piątek, 14 czerwca 2019

OKO W OKO - Piwo Na Miodzie Gryczanym vs Piwo Na Miodzie Wielokwiatowym


Tak jak już kiedyś pisałem, pomysłów na piwne pojedynki mam tyle, że w zasadzie mógłbym robić tylko takie wpisy, a i tak jakoś by się to wszystko kręciło. Jednak nie zamierzam tego planu wcielać w życie, bo przecież co za dużo to niezdrowo.
Dziś jednak postanowiłem wziąć w szranki dwa piwa miodowe z Jabłonowa. Piwo Na Miodzie Gryczanym to już w zasadzie weteran wśród piw miodowych. Piłem go wiele razy, a dzięki dystrybucji w Biedronce jest to jedno z najbardziej rozpoznawalnych piw w swojej kategorii. Piwa miodowe nie należą do moich ulubionych, ale jeśli miałbym wybierać, to trunek z Manufaktury Piwnej znalazłby się u mnie w top 3. To naprawdę bardzo dobry napitek. Kilka lat temu dołączył do niego młodszy brat – Piwo Na Miodzie Wielokwiatowym z Imbirem, którego jeszcze nie miałem okazji próbować. Już sama nazwa mówi nam wszystko czego możemy się tu spodziewać. Z jednej strony inny miód, a dodatkowo jeszcze imbir, który swoją drogą bardzo lubię. Aha, ten pierwszy to ciemny lager, natomiast jego młodszy brat to piwo jasne.
Myślę, że tytułem wstępu ta garść informacji wystarczy. Przechodzimy do konsumpcji :)



Piwo Na Miodzie Gryczanym

Zaczynamy oczywiście od klasyka. Tak jak wspomniałem piwo jest ciemne, ale daleko mu do czerni RISa, czy nawet porteru bałtyckiego. Jest to taki ciemny brąz/brunatny odcień. Całość oczywiście wyraźnie mętna i nieprzejrzysta. Piana bardzo znikoma.
Piwo jest cholernie słodkie. Masakrycznie słodkie. Ale dobre. Miód gryczany wyraźnie dominuje nad całą resztą. Lekko opiekany słód jest ledwie jego cieniem. Mamy tu całkiem spore pokłady karmelu oraz niewielkie akcenty przypieczonej skórki chleba i subtelnej mlecznej czekolady. Słodko i monotonnie, ale bardzo smacznie. Wszystko jest tu bardzo naturalne i to niewątpliwa zaleta tego napitku.
Zapach też mocno mi się podoba. Jest intensywny, szalenie naturalny no i rzecz jasna do bólu miodowy. Gryka, miód gryczany, dużo karmelu, nuty opiekanego słodu – tak właśnie to pachnie. W tle skórka chleba i tosty z lekką nutką kakao. No świetnie się to wszystko wącha. Liga światowa! :)
Sam nie wiem czemu mi to piwo tak bardzo podchodzi, ale tak właśnie jest. Ten miód gryczany w połączeniu z ciemnym lagerem naprawdę robi robotę. Owszem jest słodko jak diabli, ale tak właśnie ma być. Najważniejsze, że piwo nie jest jakoś szalenie mocno pełne w smaku, więc i nie zamula. Nie jest to ulep na miarę niektórych barli łajnów, czy brażotów.
Świetne piwo, które zawsze będę polecał.

środa, 12 czerwca 2019

Całkiem dobra APA z Dino za 4 złote!!!


Browar Fuhrmann, czy też może Połczyn-Zdrój to temat rzeka. Właściciel zmienia się tam częściej niż wikary na parafii, a sam browar już kilka razy stawał na granicy upadłości z zaprzestaniem produkcji włącznie. Ostatnia taka akcja miała miejsce rok temu, kiedy to wznowiono warzenie po rocznej przerwie i kolejnej zmianie włodarza.
Koniec końców niechlubny producent obecnie jakoś tam wegetuje, choć przez prawdziwych birgików jest omijany szerszym łukiem niż Strefa Wykluczenia w Czarnobylu. Dość powiedzieć, że ja nie wypiłem ani jednego piwa z tego browaru od grudnia 2014 roku! Ani jednego. Przez cztery i pół roku.
Aż tu nagle pewnego dnia będąc w Dino zbladłem – APA z Połczyna-Zdroju za cztery dukaty! Szok. Nowa fala zawitała pod strzechę. Owszem, Koreb i na przykład koncerny już dawno mają takie piwo w ofercie, nie mniej jednak zgrzyt moich zębów był ogromny. Musiałem kupić i przetestować. Oto moje wrażenia „z jazdy”. Lepiej zapnijcie pasy ;p


Skubaniec z Połczyna pieni się jak rasowy koncerniak. Niemal całą zawartość szklanki wypełniła piana – gęsta, zbita, drobna i sztywna, o białej barwie i naprawdę bardzo dobrej trwałości. Lacing także wzorowy. Brawo! Samo piwo nosi przyjemne dla oka, lekko zmętnione wdzianko w pomarańczowo-złotym kolorze.
Najbardziej w tym piwie obawiałem się charakterystycznej u niektórych producentów (Koreb, Głubczyce, Fuhrmann) nuty oldskulowej/piwnicznej. Na szczęście niepotrzebnie, bo Połczyn APA to całkiem niezłe piwo i w żaden sposób nie odróżniłbym go od typowego kraftu. Mimo bardzo dużego (koncernowego wręcz) stopnia odfermentowania piwo nie jest puste w smaku, czy wodniste. Amerykańskie chmiele czuć bardzo wyraźnie – jest mango, liczi, ananas i marakuja. A po piętach drepczą im nieco stonowane, acz przyjemne cytrusy. Pomiędzy nie próbuje się wcisnąć łagodna i bardzo dobrze skomponowana nuta ciasteczkowego słodu. Dalej są jeszcze subtelne biszkopty z odrobiną karmelu, jak również nieśmiała żywica, igliwie oraz kwiaty. Szkoda tylko, że goryczka jest stosunkowo nieduża, bo inaczej kraftowcy mogliby się zaczerwienić ze wstydu. Wysycenie jest dosyć spore, ale szybko maleje. Alko zupełnie niewyczuwalne. Mamy tu więc naprawdę dobre piwo. Jestem w głębokim szoku.

niedziela, 9 czerwca 2019

Ciężki kaliber - D-Tonacja od Nepomucena


No nie wiem, czy ja jestem do końca zdrowy na umyśle, żeby przy trzydziestostopniowym skwarze pić tak mocne piwo?! Oczywiście w domowym zaciszu, a nie w plenerze. Mimo wszystko jednak to nie do końca zdrowe podejście, ale przecież czego się nie robi dla fanów prawda? ;p
D-Tonacja jest dzisiaj moim gościem. Russian Imperial Stout od Nepomucena. Jeśli w tej chwili macie déjà vu to bardzo dobrze. To piwo już raz było recenzowane na blogu! Ale to dzisiejsze jest zupełnie inne. Można rzec, że to D-Tonacja na sterydach. Woltaż wzrost z 8,2% do 10%, a ekstrakt z 22 do aż 27,5º Blg! Tamto piwo było leżakowane z dębowymi płatkami po beczce z Sherry, a to nie. Tak więc mamy tu tak naprawdę D-Tonację 2.0 lub jak kto woli imperialną wersję. Zmianie uległa także sama etykieta oraz wielkość butelki. Teraz mamy małą flaszeczkę, ale przy tak srogich parametrach to zupełnie zrozumiałe (a zwłaszcza przy dzisiejszej aurze).
Tak więc zabieram się do konsumpcji i do opisywania wrażeń. 


Piwo jest czarne jak polski węgiel z Bogdanki, totalnie nieprzejrzyste i gęste. Panie kochany jakież to gięste i śliskie. Łoleiste i lepkie. Jak półsyntetyk z mojej beemki. A smaczneeeee! Kurde blade, ale pychotka J Paloności jest tu od groma, gorzkiej czekolady również. Do tego dochodzą mocno palone słody, mocna kawa bez śmietanki oraz zjarana skórka chleba. Ale przede wszystkim czekolada. Ma się wrażenie pica gorzkiej czekolady z delikatną domieszką przypalonego karmelu i szczyptą lukrecji. W tle zaś cichutko siedzą sobie suszone ciemne owoce oraz odrobina chmielowych naleciałości. Palona goryczka genialnie się tutaj sprawuje. Jest mocna i solidna, ale nie zalegająca, stanowczo szlachetna, gładka i genialnie wyważona. Alkohol delikatnie grzeje w przełyk i kiszkę, ale sumarycznie piwo jest całkiem dobrze ułożone. No kaszka z mleczkiem to to nie jest, ale pije się równie przyjemnie :)

czwartek, 6 czerwca 2019

Browar Za Miastem i jego pszeniczne :)


Mówi się, że piwo z rana jak śmietana. Nie omieszkam dzisiaj przetestować tego porzekadła, wszak jak to piszę wybiła dopiero godzina dziewiąta :)
Piwo już schłodzone, szkło umyte. Czas na szybki wstęp, a potem już tylko gul, gul, gul…
Dziś mamy kolejny debiut na blogu. Postanowiłem sprawdzić formę Browaru Za Miastem. Dosyć często wpadałem na tego kontraktowca, głównie w dużych sieciach handlowych, więc z przyzwoitości piwnego blogiera muszę dać mu szansę. Padło akurat na pszeniczne, czyli niemieckiego Weizena. Rzadko pijam, a lubię takie klimaty, więc będzie okazja pozytywnie mnie zaskoczyć (oby).
Browar Za Miastem warzy swoje piwa w Browarze Czarnków. Nie wiem, czy wszystkie piwa, ale to jedno na pewno. Projekt ten posiada dosyć charakterystyczne etykiety, które są jak dla mnie nieco zbyt ascetyczne, skromne, by nie powiedzieć starodawne. Mi generalnie się nie podobają, choć nazwy piw mają spoko – Długi Weekend, Pełen Luz, Święty Spokój, Pogoda Ducha, Leniwe Chwile, tego typu klimaty.


Mój dzisiejszy gość w szkle prezentuje się naprawdę zacnie. Piwo jest odpowiednio mętne, złociste w kolorze. Piana – betonowa, szalenie obfita, zwarta, sztywna i niebywale długowieczna. Lacing obecny, choć raczej skromny.
Piję, mlaskam i oblizuję mordkę. Gładki i fajnie ułożony pszeniczniak. Jest pszeniczno-słodowa baza, jak również wyraźne banany. Goździka niewiele, ale coś tam z lekka pobrzmiewa. Jest też sporo nut biszkoptowych, nieco drożdżowych oraz bardzo przyjemna szczypta gumy balonowej. Wysycenie średnie, pasujące do całości. Bardzo klasyczne jak widzę podejście do tematu. Piwo jest słodkawe, ale nie mulące i rześkie na podniebieniu. Nieźle gasi pragnienie.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

X CZĘSTOCHOWSKI KONKURS PIW DOMOWYCH - Zapowiedź


Piwowarzy domowi oraz piwowarki! W imieniu swoim i Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego zapraszam wszystkich chętnych do wzięcia udziału w X CZĘSTOCHOWSKIM KONKURSIE PIW DOMOWYCH BRACTWA PIWNEGO (CKPD BP).


Konkurs odbędzie się 7 września 2019 roku, już po raz trzeci w ramach kolejnej edycji Częstochowskiego Festiwalu Piwa!
Z racji tego, że jest to jubileuszowy konkurs w tym roku obowiązuje, aż dziesięć kategorii konkursowych:
1.      Double India Pale Ale (DIPA/Imperial IPA)
2.      American Barley Wine
3.      Porter Bałtycki
4.      Belgian Tripel
5.      Piwo Grodziskie
6.      Herbaciana IPA (Tea IPA)
7.      Black Rye IPA
8.      Piwo ziołowe (Gruit)
9.      Cydr
10.  Piwo niskoalkoholowe

Regulaminu Konkursu macie pod tym linkiem, ale dla leniwych zebrałem do kupy najważniejsze informacje, które mogą Wam się przydać:
  • Uczestnik może startować w dziesięciu kategoriach.
  • W każdej kategorii uczestnik może wystawić najwyżej jedno piwo.
  • Uczestnik ma obowiązek dostarczenia piw konkursowych wraz z wydrukowanym formularzem zgłoszeniowym w terminie od 01.08.2019 r. do dnia 02.09.2019 r. na adres organizatora:
    Andrzej Grzeliński
    ul. Waszyngtona 53
    42-202 Częstochowa
    z dopiskiem „X CKPDBP”
  • Grand Champion wybrany zostanie spośród następujących trzech kategorii: American Barley Wine, Herbaciana IPA lub Black Rye IPA - piwo, które otrzyma największą liczbę punktów z ww. kategorii zostanie uwarzone w Browarze na Jurze, a piwowar otrzyma możliwość osobistego udziału w warzeniu.
  • Konkurs zostanie przeprowadzony zgodnie zaleceniami, które opisuje przewodnik dla organizatorów konkursów piw domowych opracowany przez komisję ds. szkolenia i certyfikacji sędziów konkursów piwa - PSPD.
  • Udział w konkursie jest płatny. Sumaryczne środki zebrane z opłat zostaną przeznaczone w szczególności na pokrycie kosztów wysyłek bezpłatnych koszulek konkursowych oraz dyplomów i nagród. Opłacie podlega start w każdej kategorii konkursu. Opłata wynosi 10,00 zł za jedną kategorię.

Gdyby komuś jeszcze było mało informacji, to wszelkie pytania można kierować pod adres e-mail: ckpdbp@gmail.com
Oczywiście Grand Champion to nie jedyna gratyfikacja, która na Was czeka. Główny sponsor konkursu - Słodownia Viking Malt ufundowała dla pierwszych trzech miejsc w każdej kategorii nagrody w postaci słodów. Prócz tego na uczestników czekają koszulki, statuetki, dyplomy i takie tam :)
Piwowarzy domowi wszystko jest w Waszych rękach. Czasu jest jeszcze odpowiednio dużo, ale już dzisiaj bierzcie się do warzenia. Powodzenia!

sobota, 1 czerwca 2019

DDH DIPA od Sir Beer. Czy warto?


Piwa typu DDH już na dobre się u nas zadomowiły. Oczywiście każdy browar interpretuje ten skrót na swój sposób, ale nie da się już chyba tej mody nie zauważyć. Najbardziej w to wszystko wkręcił się AleBrowar, który ma już w swoim dorobku całkiem sporo takich piw. Ekipa z Lęborka bardzo wysoko zawiesiła konkurencji poprzeczkę, do której inne browary próbują teraz doskoczyć.
Jednym z nich jest Sir Beer z Bytomia. Wiele osób zapewne myśli, że to jakiś kontraktowiec, ale to browar fizyczny z krwi i kości. Póki co jestem w trakcie wyrabiania sobie o nich opinii i mam nadzieję, że Arapaho mi w tym pomoże. Jest to klasyczna DDH DIPA, nie ma tu nigdzie mowy, że to New England. Nie przedłużając zbytnio biorę się do roboty, bo mam tu przecież piwo do wypicia ;)


Doznałem sporego szoku, gdy ujrzałem to piwo w szkle. Jest cholernie ciemne jak na podwójną ipkę! Ciecz ma kolor głębokiej miedzi, jakiej nie powstydziłby się rasowy koźlak. A pieni się to to, niczym Weizen jakiś. Piana jest bardzo obfita, drobna, zwarta i puszysta. Opada naprawdę wolno, zostawiając na szkle wyraźne firany.
Czas na pierwszy kontakt. Siup do dzioba. Myślałem, że będzie bardzo słodko, ale tak nie jest. Naprawdę dowalili tych chmieli, bo pojawiająca się ziołowo-chmielowa goryczka spisuje się tu całkiem nieźle. Nie jest może jakaś mocarna, ale sprawia dobre wrażenie. Piwo jest oczywiście wyraźnie słodowe, przy czym mamy tu sporo opiekanego słodu, a nawet skórkę od chleba. Do gry włącza się również pewna doza karmelu, ale dość szybko przykrywają go słodkie czerwone owoce, pochodzące ze szczodrego chmielenia. Natomiast cytrusów to ja tu nie wyłapałem, a szkoda, bo wówczas trunek nabrałby trochę rześkości. W tle pałętają się subtelne kwiaty, landrynki oraz nieco żywicy. Alkohol jest w zasadzie nieobecny, za co szacun. Sumarycznie nie jest to złe piwo, ale sprawia takie trochę mdłe wrażenie.

środa, 29 maja 2019

SZTOS! Russian Imperial Stout z Manufaktury Piwnej


Browar Jabłonowo niby niepozorny, niby głównie trzepiący piwa dla marketów, a jednak czasem potrafi nieźle zaskoczyć. Potrafi rozszerzyć źrenicę i rozdziawić japę ze zdziwienia (patrz Porter Podbity Śliwką). Nie inaczej było pod koniec zeszłego roku, kiedy to na rynek wyszły kolejne dwa mocarze spod szyldu Manufaktura Piwna. Barley Wine będzie bohaterem innego odcinka, a tymczasem zajmę się piwem czarnym i teoretycznie bardzo palonym.
Russian Imperial Stout z Jabłonowa leżakował sobie w browarze 9 miesięcy, plus ja dołożyłem jeszcze prawie pół roku, więc to bardzo uczciwy czas, by piwo już nieźle się ułożyło. Uczciwe są również i parametry, bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że 25º Blg to nie jest żadne pójście na skróty. To pełnoprawny RIS, który jak jest dobrze zrobiony to będzie zwalał z nóg (dosłownie i w przenośni). W składzie co prawda nie ma tu nic ekstremalnego, choć żyto zasługuje na uznanie – powinno być gładko.
Muszę jeszcze wspomnieć o opakowaniu, które cholernie się wyróżnia spośród konkurencji. Oczywiście malowana farbą butelka znana jest choćby ze wspomnianego porteru, ale ta czerwona matrioszka naprawdę robi robotę. Ruskie konotacje gwarantowane :)

 
Piwo faktycznie jest czarne, ale piany to tu nie ma za grosz. Nalewałem agresywnie, a udało mi się wymusić jedynie dwumilimetrowy kożuszek, który i tak zdążył już zniknąć nim porządnie złapałem ostrość w aparacie.
Piję. Dżizysss, ale to dobre! Gładziutkie jak nogi topmodelki po peelingu. Piwo jest przyjemnie gęste, może nawet nieco oblepiające. Gęste i śliskie, a przy tym niebywale aksamitne. Wow! Czekolada do picia, mleczna czekolada, do tego duża porcja kakao i dobrej jakości pralinek. W to wszystko zatopione zostały ciemne suszone owoce – mocno odzywa się suszona śliwka, rodzynki i daktyle. Dawno nie piłem tak owocowego RISa bez dodatku owoców. Nieco później docierają do mnie akcenty prażonego słodu i łagodnej kawy (bardziej zbożowej niż tej prawdziwej). Paloności jest tu niewiele, ale wcale mi to nie przeszkadza. Samej goryczki też jest niedużo, bo piwo wyraźnie kieruje się w stronę z napisem #teamslodyczka. Choć nie ma w tym jakiejś przesady, nie jest to jakiś ulep. Z tła można wyłuskać subtelne echa karmelu, cukru brązowego, chlebka razowego oraz melasy. Słodko, ale mega przyjemnie. Alkohol delikatnie grzeje w rurę, ale tylko od środka. W ustach w ogóle go nie czuć! Ułożenie pierwsza klasa. Pyszności. Nie spodziewałem się, aż takiej petardy.

niedziela, 26 maja 2019

OKO W OKO - Tenczynek Pils vs Tenczyn Pils


Fejsbukowe ankiety jak widać nie zawsze mają sens. Na fanpejdżu bloga głosowaliście emotkami na najbliższy wpis z cyklu Oko w Oko i co? I dupa. Wszystkie trzy propozycje dostały dokładnie taką samą ilość głosów! Nie do uwierzenia. Ale to nic, najważniejsze że zainteresowanie było spore :)
W związku z powyższym sam musiałem dokonać wyboru i padło na pilsy z Tenczynka. Zapewne wiedziony byłem sentymentem moich niedawnych odwiedzin tego browaru (wpis z wycieczki macie tutaj).
Tak więc mamy piwo Tenczynek Pils oraz Tenczyn Pils, przy czym obydwa piwa mają różne parametry. Zapytacie zapewne o co tutaj chodzi. Po co browar wypuszcza dwa różne pilsy pod niemal bliźniaczą nazwą? Otóż marka Tenczyn pojawiła się stosunkowo niedawno i są to piwa tzw. niskobudżetowe, produkowane z nieco tańszych składników, głównie dla dużych sieci handlowych. Stąd też zauważalna różnica w cenie obydwu piw. Info pochodzi prosto ze źródła, więc jest sprawdzone. Bierzmy się zatem za degustację porównawczą. Czy tańszy, budżetowy pils rzeczywiście będzie gorszy niż ten wychuchany (reprezentacyjny)?



Tenczynek Pils

Piwo łypie na mnie ze szkła ładną, pełno złocistą barwą. Jest klarowne z tzw. iskrą. Piana może i nie jest zbyt wysoka, ale wygląda całkiem zgrabnie. Jest drobna i puszysta, ale niestety niezbyt trwała.
Piję. Z pewnością chmielami to mi tu nie bucha. Jest to raczej słodowe piwo, mocno nasiąknięte nutami chlebowymi i zbożowymi. Chmiele robią tu tylko za statystów i ich udział jest bardzo niewielki – daleko w tle pojawia się szczątkowa ilość ziół i takiego tradycyjnego chmielu. Wysycenie jest średnie, czyli jak dla mnie optymalne. Goryczka jest raczej za niska jak na pilsa. Owszem jest obecna, ale to zaledwie poziom wyżej niż koncernowe eurolagery. Nie smakuje to źle, ale daleko mu do urywania czegokolwiek.
W aromacie jest chyba ciut lepiej. Piwo pachnie w miarę intensywnie, świeżo i naturalnie. Chmiel zyskuje tu na sile, dzięki czemu umiejętnie zaczyna współgrać z ciasteczkowo-zbożową słodowością. Co ciekawe pojawia się tu również niewielki udział karmelu, którego w smaku nie czułem w ogóle. Sam chmiel występuje w tradycyjnej ziołowo-trawiastej formie. Taki zapaszek już mnie w miarę satysfakcjonuje. Łapka wędruje do góry :)
Całość jest pełna w smaku, średnio treściwa i dosyć słodkawa na finiszu. Oczywiście przy tak słabej goryczce nie może być inaczej. Prócz samego chmielu brakuje mi tu rześkości i takiego orzeźwiającego sznytu. Owszem, piwo da się spokojnie pić. Nie jest złe, można nawet powiedzieć, że nie ma wad sensu stricto, ale do naprawdę dobrego pilsa mu daleko.

OCENA: 6/10
CENA: ok 3.50ZŁ
ALK. 5,4%
TERMIN WAŻNOŚCI: 25.11.2019
BROWAR TENCZYNEK


Tenczyn Pils

Kolor jest tutaj wyraźnie jaśniejszy, w zasadzie to już taki słomkowo-żółty. Piana natomiast wygląda identycznie.
Jest spora różnica w smaku. To piwo jest na pewno bardziej rześkie i bardziej chmielowe. Równowaga na linii słód-chmiel jest zachowana idealnie! Lekkim nutkom jasnego pieczywa i słodu towarzyszy bardzo sympatyczna chmielowość. Nie ziołowa, acz bardziej chmielowa właśnie. Taki czysty chmiel tu wyczuwam oraz świeżo skoszoną trawę. Wysycenie jest identyczne jak powyżej. Chmielowa goryczka także na takim samym poziomie, choć jej profil jest bardziej rześki i po prostu smaczniejszy. Naprawdę fajnie to smakuje.
Zapach także robi niezłą robotę. Bucha mi tu chmielem na kilometr. Zielona trawka, świeży zielony chmiel, a na dokładkę subtelne zioła oraz skunks! Tak. W ciemno zaklinałbym się, że to piwo jest w zielonej butelce. Słodowość także jest tu nader sympatyczna. Taka cholernie ciasteczkowa, biszkoptowa, herbatnikowa. Żadnego zboża, czy nawet chleba. W tle cichutko siedzi sobie nutka kwiatów i bliżej nieokreślonych owoców, choć stawiałbym na jakieś cytrusy (szok!).
Tenczyn Pils jest piwem dużo bardziej rześkim, bardzie chmielowym i na pewno dużo bardzie pijalnym. Piwo jest lekkie w odbiorze, genialnie zbalansowane, świeże i pachnące. Zapewne nie użyli tutaj słodu karmelowego i to właśnie może być klucz do sukcesu.
Bezsprzecznie i niepodważalnie to piwo jest lepsze. Lepiej gasi pragnienie, jest bardziej złożone i lepiej zbalansowane. Tak więc tańsze, nie zawsze znaczy gorsze :D

OCENA: 8/10
CENA: 2.29ZŁ (Dino)
ALK. 6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 24.11.2019
BROWAR TENCZYNEK