czwartek, 30 lipca 2015

KEY LARGO

Key Largo to któreś tam piwo od Radugi, nie wiem dokładnie które, bo już dawno straciłem rachubę. Jak zwykle mam spore zaległości, bowiem jego premiera miała miejsce już ładnych kilka miesięcy temu.
Rzeczony trunek to Oatmeal Stout okraszony – jak głosi kontra – szczyptą cynamonu. Niezbyt przepadam za tą przyprawą, ale w połączeniu z gładkim stoutem owsianym brzmi to dosyć interesująco.
Jak każdy specjał z Browaru Raduga, tak i ten inspirowany jest tematyką filmową. „Key Largo” to amerykański kryminał z 1948 roku, który u nas „znany jest” pod tytułem „Koralowa Wyspa”. Oczywistością jest, że nie oglądam tak starych filmów, toteż jak na razie żaden filmowy tytuł nic mi nie mówił. Z niecierpliwością czekam na wykorzystywanie tytułów bardziej bieżących produkcji ;p


Otwieram i przelewam. Cykam kilka fotek i oglądam. Piwo generuje bardzo obfitą pianę o ciemno beżowej barwie, która przypomina kawę z mlekiem. Piana jest dość drobna, puszysta i przede wszystkim trwała. Trwała jak skurczybyk – opada niespiesznie i powoli, lecz na lacing nie ma co liczyć.
Lukam pod światło i widzę niemalże czarny kolor. Niemalże, ponieważ w najwęższym miejscu załączonego szkła odcień piwa wydaje się być ciemno brązowy.
Niucham piwko i od razu wiem, że jest dobrze. Aromat jest silny, rozbudowany i konkretny. Morze słodkiej czekolady świetnie koresponduje z delikatnie palonym słodem i kawą zbożową. Na drugim planie dość wyraźne suszone owoce (frukty w stoucie owsianym?) kooperują z akcentami cynamonu i ulotnego karmelu. Głęboko w tle natomiast czają się bardzo subtelne nutki alkoholi wyższych (fuzli), których raczej nie powinno tu być. Ja na szczęście nie należę do ludzi, którym przeszkadza delikatny alkohol w zajebiście wyrazistych piwach, takich jak to for example.

niedziela, 26 lipca 2015

W STYLU GRODZISKIE

W piwnicy mam jeszcze dwa Grodzisze, więc grzechem byłoby czekać z nimi do jesieni. Jednym z nich jest właśnie piwo W stylu Grodziskie z Browaru Nepomucen.
Jak łatwo się domyśleć, Nepomucen debiutuje właśnie na moim blogu z czego zresztą bardzo się cieszę. Częstotliwość otwierania się nowych browarów w Polsce rośnie w astronomicznym tempie, toteż i debiutów będzie coraz więcej. Nice!
Teraz będzie parę słów o dzisiejszym debiutancie. Rzemieślniczy Browar Nepomucen zlokalizowany jest w Szkaradowie, w południowej Wielkopolsce. Za sterami tego przybytku siedzą bracia Piotr i Mariusz Musielak, a w kotłach miesza znany i poważany piwowar domowy Jacek Domagalski (słynny „Jacer”). Jako budynek browaru zaadoptowano starą nieczynną piekarnię, którą gruntownie przebudowano i wyremontowano.
W Stylu Grodziskie to klasyczna interpretacja piwa Grodziskiego (7,7°Blg), do którego zacierania użyto wyłącznie słodu wędzonego dymem z dębu. Do chmielenia natomiast posłużyła polska Marynka oraz czeski Saaz. 


W ostatniej, czyli VII Degustacji Piw Bractwa Piwnego specjał ten zajął dość wysoką, trzecią lokatę. Ciekawy bardzo jestem, czy w moim domowym zaciszu także znajdzie uznanie. Zatem szklanki w dłoń i do dzieła!
Jak głosi etykieta piwo ma słomkową barwę i jest sakrucko mętne, mimo, że nie mieszałem osadu z dna butelki. Co dziwne, Nepomuceński wyrób generuje niską jak Grodziskie pianę. Biała jak śnieg kołderka zbudowana jest z mieszanej wielkości pęcherzy, opada w średnim tempie, tworząc całkiem obfite firany na szkle.
Tuż po zrzuceniu kapsla uderzyła mnie w nos przyjemna wędzonka. Niestety z biegiem czasu jej ilość szybko maleje i ostatecznie po jakichś 10 minutach znika niemal zupełnie. Naprawdę trzeba się mocno wczuć, by poczuć bardzo subtelny powiew ogniskowego dymu. Sumarycznie piwo pachnie raczej niezbyt intensywnie – dominuje tu lekka słodowość typu pszenicznego, podbita bardzo ładnym i świeżym akcentem chmielu o czystym trawiasto-ziołowym profilu. W tle pobrzmiewa zwiewna nutka kwiatów oraz bliżej nieokreślonych owoców, zwiększająca nieco wachlarz doznań zapachowych. Ładnie to wszystko pachnie, tylko tego dymu trzeba się mocno doszukiwać.

piątek, 24 lipca 2015

PIWO NATURALNE O SMAKU CZERWONEJ PORZECZKI

Na pewno każdego z Was ucieszyła informacja o niedawnym wskrzeszeniu oryginalnego piwa Grodziskiego z Browaru w Grodzisku Wielkopolskim (hurra!). Ku zdziwieniu piwnej gawiedzi okazało się tak naprawdę, że obok Grodziskiego klasyka, browar wypluł na świat także trzy inne piwa, poniekąd oparte na tym prawdziwym, wędzonym Grodziskim.
O ile jeszcze Bernardyńskie (mocniejsza wersja oryginału) wydaje się być w miarę rozsądnym i zrozumiałym posunięciem, o tyle dwie wersje smakowe z pewnością niejednej osobie uniosły brew do góry, a może nawet i włos (nie dotyczy łysych ;p).
Ja długo zwlekałem z odpaleniem Grodziskich zasilanych sokami owocowymi, cukrem i naturalnymi aromatami, aż w końcu uległem. Na usprawiedliwienie podaję wysoką temperaturę oraz moją nieposkromioną ciekawość ;)
Na pierwszy ogień idzie Piwo Naturalne o Smaku Czerwonej Porzeczki, które jak się okazuje ma w sobie jeszcze sok z czarnej porzeczki oraz z cytryny. Let’s go!


Po przelaniu do pokala na powierzchni formuje się dość pokaźnych rozmiarów piana o śnieżnobiałej barwie i średnio pęcherzykowej strukturze. Pierzynka opada w przeciętnym tempie nie zostawiając po żadnego śladu na szkle.
Piwo ma barwę babcinego kompotu z rabarbaru, jabłek i kilku innych czerwonych owoców. W sumie to ciężko go opisać – ni to róż, ni to czerwień, ni pomarańcz („ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra”). Oczywiście całość jest mętna za sprawą słodu pszenicznego wędzonego dymem z dębu rzecz jasna.
Niestety z wędzonego Grodzisza zostały się jedynie nici. Trunek pachnie na wskroś owocowo - na pierwszym planie czerwona porzeczka i czereśnie, na drugim wspomniany rabarbar i coś jakby malina. Słodu brak, a o jakiejkolwiek wędzonce można sobie tylko pomarzyć. W tle majaczy jakiś cukier, czy inny słodzik. W zasadzie to nie ma tu nic z piwa. Pachnie to, jak jakiś owocowy napój, albo syrop (wiecie, taki co się rozcieńcza z wodą). Poziom sztuczności oceniam jako przeciętny – można powąchać i się nie przewrócisz.

środa, 22 lipca 2015

PO GODZINACH - ALTBIER

Jedziemy dalej z Amberowskim koksem! Tym razem na ruszt wrzucam drugie po koźlaku pszenicznym piwo z serii Po Godzinach, a jest nim niemiecki Altbier.
Po Godzinach to nowa linia piw z pomorskiego Browaru Amber, który powoli i nieśmiale próbuje konkurować z malutkimi browarami craftowymi. W założeniach trunki te oparte są na autorskich recepturach piwowarów tamtejszego browaru, a każdy wypust to limitowana edycja uwarzona w ilości „zaledwie” 200 hektolitrów. Czy to dużo? Z pewnością punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – taki Browar Podgórz, czy Piwne Podziemie mogą tylko pomarzyć o takiej ilości jednego piwa.
Jeszcze tylko słowo o opakowaniu. Podobają mi się etykiety Po Godzinach. Po pierwsze są spójne (co bardzo sobie cenię), po drugie mamy na nich sporo informacji: skład, krótkie info o stylu, miesiąc wypustu, tabelka o spodziewanym smaku, zapachu i barwie (szczególnie przydatna dla piwnych laików). Przydałoby się jeszcze IBU oraz temp. serwowania, ale nie wymagajmy za wiele. Po trzecie już z daleka po kolorze etykiety wiemy, z którym piwem mamy do czynienia. Całość prosta, niezbyt wyszukana i nieskomplikowana, ale zarazem skuteczna i przejrzysta. 


Altbier z Ambera w szkle prezentuje się dość przyzwoicie. Piana o barwie przybrudzonej bieli ładnie pnie się ku górze, dając nam obfitą czapę średnio i grubo ziarnistego puchu, który może nie jest zbyt gęsty i zbity, ale sumarycznie wystarczająco długo cieszy gały. Sam lacing natomiast do poprawy – piana bardzo niechętnie czepia się ścianek.
Piwo jest mętne, a jego barwa jest wprost prześliczna – miedziana z rudami i bursztynowymi refleksami. Naprawdę ładnie to wygląda.
Biorę pierwszy łyk i... kurczę trochę pustawe to piwo. Wiem, że nie jest to żaden RIS, czy Barley Wine, ale jak na 12% ekstraktu, to czuć sporą wodnistość. Pierwsze skrzypce to oczywiście słodowość, lekko opiekana, lekko tostowa, chwilami zbożowa, kojarząca się z półsłodkimi ciasteczkami. Nieco z boku do głosu próbuje dojść niewielka ilość chmielu, ale trzeba przyznać, że robi to dosyć nieudolnie. Daleko z tyłu natomiast pojawiają się nieśmiałe owocowe estry, jednakże ciężko jest wskazać coś konkretnego. Finisz został okraszony niezbyt mocną, acz obecną goryczką o chmielowym pochodzeniu, gładkiej teksturze i niezalegającym charakterze.

poniedziałek, 20 lipca 2015

CALL ME SIMON (2015)

Simon Martin znów na tapecie! Browar Pinta już po raz drugi dogadał się z walijskim vlogerem, czego efektem jest niniejszy specjał. Tak jak przy ubiegłorocznym Call Me Simon, tak i teraz mam spore wątpliwości, jaki ten człowiek wniósł wkład w owy projekt (mam nadzieję, że zostawił po sobie coś więcej niż tylko autograf na etykiecie).
Tak, czy siak oficjalnie jest to jakiś tam rodzaj współpracy...
W zeszłym roku kooperacyjnym piwem było imperialne Irlandzkie czerwone Ale, w tym roku także postawiono na piwo z gatunku klasyków i także podkręcono mu parametry. W ten sposób właśnie powstało Call Me Simon Imperial English Bitter.
Nie specjalnie przepadam za Bitterami, bo są po postu nudne, zwłaszcza patrząc na nie przez pryzmat trwającej u nas obecnie piwnej rewolucji. Z doświadczenia wiem jednak, że Pinta nawet z niezbyt obiecującego lagera potrafi zrobić porządne i smaczne piwko, które na długo zostanie w pamięci.


Otwieram, przelewam, cykam fotkę i wracam na chatę, by w domowym zaciszu poznać wszystkie uroki niniejszego trunku.
W szkle przywitała mnie mętna ciecz o jakże pięknym odcieniu miedzi i bursztynowych refleksów. Na powierzchni uformowała się przeciętnych rozmiarów piana o barwie ecru, która jest dość rzadka i grubo ziarnista, co przekłada się także na jej niezbyt długą egzystencję. Lacing obecny, ale absolutnie niczego nie urywający.
Nowa wersja Call Me Simon została doładowana, aż sześcioma odmianami angielskich chmieli i w rzeczy samej czuć te chmiele. Wyraźnie ziołowa nuta, wspierana jest przez przyjemną w odbiorze chmielowość, przechodzącą chwilami w rejony lasu iglastego i ściółki leśnej. W opozycji prym wiedzie solidna dawka słodu o nieco opiekanym charakterze, kojarząca się ze średnio wypieczonymi tostami i skórką od chleba. W tle natomiast buszuje całkiem wyraźna owocowość (rodzynki, brzoskwinie, śliwki węgierki) oraz nieco przeszkadzający/gryzący alkohol, który przywodzi na myśl belgijskie mocarze typu Tripel. Całość bardzo intensywna i złożona, tak bardzo, że chwilami wręcz sprawia wrażenie przyciężkawego i męczącego trunku.

sobota, 18 lipca 2015

VII DEGUSTACJA PIW - GRODZISKIE


Od „VI Degustacji Piw - Black IPA” minęło już kilka miesięcy, ale zapewniam Was, że przez ten czas nie próżnowałem. Oprócz rzecz jasna prowadzenia bloga, zajęty byłem „zbieraniem” piw w stylu Grodziskie na naszą kolejną degustację, która w końcu (po wielu trudach) kilka dni temu doszła do skutku.
Nie można chyba sobie wymarzyć lepszego terminu niż środek lata, na degustację tak lekkiego, sesyjnego i orzeźwiającego piwa, jakim jest nasze polskie Grodziskie!





Piwo Grodziskie

Grodziskie to jedyny, typowo polski styl piwa, który jest rozpoznawalny i coraz częściej warzony w wielu piwnych krajach, takich jak choćby USA, Niemcy, czy Czechy.
Geneza Grodziskiego sięga początku XIV wieku, ale szczyt jego popularności przypadał na końcówkę XIX wieku i pierwszą połowę XX. W owych latach piwo z Grodziska Wielkopolskiego było wysyłane do wielu krajów Europy, a także na inne kontynenty.
Przez kilkaset lat piwo Grodziskie było warzone w kilku browarach, lecz od 1922 roku jego produkcję ograniczono do jednego przybytku – Zjednoczonych Browarów Grodziskich, gdzie było niezmiennie warzone, aż do 1993 roku, kiedy to browar ten został zamknięty przez Lech Browary Wielkopolskie. Jako przyczynę rezygnacji z produkcji Grodzisza podawano jej nieopłacalność. Warto w tym miejscu jeszcze wspomnieć, że w latach 1929-1993 piwo to było objęte ochroną prawną jako wyrób regionalny (analogicznie jak niemiecki Kolsch, czy oryginalny francuski szampan). Jego wytwarzanie na mocy rozporządzenia Rady Ministrów zostało ograniczone tylko do terenu miasta Grodzisk Wielkopolski.

Obecnie styl ten przeżywa swoisty renesans i nie jest to wyłącznie zasługa reaktywacji Browaru w Grodzisku Wielkopolskim, ale także wielu innych małych browarów rzemieślniczych, które postanowiły uwarzyć swoje interpretacje Grodzisza. Styl ten pojawił się także w najnowszych opracowaniu BJCP - największej organizacji na świecie zajmującej się systematyką stylów piwa i szkoleniem sędziów. Mało tego – 20 czerwca tego roku piwo Grodziskie doczekało się swojego ogólnopolskiego Święta Piwa Grodziskiego, które być może w przyszłych latach zyska rangę święta międzynarodowego.


Sekretem wyjątkowości piwa Grodziskiego jest odpowiedni dobór składników, jak również charakterystyczna metoda produkcji.
Oryginalne Grodziskie było bardzo lekkim i sesyjnym, wędzonym piwem pszenicznym górnej fermentacji, gdzie największe znaczenie miał użyty słód, którym był tylko i wyłącznie słód pszeniczny wędzony dymem z dębu. Przy jego produkcji stosowano infuzyjną metodę zacierania z kilkoma przerwami. Nie bez znaczenia pozostawała także twarda grodziska woda oraz dobór aromatycznych chmieli, najczęściej lokalnych, uprawianych w Wielkopolsce (Nowotomyski), choć niekiedy sięgano też po Lubelski lub czeskie albo niemieckie odmiany. Na przestrzeni wielu dekad używano różnych szczepów drożdży, ale zawsze były to drożdże górnej fermentacji o czystym profilu, nie produkujące dużej ilości estrów i fenoli. Piwo klarowano karukiem, a do butelek dodawano specjalny szczep drożdży, po czym leżakowano je przez miesiąc w leżakowni, gdzie na półkach refermentowało i dojrzewało. Efektem tego zabiegu było bardzo wysokie wysycenie oraz obfita, biała piana – nie bez powodów zatem nazywano je polskim szampanem.




Parametry wg PSPD:
-         ekstrakt początkowy 7-8%
-         alkohol objętościowo 2.5-3,3%
-         goryczka 20-30 IBU

Aromat
Jest niski do umiarkowanego, pochodzący od dymu, który może być bardzo subtelny. Nuty chmielowe, zazwyczaj są obecne, w swojej intensywności powinny być najwyżej równe lub
mniejsze od nut dymnych. Bywa wyczuwalna także nuta zbożowa, pszeniczna. Opcjonalnie mogą być wyczuwalne również delikatne nuty owocowe, takie jak dojrzałego czerwonego jabłka czy gruszki, nie mogą być jednak intensywne. Nuty bananowe i goździkowe, typowe dla bawarskich piw pszenicznych są niepożądane, podobnie jak diacetyl.

Barwa
Od jasnożółtej do złotej, piwo powinno być bardzo klarowne. Mętność jest wadą.

Piana
Powinna być bardzo obfita i trwała o białej barwie.

piątek, 17 lipca 2015

MNICH

Dzisiaj ponownie snuje się za mną Grodziskie, tym razem z wrocławskiego Browaru Profesja, który podobnie jak trzy dni temu Dukla, debiutuje u mnie na blogu (zawsze, gdy piję piwko z nowego browaru jestem bardzo podekscytowany ;p).
Ten wciąż nowy i świeży browar, założony przez czterech pasjonatów napoju z pianką, bardzo szybko stał się rozpoznawalną marką wśród rodzimych rzemieślników. Niestety z dystrybucją ich piw już nie jest tak różowo, choć obiektywnie stwierdzam, że powoli robi się coraz lepiej w tym temacie :)
Znam już wyniki przedwczorajszej „VII Degustacji Piw – Grodziskie”, jednak zanim przeleję wszystko na papier (a raczej na monitor), postanowiłem sięgnąć po jeszcze jednego Grodzisza, który podczas naszego „testu” stawał w szranki z innymi krajowymi reprezentantami tego gatunku.
Trunek z Profesji nie za bardzo wpisuje się w kanony oryginalnego piwa Grodziskiego, o czym świadczy podwyższony ekstrakt (8,6° Blg), nieco wyższy woltaż oraz zasyp, w którym „ukradkiem” wylądował słód jęczmienny. Trzeba jednak zauważyć, że Mnicha przefermentowały oryginalne grodziskie drożdże, odzyskane z butelki rozlewanej jeszcze w Grodzisku Wielkopolskim (cuda, normalnie cuda! ;p). 


W trakcie przelewania piana rośnie nader wstrzemięźliwie – co prawda nie jest jakoś szczególnie niska, ale jak na Grodziskie to chyba ciut za mało. Śnieżnobiały puch posiada drobną strukturę, przyzwoity lacing oraz średni czas opadania. Nie ma tragedii, ale również niczego więcej ponad przeciętność.
Piwo jest lekko mętne, w barwie typowo złociste. Przyznam szczerze, że jest dość ciemne jak na ten styl, choć w tłumie ujdzie (górna granica skali jak to mówią).
Teraz pora na wąchanko - nozdrza zatykają mi bardzo wyraźne owocowe estry, głównie  w postaci gruszek, bananów i delikatnego aldehydu octowego (zielone jabłuszka)! Z boku wtórują im subtelne fenole (goździk) oraz całkiem pokaźne złoża biszkoptów i pszenicznej słodowości, która jest wyraźnie słodka. Hefe-weizen to jakiś, czy co za cholera? – se pomyślałem. Chmielu nie ma tu praktycznie w ogóle, a spodziewanej wędzonki (w końcu to Grodzisz) jak na lekarstwo. Coś tu nie gra...

wtorek, 14 lipca 2015

DĘBOWA PANIENKA

Wiecie co? Bardzo wkur... mnie ta pogoda! Jednego dnia jest upał ponad trzy dychy, następnego temperatura spada o ponad 10 stopni, a już trzeciego dnia słupek rtęci z trudem wskazuje 17 kresek! Do tego między czasie dochodzi deszcz (choćby dzisiaj, czy wczoraj). Jest lato, mam urlop, miałem ambitne plany, aby te dwa tygodnie skrzętnie wykorzystać, ale póki co wszystko pali na panewce. Głównie przez pogodę właśnie.
Tak się akurat złożyło, że jutro, mimo braku upalnego lata, odbędzie się VII Degustacja Piw, której tematem będzie piwo Grodziskie (Częstochowskie Bractwo Piwne cyklicznie robi degustację różnych stylów piwa, oceniamy je anonimowo i wybieramy najlepsze). Jako przedsmak tego wydarzenia w szklance ląduje dzisiaj Dębowa Panienka z Browaru Dukla.
Jak łatwo się domyśleć, na moim blogu jest to debiut tego rzemieślniczego browaru rodem z Podkarpacia. Browar de facto nie jest umiejscowiony w Dukli, lecz tuż obok w miejscowości Cergowa. Jego założycielami są Marek Zajdel i Tomasz Zajdel, którzy operują także miejscową restauracją „Tawerna Pod Piratem”. 


Piwo Grodziskie nie jest mi obce – piłem wielu krajowych reprezentantów (mniej lub bardziej zbliżonych do oryginału z Grodziska Wielkopolskiego), zawsze przy tym powtarzając, że nie jestem wielkim fanem tego stylu. Po prostu tak lekkie i nisko ekstraktywne piwa mi nie podchodzą, choć z reguły wędzonki bardzo szanuję i lubię.
Ciekawe jak na kanwie moich dotychczasowych doświadczeń wypadnie grodzisz z Browaru Dukla, który właśnie u mnie debiutuje?
Dębowa Panienka po przelaniu okryła się miękką i puszystą kołderką białego puchu, złożonego z mieszanej wielkości pęcherzy. Owa pierzynka jest obfita i umiarkowanie trwała, zostawia średnio liczne zacieki na szkle. Jak na Grodziskie jest nieźle, ale z pewnością mogłoby być lepiej.
Piwo jest bardzo mętne (choć nie wlałem osadu z dna), a jego barwa jasno złota, lekko żółtawa.
W aromacie bez problemu wyczuwam przyjemną i dość wyraźną nutę wędzoną, przywodzącą na myśl dym, tudzież palące się drewno. Wędzonka ta nieźle współgra z lekką słodowością typu pszenicznego oraz chlebowo-zbożowymi klimatami. W tle pałęta się niezbyt mocna, acz obecna woń łagodnego chmielu i ulotnej trawy. Całość nader wyrazista jak na ten ekstrakt (7,7°Blg), a przy tym wydaje się być dobrze przemyślana, skomponowana i wykonana.

piątek, 10 lipca 2015

PO GODZINACH - KOŹLAK PSZENICZNY

Pomorski Browar Amber do tej pory w ogóle nie był kojarzony z piwowarstwem nowofalowym. Co prawda miał i nadal ma w swojej ofercie kilka ciekawych – jak na tamte czasy – piw (Żywe, Koźlak, Pszeniczniak, Porter), ale powiedzmy sobie szczerze, że nie jest to nic z tzw. nowej fali.
Na szczęście producent z Bielkówka wraz z początkiem tego roku, ocknął się z piwnego marazmu i postanowił zawalczyć o serca beer geeków, wypuszczając limitowaną edycję piw Po Godzinach. Najpierw pojawił się Weizenbock, później na salony wkroczył Altbier, ale tak naprawdę dopiero trzecie piwo (AIPA) z serii Po Godzinach można uznać za trunek godny piwnej rewolucji, która szaleje u nas już od co najmniej trzech lat.
W mojej kochanej piwnicy mam wszystkie trzy ww. piwa i na początek chciałem poczęstować się ajpą, niestety upływający czas zarządził inaczej. Za tydzień mija bowiem termin ważności Koźlaka Pszenicznego. Chcąc, nie chcąc będzie więc chronologicznie. 


Kurcze, zaczynam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem solidnie mieszając drożdżowy osad z dna butelki. Fakt – lubię drożdżowe klimaty w piwach pszenicznych, ale jeszcze nigdy w życiu nie widziałem tak mętnego piwa! Jest brunatne niczym niedźwiedź brunatny, gęste, zawiesiste i mętne jak woda w kałuży po rajdzie WRC. Szczerze – wygląda ohydnie.
Generuje za to bardzo obfitą i gęstą czapę beżowej piany, która jest drobno ziarnista, sztywna, gęsta i bardzo długo utrzymuje się przy życiu. Wywołuje tzw. efekt wow (dla niekumatych – czyt. łał ;p).
O kolorze już była mowa, więc jedziem dalej. Piwo jest średnio mocno wysycone, a jego smak jest dosyć słodki muszę przyznać. Zapewne owa słodycz pochodzi od słodu pszenicznego i karmelowego, które w rzeczy samej robią tutaj niezłą robotę. Mam wrażenie, że po języku hasa mi świeżo wypieczone, pszenne ciasteczko, polane sowicie karmelem. Nieco z boku trzymają się nieśmiałe akcenty toffi, przypieczonej skórki chleba, tostów i herbatników. W tle pobrzmiewa natomiast delikatna, acz wyraźna nutka bananów, drożdży oraz szczypta goździka. Goryczka bardzo znikoma. Smak niemal książkowy jak widać, do tego bardzo smaczny (choć nieco nazbyt słodki moim zdaniem).

wtorek, 7 lipca 2015

KASZTELAN SPECJAŁY - NIEFILTROWANE

Jak pewnie zauważyliście, dwa dni temu mocno zawiodłem się na niefiltrowanym lagerze z Browaru Staropolskiego. Chyba zbyt mocno wierzyłem, że producent ów może uwarzyć coś sensownego na lato. Niestety na pobożnych życzeniach się skończyło... Trafiłem bowiem na niezbyt smaczny okaz.
Nie zraziłem się jednak do piw pozbawionych procesu filtracji, więc dzisiaj także na ruszt wrzucam mętnego lagera. W swoich piwnicznych zasobach miałem tylko jedno takie piwo, więc wybór trwał mniej niż pierdnięcie muchy. Chwyciłem Kasztelana Niefiltrowanego i w nogi!
Swoją drogą już od dawna byłem ciekawy jak sumarycznie wypadnie cała trójka nowych Kasztelanów. Póki co, zarówno Białe jak i Chmielowe absolutnie niczego nie urywały, choć do niedobrych było im także daleko. Sądzę, że są trochę lepsze i ciekawsze niż wszystkie koncerniaczki z napisem „jasne pełne”. 


Rzeczone piwo pieni się przyzwoicie. Początkowo biała czapa rośnie szybko i z dumą zajmuje jedną trzecią kufla. Niestety piana nie jest tak sztywna i zbita, jak byśmy tego oczekiwali. W efekcie opada w średnim tempie, dziurawiąc się po drodze i tworząc umiarkowany, lecz widoczny lacing.
Wysycenie jest średnie i powiem szczerze, że w związku z temperaturą, nie obraziłbym się, gdyby było trochę wyższe. Kolor piwa jest wyraźnie mętny, klasycznie złocisty.
Najpierw smak, bo pić mi się chce jak rybie pływać. Biorę jeden łyk, drugi, trzeci. Nie jest źle, choć do euforii także mi daleko. Dominuje wyraźna słodowa baza typu zbożowego z niewielką domieszką białego pieczywa i herbatników. Z tła można wyłuskać śladowe ilości Humulus Lupulus, znaczy się chmielu i w zasadzie to, by było na tyle. Aha, jest jeszcze nieznaczna goryczka o chmielowo-ziołowym profilu, jednak jest ona na tyle słaba, że nawet nie jest w stanie w połowie skontrować solidnego słodowego kręgosłupa, który jak widać jest motywem przewodnim tego napitku. Osobiście lubię lekko słodkawe, chlebowo-zbożowe klimaty, ale kurna goryczka też jest przecież fajna...

niedziela, 5 lipca 2015

ZDUŃSKIE NIEFILTROWANE JASNE

Upałów ciąg dalszy, więc aby się nie odwodnić trza dużo pić. Jak to mówią -  „człowiek nie wielbłąd, a pić musi”. Zwłaszcza taki człowiek jak ja, który piwo stawia ponad każdy dostępny na świecie napój (alkoholowy, czy też nie).
Dzisiaj wybór padł na niefiltrowanego lagera ze Zduńskiej Woli.
Wiem, że browar ten nie szczyci się nieposzlakowaną opinią, ale zakładam, że tak lekkie (10°Blg) piwo może mi nieco pomóc ugasić pragnienie. Niski woltaż, niski ekstrakt, browar regionalny, otwarte kadzie – zapowiada się naprawdę ciekawie.
Brak filtracji powinien dostarczyć mi dodatkowych witamin, mikro i makroelementów, tak niezbędnych, gdy wokół żar leje się z nieba.
No, ale dość już tych farmazonów – ja tu mam piwo do wypicia!


Niefiltr ze Zduńskiej Woli nalał się z przeciętnych rozmiarów pianą o białej barwie i bardzo drobnej strukturze. Jej wysokość nie przyprawia o zawał, podobnie rzecz się ma z trwałością – piana opada dość szybko, nie brudząc prawie w ogóle szkła. Sumarycznie niezbyt rewelacyjnie to wszystko wygląda.
Piwo jest rzecz jasna bardzo mętne i nieprzejrzyste, a jego kolor oscyluje gdzieś pomiędzy ciemnym złotem, a miodem.
A propos miodu, to jest on jednym ze składowych aromatu. Nie będę ściemniał, że to jakaś pożądana cecha – zazwyczaj sugeruje to utlenienie piwa. Poza dzbanuszkiem miodu w szkle majaczy mi jeszcze odrobina drożdżowych naleciałości oraz całkiem sporo przyciężkawych akcentów słodu, kojarzących mi się z piwnicą lub nieświeżym piwem. W rzeczy samej owa słodowość  przybiera tutaj postać zleżałego zboża, skórki od chleba oraz słodkich biszkoptów. Całość intensywna, ale sumarycznie jest ciężka, tęga, toporna i niezbyt zachęcająca do wychylenia zawartości szklanki, zwłaszcza przy takiej upalnej pogodzie...

piątek, 3 lipca 2015

EURYDYKA

Już dawno temu przestałem być na bieżąco z wyrobami Browaru Olimp, toteż każdy ich produkt, który wpadnie mi w ręce cieszy mnie podwójnie. Jednym z ostatnich herosów z Olimpu jest właśnie Eurydyka, czyli Herbal Bitter.
Otwarcie trzeba przyznać, że angielski Bitter to dość nudnawy styl, zwłaszcza patrząc przez pryzmat obecnie trwającej u nas piwnej rewolucji. Nie mniej jednak Olimp raczej nigdy nudą nie grzeszył, toteż jest to Bitter wykonany na modłę nowofalową. Poza chmielem Cascade robotę mają tutaj robić zioła, a mówiąc dokładniej popularna ostatnio trawa cytrynowa i werbena cytrynowa... zaraz, zaraz, skąd ja to znam? Tak! Rocknrolla od Kingpina – tam też użyto werbeny. Zapomniałem jeszcze wspomnieć o skórce pomarańczy, ale to już przecież wszyscy dobrze znają.
W końcu doczekaliśmy się prawdziwie letnich temperatur i w związku z tym bardzo jestem ciekawy, jak przy takiej aurze sprawdzi się podrasowany cytrusowymi dodatkami Bitter


Do samego wyglądu raczej ciężko jest się przyczepić. Biała jak śnieg piana, może nie jest tak obfita jak przy weizenie, ale i tak jest nieźle. Średnio pęcherzykowa i średnio wysoka pierzynka opada w przeciętnym tempie, delikatnie brudząc przy tym szkło.
Piwo jest leciutko mętne, w zasadzie to opalizujące, a jego barwa jest ciemno złocista i bardzo przyjemna dla oka.
W aromacie wspomniane roślinki (zioła) czuć już po odkapslowaniu butelki. Po przelaniu jest tylko lepiej – zioła i wyraźnie rześkie cytrusy tworzą tutaj bardzo dobraną parę, która nie daje rozwinąć skrzydeł stonowanej nieco słodowości. Mam wrażenie, że owa słodowość jest minimalnie opiekana, poza nią czuję także niewielką domieszkę karmelu i chmielu, a w tle dość przyjemną zbożowość. Mówiąc szczerze, to całkiem fajnie się to wącha. Nie spodziewałem się takiej ziołowej bomby, polanej obficie sokiem z cytryny, limonki i grejpfruta.

środa, 1 lipca 2015

PIWNA KRONIKA - CZERWIEC 2015


Pogoda jakoś szczególnie nie rozpieszcza nas ostatnio, no ale jakby na to nie patrzeć mamy lato. W związku z tym jak grzyby po deszcze zaczęły się pojawiać typowo letnie piwa, chociaż oczywiście innych trunków też ci u nas dostatek. Lato to również sezon piwnych festiwali, których z roku na rok jest coraz więcej – w czerwcu także ich nie brakowało! Nie można również zapominać o nowych browarach, bo to przecież one są główną siłą napędową piwnej rewolucji. I właśnie o tym wszystkim możecie dowiedzieć się czytając comiesięczne wydanie Piwnej Kroniki Amator Piwa!

 

Premiery

  • Browar Wrężel w czerwcu mocno zaakcentował swoją obecność, wypuszczając aż trzy nowinki: Wrężel Summer (Summer Ale), Wrężel RIPA (Rye IPA) oraz Wrężel DW (Double Witbier).
  • Browar Piwoteka natomiast uraczył nas dwiema nowościami: Cerstvy Napad (Żatec Pale Ale)  i Zupa Dębowa (Rye Pale Ale z płatkami dębowymi).
  • Browar kontraktowy Solipiwko zaaplikował kooperacyjne piwo o nazwie Nomono. Kooperantem jest agencja kreatywna Nomono, a piwo to New Zealand Freestyle APA.
  • Zniewieściały Czarnoksiężnik w stylu Red Ale, to ostatnie piwo z pierwszego sezonu projektu Chmielogród, który warzy w Browarze Piwna oraz w Witnicy.
  • Browar Spirifer w końcu się przebudziło i wydał na świat piwo Tour (AIPA). Ponadto w sklepach pojawiło się także H.Exe India Pale Ale – jest to dokładnie to samo piwo, tylko że z etykietą zaprzyjaźnionego zespołu o tej właśnie nazwie.
  • Kolejnej kooperacji z zespołem Behemoth dorobił się Browar Perun. Tym razem spłodzili Behemoth Profanum w stylu Black IPA.
  • Pinta również dorzuca coś od siebie – Niedobity określany jako Underground, Call Me Simon 2015 (Imperial English Bitter) oraz Kwas Beta w zapomnianym niemieckim stylu Lichtenhainer, który jest już drugim ich ‘kwachem’ i zarazem Pintą Miesiąca czerwca 2015.
  • Some Like It Hot (American Wheat z trawą cytrynową) oraz Roman Holidays (Black Witbier) to dwa najnowsze piwa z Browaru Raduga.
  • Świętochłowicki Browar Reden także nie próżnował, czego efektem jest: 1) MILCoffeeL (Coffee Milk Stout), 2) Hamerykansky Drim (American Lager single hop Centennial), 3) Mr. Blonde (Belgian Blond Ale).
  • Natomiast Minibrowar Reden z Chorzowa wypuścił na rynek piwo Ruda Planeta w stylu Red Ale.
  • Grodzilla Dudette (Grodziskie) i No-Mi Hopback Pale Ale – tak brzmią nazwy najnowszych wypustów z Piwnego Podziemia. 
  • Browar Na Jurze w czerwcu wzbogacił się o trunek Szatańska oBELGa. Jest to piwo w stylu Belgian Golden Strong Ale.
  • Szajba (Roggenbier z chili) – to najnowsze dzieło kontraktowego Browaru Szałpiw z Poznania.
  • Nowy Browar Profesja z Wrocławia pokazał światu dwie nowości: Młynarz (American Wheat) oraz Mnich (Grodziskie).
  • W Witnicy zabutelkowano piwo Lubuskie Witbier. Jest to specjał uwarzony wg receptury Piotra Kowalskiego, zwycięzcy I Lubuskiego Konkursu Piw Domowych.