czwartek, 27 czerwca 2019

OKO W OKO - Żywiec Sesyjne IPA vs Żywiec Sesyjne IPA 0,0%


Popularność piw bezalkoholowych rośnie w zadziwiającym tempie. Jeszcze 5-6 lat temu było ich raptem kilka (o czym świadczy mój stary „Test Piw Bezalkoholowych”), a teraz ten „niszowy” rynek pęka w szwach. Sprawa tyczy się to zarówno wielkich koncernów, jak i browarów rzemieślniczych oraz częściowo regionalnych. Raptem każdy producent piwa w Polsce zapragnął mieć w swojej ofercie piwko bez procentów lub chociażby niskoalkoholowe (do 2%). I nie mówię tu tylko o popularnych radlerach, bo w tym segmencie bez wątpienia przoduje Grupa Żywiec. Choć oferta Kompanii Piwowarskiej w postaci nowych wariantów Lech Free też robi się coraz bardziej bogata. Co z tego wynika? Polacy pokochali piwo bezalkoholowe. Choć może słowo pokochali jest nieco na wyrost, to na pewno się do niego przekonali, a to też już dużo znaczy.
W wyścigu koncernowych bezalkusów bez wątpienia prowadzi GŻ. Nie zamierzam jednak testować każdej nowej wersji Warki Radler, ale takie na przykład sesyjne IPA z chęcią spróbuję. A czy jest na to lepszy sposób niż porównanie jej z wersją bazową/podstawową



Żywiec Sesyjne IPA

Z wyglądu piwo jest nieszczególnie zachęcające. Błotniście mętne (było wstrząsane), takie ni to ciemnozłote, ni to jasno brązowe. Piana skąpa, rzadka i nietrwała. Kremowa w barwie.
Najpierw smak. Dość dawno nie piłem tego piwa, choć na początku często po nie sięgałem. Mam wrażenie, że trochę się zepsuło, ale wciąż nie jest źle. Mamy tu niewielkie ilości cytrusowych owoców, wspieranych subtelną ilością kwiatów i landrynek. Za tło robi dosyć przyjemna i lekka słodowość typu zbożowo-chlebowego. Stawkę zamykają nieśmiałe echa tradycyjnego chmielu oraz leśnego igliwia, ale to już naprawdę są ilości homeopatyczne. Całość jest średnio mocno wysycona. Goryczki jak nie było, tak nie ma. W każdym razie nie jest to poziom na piwo typu IPA, nawet w wersji sesyjnej. Całość rześka, świeża, lekka i dobrze pijalna. Szału nie ma, ale pije się całkiem nieźle.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Tak się robi Braggoty!!! Terra Donum z Kormorana


Jak cały maj praktycznie padało i było dość chłodno to ludzie narzekali, że kijowa pogoda. Jak teraz nastąpiła fala upałów to też narzekają, że za gorąco, że nie da się funkcjonować, itede. Przez to odniosłem wrażenie, że człowiekowi się nie dogodzi. Zawsze znajdzie się pole do narzekania i marudzenia. Malkontenctwo wrodzone to chyba naturalna cecha Polaków.
Dużo też ludzi marudzi odnośnie piwa. I nie mam tu na myśli koncernowych popłuczyn, bo z tym akurat się zgodzę, ale proceder taki tyczy się również i piw rzemieślniczych. Co niektórzy po prostu szybko zapomnieli jak było kiedyś, przed erą kraftu. Człowiek się cieszył z byle czego, dostrzegał w piwie każdy aspekt, widział pozytywy. A teraz to kraftopijcy skupiają się uwydatnianiu wad w piwie, nie czerpiąc radości z jego spożywania. Smutna to prawda niestety.
No to pod ten smuteczek wychylę dzisiaj sztosa w kartoniku od Kormorana. Terra Donum zadebiutowało co prawda już wieki temu, ale przecież jak już kupione, to do zlewu nie wyleję prawda? Mamy tu Braggota o bardzo tęgich parametrach. W składzie między innymi miód, słód żytni, słód wędzony, kawa zbożowa oraz owoce czarnego bzu. Trzeba przyznać, że brzmi bardzo ciekawie. No to do boju! :)


W piwach typu brażot zawsze obawiam się, że piwo będzie bardzo słodkie. Oczywiście nie mam nic przeciwko słodyczy, ale boję się, że to będzie prawdziwy ulep, ciężki do przełknięcia. Na szczęście trunek od Kormorana taki nie jest. Miodek owszem, jest fajnie zaznaczony, ale z całą pewnością nie dominuje, nie przytłacza. Piwo jest arcyciekawie skomponowane – z jednej strony prażone słody, przypieczona skórka chleba, miód oraz subtelny karmel. Z drugiej zaś delikatna kwaskowość owoców czarnego bzu (co ważne dosyć dobrze zaznaczona) oraz szczypta kawy zbożowej, mlecznej czekolady i melasy. W to wszystko wtrąca się łagodna goryczka i lekko palonym rodowodzie. Całość jest pyszna, a kojarzy mi się z płynną czekoladą zmieszaną z cappuccino. Alkohol jest świetnie ułożony, szlachetny do bólu. Palce lizać!

piątek, 21 czerwca 2019

SHORT TEST: Kwas XY od Pinty



Prolog: W Pincie powstało już tyle kwasów, że już chyba niebawem skończy im się grecki alfabet ;) Nie specjalnie mnie to obchodzi. Upał straszny, termometry regularnie pokazują ponad 30 kresek. Każdy więc kwasik jest doskonałym sposobem na ugaszenie pragnienia.
O co kaman: Kwas XY to Catharina Sour, czyli taki mocniejszy Berliner Weisse z dodatkiem przecieru z marakui. Chmiel Palisade, bakterie kwasu mlekowego. Można rzec klasyka. Poza tym uwielbiam marakuję, zatem zapowiada się arcyciekawie.
Wdzianko: Takie blado-żółte, czy też mleczno-żółte i wyraźnie zamglone. Do tego całkiem spora ilość bialutkiej, średnio trwałej piany. Lacing dość pokaźny.
Kichawa mówi: Bardzo przyjemnie to pachnie. Owocowo, rześko, cytrusowo, no i oczywiście kwaśno. W głównej mierze notuje się limonkę i marakuję, jest też odrobinę skórek z cytryny. Słodowa podstawa ledwo co zauważalna. Całość wyrazista, naturalna, kwaskowa. Podoba mi się.
Jadaczka mówi: Ułłaaaaa… ależ to kwaśne. Aż mordę wykrzywia! Skojarzenia z kefirem jak najbardziej na miejscu. Mnóstwo tu kwasku cytrynowego i limonki. Na deser dopiero dostajemy marakuję, chmiel oraz nieco zielonego grejpfruta. W tle subtelna słodowość. Wysycenie średnie, pasujące do całości. Piwo wywołuje przyjemne odczucie ściągania. Cholernie kwaśny, a zarazem rześki to napitek :)
Komu mogę polecić: Przede wszystkim wszelakim fanbojom piw kwaśnych, co to lubiom jak im pyszczki wykrzywia od kwachu.
Epilog: Całkiem niezły Sour. Bardzo rześki, naturalny, owocowy, lekki w smaku. Może mało odkrywczy, czy zaskakujący, ale dobrze się go pije. Piwo wchodzi jak złoto, świetnie gasi pragnienie. Śmiało mogę polecić.
OCENA: 7/10
CENA: 9.20ZŁ (monopolowy)
ALK. 4,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 07.11.2019
BROWAR PINTA//BROWAR NA JURZE

wtorek, 18 czerwca 2019

NUREK - Klasyka też potrafi być fajna


Pamiętacie Krasnolóda od Browaru Spółdzielczego i Profesji? Ten potężny wymrażany skurczybyk ma swój pierwowzór, a jest nim właśnie Nurek. Tak więc najpierw powstał kooperacyjny Doppelbock, a dopiero później zdecydowano się go wymrozić i przelać do dębowych beczek po destylatach.
Zapewne niewiele osób lubuje się w koźlakach, a zwłaszcza z tej grupy ludzi, która zaczęła pić piwo już w czasach piwnej rewolucji. Ja koźlaczki wciąż sobie cenię, bo w czasach kiedy „nie było niczego” były sobie właśnie koźlaki. Oczywiście można było ich policzyć na palcach jednej ręki, ale to zawsze było coś innego niż wyprane ze smaku koncernowe ojrolagery. Tu mamy rzecz jasna koźlaka dubeltowego, a więc podwójna porcja wrażeń. 20º Plato to już przecież iście porterowe klimaty. Zapowiada się więc taki mały powrót do przeszłości. Przynajmniej dla mnie ;)


Nurek wpływa do szkła. Jest piękny, miedziano-burgundowy (tak, znam takie słowa), pod światło mieni się cudownymi rubinowymi (takie też) refleksami. W zasadzie to klarowne piwo, o ile nie przeleje się osadu z dna. Piana skąpa, ale to nie jest przecież najważniejsze.
Piwo jest bardzo gładkie w smaku, chwilami wręcz oleiste. Aksamit w genialny sposób rozlewa się po moim podniebieniu. Nie będzie na pewno zaskoczeniem, ale dominują tu mega przyjemne opiekane klimaty. Jest prażony słód, przypieczona skórka chleba, tosty i całkiem sporo karmelu. Mimo to piwo nie wypada jakoś bardzo słodko. Na straży bowiem stoi łagodna i fajnie dobrana goryczka. W posmaku na wierzch wychodzą bardzo subtelne nuty mlecznej czekolady, daktyli i rodzynek. Kompleksowo, ale klasycznie. Bez żadnych dziwnych wstawek. Nurek jest cholernie dobrze ułożonym napitkiem. Alkoholu w smaku nie ma się co doszukiwać, ale rozgrzewanie od środka czuć bardzo wyraźnie. Świetnie się to wszystko razem prezentuje! Jestem zachwycony :D

piątek, 14 czerwca 2019

OKO W OKO - Piwo Na Miodzie Gryczanym vs Piwo Na Miodzie Wielokwiatowym


Tak jak już kiedyś pisałem, pomysłów na piwne pojedynki mam tyle, że w zasadzie mógłbym robić tylko takie wpisy, a i tak jakoś by się to wszystko kręciło. Jednak nie zamierzam tego planu wcielać w życie, bo przecież co za dużo to niezdrowo.
Dziś jednak postanowiłem wziąć w szranki dwa piwa miodowe z Jabłonowa. Piwo Na Miodzie Gryczanym to już w zasadzie weteran wśród piw miodowych. Piłem go wiele razy, a dzięki dystrybucji w Biedronce jest to jedno z najbardziej rozpoznawalnych piw w swojej kategorii. Piwa miodowe nie należą do moich ulubionych, ale jeśli miałbym wybierać, to trunek z Manufaktury Piwnej znalazłby się u mnie w top 3. To naprawdę bardzo dobry napitek. Kilka lat temu dołączył do niego młodszy brat – Piwo Na Miodzie Wielokwiatowym z Imbirem, którego jeszcze nie miałem okazji próbować. Już sama nazwa mówi nam wszystko czego możemy się tu spodziewać. Z jednej strony inny miód, a dodatkowo jeszcze imbir, który swoją drogą bardzo lubię. Aha, ten pierwszy to ciemny lager, natomiast jego młodszy brat to piwo jasne.
Myślę, że tytułem wstępu ta garść informacji wystarczy. Przechodzimy do konsumpcji :)



Piwo Na Miodzie Gryczanym

Zaczynamy oczywiście od klasyka. Tak jak wspomniałem piwo jest ciemne, ale daleko mu do czerni RISa, czy nawet porteru bałtyckiego. Jest to taki ciemny brąz/brunatny odcień. Całość oczywiście wyraźnie mętna i nieprzejrzysta. Piana bardzo znikoma.
Piwo jest cholernie słodkie. Masakrycznie słodkie. Ale dobre. Miód gryczany wyraźnie dominuje nad całą resztą. Lekko opiekany słód jest ledwie jego cieniem. Mamy tu całkiem spore pokłady karmelu oraz niewielkie akcenty przypieczonej skórki chleba i subtelnej mlecznej czekolady. Słodko i monotonnie, ale bardzo smacznie. Wszystko jest tu bardzo naturalne i to niewątpliwa zaleta tego napitku.
Zapach też mocno mi się podoba. Jest intensywny, szalenie naturalny no i rzecz jasna do bólu miodowy. Gryka, miód gryczany, dużo karmelu, nuty opiekanego słodu – tak właśnie to pachnie. W tle skórka chleba i tosty z lekką nutką kakao. No świetnie się to wszystko wącha. Liga światowa! :)
Sam nie wiem czemu mi to piwo tak bardzo podchodzi, ale tak właśnie jest. Ten miód gryczany w połączeniu z ciemnym lagerem naprawdę robi robotę. Owszem jest słodko jak diabli, ale tak właśnie ma być. Najważniejsze, że piwo nie jest jakoś szalenie mocno pełne w smaku, więc i nie zamula. Nie jest to ulep na miarę niektórych barli łajnów, czy brażotów.
Świetne piwo, które zawsze będę polecał.

środa, 12 czerwca 2019

Całkiem dobra APA z Dino za 4 złote!!!


Browar Fuhrmann, czy też może Połczyn-Zdrój to temat rzeka. Właściciel zmienia się tam częściej niż wikary na parafii, a sam browar już kilka razy stawał na granicy upadłości z zaprzestaniem produkcji włącznie. Ostatnia taka akcja miała miejsce rok temu, kiedy to wznowiono warzenie po rocznej przerwie i kolejnej zmianie włodarza.
Koniec końców niechlubny producent obecnie jakoś tam wegetuje, choć przez prawdziwych birgików jest omijany szerszym łukiem niż Strefa Wykluczenia w Czarnobylu. Dość powiedzieć, że ja nie wypiłem ani jednego piwa z tego browaru od grudnia 2014 roku! Ani jednego. Przez cztery i pół roku.
Aż tu nagle pewnego dnia będąc w Dino zbladłem – APA z Połczyna-Zdroju za cztery dukaty! Szok. Nowa fala zawitała pod strzechę. Owszem, Koreb i na przykład koncerny już dawno mają takie piwo w ofercie, nie mniej jednak zgrzyt moich zębów był ogromny. Musiałem kupić i przetestować. Oto moje wrażenia „z jazdy”. Lepiej zapnijcie pasy ;p


Skubaniec z Połczyna pieni się jak rasowy koncerniak. Niemal całą zawartość szklanki wypełniła piana – gęsta, zbita, drobna i sztywna, o białej barwie i naprawdę bardzo dobrej trwałości. Lacing także wzorowy. Brawo! Samo piwo nosi przyjemne dla oka, lekko zmętnione wdzianko w pomarańczowo-złotym kolorze.
Najbardziej w tym piwie obawiałem się charakterystycznej u niektórych producentów (Koreb, Głubczyce, Fuhrmann) nuty oldskulowej/piwnicznej. Na szczęście niepotrzebnie, bo Połczyn APA to całkiem niezłe piwo i w żaden sposób nie odróżniłbym go od typowego kraftu. Mimo bardzo dużego (koncernowego wręcz) stopnia odfermentowania piwo nie jest puste w smaku, czy wodniste. Amerykańskie chmiele czuć bardzo wyraźnie – jest mango, liczi, ananas i marakuja. A po piętach drepczą im nieco stonowane, acz przyjemne cytrusy. Pomiędzy nie próbuje się wcisnąć łagodna i bardzo dobrze skomponowana nuta ciasteczkowego słodu. Dalej są jeszcze subtelne biszkopty z odrobiną karmelu, jak również nieśmiała żywica, igliwie oraz kwiaty. Szkoda tylko, że goryczka jest stosunkowo nieduża, bo inaczej kraftowcy mogliby się zaczerwienić ze wstydu. Wysycenie jest dosyć spore, ale szybko maleje. Alko zupełnie niewyczuwalne. Mamy tu więc naprawdę dobre piwo. Jestem w głębokim szoku.

niedziela, 9 czerwca 2019

Ciężki kaliber - D-Tonacja od Nepomucena


No nie wiem, czy ja jestem do końca zdrowy na umyśle, żeby przy trzydziestostopniowym skwarze pić tak mocne piwo?! Oczywiście w domowym zaciszu, a nie w plenerze. Mimo wszystko jednak to nie do końca zdrowe podejście, ale przecież czego się nie robi dla fanów prawda? ;p
D-Tonacja jest dzisiaj moim gościem. Russian Imperial Stout od Nepomucena. Jeśli w tej chwili macie déjà vu to bardzo dobrze. To piwo już raz było recenzowane na blogu! Ale to dzisiejsze jest zupełnie inne. Można rzec, że to D-Tonacja na sterydach. Woltaż wzrost z 8,2% do 10%, a ekstrakt z 22 do aż 27,5º Blg! Tamto piwo było leżakowane z dębowymi płatkami po beczce z Sherry, a to nie. Tak więc mamy tu tak naprawdę D-Tonację 2.0 lub jak kto woli imperialną wersję. Zmianie uległa także sama etykieta oraz wielkość butelki. Teraz mamy małą flaszeczkę, ale przy tak srogich parametrach to zupełnie zrozumiałe (a zwłaszcza przy dzisiejszej aurze).
Tak więc zabieram się do konsumpcji i do opisywania wrażeń. 


Piwo jest czarne jak polski węgiel z Bogdanki, totalnie nieprzejrzyste i gęste. Panie kochany jakież to gięste i śliskie. Łoleiste i lepkie. Jak półsyntetyk z mojej beemki. A smaczneeeee! Kurde blade, ale pychotka J Paloności jest tu od groma, gorzkiej czekolady również. Do tego dochodzą mocno palone słody, mocna kawa bez śmietanki oraz zjarana skórka chleba. Ale przede wszystkim czekolada. Ma się wrażenie pica gorzkiej czekolady z delikatną domieszką przypalonego karmelu i szczyptą lukrecji. W tle zaś cichutko siedzą sobie suszone ciemne owoce oraz odrobina chmielowych naleciałości. Palona goryczka genialnie się tutaj sprawuje. Jest mocna i solidna, ale nie zalegająca, stanowczo szlachetna, gładka i genialnie wyważona. Alkohol delikatnie grzeje w przełyk i kiszkę, ale sumarycznie piwo jest całkiem dobrze ułożone. No kaszka z mleczkiem to to nie jest, ale pije się równie przyjemnie :)

czwartek, 6 czerwca 2019

Browar Za Miastem i jego pszeniczne :)


Mówi się, że piwo z rana jak śmietana. Nie omieszkam dzisiaj przetestować tego porzekadła, wszak jak to piszę wybiła dopiero godzina dziewiąta :)
Piwo już schłodzone, szkło umyte. Czas na szybki wstęp, a potem już tylko gul, gul, gul…
Dziś mamy kolejny debiut na blogu. Postanowiłem sprawdzić formę Browaru Za Miastem. Dosyć często wpadałem na tego kontraktowca, głównie w dużych sieciach handlowych, więc z przyzwoitości piwnego blogiera muszę dać mu szansę. Padło akurat na pszeniczne, czyli niemieckiego Weizena. Rzadko pijam, a lubię takie klimaty, więc będzie okazja pozytywnie mnie zaskoczyć (oby).
Browar Za Miastem warzy swoje piwa w Browarze Czarnków. Nie wiem, czy wszystkie piwa, ale to jedno na pewno. Projekt ten posiada dosyć charakterystyczne etykiety, które są jak dla mnie nieco zbyt ascetyczne, skromne, by nie powiedzieć starodawne. Mi generalnie się nie podobają, choć nazwy piw mają spoko – Długi Weekend, Pełen Luz, Święty Spokój, Pogoda Ducha, Leniwe Chwile, tego typu klimaty.


Mój dzisiejszy gość w szkle prezentuje się naprawdę zacnie. Piwo jest odpowiednio mętne, złociste w kolorze. Piana – betonowa, szalenie obfita, zwarta, sztywna i niebywale długowieczna. Lacing obecny, choć raczej skromny.
Piję, mlaskam i oblizuję mordkę. Gładki i fajnie ułożony pszeniczniak. Jest pszeniczno-słodowa baza, jak również wyraźne banany. Goździka niewiele, ale coś tam z lekka pobrzmiewa. Jest też sporo nut biszkoptowych, nieco drożdżowych oraz bardzo przyjemna szczypta gumy balonowej. Wysycenie średnie, pasujące do całości. Bardzo klasyczne jak widzę podejście do tematu. Piwo jest słodkawe, ale nie mulące i rześkie na podniebieniu. Nieźle gasi pragnienie.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

X CZĘSTOCHOWSKI KONKURS PIW DOMOWYCH - Zapowiedź


Piwowarzy domowi oraz piwowarki! W imieniu swoim i Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego zapraszam wszystkich chętnych do wzięcia udziału w X CZĘSTOCHOWSKIM KONKURSIE PIW DOMOWYCH BRACTWA PIWNEGO (CKPD BP).


Konkurs odbędzie się 7 września 2019 roku, już po raz trzeci w ramach kolejnej edycji Częstochowskiego Festiwalu Piwa!
Z racji tego, że jest to jubileuszowy konkurs w tym roku obowiązuje, aż dziesięć kategorii konkursowych:
1.      Double India Pale Ale (DIPA/Imperial IPA)
2.      American Barley Wine
3.      Porter Bałtycki
4.      Belgian Tripel
5.      Piwo Grodziskie
6.      Herbaciana IPA (Tea IPA)
7.      Black Rye IPA
8.      Piwo ziołowe (Gruit)
9.      Cydr
10.  Piwo niskoalkoholowe

Regulaminu Konkursu macie pod tym linkiem, ale dla leniwych zebrałem do kupy najważniejsze informacje, które mogą Wam się przydać:
  • Uczestnik może startować w dziesięciu kategoriach.
  • W każdej kategorii uczestnik może wystawić najwyżej jedno piwo.
  • Uczestnik ma obowiązek dostarczenia piw konkursowych wraz z wydrukowanym formularzem zgłoszeniowym w terminie od 01.08.2019 r. do dnia 02.09.2019 r. na adres organizatora:
    Andrzej Grzeliński
    ul. Waszyngtona 53
    42-202 Częstochowa
    z dopiskiem „X CKPDBP”
  • Grand Champion wybrany zostanie spośród następujących trzech kategorii: American Barley Wine, Herbaciana IPA lub Black Rye IPA - piwo, które otrzyma największą liczbę punktów z ww. kategorii zostanie uwarzone w Browarze na Jurze, a piwowar otrzyma możliwość osobistego udziału w warzeniu.
  • Konkurs zostanie przeprowadzony zgodnie zaleceniami, które opisuje przewodnik dla organizatorów konkursów piw domowych opracowany przez komisję ds. szkolenia i certyfikacji sędziów konkursów piwa - PSPD.
  • Udział w konkursie jest płatny. Sumaryczne środki zebrane z opłat zostaną przeznaczone w szczególności na pokrycie kosztów wysyłek bezpłatnych koszulek konkursowych oraz dyplomów i nagród. Opłacie podlega start w każdej kategorii konkursu. Opłata wynosi 10,00 zł za jedną kategorię.

Gdyby komuś jeszcze było mało informacji, to wszelkie pytania można kierować pod adres e-mail: ckpdbp@gmail.com
Oczywiście Grand Champion to nie jedyna gratyfikacja, która na Was czeka. Główny sponsor konkursu - Słodownia Viking Malt ufundowała dla pierwszych trzech miejsc w każdej kategorii nagrody w postaci słodów. Prócz tego na uczestników czekają koszulki, statuetki, dyplomy i takie tam :)
Piwowarzy domowi wszystko jest w Waszych rękach. Czasu jest jeszcze odpowiednio dużo, ale już dzisiaj bierzcie się do warzenia. Powodzenia!