poniedziałek, 29 września 2014

DOCTOR BREW - AUSTRALIAN WEIZENBOCK


ALK.7%. Tydzień temu miałem okazję degustować pszenicznego koźlaka z Browaru Olimp, a dokładniej rzecz ujmując było to wzmocniony pszekoźlak, czyli Double Weizenbock. Piwo było bardzo dobre, chociaż trochę za bardzo dokuczał tam alkohol.
Dzisiaj biorę na ząb Weizenbocka od Doctora Brew, który nosi przydomek Australian. Jak łatwo się domyśleć użyto tu, aż trzech chmieli z antypodów: Summer, Topaz oraz Ella. Nie mam pojęcia jak smakują te chmiele i nie wiem również, czy piwo będzie się jakoś znacząco różnić od tradycyjnego przedstawiciela tego stylu (słowa te piszę przed degustacją). Patrząc jednak na parametry (17,5% ekstraktu i 7% alkoholu), które są bardzo zbliżone do wspomnianego Kentaurosa, mogę domniemywać, że to również jest podwójny Weizenbock


Co jak co, ale piany w tym piwie nie brakuje. Może to częściowo efekt delikatnego wstrząsania przed otwarciem (w celu wymieszania drożdżowego osadu z dna), ale tak czy siak olbrzymia góra piany robi wrażenie. Niestety dość szybko się ona dziurawi, przez co wygląda mało estetycznie. Na szczęście w miarę długo utrzymuje się na powierzchni i zostawia obfite firany na szkle.
Piwo po wymieszaniu jest mętne jak woda w kałuży, a jego kolor to jasny odcień brązu, który można też nazywać ciemno beżowym.
W aromacie faktycznie czuć australijskie chmiele, które objawiają się głownie jako akcenty słodkich owoców tropikalnych i delikatnych cytrusów, nie występujących w niemieckich, czy polskich odpowiednikach. Co ciekawe, nie brakuje tutaj również typowo chmielowych klimatów o lekko trawiasto-sosnowym zabarwieniu. Na drugim planie dopiero punktuje pszeniczna słodowość, nieco przypraw, szczypta drożdży oraz weizenowych bananów. Karmel także wtrąca tutaj swoje trzy grosze, aczkolwiek nie odgrywa żadnej znaczącej roli w tym przedstawieniu. Ciekawy, złożony i bardzo intrygujący ten zapaszek.

niedziela, 28 września 2014

NIEMIECKA OFENSYWA LIDLA


Ostatnio Browarnia Lidla zaproponowała piwoszom 27 piw niemieckich w bardzo atrakcyjnych cenach. Piwa te obejmują dość szeroki zakres niemieckiego piwowarstwa, od klasycznych pilsów, bawarskich jasnych i ciemnych pszenic, po czarne schwarzbiery. Niektóre z tych piw są dość powszechne w naszym kraju (choćby Paulaner, Erdinger), ale większość to rzadkie i mało znane u nas marki, które u naszych zachodnich sąsiadów uchodzą za klasyki gatunku.
Poniżej możecie dowiedzieć się co sądzę o ośmiu piwach z lidlowskiej oferty. 



WARSTEINER, alk.4,8%
Jest to jedno z najbardziej znanych niemieckich pilsów. Piwo posiada jasno złotą, żółtawą barwę i jest klarowne. Wysycenie dwutlenkiem węgla jest wysokie i lekko szczypiące.
Po przelaniu trunek okrył się obfitą, gęstą, drobno ziarnistą i trwałą pianą, która dość przeciętnie brudzi szkło. Aromat jest rześki, typowy słodowy z lekkim kwaskiem. W tle można spotkać subtelne niuanse chmielowe, minimalne cytrusy i niewielkie akcenty trawiaste.
W smaku piwo jest świeże i smaczne, lekko zbożowe, jednak pierwsze skrzypce grają tutaj nuty słodowo-chmielowe. Na finiszu występuje krótka i słaba goryczka, która jednak przyjemnie kontruje całość.
Warsteiner to bardzo rześki i pijalny trunek. Pełnia jest średnia, a całość sprawie wrażenie piwa łagodnego i lekkiego w odbiorze, pod koniec nawet nieco wodnistego.
OCENA: 7/10


JEVER PILSENER, alk.4,9%
Jever to klasyka niemieckiego pilsa. Jasnozłote i klarowne piwo przykrywa biała, średnio obfita piana o drobnej strukturze. Opada powoli, zostawiając nikłe zacieki na szkle. Nasycenie jest średnie i drobne.
W zapachu mamy sporo świeżości. Dominuje w nim przyjemna chmielowość oraz niuanse trawiaste. W głębi można spotkać delikatny słód i subtelną słodowość.
W smaku piwo jest dość łagodne, typowo słodowe, lekko chmielowe ze śladami jasnego chleba. W tle objawia się niewielka kwaskowość. Chmielowa goryczka jest słaba i krótka jak na pilsa, ale dosyć szlachetna.
Niestety w miarę picia piwo staje się coraz bardziej wodniste i puste. Pełnia jest niska, pijalność oceniam jako średnią.
OCENA: 6/10


RADEBERGER PILSNER, alk.4,8%
W tym pilsie piana jest po prostu brzydka – z początku wysoka, jednak szybko opada i staje się rzadka, grubo pęcherzykowa i nieciekawa. Lacing wypada bardzo przeciętne. Jasnozłota, klarowna barwa skrywa w sobie dość wysokie wysycenie.
Aromat jest nikły, słodowy typu zbożowego. Piwo pachnie niezbyt świeżo, wręcz czuć lekką stęchliznę i piwniczne akcenty, których zdecydowanie nie powinno tu być. W tle pojawiają się nawet dość wyraźne aromaty siarkowe! Masakra.
Słodowo-zbożowy smak o lekko biszkoptowych naleciałościach jest nieco za słodki jak na pilsa. Poza tym piwo jest mdłe i niezbyt przyjemne w odbiorze. Goryczka jest nikła i lekko stęchła.
Całość sprawia wrażenie piwa ciężkiego i mdłego, przez co pijalność oceniam bardzo nisko. Pełnia oraz treściwość są na średnim poziomie. Nie polecam, wręcz odradzam.
OCENA: 3/10


KROMBACHER WEIZEN, alk.5,3%
Ten klasyczny niemiecki hefeweizen generuje bardzo obfitą, gęstą i zbitą czapę białej piany, która opada w wolnym tempie, tworząc na ściankach wyraźne firany. Kolor piwa jest pomarańczowo-miodowy, bardzo mętny.
Jak przystało na pszeniczniaka nasycenie jest bardzo wysokie, drobne i gładkie. W zapachu mamy typowo pszeniczne klimaty, okraszone sporą ilością bananów i drożdży. Nieco w głębi można także spotkać przyjemne nuty miodu i wanilii. Byłoby niemal idealnie, gdyby było więcej goździkowych akcentów, ale i tak jest bardzo dobrze.
Smak jest dosyć słodki, gęstawy, wybitnie bananowy, pszeniczny, lekko goździkowy i drożdżowy. W tle majaczy niewielki kwasek.
Bardzo wysoka pełnia, treściwość, rześkość i pijalność sprawiają, że piwo jest smaczne i ułożone. Dobrze orzeźwia, idealnie nadaje się na upały.
OCENA: 8/10

piątek, 26 września 2014

ODWIEDZINY BROWARU WĄSOSZ


Pewnego wrześniowego popołudnia odwiedziłem reaktywowany w tym roku niewielki browar w miejscowości Wąsosz, rzut gumowcem od „świętego miasta” Częstochowy. W zasadzie była to już moja druga wizyta w tym miejscu, tyle tylko, że wcześniej był to Browar Południe, jeszcze wcześniej GAB, a jeszcze wcześniej to zapewne było pole, albo las.
Przypomnijmy – Browar Południe zakończył swoją działalność mniej więcej w lipcu 2013 roku. Oficjalnych przyczyn zaprzestania produkcji nie podano. Od tamtej pory pierwotny właściciel terenu i zabudowań Browaru GAB szukał inwestora, który z powrotem postawi zakład na nogi. No i w końcu się doczekał –  na początku czerwca 2014 roku w Wąsoszu wznowiono warzenie piwa.

Obecnie zakład nazywa się Browary Regionalne Wąsosz, a za jego sterami siedzą: Michał Olszewski, Maciej Grzywacz oraz Marcin Ostajewski, który poświecił mi swój cenny czas. Michał Olszewski może wam być znany z toruńskiego pubu i hurtowni piwa o wspólnej nazwie Krajina Piva oraz ze sklepu Piwex i Browaru Olimp. Piwowara Browaru Olimp, czyli Marcina chyba nie muszę nikomu przedstawiać?
Nie jest tajemnicą, że oprócz piw własnych Browarów Regionalnych Wąsosz warzy tam jeszcze kontraktowo Browar Olimp, czyli Marcin Ostajewski we własnej osobie. Poza tym swoje schronienie znalazł tam również Janek Szała z Browaru Szałpiw oraz Adam Czogalla z Browaru Perun, który równocześnie korzysta jeszcze z warzelni Browaru Zodiak. Chętnych jest podobno jeszcze kilku innych kontraktowców...


Powiem tak – to co zobaczyłem na miejscu tchnęło w mojego ducha i moje serce bardzo dużo radości i zachwytu. Browar pod nową nazwą działa na rynku dopiero od kilku miesięcy, a już nie nadąża z produkcją! Ograniczają go głównie moce produkcyjne na poziomie ok. 20 000 hektolitrów piwa. Nie jest to bardzo dużo, ale w Polsce jest sporo mniejszych browarów i wcale nie są to browary restauracyjne.
Piwo jest warzone codziennie od poniedziałku do piątku, wszystkie tanki leżakowe są zapełnione (w sumie 91000 litrów piwa), a w magazynie wyrobu gotowego wiatr ma całkiem sporo miejsca do hulania. Wiem, że częściowo jest to zasługa trzech kontraktowców, ale przecież Olimp i Wąsosz to po części jedna i ta sama ekipa. Szałpiw zużywa tylko niewielki procent mocy produkcyjnych, a Perun całkiem niedawno zaczął się tam krzątać (uwarzono tam tylko trzy). Reszta to dorobek tylko i wyłącznie samego Browaru Wąsosz i piw, które warzy tam piwowar Mariusz Kowalski. Oczywiście wszystko odbywa się pod czujnym okiem głównego technologa Marcina Ostajewskiego.

czwartek, 25 września 2014

STEVE


ALK.4,2%. Wczoraj wpadło mi w ręce najmłodsze dziecko z Browarów Regionalnych Wąsosz, które przywiozłem wprost z browaru (wpis z mojej wizyty pojawi się niebawem).
Mowa tu oczywiście o czwartym już piwie z wąsem. Tym razem postanowiono połączyć lekkiego jasnego lagera z mieszanką amerykańskich chmieli (Zythos) w wyniku czego powstał Steve – American Lager. Zarost, który możemy podziwiać na etykiecie inspirowany był postacią Steve’a Buscemi. Jest to amerykański aktor filmowy, który znany jest przede wszystkim z pewnej charakterystycznej części swojej twarzy i nie jest to wcale nos...
No, ale nie ma czasu na zbytnie farmazony – kolejka oczekujących piw do wypicia jest bardzo długa i ciągle rośnie! Zatem do dzieła.

Otwieram i przelewam. Piwo pieni dość przeciętnie. Średniej wielkości biała piana zbudowana jest z drobnych pęcherzy, jednak jej żywotność pozostawia nieco do życzenia. Poza tym piana prawie wcale nie osadza się na ściankach. Trochę słabo to wygląda, ale ważniejsze rzeczy dopiero przede mną.
Po przelaniu w moim pokalu wylądowała ładna, złocista ciecz, która jest lekko mętna, aczkolwiek to nie jest żadna wada.
Wysycenie dwutlenkiem węgla jest stosunkowo wysokie. Na pewno powyżej średniej przyjętej dla jasnych niekoncernowych lagerów, jednak przy ekstrakcie wynoszącym zaledwie 11°Blg to zupełnie zrozumiałe. Piwo dzięki temu nie wydaje się być puste i wodniste.

wtorek, 23 września 2014

METROPOLIS


ALK.5,7%. W ciągu ostatnich dwóch lat wypiłem całe morze polskich AIPA i wydawać by się mogło, że nie mam już nic na rynku do spróbowania. Nic bardziej mylnego – jest jeszcze sporo piw w tym stylu, których nie piłem i dzisiaj zaprezentuję jedno z nich.
Metropolis to debiutanckie piwo z kontraktowego Browaru Raduga, który funkcjonuje w piwnym światku od lipca tego roku. Mam więc przed sobą typową świeżynkę ;>
Piwa warzone są w Witnicy przez Andrzeja Kiryziuka, jednak do teamu zalicza się jeszcze Rafał Gawryś oraz Anna Zachorska. Jak widać Browar Witnica ma wzięcie – najpierw Łebski Browar, potem Birbant, a teraz Raduga.
Trochę dziwią mnie niskie parametry tego piwa. Alkohol 5,7% i ekstrakt tylko 14,1%. Praktycznie rzecz biorąc jest to dolny zakres tolerancji dla tego stylu i o ile mnie pamięć nie myli, nie piłem nigdy American IPA o tak małych parametrach. Nie jest tajemnicą, że większość browarów celuje raczej w środek przedziału. W Polsce norma to około 16° Plato. 


Już po kilku łykach okazuje się jednak, że niski ekstrakt nie powoduje bynajmniej, że piwo jest słabe. Co to, to nie.
Metropolis pije się szybko i przyjemnie. Solidna baza słodowa oraz karmel zostały tutaj okraszone sporą dawką żywicy, lasu oraz chmielu. Tłem płyną sobie subtelne ślady owoców tropikalnych i lekko kwaśnych cytrusów, ale prawdziwą robotę robi tutaj genialna goryczka. Mocna, świeża, żywiczno-grejpfrutowa, minimalnie zalegająca, ale bez wątpienia szlachetna. Do tego idealnie kontruje słodową słodycz i karmel.
Oprócz bogatego smaku piwo posiada nienaganną prezencję. Mętną, ciemno bursztynową ciecz ozdabia średnich rozmiarów, puszysta, kremowa w barwie, drobno ziarnista piana, która dość długo utrzymuje się przy życiu i tworzy fajny lacing.

poniedziałek, 22 września 2014

KENTAUROS


ALK.7,5%. Kentauros to najnowsze dzieło Marcina Ostajewskiego z Olimpu. Piwo było uwarzone już dość dawno temu, a jego prapremiera odbyła się w czerwcu na Festiwalu Birofilia. Do normalnej sprzedaży jednak piwo trafiło znacznie później, gdzieś na przełomie lipca i sierpnia. Wszystko dlatego, że Kentauros to weizenbock, a mówiąc ściślej double weizenbock. To zrozumiałe, że przy takich parametrach trunek musi poleżakować trochę więcej niż leszek, czy tyskacz z KP. Piwo musi się ułożyć, dojrzeć, wygładzić i jednocześnie nabrać charakteru odpowiedniego dla danego stylu.
Osobiście bardzo lubię pszeniczne koźlaki, a podwójne pszeniczne koźlaki lubię podwójnie ma się rozumieć ;> Toteż od dawna już ostrzyłem sobie ząbki na to piwo. Poza tym, po spróbowaniu dwóch poprzednich specjałów z Olimpu (Hadesa i Zeusa) moje pragnienie i ciekawość rosły w iście astronomicznym tempie! No, ale przecież co się odwlecze, to nie uciecze...


Piwo budzi niemałe emocje już przy nalewaniu. Barwa jest nadspodziewanie ciemna jak na ten styl. Mętna i nieprzejrzysta ciecz posiada ciemno brunatny, niemal czarny odcień! Wystarczy sobie uświadomić, że niektóre portery bałtyckie mają taki sam kolor!
Beżowej barwy piana jest dość obfita, gęsta i drobno pęcherzykowa. Opada w średnim tempie i tworzy przeciętnej urody zacieki na szkle.
Biorę pierwszy łyk i już wiem, że jest dobrze. Opiekane słody i wyraźne klimaty tostowe z miejsca dają ogrom pracy moim kubkom smakowym. Nieco dalej moje receptory smaku wyczuły subtelne akcenty suszonych owoców i chleba razowego. Na obrzeżach języka zanotowałem natomiast całkiem sporo karmelu oraz prażonego słonecznika. Początkowo było czuć także palący posmak alkoholu etylowego, jednak po kilku minutach uczucie to zmieniło się w dość przyjemne wrażenie picia półsłodkiego wina wiśniowo-winogronowego. Na finiszu pojawia się coś na kształt palono-alkoholowej goryczki, która na szczęście nie jest zbyt intensywna.

sobota, 20 września 2014

TOURMALET


ALK.6%. Dzisiaj biorę na ząb najnowsze, czwarte już piwo z browaru kontraktowego Spirifer. Tym piwem jest to AIPA o nazwie Tourmalet  i jak mówi sam producent jest to hołd złożony polskim kolarzom.
Dla takich jak ja, mało obeznanych z kolarstwem wyjaśniam: Col du Tourmalet to przełęcz w Pirenejach Centralnych położona na wysokości 2115 m. n.p.m. w południowej Francji. Trasa biegnąca przez tą przełęcz bardzo często (prawie co roku) jest częścią najstarszego wyścigu kolarskiego świata - Tour de France. W tegorocznej jego edycji nasz zawodnik Rafał Majka wygrał tam dwa etapy oraz zapewnił sobie pierwsze miejsce w klasyfikacji górskiej, a kilka tygodni później wygrał przecież Tour de Pologne. Sukcesy Majki miały jednak miejsce później niż warzenie tego piwa, aczkolwiek etykieta powstała już po wyścigu...
Co również ciekawe piwo nie zostało uwarzone tak jak poprzednie w Browarze Trzy Korony w Puławach, lecz w czeskim Vyskovie, a autorem receptury jest nie kto inny jak Marcin Chmielarz (Mason), znany z niektórych piw Manufaktury Piwnej oraz jako piwowar Browaru Piwoteka. 


Tourmalet pieni się bardzo kiepsko. Kremowej barwy piana jest niska i krótkotrwała.
Piwo jest bardzo mętne (niefiltrowane), a jego brązowo-miedziany kolor jest dość ciemny jak na India Pale Ale. Z powodzeniem mogłoby to być Amber Ale. 
Wysycenie jest raczej średnie i drobne, lecz niestety nieco szorstkie.
Zapach z pewnością nie grzeszy swoją mocą i urodą - piwo nie pachnie zbyt świeżo i zachęcająco. Co prawda jest tutaj trochę owoców tropikalnych oraz szczypta kwaskowych cytrusów, jednak to za mało, by przełamać solidne tony biszkoptowego słodu i wyraźnego karmelu. W tle pojawia się nuta skórki od chleba, garść żywicy, chmielu oraz lekka piwniczność. Aromat daleki od ideału, ale piwo chyba nie jest zepsute – ono po prostu tak ma.

piątek, 19 września 2014

BIRBANT PALE ALE SIMCOE

ALK.4,7%. Browar Birbant od niedawna też ma swoją serię piw. Jarek Sosnowski i Krzysiek Kula zapatrując się być może na Artezana, Kormorana lub Pracownię Piwa stworzyli wyimaginowanego Pan Janka, który będzie zwiedzał świat przez okrągły rok, odwiedzając różne rejony świata.
Na pierwszy ogień Jasiu odwiedził oczywiście USA, skąd mamy dwa piwa. Pierwszym było Pale Ale Mosaic, drugim jest mój dzisiejszy gość – Birbant Pale Ale Simcoe.
Oba piwa to single hopy, a nawet single malty, czyli piwa na jednym chmielu i na jednym słodzie (w obu przypadkach jest to słód Pale Ale).
Etykiety tej serii piw są niezbyt urodziwe moim zdaniem, ale znajdują się tam ciekawe historyjki z cyklu „opowieści z mchu i paproci”. Na szczęście wyobraźnia za bardzo nie poniosła ww. panów. Bardzo jestem ciekawy tego piwa, tak więc nie będę przedłużał. 


Otwieram i przelewam. Piana może i nie jest wysoka, ale jest dość zbita i gęsta. Biała kołderka zbudowana jest z drobnych pęcherzyków, opada w średnim tempie. Lacing dość przeciętny, ale nie ma tragedii.
Piwo jest mętne, ciemno złote. Nasycenie CO2 oscyluje wokół średniego poziomu.
Jak pachnie to American Pale Ale? Lekko karmelowa słodowa podbudowa otoczona została przez wyraźne i rześkie klimaty owoców cytrusowych, które wnoszą sporo świeżości i lekkości do piwa. Niuanse żywiczne i leśne również są obecne, jednak nie wywyższają się za bardzo. W tle wyczuwam także niewielkie akcenty brzoskwiń, moreli, chmielu oraz trawy. Niezły i bogaty to aromat – podoba mi się.

czwartek, 18 września 2014

GRODZISKIE 4.0


ALK.2,6%. Browar Pinta w dalszym ciągu kontynuuje z uporem maniaka poszukiwania doskonałego grodzisza. Po niedawnych wersjach 2.0 i 3.0 na świat przyszła już czwarta edycja tego piwa. Przypomnijmy, w piwie A’la Grodziskie zastosowano słód wędzony jęczmienny oraz zwykły pszeniczny, w wersji 2.0 już 100% zasypu stanowił słód pszeniczny wędzony dymem z dębu (tak jak w oryginalnym grodziszu), w trzeciej generacji była mieszanka pszenicznego wędzonego i jęczmiennego wędzonego.
Najnowsza czwarta odsłona zawiera niemal identyczne parametry i taki sam skład jak 2.0, ale pochodzi z innego browaru – z Zarzecza. Inna lokalizacja to inna woda, co przy grodziskim ma duże znaczenie. Poza tym zacieranie zaplanowane było na efekt większej wytrawności. Już nieraz mówiłem, że nie jestem jakimś zagorzałym fanem tego stylu, ale akurat obecnie piwo pasuje jak ulał do ciepłej i słonecznej wrześniowej aury.


Grodziskie 4.0 ma iście niebanalną prezencję. Śnieżnobiała, wysoka i gęsta niczym bita śmietana piana w dostojny sposób przyozdabia mętną ciecz o żółtawym kolorze. Co ważne, obfita czapa piany opada bardzo powoli i niespiesznie, zostawiając sowite zacieki na szkle.
Wysycenie jest odpowiednie dla stylu grodziskie – dość wysokie, a przy tym drobne i gładkie.
Zapach jest stosunkowo nikły, ale to zrozumiałe przy 7,8% zawartości ekstraktu. Na pierwszy plan wysuwa się dość wyraźna, acz nie przesadzona nuta wędzona, kojarząca się poniekąd z szynką oraz wędzonym baleronem. Dymu z ogniska jest tutaj jak na lekarstwo. Nieco w głębi wyczuwam obecność słodu pszenicznego oraz jasnego pieczywa. W tle natomiast egzystują bardzo delikatne niuanse trawiastego chmielu.

środa, 17 września 2014

JU-RAJSKA POMARAŃCZA


ALK.4,7%. Browar Na Jurze stara się rękami i nogami aspirować do grona browarów warzących piwa dla koneserów, świadomych piwoszy, czasem zwanych też bardziej zorientowanymi w realiach craft beer.
Ju-Rajska Pomarańcza to najnowsze dzieło piwowarki z Zawiercia, które wbrew nazwie nie jest żadnym radlerem, chociaż można go z nim pomylić. Otóż jest to weizen. Oczywiście tradycyjnym hefe weizenem to mogli kogoś zaskoczyć, ale jakieś 20 lat temu. Aby nasycić piwnych maniaków i wyróżnić się z tłumu (niestety zamysł minął się z efektem) do pszenicznego piwa dodali amerykańskich chmieli (i polską Marynkę), skórki świeżej pomarańczy (chociaż to nie witbier), 3% naturalnego miodu (nie wiem w jakim celu), naturalny olejek pomarańczowy, kwasek cytrynowy oraz (uwaga!) 7,5% syropu malinowego!!! Dziękuję, postoję! Jakbym chciał się napić pszeniczniaka z sokiem to sam bym go sobie dolał. Po kiego diabła kalać piwo jakimś syropem owocowym, zwłaszcza jeśli to ma być trunek dla beer geeków, pijących na co dzień polskie krafty (bo zakładam, że taki jest target browaru). Zresztą nawet jeśli nie jest, to jestem pewien, że przy takiej cenie żaden Mietek, ani Zdzisiek spod monopolowego nawet na nie nie spojrzy. 


Piwo po przelaniu nie wygląda zbyt apetycznie. Piana jest brzydka, niezbyt wysoka, grubo pęcherzykowa i krótkotrwała. W niewielkim tylko stopniu osadza się na szkle. Cóż, nie od dziś wiadomo, że syrop w piwie to wróg piany.
Ze szklanki spogląda na mnie bardzo mętna, różowo-pomarańczowa ciecz, która generalnie wygląda jak.... piwo pszeniczne z sokiem malinowym. Na zdjęciu tego nie widać, bo sztuczne oświetlenie to nie to samo, co światło słoneczne.
W zapachu jest bardzo owocowo – malinę i czerwoną pomarańczę wyczuje każdy, co niektórzy odnajdą tutaj także grejpfruta, truskawkę oraz limonkę. Głęboko w tle majaczy niewyraźna słodowość, natomiast miód występuje na granicy autosugestii. Chmielu zero!

poniedziałek, 15 września 2014

PLON Niebieski


ALK.6,2%. Dzisiaj gości u mnie nowość z Browaru Kormoran – PLON Niebieski to czwarte już piwo z tej serii, warzone przy użyciu tylko i wyłącznie polskich chmieli. Ciekawe do jakiej liczby dojdą??? Wcześniej piłem PLON-a Zielonego (Polish IPA na świeżej Sybilli) oraz Czerwonego (PIPA na Marynce).
Przyznam się bez bicia, że nie jaram się za bardzo całym tym projektem. O ile jeszcze popieram stosowanie polskich odmian chmielu, to już cała ta seria PLON jakoś do mnie nie przemawia. Po co robić trzy wersje IPA różniące się tylko chmieleniem, skoro można zrobić trzy zupełnie inne piwa w różnych stylach?
Przemilczę jednak tą kwestię, bowiem najnowszy PLON dość znacznie różni się od swoich starszych braci. Przede wszystkim nie jest to kolejne IPA i nie jest to nawet ale. Tym razem postanowiono wydać na świat lagera na chmielach Marynka i Sybilla. Żeby było ciekawiej zrezygnowano tu z filtracji i użyto słodu pszenicznego.  Jeśli do tego wszystkiego dołożymy jeszcze 5-krotne chmielenie oraz sporą treściwość (co sugeruje 16% ekstraktu) to robi się już ciekawie. Niestety to tylko teoria, praktyka wygląda nieco inaczej. 


Piwo wspaniale kusi swoim wyglądem. Kremowej barwy piana jest gęsta, wysoka, zbita, drobno pęcherzykowa i przede wszystkim bardzo trwała. Do tego ładnie oblepia ścianki.
Kolor piwa jest dość ciemny, ale w sumie to nie dziwota, bowiem w składzie znalazły też jakieś ciemne słody (niestety nie napisali jakie). Barwa w istocie jest herbaciana, miodowa lub jak kto woli jasno bursztynowa.
Zapach został zdominowany przez olbrzymią słodowość o średnio opiekanym zacięciu. Na drugim planie wyczuwam lekkie muśnięcie karmelowe oraz szczyptę chmielu. W tle majaczą niewyraźne akcenty żywiczne i owoce typu suszonego. Nawet przyjemnie się to wącha.

sobota, 13 września 2014

RUDI NELSON


ALK.4,9%. Jednym z najnowszych polskich piw na rynku jest Rudi Nelson, którego nazwa ewidentnie przywołuje mi na myśl Pana o nazwisku Rudi Schuberth.
Producentem tego napitku jest łódzki przedsiębiorca Wiesław Koziarski, a mówiąc ściślej firma, która zowie się Browar Centralny, niekiedy opatrzona dopiskiem Piwa Rzemieślnicze. Jak się okazuje Rudi Nelson nie jest debiutanckim piwem z tego browaru, bowiem już w 2013 roku istniało piwo Widzewiak.
Browar Centralny to typowy kontraktowiec, który zamelinował się tam, gdzie niemal połowa polskich „browarów wirtualnych”, czyli w Zodiaku. Do współpracy przy tym projekcie została zaangażowana dwójka piwowarów – Sara i Artur Nabrdalik z Częstochowy. Sara od jakiegoś czasu jest Wielkim Mistrzem (Mistrzynią?) Bractwa Piwnego, wcześniej pełniła funkcję Przewodniczącej Częstochowskiego Kręgu Lokalnego BP. 


Tytułowy Rudi to Amber Ale na nowozelandzkich chmielach: Dr Rudi, Nelson Sauvin i Pacific Jade. Zatem wiadomo już skąd taka, a nie inna nazwa. Bardzo się cieszę, że nie jest to kolejna AIPA lub inne piwo na jankeskich odmianach tej rośliny, które jest pozycją obowiązkową dla 95% debiutujących browarów. Tym samym Browar Centralny udowadnia, że nie zawsze trzeba ulegać panującym trendom, że można kierować się własnym rozumem i być na swój sposób oryginalny.
Przyznam otwarcie, że nie jestem wielkim zwolennikiem tzw. etykiet obrazkowych tudzież komiksowych, ale ten jaszczurek (może to jakiś legwan, albo hatteria?) nawet mi się podoba. Z pewnością piwo wyróżnia się na półce sklepowej i ciężko je przeoczyć. Sama etykieta wykonana jest z wysokiej jakości papieru. Znajdziemy tu wszystkie niezbędne nam informacje z IBU i temperaturą serwowania na czele. Drażni mnie tylko ta niepotrzebna historyjka na kontrze, która jest do bólu spedalona! Normalnie brzmi jak jakaś opowieść o przypadkowym spotkaniu się dwóch gejów... Porażka. Wróćmy jednak do piwa.
Rudi Nelson pięknie wygląda w szkle. Kremowa, drobno ziarnista, obfita i trwała czapa piany pięknie się prezentuje na tle bursztynowego, miedzianego wręcz piwa.
Wysycenie jest drobne i średnie, co jest tutaj jak najbardziej na miejscu.

piątek, 12 września 2014

SEAN


ALK.5%. Dopiero kilka dni temu bramy Browarów Regionalnych Wąsosz opuścił Sean, a już dzisiaj zagościł w mojej szklance. Kształt zarostu oraz nazwa piwa symbolizują tutaj bardzo popularnego aktora, jakim jest Sean Connery.
Trzecim piwem z wąsem z tego browaru jest dry stout – klasyczny styl piwa, którego wyraźnie u nas brakuje. Owszem, mamy na rynku całkiem sporo stoutów, ale w większości są to milk stouty, oatmeal stouty albo udziwnione wynalazki typu rye, coffee, czy smoked stout.
O piwie za dużo nie mogę powiedzieć. Jak powinien smakować prawdziwy, wytrawny stout chyba każdy wiec - wystarczy napić się popularnego u nas, irlandzkiego Guinnessa. 


Bond...., przepraszam Sean prezentuje się zacnie. Beżowa, średnio ziarnista piana może nie jest jakoś strasznie wysoka, ale wystarczająco długo utrzymuje się przy życiu. Opadając generuje wyraźne zacieki na szkle.
Piana jest całkiem sympatyczna, ale kolor robi jeszcze większe wrażenie. Czarna jak smoła, kompletnie nieprzejrzysta i intensywna barwa to stosunkowo rzadki widok w świecie piwa. Jest to bodajże najbardziej czarne piwo, jakie w życiu piłem! Niemalże pochłania światło.
Jak przystało na styl wywodzący się z Wysp Brytyjskich wysycenie jest niskie, wręcz symboliczne. W tym przypadku jest to akurat wielką zaletą.
Aromat co prawda nie urywa nosa, ale i tak jest nieźle (w końcu to nie AIPA na amerykańcach). Średnio intensywne akcenty palonych słodów tworzą tutaj udane trio z chmielem Marynka oraz nutką łagodnej kawy z mlekiem. Głęboko w tle można spotkać lekkie czekoladowe podbicie, a także subtelne niuanse zbożowe. Zapach jest czysty i jak najbardziej poprawny.

czwartek, 11 września 2014

III DEGUSTACJA PIW - WITBIER


Za nami kolejna, trzecia już degustacja piwa Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego. To znaczy różnych degustacji było już wiele, ale to była trzecia organizowana przez moją osobę. Tym razem postanowiłem godnie pożegnać kończące się lato i do naszego testu wybrałem witbiera - belgijskie, dość lekkie i orzeźwiające piwo pszeniczne z dodatkiem kolendry, skórki pomarańczy oraz imbiru.

Witbier/biere blanche

Witbier to tradycyjne, belgijskie piwo pszeniczne warzone metodą górnej fermentacji. Charakterystyczną cechą witbiera jest jego wyraźny charakter zbożowy z cytrusowym posmakiem, który powstaje w wyniku specjalnie dobranych szczepów drożdży. Dodatkowo w trakcie warzenia dodaje się skórki pomarańczy curacao, kolendrę, imbir, pszenicę niesłodowaną (nawet do 50% zasypu) i niekiedy owies. Typowy wit jest piwem lekkim do średniego pod względem treściwości, niefiltrowanym, dobrze gaszącym pragnienie. Niesłodowa pszenica ma inny smak niż słód pszeniczny i daje piwu wyraźniejszy charakter zbożowy w porównaniu z niemieckimi piwami pszenicznymi.

Stolicą belgijskiego biere blanche jest miasteczko Hoegaarden w Brabancji, w której w XVIII wieku działało około 30 niewielkich browarów, warzących głównie piwa pszeniczne. Rozwój piw typu pilzner doprowadził jednak do całkowitego zaprzestania produkcji witbierów. W 1957 r. zamknięty został ostatni browar warzący wity. Jednakże piwo pszeniczne w Hoegaarden, a później w całej Belgii odrodziło za sprawą mleczarza o nazwisku Pierre Celis. Zafascynowany piwowarstwem okazjonalnie pomagał warzyć w miejscowym browarze, zanim ten został zamknięty. W 1966 roku otworzył własny browar, w którym postanowił reaktywować zapomniany gatunek belgijskich piw pszenicznych.


Parametry wg BJCP:
-         ekstrakt początkowy 11-12,9%
-         alkohol objętościowo 4,5-5,5%
-         goryczka 10-20 IBU

Aromat
Umiarkowana słodkość (często z delikatnymi nutami miodu i wanilii) wraz z lekkimi, zbożowymi aromatami pszenicy, często z lekką kwaskowatością. Umiarkowany perfumowy zapach kolendry, często połączony z aromatem  przypraw, albo pieprzową nutką na drugim planie. Umiarkowany aromat skórki cytrusowej i pomarańczy. Słaby przyprawowo-ziołowy aromat chmielowy jest opcjonalny, ale nigdy nie powinien przysłonić innych cech. Brak diacetylu.

Barwa
Kolor od bardzo jasno słomkowego do jasno złotego. Piwo jest bardzo mętne co wynika z obecności skrobi i drożdży, i nadaje mleczny, biało-żółty wygląd.

Piana
Gęsta, kremowo-biała piana powinna utrzymywać się długo.

Smak
Przyjemna słodycz (z nutami miodu albo wanilii) i smak skórki pomarańczowej. Piwo jest orzeźwiające, rześkie z wytrawnym, często kwaśnym finiszem. Może posiadać smak pszeniczny. Smaki ziołowo-przyprawowe, pochodzące od kolendry i innych przypraw są powszechne, powinny one jednak być subtelne i zrównoważone, nie dominujące. Przyprawowe i ziemiste posmaki chmielu mogą występować na poziomie od niskiego do ich braku. Brak dwuacetylu.

Goryczka
Goryczka chmielowa może być słaba do średnio słaba (jak w Hefeweizen) i nie powinna wpływać na orzeźwiające aromaty owoców i przypraw, i nie powinna utrzymywać się na finiszu.

Odczucie w ustach
Średnio lekka do średniej treściwość, często z gładkością i lekką kremowością pochodzącą od niesłodowanej pszenicy. Pomimo treściwości i kremowości, finisz jest wytrawny i kwaskowaty. Piwo jest silnie musujące i orzeźwiające z powodu mocnego nagazowania. Nie powinno być ono jednak całkowicie wytrawne, cienkie, ani też lepkie i ciężkie.

wtorek, 9 września 2014

DOCTOR BREW - AMERICAN WEIZEN


ALK.5%. Kolejne piwo od „doktorków” na jankeskich chmielach. Jak łatwo zauważyć, Marcin i Łukasz pakują nowofalowe odmiany chmielu gdzie tylko się da i to niekiedy w ilościach nie mieszczących się w mózgownicy przeciętnego zjadacza chleba. No, ale póki nieźle im to wychodzi, to nie ma co narzekać (a na razie wychodzi im to bardzo dobrze).
Jakiś czas temu piłem witbiera na amerykańcach, teraz wziąłem na warsztat niemieckiego weizena na chmielach Mosaic, Amarillo i Cascade.
Piwo miało swoją premierę w maju na Krakowskim Festiwalu Piwa, gdzie nie omieszkałem się go napić. Niestety (o ile mnie szare komórki nie zawodzą) piwo prezentowało się dość przeciętnie. Zobaczmy zatem jak w domowym zaciszu smakuje piwna rewolucja połączona z niemiecką tradycją. 


Swoją drogą fajnie jest móc podziwiać barwę, mętność i obfitość piany weziena oraz jednocześnie czuć zapach amerykańskich odmian chmielu. A propos piany z początku jest ona bardzo wysoka i mieszano ziarnista, lecz po chwili staje się rzadka i dziurawa. W konsekwencji opada do symbolicznej warstewki w przeciągu kilku minut, zostawiając przy tym obfite firany na szkle.
Piwo jest średnio mocno wysycone dwutlenkiem węgla, a jego barwa przypomina cytrynowego radlera – mleczna mętność o żółtawym odcieniu.
Zapach tuż po otwarciu dość mocno został zdominowany przez nowofalowe chmiele, przez co mało w nim klimatów pszenicznych. Wyraźne nuty cytrusów i owoców rodem z tropików skutecznie przykryły subtelne niuanse słodkich bananów i aromatów pszenicznych. Głęboko w tle majaczy niewyraźny goździk i słaba słodowość o herbatnikowym charakterze. Z biegiem czasu jednak amerykańskość się ulatnia, a na znaczeniu zyskuje goździk, banan oraz pszeniczna słodowość.

poniedziałek, 8 września 2014

JASNY GROM


ALK.5,6%. Dzisiaj debiutuje u mnie pierwsze piwo z nowego Browaru Perun. Jest to kontraktowa inicjatywa, za którą stoi kolejny znany, ceniony piwowar domowy i sędzia PSPD – Adam Czogalla. W zasadzie browar tworzą cztery osoby, ale to właśnie Adam jest mózgiem i piwowarem całego przedsięwzięcia. Póki co warzenie odbywa się w Browarze Zodiak, ale od jakiegoś czasu trwa już budowa własnego browaru we Franciszkowie na Mazowszu.
Perun to w mitologii słowiańskiej (nawet nie wiedziałem, że takowa istnieje) bóg nieba, piorunów i wojny. Zatem już wiadomo skąd wywodzi się nazwa pierwszego piwa.
Jasny Grom to American Pale Ale, który zadebiutował już w czerwcu. Kupiłem go już ponad miesiąc temu i od tamtej pory czekał na swoją kolej, aż do dzisiaj. Już nawet etykieta troszkę została nadgryziona przez ten ząb czasu. 


Mój egzemplarz pochodzi zatem jeszcze z pierwszej warki, w której użyto chmielu Citra, Amarillo oraz Mosaic. W drugiej warce chmielenie było już inne, a obecnie leżakuje już warka nr trzy.
Po przelaniu piwo prezentuje się bardzo wybornie. Kremowa, gęsta, obfita i drobno ziarnista piana spowiła grubym kożuchem jasno bursztynową ciecz. Określenie barwy jako herbaciana lub miodowa również nie byłoby błędem. Zwał, jak zwał, ale jak na Pale Ale to trochę za ciemny ten kolor. Co ważne piana jest trwała i dość długo okrywa zawartość szklanki.
Wysycenie Jasnego Gromu nie jest wysokie, raczej oscyluje wokół średniego poziomu, nawet delikatnie w kierunku niskiego.
A jak pachnie ten specjał? Mamy tu całkiem spore natężenie amerykańskich odmian chmielu w postaci czerwonych owoców tropikalnych, łagodnej żywicy i garści kwaskowych cytrusów. W tle pojawia się subtelna słodowa nuta, podszyta z lekka biszkoptem i lekkim karmelem. Całość bardzo wyrazista i wielowątkowa. Podoba mi się.

niedziela, 7 września 2014

OKOCIM RADLER Grejpfrut z limonką


ALK.2%. Wrzesień to już w zasadzie końcówka lata, więc dla mnie to ostatni dzwonek, by napić się radlera, ponieważ jakoś nie jestem przekonany o słuszności picia takich piw zimą.
Wydaje mi się, że boom na piwa z lemoniadą powoli mija, jednak nie ulega wątpliwości, że swój udział w rynku te piwa mają (szczególnie w miesiącach letnich).
Okocim Radler Grejpfrut z Limonką to jedyna koncernowa nowość w tym sezonie. Mimo to długo się wzbraniałem przed tym piwem. Może ja jestem jakimś odmieńcem rasowym, ale ja po prostu nie lubię grejpfruta! Nie lubię i już.
Zanim przejdę do degustacji rzućmy jeszcze okiem na skład. Sok z limonki, sok z grejpfruta, sok z cytryny, sok z pomarańczy, ekstrakt cytryny i ekstrakt pomarańczy. Bez obaw, są także mniej apetyczne dodatki: naturalny aromat, barwnik – koncentrat czarnej marchwi (chyba jakaś zgnita ta marchew była), syrop glukozowo-fruktozowy oraz stabilizatory, których nie chce już mi się wymieniać. Nie pozostaje nic, jak tylko życzyć mi smacznego ;>


Żeby nalać jakiegokolwiek radlera z pianą większą niż kilka milimetrów, trzeba mieć zręczność gibona białorękiego, której rzecz jasna ja nie posiadam. Piana była niska, grubo ziarnista i zniknęła zupełnie zanim zdążyłem trzykrotnie nacisnąć spust migawki w moim aparacie.
Różowe piwo jest odpowiednio wysycone dwutlenkiem węgla jak na ten styl (czyt. jest bardzo mocno wysycone).
Mimo kilku składników, co do których miałem pewne obawy, trunek ten pachnie świeżo i naturalnie. Przeważa w nim oczywiście nuta dojrzałego grejpfruta czerwonego, ale w tle pojawia się też odrobina limonki i czerwonej pomarańczy. Całość wypada całkiem nieźle, rześko i owocowo.

piątek, 5 września 2014

PIWNA KRONIKA - SIERPIEŃ 2014


Przed Wami kolejna odsłona Piwnej Kroniki i kolejna porcja informacji ze świata piwa. W sierpniu działo się naprawdę sporo: aż trzy piwne festiwale, mnóstwo piwnych premier, kilka nowych browarów oraz parę bardzo ciekawych niusów branżowych.
Jeśli chcesz w łatwy i przystępny sposób uporządkować i przyswoić sobie to wszystko, to zapraszam do lektury. Albo najpierw idź po piwo, a potem do lektury :>

 

Premiery


  • Browar Podgórz nie traci czasu i mocy produkcyjnych. W sierpniu zaprezentował nam sporo nowych piw. Borówkowe Pole to stout z.... borówkami oczywiście. Siostra Bożenka to AIPA, natomiast Śnieżny Koczkodan to witbier.
  • Ekipa warząca w Browarze Wąsosz również przygotowała dla nas małe co nieco: AIPA o nazwie Terrence, Sir Arthur w stylu ESB, Wąsosz Pszeniczne oraz strong lager Wąsosz 15°.
  • Kontraktowcy z Pinty kontynuują poszukiwania idealnego piwa grodziskiego. Niedawno pojawiło się czwarte wcielenie kultowego grodzisza, czyli Grodziskie 4.0.
  • Piwo Summer Ale to propozycja Doctora Brew na wakacyjne upały. Fajnie, ale chyba troszeczkę za późno.
  • Rzemieślniczy Browar Bednary w sierpniu odszpuntował swoją Osteroidępierwszego w Polsce prawdziwego stouta ostrygowego!
  • Browar Widawa wraz z Kopyrem uwarzyli piwo, które uważane jest za młodszą siostrę słynnego Sharka. Pirania to American Pale Ale, który jest jeszcze bardziej gorzki niż Shark (100IBU).
  • Ju-Rajska Pomarańcza to najnowsze piwo z Browaru Na Jurze. Jest to piwo pszeniczne z dodatkiem miodu, skórki pomarańczy, olejku pomarańczowego oraz (uwaga!) syropu malinowego.
  • Artezan wypuścił w sierpniu aż trzy nowości. Fafik to wariacja piwa grodziskiego na chmielu Mouteka, Summer Ale to lekka dziesiątka chmielona odmianą Ahtanum, Pozor! Pozor! to letni ejl na chmielu Kazbek.
  • W sierpniu pojawiło się również piwo o nazwie Rudi Nelson, uwarzone w Zodiaku przez kontraktowy Browar Centralny. Jest to Amber Ale na chmielach nowozelandzkich.
  • Rzemieślniczy krakowski Browar Twigg uraczył nas swoim drugim piwem. May Day to lekkie, sesyjne piwo w brytyjskim stylu Dark Mild.

środa, 3 września 2014

WARMIŃSKIE REWOLUCJE


ALK.5,2%. Browar Kormoran już od jakiegoś czasu jest wyróżniającym się podmiotem wśród tzw. browarów regionalnych. Szczególnie seria Podróże Kormorana wywołuje szybsze bicie mojej pikawy. Niestety na nowe przygody ‘kormoranowego podróżnika’ musimy jeszcze trochę poczekać, więc dzisiaj nie o tym.
Warmińskie Rewolucje to najnowszy wynalazek olsztyńskiego browaru i wbrew pozorom nie jest to jakiś frykas typu Wit, czy RIS, wręcz przeciwnie – jasny, niefiltrowany lager. Cały myk jednak polega na tym, że jest to piwo, w którym zastosowano „odwrotne chmielenie”. Odwrotne niż w piwie Olsztyńskim, które znika tym samym z rynku. Na goryczkę poszła aromatyczna Sybilla, a na aromat goryczkowa Marynka. Ot i cała rewolucyja! To się napracował ten piwowar!
A tak na poważnie jest to stare Olsztyńskie, tyle tylko, że chmiele zamieniły się rolami oraz dodatkowo zastosowano chmielenie na zimno. Zobaczmy zatem jak smakuje ta rewolucja. 


Piwo pieni się całkiem przyzwoicie. Piana jest dość wysoka, puszysta i trwała. Składa się z mieszanej wielkości pęcherzy i tworzy cudowne firany na szkle.
Drobne, średniej intensywności wysycenie doskonale pasuje do charakteru tego mętnego, złocistego napitku.
Zapach jest trochę mało intensywny, ale w sumie kufel to nie to samo co snifter. Mimo wszystko wyczuwam tu sporo przyjemnych owocowych klimatów, głównie świeżych cytrusów i ananasa. Na drugim planie spotykamy wyraźne nuty trawiastego chmielu. Dopiero głęboko w tle pojawia się delikatna słodowość o łagodnym biszkoptowo-ciasteczkowym profilu. Aromat naprawdę pierwsza liga!