sobota, 30 sierpnia 2014

TRIPLE BLOND


ALK.8%. Dzisiaj postanowiłem sobie zrobić małe „święto dziękczynienia” i wypić jakieś specjalne piwo (indyka oczywiście sobie daruję). Dlaczego? Okazje są dwie. Po pierwsze pękło 400 lajków na fan pejdżu, a po drugie dzisiaj degustuję piwo nr....... tak, tak, również 400! Cóż za niesamowity zbieg okoliczności - sam bym tego lepie nie zaplanował!
Wiem, że Triple Blond z Corneliusa nie jest szczytem sztuki piwowarskiej, wymagającym jakiegoś szczególnego traktowania, ale w chwili obecnej po prostu nie mam nic lepszego pod ręką (niestety RISy u mnie w piwnicy jakoś nie chcą się rozmnażać...).
Belgijski mocny, jasny ejl, zwany triplem, nie jest popularnym stylem na świecie, a tym bardziej w naszym rodzimym kraju. Jak do tej pory tylko trzy browary, uwarzyły coś na kształt tripla, ale tak naprawdę żaden z nich nie jest wierny belgijskim oryginałom. Sulimarowy wyrób również, głównie za sprawą polskiego i amerykańskiego chmielu (!). 


Pierwszy raz z tym piwem zetknąłem się na Krakowskim Festiwalu Piwa i pamiętam, że bardzo, ale to bardzo mi smakowało. Może dlatego, że był to pierwszy trunek, który tam wypiłem, a nie ukrywam, że byłem bardzo spragniony po prawie trzech godzinach podróży autem bez klimy w trzydziestostopniowym upale. A może dlatego, że to naprawdę jest bardzo dobre piwo? Zaraz się przekonam.
Triple Blond posiada jasno bursztynowy odcień i dość kiepską, białą pianę, która znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Wysycenie dwutlenkiem węgla jest wysokie i drobne, przy czym wyraźnie piekące, zwłaszcza w przełyku.
W aromacie pierwsze skrzypce gra wyraźna belgijska przyprawowość oraz estry owocowe, głównie suszone śliwki, dojrzałe morele, banany i czerwone pomarańcze. Nieco bardziej w głębi egzystuje subtelna słodowa nuta, drożdże oraz delikatna, acz wyczuwalna kolendra. Alkohol również wtrąca swoje trzy grosze, ale w końcu 8 voltów, to nie czeski pils... Przyznam, że jestem mile zaskoczony. Zapach jest typowo belgijski, słodkawy, bogaty i złożony.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Argus DOSTOJNY BURSZTYNOWY


ALK.6,8%. Dzisiaj kontynuuję przygodę z Argusami z Lidla. Po Lagerze Złocistym przyszła kolej na Dostojnego Bursztynowego jegomościa. Myślicie, że to jakiś amber ale? Guzik! To zwykłe jasne mocne, tak popularne u nas jeszcze dekadę temu. Obecnie nie ma co ukrywać, że mocne jasne lagery odchodzą powoli do lamusa.
Faktem jest, że do produkcji czterech nowych Argusów przyznał się Browar Amber, jednak jak twierdzi producent „piwo, które powstaje u nas dla sieci Lidl, ma specjalną recepturę. Nie są to nasze dotychczasowe produkty w innych szatach”. Taa, jasne. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby znaleźć analogię do istniejących od dawna produktów browaru z Bielkówka. Opisywany wcześniej Lager Złocisty ma identyczne parametry co Amber Naturalny, natomiast dzisiejszy Dostojny Bursztynowy wykazuje spore podobieństwo do Johannesa (ekstrakt 14,5%, alk. 6,5%). Czy można to uznać za przypadek? Nie sądzę. Co prawda różnica w woltażu wynosi 0,3%, ale przecież prawo pozwala, aż na 1% różnicy poziomu alkoholu podanego na etykiecie od wartości rzeczywistej. 


Otwieram i przelewam. Piwo pieni się dość przeciętnie, jednak udało mi się uzyskać optimum, czyli ‘pianę na dwa palce’. Niestety jej żywotność nie jest zadowalająca – opada szybko i prawie w ogóle nie osadza się na szkle.
Co ciekawe piwo, wbrew nazwie nie jest bursztynowe. Co najwyżej mógłbym je nazwać ciemno złotym. Wysycenie jest dość wysokie, grube i lekko szczypiące, aczkolwiek tragedii nie ma.
W zapachu słodowa pełnia o nieco zbożowym charakterze miesza się z nieznaczną domieszką chmielu i jasnego pieczywa. Po głębszym zaciągnięciu się niestety wyczuwam także alkohol, co przy takim woltażu jest niedopuszczalne. Po ogrzaniu natomiast na wierzch wychodzą lekkie nuty mokrego kartonu. Przeciętność i przewidywalność to pierwsze słowa, które przyszły mi na myśl po zapoznaniu się z aromatem tego piwa.

wtorek, 26 sierpnia 2014

SIR ARTHUR


ALK.6%. Browar Wąsosz pędzi przed siebie niczym francuskie TGV. Chłopaki solidnie przetestowali warzelnię, a teraz są tego efekty – co kilkanaście dni nowe piwo.
Drugim wąsatym jegomościem z podczęstochowskiego browaru jest angielski Extra Special Bitter. Tym razem na etykiecie możemy podziwiać zarost nieżyjącego już pana, który zowie się Sir Arthur Conan Doyle. Dla tych, którzy są na bakier z zagraniczną literaturą wyjaśniam, że to znany szkocki pisarz, który jest autorem cyklu powieści o Sherlocku Holmesie.
Wracając jednak do piwa, to bardzo się cieszę, że na rynku pojawił się trunek w stylu brytyjskim, których de facto w Polsce nie ma zbyt dużo. Ciągle tylko te amerykańskie chmiele oraz ipy w pięćdziesięciu wariacjach, a tu proszę jaka niespodzianka. Brawa za odwagę i pomysłowość. 


Mój dzisiejszy gość przywitał mnie średnio wysoką i drobno ziarnistą pianą o ładnej, kremowej barwie. Tempo jej opadania jest średnie, lacing niestety bardzo słaby.
Wysycenie - jak przystało na brytyjskie piwo - jest dosyć niskie i absolutnie nie przeszkadzające. Lekko mętny kolor przypomina ciemne złoto, bądź jasny bursztyn.
Zapach jest bardzo intensywny. Słodowa baza fajnie zazębia się tutaj z wyrazistym chmielem Admiral, który łączy w sobie klimaty trawy, tytoniu oraz ziół. W to wszystko wplątane są łagodne akcenty chleba i karmelu. W tle natomiast majaczy niewielka kwiatowość i owocowość, głównie w postaci kwaskowych cytrusów.

niedziela, 24 sierpnia 2014

CALL ME SIMON


ALK.6,9%. Na kanwie popularności piwnych kolaboracji, Browar Pinta uwarzył w maju piwo z Simonem Martinem. Chociaż w tym przypadku kolaboracja to może za duże słowo, bowiem ‘Pan-fantastic’ nie reprezentuje żadnego browaru, a jego udział w tym przedsięwzięciu praktycznie ograniczał się tylko do nieudolnego wrzucenia granulatu chmielowego do kadzi. Dla tych co niewiedzą jeszcze kim jest ów jegomość to wyjaśniam: walijski vloger piwny, który swego czasu skumał się z Kopyrem i ze trzy razy odwiedził Polskę. Powiedzmy sobie szczerze, chłopak jest co najwyżej średnio popularny i rozpoznawalny w Wielkiej Brytanii, natomiast w Polsce w ciągu kilku miesięcy stał się gwiazdą i importowanym celebrytą w świecie piwa. No, ale jak się ma takiego promotora jak Tomasz Kopyra, to nie ma się co dziwić.
Piwo Call Me Simon to taka wzmocniona wersja Ogni Szczęścia, czyli Imperial Irish Red Ale, w którym poza wyrazistą podbudową słodową główną rolę mają odgrywać amerykańskie chmiele i solidna goryczka. 


Pierwsze co rzuca się w oczy w tym piwie, to niski stopień odfermentowania – wręcz bardzo niski. Z 19,1% ekstraktu początkowego uzyskano zaledwie 6,9% alkoholu! Toż to nasze rodzime portery bałtyckie niekiedy z 18% ekstraktu osiągają, aż 8-9 „voltów”, zachowując przy tym niemałą treściwość. Koncerny natomiast 7% alko z palcem w du... wyciskają z „czternastki”.
Taki nadmiar cukrów w piwie nie pozostaje oczywiście bez znaczenia na jego smak i tak też jest w tym przypadku. Zacznę jednak od koloru, który faktycznie jest czerwono-rubinowy, przy czym zawiera w sobie nieco brunatnej naleciałości.
Drobno pęcherzykowa piana o kremowej barwie nie jest zbyt obfita, ale utrzymuje się dość długo na powierzchni, po części osadzając się na szkle.
W zapachu prym wiedzie bardzo wyrazista słodowa baza o wyrafinowanym orzechowo-tostowym klimacie. Nie brakuje tu także elementów słodkiego karmelu, prażonego słonecznika, opiekanego ziarna oraz chleba razowego. Nieco w głębi baraszkują sobie nuty rześkiego chmielu, cytrusów i innych owoców, głównie czuję tu dojrzałe śliwki węgierki i rodzynki. Daleko w tle pojawia się nieznaczna żywiczność oraz szczypta alkoholu, który – od razu zaznaczam – absolutnie nie przeszkadza. Naprawdę bogactwo!

piątek, 22 sierpnia 2014

POLSKIE BROWARY - Browar Pinta


Pomyślałem sobie, że skoro moim głównym targetem na blogu są polskie piwa, to czemu miałbym nie pisać o browarach, które je warzą? Tak oto zrodził się pomysł na nowy dział, w którym będę pokrótce przybliżał dotychczasową działalność niektórych polskich browarów. Żeby zbytnio „nie lać wody” i  mieć o czym dywagować postanowiłem, że będą to browary, które osiągnęły minimum 25 wpisów na blogu. Liczbę tę najszybciej przekroczył pewny kontraktowy browar z Zawiercia.

Browar Pinta


Rok założenia

2011
Właściciele
Ziemowit Fałat, Grzegorz Zwierzyna, Marek Semla
Lokalizacja
Browar Na Jurze (Zawiercie), Browar Zarzecze (Zarzecze)
Motto/hasło
Radość z warzenia
Logo


O Browarze Pinta można by wiele mówić i wiele pisać, ale jedno trzeba stwierdzić już na wstępie: są ojcami chrzestnymi piwnej rewolucji w naszym kraju. Browar został założony przez trzech piwnych pasjonatów. Początek ich działalności to nie tak odległe czasy, jednak realia rynku były wtedy znacząco odmienne niż dzisiaj.

Mimo, że nie byli pierwszym w Polsce browarem kontraktowym, to im właśnie należy przypisać rozpropagowanie idei warzenia piwa w zaprzyjaźnionych browarach. Rok założenia Browaru Pinta to bez wątpienia początek sporych zmian na polskiej scenie piwowarskiej. Tzw. browary regionalne mimo swojej wieloletniej egzystencji praktycznie nie wykraczały poza sztywny dogmat porter-miodowe-pszeniczne-ciemne oraz rzecz jasna niefiltrowany lub niepasteryzowany jasny lager.
Od Pinty zaczęła się moda na piwa niszowe i rzemieślnicze, na nowe style oraz towarzyszące im premiery. Od tego momentu osoby tworzące nowy browar przestali być anonimowi, a stali się publicznie rozpoznawalni i znani. W piwnej chronologii naszego kraju to właśnie ten rok uznać należy za „rok zerowy”. Od tej chwili możemy podzielić historię polskiego browarnictwa na to, co było przed Pintą oraz na to, co było później. 
Kontraktowy browar warzący w Zawierciu z miejsca stał się hitem całego 2011 roku, wypuszczając na rynek, aż 11 piw w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy swojej działalności!

środa, 20 sierpnia 2014

JURAJSKIE AMERYKAŃSKA PSZENICA


ALK.4%. Bez wątpienia American Wheat jest hitem tego lata. Dowodem tego jest rwący potok amerykańskich pszenic, płynący szerokim strumieniem wprost z nowofalowych browarów (i nie tylko).
Browar Na Jurze swoim najnowszym dziełem dobitnie udowadnia, że nie zamierza składać broni w walce o bardziej wybrednego i zorientowanego klienta. Niczym szpieg z Krainy Deszczowców podąża za czołówką polskiego craftu, coraz śmielej poczynając sobie z amerykańskimi chmielami.
Przypomnijmy sobie. Jurajski browar najpierw zaskoczył wszystkich swoim pysznym piwem świątecznym, kilka miesięcy później piwna gawiedź łypała gałkami ocznymi na widok jasnego lagera z jakimś chwastem w składzie, doprawionego chmielem „zza wielkiej wody”. No, a teraz pojawia się amerykańska pszenica, która idealnie wstrzeliwuje się w aktualnie panujące trendy. Obstawiam, że być może w niedługim czasie z Zawiercia wyjedzie jakaś IPA. No co? Skoro Krajan i Witnica mogą, to oni tym bardziej. 


Jurajska nowość przywitała mnie dosyć obfitą czapą białego puchu, który na zdjęciu może nie wygląda jak Mont Blanc, ale to tylko dlatego, że akurat padła mi bateria tuż przed tym jak miałem nacisnąć spust migawki. Co prawda miałem zapasową, ale zanim ją wymieniłem to z Mont Blanc zrobiły się co najwyżej Rysy. Wracając jednak do piany, to sprawia ona całkiem miłe wrażenie – jest śnieżno biała, drobna i stosunkowo trwała.
Piwo jest mętne jak jakaś zupa-krem. Kolor mleczno-beżowy, lekko przybrudzony. Średnio wysokie i drobne nasycenie dwutlenkiem węgla dobrze komponuje się z tym stylem.
Niestety zapach jest dość nikły, ale w końcu to nie AIPA. Dominuje w nim pszeniczna słodowość, poprzecinana wyraźnymi chmielowymi akcentami oraz nie mniej wyraźną owocowością z brzoskwinią, mango i morelą w składzie. Nieco dalej możemy spotkać niewielkie cienie cytrusów oraz ulotną nutkę przyprawową. To zapewne ten pieprz różowy, zwany niekiedy czerwonym, który jest specjalnym dodatkiem w tym piwie.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

TERRENCE


ALK.6%. Niedawne wskrzeszenie dawnego Browaru Południe odbiło się bardzo pozytywnym echem pośród szerokiej rzeszy polskich piwoszy. Przybytek ten ze względu na bliskie mi położenie, traktuję jak swój browar regionalny, toteż moja radość była podwójna, a nawet potrójna. Ponieważ cały czas tkwiło we mnie jeszcze sentymentalne uczucie, spowodowane moją wizytą w Browarze Południe zaledwie trzy miesiące przed zamknięciem.
Obecnie warzelnia w Wąsoszu koło Częstochowy działa pod nazwą Browary Regionalne Wąsosz. Browarem zarządza ekipa, która związana jest z toruńskim pubem Krajina Piva, hurtownią o tej samej nazwie oraz sklepem Piwex. Jakby tego było mało, mają jeszcze w zanadrzu kontraktowy Browar Olimp – Michał i Marcin to naprawdę pracowite chłopaki.
Nie trzeba mieć refleksu kota, by zauważyć, że w Wąsoszu oprócz marek własnych warzone są też piwa z Olimpu. Co ciekawe, swoje schronienie po rozstaniu z Browarem Bartek, znalazł tam również kontraktowy Browar Szałpiw z Poznania. 


Terrence to AIPA, ale w tym wszystkim najbardziej podoba mi się kontekst wykorzystania nazwy browaru w logo piwa. Gwoli wyjaśnienia to w Wąsoszu powstają dwie linie piw. Jedna to klasyczne style nazwane po prostu Wąsosz z ewentualnym dopiskiem stylu oraz wartości ekstraktu. Druga linia to ‘piwa specjalne’ z serii #piwozwasem, gdzie każdy wypust będzie miał innego wąsa, którego wygląd ma oczywiście odzwierciedlenie w świecie rzeczywistym. Terrence np. to słynny wąs Hulka Hogana, który naprawdę nazywa się... Terrence Gene Bollea. Taka sytuacja.
American India Pale Ale autorstwa Marcina Ostajewskiego to bardzo dobre piwo. Piana może i nie jest jego najmocniejszą stroną, ale kolor już tak – piękny, lekko opalizujący bursztynowy odcień to klasyka gatunku.
Drobne, średnio mocne wysycenie ewidentnie sprzyja pijalności, dając przy tym sporo orzeźwienia i lekkości.

sobota, 16 sierpnia 2014

HAPPY CRACK


ALK.8%. Są takie piwa, które pamięta się przez długie, długie lata, by nie powiedzieć do końca życia. Dla mnie takimi pozycjami są między innymi: Hades z Olimpu, Gruit Kopernikowski z Kormorana, Dziadek Mróz z Artezana, czy Imperator Bałtycki oraz Koniec Świata od Pinty. I nie chodzi tylko o to, że były to nad wyraz smaczne trunki – one po prostu były wyjątkowe, nieszablonowe i niepowtarzalne, bo niekiedy większe wrażenie robi cała otoczka, aniżeli samo piwo.
Happy Crack szokuje już samą etykietą, a właściwie jej brakiem! Zamiast tego mamy czarny kawałek papieru, a literki sobie można poczytać jedynie z tyłu na kontrze (a to ci cwaniaczki ;>). Wspominane wyżej piwo Koniec Świata w stylu Sahti było inspiracją do uwarzenia tego nad wyraz dziwnego wynalazku, określanego mianem Black Sahti. Tym razem jednak ekipa Pinty nawiązała współpracę z Pracownią Piwa, po to, by wspólnie świętować otwarcie dwóch krakowskich pubów firmowych tychże browarów – Viva La Pinta i Tap House.
Nazwa Happy Crack to połączenie nazw dwu piw – eksportowej wersji Końca Świata, czyli Happy End z Pinty oraz Cracka z Pracowni. 


W składzie znalazły się pędy sosny, gałęzie i owoce jałowca, chmiel Amarillo w szyszce, słody żytnie i wędzone oraz fińskie drożdże piekarnicze. Większość tych dziwactw znamy z Końca Świata, ale tym razem chłopaki z pewnością dłużej musieli błąkać się po lesie ;p.
Zobaczmy zatem jak smakuje „pół litra horroru w gatunku Black Sahti”.
Zanim jednak napiszę jak smakuje, dowiecie się jak wygląda. Piwo jest okrutnie mętne, ciemno brunatne, ale nie czarne. Dosyć dobrze przypomina kolor kawy zbożowej. Piany w zasadzie nie było, więc ten punkt pomijam. Wysycenie jest bardzo niskie, zdecydowanie poniżej średniego.
O dziwo zapach nie jakoś szczególnie intensywny i w zasadzie nie przypomina mi żadnego, znanego mi stylu piwa. Z łatwością można wyczuć jedynie ciemny słód, delikatną wędzonkę oraz ślady kawy zbożowej i lekkiej czekolady. Bardziej w głębi znikoma paloność łączy się tutaj z klimatami drożdżowymi, borówkami i jakimiś dziwnymi ziołami (może to ten jałowiec?). Dalej jest już ciężko coś zdefiniować. Z pewnością występują tutaj akcenty leśne, jednak naprawdę ciężko wyodrębnić tu sosnę, szyszkę, czy żywicę. Ten aromat można porównać do zapachu lasu tuż po ciepłym, letnim deszczu.

czwartek, 14 sierpnia 2014

N°6.A Cream Ale


ALK.5%. Cream Ale to styl piwa, który jest dość rzadko spotykany w świecie. Nie dziwi więc fakt, że w Polsce mamy dopiero jednego kremowego ejla (uwarzonego przez Browar Ninkasi) i to dopiero od niedawna.
Czym tak naprawdę jest Cream Ale? Styl ten wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych i znany był tam już przed prohibicją, która nastała w 1919 roku. W założeniu jest to jasne, lekkie i rześkie piwo o niezbyt wyraźnym profilu słodowym i chmielowym, zazwyczaj głęboko odfermentowane. W zasadzie jest to lager (piwo leżakowane w niskiej temperaturze), tyle że fermentowany drożdżami górnej fermentacji. A teraz w skrócie: piwo wybitnie niedegustacyjne, wręcz nijakie, płytkie, bezbarwne i anemiczne. To tyle teorii, czas na praktykę. 


Cream Ale od Ninkasi to złociste, opalizujące piwo okryte niską, drobno pęcherzykową, białą pianą, która opada z szybkością dorównującą F-16.
W aromacie dominuje dość bogata nuta drożdżowa, okraszona nieco ulotną słodowością o delikatnych biszkoptowo-herbatnikowych naleciałościach. Na sąsiednim torze egzystują subtelne cienie chmielowe oraz niewielkie ślady ziół, kwiatów i cytrusów. Wszystko to jest mocno przytłumione i stonowane, nie mniej jednak zapach może się podobać.

wtorek, 12 sierpnia 2014

OKI DOKI


ALK.4,3%. Niemal każde piwo z Pinty jest smaczne i czymś się wyróżnia, by nie powiedzieć, że jest wyjątkowe. Dlatego też moje brwi powędrowały bardzo wysoko, gdy dowiedziałem się o piwie Oki Doki. Jest to jasny lager, który zdecydowanie nie kojarzy mi się z nowofalowym piwowarstwem. Nie mogłem wprost uwierzyć, że Browar Pinta uwarzył coś na kształt pilsa (czyżby chłopakom kończyły się pomysły na wyszukane i ekstrawaganckie craftowe wypusty?).
Jedynym czynnikiem odróżniającym to piwo od innych są nowozelandzkie chmiele, występujące tu aż w pięciu odmianach: Pacific Jade, Pacific Gem, Green Bullet, Waimea oraz Motueka. W sumie to nawet dobrze - przecież nic mi się nie stanie, jak przez chwile odpocznę od wszędobylskich „amerykańców”. 
Ciekawi mnie natomiast jak w jasnym lagerze odnajdą się słody: pale ale, pszeniczny jasny, Carapils i Caramunich, które raczej rzadko stosuje się w piwach dolnej fermentacji.
Słowem podsumowanie niniejszego wstępu – Oki Doki to z założenia piwo lekkie, sesyjne, rześkie, mocno pijalne, dość dobrze pochmielone i wyraźnie goryczkowe. Idealne na wakacyjne temperatury. Zobaczmy, czy założenia pokrywają się z rzeczywistością. 


Piwo zostało przyodziane w klasyczny, złocisty odcień,  jest klarowne, ale tzw. iskry to ja w nim nie widzę. Piana w zasadzie spełnia moje oczekiwania: jest biała, wysoka, mieszano ziarnista, w miarę trwała i bardzo dobrze oblepia szkło. Póki co daję czwórkę z plusem.
Nasycenie nie jest wysokie, skłaniałbym się je opisać jako średnie lub nawet troszkę poniżej średniego. Cechuje je natomiast drobna struktura oraz subtelna perlistość.
Średnio intensywny zapach został uzbrojony w wyrazisty słód oraz dużo mniej wyraziste owoce tropikalne i kwaskowe cytrusy. Tuż za nimi podążają delikatne cienie chmielowo-trawiaste, a także ulotne aromaty kwiatowe. Szału nie ma, ale i tak jest nieźle.

niedziela, 10 sierpnia 2014

PILSWEIZER WUJEK SAM


ALK.6%. Dzisiaj piję piwo, które trzy miesiące temu narobiło sporo szumu w naszym piwnym półświatku. Okazało się wówczas, że Browar Grybów, tudzież Pilsweiser wypuścił na rynek ikonę piwnej rewolucji – AIPA. Stawiam kamienie przeciw orzechom, że taki scenariusz nie przyśnił się nawet największym na świecie wizjonerom. To tak jakby reprezentacja Polski zdobyła Mistrzostwo Świata w piłce nożnej! Wyczynem tym Grybów zapewnił sobie miejscówkę w elitarnym gronie ‘browarów regionalnych’, które mają w swojej ofercie IPA na „hamerykańskich” chmielach (Kormoran, Ciechan i Witnica).
Zdziwienie trochę mija, gdy okazuje się, że tak naprawdę nie jest to inicjatywa Browaru Grybów, lecz Andrzeja Kuryło (Doran Alkohole), Mateusza Górskiego (prezes Małopolskiego Oddziału Terenowego PSPD) oraz Michała Zębika. Zatem wiadomo już skąd dopisek „i przyjaciele”. 


 Przyznam otwarcie, że nie jest to moje pierwsze starcie z Wujkiem Samem. Piłem je podczas Krakowskiego Festiwalu Piwa, gdzie Browarów Grybów był jednym głównym partnerów tej imprezy. Pamiętam, że dupy nie urywało, ale spokojnie dało się wypić. Chociaż w sumie, co jak tam mogę wiedzieć po kilku godzinach nieustannego sączenia piwa...
Wujek Sam jest klarownym, bursztynowym trunkiem, który niestety nie może się pochwalić porządną pianą. Piwo lałem jak z kranu, a mimo to piana była strasznie mizerna i bardzo nietrwała. No cóż, z pustego i Salomon nie naleje.
Tuż po przelaniu czułem dość wyraźnie amerykańskie chmiele (owoce tropikalne), jednak po kilku minutach ich natężenie było bardzo znikome, zerowe wręcz. Wówczas na pierwszy plan wysunął się mocny diacetyl, który w tym stylu jest porażającą wadą. Na dalszym planie można było spotkać całkiem sporo słodowych klimatów oraz trochę słodkiego karmelu, toffi i kwiatów. Niezbyt przyjemnie to wszystko pachnie.

piątek, 8 sierpnia 2014

BOCK Hallertau Cascade


ALK.6,3%. Po przenosinach z Brovarnii Gdańsk do pobliskiego Gościszewa, Michał Saks stara się wykreować nowy wizerunek browaru braci Czarneckich. Michał oczywiście nie jest tam piwowarem, lecz dyrektorem ds. produkcji. Nie mniej jednak (jak sądzę) ma on ogromny wpływ na portfolio browaru, a tym samym na postrzeganie go przez konsumenta.
Podczas jego panowania warzelnię opuściły już warki Pilsa Mandarina Bavaria oraz Bocka, który jest przedmiotem niniejszego wpisu.
Oba ww. piwa jak widać są tradycyjnymi i rozpoznawalnymi na całym świecie stylami, z tymże Michał nie byłby sobą, gdyby nie dodał czegoś od siebie, gdyby czegoś nie zmienił. Pils został nachmielony nową niemiecką odmianą, która jest krzyżówką chmielu niemieckiego i amerykańskiego. W koźlaku natomiast użyto słynnego amerykańca Cascade, jednak nie zza Oceanu, tylko z niemieckiego rejonu Hallertau. Zobaczmy co z tego wyszło.


Po przelaniu do pokala przywitała mnie beżowa piana o średniej ziarnistości, która jest niska i bardzo nietrwała. Do tego w ogóle nie oblepia ścianek. Słabiutko to wygląda.
Piwo nosi bardzo ładne, miedziane „wdzianko” z pięknymi rubinowymi refleksami. Średniej mocy wysycenie jest drobne i gładkie, pasuje do charakteru tego napitku.
Zapach jest dość intensywny z przewagą słodkiego karmelu, opiekanego słodu i wyraźnych klimatów tostowych. Gdzieś daleko w głębi wyczuwam także ziarno słonecznika, suszone owoce (śliwki, rodzynki) oraz akcenty ciemnego pieczywa pełnoziarnistego. W tle majaczy natomiast niewyraźna chmielowa nuta. Bogaty i złożony to aromat i bardzo mi się podoba.

środa, 6 sierpnia 2014

LUBUSZ


ALK.4,2%. Piwo Lubusz było już kiedyś na blogu, ale tamto było zamknięte w małym „bączku” 0,33 litra. Wówczas jeszcze nie miałem pewności, czy Browar Witnica ma w stałej ofercie dwa piwa o takiej samej nazwie, czy po prostu jedno zastępuje drugie. Teraz już wiem, że mimo identycznej nazwy są to dwa różne piwa, rozlewane do dwóch różnych typów butelek. Świadczy o tym dość znacząca różnica w poziomie alkoholu (5% w małej butelce).
Oczywiście domyślam się, że obydwa trunki oparte są na tej samej recepturze i będą smakować bardzo podobnie, a jedyna różnica prawdopodobnie dotyczy poziomu odfermentowania – stąd inny woltaż. Wątpię, żeby w Witnicy, aż tak żonglowano recepturami. No, ale to tylko domysły mojej chorej wyobraźni. Pewności nie mam. 


Browar chwali się na etykiecie, że „piwo wpisane na Listę Produktów Tradycyjnych prowadzoną przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi”. Na mnie niestety nie robi to wrażenia, bowiem na tej samej liście znajduje się np. „piwo wschowskie” – zapewne z Browaru Edi ze Wschowy, nie cieszącego się zbytnią estymą wśród świadomych piwoszy (czyt. będącego ciągłym obiektem żartów i drwin).
Witnicki Lubusz bardzo ładnie się prezentuje w szklance. Piwo jest idealnie klarowne z tzw. iskrą. Jasnozłota barwa oraz śnieżnobiała, średnio ziarnista piana z pewnością zaostrza apetyt. Niestety jej żywotność jest zgoła daleka od ideału - opada dość szybko, nieznacznie brudząc przy tym szkło.
W zapachu już z kilometra czuć, że to piwo z Witnicy. Słynna witnicka mydlaność występuje tu w ekstremalnym stężeniu. Poza nią wyczuwam całkiem spore ilości diacetylu, mokrego kartonu oraz niewielką metaliczność, co potwierdził test skórny. Proszę, jaki doskonały materiał do szkoleń w sensoryce piwnej. Dopiero daleko z tyłu egzystują nuty jasnego słodu, nieznaczne echa chmielu oraz ulotne chlebowe akcenty. Przykry to aromat, by nie powiedzieć wstrętny.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

II DEGUSTACJA PIW - PILS


Pilzner – pierwowzór najpospolitszego dzisiaj piwa, jakim jest jasne piwo typu lager. Po raz pierwszy tak jasne, a przy tym bardzo klarowne piwo urodziło się Czechom w Pilznie w 1842 roku.

Po degustacji koźlaków Częstochowski Krąg Lokalny Bractwa Piwnego postanowił zmierzyć się z ciągle popularnym sloganem, czyli ‘porządnym polskim pilsem’. Czy możliwe jest, że w naszym kraju wciąż nie mamy polskiego pilsa z prawdziwego zdarzenia? Postanowiliśmy raz na zawsze uciąć spekulacje i wspólnie wybrać najlepsze polskie piwo sygnowane mianem pilsa.
Z pilsami jednak nie jest taka prosta sprawa, jaka była z niemieckim koźlakiem. Otóż świat piwny został zdominowany przez dwa gatunki pilsa – odmianę czeską i niemiecką. Dla przypomnienia zobaczcie sobie, co o nich sądzi Beer Judge Certification Program (BJCP).

Bohemian Pilsener (Pils czeski)
Najpopularniejsza odmiana pilsa. Jest to piwo warzone wyłącznie ze słodu typu pilzneńskiego. Proces zacierania odbywa się metodą dekokcyjną trójwarową, stąd też przy średniej treściwości wyraźny bukiet słodowy. Tę słodowość równoważy intensywne nachmielenie superaromatycznym chmielem odmiany Saaz.
Parametry wg BJCP:
-         ekstrakt początkowy 11-13.8° Blg
-         alkohol objętościowo 4.2-5.4%
-         goryczka 35-45 IBU

Aromat
Bogaty ze złożoną słodowością oraz korzennym i kwiatowym bukietem chmielu Saaz. Akceptowalne są pewne przyjemne i ograniczone aromaty diacetylu, nie muszą one jednak występować. Innymi słowy aromat jest czysty, bez owocowych estrów. 

Barwa
Kolor od bardzo blado złotego do głębokiego złota. Bardzo klarowne.

Piana
Gęsta, trwała, kremowo biała piana.

Smak
Bogata, złożona słodowość połączona z wyraźnie zaznaczoną, jednak delikatną i zaokrągloną goryczką oraz korzennym smakiem chmielu Saaz. Akceptowalny jest niewielki diacetyl jednak nie musi on występować. Posmak jest zrównoważony pomiędzy słodem i chmielem. Czysty smak, brak estrów owocowych.

Goryczka
Zaokrąglona chmielowa goryczka jest dominująca jednak nigdy nie jest ostra, ani pozostająca.

Odczucie w ustach
Średnio treściwe (aczkolwiek jeśli występuje diacetyl może wydawać się średnio pełne), średnie nagazowanie.



German Pilsner (Pils niemiecki)
W zasadzie jest to kopia pilsa czeskiego zaadoptowana do warunków niemieckich. Produkcja wyłącznie z jasnego słodu jęczmiennego, zacieranie dekokcyjne dwuwarowe. Piwo to jest nieco jaśniejsze i bardziej odfermentowane niż czeskie, na ogół także mniej chmielone, ale w wyniku większej zawartości siarczanów w wodzie wydaje się bardziej gorzkie. Niemcy chmielą je swoimi superaromatycznymi odmianami chmielu. Piwa takie są nieco mniej słodowe, mniej treściwe, bardziej wytrawne i rześkie niż czeskie odmiany stylu. Pilznery królują zwłaszcza w północnych Niemczech.
Parametry wg BJCP:
-         ekstrakt początkowy 11-12.4° Blg
-         alkohol objętościowo 4.4-5.2%
-         goryczka 25-45 IBU

Aromat
Typową cechą jest lekki zbożowy aromat słodu pilzneńskiego (czasami jakby ciasteczkowy) i wyraźny kwiatowy albo korzenny aromat szlachetnego chmielu. Czysty, brak estrów owocowych, brak diacetylu. Może mieć początkowo siarkowy aromat (wynikający z wody, albo drożdży) oraz niską drugoplanową nutkę DMS wynikającą ze słodu pilzneńskiego. 

Barwa
Słomkowa do jasno złocistego, klarowność od doskonała do bardzo klarowna.

Piana
Kremowa, biała, długo utrzymującą się.

Smak
Rześkie i gorzkie z dość wytrawnym finiszem. W smaku wyczuwalna umiarkowanie osłabiona słodowość, aczkolwiek jakieś zbożowe i lekko słodowe słodkości są akceptowalne. Smak chmielowy może być w przedziale od słabego do mocnego, ale powinien być dostarczony ze szlachetnych niemieckich chmieli. Smak czysty, brak estrów owocowych, brak diacetylu.

Goryczka
Chmielowa goryczka dominuje w smaku oraz kontynuuje przez finisz do posmaku.

Odczucie w ustach
Średnio lekka treściwość, średnie do mocnego nagazowanie.

sobota, 2 sierpnia 2014

ŁOWICKIE AMBER ALE


ALK.5%. Dziś jest dla mnie dzień szczególny – po raz pierwszy na blogu (w końcu!) ląduje piwo z Browaru Bednary. Tym piwem jest American Amber Ale.
Rzemieślniczy Browar Bednary znajduje się w miejscowości o tej samej nazwie. Jeśli ktoś nie wie gdzie to jest, to już wyjaśniam: Bednary to mała wieś ok. 10 km na wschód od Łowicza. Niestety kamieniem się nie dorzuci ;p
Piwowarem i zarazem szefem jest tam Rafał Łopusiński, który swoją karierę zaczynał jako piwowar domowy. Nie mogę powiedzieć, że znam Rafała, ale miałem sposobność z nim trochę porozmawiać na Krakowskim Festiwalu Piwa. Naprawdę jest to bardzo miły i sympatyczny człowiek.
Etykiety zdobiące piwa z Bednar są ładne, schludne, wykonane z dobrej jakości papieru i przede wszystkim spójne (poza piwem Ale Ciacho). Motywem przewodnim jest łowicki wzór ludowy, kojarzący mi się z wycinanką lub serwetką. Całość wygląda fajnie i bardzo regionalnie.


Łowickie Amber Ale zachwyca czerwonawą barwą, coś pomiędzy głęboką miedzią, a rubinem.
Podczas nalewania piwo okryło się wysoką czapą piany o barwie ecru. Niestety grubo pęcherzykowa pierzynka niezbyt długo cieszyła mój zmysł wzroku, bowiem opadła w przeciągu kilku minut. Lacing taki sobie, coś tam zostaje na szkle, ale nie ma tego dużo.
Nisko nasycony trunek pachnie miksem lekko opiekanego słodu i wyraźnych estrów owocowych (czerwone jabłko, czerwona porzeczka, truskawka). W głębi można doszukać się miłych akcentów karmelowych, niewielkich nut tostowych oraz ulotnych cytrusów.

piątek, 1 sierpnia 2014

PIWNA KRONIKA - LIPIEC 2014


Kolejne 31 dni za nami, a my jesteśmy starsi o jeden miesiąc.
Z początku wydawało mi się, że w lipcu działo się stosunkowo mało. Jednak mimo, że nie było praktycznie żadnych typowo piwnych imprez, to jak zwykle nie brakowało nowości. Obecnie mamy już na tyle browarów rzemieślniczych i kontraktowych, że jak nie jeden, to drugi, albo trzeci uwarzy coś nowego. Nie ujmuje tu rzecz jasna wszystkich nowych piw na rynku, ale staram się pamiętać o tych ważniejszych, ciekawszych i bardziej pożądanych premierach. Poza tym przybyło nam trzy kolejne browary. Zapraszam do lektury!

Premiery


  • AleBrowar w lipcu uraczył polskich piwoszy tzw. Polskim IPA (PIPA) – Hop Sasa to piwo nachmielone jedną polską odmianą chmielu Iunga.
  • Kontraktowy Browar Perun dorobił się swojego drugiego piwa o nazwie Serce Dębu. American Brown Ale to nie jakaś wielka atrakcja dla podniebienia, ale dobre i to.
  • Metropolis to pierwsze piwo debiutującego Browaru Raduga, który nie chciał się szczególnie wyróżnić i na początek uwarzył AIPA.
  • Browar Faktoria zaskoczył wszystkich swoim najnowszym wypustem. Uncle Helmut to niemiecki Weizen z dodatkiem amerykańskich chmieli.
  • Kormoran zaprezentował swoje Warmińskie Rewolucje. Nowe piwo to stare Olsztyńskie, w którym zastosowano odwrotne chmielenie – na goryczkę Sybilla, na aromat Marynka. Czego to ludzie nie wymyślą...
  • Browar Olimp po przenosinach do Wąsosza zaliczył już dwie nowości. Kentauros to Double Weizenbock, natomiast Nyks to American Stout.
  • Artezan również nie próżnuje - w lipcu doczekaliśmy się aż trzech nowości. Albretcik w stylu Black Brett Ale, Wiewiór w stylu Imperial Nut Brown oraz Doktor Plama, czyli Coffee Milk Stout.
  • W końcu pojawiło się długo oczekiwane piwo od Doctora Brew. Black IPA tym samym dołącza do Piwnej Kronika Amatora Piwa.