niedziela, 30 listopada 2014

BROWAR WRĘŻEL W CZĘSTOCHOWIE


W miniony piątek 28 listopada w częstochowskiej Piwiarni zostało zaaranżowane bardzo fajne spotkanie dla miłośników rzemieślniczego piwa. Otóż siedzibę Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego odwiedziła ekipa kontraktowego Browaru Wrężel. Całe to posiedzenie miało swoją część oficjalną w postaci autoprezentacji browaru oraz część mniej oficjalną, gdzie można było podejść i zamienić kilka słów z włodarzami Wrężela.
Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć. Miałem nawet bardzo ambitny pomysł opublikowania na blogu całego wystąpienia w postaci filmu, ale niestety warunki akustyczne na sali (duży gwar) skutecznie mi to uniemożliwiły. Filmik mam nagrany, ale prawie nic na nim nie słychać, dlatego też musiałem się przeprosić z klawiaturą mojego laptopa i streścić w kilku zdaniach najważniejsze informacje, które usłyszeli obecni w Piwiarni goście.

Browar Wrężel reprezentują w zasadzie tylko dwie osoby – Adrian Kukuła jest technologiem, piwowarem i pomysłodawcą całego interesu, a Paweł Olczyk jest specem spraw handlowych i sprzedaży. Browar istnieje dopiero od niedawna (trzy miesiące), ale na rynek wypuścił już pięć piw: APA, AIPA, marcowe, stouta owsianego oraz jasną pszenicę. W leżaku dojrzewa też szóste piwo, w stylu Belgian Blond Ale.
Adrian z wykształcenia jest inżynierem leśnictwa, jednak jego pasją, a od niedawna także pracą jest warzenie piwa. Piwowarstwem domowym zaraził się w chwili, gdy spróbował pierwszego domowego piwa. Obecnie nadal warzy „domowym sposobem”, a jego dużej i profesjonalnej instalacji (warzelnia o wybiciu 100 litrów, fermentor o pojemności aż 200 litrów!) może pozazdrościć niejeden browar restauracyjny. Na koncie Adriana widnieje ok. 150 warek, w których wyprodukował łącznie ok. 50 hektolitrów piwa!




Wrężel warzy swoje piwa w nowoczesnym browarze w Zarzeczu, które powoli staje zagłębiem polskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Oprócz Wrężela warzy tam również Pinta, Birbant oraz Kingpin. Jak wygląda ten browar możecie obejrzeć u Piwologa i Kopyra.
Adrian z racji tego, że mieszka w pobliskim Żywcu początkowo chciał się zaciągnąć do Zarzecza jako piwowar. Gdy mu się to nie udało postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i założył swój własny kontraktowy browar.
Jeśli zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięła nazwa Wrężel, to mogę wam teraz pomóc w tym dylemacie. Adrian bardzo dobitnie docenił swoją żonę, nazywając swój browar jej panieńskim nazwiskiem! Bardzo to oryginalne i pomysłowe, ale przede wszystkim szlachetne.

sobota, 29 listopada 2014

Argus ŁOWCZY CHMIELOWY KWARTET


ALK.9%. Kilka miesięcy temu w Lidlu pojawiły się dwa Argusy Łowcze, wywołując tym samym krótkotrwałą, ale intensywną burzę w piwnym środowisku. Jeden z nich to belgijski tripel, a drugi quadrupel. Brzmi znajomo prawda?
Jak to w przypadku piw własnych Lidla, nie wiadomo skąd dane piwo pochodzi, trzeba więc polegać na domysłach i przypuszczeniach. Na szczęście prawie każdy piwny bloger ma w sobie coś z Sherlocka Holmesa, toteż w miarę łatwo udało się nam wywnioskować, że miejscem produkcji nowych Argusów jest miasto Miłosław, czyli Browar Fortuna. Przemawiają za tym dwa czynniki: 1) browar, który warzy dla takiego giganta detalicznego jak Lidl, musi być odpowiednio duży, 2) warząc dla dyskontu/marketu ich marki własne zazwyczaj korzysta się z istniejącej już receptury, ewentualnie nieznacznie się ją modyfikuje. Biorąc pod uwagę, że żaden ze średniej i dużej wielkości browarów nie ma w ofercie piw trapistów,  śmiało można insynuować, że to browar z Miłosławia maczał palce w obydwu Argusach Łowczych. Fortuna milczy jednak jak zaklęta i nie chce komentować tej sprawy, a to też przecież o czymś świadczy. 
Nie bez powodu wczoraj piłem Komesa Poczwórnego, a dzisiaj biorę na ząb Chmielowy Kwartet. Prawdopodobnie są to te same piwa, a nawet jeśli nie to bardzo zbliżone. Skąd więc tak znaczna różnica w parametrach? (Komes: alk.10%, ekstrakt 19,5°Blg; Argus: alk.9%, ekstrakt 16,3°blg). W przypadku mocnych piw tolerancja wartości alkoholu podanego na etykiecie w stosunku do wartości rzeczywistej może wynosić +/- 1%. Natomiast jeśli chodzi o ekstrakt brzeczki piwnej, to prawdopodobnie podbito go dodatkiem cukru, który nawet podano w składzie. Stąd też po uwarzeniu piwo miało 16,3°Blg (co widnieje na etykiecie), a żeby drożdże miały co jeść i żeby wyprodukowały więcej alkoholu dodano potem taką ilość cukru, że ekstrakt urósł mniej więcej do poziomu jaki jest w Komesie


To oczywiście tylko pewna teoria i to nawet nie moja (chociaż jestem jej zwolennikiem). Może więc analiza sensoryczna będzie tutaj najbardziej sprawiedliwa.
Barwa Łowczego Argusa wydaje się być nieco jaśniejsza (bursztynowa) niż w przypadku Komesa, jednak zmętnienie jest identyczne. Delikatna różnica w  kolorze może pochodzić od źródła światła. Wczoraj oglądałem Komesa przy świetle sztucznym, dzisiaj patrzę na Argusa za dnia.
Piana wypada na niekorzyść dzisiejszego bohatera – jest o wiele mniej bujna, ale za to drobno ziarnista. Opada w takim samym tempie, czyli bardzo szybko.
Wysycenie obu piw jest bardzo zbliżone. Średnia intensywność chyba najbardziej trafnie określa ilość bąbelków gazu.
W zapachu Chmielowy Kwartet wyróżnia się olbrzymią ilością słodu z lekko opiekanymi naleciałościami. Pojawiają się też owocowe estry w postaci delikatnych śliwek, rodzynek i ciemnych winogron. Tło przenika niewielka tostowość oraz subtelna nuta alkoholowa, kojarząca się z czerwonym winem. Skąd ja to znam? ;p

piątek, 28 listopada 2014

KOMES POCZWÓRNY BURSZTYNOWY


ALK.10%. Normalną koleją rzeczy po uwarzeniu dubbla i tripla jest pójście za ciosem, czyli zaaplikowanie publice najmocniejszego piwa trapistów - quadrupla. W myśl tego rozumowania postąpił właśnie Browar Fortuna z Miłosławia.
Komes Poczwórny Bursztynowy jest logiczną kontynuacją dwóch poprzednich Komesów i podobnie jak one, jest piwem niepasteryzowanym, refermentowanym w butelce, o osiemnastomiesięcznej dacie przydatności do spożycia.
Mój egzemplarz kupiłem już dawno, obecnie liczy on sobie jakieś 13 miesięcy, więc mam przed sobą dość dobrze wyleżakowanego reprezentanta. Nie każdy wie, że leżakować można nie tylko portery bałtyckie, czy RISy. Nadają się do tego również niektóre, bardzo mocne piwa belgijskie, aczkolwiek nie zaleca się jakoś strasznie długo trzymać ich w „izolatce”, bo nie są one, aż tak odporne na ząb czasu jak wyżej wymienieni ciemni mocarze. 
Nie będę ukrywał, że jest to jedno z najbardziej oczekiwanych przeze mnie piw, jeśli chodzi o segment tzw. browarów regionalnych.


Miłosławski specjał nalał się z głośnym sykiem ulatującego dwutlenku węgla, który mogę tylko porównać do opróżniania butelki z Coca-Colą. Grubo ziarnista piana o kremowej barwie początkowo była dość obfita, jednak jej ilość malała w iście zastraszającym tempie! Chwila, moment i było po krzyku. Znaczy się po pianie. 
Jednak po kilku minutach od przelania stwierdziłem, że wysycenie wcale nie jest tak duże jak mi się w pierwszej chwili wydawało. Widocznie piwo się trochę odgazowało przy nalewaniu, bo lałem w sam środek z dość dużej wysokości. Summa summarum ilość bąbelków jest wg mnie optymalna.
Kolor piwa jest dość ciemny. W nazwie pojawia się określenie bursztynowy, chociaż mi bardziej pasuje tu słowo brunatny lub miedziany.
Zapachem rządzi lekko opiekana słodowość oraz wyraźne estry owocowe (rodzynki, wiśnie, ciemne winogrono). Nieco z tyłu pojawia się subtelna nuta tostowa oraz średnio intensywne klimaty alkoholowe, których ilość przy tym woltażu wydaje się być rozsądna. Chmiel został niemal perfekcyjnie ukryty, ale nie ma się co dziwić – wszak quadrupel to nie jest piwo typowo chmielowe. Chwilami aromat przypomina półsłodkie, czerwone wino (nie jeden by się nabrał).

środa, 26 listopada 2014

LUBLIN to DUBLIN


ALK.6,5%. Lublin to Dublin z pewnością jest piwem nieszablonowym i poniekąd także pionierskim. Jest to efekt współpracy irlandzkiego browaru O’Hara’s (Carlow Brewing Company) z dobrze znanym w naszym kraju kontraktowym Browarem Pinta. Warto tutaj nadmienić, że była to pierwsza międzynarodowa kooperacja w historii współczesnego polskiego browarnictwa, dopiero później był AleBrowar z Nøgne Ø i pozostali.
A teraz będzie krótka lekcja historii: ekipa Pinty w lutym 2014 roku szczęśliwie wylądowała na terytorium Zielonej Wyspy i równie szczęśliwie uwarzyła wspólne piwo – Robust Oatmeal Stout. Chłopaki z Pinty przywieźli do Irlandii polskie płatki owsiane (marki nie znam) oraz polskie chmiele – Marynka i Lubelski, od którego pochodzi nazwa piwa. Słody były miejscowe, znaczy się irlandzkie.
Ten krzepki stout owsiany przeleżał w mojej ciemnej i wilgotnej piwniczce od czerwca 2014 roku, aż do dzisiaj (prawie pół roku). Oto zapis moich subiektywnych wrażeń z konsumpcji.


Kolaboracyjny Lublin to Dublin nalał się z wysoką, beżową i gruboziarnistą pianą, która dosyć długo izoluje ciecz od środowiska zewnętrznego, tworząc na szkle obfite firany.
Kolor piwa jest czarny z niewielkimi burgundowymi refleksami, a ilość bąbelków jest stosunkowo niska (jak przystało na stouta).
Zapach bez wątpienia kojarzył mi się ze świeżą parzoną kawą z mlekiem i maczanym w niej kruchym herbatnikiem. Typowo owsiankowa nuta wystąpiła dopiero na drugim planie, zakrywając w znacznym stopniu średnio intensywne akcenty słodkiej czekolady i lekko palonego słodu. Na samym końcu egzystowała subtelna, acz wyczuwalna chmielowość o ziołowo-kwiatowym charakterze. Krótkie podsumowanie – jestem na tak!

poniedziałek, 24 listopada 2014

WIZYTA W WARSZAWIE, CZYLI BLOG DAY 3.0


Piwny Blog Day 3.0 za nami. Pora więc napisać kilka słów o kolejnej edycji jedynego (póki co) forum polskiej blogosfery piwnej.

Trzecia edycja coraz popularniejszego Blog Day’a odbyła się w Warszawie, a nie jak dwie poprzednie -  w stolicy Wielkopolski. Zmianę lokalizacji przyjąłem z dużym entuzjazmem, głównie ze względu na bardziej dogodne możliwości transportu. Moja podróż do stolicy minęła szybko i przyjemnie, a przy tym dość nieszablonowo – pierwszy raz skorzystałem z Carpoolingu. Wrażenia mam jak najbardziej pozytywne.
Niestety wrażenia z samego spotkania piwnych blogerów nie są już tak pozytywne. Tzn. negatywne też nie są, ale muszę przyznać, że odczuwam pewien niedosyt.
Po pierwsze impreza w stosunku do poprzedniego roku trochę się „skurczyła”, bowiem zamiast dwóch dni trwała jeden dzień. To jednak jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo przecież liczba uczestników forum z roku na rok rośnie, a co za tym idzie i koszty. Największą moim zdaniem bolączką był przede wszystkim dość ubogi program, który przy tak okrojonym czasie powinien wprost wgniatać takiego blogera w fotel i otwierać mu szeroko oczy ze zdumienia. Każde wystąpienie powinno na długo zapaść w pamięci, tymczasem ja mam poważne problemy z przytoczeniem więcej niż trzech ciekawych wniosków powiedzianych „na scenie” (a piwa w zasadzie wypiłem mało).



Na tle pozostałej konkurencji występ 'Piwoznawcy' Maćka Chołdrycha trzeba uznać za nader udany. Maciek przygotował dla nas zestaw pięciu nietypowych (odjechanych) piw, które mieliśmy sposobność obwąchać i skosztować. Pierwsze (ale nie jedyne) piwo na świecie z mąką kasztanową w składzie (Pietra z Korsyki) pachniało jak pierwszorzędny ejl, chociaż w rzeczywistości było lagerem wiedeńskim. 
Niemiecki Smokey George na słodzie wędzonym torfem wywoływał silne konotacje ze spalonymi przewodami elektrycznymi, asfaltem i bentonitem. Na długo zapamiętam też smak i aromat Hel & Verdoemenis Cuvee z De Molena – jest to Barrel Aged Imperial Stout leżakowany w dębowej beczce po winie Bordeaux. Natomiast belgijski wiśniowy lambic Oude Kriek był chyba najbardziej kwaśnym piwem jakie w życiu piłem! Sour Ale o nazwie Oak Aged Cranberry Bastard z Danii również wywarł na mnie piorunujące wrażenie.
Nie obyło się też bez blind tastingu, który poprowadził znany w środowisku sensoryk 'Browarzyciel' Rafał Kowalczyk. Do odgadnięcia mieliśmy takie style jak: czeski pils, hefe-weizen, dry stout, rauchbock, brown porter, AIPA, porter bałtycki oraz owocowy lambic. Oprócz stylu trzeba było również wskazać konkretną markę i kraj z którym nam się kojarzy dane piwo. Fajna to zabawa, a przy okazji można się sprawdzić.


niedziela, 23 listopada 2014

Argus PORTER CZARNY


ALK.7,9%. To już ostatnia część cyklu pt. Argusy z Browarnii Lidla, uwarzone przez Browar Amber. Na sam koniec zostawiłem sobie trunek, od którego oczekuję najwięcej – wszak to nic innego jak porter bałtycki, nasza duma narodowa. Poza tym chciałem, aby troszkę sobie poleżał, bo wiadomo, że wyleżakowany porter ma wyraźną przewagę nad świeżynką.
Podejrzenia są takie, że jest to Grand Imperial Porter w nieco innym opakowaniu. Świadczy o tym identyczny ekstrakt oraz niemalże taka sama zawartość alkoholu (różnica wynosi zaledwie 0,1%).
Nie będę jednak owych przypuszczeń brał za pewnik, zwłaszcza że włodarze Ambera osobiście napisali mi w komentarzach: „Oczywiście, są to piwa produkowane u nas. Piwa różnią się recepturą i składem surowcowym od naszych marek...”.
Nawet jeśli nie są to identyczne piwa, to i tak uważam, że nabyć jakiegokolwiek portera w tej cenie (3 zeta) to naprawdę świetna okazja, a przy tym doskonała inwestycja. Ja kupiłem trzy sztuki, z czego dwie wylądowały w mojej piwnicy i czekają na lepsze czasy :)

 
Porter Czarny nalewa się z dość obfitą i puszystą czapą beżowej piany, która zbudowana jest z drobnych pęcherzy. Ładnie to wszystko wygląda jednak niezbyt długo cieszy oko. Piana redukuje się nadspodziewanie szybko i przyjmuje postać milimetrowej obręczy przyklejonej do szkła.
Piwo jest tak ciemno brązowe, że w zasadzie wydaje się być czarne za sprawą dużej średnicy sniftera, do którego zostało nalane.
Teraz pora na najciekawsze. Aromat ma wszystkie cechy, które powinien posiadać dobry porter bałtycki. Delikatna czekoladowość świetnie komponuje się tutaj z wyraźnymi akcentami kandyzowanej wiśni, czarnej porzeczki i śliwki węgierki. Ponadto nie brakuje tu rodzynek, słodkiego karmelu i ciemnych, lekko palonych słodów, które pełnią funkcję tła w tym niezwykle aromatycznym spektaklu. Alkohole wyższe, czyli fuzle są bardzo stonowane. Całość pachnie jak jakieś czekoladki z likierem w środku, co mi bardzo odpowiada.

piątek, 21 listopada 2014

GRYCZANE

ALK.5,2%. Swego czasy produkty Manufaktury Piwnej z Browaru Jabłonowo ceniłem sobie bardzo wysoko. Otwarcie trzeba powiedzieć, że to właśnie niecodzienne jak na owe czasy piwa, dość znacząco odmieniły wizerunek tego podwarszawskiego browaru. Z przedsiębiorstwa klepiącego niemal wyłącznie marketowe nołnejmy, w krótkim czasie Jabłonowo zyskało miano browaru nowoczesnego, nad wyraz twórczego i przede wszystkim odważnego.
Ostatnim dziełem sygnowanym marką Manufatura Piwna jest Gryczane. Nie ma co ukrywać, że jest to dark lager, którego jedynym wyróżnikiem jest dodatek gryki (oczywiście w formie niesłodowanej). Nie przypominam sobie, aby jakikolwiek browar dodawał tej rośliny do piwa, aczkolwiek nie wiem też, czy cokolwiek wnosi ona do profilu smakowo-zapachowego.
Gryka to rodzaj rośliny z rodziny rdestowatych, do której należy aż 15 gatunków, rosnących w klimacie umiarkowanym Europy i Azji. W Polsce uprawiana jest głównie w rejonie Janowa Lubelskiego, czyli można powiedzieć, że w moich rodzinnych stronach. 


Gryczane z Jabłonowa to bardzo ładnie wyglądające piwo. Jego kolor przypomina barwę głębokiej miedzi, poprzecinanej rubinowymi refleksami. Obfita, drobna i puszysta kołderka piany ładnie oblepia ścianki i do tego wystarczająco długo utrzymuje się na powierzchni.
Wysycenie nie jest wysokie, wręcz przeciwnie – jest mocno stonowane, ale akurat do tego napitku pasuje jak dłoń do rękawiczki.
Aromat niemal zwala z nóg swoją nadspodziewaną intensywnością. Piwo pachnie słodko, przede wszystkim mocno karmelowo, ale nie brakuje tu również słodkiej czekolady, kakao, opiekanego słodu, tostów i przypieczonej skórki chleba. Całość wywołuje całkiem pozytywne skojarzenia z piernikiem.

czwartek, 20 listopada 2014

JASNY DYNKS


ALK.5,3%. Jasny Dynks z Szałupiw (Szałpiwu?) to jeden z pierwszych komercyjnych wypustów autorstwa Wojtka i Janka Szały. Piwo weszło na rynek w lipcu 2013 równocześnie z Ciemnym Dynksem, który nie mógł przypaść do gustu konsumentom, za sprawą wyraźnej i niepożądanej działalności bakterii kwasu mlekowego, które z czarnego wita zrobiły coś na kształt piwnego kefiru.
Do tej pory nie piłem żadnego z tych piw, ale nie ukrywam, że bardziej zależało mi na zwilżeniu podniebienia tym ciemnym wywarem. Oczywiście chodzi mi o warkę, gdzie Ciemny Dynks był w należytej formie.
Jak już zapewne wiecie niedawno w moje dwie lewe ręce trafił ten jasny z dynksów, który ma być belgijskim witbierem, pochmielonym trochę po słoweńsku, trochę po nowozelandzku i trochę po hamerykańsku. Rzecz jasna nie zabrakło tu belgijskich drożdży oraz przypraw. Zatem let’s go


Jasny Dynks ma postać jasno złotego, mętnego trunku. Wieńczy go średnio wysoka, biała piana o mieszanej strukturze. Jej żywotność jednak nie jest zadowalającą, za to lacing jest dość wyraźny.
Piwo zostało przeciętnie nasycone dwutlenkiem węgla. Jestem pewien, że odrobina większej ilości bąbelków akurat w tym przypadku by nie zaszkodziła.
Belgijski witbier z nowofalowym zacięciem pachnie nawet ładnie. Nie będę jednak ukrywał, że zarysowuje się tutaj znaczna przewaga klimatów chmielowych nad przyprawowymi cechami. Rześkie cytrusy, chmiel oraz nuty trawiaste dominują bez dwóch zdań. Dopiero na dalszym planie egzystuje niewielka ilość kolendry, słodu pszenicznego i ulotnego pieprzu. Daleko w tle pojawiają się też zamglone owoce, głównie mango, białe winogrona oraz ananas.

wtorek, 18 listopada 2014

KUJAWSKIE


ALK.6%. Co jakiś czas w Browarni Lidla pojawiają się piwa z polskich „browarów regionalnych”, do których ów dyskont zalicza między innymi Perłę i Łomżę. Przemilczę jednak ten fakt i powiem, że dla osób dopiero poznających bogactwo piwnego świata oferta Lidla może być nawet atrakcyjna. Dla takiego delikwenta, który do tej pory nie wychylał z butelki nic więcej poza ‘żywco-lecho-tysko-warko-żubrem’ zobaczyć jednocześnie kilkanaście nieznanych (lub mało znanych) mu marek piwa, to tak jakby dostać pustakiem w głowę.
Oczywiście każdy szanujący się znawca piwa (czyt. bloger) przejdzie wszystkie alejki Lidla dziesięć razy i nawet mu powieka nie zadrży. Tak właśnie było ze mną – niemal wszystkie piwa już dawno temu miałem „zaliczone”. Nie mniej jednak jakiś czas temu zdarzył się wyjątek. Oldskulowa, wyraźnie ludowa, a zarazem prosta graficznie i trafiająca w moje gusta etykieta piwa Kujawskiego sprawiła, że stałem się jej właścicielem, a przy okazji również właścicielem butelki, do której była ona przyklejona oraz cieczy, która była w tej butelce.
Kujawskie to w zasadzie niczym nie wyróżniający się jasny lager, których w Polsce mamy tysiące. Czy zatem jest wart pieniędzy, jakie w niego zainwestowałem?


W przeciwieństwie do ładnego, złotego koloru piana nie jest mocną stroną tego piwa – niska, mieszano ziarnista, rzadka i do tego opada w tempie błyskawicy, nie pozostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu.
Kujawskie zostało dość wyraźnie potraktowane przez gaz zwany dwutlenkiem węgla, ale na szczęście nie ma w tym jakiejś wielkiej przesady.
Niezbyt intensywny aromat kojarzący mi się ze ‘strong beerami’ epatują wysoką dawką słodu i sfermentowanego zboża. Pomiędzy nimi brylują niewielkie akcenty owocowych estrów, chleba oraz piwnicznych wtrętów. O ile jeszcze powyższe cechy można względnie uznać za pozytywne, o tyle nuty alkoholu, mokrego kartonu i miodu pozytywnymi z pewności już nie są. Niestety piwo jest wyraźnie utlenione.

niedziela, 16 listopada 2014

CZY POLSKIE PIWO JEST DROGIE?


Dyskusję na temat cen naszego ulubionego trunku chciałem podjąć już dawno temu. Co jakiś czas słyszy się przecież falę narzekań, że cena jest nieadekwatna do jakości, że piwo powinno być tańsze, że browary pozycjonują ceny, itp., itd. Choć nie powiem, bo czasem zdarzają się też oponenci tych teorii.
W ostatnim czasie pojawiło się na rynku kilka bardzo drogich piw, więc w końcu postanowiłem zgłębić temat i zobaczyć, czy faktycznie diabeł jest taki straszny jak go malują.

Struktura ceny

Żeby w ogóle rozpocząć moje rozważania, trzeba najpierw wyjaśnić ile tak naprawdę kosztuje piwo w piwie, bo wbrew pozorom z dwóch złotych, które wydajesz w sklepie na Harnasia czy Żubra, browar zarabia bardzo niewiele.
Poniżej przestawiam kilka prostych wyliczeń (z różnych źródeł) dotyczących struktury ceny piwa. Oczywiście kalkulacje te dotyczą produkcji wielkoprzemysłowej, a nie małych browarów rzemieślniczych/kontraktowych. 

Dolna grafika po lewej stronie pochodzi ze źródeł Kompani Piwowarskiej.

Czarno na białym wynika z tego, że ponad jedną trzecią udziału w cenie piwa mają podatki (VAT, akcyza, CIT), które razem wynoszą aż 35% ceny! Przy czym, warto tutaj zauważyć, że akcyzę płaci się od wartości ekstraktu – im więcej stopni Ballinga/Plato ma piwo, tym więcej złotówek musimy oddać państwu. Marże handlowe hurtowników, detalistów i innych pośredników wynoszą łącznie 25-30%. Koszty wytworzenia (surowce, opakowanie, prąd, woda, transport, marketing, reklama, płace pracowników) wraz z zyskiem browaru zżerają kolejne 37-40% ceny piwa.
No dobra, ale ile wynosi koszt samych składników, które zużywane są do produkcji półlitrowego piwa? Otóż szacuje się, że dla koncernowych gigantów wynosi on zaledwie 15-25 groszy!!! Oczywiście im browar warzy mniej piwa, tym te koszty rosną, dlatego przy średniej wielkości „browarach regionalnych” cena ta może być już dwukrotnie wyższa.
Przy sklepowej cenie koncernowego piwa na poziomie 2,50 PLN łączny koszt wytworzenia (wraz logistyką, reklamą, mediami, płacami i zyskiem) zamyka się w jednej złotówce. 87 groszy to podatki, a pozostałe 63 grosze stanowią marże handlowców. Ile natomiast zarabia na tym sam browar? Jakieś 20 groszy na butelce piwa, co jednak mnożąc przez miliony hektolitrów daje niewyobrażalne wręcz zyski. Zobaczcie teraz – 20gr to koszt surowców, 20gr to zysk, a pozostałe ponad 2 złote kosztuje nas cała otoczka, za którą płacimy my, czyli konsumenci.
Koszty produkcji dla malutkich browarów rzemieślniczych są zupełnie inne. Mimo, że nie mają oni nakładów na reklamę, transport i marketing, a przeważnie również na pensje dla pracowników (bo sami tam pracują), to łączne koszty wytworzenia jednego piwa będą u nich wyższe. Głównie ze względu na kilkukrotnie wyższe ceny surowców, takie jak nowofalowe odmiany amerykańskich chmieli, słody specjalne, czy różne dodatki odgrywające rolę przypraw w piwie. Rzemieślnicy zazwyczaj produkują też bardziej ekstraktywne piwa (nawet powyżej 20°Blg) niż typowy lager z koncernu (ok. 12°Blg), więc płacą też wyższe kwoty akcyzy i nie jest w stanie tego zniwelować nawet ulga w akcyzie, przysługująca mniejszych browarom. Poza tym malutkie browary mają o wiele mniej efektywne instalacje do warzenia, co przekłada się na wyższe rachunki za prąd, wodę, czy gaz. Jeszcze więcej płacą browary kontraktowe, które dodatkowo muszą odpalić kasę browarom stacjonarnym za wynajem ich mocy produkcyjnych.

Piwa koncernowe

Na początek zajmiemy się piwami dla mas. Czy koncernowe wyroby są za drogie dla przeciętnego zjadacza chleba? W większości przypadków za pół litra 'jasnego pełnego' trzeba „zabulić” w granicach 2-3zł (cały czas będę brał pod uwagę ceny butelkowe). Naprawdę śmieszne pieniądze, a nierzadko zdarzają się przecież promocje, gdzie Harnasia, czy Wojaka kupimy już za 1,60zł!!! Oczywiście za takie fundusze nie napijemy się Bóg wie jakiego rarytasu, ale czego się tu spodziewać, po piwie, które zostało zrobione za 20 groszy?

Nie mniej jednak piwa koncernowe potrafią kosztować znacznie więcej. Żywiec Porter, Brackie Mastne, Kaper, Żywiec APA i inne nowe odmiany Żywca, seria Książęce z KP, Porter, Pszeniczne i Piwa Sezonowe od Carlsberga uszczuplą nasz portfel znacznie bardziej (3.50-5zł). Są jeszcze Grand Championy, ale to zupełnie inna para kaloszy. Różnica w cenie rzecz jasna wynika głównie z wyższych cen surowców użytych do ich produkcji i całego procesu technologicznego, ale podejrzewam też, że marże na piwie z wyższej półki (premium) zawsze będą wyższe. Tak więc za odpowiednio większe pieniądze dostajemy odpowiednio lepsze i ciekawsze pod względem smakowym piwo – sprawiedliwie. Oczywiście zawsze zdarzają się jakieś wyjątki (np. ten), ale przecież wyjątek tylko potwierdza regułę.

sobota, 15 listopada 2014

SABAT CZAROWNIC


ALK.5,8%. W czasach, gdy pisałem pierwsze recenzje piw, pamiętam jak zachwycałem się niezbyt wyszukanymi przecież koźlakami, weizenami, ciemnymi weizenami, albo pszenicznymi koźlakami. Minęły tylko trzy lata, a teraz mam do wyboru RISy, dubble, triple, imperialne ajpy, saisony, z dziesięć rodzajów stoutu, blond, amber, brown lub pumpkin ejle i wiele, wiele innych ciekawych styli. Istny zawrót głowy, co nie oznacza jednak, że od czasu do czasu nie napiję się jakiegoś mniej odjechanego piwa, czyli tak zwanego klasyka. Tak po prostu, żeby mi się w głowie nie poprzewracało.
Jednym z ostatnich dwóch piw Browaru Perun jest właśnie dunkelweizen – pszeniczne piwo o ciemnym, nieco podpalanym charakterze, łączącym w sobie rześkość bananowo-goździkowego hefeweizena i opiekaną karmelowość dunkela. To jednak tylko teoria...


Piwo nalało się ze średnio wysoką czapą, drobno pęcherzykowej piany o kremowej barwie i puszystej konsystencji. Piana jednak dość szybko opada do symbolicznego pierścienia i kilku wysepek na środku. Lacing na średnim poziomie.
Sabat Czarownic posiada przeciętne wysycenie, a jego iście brązowy jak butelka odcień, nie szczególnie zachęca do spróbowania.
Zanim jednak spróbuję, muszę to powąchać. Z miejsca muszę powiedzieć, że piwu nie brakuje goździkowych fenoli, a i bananów jest tu całkiem sporo. Na drugim planie występują wyraźne nuty gumy balonowej, drożdży i słodu pszenicznego. Ciemnych akcentów jest tu nie za dużo – szczypta herbatników, echa karmelu oraz minimalna tostowość, to wszystko co wychwyciłem. Mimo wszystko aromat mi się nawet podoba.

czwartek, 13 listopada 2014

1 [Jedynka]


ALK.6,7%. Ostatnimi czasy coraz modniejsze stają się piwne kooperacje, niekiedy błędnie nazywane kolaboracjami. Chodzi tutaj o zrobienie (od pomysłu do realizacji) jednego piwa przez dwa zakumplowane browary. W Polsce wszystko zaczęło się urodzinowych piw Pinty i AleBrowaru, później Pinta spiknęła się z Pracownią Piwa, potem browar iks z igrekiem, a potem zet z iksem, a potem....
1 (Jedynka) to wspólny projekt Browaru Szałpiw i Pracowni Piwa, który powstał w Wąsoszu. Na tym jednak nie koniec, bo już wiadomo, że niedługo na świat przyjdzie 2 (Dwójka). Swoją drogą prostolinijność nazwy jest wprost powalająca, a poza tym kojarzy mi się ze znaną marką farb do ścian.
1 to saison – styl wywodzący się z Walonii (francuskojęzycznej części Belgii). W czasach, gdy lodówki były czystą fantazją piwa te warzono wczesną wiosną, by raczyć się nim podczas żniw. Pili je głównie sezonowi pracownicy rolni, stąd nazwa. Trunek taki musiał być wystarczający mocny, by nie zepsuł się latem, a jednocześnie orzeźwiający i dobrze gaszący pragnienie w czasie wzmożonego wysiłku fizycznego. Aby osiągnąć taki kompromis piwo musiało być dobrze nachmielone, co najmniej umiarkowanie gorzkie, a zarazem lekko kwaskowe, mocno nagazowane i wytrawne na finiszu. Często dodawano też różne przyprawy i zioła, choć nie było to regułą, bowiem piwo zyskuje swoisty przyprawowo-pieprzny charakter głównie dzięki specjalnym szczepom belgijskich drożdży. 


Mój dzisiejszy reprezentant stylu to saison z dodatkiem słodu pszenicznego i żytniego, chmielony odmianami Polaris, Centennial i Citra – tak więc nie obyło się tutaj bez odrobiny ‘nowej fali’. Irytuje mnie natomiast brak tych informacji na opakowaniu, gdzie widnieje tylko lakoniczne „słód, woda, drożdże, chmiel”. Takie coś, to se mogą pisać koncerny, a nie czołowe polskie browary rzemieślnicze! Musiałem posiłkować się internetami i przy okazji dowiedziałem się też, że użyto tu całkiem sporo przypraw.
Mimo lania z dużej wysokości piwo pieni się dość słabo. Biała piana jest niewysoka, rzadka i ostatecznie szybko znika, zostawiając nieliczne osady na szkle.
Widzę tu bardzo dużą mętność oraz niezbyt zachęcający, brunatny kolor, który pod światło przypomina nieco przybrudzony bursztyn.
Wysycenie jest stosunkowo wysokie, gładkie i musujące, jednak nie szczypie, ani nie kłuje w język.
No, a jak pachnie ten specyfik? Faktycznie jest tu sporo przypraw, głównie czuję imbir, kolendrę, kardamon oraz anyż. Nie brakuje tu również wyraźnych aromatów dojrzałych brzoskwiń, gruszek i mirabelek. Nieco z boku dolatuje do mnie stonowana woń amerykańskich chmieli, odrobiny kwaskowych cytrusów, słodu, chleba i subtelnych drożdży. Bogaty i bardzo przyjemny to zapaszek. I like it!

środa, 12 listopada 2014

JURAJSKIE WITBIER


ALK.4%. Browar Na Jurze chcąc zatrzeć nieciekawe wrażenie po godnej ubolewania Pomarańczy, w przeciągu jednego miesiąca wyłuskał z rękawa aż dwie nowości – nietuzinkowego amber ale’a oraz równie nietuzinkowego witbiera. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to drugie piwo jest w sklepach już od dwóch tygodni, tymczasem fanpejdż browaru po dzień dzisiejszy milczy jak zaklęty! Nie wspomnę tu o stronie internetowej, która była aktualizowana chyba jeszcze przed wojną ;p Najwidoczniej marketing nie jest mocną stroną browaru z Zawiercia. Aha, poza tym typowo letnie piwo na zimę, to trochę ryzykowny pomysł.
Cechą charakterystyczną Jurajskiego Witbiera jest dodatek aromatycznego różowego pieprzu,  oraz niesłodowanego owsa, które oczywiście są dopuszczalnymi składnikami w belgijskich klasykach tego gatunku, jednak w kraju nad Wisłą są niezmiernie rzadko stosowane lub nawet w ogóle.
Swoją drogą jurajski browar wyraźnie upodobał sobie przeróżne przyprawy w piwie, o czym świadczy kolendra we Free Style Ale, ww. pieprz różowy w Amerykańskiej Pszenicy, chili w piwie Świątecznym no i jeszcze ten ostropest w amerykańskim lagerze


Kolejne piwo i kolejna niespójna z poprzednimi etykieta. Pomimo braku spójności wcześniejsze ety były jednak mocną stroną Browaru Na Jurze (oprócz Free Style Ale). Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o dzisiejszym opakowaniu, gdzie minimalizm osiągnął chyba swoje apogeum, przez co etykieta jest zwyczajnie brzydka i nieciekawa.
Jurajskie Witbier to bardzo mętne, mleczno-złote piwo, które okryło się obfitą kołderką białej i puszystej piany. Zbudowana jest ona ze średniej wielkości pęcherzy, opada długo i niespiesznie, zostawiając spore zacieki na szkle.
Zapach nie jest zbytnio intensywny, aczkolwiek może się podobać. Z pewnością nie brakuje tu delikatnej słodowości o lekkim pszenicznym zacięciu. Jednakże wyróżnikiem tego piwa jest swoista przyprawowość, objawiająca się wyraźnym aromatem pieprzu i kolendry, które nadają odrobinę pikanterii. Cytrusy, w tym pomarańcze są dość mocno stonowane, zaś na samym końcu można wyczuć subtelne nutki drożdży i jasnego pieczywa.

poniedziałek, 10 listopada 2014

ŻYWIEC APA


ALK.5,4%. Być może się mylę, ale prawdopodobnie Żywiec APA jest najbardziej pożądanym i wyczekiwanym koncerniakiem ostatniego ćwierćwiecza (nie licząc Grand Championów). Oczywiście pożądanym przez piwnych pasjonatów, niekiedy nazywanych beer geekami, bo podejrzewam, że wielbiciele ‘jasnych pełnych’ za dwa z groszami mają APA z Żywca głęboko w d....
O piwie zrobiło się bardzo głośno na długo przed tym, nim trafiło do butelek. Otóż wicelider rynku Grupa Żywiec nie chcąc od razu rzucać się na głęboką wodę, wpierw wysłała testowe partie nowego piwa w beczkach do kilku/kilkunastu wybranych pubów w całej Polsce. Oczywiście w dobie dzisiejszej techniki i przepływu informacji nie udało się utrzymać tego faktu w tajemnicy. Od razu znaleźli się zwolennicy tego konceptu, ale nie brakowało też przeciwników, którzy zhejtowali piwo, zanim jeszcze zdążyli się go napić!
Dzisiaj wiadomo już, że testy wypadły pomyślnie, bowiem od paru dni nowa wersja Żywca została zakapslowana i wysłana w świat, czyli w Polskę. Tym samym GŻ jest pierwszym polskim koncernem, świadomie wkraczającym na wąską ścieżkę piwnej rewolucji, która trwa u nas już od jakichś 2-3 lat. Pierwszymi jaskółkami zwiastującymi ten fakt był Bock, Białe i Marcowe, jednak dopiero użycie nowofalowych chmieli można uznać za kamień milowy w powolnej zmianie strategii i podejścia do klienta całej Grupy Żywiec. 


Żywiec APA to oczywiście American Pale Ale, czyli jasne piwo górnej fermentacji, chmielone odmianami amerykańskich chmieli – Chinook, Citra, Amarillo, Magnum oraz Centennial.
Rzeczone piwo posiada ładny, ciemno złocisty kolor i jest lekko mętne, o czym producent nie omieszkał nas poinformować. Grubo ziarnista piana tworzy wysoki, biały kożuch, który dość długo utrzymuje się przy życiu. Na szkle można podziwiać średnio obfite, acz wyraźne zacieki. Całość sprawia całkiem sympatyczne wrażenie.
Zapach to w miarę udane połączenie chlebowego słodu z amerykańskimi chmielami w postaci dużej dawki cytrusów, lekkiej żywicy oraz odrobiny iglaków. W tle obecne są także średnio intensywne nuty owoców tropikalnych, głównie mango i liczi. Niby wszystko jest tu na miejscu, jednak nie ma tego efektu „wow”, a całość jest chyba odrobinę za bardzo stonowana. Mimo wszystko zapach jest ładny, ale tak jak mówię – pozbawiony pazura.

niedziela, 9 listopada 2014

CHARON


ALK.5,2%. Tegoroczne piwne Hallowen przeszło bez większego echa, jednak myliłby się ten, kto twierdzi, że w Polsce brak jest prawdziwych pumpkin ale. W tym roku do znanego już Dyniamitu z Pinty i Naked Mummy z AleBrowaru dołączyły co najmniej trzy nowe piwa dyniowe. Jednym z nich jest właśnie Charon z Browaru Olimp, który dodatkowo otrzymał przedrostek belgian, ze względu na użyte drożdże.
Charon to w mitologii greckiej duch świata podziemnego. Był przewoźnikiem dusz zmarłych przez mityczną rzekę Styks, przez którą musiała przeprawić się każda dusza zmarłej osoby w drodze do krainy zmarłych, czyli Hadesu.
Piwo Charon różni się od innych pumpkin elji  tym, że do jego produkcji użyto nie miąższu z dyni, lecz jej łuskane pestki. Poza tym mamy tu jeszcze prażone składniki, takie jak jęczmień (jak w stoutach), żyto i cykorię. Mhmm... brzmi ciekawie. 


Zanim przejdę do sedna muszę (po prostu muszę) wyrazić swoje słowa aprobaty nad opakowaniem, co do którego Olimp przywiązuje coraz większą wagę. Obecne etykiety są tak błyskotliwe, dopracowane i przemyślane, że aż chce się jęknąć z zachwytu. Po prostu klasa, kunszt i majstersztyk. Do tego ten gładziutki papier, który mógłbym dotykać godzinami. R-e-w-e-l-a-c-j-a.
Nim się zupełnie rozmarzę otwieram butelkę i przelewam zawartość. Piwo jest bardzo ciemne, ale nie czarne. Pod światło widać wyraźne brunatne przebłyski. Drobno ziarnista, beżowa piana nie jest zbyt wysoka, a w dodatku opada w ciągu do zera w przeciągu kilku minut. Lacing na minimalnym poziomie.
Umiarkowanie wysycone piwo pachnie dość intensywnie. Nie brakuje tu klimatów prażonego zboża i lekko opiekanego słodu. Co ciekawe wyczuwam tu również niewielkie niuanse chmielowe, szczyptę czekolady oraz charakterystyczne wtręty winne i jakieś przyprawy (chyba gałka muszkatałowa). Zapach jest ostry, chwilami pieprzny i lekko kwaskowy. Dziwnie to wszystko pachnie, trochę belgijsko, ale sumarycznie nawet mi się podoba.

sobota, 8 listopada 2014

PIWNA KRONIKA - PAŹDZIERNIK 2014


Z lekkim poślizgiem, ale w końcu udało mi się zebrać do kupy (tylko bez skojarzeń proszę!) najciekawsze piwne wydarzenia minionego miesiąca.
Oczywiście cały październik stał pod znakiem pierwszej edycji Warszawskiego Festiwalu Piwa. Stąd między innymi taka mnogość piwnych premier, a było ich naprawdę duuuuuużo! Oczywiście nie są to wszystkie nowości, ale akurat te nie umknęły mojej uwadze. Zresztą co ja tu będę opowiadał – sami zobaczcie.

 

 

Premiery

  • Browar Na Jurze coraz częściej raczy nas nowościami. W październiku było ich aż dwie. Najpierw pojawił się Amber Ale o wdzięcznej nazwie Free Style Ale, pod koniec miesiąca natomiast po cichu do sklepów wkroczyło Jurajskie Witbier.
  • Browar Gzub, który nadal warzy w Belgii zaprezentował swoje drugie piwo. Jest nim Dwudzik w belgijskim stylu dubbel.
  • Molly IPA to kolejne piwo w tym stylu India Pale Ale od Doctora Brew. Które to już? Dziesiąte?????
  • Kontraktowy Browar Spirifer wypuścił na rynek kolejne piwo uwarzone w Czechach – Vuelta w stylu American Pale Ale. Jakieś dwa tygodnie później pojawiło się natomiast piwo uwarzone w polskich Puławach – 303 Extra Special Bitter.
  • Artezan jak zawsze nie próżnuje. W październiku premierę miały piwa: Petrolio (Smoked Porter), Preparat (wędzone barleywine), Czarne IPA z serii IPA Tour oraz czesko-nowozelandzka IPA. Uff!
  • Z Faktorii mogliśmy się napić dwóch nowości. Miss Ginger to Pale Ale z przyprawami, a westernowski Winchester to cenione Imperial IPA.
  • Pyskaty Troll – tak nazywa się drugie piwo z gdańskiego Chmielogrodu. Uwarzono je w Browarze Piwna w stylu American Stout.
  • Sabat Czarownic i Noc Kupały to ostatnie nowości z Browaru Perun. Pierwsze z wymienionych to dunkelweizen, drugie to Foreign Extra Stout na polskich chmielach.
  • Bieszczadzka Wytwórnia Piwa Ursa Maior także uraczyła nas nowym wypustem. Piwo zowie się Wataha i jest to swoisty Strong Ale z siedmioma odmianami chmielu.
  • Browar Raduga w końcu dorobił się drugiego piwa. Mroczna nazwa Nosferatu celowo ma nam się kojarzyć ze stylem Black IPA.

piątek, 7 listopada 2014

NOC KUPAŁY


ALK.6,4%. Przyznam się bez bicia, że mimo wczorajszego International Stout Day, nie miałem w ustach żadnego stoutu. Nie wieszajcie na mnie psów, bo i tak z pewnością za ten występek będę w czyśćcu co najmniej jeden dzień dłużej. Po prostu i zwyczajnie nie miałem na to czasu. Jednak jak mówi stare powiedzenie: co się odwlecze, to nie uciecze. Na warsztat wziąłem bowiem jedną z dwu ostatnich nowości browaru kontraktowego Perun – Noc Kupały.
Noc Kupały to stare słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, które przypada w nocy z 21 na 22 czerwca. Wówczas dzień jest najdłuższy, a noc najkrótsza z całego roku kalendarzowego. Od razu zaznaczam, że to nie jest to samo, co popularna obecnie Noc Świętojańska (noc z 23 na 24 czerwca), zwana też sobótką lub palinocką.
Tytułowe piwo to Foreign Extra Stout - mocniejsza i bardziej treściwa odmiana Dry Stoutu lub Sweet Stoutu (zależy to od inwencji piwowara). Tutaj występuje jeszcze przedrostek polish, bowiem piwo uwarzono je z dodatkiem polskich odmian chmielu: Iunga oraz Sybilla.


Noc Kupały to bardzo ciemne, niemal czarne piwo z puszystą, drobną i obfitą czapą jasno beżowej piany, która opada bardzo powoli i tworzy niezwykłe zacieki na szkle.
Trunek ten dwa dni temu brał udział w degustacji stoutów organizowanych przez Częstochowski Krąg Lokalny Bractwa Piwnego. Zasadniczym powodem tak odległego miejsca tego piwa (8 na 10) była intensywna chmielowość oraz nikłe jak na stouta akcenty palone. I w rzeczy samej aromat jest przyjemny, ale nie do końca stylowy. Silne czekoladowo-karmelowe aspekty otoczone są zewnątrz sporą dawką chmielowych niuansów, prażonego słonecznika, a nawet lekkich żywiczno-cytrusowych wtrętów! W tle majaczy niewielka tylko paloność, ulotna nuta łagodnej kawy oraz szczypta owocowych estrów. Całość pachnie fajnie, ale chyba bliżej mu do Black IPA. Naprawdę ciężko uwierzyć, że te ‘zielone zapachy’ pochodzą z polskich chmieli.

czwartek, 6 listopada 2014

IV DEGUSTACJA PIW - DRY & FOREIGN EXTRA STOUT


Wstęp


Dzisiaj na całym świecie leją się miliony hektolitrów czarnego stoutu. Po raz czwarty na świecie, a trzeci w Polsce obchodzimy International Stout Day. O co chodzi z tym świętem pisałem pokrótce w ubiegłym roku, tak więc nie będę się powtarzał i nadaremno strzępił języka (w sumie to klawiatury).
Częstochowska społeczność Bractwa Piwnego postanowiła ten dzień uczcić w sposób możliwie najdostojniejszy – degustacją stoutów. Po co kosztować jednego stouta, skoro można kilka lub kilkanaście? Co prawda całe to wydarzenie miało miejsce dzień wcześniej, ale co ja biedny poradzę, że spotkania mamy tylko w środy?

Stout to tradycyjne, ciemne irlandzkie piwo, które wyewoluowało wprost z porteru.
Stout znaczy w nieco archaicznym angielskim „mocny”. Początkowo słowa tego używano w odniesieniu do angielskiego porteru – wersję piwa o większym stężeniu ekstraktu i alkoholu nazywano wówczas stout porter. Jako oddzielny styl stout zaistniał około roku 1820, gdy w Anglii, a zwłaszcza w pobliskiej Irlandii brązowy słód służący do produkcji porteru, zastąpiono słodem jasnym z domieszką palonego, niesłodowanego jęczmienia i czarnego słodu barwiącego. Oznaczało to jednak zmiany w profilu smakowym piwa, wprowadzając elementy charakterystyczne dla palonego ziarna, czyli słynną stoutową wytrawność.
Obecnie istnieje cała rodzina stoutów, do których zalicza się dry stout, imperial russian stout, milk(sweet) stout, extra foreign stout, oatmeal (owsiany) stout, american stout oraz oyster (ostrygowy) stout. Istnieją również kombinowane wersje dry stoutu spod znaku chocolate stout, czy coffee stout, ale oficjalnie nie są one stylami uznawanymi przez BJCP.

W naszym panelu degustacyjnym ocenialiśmy piwa w stylu dry stout oraz extra foreign stout – jest to mocniejsza i bardziej treściwa odmiana tego pierwszego.


Dry Stout

Parametry wg BJCP:
-         ekstrakt początkowy 9-12,4%
-         alkohol objętościowo 4-5%
-         goryczka 30-45 IBU

Aromat
Mocno wyczuwalne aromaty kawowe i palonego jęczmienia. Możliwe są również delikatne nuty kakaowe, czekoladowe lub drugoplanowe zbożowe. Estry słabo wyczuwalne lub brak. Brak diacetylu. Aromaty chmielowe od niskich do zupełnego ich braku.

Barwa
Kolor jest nieprzezroczysty i waha się od ciemno-czarnego do brązowego wraz z rubinowymi refleksami.

Piana
Piana jest gęsta, brązowa, względnie żółtobrązowa, długo utrzymująca się. To element charakterystyczny tego gatunku piwa.

Smak
Piwo jest umiarkowanie palone wraz z lekką do umiarkowaną kwasowością. Cechuje się wytrawnym kakaowym finiszem, który pochodzi od palonego zboża. Może zawierać smaki gorzko-słodkiej albo gorzkiej czekolady odczuwalnej na podniebieniu i utrzymującej się aż do finiszu. Elementy wpływające na balans mogą zawierać także wyczuwalną kremowość. Owocowość i chmielowość mogą być od średnio-niskich stężeń do ich zupełnego braku. Brak również diacetylu.

Goryczka
Goryczka pochodzi zarówno od chmielu, jak i palonego ziarna. Jej moc waha się od średniego do wysokiego poziomu.

Odczucie w ustach
Treściwość jest średnio lekka do średnio pełnej wraz z kremowym charakterem. Nagazowanie niskie do umiarkowanego. Mimo stosunkowo wysokiej goryczki i dużego zasypu zbóż ciemnych, to piwo w odczuciu jest niesamowicie gładkie. Odczucia treściwości mogą być różne w zależności od gęstości piwa. Piwa lżejsze będą posiadały niższą treściwość. Mogą zawierać lekkie odczucie ściągania wynikające z użycia palonego zboża, ale ostrość nie jest mile widziana. 



Foreign Extra Stout

Jest to mocniejsza, gęstsza i bardziej treściwa wersja dry stouta, warzona z większym udziałem słodu i chmielu, co dawało trwalsze piwo, nadające się na eksport do regionów tropikalnych, należących dawniej do imperium brytyjskiego. Jest to raczej szeroki styl stouta, może być zarówno owocowy i słodki oraz wytrawny i gorzki. 

Parametry wg BJCP:
-         ekstrakt początkowy 13,8-18,2%
-         alkohol objętościowo 5,5-8%
-         goryczka 30-70 IBU

Aromat
W piwie występują umiarkowane do wysokich akcenty palonego zboża, może także posiadać aromat kawowy, czekoladowy i lekkie nuty spalenizny. Owocowość od średniej do wysokiej. Niektóre wersje mogą posiadać aromaty słodkości, melasy, lukrecji i suszonych owoców lub winne. Mocniejsze wersje mogą mieć element alkoholowe (ale nigdy nie powinny być ostre albo zagłuszające inne aromaty). Niuanse chmielowe od słabych do braku. Diacetyl niski lub brak.

Barwa
Kolor od bardzo głęboko brązowego do czarnego. Klarowność przeważnie ciężka do dostrzeżenia przez głęboki kolor (jeśli nie jest nieprzeźroczyste to powinno być klarowne).

Piana
Piana jest wysoka, żółtobrązowa do brązowa, długo utrzymująca się.

Smak
Wersje tropikalne mogą być słodkie bez mocnych smaków palonych i goryczki, posiadają dużo estrów owocowych oraz gładkie smaki ciemnych słodów. Wersje eksportowe mogą być bardziej wytrawne, skłaniają się do posiadania niższych estrów i bardziej palonego charakteru. Cechy palonego zboża i słodu mogą być umiarkowane do mocnych. Smaki palone obydwu wersji mogą smakować kawą, czekoladą, albo delikatnie spalonym zbożem. Można także wychwycić lekkie (lub brak) smaki chmielowe oraz bardzo niski (lub brak) diacetyl.

Goryczka
Wersje tropikalne cechują się średnio niską goryczką, natomiast wersje eksportowe posiadają bardziej uwydatnioną, mocną goryczkę, często posiadającą rumowe posmaki.

Odczucie w ustach
Średnio pełna do pełna treściwość, często z gładkim kremowym charakterem. Piwo może posiadać rozgrzewające odczucia od obecności alkoholu. Nagazowanie od umiarkowanego do umiarkowanie wysokiego.

poniedziałek, 3 listopada 2014

SERCE DĘBU


ALK.5,5%. Ostatnio Browar Perun wypluł z siebie dwie nowości, z którymi być może kiedyś uda mi się rozprawić. Póki co jednak udało mi się z piwnicznego kurzu odkurzyć drugie piwo z tejże warzelni i cudem znaleźć czas, by przyjrzeć mu się nieco bliżej.
Trzeba otwarcie przyznać, że w przeciągu ostatniego roku urodziło nam się trochę brązowych ejli. Styl, który do niedawna był w Polsce zupełnie wymarły, z każdym miesiącem zyskuje w oczach małych rzemieślniczych i kontraktowych browarów (nawet w oczach lubelskiej Perły!).
Perun jednak podszedł do tematu w nieco inny, bardziej nowatorski sposób i z nudnego z definicji angielskiego Brown Ale’a zrobił wersję amerykańską, co by się z tłumu trochę wyróżnić. Chociaż rzecz jasna nie oni pierwsi wpadli na ten prosty przecież pomysł. Zaraz zobaczymy, czy browarowi takie zabieg wyszedł na dobre.


Zacznę może od etykiety, która bardzo mi się podoba. Połączenie czerni i czerwieni oraz tytułowe serce i słoje dębu tworzą razem niezwykle urodziwy i zapadający w pamięć spektakl.
Barwa piwa również jest piękna i urocza – z pozoru ciemno brązowa, jednak pod światło mieni się burgundowo-rubinowymi refleksami, które sprawiają, że piwo „ożywa”.
Piana nieco psuje obraz całości - jest rzadka i grubo pęcherzykowa. Z początku obfita, jednak dość szybko opada, zostawiając za to całkiem liczne zacieki na szkle.
Wysycenie Serca Dębu oscyluje gdzieś na średnim poziomie intensywności, może delikatnie przechyla się w kierunku niskiego.
Amerykańskie chmiele to coś, co dało sporo rześkości i świeżości temu piwu. Zapach tworzy zgrabne i przyjemne połączenie nowofalowych owoców tropikalnych, kwiatów i żywicy z angielską tradycją w postaci ciastek, tostów i lekko opiekanego słodu. Gdzieś tam w tle pałęta się jeszcze odrobina słodkiego karmelu i trawiastego chmielu.

sobota, 1 listopada 2014

KSIĄŻĘCE CHLEBOWO MIODOWE


ALK.5,5%. Tej jesieni seria piw Książęce z Kompanii Piwowarskiej wzbogaciła się o nowego osobnika. Książęce Chlebowo Miodowe to już trzecie limitowane piwo, które lider piwnego rynku proponuje nam na okres jesienno-zimowy. Dwa lata temu było to Korzenne Aromatyczne (całkiem dobry lager z przyprawami), rok temu Burgundowe Trzy Słody, a obecnie jest to również lager (a jakże!) z dodatkiem miodu lipowego. Mimo nazwy do jego produkcji nie użyto żadnego pieczywa.
Co ciekawe oferta letnia nie ulega żadnym modyfikacjom, wciąż jest taka sama w przeciwieństwie do jej zimowego odpowiednika.
Niestety tym razem podejście KP mnie stanowczo rozczarowało. W obecnych czasach wypuszczać piwo miodowe, to tak jakby wyprodukować czarno-biały telewizor! Gdzie sens, gdzie logika? W momencie, gdy Żywiec zaproponował nam American Pale Ale, czy jest możliwość, że znajdą się jacyś amatorzy tysięcznego piwa miodowego? 


Książęce Chlebowo Miodowe zostało wyposażone w firmową szklankę, która nawet mi się podoba. Gdyby tylko zwężenie w dolnej części było jeszcze większe, to byłoby jedno z bardziej pożądanych przeze mnie szkieł do degustacji.
Po przelaniu przywitała mnie urokliwa kołderka piany o barwie ecru. Jej mieszano ziarnista osobowość jest dość obfita i puszysta, jednak finalnie niezbyt długo cieszy narząd wzroku. Do lacingu natomiast nie można się w żaden sposób przyczepić – pianka fajnie brudzi szkło.
Piwo jest przeciętnie wysycone, co mnie poniekąd zdziwiło. Jego barwa jest bardzo ładna, miedziana z rubinowymi przebłyskami. Podoba mi się.
W aromacie beztrosko baraszkuje sobie wyraźna karmelowa woń, wspierana przez liczne niuanse lekko opiekanych słodów i tostów. W odległych zakamarkach można natomiast poczuć subtelne akcenty suszonych śliwek, rodzynek i czarnych porzeczek. Chmiel na minimalnym poziomie (praktycznie nieobecny), podobnie zresztą jak zapowiadany miód, ale to chyba nawet lepiej. Chlebowość występuje tutaj tylko i wyłącznie pod postacią tostów. Trochę przypomina mi to słabego, rozwodnionego koźlaka.