czwartek, 30 listopada 2017

MOJA PIWNICZKA: 5-LETNI CORNELIUS PORTER



 "Moja Piwniczka" to regularny cykl degustacji porządnie wyleżakowanych piw (minimum 4-letnich), które pojawiają się na blogu mniej więcej raz na miesiąc w okresie jesienno-zimowym.

Let’s go! Poszły konie po betonie. Dziś drugie piwo drugiego sezonu „Mojej Piwniczki”. Jest to dzień szczególny, bowiem dzisiejszy egzemplarz jest jednym z najstarszych w moich zbiorach. Tak! Grubo ponad pięć lat. Tyle biedak czekał, aż go otworzę. Tyle czekał, aż się nim zainteresuję. Ja jednak byłem cierpliwy i nieugięty, niczym maratończyk w połowie dystansu, niczym Chuck Norris podczas kręcenia dziewiątego sezonu Strażnika Teksasu. Pod siekierę szły inne cymesy, a Cornelius Porter był omijany szerokim łukiem. Celowo i z premedytacją. Tak było, aż do dzisiaj…
Niewątpliwie jest to dość znany porter bałtycki. Może nie posiada renomy Komesa, czy Warmińskiego, ale są ludzie, którzy bardzo sobie cenią „czarne złoto” z Piotrkowa Trybunalskiego. Ja również do nich należę. Co jakiś czas pijam Corneliusa w nowej mniejszej butelce i smakuje mi ten porterek. No, ale kiedyś smakował mi zdecydowanie bardziej… Wyobraźcie sobie, że na blogu świeża wersja dostała ode mnie maksymalną notę! Tak! 10/10. Jak teraz na to patrzę, to też jestem w niemałym szoku, bo wychodzi na to, że jest to jedno z najlepszych piw, jakie kiedykolwiek przelały się przez moje gardło. Nie wiem, być może dzień wcześniej zażywałem silne środki psychoaktywne? A może powinienem to zwalić na karb mojego ówczesnego niewielkiego doświadczenia, gdyż Corneliusa oceniałem w początkowych miesiącach działalności bloga. Naprawdę nie wiem, czemu to piwo mnie tak zachwyciło. Może po otwarciu butelki znajdę odpowiedź?


Producent
Browar Cornelius
Termin ważności
04.05.2013
Wiek (miesiące)
64
Zawartość alkoholu (%)
8
Ekstrakt (°Blg)
22










Zapewne dziwicie się dlaczego butelka jest oklejona taśmą klejącą? Ano dlatego, że w piwnicy jest bardzo wilgotno i z biegiem czasu etykieta zaczęła się zwyczajnie w świecie odklejać. Po prostu sama odpadła. *ujowy klej jak widać.
Piwo nosi ciemnobrązowe, niemal czarne szaty. Jest klarowne, co mnie wcale nie dziwi po tylu latach. Ładna, beżowa, z początku drobna piana dość szybko się dziurawi i opada do postaci niewielkiego pierścienia. Kilka minut i jest już po zawodach…




Biorę do dzioba. Kurde, siakieś takie trochę nijakie to jest :/ Owszem, wciąż jest to porter bałtycki, ale wydaje mi się, że jak na 22 ballingi trochę brakuje mi tu pełni. Czy możliwe zatem, żeby z biegiem lat ubyło ciała? A może po kilku sztosach rzędu 30Blg zwyczajne piwo smakuje jak jakiś niedorobieniec? Jest bardzo słodko w ustach, jak to zwykle w przypadku Corneliusa. Dominuje mleczna czekolada, wspierana przez przyjemne nuty rozpuszczalnego kakao, tony karmelu i prażonych słodów. W tle majaczy odrobina lukrecji, kawy zbożówki oraz niespodziewanej orzechowości, która całkiem fajnie się tu wkomponowała. Wysycenie niskie, zupełnie nieinwazyjne. Goryczka znikoma, w zasadzie można by o niej wcale nie wspominać. Smakuje to całkiem dobrze, pomijając stosunkowo niską pełnię. Jednak najbardziej mi tu brakuje suszonych owoców, które tak pięknie zagrały w świeżym egzemplarzu.
Czas na małe wąchanko. Ponad pięcioletni Cornelius Porter pachnie nader intensywnie, o czym przekonałem się już na etapie przelewania, czy też robienia fotki. Ze szkła bucha solidna dawka czekoladowych klimatów, takich z wyższej półki rzecz jasna. W dalszej kolejności na piedestał pchają się akcenty pralinek, kawy zbożowej oraz nienachalnego karmelu z aspiracjami w kierunku toffi. Tuż nad horyzontem pobrzmiewa ulotna nutka suszonych owoców (w końcu!), wanilii (nie wiadomo skąd), ciemnych słodów i znanej już ze smaku orzechowości. Naprawdę intrygujący jest ten element :) Gdy się dobrze sztachnę, to jestem w stanie wyczuć lekkie alkoholowe smyranie w nozdrzach. Po tylu latach! Dziwne to, ale prawdziwe. Oczywiście ów etanol jest bardzo szlachetny i totalnie nieprzeszkadzający, choć po cichu miałem nadzieję, że w ogóle się nie ujawni. Tak, czy siak bardzo ładny to zapaszek. Lepiej się to wącha niż pije. Zdecydowanie.

poniedziałek, 27 listopada 2017

SHORT TEST: Paradise Pale Ale od Wrężela


Prolog: Paradise Pale Ale to oczywiście APA. Piwo to stanowi niejako młodszą i dużo lżejszą siostrę słynnego już Tropical Imperial IPA. Tu również zmiksowano owoce tropikalne i wrzucono je do leżaka, a były to kiwi oraz mango.
O co kaman: O to żeby napić się dobrego piwa za rozsądne piniondze ;)
Wdzianko: Mętne to jak cholera. Zblendowane owoce robią swoje, do tego dochodzi jeszcze słód pszeniczny. Barwa ciemno złota, wpadająca w pomarańcz. Piana nawet ładna, drobna, puszysta, średnio obfita o przeciętnej trwałości.
Kichawa mówi: To jest to, co tygrysy lubią najbardziej! Jakież to jest rześkie, jakie świeże, jakie owocowe!!! Zmiksowane mango, kiwi, a także owoce cytrusowe z chmieli zdominowały to piwo niemal doszczętnie! Ale dobrze z mi tym. Bardzo dobrze :)
Jadaczka mówi: Niesamowicie przyjemne w smaku piwo. Bardzo rześkie i owocowe. Czuć jego gęstość i teksturę. Jest lekkie mango, kiwi natomiast już niekoniecznie. Są za to cytrusy, skórka pomarańczy oraz subtelna nutka liczi i granatu. Drugi plan to nienarzucająca się słodowość, trochę żywicy, kwiatów i akcentów leśnych. Finisz niezbyt długi, wyraźnie goryczkowy o fajnym żywiczno-ziołowym profilu. Wysycenie średnie. Całość bardzo smakowita. Pijta ile wlezie ludziska :D
Komu mogę polecić: Brodatym hipsterom, co to znajo się na dobrych kraftach i z niejednego tanku piwo pili.
Epilog: Bardzo udany napitek o odpowiedniej pełni, świetnym balansie i idealnie dobranej goryczce, która jest bardzo szlachetna i krótka. Dodatek owoców sprawdził się w stu procentach! Pijalność jest wręcz kosmiczna! Kopyr powiedziałby: „O take krafty walczyłem” ;) A ja powiem: "Tak trzymać!".

OCENA: 8/10
CENA: 5.99ZŁ (Tesco)
ALK. 5,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 20.07.2018
BROWAR WRĘŻEL//BROWAR ZARZECZE

piątek, 24 listopada 2017

PÓŁ CZARNEJ U "ROSZKA" - Dobrze wykoncypowany Stout



Domyślam się, że jesteście strasznymi leniami i zapewne czekacie na kolejny Short Test, bo nie chce Wam się czytać pełnowymiarowych recenzji. Niestety jeszcze nie tym razem, jeszcze nie teraz. Dzisiejsze piwo jest zbyt ciekawe, by traktować je po macoszemu. Zbyt niespotykane, by nie poświęcić mu odpowiednio dużo uwagi.
Teraz będzie krótki wykład, więc na minutę skoncentrujcie te Wasze szare komóreczki. Piwo Pół Czarnej u Roszka to nowość od Piwoteki. Jest to Winter Coffee Milk Stout, czyli taka mocniejsza, zimowa wersja kawowego mlecznego stałtu. Jak mleczny Stout, to oczywiście laktoza, jak coffee, to oczywiście kawa (w tym wypadku kolumbijska), ale to jeszcze nie wszystko co kryje w sobie ów napitek. Są jeszcze płatki owsiane oraz ziarna tonkowca wonnego. Tonkowiec wonny to tropikalne drzewo, którego owocem są strąki, a w nich są właśnie ziarna tonka, nazywane też niekiedy bobem lub fasolą tonka. Nazw jest kilka, ale cały czas chodzi o to samo. Owe ziarna suszy się tak długo, aż zaczynają przypominać ciemne i twarde rodzynki. Ponoć smakuje to jak połączenie migdałów, wanilii i gałki muszkatałowej. Czasami dochodzi też karmelowa lub miodowa nuta. Piszę „ponoć”, bom jest prosty chłop i  nigdy tego nie próbowałem, choć już kilka piw z tym dodatkiem pojawiło się na polskim rynku (co najmniej trzy przed Piwoteką). Pokale w dłoń i do dzieła!


Kurcze jakie to piwo jest…. dziwne. Tak, dziwne. Naprawdę niespotykane, ale w takim pozytywnym sensie. Przede wszystkim czuć tutaj to ciałko – w końcu 18,5ºBlg to nie tak mało. Piwo jest przyjemnie puszyste, gładkie, takie niesamowicie kremowe, aksamitne. Oj, płatków owsianych tu nie żałowano! :) Choć laktoza też wnosi swego rodzaju śliskość. A właśnie – jest słodko, może nawet bardzo, ale rozumiem, że taki był zamysł piwowara. W końcu to Milk Stout. Tak więc po pierwsze laktoza, a po drugie kawa. Małą czarną wyczuje tu nawet kompletny laik sztuki degustacyjnej. Przyjemnie posłodzona i szlachetna kawa miesza się z lekko palonymi słodami, wanilią i wyraźna nutą mlecznej czekolady. Goryczka o palonym profilu jest znikoma, ale niewielka doza tej paloności pozostaje kilka chwil na podniebieniu, więc typowym ulepkiem bym tego nie nazwał. No, a co z tą fasolą, czy tam bobem tonka? – spytacie. Mhmm… nie ukrywam, że karmelu jest tutaj całkiem sporo, trochę mniej natomiast samych migdałów (o wanilii już wspominałem), ale w rzeczy samej dodatek się sprawdził. I to jeszcze jak! Piwo naprawdę smakuje wybornie. Bardzo oryginalnie. Nie spodziewałem się, aż takich doznań :D

wtorek, 21 listopada 2017

MIŁOSŁAW BLACK IPA Z YUZU. Czy dodatki robią robotę?



Nie zamierzam tego ukrywać, więc powiem wprost – Browar Fortuna wziął się za siebie. W Miłosławiu ostro prą do przodu, sypiąc nowościami jak z rękawa, a przy okazji próbując nawiązać „walkę” z malutkimi rzemieślnikami. Warzą naprawdę odważnie. Warzą śmiało!
No właśnie. Najnowszym piwem z serii Miłosława Warzy Śmiało jest Black IPA z Yuzu. Black IPA to zapewne wiecie co to jest, ale yuzu brzmi nieco obco prawda? Otóż wbrew pozorom yuzu, to nie jest żadna chińska metoda szydełkowania, ani nazwisko słynnej japońskiej aktorki porno. Jest to po prostu owoc cytrusowy, podobny trochę do mandarynki, a trochę do cytryny. Widzicie ile się można dowiedzieć pijąc piwo? Parafrazując słynne szkolne powiedzenie – piwo óczy i wyhowóje ;)
Wracając do Black IPA od Fortuny… w składzie prócz suszonej skórki yuzu, mamy jeszcze suszoną skórką dobrze nam znanej pomarańczy oraz trawę cytrynową (trochę mniej znaną, ale już wielokrotnie spotykaną u kraftowców). Do tego dochodzi mieszanka amerykańsko-niemieckich chmieli, których nazwy pozwolę sobie pominąć. Za dużo obcych słówek jak na jeden raz byście przyswoili ;p


Wiem, że strasznie nudzi Was opisywanie wyglądu… Mało nie zasypiacie przy tym akapicie, więc dzisiaj go sobie odpuszczam. Pianka jest solidna jak widzicie, a piwo jest czarne (no prawie że) i niech ta wiedza Wam wystarczy.
Kurde chyba trochę przesadziłem z temperaturą, znaczy że zbyt mocno schłodzone jest to piwo, ale to nic. Minuta osiem i się ogrzeje. Spijam :) Od razu czuć, że brakuje tutaj ciała. Oj, wyraźnie brakuje. Od kiedy to ipę robi się z 13,5ºBlg?! Piwko jest ewidentnie wodniste – karny kutas już na starcie, nie dobrze. Na szczęście dalej jest tylko lepiej. Jankeskie chmiele (oraz niemieckie) robią nam dobrze w buzi. Czuję sporo cytrusów w formie skórek właśnie, są też jakieś żywice, owoce tropikalne, zioła i akcenty leśne. Wszystko to w ekstra świeżym wydaniu. Później do gry włączają się ciemne klimaty, czyli lekka paloność, nieco gorzkiej czekolady, kawy zbożowej i ciemnych słodów. Naprawdę fajnie to smakuje. Ilość bąbelków też mi się zgadza. Całość zwieńczona została przeciętnej mocy, szlachetną goryczką o wypadkowej ciemnych słodów oraz chmieli. Pije się to całkiem wporzo! Jestem na tak :D

sobota, 18 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - CIEMNA 10º




Moi mili to już ostatnie piwo z cyklu „Tydzień ze Starym Browarem Kościerzyna”. Piw było sześć, czas leci nieubłaganie, a łezka się w oku kręci. No, dobra żartowałem z tą łezką…
Generalnie wiecie jak było. Czasem było dobrze, czasem było źle. Może swoiste podsumowanie zapewni nam Ciemna 10º?
Wydaje mi się, że chyba trochę przekombinowali z tym piwem. To znaczy z jego nazwą. Tu piszą Ciemna 10º, ale ekstrakt przecież nie wynosi 10, tylko 11,8%. To jak ja mam to rozumieć do krasnej jędzy?! Zakładam, że piwem chciano nawiązać do Czech i ich Bohemskiego Ciemnego, zwanego w kraju „pepików” tmavý ležák. To taki odpowiednik niemieckiego Dunkela. W uproszczeniu można domniemywać, że autor miał na myśli ciemną czeską desitkę. Tylko czemu do cholery nie jest to desitka, tylko niemal dwunastka? „Hej Gerwazy! Daj gwintówkę, niechaj strącę tę makówkę!” ;)
Przelałem swoje żale i ściski dupy na papier, tudzież ekran, więc mogę przejść do właściwej części recenzji. 


Ciemno brązowe piwo nalewa się z ładną, choć niezbyt bujną czapą beżowej piany, która jest drobna, puszysta i zwarta. Opada w umiarkowanym tempie, jednak o lacingu można tutaj zapomnieć.
Lekkie w smaku piwo sprawia bardzo przeciętnie wrażenie na podniebieniu. Czuć, że jest to cienkusz – w ciemno z pewnością nie dałbym mu rzeczywistych prawie dwunastu ballingów. Piwo smakuje raczej jak klasyczna ciemna desitka. Jest bardzo lekkie, bardzo łagodne i kompletnie nie inwazyjne. Mamy tu delikatnie opiekaną słodowość, mamy też tosty, skórkę chleba i odrobinę rozcieńczonej kawy zbożowej. Tłem natomiast sunie przyjemna, acz wyczuwalna doza szlachetnego chmielu oraz świeżej trawy. Goryczka niewielka, w sumie ledwo co zauważalna, jednak piwo słodkie nie jest. Wysycenie średnie w kierunku niskiego. W posmaku na wierzch wypływa subtelna kwaskowatość. Całość średnio mi smakuje, no ale ja nigdy nie byłem i raczej nie będę fanem tak delikatnych piw.

piątek, 17 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - RED LAGER




Mamy piątek, więc to już piąte, a zarazem przedostatnie w tym tygodniu piwo ze Starego Browaru Kościerzyna. Póki co tendencja jest wzrostowa. Niemal każde piwo jest lepsze od poprzedniego. Po totalnym falstarcie i dwóch pierwszych piwach miałem już spore obawy, co do formy tego przybytku. Zaczynałem już nawet miewać nocne koszmary z tego powodu ;p Na szczęście po dwóch ostatnich pozycjach moje nadzieje nieco odżyły, bowiem już wiem, że z Kościerzyny możemy się napić dobrego napitku. A jak będzie dzisiaj?
Na kranie mam Red Lagera. Wg mojej aktualnej wiedzy winien to być nic innego, jak lager wiedeński. W skrócie zwykły lager, tyle że na trochę ciemniejszych słodach. W podwójnym skrócie – dla szanującego się beer geeka nuda jak cholera. Chyba tylko marcowe jest bardziej usypiające (prócz oczywiście tzw. „International Lagera”).
Starczy tych dyrdymałów. Przechodzimy do rzeczy, bo czas nagli. Weekend się zaczął, więc pewnie ciągnie Was do baru, a ja tu ględzę i ględzę ;)


Red Lager z Kościerzyny zadziwia już od progu – piwo jest naprawdę czerwone! Soczyście czerwone, takie intensywnie rubinowe wręcz. Piana też robi wrażenie. Może nie jest szalenie wysoka, ale z pewnością ładnie zbudowana. Zbita, drobna, puszysta i przede wszystkim trwała. Jej kolor to wypadkowa beżu i łagodnego różu. Widać, że robotę zrobił tutaj specjalny słód Best Red X. Lacing także budzi mój szacunek. Na szkle możemy podziwiać trwałe o obfite firany :)
Dziwne to jest, ale pijąc to piwo mam wrażenie, że zostały tutaj dodane czerwone owoce lub chociażby jakiś sok. Tymczasem skład milczy na ich temat, więc zakładam, że to wszystko zasługa słodu, chmieli, a może nawet też i drożdży. Piwo ewidentnie zalatuje czerwonymi owocami! Powaga. Bez trudu wyłapuję czerwoną porzeczkę, żurawinę i takie nie do końca dojrzałe maliny. Całość trąca przyjemnym kwaskiem, wnoszącym spore pokłady rześkości. Lekko opiekana słodowość, nieco zboża oraz nutki chmielu są tutaj tylko tłem dla wspomnianych owoców. W posmaku na wierzch wypływa bardzo subtelna doza granatu i różowego grejpfruta. Naprawdę po lagerze wiedeńskim nie spodziewałem się takiego owocowego kopa. W sumie to nawet nie jest to zgodne ze stylem, ale wiecie co? Mam to gdzieś. Piwo mi naprawdę smakuje. Mamy tu jeszcze szlachetną goryczkę – bardzo krótką i sumarycznie niewielką, ale zauważalną. Delikatnie grejpfrutową o takim skórkowym zacięciu. Ilość bąbelków też mi się zgadza. Ciecz jest odpowiednio, czyli umiarkowanie nasycona. Jestem urzeczony takim obrotem sprawy :D

czwartek, 16 listopada 2017

SHORT TEST: Stary Browar Kościerzyna - India Pale Ale




Prolog: Czy ktoś powiedział, że ramach cyklu „Tydzień z…” nie mogę zrobić short testu? Nikt, żodyn. Więc robię ;)
O co kaman: Dziś testuję India Pale Ale. Rzecz jasna jest to angielska IPA w odróżnieniu od tej amerykańskiej, która poszła na pierwszy ogień, ale sumie i tak bardziej smakowała jak brytyjska. Może ta dzisiejsza będzie smakować nowofalowo? Może ktoś pomylił etykiety? Może Elvis wciąż żyje? ;p
Wdzianko: Piwo wygląda pięknie. Klarowna, bursztynowo-miedziana barwa, do tego sakrucko obfita piana – kremowa w odcieniu, mieszano ziarnista, ale niezbyt trwała. Szybko się dziurawi, dość mocno osadzając się na ściankach.


Kichawa mówi: Jak cudnie to pachnie! Tak rześko i świeżo! Tak owocowo, tak lekko. Wszelkiej maści czerwone owoce mocną walą po nosie. Dalej mamy owoce leśne, przyjemną słodowość oraz nutkę przypieczonego spodu ciasta, polanego słodkim karmelem. Daleko w głębi jest nieco trawy cytrynowej i chmielu. Kichawa jest bardzo zadowolona :)
Jadaczka mówi: Piwo jest ewidentnie przegazowane – zupełnie jak AIPA. Dość wyraźnie szczypie na języku. Mamy tu fajne ciało, odpowiednią pełnię i sowitą porcję lekko opiekanej słodowości. Są nieznaczne melanoidy, karmel, biszkopty, ciastka i całkiem sporo czerwonych owoców ze szczyptą… pomarańczy (?). Na drugim planie pojawia się nieco chmielu, trawy oraz akcentów tytoniowych. Finisz jest delikatnie kwaskowy, przechodzący w lekką, acz przyjemną i szlachetną goryczkę.
Komu mogę polecić: No kuźwa wszystkim! Piwo jest łagodne w odbiorze, więc nie odrzuci nawet kompletnych laików.
Epilog: Naprawdę bardzo fajne piwko z tego wyszło. Bardzo pijalne, nieźle zbalansowane, rześkie, pełne w smaku, ale niezbyt treściwe. Ten owocowy sznyt robi tutaj zajebistą robotę. Gdyby nie wyraźne przegazowanie, byłoby wręcz super. Mimo tego mankamentu i tak jest to póki co, najlepsze piwo z tego browaru jakie piłem :)

OCENA: 7/10
CENA: 7.37ZŁ (Auchan)
ALK. 6,4%
TERMIN WAŻNOŚCI: 22.12.2017
STARY BROWAR KOŚCIERZYNA

środa, 15 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - LAGER




Trzeci dzień „Tygodnia ze Starym Browarem Kościerzyna” to chyba odpowiedni już moment, by ocenić szatę graficzną. Co prawda nie jestem jakimś wielkim estetą, ale wiem, że sfera wizualna produktów jest bardzo ważna i doskonale wiedzą też o tym w Kościerzynie, bowiem tamtejsze piwa prezentują się naprawdę zacnie. Etykiety są spójne i mają charakterystyczny kształt, co je z pewnością wyróżnia. Mamy tu pełny skład, dość zwięzły opis stylu, niemal wszystkie parametry (prócz IBU) oraz parę zdań o tym historycznym, odnowionym browarze. Ety są naklejone bardzo równo i starannie, a śliski, „plastikowany” i najwyższej jakości papier dodaje tutaj dodatkowego splendoru. Poszczególne piwa już z daleka łatwo odróżnić, bo etykiety mają inną kolorystykę. Proste to rozwiązanie, ale jakże skuteczne.
Dziś jak widzicie na warsztat wjechał jasny lager nachmielony Magnum i naszą Sybillą. Wbrew pozorom nie jest to jednak taki zwykły lager, gdyż w Kościerzynie pokusili się, by dodać do niego płatków dębowych! O ile w ciemnych i mocnych RISach, czy porterach bałtyckich taka praktyka nie jest niczym nadzwyczajnym, o tyle w jasnym lagerze jest to dość odważne i nowatorskie posunięcie. Zobaczmy zatem, czy ten zabieg się udał. 


Zrywam kapsel i przelewam. Dość ciemny to lagerek jest. Taki wręcz bursztynowy. Od razu wiadomo, że to nie to samo co koncernowe ojrolagery. Mętność piwa jest tutaj rzeczą umowną. Moje było już dobrze sklarowane, ale przy nalewaniu nieco zaspałem i trochę syfu z dna przedostało mi się do szklanicy… Piana jest przeciętnej wielkości, mieszano ziarnista o kremowej barwie. Przy czym jest wysoce nietrwała – szybko się dziurawi i opada z głośnym sykiem.
Pijemy. Już od pierwszego łyku zauważyłem coś, czego się tu nie spodziewałem. Piwo sprawia dziwnie kwaskowe wrażenie. Nie jest to może wadą, ale przy takiej barwie oczekiwałem nieco opiekanych klimatów, a tych w zasadzie nie ma tu wcale. Napitek jest lekko kwaskowy, co sprawia przyjemnie rześkie wrażenie. Słodowość wbrew pozorom nie dominuje jakoś wyraźnie. W rzeczy samej pobrzmiewa tu taka fajna zbożowo-chlebowa nutka, ale absolutnie nie zdominowała ona smaku. Wraz z rzeczonym kwaskiem pojawiają się nieśmiałe echa cytrusów, z wyraźną obecnością soku z cytryny i limonki. Dziwne, ale prawdziwe. Daleko w tle majaczy odrobinka chmielowych akcentów, nasączonych subtelnym ziemisto-tytoniowym muśnięciem. Goryczka na znikomym poziomie, ale pasującym do całości. Wysycenie średnie, ale takie w zupełności mi wystarcza. No, nawet smaczne to jest, choć żadnej dębiny, czy drewna to ja tu nie czuję…

wtorek, 14 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - PSZENICZNE




Przy okazji drugiego wpisu z serii „Tydzień ze Starym Browarem Kościerzyna” chciałbym Wam przybliżyć nieco samego producenta. Jak już wspominałem jest to brewpub mieszczący się w pomorskim miasteczku o wiadomej nazwie. Pub z warzelnią to jednak nie jedyny wabik na tamtejszą klientelę. Stary Browar Kościerzyna to nowoczesny kompleks, w którym mieści się jeszcze restauracja, pizzeria, hotel, centrum konferencyjne oraz centrum handlowe. Wszystko to zostało zaaranżowane w budynkach dawnego browaru kościerskiego pochodzącego z 1856 roku! Oczywiście wszystko zostało gruntownie wyremontowane/przebudowane i obecnie nie zobaczymy ani jednej oryginalnej cegły z tamtego okresu (tak mi się przynajmniej wydaje).
Wracając do piwa… Dawno nie piłem porządnego Weizena. W sumie to dawno nie piłem żadnego Weizena. A szkoda, bo lubię te mętne bawarskie pszenice. Tu jednak mamy pewną niespodziankę – chmiel Cascade oraz Tradycja. Dziwne to trochę, bo Wujek Google o tym drugim w ogóle nie słyszał, no chyba, że chodzi o niemiecki Tradition…


Samo piwo wygląda całkiem zwyczajnie. Jest książkowo mętne i ciemno złote w barwie. Może nawet ciut za ciemne jak na ten styl, lecz jestem w stanie przymknąć na to oko. Ale piana to już totalna porażka! Nie dość, że niezbyt obfita, to jeszcze okrutnie grubo pęcherzykowa i szalenie nietrwała. Zasyczała na mnie złowrogo i zniknęła nim zdążyłem cyknąć jakąś sensowną fotkę.
Pijemy. Znaczy się ja piję, a Wy czytacie ;) Jednego czego jestem pewien, to wysycenia. Jest dość wysokie i prawilne. Podoba mi się, bo wnosi spore pokłady rześkości. Mamy tu pszeniczną, czyli wyraźnie słodkawą słodowość. Są biszkopty i inne ciasteczka. Bananów w sumie niewiele. Coś tam niby z lekka pobrzmiewa, ale to nie jest poziom którego oczekuję. Goździkowych fenoli jest jeszcze mniej, więc do prawdziwego wajcena daleka droga. Chociaż z drugiej strony jaki z niego Hefe-Weizen, skoro dali tu amerykańskiego keskejda? W tle pojawia się na chwilę niewielki cytrusowy kwasek, choć finisz kończy się takim dziwnym pieczeniem na podniebieniu. Coś jakby różowy pieprz, czy inne tałatajstwo. W każdym bądź razie niespecjalnie to pasuje do profilu takiego piwa. Sumarycznie niezbyt dobrze to smakuje. Szkoda.

poniedziałek, 13 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - AMERICAN IPA




Wstyd się przyznać, ale Stary Browar Kościerzyna jest mi zupełnie obcym przybytkiem, podobnie zresztą jak wiele innych polskich (zwłaszcza tych nowych) browarów. Wiem tylko tyle, że jest on browarem restauracyjnym lub brewpubem, a Kościerzyna jest niewielkim miasteczkiem w województwie Pomorskim. Na chwilę obecną taka wiedza mi w zupełności wystarczy.
Na piwa z tego browaru dość niespodziewanie natrafiłem w Delikatesach Centrum na totalnym zadupiu zwanym Koniecpolem (to dzisiejsze akurat dokupiłem później w Auchan). Byłem w sporym szoku, zwłaszcza że craftu było tam więcej. Jednak z tych nieznanych mi napitków były tylko piwa z Kościerzyny i to w kilku rodzajach. Dodam, że ich cena była zadziwiająco atrakcyjna. A co robi Amator Piwa, gdy widzi nieznany mu zestaw piw w okazyjnych cenach? Robi „Tydzień z browarem…” ;) No właśnie! W sumie cała ta akcja miała miejsce dzięki mojej kochanej Kasi, która jest wielkim uparciuchem. No, ale w sumie to bez znaczenia kto dał impuls do działania. Ważny jest efekt.
Niniejszym rozpoczynam „Tydzień ze Starym Browarem Kościerzyna”. Mam sześć piw do spróbowania, więc będzie się działo ;p


Otwieram i przelewam. Generalnie z piwem jest problem o czym świadczyło już złowrogie syknięcie, towarzyszące przy zrywaniu kapsla. AIPA z Kościerzyny jest piwem przegazowanym! Pieni się jak jasna cholera, co skutkuje pianą o kosmicznych wręcz rozmiarach. W zasadzie w szkle ląduje niemal sama pierzynka, zamiast piwa. Trzeba potem baaaardzo długo czekać na możliwość dolewki, bądź chłeptać ową piankę jak kot mleczko ze swojej miseczki. Jasno beżowa czapa w większości zbudowana jest z dużych i grubych pęcherzy, lecz o dziwo skubana jest zadziwiająco trwała! A lepi się do szkła jak tirówka do kierowcy TIRa ;) Dawno nie widziałem tak zacnego i obfitego lacingu. Samo piwo wygląda ślicznie. Jest klarowne, a miedziano-rubinowe kolory cudnie pobłyskują w blasku słońca.
Przejdźmy w końcu do konkretów, bo człek jara się wyglądem, a tu przecież piwo jest do wypicia. Ze względu na naprawdę długie czekanie, nasycenie zmalało do w miarę normalnych rozmiarów, choć wciąż czuć wyraźne, ale drobniutkie podszczypywanie na języku. Już po samym kolorze można stwierdzić, że to będzie raczej taka słodowo-opiekana ajpa i z grubsza się to zgadza. W ustach mamy zadziwiająco dużo opiekanej słodowości, tostów, przypieczonej skórki chleba i herbatników, polanych może nie szczególnie wielką, ale na pewno wyczuwalną ilością karmelu. Bez obaw mości państwo – jankeskie chmiele oraz owoce również tu uświadczymy. Może nieszczególnie w postaci cytrusów, lecz bardziej owoców tropikalnych, a także nieznacznych owoców leśnych! W tle natomiast buszuje swoista doza akcentów trawiastych, tytoniowych i ziołowych, zupełnie jakby to była angielska IPA. Jest też i goryczka - średnio mocna, gładka, dobrze ułożona i raczej niezalegająca. Jej ziołowo-pestkowy profil niekoniecznie jednak pasuje do piwa typu AIPA, ale taki jest fakt. Całość pije się dość dobrze, lecz mam wrażenie, że do prawdziwej amerykańskiej ajpy temu napitkowi dość daleko.