sobota, 30 sierpnia 2014

TRIPLE BLOND


ALK.8%. Dzisiaj postanowiłem sobie zrobić małe „święto dziękczynienia” i wypić jakieś specjalne piwo (indyka oczywiście sobie daruję). Dlaczego? Okazje są dwie. Po pierwsze pękło 400 lajków na fan pejdżu, a po drugie dzisiaj degustuję piwo nr....... tak, tak, również 400! Cóż za niesamowity zbieg okoliczności - sam bym tego lepie nie zaplanował!
Wiem, że Triple Blond z Corneliusa nie jest szczytem sztuki piwowarskiej, wymagającym jakiegoś szczególnego traktowania, ale w chwili obecnej po prostu nie mam nic lepszego pod ręką (niestety RISy u mnie w piwnicy jakoś nie chcą się rozmnażać...).
Belgijski mocny, jasny ejl, zwany triplem, nie jest popularnym stylem na świecie, a tym bardziej w naszym rodzimym kraju. Jak do tej pory tylko trzy browary, uwarzyły coś na kształt tripla, ale tak naprawdę żaden z nich nie jest wierny belgijskim oryginałom. Sulimarowy wyrób również, głównie za sprawą polskiego i amerykańskiego chmielu (!). 


Pierwszy raz z tym piwem zetknąłem się na Krakowskim Festiwalu Piwa i pamiętam, że bardzo, ale to bardzo mi smakowało. Może dlatego, że był to pierwszy trunek, który tam wypiłem, a nie ukrywam, że byłem bardzo spragniony po prawie trzech godzinach podróży autem bez klimy w trzydziestostopniowym upale. A może dlatego, że to naprawdę jest bardzo dobre piwo? Zaraz się przekonam.
Triple Blond posiada jasno bursztynowy odcień i dość kiepską, białą pianę, która znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Wysycenie dwutlenkiem węgla jest wysokie i drobne, przy czym wyraźnie piekące, zwłaszcza w przełyku.
W aromacie pierwsze skrzypce gra wyraźna belgijska przyprawowość oraz estry owocowe, głównie suszone śliwki, dojrzałe morele, banany i czerwone pomarańcze. Nieco bardziej w głębi egzystuje subtelna słodowa nuta, drożdże oraz delikatna, acz wyczuwalna kolendra. Alkohol również wtrąca swoje trzy grosze, ale w końcu 8 voltów, to nie czeski pils... Przyznam, że jestem mile zaskoczony. Zapach jest typowo belgijski, słodkawy, bogaty i złożony.

Smak również został zdominowany przez korzenno-przyprawowe klimaty, osadzone na lekkiej słodowości i mocnej owocowej nucie, znanej z aromatu. Na drugim planie mamy dość wyraźne akcenty drożdżowe i bogatą, karmelową słodycz. W to wszystko ingeruje lekko drażniąca i piekąca alkoholowa przygrywka, która troszkę przeszkadza, jednak mimo to nie przekracza granic przyzwoitości. Aczkolwiek nie powiem, że nie pozostaje bez wpływu choćby na pijalność.
Piwo jest wysoce treściwe i pełne w smaku. Jednak woltaż i alkohol robią swoje – nie wypiłbym więcej niż dwie małe buteleczki.
Nie zmienia to jednak faktu, że Triple Blond to dość udane i smaczne piwo. Może nie wchodzi tak gładko jak w Zabierzowie, ale i tak jest dobrze.
Na uwagę zasługuje jeszcze komiksowa etykieta, która bardzo mi się podoba. Ładny niebieski klimat, oryginalność i pomysłowość, a przy tym gra słowna w nazwie piwa. Na kontrze trochę marketingowego bełkotu, który mimo wszystko nie przekracza granic absurdalności i śmieszności. Lepsze to niż fanaberie o oryginalnej recepturze sprzed 400 lat, znalezionej w kraterze po ciemnej stronie księżyca.
OCENA: 8/10
CENA: 3.99ZŁ (Tesco)
BROWAR CORNELIUS/SULIMAR

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz