piątek, 29 listopada 2013

HERA


ALK.4%. W drugiej połowie sierpnia na rynku zadebiutował kontraktowy Browar Olimp ze słynnym już, wadliwym piwem Prometeusz. Bardzo długo musieliśmy czekać na kolejny wypust z Olimpu, ale w końcu się doczekaliśmy. Od niedawna piwosze mają do dyspozycji Herę – stouta uwarzonego wyłącznie na polskim chmielu Sybilla! Gwoli ścisłości piwo zawiera w składzie laktozę i ziarna palonej kawy arabskiej, więc tak naprawdę mamy tu do czynienia z coffee milk stoutem.
Jak łatwo zauważyć motywem przewodnim tego projektu jest mitologia grecka. Wszystkie nazwy to jacyś bogowie lub inni herosi znani z literatury: Prometeusz, Hera, Afrodyta, Hermes (ich kolejne piwa, które pojawią się w grudniu).
Jak zatem wypada Hera na tle starszego brata Prometeusza? Oczywiście w mitologii nie byli rodzeństwem ;>

Otwieram i przelewam, leję w sam środek sniftera, a mimo to piana jest niewysoka, rzadka, mieszano ziarnista. Posiada ładny beżowy odcień, szybko znika z powierzchni piwa i tylko nieznacznie oblepia ścianki. Słabiutko to wygląda.
Trunek nadrabia trochę barwą, która jest nieprzejrzyście czarna, jak na stouta przystało. Wysycenie dwutlenkiem węgla jest na bardzo niskim poziomie, niby takie powinno być przy tym stylu, ale jestem pewien, że jakby bąbelków było trochę więcej, to świat by się nie zawalił, a nawet byłby piękniejszy ;p
Zapach jest delikatny i subtelny niczym dotyk jedwabiu w dłoniach. Piwo posiada cechy łagodnej kawy z mlekiem (laktoza), doprawionej lekko palonym słodem i słodkimi pralinkami. Już na tym etapie czuć laktozową słodycz, natomiast paloność jest tutaj niezbyt silnym akcentem.

środa, 27 listopada 2013

ŻYTORILLO


ALK.5,3%. Drugim piwem żytnim, które pojawiło się równocześnie z Apetytem na Życie jest ŻytoRillo. W odróżnieniu jednak od klasycznego roggenbiera, ŻytoRillo jest autorską propozycją Pinty „na nowe czasy”. Co tak naprawdę kryje się za tymi tajemniczymi wskazówkami? W zasadzie jest to Black IPA z dużym dodatkiem słodu żytniego, a wszystko to zostało nachmielone jedną odmianą chmielu Amarillo. Jaki kraj jest kolebką Amarillo chyba nie muszę wyjaśniać? 


Widać w dupach się już nieźle poprzewracało piwnym maniakom i innym beer geekom, skoro browary, aby ich zadowolić, muszą konstruować przeróżne wynalazki i hybrydy, których nie powstydziła by się sama Mary Shelley – autorka słynnej powieści „Frankenstein”. Obecnie IPA, AIPA, IIPA, a ostatnio także PIPA, to już nic nie wnoszące, niemalże codzienne piwa dla wielu poszukiwaczy ekstremalnych piwnych doznań. Black IPA również powoli i systematycznie powszechnieje i nie wywołuje już takich emocji jak kiedyś. Natomiast Black Rye IPA to nowość, dotychczas nikomu nie znana, która na samą myśl powoduje gęsią skórkę u ww. osób, do których ja również siebie zaliczam. Rzecz jasna stanowią oni bardzo maciupeńki wycinek całej rzeszy piwoszy, a całe te rozważania dotyczą niszowej sfery polskiego rynku piwnego.
No to teraz już mogę przejść do oceny samego piwa. 
Piwo ma ciemno brunatny, niemal czarny odcień. Generuje ogromne ilości kremowej piany, która jest zbita i gęsta jak bita śmietana. Składa się ona ze średniej wielkości pęcherzy i opada naprawdę w zaskakująco żółwim tempie, a nawet ślimaczym bym powiedział. Na ściankach można podziwiać grubą zasłonę przedziwnym wzorów, zbudowanych z resztek tej wspaniałej i trwałej piany. No normalnie mistrzostwo świata!

poniedziałek, 25 listopada 2013

BROWN FOOT


ALK.6,2%. W poprzedni weekend 16 listopada świętowaliśmy trzy, czy nawet cztery piwne premiery. Jedną z nich uraczył nas AleBrowar, który to tym razem zdecydował się na India Brown Ale. Żeby wszystko było zgodne z duchem craft, nie zrezygnowano oczywiście z dużej ilości amerykańskich chmieli. Deklarowane 80 IBU ma dostarczyć konsumentowi oczekiwaną (czy aby na pewno?), końską dawkę powalającej, chmielowej goryczki.
Ogólnie rzecz ujmując Brown Foot jest stylizowane na indiańską modłę, na premierze nie zabrakło indiańskich peruk z piórami na czele. Etykieta natomiast podtrzymuje dotychczasowy styl AleBrowaru, tym razem przedstawia tytułową Brązową Stopę, która nie wygląda jednak na typową, sympatyczną indiankę znaną z filmów o dzikim zachodzie. 


Piwo ma ciemno brązowy kolor, patrząc pod światło nie sposób nie zauważyć pięknych rubinowych refleksów. Obfita, bardzo gęsta i zbita piana o kolorze ecru, utrzymuje się dość długo przy życiu. Zbudowana jest z milionów malutkich pęcherzyków, dzięki czemu jej pozostałości obficie kleją się do ścianek szklanki. Wygląd pierwsza klasa, a co z zapachem?
Brązowa Stopa pachnie bardzo intensywnie. Mamy tu żywicę, iglaki oraz inne leśne akcenty. Na drugim końcu kija występują natomiast przyjemne owoce (mango, grejpfrut, cytrusy), sporo chmielu i swoista kwiatowość. W tle majaczy niezbyt silna słodowa baza. Niuanse karmelowe, czekoladowe oraz palone na granicy wyczuwalności.

sobota, 23 listopada 2013

URSA DOBRA KARMA


ALK.4%. Bieszczadzka Wytwórnia Piwa nie spuszcza z tonu. Niedawno w sklepach pojawiło się kolejne, piąte już piwo – Dobra Karma, uwarzone pod czujnym okiem Agnieszki Łopaty.  Natomiast dwa dni temu zapowiedziano już następne – Bombina Blues! Osobiście nie jestem wielkim zwolennikiem wypuszczania przez browary piw z częstotliwością karabinu maszynowego, ale widocznie w Ursa Maior myślą inaczej. Najważniejsze jednak, że jak na razie wszystkie piwa reprezentują bardzo wysoki poziom (no może z wyjątkiem Megalomana).
Dzisiejszy mój bohater na szczęście nie jest kolejnym witem-sritem, czy innym AIPA. Jest to stary i poczciwy dunkel weizen, czyli ciemna pszenica, którą moje kubki smakowe już dawno sobie bardzo upodobały ;> 

Dobra Karma to brązowo-miedziane piwo, przykryte kremową i bardzo obfitą pianą zbudowaną ze średniej wielkości pęcherzy. Niestety piana, mimo swych pokaźnych rozmiarów szybko opada, tylko nieznacznie naznaczając swoją obecność na ściankach szklanki. Cóż, widocznie nie można mieć wszystkiego.
Nasycenie CO2 jest dosyć wysokie i przyjemnie łechce podniebienie. Podoba mi się.
Zapach jest bardzo urokliwy – rześkość cytrusów znakomicie potrafi się przebić przez zaporę słodkich bananów i wyraźnej pszenicznej słodowości o nieco opiekanym zabarwieniu. W tle grasuje sobie nieposkromiony karmel, drożdże oraz nutki chleba razowego ze słonecznikiem. Takie cuś to ja se mogę wąchać godzinami.... :D

czwartek, 21 listopada 2013

APETYT NA ŻYCIE


ALK.5%. Browar Pinta w obecnym roku niezbyt często raczy nas nowościami, ale w końcu po długich oczekiwaniach i jak zwykle szumnych zapowiedziach pojawiły dwa nowe piwa (obydwa żytnie!).
Jednym z nich jest klasyczny niemiecki roggenbier, czyli piwo warzone z dość dużym udziałem słodu żytniego, a także słodu pilzneńskiego, wiedeńskiego, karmelowego i palonego. Rzadki to styl nawet w samych Niemczech, skąd pochodzi. W Polsce to bodajże dopiero drugie takie piwo, po Żytnim z Konstancina.
Strefa wizualna etykiet Pinty jak zawsze na wysokim poziomie, bardzo mi się podoba, ale sama nazwa jest dość... dziwna. Rozumiem dwuznaczność zdania i pomysłowość, ale Apetyt na Życie, bardziej pasuje mi do tytułu brazylijskiej telenoweli, aniżeli do piwa. Nie wiem, być może tylko ja mam takie chore skojarzenia. 


Otwieram i przelewam, piwo nosi rdzawo-brązowy kolor i jest mętne jak woda w kałuży. Na jego powierzchni góruje biała, średnio obfita piana zbudowana z drobnych pęcherzy. W niewielkim stopniu brudzi szkło, opada dość szybko do niewielkiego kożuszka.
Wysycenie dwutlenkiem węgla oscyluje na średnio wysokim poziomie, jest wyraźne, ale nie przeszkadza w odbiorze.
W zapachu w delikatny sposób jest zaznaczona przewaga cytrusów i słodkich bananów nad przyjemną słodowością o zbożowym (żytnim?) charakterze. W tle niewielkie echa nut chlebowych, drożdże oraz przyprawy z goździkiem na czele. Pachnie niemal identycznie jak weizen, tylko tu jest więcej zbożowo-chlebowych akcentów, a mniej owoców.

wtorek, 19 listopada 2013

IDZIE ZIMA, ZMIEŃ KALIBER


Na świecie istnieje bardzo dużo rodzajów piwa, ile dokładnie ich jest, tego nie wiedzą nawet najstarsi górale, ale myślę, że ponad pół setki. Niebagatelną zaletą piwa jest to, że można je pić przy najróżniejszych okazjach: spotkanie z kumplem, grill z rodziną, mecz lub jakieś MMA, kulig zimowy, urodziny, imieniny, po męczącej pracy, w gorące lato na plaży, na dyskotece, na przeziębienie (grzaniec), albo „żeby zapomnieć” lub jak kto woli „na hejnał” pod sklepem... Tak, czy siak nie ulega wątpliwości, że piwo jest naszym kompanem w codziennym życiu, a dzięki jego różnorodności jest w czym przebierać.

Coraz więcej ludzi w Polsce dostrzega ten różnobarwny świat piwa. Od kilku lat na rynku możemy zaobserwować coraz więcej pozycji, nie będących tylko zwykłym jasnym lagerem, którego piliśmy przez całe dekady i jeszcze się nim zachwycaliśmy! Obecnie powstaje coraz więcej małych, rzemieślniczych browarów oferujących style dotąd nieznane przeciętnemu Kowalskiemu. Mnie jako piwosza & piwnego maniaka bardzo cieszy taki stan rzeczy, jednak zdaję sobie sprawę, że kultura picia piwa w naszym kraju nadal jest na dość niskim poziomie. Więc jako bloger, czuję się współodpowiedzialny za piwną edukację polskiego społeczeństwa i  pragnę nieść piwny kaganek oświaty od morza, aż do Tatr (czy jakoś tak ;P).

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, za oknami mamy teraz jesień, ale już za niewiele ponad miesiąc przyjdzie zima (przynajmniej ta kalendarzowa) i znowu zaskoczy drogowców... Jakie więc piwo najlepiej smakuje, gdy za oknami śniegu do pasa, a od trzaskającego mrozu można sobie połamać jedynki? Nie będę z tego robił jakiejś tajemnicy poliszynela, więc powiem prosto z mostu – w zimę najlepiej pić piwa o wysokiej zawartości alkoholu, bo wiadomo że alkohol grzeje. „Taa.... Karpackie Super Mocne i Śląskie Mocne to ja piję przez cały rok” – powiecie. Tym bardziej powinniście przeczytać ten tekst do końca. Poza mocą bowiem liczy się również esktraktywność i spora treściwość. Wiem jednak, że wśród Was są także piwni wyjadacze, którzy o piwie wiedzą niemal wszystko, zatem jeśli przynajmniej trzy z poniższych punktów Ciebie dotyczą, to możesz po ich przeczytaniu natychmiast kliknąć krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu:
a)      pijesz co najmniej trzy razy w miesiącu piwo inne niż ‘jasne pełne’ z koncernu
b)      znasz różnicę między piwami górnej i dolnej fermentacji
c)      wiesz co to Pinta i AleBrowar
d)      prowadzisz bloga piwnego i jesteś w miarę ogarnięty
e)      jesteś piwowarem domowym
f)        wiesz kiedy w tym roku był Międzynarodowy Dzień Stoutu
g)      potrafisz wymienić przynajmniej trzy polskie Portery Bałtyckie
h)      jesteś wiernym widzem Tomasza Kopyry
i)        wiesz co to jest ekstrakt w piwie
j)        bez zająknięcia wymienisz wszystkie dotychczasowe piwa z serii Książęce
k)      piłeś kiedykolwiek RISa, AIPA, Barley Wine, Lambic lub Abbey Ale
l)        w jednym paluszku masz podział koźlaków (nie chodzi o grzyby)


niedziela, 17 listopada 2013

BRACKIE MASTNE


ALK.5,8%. Grupa Żywiec zyskała spore uznanie wśród ‘bardziej rozgarniętych piwoszy’, głównie dzięki dwóm piwom, a są to: Żywiec i Warka. No dobra, żartowałem ;p
Chodziło mi o Żywiec Porter oraz Brackie Mastne. Obydwa pochodzą z browaru w Cieszynie, który na obecne czasy można nazwać skansenem polskiego piwowarstwa.
Brackie Mastne pierwszy raz ujrzało światło dzienne z okazji 1200-lecia miasta Cieszyna w 2010 roku. Wówczas uwarzenie piwa metodą górnej fermentacji i to przez koncern, było nie lada wydarzeniem. Piwo szybko zyskało uznanie koneserów piwa oraz nielicznych wtedy blogerów. Nawet sam Kopyr określił go wtedy jako „najlepsze polskie butelkowe ale”(piwo górnej fermentacji). Niestety wszystko co fajne szybko się kończy – piwo szybko zniknęło z rynku. Widocznie garstka zapaleńców, nielicznych koneserów, piwnych geeków i kilku blogerów to za mało, by utrzymać produkt przy życiu. Rynek nie był jeszcze gotowy na takie eksperymenty. 

Sensacyjnie Brackie Mastne powróciło! W sumie to już powróciło po raz drugi. Jego druga reaktywacja miała miejsce na tegorocznej Brackiej Jesieni w pierwszy weekend września. Opinie są różne - pozytywne, negatywne, czasem też neutralne. Dla mnie to pierwszy kontakt z tym piwem, więc w końcu dam upust mojemu zaciekawieniu. Skoczę tylko po szkło i aparat....
Ciemno bursztynowy trunek nalewa się z umiarkowanie wysoką, dość gęstą, białą pianą. Cechuje ją drobno ziarnistość oraz przeciętny czas egzystencji. Aczkolwiek przyznam, że niewielki kożuszek, który pozostał dzielnie walczy i utrzymuje się bardzo długo przy życiu.
Piwo zostało optymalnie nagazowane, wysycenie jest wyraźne, drobne i perliste, lecz na szczęście nie przesadzone.

piątek, 15 listopada 2013

KSIĄŻĘCE BURGUNDOWE TRZY SŁODY


ALK.5,6%. W ubiegłym roku lider krajowego rynku piwnego zaanonsował na zimę piwo korzenne, które względnie można by nawet nazwać grzańcem. Nie ukrywam, że Korzenne Aromatyczne było nawet dobrym wypustem. Niestety tego piwa już nie ma, a w jego miejsce pojawiło się całkiem niedawno Książęce Burgundowe Trzy Słody.
Piwa nie musiałem kupować, bo wczoraj pod moim domem zjawił się kurier z przesyłką od producenta, zawierającą tytułowe piwo + firmowe szkło, wszystko jak zawsze w bardzo eleganckim opakowaniu. Dziękuję Marleno & Łukaszu.
Pomijając dość przydługawą nazwę, jest to zwykły lager z dodatkiem ciemnych słodów oraz suszonych owoców dzikiej róży. Jeśli dołożymy do tego stosunkowo niską zawartość alkoholu, to tym bardziej nie brzmi to jak piwo na jesienno-zimowy okres. Nie chciałbym jednak dzielić skóry na niedźwiedziu, więc tradycyjnie wstrzymam się z oceną do końca degustacji. 



Nowy Książę faktycznie posiada klarowny burgundowy odcień, chociaż ja bardziej nazwałbym go rubinowym. Generuje odpowiedniej wysokości, gęstą, kremową pianę, złożoną z drobnych pęcherzyków. Jej pozostałości można podziwiać na ściankach szklanki. Tempo opadania jest raczej średnie. Reasumując wrażenia wizualne są na wysokim poziomie, w tym aspekcie postarali się.
Mam natomiast małe zastrzeżenia, co do wysycenia, które jak na piwo zimowe jest moim zdaniem zbyt wysokie, drobne i wyraźnie szczypiące. Jeśli byłby to trunek na lato, to jeszcze mógłbym przymknąć oko, ale w zimę nie potrzebne są mi takie wrażenia.
Teraz pora na najciekawsze. Zapach jest wyraźny i zdecydowany, mocno karmelowy, mocno słodowy z nutami lekko opiekanych słodów. W tle przyjemne aromaty chleba razowego oraz delikatnych suszonych owoców. Dzikiej róży jako takiej, to ja tu nie wyczułem.

środa, 13 listopada 2013

RACIBORSKIE ZIELONE


ALK.4,8%. Po Lubuskim Zielonym obiecałem sobie, że już nigdy, przenigdy nie wezmę do ust piwa o zielonym kolorze. De facto trunek ten do tej pory dzierży niechlubną opinię najniżej ocenionego piwa na tym blogu i z pewnością jest to najohydniejsza ciecz jaką do tej pory miałem w ustach. Piwo smakowało gorzej niż najgorsza wóda, najgorsze tanie wino i gorzej niż te wszystkie niedobre lekarstwa, wciskane nam na siłę w dzieciństwie przez nasze kochane mamy.
Jednak jak to mawiają, do odważnych świat należy. Trauma już mi trochę przeszła, więc nabrałem nieco śmiałości do spróbowania kolejnego zielonego dziwactwa, tym razem z Raciborza. 


Dzisiejszy zielony potworek jest lekko mętny, a sama zieleń nieco mdła i wyblakła. Piana jest na szczęście już białego koloru, drobno ziarnista, lecz niewysoka i po kilku minutach redukuje się do milimetrowej warstewki, w minimalnym stopniu osadzając się na szkle.
Piwo pachnie słabo, ale w miarę naturalnie. Mamy tu wyraźną przewagę jasnego słodu nad lekkimi akcentami chlebowymi i ulotnym chmielem. O dziwo zielony barwnik nie jest wyczuwalny.

niedziela, 10 listopada 2013

PIWO SEZONOWE - ŚWIĄTECZNE


ALK.7%. Carlsberg Polska kontynuuje swoje dzieło, stworzone z myślą o bardziej zorientowanych konsumentach. Trzecim trunkiem z prestiżowej serii Sezonowe jest piwo Świąteczne „o zdecydowanym smaku korzennym”. Jak twierdzi sam producent "piwo Świąteczne to unikalne połączenie piwa ciemnego typu porter z piwem jasnym”. Zaraz, zaraz, a czy przypadkiem taki miks nie powinien być określany jako piwo rżnięte lub jak to mawiają nasi południowi sąsiedzi - řezané?
Na etykiecie natomiast widnieje opis, że jest to piwo „ciemne pełne aromatyczne”, co też mi trochę tu nie pasuje. Wg polskiej nomenklatury piwa powyżej 6,2% obj. to piwa mocne, a poniżej tej wartości to piwa pełne. Najwidoczniej jednak włodarze Browaru Okocim mają gdzieś polskie normy, a prawidłowe oznakowanie swoich wyrobów nie jest dla nich ważną kwestią. No, cóż.....


Świąteczne po przelaniu pokryło się średnio wysoką pianą w szarym kolorze. Składa się ona z przeciętnej wielkości pęcherzy, opada w szybkim tempie i praktycznie w ogóle nie brudzi szkła. Co za koncernowa klasyka.
Piwo jest optymalnie wysycone, ma ładną, rubinowo-burgundową barwę i jest klarowne.
Teraz będzie się działo. Wącham i.....czuję lekką nutę korzenną w postaci cynamonu, imbiru oraz szczypty goździka i kardamonu. Za nimi podążają echa ciemnych, ale nie palonych słodów, a także subtelne nuty owocowe. W tle pobrzmiewa również dość wyraźny alkohol.

piątek, 8 listopada 2013

INTERNATIONAL STOUT DAY


Dzisiaj 8 listopada na całym świecie obchodzi się International Stout Day, a przynajmniej powinno się go obchodzić. Pewnie dla większości czytelników (zwłaszcza tych niezbyt interesujących się piwem) brzmi to jak czarna magia, ale to prawda – piwo stout ma dzisiaj swoje święto! Całe to zamieszanie to tak naprawdę dość świeża sprawa, gdyż w Polsce „czcimy” ten styl dopiero drugi raz,  a na świecie trzeci. Więc nie panikujcie, że nigdy o takim święcie nie słyszeliście – jesteście w zdecydowanej większości.
Jak w naszym kraju obchodzi się Międzynarodowy Dzień Stoutu? Generalnie idea jest taka, żeby w tym dniu napić się jakiegoś piwa w tym stylu, no dobra.... możesz napić się nawet kilku. Wiele knajp w dużych miastach (tych mających w swojej ofercie coś więcej niż koncernowe sikacze) w tym dniu oferuje rozszerzone menu stoutów, często okraszone specjalnymi promocjami.
W mojej okolicy mogę polecić bar Piwiarnia w Częstochowie przy al.N.M.P. 31. Dzisiaj z kranu możecie się tam napić: Jurajskie Stout Czekoladowy z Zawiercia, Dobry Wieczór z Pinty oraz CENT US z Pracowni Piwa. Do tego pewnie jeszcze mają kilka pozycji w butelce. Jeśli nie macie pod ręką dobrego pubu z dobrym piwem, to proponuję zakup jakiegoś butelkowego stoutu w markecie lub sklepie specjalistycznym. Myślę, że obok wielu krajowych przedstawicieli stylu, bez problemu można dostać Guinnessa Extra Stout, Guinness Draught (z widgetem w puszce), Murphy’s Irish Stout, czy Kilkenny Irish Beer.
Teraz już wiecie co, gdzie i jak, więc po stouty marsz! ;p


Musicie także wiedzieć, że stout to nie jest jeden rodzaj piwa, a tak naprawdę cała rodzina. Łączy ich górna fermentacja, ciemna, przeważnie czarna barwa, obecność prażonego słodu jęczmiennego, wyraźna palona goryczka, nuty kawy lub/i ciemnej czekolady oraz inne akcenty w zależności od rodzaju stoutu.
Dry Stout to chyba najpopularniejsza wersja tego piwa, która wyewoluowała wprost z porteru. Cechuje go zupełnie czarna barwa, wytrawność, lekki kwasek, wysoka goryczka od chmielu i jak palonego ziarna oraz niska do średniej treściwość.
Extra Foreign Stout to nieco mocniejsza wersja tego pierwszego, warzona z większym udziałem słodu i chmielu, co skutkuje jeszcze większą goryczką. Obecna jest tutaj wyraźna kwaskowatość i karmel. Treściwość większa niż w dry stoucie.
Imperial Russian Stout to prawdziwy mocarz w tej rodzinie. Treściwe, bardzo mocno chmielone i mocno alkoholowe piwo o iście mocnej goryczce z elementami mocnej kawy i czekolady. Znajdziemy w nim także suszone owoce oraz dużo palonego słodu. Mówi się, że jest to pierwowzór porteru bałtyckiego.
Oatmeal stout, czyli stout owsiany. Warzony z dodatkiem płatków owsianych lub/i owsa,  słabo chmielony, nieco słodkawy, oleisty i gładki w smaku. Goryczka niska, obecne nuty karmelowe i orzechowe.
Milk (Sweet) Stout, czyli stout mleczny. Wersja dosładzana laktozą, słabo chmielona, łagodna i słodkawa w smaku, o słabej goryczce i gęstszej konsystencji. Stworzyli go chyba specjalnie dla płci pięknej.
American Stout – stout warzony z udziałem nowofalowych amerykańskich chmieli. Jest to stosunkowo nowa, wymyślona przez jankeskich rzemieślników odmiana tego stylu. Stanowi ciekawe połączenie owoców tropikalnych, żywicy, lasu z gorzkim palonym słodem i kawą. Piwo bardzo mocno chmielone i gorzkie.
Oyster Stout (stout osrtygowy). Piwo dawniej warzone z udziałem ekstraktu z ostryg, obecnie zdecydowana większość (choć nie wszystkie) browarów nadużywa tej nazwy, sugerując tylko, że taki stout pasuje do dań na bazie tych małży.
Są jeszcze stouty czekoladowe, coffee stouty i inne wynalazki i hybrydy tych kilku podstawowych rodzajów stoutu, ale dam sobie z nimi spokój. 



Mam nadzieję, że dzięki polskim blogerom piwnym, modnym pubom i naszemu kochanemu fejsowi Międzynarodowy Dzień Stoutu będzie coraz bardziej rozpoznawalnym dniem w kalendarzu polskiego piwosza i będziemy go corocznie świętować przy szklaneczce dobrego i zacnego stoutu.

czwartek, 7 listopada 2013

KUJAWIAK NIEPASTERYZOWANE


ALK.4,7%. Po tych wszystkich ipach, sripach i innych wynalazkach, postanowiłem napić się zwykłego, prostego i nieskomplikowanego ‘jasnego pełnego’, by przepłukać trochę gardło po tych jankeskich chmielach i nieco skalibrować zapracowane kubki smakowe. A żeby było ciekawiej, to wybór padł na niepasteryzowane „cudeńko” z koncernu! ;p Szaleństwo prawda?
Kujawiaka już opisywałem na blogu, ale to nie jest to samo piwo i nie chodzi mi tu tylko o brak pasteryzacji. Dzisiejszy bohater to stosunkowo nowy twór z Browaru Warka, swoją drogą wizualnie bardzo podobny do konkurencyjnego Kasztelana Niepasteryzowanego. Czy takie podobieństwo można uznać za przypadek? 

 Biorę szklankę i przelewam. Piwo ma jasno złoty odcień, jest idealnie klarowne i posiada tzw. iskrę. Biała, niezbyt okazała i średnio pęcherzykowa piana z głośnym sykiem opada do zera w przeciągu 2-3 minut (skąd ja to znam?). Nie ma tu oczywiście mowy o oblepianiu szkła czy cuś. Szklanka od wewnątrz jest czysta jak łza!
Wysycenie jak na koncerniaka przystało, jest wysokie, grube, szorstkie i lekko szczypiące, ale tragedii nie ma. Piłem piwa jeszcze bardziej „gryzące” dwutlenkiem węgla. 


Tuż po nalaniu czułem przyjemną słodowość, jednak po 10 minutach muszę się nieźle nawąchać, żeby ponownie ją odnaleźć. Oprócz słodu jest tu także odrobinę niuansów chlebowych z niewielką domieszką słodkawych biszkoptów i DMSu. W tle majaczą jakieś kwaskowe nuty. Nawet rześki to zapach, lecz gotowane warzywka nieco psują ten efekt.

wtorek, 5 listopada 2013

URSA MEGALOMAN


ALK.6,2%. Najnowsze piwo z Ursa Maior to Megaloman. Nazwa odnosi się podobno do dudka, widniejącego na etykiecie, że niby dudek to taki megaloman wśród ptaków. Nijak mi to nie pasuje do piwa, ale pewnie się nie znam.
Jest to kolejne piwo, reprezentujące tak popularny ostatnio styl American India Pale Ale (AIPA). Nie mówię, że nie lubię tego stylu. Nie mówię, że nie lubię chmieli zza oceanu, ale dlaczego do jasnej ciasnej jakieś 60-70% nowości z nowych polskich browarów kontraktowych, rzemieślniczych musi być warzone na „amerykańcach”?! Ja wiem, że to moda, że to swego rodzaju novum na rynku, że Polacy chcą czuć prawdziwą goryczkę, bla, bla, bla... Wszystko jednak ma swoje granice, mi już powoli nudzą się te amerykańskie chmiele, pakowane gdzie tylko się da i ile się da. Jeszcze nimi nie rzygam, ale zaczyna mi się po prostu już nimi odbijać. To już nie można zrobić dobrego piwa bez użycia american hops? Myślicie, że nikt nie będzie pił porządnego dry stouta, weizena, pilsa, koźlaka podwójnego, marcowego, czy naszego ‘skarbu narodowego’ porteru bałtyckiego? Ja na pewno będę. 


Megaloman dysponuje białą, średnio obfitą i drobno ziarnistą pianą, która zostawia niewielkie, acz wyraźne osady na ściankach pokala. Jej redukcja do niewielkiej obwódki następuje już po kilku minutach. Tak więc jest nieźle, ale mogłoby być lepiej.
Piwo posiada łagodny odcień bursztynu, względnie jasnej herbaty. Jest w miarę klarowne i dość oszczędnie potraktowane dwutlenkiem węgla.
Zapach nie zwala z nóg swoją intensywnością i stanowi kolaż łagodnych cytrusów, ulotnych niuansów świeżego chmielu oraz przyjemnej słodowości. W tle majaczy stonowana nuta mango, brzoskwini i ananasa. Nie ma tu żadnych cech leśnych, żywicy, itp.

niedziela, 3 listopada 2013

KEJTER


ALK.6%. Z tym piwem wiąże się dziwna historia. Kejter to piwo w stylu American Amber Ale, a jego oficjalna premiera odbyła się 5 października. Prapremierę miał gdzieś w okolicach 4-6 września, kiedy to kilka lokali dostało po beczce, a praprapremierę 23 sierpnia na Chmielakach Krasnostawskich, gdzie mówiono, że jest to AIPA! Finalnie jak widać z AIPA wyszły nici i mamy amber ejla na amerykańskich chmielach.
Aha, Kejter w gwarze poznańskiej to pies. Browar SzałPiw generalnie wszystkie swoje piwa nazywa bardzo odjechanie (dla kogoś kto nie zna tej gwary), był już Rojber, Bździągwa, Szczun oraz Jasny i Ciemny Dynks oraz ich najnowsze dzieło Śrup. Taka konsekwencja w nazewnictwie osobiście mi się podoba, zresztą nazwy same w sobie również. 


Rzeczony trunek generuje dosyć obfitą, średnio ziarnistą pianę o lekko kremowym zabarwieniu. Opada ona w tempie ni to szybkim, ni to wolnym, w bardzo ładny sposób brudząc przy tym szkło.
Kolor piwa jest bardzo mętny, bardziej brunatny lub miedziany, aniżeli bursztynowy.
Wysycenie jest drobne i niskie, mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że zbyt niskie.
W zapachu są dość dobrze wyczuwalne estry czerwonych owoców, dużo słodowości oraz słodkich biszkoptów. Do tego dochodzi naprawdę niewielka doza żywicznego chmielu i kwiatów oraz ziół. Przyznam, że spodziewałem się zgoła odmiennego aromatu, chociaż ten również nie jest zły. 

piątek, 1 listopada 2013

PLON Zielony


ALK.6,2%. Browar Kormoran stara się jak może szokować, wprawiać w osłupienie i skupiać na sobie uwagę polskiego konsumenta napoju z pianką. Już od jakiegoś czasu każde ich kolejne piwo jest pod jakimś względem wyjątkowe, nieszablonowe i po prostu zaskakuje (oczywiście w tym pozytywnym sensie).
Ich najnowsze dzieło to piwo w stylu Polish India Pale Ale (PIPA), chmielone jedną odmianą polskiego chmielu Sybilla, w środowisku określane jako single hop. Mało tego – jest to dopiero drugie polskie piwo, do którego produkcji użyto świeżego (mokrego) chmielu, a nie przerobionego w formie granulatu chmielowego, czy ekstraktu. Chyba wiecie, że dodawanie świeżych szyszek chmielowych do kotła w reklamach telewizyjnych to czysta fikcja?


Ciekawostką jest również to, że ten świeży chmiel pochodzi z.... „własnej” plantacji Browaru Kormoran, a ściślej mówiąc z pewnego gospodarstwa na Lubelszczyźnie, które ucierpiało jakiś czas temu z powodu powodzi. Browar Kormoran postanowił odbudować ową plantację,  nawiązując tym samym współpracę z miejscowym rolnikiem. W tym roku odbyły się pierwsze dożynki chmielowe, zebrano pierwsze plony – stąd nazwa piwa. „Wznieśmy zatem toast za polski chmiel, bo PL is ON :-) ”

Przelewam i oglądam. Biała, średnio ziarnista i dosyć obfita pierzynka piany utrzymuje się wystarczająco długo na powierzchni. Opadając pozostawia spore zacieki na szkle.
Piwo posiada ładny bursztynowy odcień i jest lekko opalizujące.
Zapach roztacza przyjemną woń żywicy, słodkich czerwonych owoców oraz lekkiego karmelu i słodu. Gdzieś w głębi pobrzmiewa także odrobinę trawiastego chmielu. Podobno Sybilla ma pachnieć również ziołami, ale ja takowych nie wyczułem.