No i ponownie jakieś risiątko zawitało na bloga. Nic tylko się cieszyć. Dobra Bozia wie, co sprawia mi radość :) Przystanek Tleń z Borów Tucholskich od zawsze jawił mi się jako bardzo odległy i niedostępny. Zapewne to wina położenia geograficznego, ale też i początkowo słabej dostępności ich piw. Od jakiegoś czasu jednak jest już lepiej w tym temacie, więc nie wahałem się zbytnio przed zakupem RIS Brett Rum BA. Wiem, prawie same skróty, ale już wyjaśniam. Otóż mamy tu imperialnego Stouta poddanego fermentacji dzikimi drożdżami, a później leżakowanego w beczce po rumie. Wymyślnie, nie powiem, choć ten rum to raczej nie moje klimaty. Całość zamknięta jest w fikuśnej małej butelce (pochodzącej z Italii) z „gęsią szyją”, co przypomina kadź warzelną, jak również karafkę. Przyznam, że wygląda uroczo. Makaroniarze to jednak mają styl ;) Natomiast etykieta to typowy paździerz… Dzięki tym wszystkim zabiegom piwo wyszło bardzo złożone. Każdy łyk dostarcza tu naprawdę wielu wraż...