacze, którzy o piwie wiedzą niemal wszystko, zatem jeśli przynajmniej trzy z poniższych punktów Ciebie dotyczą, to możesz po ich przeczytaniu natychmiast kliknąć krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu:
a)      pijesz co najmniej trzy razy w miesiącu piwo inne niż ‘jasne pełne’ z koncernu
b)      znasz różnicę między piwami górnej i dolnej fermentacji
c)      wiesz co to Pinta i AleBrowar
d)      prowadzisz bloga piwnego i jesteś w miarę ogarnięty
e)      jesteś piwowarem domowym
f)        wiesz kiedy w tym roku był Międzynarodowy Dzień Stoutu
g)      potrafisz wymienić przynajmniej trzy polskie Portery Bałtyckie
h)      jesteś wiernym widzem Tomasza Kopyry
i)        wiesz co to jest ekstrakt w piwie
j)        bez zająknięcia wymienisz wszystkie dotychczasowe piwa z serii Książęce
k)      piłeś kiedykolwiek RISa, AIPA, Barley Wine, Lambic lub Abbey Ale
l)        w jednym paluszku masz podział koźlaków (nie chodzi o grzyby)


niedziela, 17 listopada 2013

BRACKIE MASTNE


ALK.5,8%. Grupa Żywiec zyskała spore uznanie wśród ‘bardziej rozgarniętych piwoszy’, głównie dzięki dwóm piwom, a są to: Żywiec i Warka. No dobra, żartowałem ;p
Chodziło mi o Żywiec Porter oraz Brackie Mastne. Obydwa pochodzą z browaru w Cieszynie, który na obecne czasy można nazwać skansenem polskiego piwowarstwa.
Brackie Mastne pierwszy raz ujrzało światło dzienne z okazji 1200-lecia miasta Cieszyna w 2010 roku. Wówczas uwarzenie piwa metodą górnej fermentacji i to przez koncern, było nie lada wydarzeniem. Piwo szybko zyskało uznanie koneserów piwa oraz nielicznych wtedy blogerów. Nawet sam Kopyr określił go wtedy jako „najlepsze polskie butelkowe ale”(piwo górnej fermentacji). Niestety wszystko co fajne szybko się kończy – piwo szybko zniknęło z rynku. Widocznie garstka zapaleńców, nielicznych koneserów, piwnych geeków i kilku blogerów to za mało, by utrzymać produkt przy życiu. Rynek nie był jeszcze gotowy na takie eksperymenty. 

Sensacyjnie Brackie Mastne powróciło! W sumie to już powróciło po raz drugi. Jego druga reaktywacja miała miejsce na tegorocznej Brackiej Jesieni w pierwszy weekend września. Opinie są różne - pozytywne, negatywne, czasem też neutralne. Dla mnie to pierwszy kontakt z tym piwem, więc w końcu dam upust mojemu zaciekawieniu. Skoczę tylko po szkło i aparat....
Ciemno bursztynowy trunek nalewa się z umiarkowanie wysoką, dość gęstą, białą pianą. Cechuje ją drobno ziarnistość oraz przeciętny czas egzystencji. Aczkolwiek przyznam, że niewielki kożuszek, który pozostał dzielnie walczy i utrzymuje się bardzo długo przy życiu.
Piwo zostało optymalnie nagazowane, wysycenie jest wyraźne, drobne i perliste, lecz na szczęście nie przesadzone.

piątek, 15 listopada 2013

KSIĄŻĘCE BURGUNDOWE TRZY SŁODY


ALK.5,6%. W ubiegłym roku lider krajowego rynku piwnego zaanonsował na zimę piwo korzenne, które względnie można by nawet nazwać grzańcem. Nie ukrywam, że Korzenne Aromatyczne było nawet dobrym wypustem. Niestety tego piwa już nie ma, a w jego miejsce pojawiło się całkiem niedawno Książęce Burgundowe Trzy Słody.
Piwa nie musiałem kupować, bo wczoraj pod moim domem zjawił się kurier z przesyłką od producenta, zawierającą tytułowe piwo + firmowe szkło, wszystko jak zawsze w bardzo eleganckim opakowaniu. Dziękuję Marleno & Łukaszu.
Pomijając dość przydługawą nazwę, jest to zwykły lager z dodatkiem ciemnych słodów oraz suszonych owoców dzikiej róży. Jeśli dołożymy do tego stosunkowo niską zawartość alkoholu, to tym bardziej nie brzmi to jak piwo na jesienno-zimowy okres. Nie chciałbym jednak dzielić skóry na niedźwiedziu, więc tradycyjnie wstrzymam się z oceną do końca degustacji. 



Nowy Książę faktycznie posiada klarowny burgundowy odcień, chociaż ja bardziej nazwałbym go rubinowym. Generuje odpowiedniej wysokości, gęstą, kremową pianę, złożoną z drobnych pęcherzyków. Jej pozostałości można podziwiać na ściankach szklanki. Tempo opadania jest raczej średnie. Reasumując wrażenia wizualne są na wysokim poziomie, w tym aspekcie postarali się.
Mam natomiast małe zastrzeżenia, co do wysycenia, które jak na piwo zimowe jest moim zdaniem zbyt wysokie, drobne i wyraźnie szczypiące. Jeśli byłby to trunek na lato, to jeszcze mógłbym przymknąć oko, ale w zimę nie potrzebne są mi takie wrażenia.
Teraz pora na najciekawsze. Zapach jest wyraźny i zdecydowany, mocno karmelowy, mocno słodowy z nutami lekko opiekanych słodów. W tle przyjemne aromaty chleba razowego oraz delikatnych suszonych owoców. Dzikiej róży jako takiej, to ja tu nie wyczułem.

środa, 13 listopada 2013

RACIBORSKIE ZIELONE


ALK.4,8%. Po Lubuskim Zielonym obiecałem sobie, że już nigdy, przenigdy nie wezmę do ust piwa o zielonym kolorze. De facto trunek ten do tej pory dzierży niechlubną opinię najniżej ocenionego piwa na tym blogu i z pewnością jest to najohydniejsza ciecz jaką do tej pory miałem w ustach. Piwo smakowało gorzej niż najgorsza wóda, najgorsze tanie wino i gorzej niż te wszystkie niedobre lekarstwa, wciskane nam na siłę w dzieciństwie przez nasze kochane mamy.
Jednak jak to mawiają, do odważnych świat należy. Trauma już mi trochę przeszła, więc nabrałem nieco śmiałości do spróbowania kolejnego zielonego dziwactwa, tym razem z Raciborza. 


Dzisiejszy zielony potworek jest lekko mętny, a sama zieleń nieco mdła i wyblakła. Piana jest na szczęście już białego koloru, drobno ziarnista, lecz niewysoka i po kilku minutach redukuje się do milimetrowej warstewki, w minimalnym stopniu osadzając się na szkle.
Piwo pachnie słabo, ale w miarę naturalnie. Mamy tu wyraźną przewagę jasnego słodu nad lekkimi akcentami chlebowymi i ulotnym chmielem. O dziwo zielony barwnik nie jest wyczuwalny.

niedziela, 10 listopada 2013

PIWO SEZONOWE - ŚWIĄTECZNE


ALK.7%. Carlsberg Polska kontynuuje swoje dzieło, stworzone z myślą o bardziej zorientowanych konsumentach. Trzecim trunkiem z prestiżowej serii Sezonowe jest piwo Świąteczne „o zdecydowanym smaku korzennym”. Jak twierdzi sam producent "piwo Świąteczne to unikalne połączenie piwa ciemnego typu porter z piwem jasnym”. Zaraz, zaraz, a czy przypadkiem taki miks nie powinien być określany jako piwo rżnięte lub jak to mawiają nasi południowi sąsiedzi - řezané?
Na etykiecie natomiast widnieje opis, że jest to piwo „ciemne pełne aromatyczne”, co też mi trochę tu nie pasuje. Wg polskiej nomenklatury piwa powyżej 6,2% obj. to piwa mocne, a poniżej tej wartości to piwa pełne. Najwidoczniej jednak włodarze Browaru Okocim mają gdzieś polskie normy, a prawidłowe oznakowanie swoich wyrobów nie jest dla nich ważną kwestią. No, cóż.....


Świąteczne po przelaniu pokryło się średnio wysoką pianą w szarym kolorze. Składa się ona z przeciętnej wielkości pęcherzy, opada w szybkim tempie i praktycznie w ogóle nie brudzi szkła. Co za koncernowa klasyka.
Piwo jest optymalnie wysycone, ma ładną, rubinowo-burgundową barwę i jest klarowne.
Teraz będzie się działo. Wącham i.....czuję lekką nutę korzenną w postaci cynamonu, imbiru oraz szczypty goździka i kardamonu. Za nimi podążają echa ciemnych, ale nie palonych słodów, a także subtelne nuty owocowe. W tle pobrzmiewa również dość wyraźny alkohol.

piątek, 8 listopada 2013

INTERNATIONAL STOUT DAY


Dzisiaj 8 listopada na całym świecie obchodzi się International Stout Day, a przynajmniej powinno się go obchodzić. Pewnie dla większości czytelników (zwłaszcza tych niezbyt interesujących się piwem) brzmi to jak czarna magia, ale to prawda – piwo stout ma dzisiaj swoje święto! Całe to zamieszanie to tak naprawdę dość świeża sprawa, gdyż w Polsce „czcimy” ten styl dopiero drugi raz,  a na świecie trzeci. Więc nie panikujcie, że nigdy o takim święcie nie słyszeliście – jesteście w zdecydowanej większości.
Jak w naszym kraju obchodzi się Międzynarodowy Dzień Stoutu? Generalnie idea jest taka, żeby w tym dniu napić się jakiegoś piwa w tym stylu, no dobra.... możesz napić się nawet kilku. Wiele knajp w dużych miastach (tych mających w swojej ofercie coś więcej niż koncernowe sikacze) w tym dniu oferuje rozszerzone menu stoutów, często okraszone specjalnymi promocjami.
W mojej okolicy mogę polecić bar Piwiarnia w Częstochowie przy al.N.M.P. 31. Dzisiaj z kranu możecie się tam napić: Jurajskie Stout Czekoladowy z Zawiercia, Dobry Wieczór z Pinty oraz CENT US z Pracowni Piwa. Do tego pewnie jeszcze mają kilka pozycji w butelce. Jeśli nie macie pod ręką dobrego pubu z dobrym piwem, to proponuję zakup jakiegoś butelkowego stoutu w markecie lub sklepie specjalistycznym. Myślę, że obok wielu krajowych przedstawicieli stylu, bez problemu można dostać Guinnessa Extra Stout, Guinness Draught (z widgetem w puszce), Murphy’s Irish Stout, czy Kilkenny Irish Beer.
Teraz już wiecie co, gdzie i jak, więc po stouty marsz! ;p


Musicie także wiedzieć, że stout to nie jest jeden rodzaj piwa, a tak naprawdę cała rodzina. Łączy ich górna fermentacja, ciemna, przeważnie czarna barwa, obecność prażonego słodu jęczmiennego, wyraźna palona goryczka, nuty kawy lub/i ciemnej czekolady oraz inne akcenty w zależności od rodzaju stoutu.
Dry Stout to chyba najpopularniejsza wersja tego piwa, która wyewoluowała wprost z porteru. Cechuje go zupełnie czarna barwa, wytrawność, lekki kwasek, wysoka goryczka od chmielu i jak palonego ziarna oraz niska do średniej treściwość.
Extra Foreign Stout to nieco mocniejsza wersja tego pierwszego, warzona z większym udziałem słodu i chmielu, co skutkuje jeszcze większą goryczką. Obecna jest tutaj wyraźna kwaskowatość i karmel. Treściwość większa niż w dry stoucie.
Imperial Russian Stout to prawdziwy mocarz w tej rodzinie. Treściwe, bardzo mocno chmielone i mocno alkoholowe piwo o iście mocnej goryczce z elementami mocnej kawy i czekolady. Znajdziemy w nim także suszone owoce oraz dużo palonego słodu. Mówi się, że jest to pierwowzór porteru bałtyckiego.
Oatmeal stout, czyli stout owsiany. Warzony z dodatkiem płatków owsianych lub/i owsa,  słabo chmielony, nieco słodkawy, oleisty i gładki w smaku. Goryczka niska, obecne nuty karmelowe i orzechowe.
Milk (Sweet) Stout, czyli stout mleczny. Wersja dosładzana laktozą, słabo chmielona, łagodna i słodkawa w smaku, o słabej goryczce i gęstszej konsystencji. Stworzyli go chyba specjalnie dla płci pięknej.
American Stout – stout warzony z udziałem nowofalowych amerykańskich chmieli. Jest to stosunkowo nowa, wymyślona przez jankeskich rzemieślników odmiana tego stylu. Stanowi ciekawe połączenie owoców tropikalnych, żywicy, lasu z gorzkim palonym słodem i kawą. Piwo bardzo mocno chmielone i gorzkie.
Oyster Stout (stout osrtygowy). Piwo dawniej warzone z udziałem ekstraktu z ostryg, obecnie zdecydowana większość (choć nie wszystkie) browarów nadużywa tej nazwy, sugerując tylko, że taki stout pasuje do dań na bazie tych małży.
Są jeszcze stouty czekoladowe, coffee stouty i inne wynalazki i hybrydy tych kilku podstawowych rodzajów stoutu, ale dam sobie z nimi spokój. 



Mam nadzieję, że dzięki polskim blogerom piwnym, modnym pubom i naszemu kochanemu fejsowi Międzynarodowy Dzień Stoutu będzie coraz bardziej rozpoznawalnym dniem w kalendarzu polskiego piwosza i będziemy go corocznie świętować przy szklaneczce dobrego i zacnego stoutu.

czwartek, 7 listopada 2013

KUJAWIAK NIEPASTERYZOWANE


ALK.4,7%. Po tych wszystkich ipach, sripach i innych wynalazkach, postanowiłem napić się zwykłego, prostego i nieskomplikowanego ‘jasnego pełnego’, by przepłukać trochę gardło po tych jankeskich chmielach i nieco skalibrować zapracowane kubki smakowe. A żeby było ciekawiej, to wybór padł na niepasteryzowane „cudeńko” z koncernu! ;p Szaleństwo prawda?
Kujawiaka już opisywałem na blogu, ale to nie jest to samo piwo i nie chodzi mi tu tylko o brak pasteryzacji. Dzisiejszy bohater to stosunkowo nowy twór z Browaru Warka, swoją drogą wizualnie bardzo podobny do konkurencyjnego Kasztelana Niepasteryzowanego. Czy takie podobieństwo można uznać za przypadek? 

 Biorę szklankę i przelewam. Piwo ma jasno złoty odcień, jest idealnie klarowne i posiada tzw. iskrę. Biała, niezbyt okazała i średnio pęcherzykowa piana z głośnym sykiem opada do zera w przeciągu 2-3 minut (skąd ja to znam?). Nie ma tu oczywiście mowy o oblepianiu szkła czy cuś. Szklanka od wewnątrz jest czysta jak łza!
Wysycenie jak na koncerniaka przystało, jest wysokie, grube, szorstkie i lekko szczypiące, ale tragedii nie ma. Piłem piwa jeszcze bardziej „gryzące” dwutlenkiem węgla. 


Tuż po nalaniu czułem przyjemną słodowość, jednak po 10 minutach muszę się nieźle nawąchać, żeby ponownie ją odnaleźć. Oprócz słodu jest tu także odrobinę niuansów chlebowych z niewielką domieszką słodkawych biszkoptów i DMSu. W tle majaczą jakieś kwaskowe nuty. Nawet rześki to zapach, lecz gotowane warzywka nieco psują ten efekt.

wtorek, 5 listopada 2013

URSA MEGALOMAN


ALK.6,2%. Najnowsze piwo z Ursa Maior to Megaloman. Nazwa odnosi się podobno do dudka, widniejącego na etykiecie, że niby dudek to taki megaloman wśród ptaków. Nijak mi to nie pasuje do piwa, ale pewnie się nie znam.
Jest to kolejne piwo, reprezentujące tak popularny ostatnio styl American India Pale Ale (AIPA). Nie mówię, że nie lubię tego stylu. Nie mówię, że nie lubię chmieli zza oceanu, ale dlaczego do jasnej ciasnej jakieś 60-70% nowości z nowych polskich browarów kontraktowych, rzemieślniczych musi być warzone na „amerykańcach”?! Ja wiem, że to moda, że to swego rodzaju novum na rynku, że Polacy chcą czuć prawdziwą goryczkę, bla, bla, bla... Wszystko jednak ma swoje granice, mi już powoli nudzą się te amerykańskie chmiele, pakowane gdzie tylko się da i ile się da. Jeszcze nimi nie rzygam, ale zaczyna mi się po prostu już nimi odbijać. To już nie można zrobić dobrego piwa bez użycia american hops? Myślicie, że nikt nie będzie pił porządnego dry stouta, weizena, pilsa, koźlaka podwójnego, marcowego, czy naszego ‘skarbu narodowego’ porteru bałtyckiego? Ja na pewno będę. 


Megaloman dysponuje białą, średnio obfitą i drobno ziarnistą pianą, która zostawia niewielkie, acz wyraźne osady na ściankach pokala. Jej redukcja do niewielkiej obwódki następuje już po kilku minutach. Tak więc jest nieźle, ale mogłoby być lepiej.
Piwo posiada łagodny odcień bursztynu, względnie jasnej herbaty. Jest w miarę klarowne i dość oszczędnie potraktowane dwutlenkiem węgla.
Zapach nie zwala z nóg swoją intensywnością i stanowi kolaż łagodnych cytrusów, ulotnych niuansów świeżego chmielu oraz przyjemnej słodowości. W tle majaczy stonowana nuta mango, brzoskwini i ananasa. Nie ma tu żadnych cech leśnych, żywicy, itp.

niedziela, 3 listopada 2013

KEJTER


ALK.6%. Z tym piwem wiąże się dziwna historia. Kejter to piwo w stylu American Amber Ale, a jego oficjalna premiera odbyła się 5 października. Prapremierę miał gdzieś w okolicach 4-6 września, kiedy to kilka lokali dostało po beczce, a praprapremierę 23 sierpnia na Chmielakach Krasnostawskich, gdzie mówiono, że jest to AIPA! Finalnie jak widać z AIPA wyszły nici i mamy amber ejla na amerykańskich chmielach.
Aha, Kejter w gwarze poznańskiej to pies. Browar SzałPiw generalnie wszystkie swoje piwa nazywa bardzo odjechanie (dla kogoś kto nie zna tej gwary), był już Rojber, Bździągwa, Szczun oraz Jasny i Ciemny Dynks oraz ich najnowsze dzieło Śrup. Taka konsekwencja w nazewnictwie osobiście mi się podoba, zresztą nazwy same w sobie również. 


Rzeczony trunek generuje dosyć obfitą, średnio ziarnistą pianę o lekko kremowym zabarwieniu. Opada ona w tempie ni to szybkim, ni to wolnym, w bardzo ładny sposób brudząc przy tym szkło.
Kolor piwa jest bardzo mętny, bardziej brunatny lub miedziany, aniżeli bursztynowy.
Wysycenie jest drobne i niskie, mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że zbyt niskie.
W zapachu są dość dobrze wyczuwalne estry czerwonych owoców, dużo słodowości oraz słodkich biszkoptów. Do tego dochodzi naprawdę niewielka doza żywicznego chmielu i kwiatów oraz ziół. Przyznam, że spodziewałem się zgoła odmiennego aromatu, chociaż ten również nie jest zły. 

piątek, 1 listopada 2013

PLON Zielony


ALK.6,2%. Browar Kormoran stara się jak może szokować, wprawiać w osłupienie i skupiać na sobie uwagę polskiego konsumenta napoju z pianką. Już od jakiegoś czasu każde ich kolejne piwo jest pod jakimś względem wyjątkowe, nieszablonowe i po prostu zaskakuje (oczywiście w tym pozytywnym sensie).
Ich najnowsze dzieło to piwo w stylu Polish India Pale Ale (PIPA), chmielone jedną odmianą polskiego chmielu Sybilla, w środowisku określane jako single hop. Mało tego – jest to dopiero drugie polskie piwo, do którego produkcji użyto świeżego (mokrego) chmielu, a nie przerobionego w formie granulatu chmielowego, czy ekstraktu. Chyba wiecie, że dodawanie świeżych szyszek chmielowych do kotła w reklamach telewizyjnych to czysta fikcja?


Ciekawostką jest również to, że ten świeży chmiel pochodzi z.... „własnej” plantacji Browaru Kormoran, a ściślej mówiąc z pewnego gospodarstwa na Lubelszczyźnie, które ucierpiało jakiś czas temu z powodu powodzi. Browar Kormoran postanowił odbudować ową plantację,  nawiązując tym samym współpracę z miejscowym rolnikiem. W tym roku odbyły się pierwsze dożynki chmielowe, zebrano pierwsze plony – stąd nazwa piwa. „Wznieśmy zatem toast za polski chmiel, bo PL is ON :-) ”

Przelewam i oglądam. Biała, średnio ziarnista i dosyć obfita pierzynka piany utrzymuje się wystarczająco długo na powierzchni. Opadając pozostawia spore zacieki na szkle.
Piwo posiada ładny bursztynowy odcień i jest lekko opalizujące.
Zapach roztacza przyjemną woń żywicy, słodkich czerwonych owoców oraz lekkiego karmelu i słodu. Gdzieś w głębi pobrzmiewa także odrobinę trawiastego chmielu. Podobno Sybilla ma pachnieć również ziołami, ale ja takowych nie wyczułem.

czwartek, 31 października 2013

BROWAR POŁUDNIE ZAMKNIĘTY


Wydawać by się mogło, że obecny rok jest bardzo dobry dla branży piwowarskiej. Sprzedaż piwa ogółem raczej nie będzie mniejsza niż w zeszłym roku, pojawiają się nieznane dotąd style piwa, co chwila słychać o otwierających się nowych browarach restauracyjnych, kontraktowych i rzemieślniczych. Wśród tych jakże pozytywnych wieści jest także niestety ta zła wiadomość – Browar Południe przestał warzyć.
Oczywiście dla rozeznanego wielbiciela złocistego trunku ten news to nie jest jakaś „świeżynka”, wiadomo o tym już od kilku miesięcy. Fejs Browaru Południe ucichł na dobre w połowie lipca, zatem mniej więcej tą datę możemy uznać za przełomową w tym temacie.
Niedawno osobiście zadzwoniłem do (byłego) piwowara Krzysztofa Mościńskiego, ale dowiedziałem się tylko, że oficjalnie browar szuka inwestora strategicznego i Pan Krzysztof nic więcej nie może mi na ten temat powiedzieć. Wychodzi więc na to, że Browar Południe nadal istnieje, ale nie warzy i nie wiadomo, czy i kiedy wznowi warzenie.

Informacja ta wstrząsnęła moją osobą podwójnie, ponieważ Browar Południe uważam za swój regionalny browar, w końcu dzieli mnie od niego śmieszna odległość dwudziestu czterech kilometrów! Moje zmartwienie potęguje również fakt, iż w marcu tego roku miałem okazję zwiedzać browar, rozmawiałem z piwowarem i odniosłem wrażenie, że wszystko co tam się dzieje jest bardzo pozytywne. Wówczas nie było absolutnie żadnych oznak, zwiastujących tak nieszczęsną wiadomość. Browar miał plany wypuścić przynajmniej jedną lub dwie nowości w tym roku, wydawało mi się wówczas, że wszystko jest na dobrej drodze. Tymczasem minęło cztery miesiące i ch.. bombki strzelił, choinki nie będzie! 


środa, 30 października 2013

ŚRUP


ALK.6%. Browar SzałPiw kilka dni temu wypuścił w świat swoje siódme piwo. Ja świętuję podwójnie, ponieważ jest to pierwsze piwo na moim blogu duetu Jana i Wojtka Szały. Wojtek to ojciec, Janek to syn. Oprócz więzów rodzinnych łączy ich pociąg do piwa. Obydwu tych panów miałem okazję poznać na Birofilii w Żywcu. Obaj są bardzo znanymi i utytułowanymi piwowarami domowymi, którzy postanowili trochę zarobić na warzeniu piwa – warzą kontraktowo w małym wielkopolskim Browarze Bartek. Wojtek i Janek zadebiutowali w maju na Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa, gdzie zaprezentowali swoje trzy premierowe piwa.
Ich najnowsze dzieło Śrup – w gwarze poznańskiej oznacza stary koń. Jest to Cascadian Dark Ale, bardziej znany jako Black IPA. W zasadzie jest to trzecie polskie piwo w tym stylu, po Black Hope z AleBrowaru i Orce od Kolaborantów, nie licząc tego z Bojanowa, który przynajmniej na razie nie wygląda na Cascadian Dark Ale. 


Śrup generuje obfitą i wysoką pianę koloru beżowego. Jest ona dość gęsta, drobno ziarnista i co najważniejsze bardzo wolno opada, we wspaniały sposób odliczając kolejne łyki na ściankach pokala. Prawdziwy majstersztyk.
Piwo wydaje się być praktycznie czarne i nieprzeźroczyste, w tak grubym szkle ciężko to jednak właściwie ocenić.
Nasycenie dwutlenkiem węgla nie jest wysokie, powiedziałbym raczej, że oscyluje na średnim poziomie, delikatnie nawet w stronę niskiego.
W zapachu od samego początku na wierzch wychodzą ‘amerykańce’ w formie owoców tropikalnych, cytrusów oraz iglaków z wyraźną domieszką żywicy. Nut ciemnych jest stosunkowo mało, ale raczej bez trudu odnajdziemy tutaj odrobinę niuansów czekoladowych, palonych słodów i trochę kawy. Całość bardzo intensywna, zbalansowana i wyważona.

poniedziałek, 28 października 2013

AMATOR PIWA NA OFFBEER FESTIWAL


Trochę ponad tydzień temu piłem hektolitry Pilsnera Urquella na Blog Day w Poznaniu, a już siedem dni później miałem okazję uczestniczyć w kolejnej piwnej imprezie.
W dniach 26-27 października odbywał się bowiem Offbeer Łódzki Festiwal Piwa, organizowany przez puby Piwoteka Narodowa, The Eclipse Inn, przy współpracy Bractwa Piwnego i Klubu Miłośników Piwowarstwa Ericpol. Była to pierwsza edycja tej imprezy, ale podejrzewam, że pewnie nie ostatnia.
Cały program Łódzkiego Festiwalu Piwa skupiał się wokół dwóch znanych pubów w samym centrum Łodzi, oddalonych od siebie o jakieś 200-300 metrów. Tak niewielka odległość była niewątpliwym plusem całego tego wydarzenia, chociaż zdaję sobie sprawę, że imprezy w lokalach mają pewne ograniczenia, związane chociażby z liczbą przybyłych gości. Z dziennikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że nie była to impreza zamknięta, każdy kto chciał mógł wejść i wziąć udział. 

Stylowe wnętrze The Eclipse Inn

Harmonogram był dość interesujący i obszerny, obejmował takie atrakcje jak: warsztaty piwowarskie dla piwowarów domowych, wycieczka z przewodnikiem szlakiem browarnictwa łódzkiego (płatne 10zł), wykład na temat historii browarnictwa Piotrkowa Trybunalskiego, wykład dla piwowarów domowych odnośnie drożdży piwowarskich oraz historii browarnictwa w Skierniewicach, degustacja piwa domowego,  prelekcje gości z Browaru Fortuna, Kormoran, Ciechan/Bojanowo oraz Pinty. Miał być także ktoś z Browaru Olimp, ale podobno grypa mu nie pozwoliła przyjechać. Aha, były jeszcze rozmowy przy barze z blogerem i piwowarem Brovarni Gdańsk Michałem Saksem, spotkanie z Marcinem Szymańskim – autorem książki „Browary Łodzi i regionu”, był nawet ksiądz z piwem bezalkoholowym Dominicanes. Atrakcją dodatkową byli animatorzy z Klubu DRIvera, promujący nietolerancję dla prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwym. Wszystkie te eventy miały miejsce zarówno w Piwotece, jak i w Eclipsie, tylko że w innym czasie. Tak więc w praktyce wystarczyło siedzieć sobie grzecznie w jednym miejscu, pić dobre piwko i praktycznie nic nas nie ominęło.

Moja obecność na tym festiwalu była ograniczona tylko do jednego dnia i to jeszcze nie pełnego dnia. W owym czasie udało mi się posłuchać wykładu Tadeusza Kuchciaka z Łódzkiej Politechniki na temat drożdży w piwowarstwie domowym, wykładu o historii browarnictwa w Piotrkowie Trybunalskim. Uczestniczyłem także w prezentacji przedstawicieli Browarów Regionalnych Jakubiak. 

Obrady szanownego jury




Ja jak zawsze skupiony

W ramach tej imprezy odbył się również, organizowany od 2009 roku Konsumencki Konkurs Piw Bractwa Piwnego, w którym miałem okazję sędziować. Konkurs składa się z dwóch części i obejmuje (przynajmniej w teorii) wszystkie piwa dostępne, czy też uwarzone w danym roku. Dokładnie to chodzi oczywiście o wszystkie piwa butelkowe dostępne w sprzedaży. W pierwszej części, którą można nazwać eliminacjami, członkowie Bractwa Piwnego na zasadzie ankiety internetowej wybierają po trzy najlepsze piwa z danej kategorii. Część druga natomiast to już tradycyjny konkurs z anonimowymi próbkami piw. Takie rozwiązanie ma spory plus – browary nie muszą zgłaszać udziału i wysyłać swoich piw do konkursu. Ich udział jest jakby z urzędu, wystarczy że dane piwo istniało na rynku w danym roku. No, ale rok jest długi, a sporo małych browarów warzy piwo sezonowo. To co było dostępne np. w marcu, może już nie być dostępne w październiku. Rodzi to nie lada problem, skąd wziąć piwo na konkurs, które w ankiecie było w pierwszej trójce, a którego aktualnie nie ma na rynku? Oczywiście można by je kupić odpowiednio wcześniej (zaraz po zliczeniu ankiet) i przechować do konkursu, ale co z datą ważności? Sporo piw z browarów kontraktowych i innych rzemieślniczych jest niepasteryzowane, a serwować na konkursie piwo po dacie ważności jest po prostu niemądre, no może z wyjątkiem porterów bałtyckich....

niedziela, 27 października 2013

URSA DESZCZ W CISNEJ

ALK.5,5%. Trzecim piwem z Bieszczadzkiej Wytwórni Piwa jest Deszcz w Cisnej o dość smutnej i nostalgicznej etykiecie. Cisna to znana miejscowość turystyczna w Bieszczadach, a sama nazwa odnosi się do tytułu jakiejś piosenki.
Niniejszy trunek to piwo w stylu brązowe wędzone ale – zapowiada się więc ciekawie. A propos etykiety jeszcze to dodam, że z kontry możemy się dowiedzieć z jakimi potrawami najlepiej komponuje się to piwo, mamy także ekstrakt oraz temperaturę serwowania. Całą sytuację psuje bardzo skromnie podany skład: woda, słód, chmiel, drożdże. Nie wiemy jakie słody i jakie chmiele, a wiele osób (w tym mnie) takie rzeczy interesują. 


Piwo po przelaniu do szklanki okryło się puszystą i wysoką kołderką kremowej piany o dość drobnych pęcherzach. Piana wyraźnie brudzi szkło, a tempo jej opadania jest średnie.
Wysycenie jest raczej przeciętne, może trochę w kierunku średnio wysokiego. Mi osobiście bardzo odpowiada.
Miedzianego koloru piwo pachnie nader intensywnie. Wędzona szynka jest bez problemu wyczuwalna, dalej mamy sporo słodowych klimatów, trochę karmelu oraz razowego chleba. Całość ładnie zaokrąglona i łagodna w odbiorze. Podoba mi się.

piątek, 25 października 2013

SARE HEID


ALK.5%. Kolejna nowość od Pracowni Piwa to Golden Ale – górnofermentacyjne, złote piwo w stylu angielskim. Jest to już ich trzecie piwo uwarzone przy współpracy i z udziałem piwowara domowego, tym razem jest to Arkadiusz Makarenko. Trochę mnie dziwi taka polityka, czyżby Pracowni już brakowało pomysłów na ciekawe piwa? A może chcą się zapisać w kartach historii, bijąc rekord największej ilości piw w pierwszym roku działalności?
Sare Heid to po szkocku ból głowy. Bardziej taką nazwę widziałbym jednak na jakimś belgijskim mocarzu w stylu tripel, czy quadrupel, niż na pięciovoltowym angielskim ejlu. 


Dzisiejszy bohater to złociste i wyraźnie opalizujące piwo. Wieńczy go biała jak śnieg, wysoka czapa średnio pęcherzykowej piany, która opada w przeciętnym tempie, delikatnie brudząc przy tym ścianki. Tak więc na razie jest nieźle, ale mogłoby być lepiej.
Nasycenie CO2 jest średnie, minimalnie jednak w kierunku wysokiego bym powiedział.
Piwo ma ładny aromat chmielu o ziołowo-trawiastym zabarwieniu, za nim podążają akcenty żywicy oraz drzew iglastych. Po tych leśnych nieco klimatach do głosu dochodzi niewyraźna nuta słodowa, kwaskowe cytrusy oraz mango. W miarę ogrzewania się piwa, na wierzch coraz bardziej wychodzą owoce tropikalne i wyraźna kwiatowość. Zapach jest nader intensywny, ale trochę za bardzo perfumowy według mnie.

środa, 23 października 2013

URSA ROYZBAWIONY


ALK.4,2%. Ursa Maior w Uhercach Mineralnych to nie tylko browar. Całe te zabudowania noszą nazwę Domu Wielkiej Niedźwiedzicy, gdzie symboliczną niedźwiedzicą jest czasem nazywana Piwowarka Aga właśnie. Oprócz browaru jest tam sklep firmowy Esencja Karpat oraz Ursa Maior Hall - sala konferencyjno-wystawienniczo-imprezowa na 200 osób! Jak będę kiedyś w Bieszczadach to nie omieszkam tam zajrzeć.
Jak już zauważyliście drugim piwem od Agnieszki Łopaty jest piwo pszeniczne Royzbawiony. Skąd ta nazwa spytacie? Otóż Roy to imię psa (który widnieje na etykiecie) pilnującego, by żaden człowiek o niecnych zamiarach nie wdarł się niepostrzeżenie na teren obejścia tego całego kompleksu. Owy sabaka jest podobnoż bardzo rozbawiony, więcej chyba nie muszę wyjaśniać? 


Rzeczony Hefeweizen nosi stylowe, pomarańczowo-żółte szaty i jest bajecznie mętny. Niestety piana pozostawia nieco do życzenia – fakt, że jest obfita, ale przy tym rzadka, iście grubo pęcherzykowa, szybko się rozrzedza i znika w zastraszającym tempie, jakby to był jakiś szampan, a nie piwo.
Wysycenie jest silne i grube, lekko szczypiące w język.
W zapachu silne słodowe ciało zostaje z czasem przełamywane przez sympatyczne bananowe akcenty, odrobinę drożdży oraz lekkie cytrusowe klimaty. W tle mamy także dość dużo goździka. Bardzo intensywny to aromat, wzorcowy jeśli chodzi i styl.

poniedziałek, 21 października 2013

PIWNY BLOG DAY 2.0


Ostatni weekend był dla mnie i całej piwnej blogosfery wielkim świętem. Otóż 19 i 20 października w Poznaniu odbyła się druga edycja imprezy pod nazwą Piwny Blog Day, organizowanej przez markę Pilsner Urquell. Jednym zdaniem można powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju kongres polskich blogerów piwnych lub mówiąc inaczej forum polskiej blogosfery piwnej. Na te dwa dni do Poznania przyjechało 28 osób, reprezentujących 21 blogów (wszystkich z pewnością jest ponad 50!). W ubiegłym roku, mimo zaproszenia, nie mogłem pojawić się na tym evencie, ale w tym roku potrafiłem nie przespać nocy, żeby się tam znaleźć. Cóż, fajne imprezy wymagają czasem poświęceń.

Moja podróż do Poznania rozpoczęła się w zasadzie tuż po wyjściu z pracy o 3 w nocy. Swoim prywatnym i osobistym autkiem udałem się z Częstochowy do Lublińca, by.... wsiąść do pociągu byle jakiego.... Tfu, przepraszam opóźnionego! Tak, tak, nasze kochane PKP InterCity było opóźnione o ponad pół godziny, przez co finalnie nieco spóźniłem się również na Blog Day. Nie muszę chyba dodawać, że w ‘warunkach pociągowych’ ciężko jest zasnąć, więc po dwugodzinnych zmaganiach dałem sobie spokój. Chociaż wydaję mi się, że na jakieś pół godzinki faktycznie przymkło mi się oko. Dobre i to.
Cała impreza wraz z przerwami na obiad miała miejsce w The Dubliner Pub w budynku Zamku Cesarskiego, całkiem blisko dworca Poznań Główny. Sam wystrój lokalu był nawet fajny i przytulny, wyraźnie stylizowany na klimaty irlandzkie. 

Wnętrze The Dubliner Pub
 Po krótkim przedstawieniu się wszystkich uczestników, swoją prelekcję na temat profesjonalnej degustacji piwa rozpoczął Michał Kopik  – bardzo znany bloger (Piwny Garaż), certyfikowany sędzia PSPD, który już niejednokrotnie został zapraszany na różnego rodzaju piwne spotkania. To o czym mówił i pokazywał w formie prezentacji było mi po części znane, jednak dowiedziałem się też sporo nowych rzeczy, którymi nie będę was tutaj zanudzał.
Po nim na scenę wkroczył bodajże najbardziej znany obecnie bloger piwny – Tomasz Kopyra. Jego chyba nie muszę nikomu przedstawiać? Kopyr zaczął nawijać o vlogu, jako kolejnym etapie rozwoju bloga. Generalnie to wyjaśniał nam sprawy techniczne związane z samym vlogowaniem, sprzętem do tego potrzebnym oraz problemami napotykanymi np. na You Tube. Moim zdaniem, jeśli ktoś do tej pory nie był przekonany do tej formy blogowania, to i tak Kopyr go nie przekonał. 

Michał Kopik
Tomasz Kopyra

Po „Pogromy Mitów” organizatorzy zadbali o nasze żołądki. O pardon, cały czas dbali, serwując nam darmowego Pilsnera z kranu! No, ale przecież oprócz dużej ilości płynów, musieliśmy także zjeść coś w formie stałej. Obiad był naprawdę zacny i smaczny. Po prostu niebo w gębie :D

piątek, 18 października 2013

CZARNA KROWA


ALK.5%. Podkrakowska Pracownia Piwa nie zwalnia tempa. Od początku maja tego roku zdążyła już wydać na świat dziesięć nowości! Jak tak dalej pójdzie to pobije rekord Pinty – jedenaście piw w ciągu pierwszych 8 miesięcy działalności!
Jednym z ostatnich arcydzieł uwarzonych przez trio z Modlniczki jest milk stout (stout mleczny), zwany również sweet stoutem. W zasadzie to był kwartet, gdyż przy tym piwie maczał również palce piwowar domowy Artur Nowak.
Bez obaw, w tym piwie nie ma mleka, a jedynie laktoza – cukier powszechnie występujący m. in. w mleku.
Nazwa jest...mówiąc wprost bardzo prosta i dosadna zarazem. Od razu przychodzi mi na myśl wierszyk z dzieciństwa „czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę kręcąc mordą” ;p Poza tym wywołuje silne skojarzenia z innym mlecznym stoutem - Sweet Cow (słodka krowa) z AleBrowaru. No, ale zostawmy te zamierzone, czy też nie zamierzone konotacje i zajmijmy się samym piwem. 


Czarna Krowa jest ekstremalnie czarna i kompletnie nieprzejrzysta, normalnie smoła! Zdobi je ciemno beżowa czapa wysokiej piany  o mieszanej wielkości pęcherzy. Co ważniejsze pierzasta kołderka nader długo cieszy oko piwosza i fajnie brudzi szkło – rewelka.
Piwo jest oszczędnie nasycone dwutlenkiem węgla, ale to przecież nie jakiś tam radler, czy inny shandy.
W zapachu niestety jest dosyć ubogo, brakuje mi tu trochę intensywności. Obecne są nutki czekoladowe, kawowe, ale bardziej kawy zbożowej niż tej prawdziwej. Trafiają się także niewielkie echa popiołu, paloności oraz suszonych owoców po ogrzaniu (moreli i śliwek).

środa, 16 października 2013

URSA Z POŁONINY


ALK.5%. Moja dusza się raduje, gdy widzę to, co aktualnie dzieje się na rynku piwowarskim w Polsce – obecny rok zanosi się na rekordowy pod względem ilości otwieranych browarów. Jednym z nich jest Bieszczadzka Wytwórnia Piwa działająca w ramach Ursa Maior Sp. z o.o. Jest to browar rzemieślniczy zlokalizowany w Bieszczadach w miejscowości Uherce Mineralne. Za projekt odpowiedzialne są trzy osoby, ale nie ulega wątpliwości, że szefową jest tam Agnieszka Łopata – znana piwowarka domowa, laureatka wielu konkursów piw domowych, zdobywczyni tytułu Domowego Piwowara Roku 2012, autorka bloga o piwie i jedzeniu Kuchnia Piwowarki Agi

Premierowe piwo Ursa z Połoniny to niepasteryzowany American Amber Ale, który został odziany w niezwykle urokliwe szaty. Etykieta o niespotykanym kształcie przywodzi na myśl namalowany pędzlem obraz, przedstawiający jelenia Filipa na tle Bieszczad jak mniemam. Do tego dochodzi dedykowany kapsel – wszystko wychuchane i wydmuchane. Widać, że oprawa wizualna jest ważna kwestią dla właścicieli Ursa Maior, ale wiadomo, że najważniejsze jest to jakie jest piwo, a nie opakowanie.
Ursa z Połoniny to bursztynowy, klarowny trunek, ozdobiony białą, dość gęstą i bardzo obfitą pianą. Składa się ona z mieszanej wielkości pęcherzy, opada w żółwim tempie i tworzy przepiękne firany na szkle. No, taką pianę to ja rozumiem!
Piwo nie zostało zbyt mocno nasycone dwutlenkiem węgla, wysycenie jest raczej na średnim poziomie. Patrząc na styl jest zatem jak najbardziej poprawne.
Zapach jest lekko stonowany, pierwsze skrzypce grają tutaj łagodne cytrusowe cienie, a krok dalej egzystuje sobie umiarkowana słodowość. Za ich plecami podążają nieznaczne przyprawowe akcenty, troszkę chmielu oraz minimalny karmel.

wtorek, 15 października 2013

BOJAN BLACK IPA


ALK.6%. Stało się. W lipcu tego roku został oficjalnie otwarty kolejny browar, a właściwie to został on reaktywowany! Niezmiernie cieszy mnie ten fakt, zwłaszcza że nigdy nie miałem okazji spróbować nic z tej warzelni.
Zabytkowy Browar w Bojanowie został wybudowany w 1881 roku, a na dobre zamknięty w A.D. 2006. Natomiast pod koniec ubiegłego roku został on zakupiony przez Marka Jakubiaka, który jest w posiadaniu również Browaru Ciechan i Lwówek. To nam się chłop rozkręcił ;>
Tak więc po siedmiu latach zastoju w lipcu w końcu ruszyła produkcja, czego efektem są obecnie dwa piwa. Tym ciekawszym (jak mniemam) zajmę się dzisiaj.
Już sama zapowiedź, że browar – nazwijmy rzeczy po imieniu – przemysłowy uwarzy piwo w stylu Black IPA, wywołało niemałe zdziwienie piwnej gawiedzi. Jednak zaraz po premierze na głowy wszystkich beer geeków polał się zimny prysznic – okazuje się, że piwo jest za jasne jak na Black IPA, a na etykiecie pod nazwą pisze małym druczkiem: „piwo w stylu India Pale Ale”. Zatem już wszystko jasne, Black IPA to jedynie nazwa piwa, a samo piwo reprezentuje styl IPA. Może się mylę, ale chyba pierwotne założenia i deklaracje Pana Marka Jakubiaka były trochę inne....


Po przelaniu do szklanki mym oczom ukazało się klarowne, ciemno miedziane, niemalże burgundowe piwo, zwieńczone niewysoką, drobno ziarnistą pianą koloru ecru. Piana utrzymuje się dość długo przy życiu i przepięknie oblepia szkło. Prezencja całkiem, całkiem.
Wysycenie CO2 jest średnie, w kierunku niskiego. Jak dla mnie optymalne, przy tym stylu.
W piwie dominuje silny i wyraźny aromat słodowy, otoczony z lekka karmelem oraz niuansami chmielowymi. Gdzieś daleko z oddali docierają do mnie także niewielkie echa owoców tropikalnych i paloności. Całość grzeczna i ułożona, czyżby więc byłaby to klasyczna, angielska wersja IPA?