czwartek, 30 stycznia 2014

BIRBANT AMERICAN BROWN ALE


ALK.5,5%. BIRBANT – hulaka, utracjusz, lekkoduch, swawolnik, marnotrawca, próżniak, fircyk. Tak oto nazywa się nowy polski browar kontraktowy. Przyznacie, że sama nazwa jednoznacznie ma negatywne konotacje, ale pewnie chodziło o to, by się w pewien sposób wyróżnić i utkwić gawiedzi w pamięci.
Browar tworzy piwowar domowy Krzysztof Kula oraz Jarosław Sosnowski, który przez ostatnie 8 lat szlifował swoje umiejętności  w Minibrowarze Haust w Zielonej Górze.
Co ciekawe i warte odnotowania, chłopaki warzą swoje piwa w Witnicy, która – powiedzmy sobie szczerze – nie słynie z piw wybitnych, czy choćby dobrych. Ba! W moim piwnych statystykach zajmuje tragiczne, przedostatnie miejsce na 34 browary! Nie ma to jednak większego znaczenia, gdy za warzenie bierze się ktoś z zewnątrz (przykład Gościszewa, czy Bartka). 


Premierowym piwem Birbanta jest american brown ale. Nie jest to jakieś zupełne novum na polskim rynku, osobiście dwa razy miałem z czymś podobnym do czynienia. Zarówno Brown Foot z AleBrowaru, jak i Deszcz w Cisnej to bardzo smaczne, niemal doskonałe piwa. Jak na ich tle wypadnie dzisiejsza nowość?
Po przelaniu do szklanki przywitała mnie niezbyt okazała, kremowa piana, zbudowana z mieszanej wielkości pęcherzy. Piana dość szybko opadła, brudząc obficie ścianki.
Piwo posiada dość niskie nasycenie i brązową barwę, mniej więcej zgodną ze stylem, jednak ja bym ją określił jako miedziano-burgundową.

wtorek, 28 stycznia 2014

EWOLUCJA CZY REWOLUCJA?


Z pewnością każdy polski piwosz, nawet ten pijący tylko koncernowe sikacze zauważył, że w ostatnich kilku latach w naszym kraju dzieje się dużo, jeśli chodzi o temat piwa i piwowarstwa. Naprawdę chyba ktoś bardzo ograniczony, zamknięty w swoim piwnym półświatku lub z poważną wadą wzroku nie zorientował się, że coś jest na rzeczy.
Ciągle widzi się reklamy, że niepasteryzowane piwo lepsze niż pasteryzowane, a niefiltrowane to już ósmy cud świata normalnie jest! Słyszy się w kuluarach, że te wszystkie wity-srity, ipy, pipy to wprost urywają cztery litery! Piwo z browarów rzemieślniczych to jest dopiero coś! Craft beer! Wow!
Tak naprawdę to wszystko to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie ulega wątpliwości, że dzieje się dużo, rynek się zmienia, dojrzewa, ewoluuje. Nawet koncerny powoli urozmaicają swoją ofertę, dostosowując się w jakimś stopniu do trendów rynkowych. Szkoda tylko, że robią to z dość dużym opóźnieniem.
Już pewien czas temu jakiś mądry człowiek to zauważył i stwierdził wówczas, że bez wątpienia mamy tu do czynienia z piwną rewolucją. Rewolta, pucz, rebelia na całego! Znalazł on oczywiście wśród tłumu (piwoszy) niemałe poparcie. Jednakże niemal w tym samym czasie inny mądry człowiek ostudził owy pogląd, mówiąc że nie ma takiej opcji, to nie żadna rewolucja, tylko długa i powolna ewolucja. No i bądź tu mądry i pisz wiersze – jak mówi stare powiedzenie.

Tak więc od tego momentu nie brakuje zwolenników zarówno jednej, jak i drugiej teorii, które na nasze szczęście nie powodują jakiegoś widocznego rozłamu polskiego piwnego społeczeństwa. Wiadomo przecież, że w tym przypadku rewolucja i ewolucja wywołują tylko pozytywne konotacje. Nie mniej jednak sprawa nie daje mi spokoju takiego, jakiego bym sobie oczekiwał. Może warto więc przybliżyć i zagłębić się trochę w owy temat.

 

REWOLUCJA

Samo pojęcie rewolucji ma wiele znaczeń. Dotychczas nie sformułowano jednej i zwięzłej teorii, która wyjaśniałaby szczegółowo czym jest i jakie dziedziny obejmuje. Jednakże wszyscy się zgadzają, ze rewolucja to jakaś znacząca zmiana, która zazwyczaj zachodzi w stosunkowo krótkim czasie. Owa regułka nie precyzuje jednak o jaki przedział czasu chodzi. Może to być rok, może to być dziesięć lat, a nawet i więcej.
W pewnym sensie więc możemy pokusić się o stwierdzenie, że w Polsce obecnie mamy do czynienia z piwną rewolucją, ze względu na fakt, iż w ciągu ostatnich kilku lat:
  • jak grzyby po deszcze powstają nowe browary (kontraktowe, restauracyjne i rzemieślnicze)
  • na rynku pojawiają się nieznane dotąd u nas style piwa
  • czasem też powstają zupełnie nowe style lub jakieś hybrydy
  • z roku na rok przybywa piwnych festiwali, targów i innych imprez o piwnej tematyce
  • w zastraszającym tempie rośnie liczba piwowarów domowych i konkursów piw domowych
  • maleje udział rynkowy koncernów na rzecz innych browarów
  • dość szybko przybywa sensownych lokali z szeroką ofertą piw z małych browarów
  • piwni blogerzy mnożą się szybciej niż bakterie na agarze
  • premiery nowych piw obchodzone są hucznie i „z pompą” 

 

EWOLUCJA

Mimo, że pojęcie to głównie kojarzymy z naukami biologicznymi, to w rzeczywistości możemy je odnosić do wielu dziedzin życia. Również pojęcie ewolucji piwnej nie jest więc żadnym faux pas.Ewolucja to proces ciągły, polegający na stopniowych zmianach zachodzących w dość długim czasie – tak brzmi najbardziej ogólna regułka, wyjaśniająca to pojęcie. Tu również nie ma konkretnie sprecyzowanej długości czasu, jednakże z pewnością chodzi tu o dłuższy okres niż w przypadku rewolucji. Czy zatem w Polsce można zaobserwować piwną ewolucję? Być może tak, ale tylko wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę ostatnie sto lat. Nie można natomiast nazwać ewolucją tego, co dzieje się w przeciągu 2-3 lat! Moim zdaniem to stosunkowo za krótko, by nazwać to ewolucją. Znaczące zmiany zachodzą tak szybko, że bardziej na miejscu wydaje się mówić tu o rewolucji!

Problem nazewnictwa mamy więc z głowy, a jeśli jeszcze nie przekonałem większości z was to po części przybliżę to, co działo się w Polsce w tych ostatnich kilku latach. Nie będę szczegółowo wyliczał, ile w tym czasie zorganizowano nowych piwnych festynów i festiwali, ilu przybyło piwnych blogerów i piwowarów domowych, ile otwarto nowych multi- i hipertapów oraz ile procent zmalało koncernom, a ile urosło konkurencji. Wiecie dlaczego? Bo to jest bardzo trudno dokładnie policzyć i po prostu mi się nie chce. Skupię się za to na samych browarach (nie restauracyjnych) i piwach przez nich warzonych, bo uważam, że one są głównym motorem napędowym owej piwnej rewolucji. Cała reszta to tylko otoczka, przysłowiowa wisienka na torcie.

niedziela, 26 stycznia 2014

HOPPY NEW YEAR

ALK.7,3%. Happy New Year...tfu...przepraszam, Hoppy New Year miał swoją premierę równo osiem dni temu. Pracownia Piwa postanowiła tym razem wziąć na warsztat styl dobrze już znany w naszym kraju – AIPA. Nie będę znowu marudził, że mamy kolejnego amerykańca na rynku, bo akurat ten styl jest na tyle kosmopolityczny, że nadaje się zarówno na lato, jak i na zimę.
Sympatyczny miś polarny ubrany nieco sylwestrowo i nieco karnawałowo jest tu więc całkiem na miejscu. Swoją drogą ta etykieta podoba mi się dużo bardziej niż te dotychczasowe, które po prostu wiały nuuuuuuudą. Nie wiem, czy to jednorazowe zagranie, czy może zmiana na stałe?
Tabliczka znamionowa mówi, że piwo ma 85 IBU, 16.6°Blg, 7.3% alkoholu – parametry w sam raz na obecne mrozy. 

Trunek prezentuje się wyśmienicie: biała, wysoka, gęsta i zbita piana, zbudowana z drobnych pęcherzy prawie w ogóle nie opada! Można ją podziwiać godzinami, do tego te wspaniałe i obfite zacieki na szkle. Mistrzostwo świata!
Piwo posiada ładny miodowo-bursztynowy odcień, przypominający mocno zaparzoną herbatę. Wysycenie oscyluje na średnim poziomie, co bardzo pasuje do tego stylu.
Intensywny i świeży aromat oferuje całą gamę amerykańskich chmieli w postaci słodkiego mango, ananasa, liczi, różowego grejpfruta i odrobiny kwaśnych cytrusów. Jest tu również obecna delikatna nutka żywicy i leśnych iglaków. W tle śladowe ilości jasnego słodu. I like it!

piątek, 24 stycznia 2014

KSIĄŻ JASNY


ALK.6%. Koncernowe ‘jasne pełne’? Why not?
Mój dzisiejszy bohater nie jest może tak popularny jak wyroby z KP i GŻ, ale kilka razy w życiu piłem już Książa z Carlsberga i wiecie co? Patrząc na tego typu piwa z „wielkiej trójcy”, to wydawało mi się całkiem niezłe. Dlatego postanowiłem przyjrzeć mu się z bliska. Dodatkowo jestem zachęcony sukcesem konkurencyjnego Wojaka, który wbrew pozorom bił rekordy wyświetleń przez kilka dobrych miesięcy, co świadczy o tym, że gro czytelników chce czytać recenzje popularnych, koncernowych piw. Zatem do dzieła.

Przelewam i oglądam. Śnieżno biała i puszysta piana zbudowana jest z niesamowicie drobnych pęcherzyków. Mimo przeciętnych rozmiarów zadowalająco długo się utrzymuje na powierzchni piwa, ładnie oblepiając przy tym ścianki. No... przyznam, że jest nieźle.
Trunek nosi ładny złocisty i klarowny odcień, przy czym nie jest on tak blady jak w przypadku większości tego typu piw. Podoba mi się.
Nasycenie dwutlenkiem węgla jest idealne. Średnio wysokie, wyraziste, drobne i gładkie.
Zapach jest świeży z dominacją słodowych akcentów o silnym zbożowym zabarwieniu. W tle pobrzmiewają słodkie biszkoptowe niuanse oraz miodopodobne cienie, często spotykane w polskich ‘strongach’.

środa, 22 stycznia 2014

SMOKED CRACOW


ALK.2,4%. W ostatnią sobotę 18 stycznia miała miejsce premiera dwóch piw z podkrakowskiej Pracowni Piwa, jednym z nich jest właśnie Smoked Cracow. Jest to piwo w stylu grodziskie/grodzisz, który jest chyba najbardziej znanym polskim stylem piwa na świecie (w sumie to raptem tych styli mamy dwa). Fajnie, że warzenia tego skarbu narodowego podjął się kolejny browar, ale dlaczego typowe piwo na lato pojawia się w środku zimy? To latem mamy się spodziewać tripla, albo barley wine? Naprawdę nie rozumiem takiego podejścia, aczkolwiek wiem, że ten przypadek nie jest odosobniony. Przecież w ubiegłym roku byliśmy świadkami kilku takich „spektakularnych” premier, pasujących do aury jak kalosz do sukni ślubnej. 


Nazwa i tym razem, jak widać odnosi się do Krakowa. Dymiący Kraków, to jak mniemam aluzja to smogu, który dość często trapi mieszkańców tej metropolii.
Sami przyznacie, że jak na piwo nazywane szampanem grodziskim, mizerna jest ta piana? Niewysoka, biała, drobno ziarnista, krótkotrwała. Ogólnie lipa.
Piwo posiada jasno złoty/słomkowy odcień i jest lekko mętne. Wysycenie dwutlenkiem węgla dość przeciętne (niektóre koncernowe lagery mają więcej gazu), patrząc na styl mogłoby być chyba ciut wyższe.
Smoked Cracow ma najniższy ekstrakt (7,7% wag.) ze wszystkich piw, jakie do tej pory piłem. Nawet A’la Grodziskie z Pinty miało minimalnie więcej. Dzięki temu trunek ten nie oferuje zbyt intensywnych aromatów, bo mówiąc wprost jest bardzo rozwodniony.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

HERMES


ALK.4,8%. No i ponownie jankeskie chmiele w roli głównej.
W grudniu ubiegłego roku „mityczny” Browar Olimp uraczył piwoszy Hermesem. Jest to piwo jasne, górnej fermentacji, oczywiście na amerykańskich chmielach (dwóch) i jednym nowozelandzkim, w skrócie American Pale Ale.
Mimo kilku prób, nadal nie mamy rodzimego, porządnego pilsa za 3 złote, ale widać, że browary mają to gdzieś, one muszą iść przecież z duchem craft. W co drugim piwie obowiązkowo muszą się znaleźć nowofalowe chmiele zza oceanu. Nie mówię, że one są złe, ale ileż można? Szynka jedzona codziennie też kiedyś się znudzi prawda?
Dosyć ględzenia. Czas zabrać się za boga podróżnych i kupców. 


Hermes pieni się dość przeciętnie. Średnio wysoka biała piana składa się w tym przypadku z dużych pęcherzy, szybko się dziurawi i niezbyt długo cieszy zmysł wzroku. Za to przepięknie brudzi szkło, tworząc niesamowite wzory na ściankach.
Piwo zostało optymalnie wysycone CO2. Wyraźnie czuć atak bąbelków gazu na języku, ale dzięki temu trunek jest rześki i pijalny.
A co z barwą? Złoto-bursztynowy odcień jest jak najbardziej na miejscu, ale trochę razi mnie ogromna mętność tego napitku. Tysiące farfocli (niektórych bardzo dużych) pływających w piwie, to niezbyt zachęcający widok do konsumpcji. Rozumiem brak filtracji, ale ja wcale nie wstrząsałem butelką przed nalaniem. Tego nie powinno tu być!

niedziela, 19 stycznia 2014

DOMOWY PIWOWAR ROKU 2013


Domowy Piwowar Roku to jeden z wielu tytułów i odznaczeń, które raz w roku przyznaje Bractwo Piwne. Jest on przyznawany przez Kapitułę Bractwa piwowarowi domowemu, którego piwa w danym roku kalendarzowym były najwyżej i najczęściej oceniane w poszczególnych konkursach piw domowych.
Po raz pierwszy tytuł ten został przyznany w 2010 roku Dorocie Chrapek, w 2011 ze zwycięstwa cieszył się Krzysztof Kula, a rok później Agnieszka Łopata, która teraz warzy komercyjnie swoje piwa we własnym browarze rzemieślniczym!
Piwowarów domowych, jak i samych konkursów co roku przybywa. W 2012 roku piwowarzy mogli rywalizować w 13-tu konkursach i 32-óch kategoriach, a już rok później było 20 konkursów i aż 50 kategorii! Widać jak na dłoni, że coraz więcej Polaków bierze się za warzenie piwa w domu, z czego z pewnością możemy być dumni.

Aby zdobyć owe wyróżnienie, trzeba było zdobyć największą liczbę punktów w konkursach piw domowych w ciągu całego roku 2013 wg następującego porządku: 1 miejsce – 5 pkt, 2 miejsce 4 pkt, 3 miejsce – 3 pkt, 4 miejsce – 2 pkt, 5 miejsce – 1 pkt.


Po przeliczeniu tej, jakże prostej punktacji okazało się, że Tytuł Domowego Piwowara Roku 2013 zgarnął JACEK STACHOWSKI! Moje serdeczne gratulacje panie Jacku!
Piwa spod ręki zwycięzcy w całym 2013 roku wygrały aż 3 konkursy, pięć razy zajmowały 2 miejsca,  raz 3 i 4 miejsce oraz dwa razy 5 miejsce. W sumie dało to 42 punkty. Na drugim miejscu podium uplasował się Waldemar Pitala (39 pkt), a na trzecim Adam Czogalla z 24 punktami na koncie. Pozostałym osobom również gratuluję i życzę dalszych sukcesów w piwowarstwie domowym.
Uroczyste wręczenie Tytułu Domowego Piwowara Roku 2013 planowane jest na marzec 2014 roku w Muzeum Kinematografii w Łodzi.

Piwu cześć!
Amator Piwa

piątek, 17 stycznia 2014

CZYM RÓŻNI SIĘ PODPIWEK OD KWASU CHLEBOWEGO?


Już jako mały brzdąc, niejednokrotnie widywałem na półkach w markecie owe „mityczne” i tajemnicze napoje i zastanawiałem się, co to jest u licha? Jak to smakuje, czy dziecko może to pić? Czy to ma alkohol? U mnie w domu jakoś nigdy nikt się nie imał tego typu wynalazków.
Z perspektywy dorosłego człowieka również co jakiś czas natykałem się na różne podpiwki i kwasy chlebowe, ale nadal przez długie lata nie wiedziałem, czym różni się jedno od drugiego, jak one smakują i jak się je robi? Przeważnie stoją na półce z piwami, więc czy to są jakieś piwa może?
Sprawa nie dawała mi spokoju, mimo iż nie znajdywałem nigdy odwagi, by kupić coś takiego i spróbować. Zawsze wolałem wziąć starego, sprawdzonego Żywca lub Tyskacza. W końcu pewnego pięknego dnia, szala mojej niewiedzy zaczęła stopniowo przechylać się w stronę światła, a przecież wiadomo, że zawsze trzeba iść w stronę światła ;>
Powoli zacząłem zgłębiać temat, zakupiłem kilka sztuk, chyba najbardziej znanych tego typu napojów w kraju. Efektem mojej pracy jest niniejszy wpis.



PODPIWEK


Już sama nazwa kojarzy się nam z piwem. I owszem – w większości przypadków podpiwki są dziełem browarów, chociaż zdarza się czasem, że za taki cymes bierze się np. producent napojów i wód mineralnych. Dlatego też niekiedy podpiwki można także spotkać na półkach obok Cisowianki lub Hoop Coli.
Podpiwki to ciemne i bezalkoholowe napoje gazowane, zawierające co prawda niewielkie ilości alkoholu (do 0,5%). Produkuje się je zazwyczaj z wody oraz słodu w postaci ekstraktu słodowego lub mąki słodowej i drożdży. Przeważnie dodaje się również cukru, niekiedy chmielu lub ekstraktu chmielowego, kwasu cytrynowego bądź kwasu mlekowego. Oczywiście gotowy wyrób jest dziełem fermentacji. Jak więc widać podpiwek ma wiele cech wspólnych z piwem, zaczynając od składników, kończąc na sposobie wytwarzania. Zazwyczaj pija się je w lato, by ugasić pragnienie i zregenerować siły po dużym wysiłku fizycznym.

  • Podpiwek Lubuski – Łatwo dostępny produkt w całym kraju. Producentem jest oczywiście Browar Witnica. W składzie oprócz ww. znalazły się również aromaty. Browar nie byłby sobą, gdyby ich tutaj nie użył. Podpiwek ma niemal czarną barwę, pod światło ciemno brunatną. Smakuje bardzo podobnie jak jakaś tania cola – bardzo słodko i  karmelowo, po części także słodowo, przy czym jest dość zalepiające W tle przewijają się nutki kawy zbożowej. Wysycone jest średnio mocno, ale wydaje mi się, że ten podpiwek miałby spory problem, by ugasić moje pragnienie przy 30-to stopniowym upale. Nie mniej jednak, można wypić ze smakiem, ale nie więcej niż szklankę, bo bardzo słodkie. 

  • Podpiwek Warmiński – Również bardzo znana i rozpoznawalna marka na rynku z Browaru Kormoran. Skład praktycznie identyczny jak w piwie, no może za wyjątkiem cukru, ale za to jest chmiel! Kolor ładny i klarowny, ciemno wiśniowy, wręcz rubinowy. Tuż po przelaniu zapachniało mi nieco stęchłym chmielem i dziwnym przyprawowo-pikantnym aromatem. Może to oznaki zepsucia? Nasycenie jest średnie. W smaku jest lekki kwasek, ciemne słody, echa karmelu, trochę chmielu oraz przypraw. Słodycz jest znikoma, dominuje raczej niewielka kwaskowatość oraz słodowe ciało. Naprawdę nie wiem, czy to ma tak smakować, czy to już są pierwsze oznaki utlenienia? Może pomożecie? Tak, czy siak, nie smakuje mi to.  
  • Podpiwek Jędrzej – Sympatyczny podpiwek w plastikowej butelce PET. Co prawda jest krócej na rynku, niż poprzednicy, ale dzięki dość intensywnej kampanii reklamowej produkt staje się coraz bardziej widoczny i rozpoznawalny. Napój ma identyczną barwę co jego kolega z Witnicy. Za tajemniczym wąsem stoi znany wszystkim Browar Van Pur z Rakszawy. Jędrzej ma bardzo intensywny aromat karmelowy z dodatkiem czekolady oraz lekko palonych ciemnych słodów i kawy zbożowej. Już wiadomo, że będzie słodko. Smak jest bardzo przyjemny i rześki, przede wszystkim karmelowy z wyraźną nutą ciemnych słodów. Dalej mamy lekki kwasek oraz posmak kawy zbożowej. Jest słodko, ale nie tak bardzo jak w przypadku Lubuskiego. Odpowiednie wysycenie oraz naturalny smak i wspaniały aromat sprawiają, że jest to według mnie najlepsza propozycja z całej trójki.

wtorek, 14 stycznia 2014

PORTER MOCNO DOJRZAŁE


ALK.8,9%. Porter bałtycki to jest to, co tygryski takie jak ja, lubią najbardziej ;>
Jesienią ubiegłego roku Carlsberg Polska wprowadził do gry nowego gracza segmentu wagi ciężkiej porterów bałtyckich, rezygnując jednocześnie z ich dotychczasowego przedstawiciela tego stylu. W sumie to tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy mój dzisiejszy bohater, to jest to samo piwo co wcześniejsze, tylko w innym opakowaniu, czy oprócz opakowania majstrowali również przy recepturze. Stary miał 8,3% alkoholu, nowy ma 8,9%, ale przecież istnieje +/- 1% tolerancji ,więc sprawa nie jest taka oczywista.
Na Browar.bizie nie brakuje zwolenników zarówno jednej, jak i drugiej teorii. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy, ja chyba jednak jestem za tym, że to piwo to nowość i nie jest identyczne z poprzednim. 


Nie śmiejcie się ze mnie, ale muszę to powiedzieć: ta etykieta mnie normalnie rozwala. Zdjęcie w pełni tego nie oddaje, ale dla mnie to jest normalnie mistrzostwo świata, majstersztyk, ideał, klasa światowa. Dobór barw, faktura etykiety oraz ogólna stylizacja są na najwyższym poziomie.
Piwo jest niemal czarne, dokładnie to bardzo mocno ciemno brunatne z niewielkimi burgundowymi refleksami.
Drobno pęcherzykowa, beżowa piana nie jest zbyt obfita i prawie w ogóle nie oblepia ścianek. Jej żywotność pozostawia wiele do życzenia, zresztą gęsta i trwała piana raczej nie jest domeną porterów bałtyckich.
Już po przelaniu w pokoju uniósł się wspaniały aromat dojrzałych śliwek, wiśni i czarnej porzeczki, ocierający się delikatnie o suszoność tychże owoców. Natomiast gdy zbliżyłem nos do sniftera wyczułem wyraźną woń słodkich czekoladowych klimatów oraz odrobinę karmelowych tonów. Subtelne akcenty ciemnych słodów są tutaj niezłym uzupełnieniem. Paloność jest bardzo znikoma. W tle dość wyraźna obecność alkoholu, który przy sporym udziale ww. owoców przywodzi mi na myśl jakieś czekoladki cherry z alkoholem. Mi to nawet odpowiada.

niedziela, 12 stycznia 2014

AFRODYTA


ALK.5,1%. Dzisiaj biorę na warsztat witbiera, który zadebiutował w połowie... grudnia! Piwo może trochę nietypowe jak na tę porę roku, które na dobrą sprawę jest domeną lata. Chociaż w sumie, za oknami jakoś nie widać, że mamy obecnie połowę stycznia.
Jest to w zasadzie trzecie piwo z kontraktowego Browaru Olimp, nie licząc Prometeusza chmielonego „mokrą” szyszką. No i przyznam, że po dwóch pierwszych jestem trochę zawiedziony poziomem piw z tego przybytku. A propos, Afrodyta, jak i pozostałe piwa jest już warzona w Browarze Zodiak, a nie jak było wcześniej w Krajanie. Mam nadzieję, że wpłynie to in plus na jakość piw z Olimpu.
Co ciekawe widać, że Olimp, podobnie jak Pracownia Piwa i Browar Staromiejski Jan Olbracht, są otwarci na współpracę z piwowarami domowymi. Afrodyta jest piwem uwarzonym na podstawie receptury Krzysztofa Juszczaka, który w Olbrachcie „uwarzył” White Summer. 


Dzisiejszy witbier to złoto-pomarańczowe piwo, które jest mętne jak ta lala. Odrobinę nim zamieszałem i w zamian dostałem bardzo mętny trunek z niemałą zawartością pływających drobin i sporych farfocli (białek i/lub drożdży). Może i brzydko to wygląda, ale mi to nie przeszkadza.
Obfita, gęsta i drobno ziarnista czapa białej piany imponuje swoimi rozmiarami i żywotnością. Do tego ładnie oblepia ścianki, tworząc na szkle jakieś dziwaczne i niezrozumiałe wzory.
Piwo jest mocno nasycone dwutlenkiem węgla, ale takie ma być, w końcu to witbier.
W zapachu występuje dość specyficzna kwaśna cytrusowa nuta z wyraźnym zacięciem drożdżowym oraz odrobiną kolendry z tyłu. W tle umiarkowanie silne akcenty słodowe-zbożowe, podbudowane z lekka ciasteczkami.

piątek, 10 stycznia 2014

CIECHAN STOUT


ALK.5,4%. Od zawsze chciałem napić się tego piwa. Jako wielki miłośnik ciemnych trunków, stouty i portery cenię sobie dużo bardziej ponad jasne lagery. Problem w tym, że Browar Ciechan swojego stouta wpuszcza dosyć nieregularnie (czyt. rzadko). Z niewiadomych dla mnie powodów nie znajduje on stałego miejsca w portfolio Browarów Regionalnych Jakubiak.
W końcu jednak udało mi się zdobyć owe piwo, ale zastanawiam się, czy tak długie oczekiwanie nie przełoży się na moje zbyt wygórowane oczekiwania względem tego napitku?


Już po przelaniu przeżyłem pierwsze rozczarowanie – gdzie podziała się piana? Mimo lania w sam środek, efekt macie na zdjęciu. Widoczne strzępki grubo ziarnistej i beżowej piany zdecydowanie nie zachęcają mnie do degustacji.
Kolor piwa jest jak najbardziej prawidłowy, bardzo mocno brunatny, niemal czarny i nieprzejrzysty. Nasycenie jest umiarkowanie niskie, płaskie i takie niewyraźne. Jest to chyba główny winowajca kiepskiej piany. Osobiście preferuje większą intensywność bąbelków na podniebieniu, nawet w stoucie.
W zapachu przebija wyraźna owocowa nuta (wiśnia, czarna porzeczka, ciemne winogrono), tuż za nią podążają karmelowe tony, sporo czekoladowych klimatów z niewielką domieszką niezbyt mocnej kawy. Liche aromaty słodowe zamykają stawkę. Paloność jest znikoma, wręcz symboliczna. Patrząc na styl to jest to dość dziwaczny zapaszek. Skąd tu ta owocowość? Gdzie podziały się palone słody?

środa, 8 stycznia 2014

IMPERATOR BAŁTYCKI


ALK.9,1%. Imperator Bałtycki, choć pojawił się na rynku pod koniec roku, był jednym z najbardziej wyczekiwanych piw roku 2013. Na ten trunek przez kilka (kilkanaście?) tygodni z językiem na wierzchu czekało 99% piwnych beer geeków, maniaków złocistego trunku, blogerów piwnych i innych ludzi, dla których piwo jest pępkiem świata.
Informacje/zapowiedzi o piwie celowo były reglamentowane przez samych twórców, po to by stopniowo pobudzać wodze naszej nieposkromionej wyobraźni. Pomysłów było co najmniej tyle, ile osób się nad tym zastanawiało, a summa summarum chyba nikt nie odgadł co to będzie za piwo. W taki właśnie sposób tworzy się nowoczesny marketing. Zjawisko dodatkowo potęgował fakt limitowanej ilości 7380 butelek o niespotykanej jak dotąd u Pinty pojemności 0,33 litra(!!!), które mimo bardzo wysokiej ceny rozeszły się, szybciej niż przysłowiowe ciepłe bułeczki. 


Nowość z Zawiercia to bardzo mocne i ciemne piwo, dla którego inspiracją jest nasz rodzimy, znany i ceniony na świecie porter bałtycki. Jednak 24,7° Plato, chmiele amerykańskie i deklarowane 109 IBU, zdecydowanie nie pasują do porteru bałtyckiego. I słusznie, bo Imperator Bałtycki to zupełnie nowy styl, który zwie się porter imperialny. Większy ekstrakt, więcej chmielu (from USA), więcej goryczy, więcej ciała, większa gęstość - taki właśnie jest Imperator Bałtycki. Potężny, mocarny i bezwzględny dla dziewiczych podniebień.
Baczność! Szklanki w dłoń! Do piwa marsz! Otwórz, napełnij i spocznij.
Pintowski specjał pieni się niemiłosiernie. Piana koloru kawy z mlekiem jest gęsta jak bita śmietana, bujna jak tropikalna puszcza, drobno ziarnista jak piasek na Saharze. Śmiało można ją jeść łyżeczką. Mimo ostrożnego nalewania zajmuje ponad połowę pokala, a żeby móc dolać do pełna musiałem czekać całą wieczność! Jest bardzo trwała, chyba nawet bardziej trwalsza niż niemieckie samochody. Do tego jest niebywale estetyczna - z każdym łykiem na ściankach zostają obfite firany.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

WESOŁYCH ŚWIĄT


ALK.6,5%. Co prawda Święta Bożego Narodzenia już za nami, ale ja mam jeszcze w zanadrzu jedno piwo wybitnie dedykowane na ten okres. Wiem, że czar Świąt już dawno prysł, ale przecież choinki to chyba jeszcze macie w domach? Przynajmniej powinniście mieć.
Browar Gościszewo wprawił nie jednego piwosza w niemałe osłupienie, wypuszczając kilka dni przed Świętami owy ciemny specjał, który w składzie oferuje aż trzy rodzaje słodu (jęczmienny, pszeniczny i żytni!) oraz przyprawy w postaci cynamonu, wanilii oraz gałki muszkatałowej.
Już sama nazwa nie pozostawia żadnych złudzeń z czym mamy do czynienia.
A tak przy okazji.... dwa lata temu Browar Pinta wypuścił na Święta piwo o identycznej nazwie. Po jakimś czasie jednak nazwę zmieniono na Dobry Wieczór. 


Może zacznę trochę nietypowo, bo od etykiety, która jest bardzo urzekająca. Ta czerwona barwa, renifery, mikołaj, śnieg i choinki są po prostu genialne. Iście świąteczny charakter.
Po przelaniu do szklanki beżowa piana była bardzo kiepskiej jakości – niska, drobno ziarnista, w oka mgnieniu przestała w ogóle istnieć.
Początkowo piwo wydawało mi się nieprzejrzyście czarne, jednak po wnikliwej analizie okazuje się, że jest ono ciemno brunatne, niemalże czarne.
Zapach poezja – niezbyt nachalny duet waniliowo-cynamonowy wydaje się idealnie współgrać z ciemnym palonym słodem, karmelem, słodką czekoladą i niuansami chleba razowego ze słonecznikiem. Z tła wyraźnie przebija lekko pikantna nutka gałki muszkatałowej. Sumarycznie bardziej przypomina mi to zapach jakiejś coca-coli z przyprawami niż piernika, ale kupuję to!

sobota, 4 stycznia 2014

O CO CHODZI Z TYM BRACTWEM?



Pierwszy raz o czymś takim jak Bractwo Piwne usłyszałem jakieś 5-6 lat temu. Już w tamtych latach interesowałem się oczywiście tematyką piwa i piwowarstwa. Jednakże otwarcie przyznam, że obecnie moja wiedza jest co najmniej kilkukrotnie większa.
Pamiętam jak, co jakiś czas zaglądałem na ich stronę i marzyłem sobie wówczas, jak to fajnie byłoby być członkiem takiej organizacji, to by było coś...
Okazuje się, że niektóre marzenia (a może i wszystkie?) się spełniają, bowiem 28 grudnia 2013 roku zostałem oficjalnie przyjęty do Bractwa Piwnego! Zanim jednak opowiem jak do tego doszło, przedstawię pokrótce o co chodzi z tym Bractwem.

Towarzystwo Promocji Kultury Piwa – Bractwo Piwne – tak brzmi pełna nazwa tej ogólnopolskiej organizacji, która powstała w 1995 roku w Łodzi. Bractwo Piwne to instytucja zarejestrowana w Sądzie Rejonowym, posiadająca własny nr KRS. W chwili obecnej poza Łodzią, Bractwo posiada tzw. Kręgi Lokalne w Krakowie, Częstochowie i w Zgierzu. Każdy krąg skupia od kilkunastu do kilkudziesięciu członków, którzy mają imienną legitymację ze zdjęciem oraz przypinkę z dwoma kuflami piwa, jako symbolem Bractwa. Przeważnie co dwa tygodnie w siedzibie Bractwa (tak, każdy Krąg musi mieć swoją oficjalną siedzibę) organizowane są spotkania, na których poruszane są bieżące sprawy, ustalenia, plany lub jakieś degustacje.
Bractwo Piwne musi mieć swojego „wodza”, który tu nazywany jest Wielkim Mistrzem (to tak jak u Krzyżaków). Obecnie funkcję tę od wielu już lat pełni Marek Suliga – znany krytyk piwny i sędzia w wielu krajowych i zagranicznych konkursach piwnych.
Warto także dodać, że Bractwo Piwne jako jedyna organizacja reprezentuje Polskę w Europejskiej Unii Konsumentów Piwa (EBCU) – jest to międzynarodowa federacja zrzeszająca stowarzyszenia konsumentów piwa z krajów Europejskich.


Czym w zasadzie zajmuje się BP? Tylko nie mylić z tą znaną siecią stacji paliw!
Bractwo Piwne w głównej mierze promuje kulturę racjonalnego spożywania piwa, edukuje konsumentów odnośnie bogactwa piwnego świata, różnorodności stylów piwa, a niekiedy nawet współpracuje z szeroko rozumianym przemysłem piwowarskim. Cele te są realizowane głownie poprzez różnorakie akcje społeczne i dydaktyczne, konkursy piwowarskie, spotkania z przedstawicielami regionalnych browarów, eventy i wydarzenia bezpośrednio promujące piwo i piwowarstwo, np. pokazy warzenia piwa oraz darmowe degustacje piw domowych na przeróżnych festiwalach i festynach.

czwartek, 2 stycznia 2014

URSA BOMBINA BLUES

ALK.6%. Przez dość dużą ilość piwnych premier w ostatnich dwóch miesiącach 2013 roku narobiłem sobie sporo zaległości. Dzisiaj więc „odgrzeję” piwo, które pojawiło się na rynku już w listopadzie ubiegłego roku.
Bombina Blues to szóste komercyjne piwo, które wyszło spod rąk Agnieszki Łopaty. Ja piję dopiero szóste, a na rynku jest już siódme i ósme! Trzeba przyznać, że tempo mają niesamowite.
Tym razem piwosze dostali na stół robust portera, który (uwaga!) nie jest tym samym piwem, co znany wszystkim dolnofermentacyjny porter bałtycki. Robust porter to mocniejsza, bardziej chmielowa wersja angielskiego porteru, który jest piwem górnej fermentacji. 


Kumak z Bieszczad (bombina to po polsku Kumak Nizinny) ku mojemu zdziwieniu generuje wręcz symboliczną, kremową pianę o drobnej strukturze. Po dwóch minutach, nawet najmniejszy ślad już po niej zaginął. Naprawdę nie ma się nad czym rozwodzić.
Ciemno brązowe piwo z wyraźnie burgundowymi przebłyskami jest umiarkowanie nisko nasycone dwutlenkiem węgla, dzięki czemu brakuje tu trochę rześkości.
W zapachu wyraźnie dominuje słodkawy karmel i mleczna czekolada nad przyjemnym aromatem przypieczonej skórki chleba, toffi i lekko opiekanego słodu. Paloność jest tu naprawdę niewielka, ukryta pod postacią kawy z mlekiem.