Na początek krótka lekcja historii. Piwo Belfast wkroczyło na rynek w 1997 roku, mając 6,5% alkoholu. Po kilku latach postanowiono zmodyfikować recepturę i zwiększyć woltaż do 8,1%. To nie było zbyt dobre posunięcie. W 2010 roku wrócono do pierwotnej receptury, bo sprzedaż systematycznie malała. W 2026 roku ponownie zmieniono recepturę, czego efektem jest nowy Belfast o zawartości 5,5% alko. Tym samym zamiast dopisku „Strong Irish Stout” mamy „W stylu Irish Stout”. Dodatkowo na kontrze widnieje obietnica: „Dzięki odświeżonej recepturze piwo zyskało więcej głębi i intensywności”. Niestety w bajki, to ja już dawno nie wierzę. Odchudzono woltaż, a więc i ekstrakt. Zatem piwo raczej się rozwodniło, a nie zyskało głębię. Tak w ogóle, to ono nigdy nie smakowało, jak Stout i śmiem sądzić, że nadal tak jest. Nie mniej jednak, mam do niego spory szacunek, bo w czasach przedkraftowych, to była fajna odskocznia od koncerniaczków. Wykorzystując okazję, że obecnie można zakupić obydwie wersje, pos...