poniedziałek, 29 kwietnia 2013

OKOCIM RADLER z limonką


ALK.2%. Patrząc obecnie na rynek piwa w Polsce odnoszę wrażenie, że browary wraz z nadejściem wiosny rozpoczęły między sobą istną wojnę. Orężem w tej batalii nie są oczywiście bomby i kule – są nimi radlery! W ubiegłym roku głównie walka odbywała się pomiędzy Warką Radler i Lechem Shandy, lecz teraz do boju włączyły się nowe oddziały, także z innych browarów: ŚląskieRadler, Okocim Radler, Wojak Radler, Warka Radler Jabłko, Lech Shandy DryOrange i to zapewne nie koniec.
Jak widać browary idą na łatwiznę, podpatrują sukcesy innych, bezczelnie kopiując ich pomysły i chodzi tu głównie o koncerny oczywiście. No cóż, widocznie ten typ tak ma. 


Dzisiejszy bohater posiada żółto-mleczny odcień i średnio wysoką, białą pianę o bardzo grubych bąblach. Piana opada niemal błyskawicznie z wyraźnym i głośnym sykiem, niczym w jakiejś gazowanej oranżadzie.
Jak to w radlerach bywa zapach nie ma nic wspólnego z prawdziwym piwem. Czuć mocno cytrynę, a raczej kwasek cytrynowy i trochę w mniejszym stopniu kwaśną limonkę. W tle nieśmiało majaczy coś jakby mandarynka. Aromat ten jest silny i wydaje się mieć naturalne pochodzenie.

sobota, 27 kwietnia 2013

RACIBORSKI PILS


ALK.4,5%. Nie tak dawno byliśmy świadkami premiery Niefiltrowanego i Rżniętego z Raciborza, a już browar wypchnął na świat swoje kolejne dziecko. Rozumiem, że moda na pilsy (lub raczej pseudopilsy) zatacza coraz szersze kręgi i nie czepiam się tego.
Dziwi mnie natomiast fakt, dlaczego Browar Racibórz po raz kolejny okleja swoje piwo zupełnie inną etykietą? Obecna jest całkowicie inna od dwóch poprzednich, a te z kolei od jeszcze poprzednich. Wiem, że co niektórzy hobbyści się cieszą, ale ja do nich nie należę.
Ja jestem zwolennikiem trzymania się jednego trendu w etykietach, chodzi o to, żeby były one spójne, tworzyły pewną serię jak np. u Pinty, czy AleBrowaru. Wtedy wystarczy spojrzeć i od razu wiadomo skąd pochodzi takie, czy owakie piwo. 


Raciborski Pils to klarowne piwo o odcieniu jasnego złota. Nalewa się z dość okazałą, białą pianą, która składa się ze średniej wielkości pęcherzyków gazu. No i muszę przyznać, że nader długo się ona utrzymuje – kilkumilimetrowy kożuszek jest ze mną co najmniej do połowy szklanki. Poza tym na ściankach można podziwiać gęstą sieć resztek owej piany. Jestem mile zaskoczony takim obrotem sprawy.
Piwo jest mocno wysycone dwutlenkiem węgla, co w tym przypadku uznaję za plus - przyjemnie łechce gardełko i przełyk.
Zapachem rządzi słód pilzneński, wzbogacony i jakieś nieznaczne niuanse trawiastego chmielu. W tle lekka metaliczność i minimalnie diacetyl. Po ogrzaniu czuć lekki kwiatowy powiew.

czwartek, 25 kwietnia 2013

OTO MATA IPA


ALK.5,2%. Dość długo piwni smakosze musieli czekać na pierwsze tegoroczne piwo od Pinty. Jednak po szumnych zapowiedziach w minioną sobotę w końcu światło dzienne ujrzała OTO  MATA IPA. Pinta nie byłaby sobą, gdyby nie uwarzyła czegoś ekstrawaganckiego i niespotykanego na krajowym rynku, tak też jest i tym razem. Rzeczone piwo to Rice India Pale Ale. Znaczy to tyle, że w zasypie oprócz słodów jęczmiennych znalazły się płatki ryżowe, dokładnie nieco ponad 25% ogółu - całkiem sporo moim zdaniem.
Jak więc zachowa się IPA z dodatkiem ryżu? O tym poniżej. 

Piwo cechuje niska piana, o białej barwie i drobnych pęcherzach. Mimo, że nie ma jej zbyt wiele, pozwala przez jakiś czas cieszyć nią oko, do tego pięknie odlicza każdy łyk na ściankach kufla. Sam trunek nosi klasyczny, złocisty kolorek, tylko w nieco jaśniejszym wydaniu.
Wysycenie jest bardzo wyraźne i dość wysokie, na szczęście tylko delikatnie szczypie w język.
W zapachu OTO MATA raczy nas świeżą żywiczną nutą, uzupełnioną o elementy cytrusowe, chmielowe, słodowe oraz akcenty owoców tropikalnych. Jednak mimo sporego wachlarza niuansów zapachowych aromat jest tylko na średnim poziomie intensywności. Może się czepiam, ale mógłby być nieco silniejszy.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

KRAKAUER = KRAKOWIAK


W połowie marca dostałem – tak jak i inni piwni blogerzy – paczkę z trzema „nowymi” piwami z Browaru Południe. W mailu przedstawiciel browaru napisał:
Uprzejmie informuję, że Browar Południe wstrzymał produkcję i dystrybucję piwa pod marką „Krakowiak”. Ze względów formalno-prawnych sprzedaż produkowanego przez nas piwa pod tą nazwą jest dalej nie możliwa. Tym samym Browar Południe przestaje występować na rynku jako podmiot odpowiedzialny za piwo pod marką „Krakowiak”. Chcąc wyjść naprzeciw dużemu gronu konsumentów i ich oczekiwaniom co do utrzymania charakteru piw typu lager i piw niefiltrowanych z  Naszego Browaru,  uwarzyliśmy piwo pod nową marką „Krakauer” oraz jego dwie odmiany smakowe. Piwo pod nową marką jest na etapie rozlewu i w dniach  12.03 – 14.03.2013 r. winna ruszyć jego dystrybucja. Chciałbym przesłać do Pana zestaw trzech naszych nowych piw aby mógł Pan ocenić zarówno ich smak jak i nową szatę graficzną. W związku z tym zwracam się z uprzejmą prośbą o przesłanie adresu korespondencyjnego, bym mógł wysłać przesyłkę dedykowaną na Pańskie ręce.”
Zacząłem delikatnie drążyć temat i okazało się, że owe trzy nowości w rzeczywistości to są te same piwa, które browar warzył do tej pory pod nazwą Krakowiak. Zmianie uległa więc tylko nazwa i co za tym idzie również etykieta. Jest to więc klasyczny przykład rebrandingu.
Dlaczego tak się stało możecie przeczytać w tym poście.

Długo się zastanawiałem, czy jest sens opisywać drugi raz te same piwa. Przecież wszystkie trzy Krakowiaki były już przeze mnie degustowane. Zważając jednak na wyraźną prośbę ocenienia zawartą w mailu oraz biorąc pod uwagę fakt, że poszczególne warki tego samego piwa mogą się od siebie dość wyraźnie różnić (zwłaszcza w małym browarach) – postanowiłem nakreślić małą notkę, jednak w znacznie odmiennej formie niż zazwyczaj.

KRAKAUER NIEFILTROWANY

      1)      Piana - biała, gęsta, bardzo obfita, drobno ziarnista, opada bardzo powoli, zostawia sporo osadów na szkle.
      2)      Kolor – złocisty, lekko mętny.
      3)      Nasycenie – gładkie, dość wysokie, ale nie przesadzone.
      4)      Zapach – świeży, silna słodowość, kwiaty, słodkie biszkopty, zbożowe tło.
      5)      Smak – początek słodki, finisz lekko cierpki, słodkie biszkopty i herbatniki, dużo słodu, zupełny brak goryczki.
      6)      Podsumowanie – całość zbyt słodka, dość treściwa, smak pełny, pijalność przeciętna.
OCENA: 7/10


 

 

KRAKAUER MIODOWY

      1)      Piana – biała, rzadka, grubo pęcherzykowa, szybko znika, nie pozostawia osadów.
      2)      Kolor – żółtawy, mętny.
      3)      Nasycenie – średnie w stronę niskiego.
      4)      Zapach – naturalny miód, lekka słodowość, słodki karmel, zboża oraz minimalna kwiatowość.
      5)      Smak – słodki, miodowy, w tle słód i zboża, prawie brak goryczki.
      6)      Podsumowanie – średnio treściwe, smak pełny, trochę za słodkie.
OCENA: 7/10

 

 

 

 

KRAKAUER MIODOWO-MALINOWY

      1)      Piana – biała o średnich pęcherzach, dość niska, osadza się na szkle, opada do cienkiej warstewki.
      2)      Kolor – różowo-herbaciany, mętny.
      3)      Nasycenie – średnie, pasujące do piwa.
      4)      Zapach – mało intensywny, słód, w tle miód i minimalnie owoce (maliny), w oddali czuć kwiaty.
      5)      Smak – średnio słodki, mieszanka słodu z miodem i owocami, finisz lekko gorzko-cierpki.
      6)      Podsumowanie – przeciętna treściwość, stonowana goryczka, na szczęście nie za słodkie, głębia średnia.
OCENA: 7/10


Co do samej szaty graficznej, to bardzo mi się ona podoba. Wszystkie etykiety są spójnie graficznie i bardzo ładnie zrobione. W zasadzie różnią się one tylko nazwą i kolorem tła. Rycina na głównym planie przedstawia jak mniemam panoramę Krakowa z któregoś tam wieku. Z tyłu podany pełny skład oraz temperatura przechowywania, szkoda tylko, że nie ma zawartości ekstraktu.

sobota, 20 kwietnia 2013

LUBUSKIE PSZENICZNE


ALK.5%. W ubiegłym roku Browar Witnica zdecydował się na uwarzenie piwa pszenicznego, a raczej postanowił sprawić, by klient tak myślał. Zrobienie dobrej pszenicy to nie lada sztuka, a jeśli chce się pójść na skróty to już na bank się to nie uda.
Dodanie słodu pszenicznego do dość kiepskiego niefiltrowanego lagera, z pewnością nie sprawi, że z piwa dolnej fermentacji otrzymamy klasycznego górnofermentacyjnego weizena! Cóż z tego wyszła za chimera, o tym poniżej. 


Piwo złotej barwy zamiast dużej i wszechogarniającej mętności, oferuje nam jedynie lekką opalizację.
Piana jest raczej niewysoka, drobno pęcherzykowa, biała, minimalnie brudzi szkło. Szybkość jej opadania nie jest najwyższa na świecie, ale i tak niezbyt długo można się jej przyglądać.
W zapachu nie ma ani drożdży, ani bananów, cytrusów, ani tym bardziej goździków – no bo niby skąd mają być? Z drożdży fermentacji dolnej? Jest za to w ogóle nie kojarząca się z pszeniczniakiem jakaś nuta miodowa, spora doza słodkiej słodowości oraz lekki diacetyl, a w tle nieznaczne echa rozpuszczalnikowe. Nie wiem czemu, ale jakoś mnie to nie dziwi ;>

wtorek, 16 kwietnia 2013

CELTYCKIE CIEMNE MIODOWE


ALK.5,8%. Przy recenzji Celtyckiego Ciemnego wspominałem o trzech zakupionych przeze mnie piwach opatrzonych tymże szyldem. Dzisiaj postanowiłem skonsumować wersję miodową tego piwa, a na wisienkę jeszcze troszkę sobie poczekacie.
Chyba niedługo będziecie na mnie psy wieszać, że ciągle opisuję piwa miodowe, ale po prostu jest ich tak dużo na rynku. A na dodatek ciemne miodziaki po części leżą w moich gustach.


Po przelaniu zawartości do pokala piana urosła do dość pokaźnych rozmiarów. Posiada ona mieszanej wielkości pęcherze, jej barwa to kolor ecru. Tempo opadania określiłbym jako przeciętne. Niestety tylko bardzo niewielka jej część osadza się na ściankach naczynia.
Piwo jest średnio nasycone, odrobinę więcej bąbelków wcale by nie zaszkodziło.
Kolor tego trunku mieni się odcieniami bordo oraz rubinu. Jak na ciemne miodowe piwo to troszkę zaskakująca jest to barwa, ale całkiem przyjemna dla oka.
Sporym minusem jest zbyt delikatny aromat, żeby nie rzec nikły. Moje receptory wywęszyły subtelną woń karmelu, miodu oraz cienie chlebka razowego.

sobota, 13 kwietnia 2013

LUBUSKIE WIŚNIOWE


ALK.4,2%. Browar Witnica bardzo lubi piwne wynalazki, ma w swojej ofercie nie jedno piwo o smaku jakiegoś tam owocu. Ale nie lada sztuką jest zrobić dobre piwo owocowe. Takie, w którym główną rolę dalej będzie grało piwo bazowe, a dodatek soku, czy nawet aromatu nie przyćmi swoim rozmiarem typowo piwnych doznań. Owocowy aspekt powinien tylko urozmaicić, ozdobić, dodać nieco pikanterii i złożoności piwu bazowemu.
Niestety dzisiejsze piwo jest zaprzeczeniem mojej teorii. 


Wiśniowy specyfik z Witnicy posiada różowo-czerwoną barwę, przypominającą wyglądem oranżadę z Heleny. Jeśli dorzucić do tego bardzo marną i nietrwałą pianę (zanim zdążyłem cyknąć dwie foty była już tylko wspomnieniem), to mamy oranżadkę jak ta lala.
Piwo posiada odpowiednie nasycenie – nie jest przesadzone, ani też zbyt małe, takie w sam raz.
Zapach jest silny i trwały, ale w zasadzie nie ma tu nic prócz syropu wiśniowego, który z pewnością nie przypomina soku z wiśni. Mi kojarzy się on z mega słodką zaprawą wiśniową, niekoniecznie tą z najwyższej półki. Jako ciekawostkę dodam, że czuć także jakieś cienie czereśni i innych czerwonych owoców.

środa, 10 kwietnia 2013

ŚLĄSKIE RADLER


ALK.2%. Ależ było moje zdziwienie, gdy szukając piwa zimowego (grzańca), trafiłem na typowo letni trunek jakim jest radler. Gały prawie wyszły mi z orbit i to z kilku powodów.
Po primo: jaki jest sens i motyw wypuszczenia radlera de facto zimą?! Kupiłem to piwo w marcu, gdy jeszcze śnieg i mróz siały spustoszenie za naszymi oknami.
Po drugie primo: w życiu bym się nie spodziewał, że Browary Górnośląskie (należące do Van Pura), znane z niskobudżetowych marek zrobią radlera. Po trzecie primo: dlaczego wybrano akurat markę Śląskie, podczas gdy w portfolio Van Pura jest kilkanaście marek piwa?
Nie wiem, może tylko mi Śląskie kojarzy się z kiczem, tandetą, taniochą i menelami mozolnie sępiącymi każdy grosz na swoje ulubione Śląskie.
Tak, czy siak kupiłem piwko bez namysłu, które czekało aż do tej pory na cieplejszą aurę. 


Po przelaniu do szklanki niewielka, biała i grubo ziarnista piana znika do zera w tempie błyskawicy. Próżno jej również szukać na ściankach naczynia.
Piwo nosi klasyczny jak na radlera, żółtawo-słomkowy odcień i jest wyraźnie mętne.
Nasycenie CO2 wbrew pozorom nie jest zbyt wysokie, co mnie z deka zdziwiło, bo akurat w takim piwie przydałoby się wyższe.
Aromat to praktycznie sama lemoniada, czy jakiś inny napój słodzony cukrem i acesulfamem K. Cytrynowo-pomarańczowe aspekty odgrywają tu role pierwszoplanowe i w sumie to chyba jedyne. Piwnych zapaszków z pewnością tu nie uświadczymy, a całość bije sztucznością niemal na kilometr.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

LECH PILS


ALK.5,5%. Przedstawiam kolejne piwo ambitnie aspirujące do miana pilsa. Uwaga! Nie mylić z wszędobylskim i niesamowicie rozreklamowanym Lechem Premium, którego z pewnością znają wszyscy Polacy.
Lech Pils nie jest wcale jakimś nowym piwem, ale jakiś czas temu zrobiło się o nim jakby nieco głośniej. Trunek ten zajął pierwsze miejsce w kategorii piw jasnych pełnych o ekstrakcie 11.1-12°Blg w Konsumenckim Konkursie Piw podczas Chmielaków Krasnostawskich 2012. Wyprzedził m.in. Lecha Premium, Perłę Export, Brackie, Żubra, Tatrę, Leżajska, Kasztelana i wiele innych. 


Ponoć jest to największy konsumencki konkurs piw w Polsce, jak jest naprawdę nie wiadomo, bo nikt tego chyba nie badał. Przecież bardzo duża liczba osób bierze też udział w corocznym Plebiscycie Browar.bizu  i dla mnie to on właśnie jest najważniejszą wyrocznią i wykładnikiem jakości i smaku poszczególnych piw. Świadczy o tym choćby fakt, jak diametralnie różne od siebie piwa znajdują się na podium w tych dwu konkursach.
Lech Pils posiada jasno złoty, wpadający w słomkowy kolor. Śnieżnobiała pianka urosła do wystarczających rozmiarów (symboliczne dwa palce). Składa się ona z mieszanej wielkości bąbelków, nawet nieźle lepi się do ścianek i zanika w przyzwoitym, czyli na szczęście nie najszybszym tempie.
Macherzy z Poznania wysycili to piwo w sposób bardzo znaczący, dla mnie wręcz idealny, ale jeśli to ma być pils, to tak właśnie musi być.

piątek, 5 kwietnia 2013

KORMORAN CIEMNY


ALK.4,5%. Skupmy się na faktach. Do produkcji tego piwa użyto 5 rodzajów ciemnych słodów (trzy karmelowe, słód monachijski oraz słód czekoladowy). W zasypie znalazły się również jako dodatek niesłodowany płatki owsiane, co jest niezwykłą rzadkością na rodzimym rynku. Ponadto zdecydowano się użyć amerykańskiego chmielu, a nie jak to ma miejsce zazwyczaj polskiego, niemieckiego, bądź czeskiego.
Czy taka mikstura gwarantuje coś więcej niż klasyczny, polski, przeważnie przesłodzony dunkel? Zapraszam do lektury. 


Kormoran Ciemny jest miedziano-rubinowym piwem ze wspaniałą, trwałą i dość gęstą pianą. Solidny kożuch kremowego puchu składa się drobnych pęcherzyków i co najważniejsze jest go całkiem sporo, opada w średnio wolnym tempie. Na szkle zostają obfite pozostałości tej cudnej pianki. Muszę przyznać, że jest nieźle.
Bardzo przyjemny zapach stanowi zrównoważone połączenie cytrusowego chmielu Cascade oraz niewielkiej, acz wyraźnej karmelowej nuty, kawy zbożowej i przypieczonej skórki chleba. W to wszystko wmieszane są także cienie lekko opiekanych słodów. Całość wypada zdecydowanie ponad przeciętnie, ale jest jeden minus – za mało intensywne są poszczególne składowe, trzeba się nieźle wwąchać, żeby je wyłapać.

środa, 3 kwietnia 2013

LUBUSKIE CZEKOLADOWE


ALK.4,2% He, he nie minęło wiele czas od recenzji śliwki z Witnicy, a ja się już biorę za ich kolejny wynalazek. Jest to moje trzecie ‘piwo o smaku czekoladowym’ i mając jakieś tam doświadczenia z Magnusem i Szoko jestem pełen obaw. Moje obawy jednak nie zniechęcą mnie do spróbowania tego specyfiku, w końcu wydałem na niego trochę grosza, kupiłem go świadomie, z własnej i nieprzymuszonej woli, w pełni rozumiejąc ewentualne konsekwencje konsumpcji. Nie ma odwrotu. 


Dzisiejszy bohater to brązowo-rubinowe piwo, w pełni klarowne. Niestety nie generuje ono w ogóle piany, mimo że nalewałem w sam środek szklanki nie udało mi się uzyskać choćby jednego milimetra! Totalna porażka.
Nasycenie jest stosunkowo niskie, nawet powiedziałbym, że trochę zbyt niskie.
Aromat ze sporą siłą atakuje moje nozdrza. W dużej mierze czuć mleczną czekoladę, kojarzącą się niestety z tanimi, PRL-owskimi bobmonierkami, które z prawdziwą czekoladą miały tyle wspólnego co ja z premierem Wielkiej Brytanii. Poza tym występuje tu również odrobina kakao, toffi i karmelu. Prawdziwych nut piwnych raczej tu nie uświadczysz. Od razu widać, że mamy do czynienia z aromatami czekoladopodobnymi.