niedziela, 28 czerwca 2015

WRĘŻEL CDA

Mocno zaskoczony rewelacyjną formą ciemnej ipy od Birbanta, postanowiłem dalej zgłębiać temat jednego z najbardziej lubianych przeze mnie stylów piwa. Dziś więc w końcu na wokandzie ląduje u mnie Wrężel CDA (dla niewtajemniczonych: CDA = Black IPA).
Pierwszy raz miałem okazję z nim obcować podczas naszej VI Degustacji Piw, w której to raczyliśmy się polskimi reprezentantami tego nowofalowego stylu i wybieraliśmy najlepsze z nich. Jak się okazało Cascadian Dark Ale od Wrężela zajęło dość odległe, ósme miejsce pośród jedenastu kandydatów. Przyznam, że byłem dość zdziwiony takim obrotem sprawy, bowiem Browar Wrężel uważam za jednego z najbardziej solidnych polskich rzemieślników.
Od tamtego czasu, czyli od marca piłem to piwo kilkakrotnie i wiecie co? Za każdym razem coraz bardziej mi smakowało! Dość powiedzieć, że ostatnim razem w świetny sposób skomponowało mi się z karkówą i kiełbachą z grilla :) Było naprawdę przepyszne.
Czas więc przyjrzeć mu się z bliska, rozłożyć go na czynniki pierwsze, a przy okazji porównać z Citra IPA Dark od Birbanta.


Mój dzisiejszy gość pieni się całkiem przyzwoicie. Beżowej barwy czapa posiada mieszaną ziarnistość, niestety dość szybko się dziurawi. Sumarycznie opada z umiarkowaną prędkością, zostawiając przy tym niezbyt liczne zacieki na szkle.
Z wyglądu piwo jest bardzo ciemne, w zasadzie niemal czarne, choć pod silne światło i przy cienkim szkle z pewnością można ujrzeć brunatne przebłyski.
A teraz to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli degustacja!
Wącham zawartość i od razu wiem, co tu jest grane. Aromat jest silny i zdecydowany, ale niekoniecznie wielowątkowy. Prym wiedzie mocna i przyjemna woń opiekanego (nie palonego) słodu, wspomagana przez równie liczne nuty kawy zbożowej. Kroku próbuje im dotrzymać przypieczona skórka chleba, tosty i inne melanoidy, jednak nie przychodzi im to łatwo. Czekoladowych niuansów jest tu jak na lekarstwo, podobnie zresztą jak amerykańskich chmieli, z wyłapaniem których nawet homeopaci mogą mieć spore problemy. Gdzie są cytrusy się pytam? Gdzie tropiki i żywica? Ładny to zapaszek, ale obecna warka jest nad wyraz jednostajna – wyraźnie brakuje mi tu pochodnych chmielu, które zostały niemal doszczętnie zepchnięte w kąt.

piątek, 26 czerwca 2015

BIRBANT CITRA IPA DARK

Citra IPA Dark to bodajże najnowsze dzieło Krzyśka Kuli i Jarka Sosnowskiego z Browaru Birbant. Stanowi ono trzecie podejście do ich sztandarowego trunku – Citra IPA, który jak sądzę, jest dla nich tym, czym kultowy Pacific dla Artezana.
Mój dzisiejszy gość to oczywiście piwo w stylu Black IPA, który wprost uwielbiam! Połączenie nowofalowych lupulin z kawą, czekoladą i lekko opiekanymi słodami, to muzyka dla moich uszu.... znaczy się uczta dla mojego podniebienia ;)
Podobnie jak dwa poprzednie wcielenia, trzecia wersja citry ipy także jest single hopem na chmielu Citra. Oczywiście zasyp jest inny, ale ogólnie rzecz ujmując jest to ciemna wersja jasnego piwa (jakkolwiek by to nie zabrzmiało). Zresztą Birbant nie jest pierwszym, ani ostatnim, który zdecydował się na taki zabieg.
Uwagi: piwo zostało uwarzone w Witnicy, więc jest pewien rodzaju strach, mimo, że nie jest to debiut Birbanta na tej warzelni.


Otwieram i przelewam. Już z daleko czuję nadzwyczaj śmiałe cytrusy, ale o tym za chwilę.
Piwo pieni się iście wzorowo – bujna czapa o barwie ecru zajmuje ponad połowę objętości tulipa! Jest gęsta, kremowa, drobna i puszysta. Opada nad wyraz wolno, zostawiając obfity nalot na ściankach.
W szkle trunek wydaje się być czarny, jednak to złudzenie. W rzeczywistości jego kolor jest ciemno brązowy, taki ciemno brunatny mówiąc inaczej.
Zanim skupię się na aromacie, muszę posmakować to cudo. Już od pierwszego łyku moje kubki smakowe zostają zanurzone w płynnej i gorzkiej czekoladzie, zmieszanej ze średnio mocną, świeżo parzoną kawą. Wtórują im łagodnie cienie ciemnych słodów, które są trochę opiekane, aczkolwiek paloność nie jest zbyt duża (i dobrze). W tle natomiast można odnaleźć garść cytrusów, nuty przyjemnego chmielu oraz całkiem sporo żywicy, która płynnie przechodzi w konkretną goryczkę. Idealnie kontrująca, chmielowo-żywiczna goryczka jest mocna i wyraźna, ale z pewnością nie przesadzona. Doskonale punktuje słodową bazę i wnosi spore pokłady wytrawności, choć z czasem nieco zalega. Bardzo fajnie to wszystko smakuje, jest świetnie zbalansowane i pozostawia przyjemne odczucie w ustach. Mniam!

środa, 24 czerwca 2015

PORTER CIESZYŃSKI

Wiem, że czerwiec to niezbyt najlepsza pora roku na tak ciężkie i mocarne piwa jak portery bałtyckie, ale z tym akurat piwem nie zamierzam czekać do zimy. Zresztą sami przyznacie, że jak na razie, to lata za bardzo nie widać. Słupek rtęci z trudem dobija do osiemnastu kresek, więc sorry...
Porter Cieszyński to już piąte degustowane przeze mnie piwo ze zrestrukturyzowanego Browaru Zamkowego Cieszyn i wg mnie jest to jedno z dwu najciekawszych, pośród sześciu piw z tej serii (to drugie to Stout Cieszyński).
Jak tylko się pojawił ów porter, od razu wietrzono spisek, w którym zakładano iż ceniony i wszystkim znany Żywiec Porter, może być tym samym piwem lub ewentualnie nieznacznie się różniącym, gdyż obydwa powstają w cieszyńskim browarze. Różnica w parametrach co prawda istnieje, ale jest niewielka – tylko jeden stopień Plato (Żywiec Porter po zmianie szaty graficznej w ubiegłym roku, został odchudzony o 1% ekstraktu, więc teraz ma 21° Plato).
Początkowo miałem nawet ochotę zrobić bezpośrednie porównanie obydwu porterów z Cieszyna, ale obecnie uważam, że nie ma sensu bawić się w Detektywa w sutannie, czy jakiegoś innego Sherlocka. Kilku śmiałków już mnie w tej kwestii uprzedziło i wszyscy byli zgodni, że to są dwa odmienne piwa, więc wszelakim spekulacjom mówimy krótkie i stanowcze „nie!”. 


Porter Cieszyński urzeka swoją czarną i nieprzejrzystą barwą, a także cudowną pianą. Na powierzchni cieczy uformowała się średnio ziarnista, dość pokaźnych rozmiarów czapa puszystej piany, która kolorem przypomina kawę z mlekiem. Jej trwałość jest zadowalająca, w przeciwieństwie do znikomego lacingu, którego prawie nie ma.
W pierwszych kilku łykach atakuje mnie lekko rozgrzewająca nuta alkoholu, która na szczęście z czasem maleje, a może to ja się do niej przyzwyczajam? Piwo, jak przystało na 22° Plato, jest gęste, wyklejające i dość słodkawe, jednak chyba nie przesadnie słodkie. Dominują wiodące tony czekolady...., całe morze słodko-gorzkiej czekolady, oblane dookoła łagodnym echem kawy z mlekiem i szczyptą karmelu. Nieco w głębi czają się ciemne, delikatnie palone słody, odrobina melasy oraz garść owocowych wtrętów (rodzynki, czarna porzeczka, wiśnia, śliwka węgierka). Na finiszu swoje macki wyciąga do mnie umiarkowanie mocna goryczka, która niestety jest trochę zbyt piekąca, alkoholowa i nie do końca ułożona. Poza tym mankamentem piwo smakuje bardzo dobrze.

wtorek, 23 czerwca 2015

VI CZĘSTOCHOWSKI KONKURS PIW DOMOWYCH - WYNIKI



W dniu 20 czerwca 2015 roku odbyła się kolejna, szósta edycja Częstochowskiego Konkursu Piw Domowych Bractwa Piwnego (VI CKPD BP). Jak co roku moja skromna osoba brała czynny udział w tym przedsięwzięciu. W związku z tym postanowiłem napisać krótki post, podsumowujący to, jakże ciekawe wydarzenie.

 

 

KATEGORIE


Tak jak w latach ubiegłych, organizatorskiego trudu VI CKPD BP podjął się Częstochowski Krąg Lokalny Bractwa Piwnego oraz Częstochowska Organizacja Turystyczna.
W tym roku było cztery kategorie konkursowe, a w sumie to nawet pięć:
- American Pale Ale (18A. American Pale Ale - wg BJCP)
- Oktoberfestbier (03B. Oktoberfest - wg BJCP)
- Wędzone (22B.
Other Smoked Beer - wg BJCP)
- Świąteczne ( 21B.Christmas/Winter Specialty Spiced Beer - wg BJCP)
- Piwo niskoalkoholowe .
“Celem tej kategorii jest popularyzowanie piw o niskiej zawartości alkoholu. Do konkursu piwowarzy mogą zgłaszać smaczne, dobrze pijalne piwa o zawartości alkoholu od 0 do 4 ABV%. Piwa zgłoszone do konkursu zostaną zbadane laboratoryjnie w celu uzyskania dokładnej zawartości alkoholu”.
Oczywiście istnieje tu jeszcze stara nomenklatura BJCP (obecnie nieobowiązująca) odnośnie nazw i symboli stylów, ale po prostu regulamin konkursu został opracowany dużo wcześniej niż obowiązujący od niedawna nowy przewodnik BJCP.


Uczestnicy mogli wystartować we wszystkich pięciu kategoriach, ale w każdej z kategorii mogli wystawić tylko jedno piwo!
W tym miejscu przypomnę jeszcze, że Konkurs został przeprowadzony zgodnie z "Zasadami Dobrej Praktyki dla Konkursów Piwa" wg PSPD.

ILOŚĆ PIW


Cofając się pamięcią wstecz, wyraźnie widać duży progres ilości zgłoszeń do naszego konkursu. W tym roku oczywiście został pobity ubiegłoroczny rekord, bowiem do Częstochowy przysłano, aż 124 piwa!
  • 43 w kategorii American Pale Ale
  • 15 w kategorii Oktoberfestbier
  • 22 w kategorii Piwo niskoalkoholowe
  • 11 w kategorii Świąteczne
  • 33 w kategorii Wędzone
Tak duża liczba zgłoszeń wymusiła na nas zrobienie eliminacji w przypadku piw niskoalkoholowych, APA oraz wędzonych.
Jak co roku piwa oceniali dwie komisje: branżowa i konsumencka. Ta pierwsza teoretycznie powinna znać się na piwach, natomiast ta druga to ludzie niezwiązani z branżą, typu dziennikarze, przedstawiciele różnych władz i wszelakich organizacji, czyli tak zwani piwni Janusze.

NAGRODY


Osoby z trzech pierwszych miejsc wskazane przez Komisję Konsumencką otrzymały wyróżnienia (dyplomy), natomiast trzy najlepsze piwa w każdej z kategorii ocenionej przez Komisję Branżową zostały nagrodzone bardziej wartościowymi giftami (statuetki, bony rabatowe oraz vouchery na sklepy z piwnymi akcesoriami, itp.). Nic to jednak w porównaniu do tzw. nagrody specjalnej, przyznawanej przez Komisję Branżową.

W tym roku po raz pierwszy zostały przyznane dwie nagrody specjalne, będące nie lada gratką dla każdego piwowara domowego:
1)      dla człowieka, którego piwo otrzymało najwięcej punktów ze wszystkich kategorii (oprócz niskoalkoholowe) jest to możliwość uwarzenia piwa wg zwycięskiej receptury w Browarze Wąsosz!!!
2)      dla człowieka, którego piwo zdobyło najwięcej punktów w kategorii Świąteczne jest to możliwość uwarzenia piwa wg zwycięskiej receptury w restauracyjnym Browarze Czenstochovia!!!



Zanim przejdę do meritum, czyli wyników, podam jeszcze skład sędziowski: Borys Banasiak (Antybrowar, sędzia PSPD), Maciej Grzywacz (Browar Wąsosz), Piotr Kucharski (bloger piwny, sędzia PSPD), Remigiusz Staroń (sędzia PSPD), Piotr Kaleta (sędzia PSPD), Andrzej Grzeliński (piwowar domowy, Bractwo Piwne), Piotr Wyrwas (bloger piwny), Magdalena Banasiak (Antybrowar, sędzia PSPD) oraz Marcin Olczyk (Bractwo Piwne).

WYNIKI


Piwa w stylu American Pale Ale, oceniane przez Komisję Branżową:
I miejsce z wynikiem 37,7 - Maciej Ciupke
II miejsce z wynikiem 37 - Jacek Stachowski
III miejsce z wynikiem 36,7 - Mateusz Ginał

sobota, 20 czerwca 2015

PRINCE

Dziś kolejne, bardzo lekkie, sesyjne i odpowiednie na lato piwa (tylko tego lata kurka jakoś nie widać).
Prince to najnowszy wąsacz z Browaru Wąsosz, który pojawił się na rynku bez większego echa (chyba nie muszę wyjaśniać czyj zarost widnieje na etykiecie?). Co niektóre osoby do tej pory nie wiedzą, że istnieje to piwo. Trochę to dziwne, bowiem poprzednie ‘piwa z wąsem’ były dość mocne reklamowane na profilu browaru. Tym razem jednak postanowiono zupełnie zrezygnować z fejsbukowej propagandy.
Prince jest bliskim kuzynem Steve’a, który był amerykańskim lagerem. W odróżnieniu od niego, mój dzisiejszy gość jest amerykańskim eljem, czyli piwem na drożdżach górnej fermentacji. Niby wszystko jasne i klarowne, ale za cholerę nie mogę pojąć dlaczego nie opisali go jako American Pale Ale, czyli popularna APA?
Napomnę tylko jeszcze, że niniejsze piwo to świetny materiał do sprawdzenia i utrwalenia sobie walorów organoleptycznych chmielu Simcoe, bowiem jest to single hop.


Otwieram i przelewam. Rzeczone piwo pieni się bez zastrzeżeń – biała czapa jest dość obfita i obszerna. Tylko, że jej mieszano ziarnista tekstura szybko się dziurawi i w konsekwencji opada nieco szybciej niż byśmy sobie tego życzyli. Lacing za to jest wyraźnie zaznaczony - porządnie brudzi mi szkiełko.
Wysycenie jest średnie w kierunku wysokiego, przyjemnie i delikatnie poszczypuje język. Kolor piwa cechuje się ładnym, złocistym odcieniem, przy czym jest lekko mętny.
A co ciekawego oferuje nam Simcoe? Sam aromat jest dosyć intensywny, typowo chmielowy, z wyraźnie zaznaczoną dominantą iglaków, głównie sosny. Nie brakuje tu również ziołowych i trawiastych akcentów, które ładnie korespondują z delikatnym muśnięciem słodowym. Cytrusy zostały stonowane do minimum, podobnie zresztą jak owoce tropikalne, tak dobrze wszystkim znane z innych amerykańskich odmian chmielu. W tle natomiast baraszkuje sobie subtelna i spokojna woń kwiatów. Całkiem nieźle się to wącha, ale jak się człowiek już przyzwyczai do tej chmielowej owocowości, to potem ciężko jest mu o tym zapomnieć.

czwartek, 18 czerwca 2015

ŁOWICKIE POLISH STOUT

Browar Bednary to polski król stoutów. Ile już wypuścili różnych interpretacji stoutu pewnie sami nawet nie wiedzą, ale wyraźnie widać, że mocno sobie upodobali te czarne trunki.
Łowickie Polish Stout to bodajże najnowsze dzieło Rafała Łopusińskiego, które zostało podpięte pod ten, typowo kojarzony z Irlandią styl piwa. Jakiś czas wcześniej na rynku pojawiło się Łowickie Stout – mimo bardzo podobnej nazwy, nie są to te same piwa.
Zadaniem niniejszego specjału z pewnością nie jest szokowanie smakiem, czy z księżyca wziętymi dodatkami, których tu po prostu nie ma. Jest to typowo klasyczny reprezentant stylu, gdzie całą robotę ma robić kombinacja ciemnych słodów i polskich najpopularniejszych odmian chmielu – lubelski, marynka i sybilla. 

Polish Stout z Bednar jest czarny jak górnik po ośmiu godzinach pracy. Co prawda w specjalnym przewężeniu tego specjalistycznego szkła, widać ciemno brązową barwę, ale przecież nie sędziuję na konkursie, tylko siedzę w domu na kanapie.
Piwo generuje sporych rozmiarów pianę, która z pewnością może się podobać. Jest drobna, zbita i dosyć trwała, choć z czasem zaczyna się dziurawić. Jej ciemno beżowa barwa słusznie kojarzy się z kawą z mlekiem. Naprawdę ładnie to wszystko wygląda.
Trunek jest chyba jeszcze trochę za zimny, więc wpierw napiję się kilka łyczków. Zakładam, że jest to wytrawny stout, bowiem kawowe klimaty oraz ciemne, umiarkowanie palone słody wydają się dominować nad subtelną, acz wyczuwalną nutą gorzkiej czekolady. W tle pałęta szczypta ziołowego chmielu, niewielki kwasek oraz minimalny popiół. Tuż po przełknięciu do głosu dochodzi dość wyraźna goryczka – krótka, niezalegająca i szlachetna. Szybko wychodzi z cienia, robi co trzeba i znika – super! Całość dość kremowa, gładka, gęstawa i nieco oleista.

wtorek, 16 czerwca 2015

ROZTOCZAŃSKIE DYMIONE

Roztoczańskie Dymione już od przeszło pół roku krąży po Polsce, ja jednak jakimś przedziwnym trafem nigdy nie mogłem na niego trafić (urok jakiś, czy co? - myślałem). Niedawno jednak, ku mojej uciesze, nasze ścieżki się przecięły i to chyba w najmniej spodziewanej lokalizacji, bo w zwykłym monopolowym w Pińczowie (świętokrzyskie).
Swego czasu, było to jedno z najbardziej pożądanych przeze mnie piw. Dlaczego? Bo trzeba być chyba głupcem, aby nie być ciekawym jak smakuje rauchbier z lubelskiej Perły, która przecież daleka jest od craftowych skojarzeń. Przyznacie, że wędzony, ciemny lager brzmi dosyć interesująco.
W sumie to piwo nie pochodzi z Lublina, a ze Zwierzyńca na Roztoczu, no ale przecież właściciel ten sam. Swoją drogą bardzo fajnie, że lubelska Perła ma taką właśnie perełkę w koronie, jakim jest malutki Browar Zwierzyniec.
Seria piw Szlachetne Gatunki z Roztocza, to według mnie słuszny krok tego producenta w kierunku poprawy wizerunku w oczach piwnych geeków.


Zwierzyniecki specjał pieni się bardzo uczciwie. Piana barwy ecru jest zwarta, drobna, puszysta i nader obfita. Długo utrzymuje się przy życiu i sowicie brudzi ścianki – naprawdę pierwsza liga.
Piwo jest raczej klarowne, a jego barwa także robi spore wrażenie. Ze szkła spogląda na nas bowiem piękna, rubinowo-burgundowa ciecz, trzeba tylko patrzeć pod światło, bo inaczej trunek wydaje się być co najwyżej brunatny.
W smaku piwo jest odpowiednio nasycone, raczej łagodne i ułożone, z pewnością dalekie od temperamentu byka podczas corridy. Co jednak wcale nie znaczy, że jest wodniste i nudne. Dominują tu ciemne, lekko opiekane słody oraz nienarzucająca się i całkiem przyjemna tostowość. W drugim rzucie pojawia się dość wyraźna i równie przyjemna wędzoność o przeważających cechach dymu z ogniska, choć chyba odrobinę wędzonego mięsiwa także tu uświadczymy. Na obrzeżach języka majaczy garść czekoladowych wtrętów, a także szczypta karmelu, które jednak nie wnoszą zbytniej słodyczy. Finisz został okraszony niezbyt mocną, ale wystarczającą goryczką, która idealnie kontruje słodową bazę tego napitku. Całość jest naprawdę smaczna, choć pod koniec pojawia się delikatna pustka w posmaku.

niedziela, 14 czerwca 2015

KASZTELAN SPECJAŁY - CHMIELOWE

Drugim z trzech nowych muszkieterów od Carlsberga jest Kasztelan Chmielowe, czyli jasny lager, w którym rzekomo podkręcono jego chmielowy charakter.
Nie tak dawno temu pisałem w tym artykule, że polski oddział Carlsberga stawia na intensywne chmielenie na aromat, czego dowodem były trzy opisane przeze mnie piwa. Jak się okazuje nowy Kasztelan jest zaprzeczeniem mojej teorii, bowiem w tym przypadku skupiono się akurat na goryczce. W sumie może to i nawet lepiej, bo przecież najbardziej w tym wszystkich bezsmakowych ‘korpolagerach’ brakuje chyba właśnie goryczki. Ja już nie wymagam, żeby koncerniaki orały mi kubki smakowe jak jakaś imperialna IPA z browaru craftowego, no ale żeby chociaż goryczka była obecna i dobrze kontrowała słodową słodycz.
W nowej wersji Kasztelana za chmielowe (czyt. goryczkowe) wrażenia ma odpowiadać nasza polska Marynka. Niestety nic więcej z etykiety wyczytać się nie da. 


Rzeczone piwo pieni się bardzo przyzwoicie. Okazałych rozmiarów, śnieżno biała pierzynka jest nader puszysta i zwarta, do tego nie opada zbyt szybko (do czego przyzwyczaiły nas koncernowe wypusty). Lacing nie za specjalny, ale obecny.
Kolor piwa to ładnie wyglądający odcień złota. Nie taki jasny jak te wszystkie Harnasie, czy Lechy, lecz typowo złoty i klarowny rzecz jasna.
Zapach jest dość intensywny, a to już coś. Dominuje w nim.... o dziwo chmiel! Dziwne, zwłaszcza, że na kontrze zwrócono uwagę na „goryczkowy smak”. Chociaż z drugiej strony patrząc, jedno drugiego przecież nie wyklucza. Idźmy dalej – poza ładną i przyjemną nutą trawiastego chmielu, obecne są tutaj zrównoważone akcenty słodowe oraz nieśmiała chleboowość. W tle majaczy minimalna owocowość, a po ogrzaniu się piwa, także delikatne ślady miodu (jedna z form utlenienia). Całkiem nieźle się to wącha, ale zdecydowanie lepiej, gdy piwo jest zimne.

czwartek, 11 czerwca 2015

SZATAŃSKA OBELGA

Browar Na Jurze z Zawiercia coraz śmielej sobie poczyna na rodzimym rynku piwnym, gdzie coraz częściej konkuruje już nie tyle z browarami regionalnymi, co rzemieślnikami. W ostatnich dwunastu miesiącach już nie raz udowodnił, że odwaga nie jest mu obca, a kreatywność i pomysłowość to jego nieodłączne atrybuty.
Dosłownie wczoraj z browaru wyjechało najnowsze piwo o nieco przewrotnej nazwie Szatańska oBELGa, które już dzień po, ląduje na moim blogu (to się nazywa refleks!).
Rzeczona nowość to Belgian Golden Strong Ale, czyli historycznie odpowiedź Belgów na ówczesną rosnącą popularność dolnofermentacyjnego pilsnera z Czech.
Kultowym przedstawicielem tego stylu jest obecnie piwo Duvel, czyli po flamandzku diabeł. Stąd wiadomo już zatem, do czego pije browar z Zawiercia. Trunek ten z założenia jest bardzo mocny woltażowo i jasny w barwie, ale jednocześnie powinien cechować się owocową świeżością, dość wyraźną goryczką oraz wybitnie przyprawowym charakterem. 


Szatańska Obelga to zgodnie z nazwą stylu iście złociste i klarowne piwo, posiadające tzw. iskrę. Wyposażone jest w niezbyt wysoką pianę o białej barwie i drobnej strukturze. Piana jest średnio żywotna i opada nieco szybciej niż ustawa przewiduje, ale za to do lacingu już raczej nie sposób się przyczepić.
Nie mogę się doczekać, więc najpierw skupię się na smaku, gdzie niepodzielnie rządzi słodowość typu zbożowego, podbita zewsząd może nie oszałamiającymi, ale wyraźnymi akordami przypraw. Ciężko jest mi tu wskazać konkrety, ale trzeba przyznać, że charakteru belgijskiego nie można temu piwu odmówić. Nieco w głębi egzystują łagodne nuty chmielu, drożdży oraz szczątkowych owoców, których chyba najbardziej mi tu brakuje. Na finiszu swoje oblicze pokazuje umiarkowanie mocna, chmielowa goryczka – krótka, niezalegająca, ale nieco szorstka i szarpiąca (mogłaby być bardziej ułożona). Wielki plus natomiast za doskonale ukryty alkohol, którego w ogóle nie czuć. Piwo smakuje nienajgorzej, choć ta goryczka nie należy do najprzyjemniejszych.

wtorek, 9 czerwca 2015

ROCKNROLLA

Wczoraj była Nuda, przepraszam Niuda z Szałupiw, dzisiaj więc pozostaję jeszcze w świńskich klimatach ;)
Rocknrolla z Kingpina to jedno z dwu premierowych piw tego browaru, który zadebiutował już dosyć dawno temu, bo we wrześniu ubiegłego roku. Dlaczego dopiero teraz sięgam po ten specjał? Bo mówiąc szczerze z dostępnością Kingpina nie jest za różowo, poza tym przez ostatnie 2-3 miesiące piwo grzecznie czekało w piwnicy na swoją kolej.
Mój dzisiejszy gość to generalnie American Pale Ale, jednak Michał Kopik (piwowar Kingpina) bardzo lubi eksperymentować i łamać schematy. W efekcie czego do APA dorzucił skórkę gorzkiej pomarańczy curacao oraz werbenę cytrynową. Tu muszę Wam się przyznać, że nigdy wcześniej nie słyszałem o takiej przyprawie, bo w Polsce jest mało znana. Werbena cytrynowa lub jej inna nazwa lippia trójlistna, to wywodzący się z Ameryki Południowej krzew, którego liście zgodnie z nazwą wydzielają silny, cytrynowy zapach. Stosowana głównie jako dodatek do herbat, zimnych napojów, sałatek, deserów, dżemów, a nawet perfum. Jak widać od niedawna także do piwa :D


Piwo ma ładną aparycję – lekko mętny, ciemno złoty odcień oraz bardzo poprawna, biała piana. Może nie jest jakoś ekstremalnie obfita (choć w pełni wystarczająca), ale cechuje ją solidność, średnio ziarnista tekstura oraz wysoka trwałość. Na szkle natomiast możemy podziwiać piękne firany, tworzące spektakularne wzory.
No to teraz czas poszukać tej tajemniczej werbeny. Rocknrolla pachnie dość intensywnie i na wskroś owocowo. Gdybym chciał zagłębiać się w szczegóły to prym wiedzie swoista i bardzo wyrazista cytrusowość, choć nieco inna niż w typowych APA, czy AIPA. Czuję solidną cytrynę, odrobinę limonki, trochę pomarańczy, mandarynek oraz chyba właśnie tą werbenę, bo ta cytrynowość jest taka roślinna, ziołowa, czy też łodygowa (same chmiele dają inny efekt). Nieco dalej mamy subtelne akordy lasu i delikatnej żywicy, które pełnią tutaj rolę tła. Słodowość jest znikoma, ale absolutnie w niczym to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Całość pachnie bardzo rześko, świeżo i przede wszystkim ładnie. Naprawdę urzekł mnie ten zapaszek.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

NIUDA

Jakiś czas temu Browar Szałpiw zaprezentował piwo Niuda (z utytłaną sznupą), czyli tłumacząc z polskiego na nasze – świnia z ubrudzoną gębą. Jak widzicie moja świnka ma czystą buzię ;p
Po wczorajszym Naked City z Radugi, postanowiłem pozostać w klimatach belgijskich, które zresztą bardzo sobie cenię. Niuda generalnie nie została przypisana do jakiegoś konkretnego stylu, ale patrząc na parametry oraz kolor można wnioskować, że jest to coś na kształt Belgian Golden Ale lub Belgian Blond Ale.
W zasypie wylądował słód pilzneński i pszeniczny, płatki owsiane, kolendra, skórka pomarańczy, trzy nowozelandzkie chmiele oraz jeden pochodzący z Australii. Jest to całkiem bogaty i urozmaicony skład, ciekawy tylko jestem, czy aby w tym wszystkim nie ma lekkiej przesady? Przecież o typowo belgijskim charakterze decydują zazwyczaj specjalne szczepy drożdży (choć przyprawy także są dopuszczalne), które wnoszą typowe dla tych piw owocowe estry oraz przyprawowe fenole. 


Niuda z Szałupiw to ciemno złoty, umiarkowanie mętny trunek, któremu gdzieś zapodziała się biała pierzynka, znaczy się piana. Piwo jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w ogóle się nie pieni! Nic, zero, null. Naprawdę bardzo rzadko spotykany obrazek. Niezła wpadka trzeba przyznać.
Tym razem degustację zacznę od smaku. Już pierwszy łyk pomógł mi odnaleźć złodzieja białego puchu – jest nim niskie wysycenie. Tragicznie niskie, wręcz zerowe. Piwo w jakiś tajemniczy sposób praktycznie wcale nie ma w sobie gazu, dzięki temu się nie pieni. Voilà!
Sam smak jest nieco słodkawy, wyraźnie słodowy, z dominantą herbatników, karmelu i słodu pszenicznego. W tle pobrzmiewają belgijskie klimaty złożone głównie z lekkich przyprawowych akordów, jednak spodziewanej kolendry nie wyczuwam Jest za to delikatna skórka pomarańczy oraz chmielowość, jednak nie powiedziałbym, że to zasługa nowozelandzkich lupulin (dominują zioła i trawa). Wszystko to zanurzone jest w nadzwyczaj wyraźnych akcentach drożdżowych, które ujemnie rzutują na rześkość i pijalność tego wątpliwego napitku. Finisz okraszony został niezbyt mocną, acz wyraźną goryczką, która co prawda nie zalega, ale ze względu na mdły i nieułożony charakter daleko jej do szlachetności. Wyraźnie brakuje mi ta jakiejś typowowo owocowej nutki, która skontrowała by obfity, słodowo-drożdżowy profil tego piwa.

niedziela, 7 czerwca 2015

NAKED CITY

Naked City z Radugi to bodajże piąte piwo z tego browaru, które trochę już dni, tygodni, a może nawet miesięcy, odstało w mojej piwnicy. W końcu się nad nim zlitowałem, jednocześnie dając sobie możliwość obcowania z kolejną na rynku interpretacją stylu Belgian IPA.
Problemem wszelakich belgijsko-amerykańskich hybryd jest uzyskanie swoistego kompromisu, tak aby żadna ze stron nie dominowała i nie zasłaniała drugiej. Czy Radudze się to udało, przekonamy się za chwilę.
Jako ciekawostkę podam, że piwo zostało uwarzone w Witnicy, która słynie głównie z diacetylu oraz żelaza w swoich piwach (sorry, ale taka jest prawda). Nie mniej jednak Browar Birbant i np. projekt Chmielogród nie raz już udowodnili, że można uwarzyć tam dobre i ciekawe piwo, w dodatku bez wyżej wymienionych wad. Zatem wszelakie opowiastki o jakiejś klątwie ciążącej nad Witnicą można włożyć między bajki.
Niniejszy specjał, podobnie jak i inne piwa z Radugi, został zainspirowany kinematografią. Naked City to amerykański film noir z 1948 roku, którego akcja rozgrywa się w nowojorskiej metropolii.


Nagie Miasto od Radugi generuje olbrzymich rozmiarów pianę. Rzeczona pierzynka bezceremonialnie zajęła pół mojego ‘kraft master łana’. Odczekałem kilka długich minut zanim mogłem trochę dolać. Biała czapa jest strasznie trwała, średnio pęcherzykowa i baaaardzo obficie brudzi szkło. To się nazywa lacing :)
Piwo jest niefiltrowane, czyli mętność jest tutaj zrozumiała. Jego barwa natomiast stanowi ładne połączenie bursztynu z miodowo-pomarańczowymi naleciałościami.
A co tam piszczy w aromacie? Oczywiście amerykańskie chmiele. Pierwsze skrzypce gra tutaj przyjemnie cytrusowy (limonka, mandarynka, grejpfrut) kwasek, uzupełniony łagodnymi, acz wyraźnymi owocami tropikalnymi oraz kapką żywicy. Nieco dalej mamy szczyptę typowo chmielowych doznań oraz sugestywną wręcz ilość przypraw, których to przedrostek Belgian nam naobiecywał. Gdybym nie widział etykiety, pewnie bym o nich nawet nie wspomniał (po całkowitym ogrzaniu się piwa, przyprawy nieco bardziej wyłażą nie wierzch). Na szarym końcu dopiero, swój marny żywot wiedzie stonowana i dość dobrze ukryta słodowość, która oddała niemal całe pole do popisu intensywnej i nadzwyczaj przyjemnej owocowości. Bardzo ładny to zapach, ale jak dla mnie to po prostu dobrze skomponowane APA.

sobota, 6 czerwca 2015

PSZENICZNE CIESZYŃSKIE

Po średnio udanym Kasztelanie Białym postanowiłem kontynuować temat piw pszenicznych i napić się Weizena z konkurencji, zwłaszcza, że iście letnia aura za oknem bardzo sprzyja takim lekkim i orzeźwiającym napitkom. Mój dzisiejszy gość również jest (stosunkowo) nowym wypustem i również wywodzi się z koncernu, do którego – bądź, co bądź – nadal należy Browar Zamkowy Cieszyn.
W Cieszynie, w przeciwieństwie do Okocimia, postanowiono zrezygnować z domysłów, czy przypuszczeń i czarno na białym dano do zrozumienia, że Pszeniczne Cieszyńskie jest prawdziwym, górnofermentacyjnym Hefeweizenem. Nie tak jak w przypadku nowej wersji Kasztelana, gdzie konsument musi wznieść się na wyżyny swoich sensorycznych możliwości  i sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy właśnie wypił oryginalnego Weizena, czy tylko pszenicznego lagera? 


Cieszyńska nowość nalewa się z całkiem sympatyczną (początkowo) i obfitą pianą o białej barwie oraz dość drobnej ziarnistości. Niestety zawsze musi być jakieś „ale” – w tym przypadku jest to słaba trwałość i znikomy lacing. Puszysta kołderka znika nad wyraz szybko, redukując się do symbolicznej obwódki. Niedobrze.
Jednak do koloru dzisiejszego trunku przyczepić się już nie sposób. Ze szkła spogląda na nas piękna, pomarańczowo-złota ciecz, która jak przystało na piwo pszeniczne, jest wyraźnie mętna.
Aromat nie pozostawia żadnych złudzeń, że użyto tu drożdży do Weizena – czego nie można było powiedzieć o Białym Kasztelanie. Przyjemna, nieco słodkawa owocowość tworzy bardzo udany duet z wyrazistą i równie przyjemną słodowością typu biszkoptowego. Solidne akordy bananów oraz nieco mniejsze ilości brzoskwiń, gruszek i moreli naprawdę robią tutaj robotę. Nieco w głębi chowają się sympatyczne akcenty pszenicy, całkiem przyjemnej drożdżowości oraz przypraw, z których oczywiście dominuje goździk. Nie mniej jednak w tle majaczą również i inne przyprawy, których niestety nie jestem już w stanie rozróżnić. Całość mocno intensywna i złożona. Podoba mi się.

czwartek, 4 czerwca 2015

KASZTELAN SPECJAŁY - BIAŁE

Polski oddział Carlsberga nie chcąc być gorszy od Grupy Żywiec, także postanowił zadbać o podniebienia smakoszy piwa (nie beer geeków, czy hop headów, bo to jeszcze nie ten poziom).
Chodzi tu oczywiście o nową serię piw Kasztelan Specjały, która kilka dni temu zaczęła pojawiać się w sklepach. Na początek macherzy z Carlsberga przygotowali trzy trunki: Chmielowe, Niefiltrowane i Białe. Wiem, wiem, pewnie wolelibyście RISa, Barley Wine lub chociażby American India Pale Ale, ale jak mówi słynne przysłowie: jak się nie ma co się lubi, to...
U mnie na pierwszy ogień idzie najbardziej obiecujące z całej trójki, czyli Białe. (Ana)logicznie rozumując może to być belgijski witbier, bowiem taką nazwę zaproponował nam już Browar Namysłów i wspomniana wyżej Grupa Żywiec. Logika jednak nie zawsze jest najlepszym doradcą. Co prawda nie podano pełnego składu, ale myślę, że jakby była tu użyta kolendra, to pewnie by o tym wspomnieli. Poza tym jest info tylko o słodzie pszenicznym, a nie ma słowa o pszenicy niesłodowanej, więc raczej z „witka” będą nici. Pozostaje jeszcze tylko kwestia, czy jest to klasyczny hefeweizen, czy po prostu lager na słodzie pszenicznym (patrz Książęce Złote Pszeniczne)? Who knows?

Kasztelan Białe wygląda i zachowuje się jak rasowy pszeniczniak. Jego barwa to iście mętne złoto, mieniące się pod światło jasno pomarańczowymi refleksami. Całość wieńczy pokaźnych rozmiarów piana o śnieżno białej barwie, średnio ziarnistej strukturze i nader puszystej konsystencji. Szkoda tylko, że owa pierzynka dość szybko się rozrzedza, dziurawi i finalnie niezbyt długo cieszy oko. Lacing za to całkiem okazale zdobi szkło.
Teraz pora na najciekawsze. Już pierwszy niuch utwierdził mnie w przekonaniu, że z witbiera będą nici. W aromacie prym wiedzie dość intensywna nuta słodu pszenicznego, podszyta z lekka słodkim biszkoptem, szczyptą drożdży oraz odrobiną dojrzałych bananów. W tle swoją rolę w miarę poprawnie odgrywają niuanse gumy balonowej i minimalnej chmielowości. I w sumie to było na tyle. Żadnego cytrusa, żadnego goździka. Niezbyt urodziwy to zapaszek, choć jakiejś wielkiej tragedii nie ma.

środa, 3 czerwca 2015

PIWNA KRONIKA – MAJ 2015


Za nami miesiąc maj, kojarzony przede wszystkim jako czas matur, a także studenckich juwenaliów. Patrząc jednak na ten okres okiem świadomego piwosza, nie sposób nie zauważyć mnogości piwnych premier, nowych browarów, a także piwnych festiwali, które chyba już na stałe zagościły w kalendarzu każdego szanującego się craftopijcy.
Jeśli nie wiecie o czym mówię, to zapraszam do lektury, oczywiście z dobrym piwem u boku ;)

 

Premiery 

  • Browar kontraktowy Brodacz w maju wzbogacił się o jedną nowość – Primavera określana jako Oceania Spring Ale.
  • Reaktywowany w tym roku Browar z Grodziska Wielkopolskiego wypuścił na starcie, aż cztery piwa: Piwo z Grodziska (klasyczny Grodzisz), Bernardyńskie (wzmocniona wersja Grodzisza), Piwo Naturalne o Smaku Kwiatu Czarnego Bzu oraz Piwo Naturalne o Smaku Czerwonej Porzeczki.
  • Piece Of Cake (Session IPA) oraz Otwarcie Sezonu (Saison) – tak brzmią nazwy dwóch najnowszych wyrobów od Trzech Kumpli Browar Lotny.
  • Browar Birbant także zaprezentował dwie nowinki – Citra IPA Dark (Black IPA) oraz 10 Hops (AIPA), będące mieszanką dziesięciu nowofalowych chmieli.
  • Piwne Podziemie również dorzuca coś od siebie. Mowa tu o piwie Akka Dakka Blakka w stylu Session Black IPA.
  • Behemoth Sacrum (Belgian IPA) – to trunek uwarzony przez Browar Perun specjalnie dla słynnego polskiego zespołu death metalowego Adama „Nergala” Darskiego.
  • Śląski Browar Kraftwerk wypuścił w maju sporo nowych pozycji: 1) Reversal (APA stworzona wspólnie z hiphopowym zespołem Pokahontaz), Kalashnikow (Imperial IPA), Thompson (AIPA), Zmora (Smoked Rye Pale Ale) oraz Oberschlesien (Oatmeal Milk Stout powstały w kooperacji z zespołem o tej właśnie nazwie).
  • Restauracyjny Browar Widawa także nie próżnował, czego dowodem jest Black Kiss (Whiskey Barrel Aged Extra Stout), Grand Prix Rauchbier i Hot Hoppy Lips (Red Session IPA).
  • Lot Hopsmiczny (Imperial IPA), Droga Mleczna (Coffee Milk Stout) i Pszenicarium (Hefe Weizen)  to majowe wypusty Minibrowaru Reden.
  • Słynna Pinta przygotował na ten miesiąc trzy nowości: 1) Lublin to Dublin 2015, ponownie uwarzone w kooperacji z irlandzkim O’Hara’s (tym razem jest to Robust Milk Stout), 2) Ruchy Orkisz, Ruchy (jako Pinta miesiąca w stylu koźlak orkiszowy), 3) Król Lata (Hoppy Oatmeal Witbier, druga kooperacja z francuskim Brasserie du Pays Flamand).
  • Projekt Chmielogród warzący równolegle w Witnicy i w Browarze Piwna wzbogacił się od dwie nowinki. Mowa tu o Garbatym Niziołku (Rye Pale Ale) i piwie Big Cyc w stylu American Wheat, uwarzonym specjalnie dla słynnego zespołu Krzysztofa Skiby.
  • Wspólne dzieło Browaru Raduga i Waszczukowe o nazwie Wit-Amina CH (Wit IPA) pod koniec maja końcu została rozlana do beczek i butelek.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

ZŁOTY STRZAŁ

Browar Perun cenię sobie dość wysoko, dlatego też w miarę możliwości staram się sięgać, po wyroby Adama Czogalli. Staram się – co nie znaczy jednak, że jestem z nimi na bieżąco. Zresztą obecnie nie ma chyba takiego browaru, z którym byłbym na bieżąco, ale to już inna kwestia...
Przy obecnym poziomie zalewania rynku przez piwne nowości, Złoty Strzał po prostu przeszedł swoją premierą jakoś bez większego echa. I to nawet pomimo faktu, iż piwo zadebiutowało na Craft BeerWeek w Krakowie – imprezie, która trzy miesiące temu otwierała sezon festiwalowy w Polsce.
Złoty Strzał to Imperial/Double IPA, które w założeniu ma masakrować kubki smakowe za pomocą potężnej goryczy, wynoszącej równe 100 IBU! Rzadko można spotkać tak solidnie doładowane AIPA, a bardziej rozeznani w temacie wiedzą, że trzycyfrowe IBU, to już nie przelewki. Odradzałbym ten trunek dla osób dopiero co wchodzących w tematykę craftowego piwowarstwa. Na początek lepiej wybierać lżejsze napitki, aby zbytnio się nie zrazić. 


Perunowskie dzieło nalewa się z piękną, bardzo obfitą i puszystą czapą białej piany, która jest średnio pęcherzykowa i nad wyraz trwała (swoje musiałem odczekać, by dopełnić szklankę). Piana nie dość, że opada w naprawdę żółwim tempie, to jeszcze w iście mistrzowski sposób oblepia ścianki, tworząc obfitą i grubą koronkę. Zacny to widok!
Piwo jest umiarkowanie mętne, a jego barwa oscyluje gdzieś pomiędzy jasnym bursztynem, a średnio mocną herbatą.
Zapach jest nader intensywny – nie trzeba wsadzać nosa do szkła, by czegoś się doszukać. Na pierwszym planie dopada nas solidna dawka świeżych cytrusów z mandarynką, limonką i grejpfrutem na czele. Tuż za nimi dziarsko kroczy horda owoców tropikalnych, z których nawet laik wyczuje obfite mango, liczi i marakuję. Cała ta owocowość jest okrutnie wyrazista i w zasadzie odwala tu całą robotę. Oczywiście w tle baraszkuje sobie przyjemna nuta łagodnej żywicy, iglaków, lasu oraz kwiatów, ale jest to tylko tzw. wisienka na torcie. Niuanse słodowe natomiast są tak mocno stonowane (a raczej zdominowane przez aromaty pochodzące od hamerykańskich lupulin), że w tym natłoku owoców i żywic można ich nawet nie zauważyć. Naprawdę zapaszek pierwsza klasa!