czwartek, 30 października 2014

MADAME BLOND


ALK.6,4%. Jakiś czas temu do niemieckiego wujka Helmuta z Faktorii dołączyła pewna młoda dama z Belgii o imieniu Madame Blonde.
Niezbyt dużo mamy do powiedzenia jeśli chodzi o belgijskie style, toteż cieszy każdy wypust zahaczający o ten piwny kraj. Tytułowa Madame to rzecz jasna piwo w stylu Belgian Blond wsparte odrobiną przypraw, konkretnie skórką pomarańczową i kolendrą. Obecność przypraw w tym stylu nie do końca pokrywa się z belgijską tradycją, jednak wiadomo, że trzeba było czymś zastąpić absencję oryginalnych belgijskich drożdży, które robią całą robotę w większości piw z rejonów Flandrii, Brabancji i Walonii.
Osobiście cieszy mnie fakt, że nie pokuszono się tutaj o użycie nowofalowych lupulin, które uczyniłyby z tego piwa kolejną przechmieloną hybrydę. Tymczasem mamy tu klasykę w postaci brytyjskiego Northern Brewer oraz słoweńskiego Styrian Goldings. 

Piwo nie pieni się jakoś oszałamiająco. Niewysoka piana o szarej barwie jest rzadka, mieszano ziarnista i niestety opada dość żwawo, ku mojemu niezadowoleniu.
Przeciętnie nasycony trunek operuje głęboką miedzianą barwą i nawet z dużym przymrużeniem oka nie mogę o niej powiedzieć, że jest złota. Poza tym widzę tu wyraźną mętność, to jednak jest mało istotne.
Po wetknięciu mojego narządu węchu do pokala od razu wyczułem przyprawowe fenole oraz wyraźną drożdżowość, którą bardzo lubię. Na drugim planie występują sympatyczne klimaty cytrusów (pomarańczy i cytryn), natomiast tyły zamykają delikatne niuanse ziemistego chmielu, słodu i perfum.

wtorek, 28 października 2014

MARCOWE


ALK.5,8%. Piwo marcowe, zwane też oktobfestbier tradycyjnie warzone było raz w roku, na koniec okresu piwowarskiego. Była to wiosna (przeważnie marzec), a piwo leżakowało przez całe lato, aby oddać to co najlepsze jesienią, kiedy trwały dożynki chmielowe. Taka była historia, ale teraz jest zupełnie inaczej. Marcowe z pewnością nie jest już tym marcowym, co kiedyś, a browary warzą je (z nielicznymi wyjątkami) przez okrągły rok.
W Polsce jest kilka browarów imających się tego stylu. Jednym z nich jest Browar Kormoran, który cały czas kombinuje, miesza i rotuje, zmienia etykiety, butelki i nazwy. Prawdziwy z niego kameleon wśród browarów! Najpierw Warmińskie Rewolucje zastąpiły Olsztyńskie, a teraz pojawiło się nowe Marcowe, które zmiotło z rynku stare Piwo Marcowe, nie oszczędzając również Cerevisia Marcialis. Nowe wyrób jest długo leżakowany (choć nigdzie nie podano jak długo), płytko odfermentowany, niefiltrowany, pełniejszy i treściwszy, chmielony Marynką i Lubelskim. Największa jednak zmiana to zacieranie dekokcyjne – dosyć czasochłonny proces produkcji piwa, obecnie bardzo rzadko stosowany. 


Tak między nami mówiąc, oktoberfestbier to dość nudny i nijaki styl, który niczym szczególnym się nie wyróżnia. Z powodzeniem można go porównać do nieco ciemniejszego, bardziej treściwego piwa koncernowego z kategorii ‘jasne pełne’. 
Podobna rzecz dzieje się właśnie z ichnim Marcowym, tyle że w intensywniejszym wydaniu.
Piwo posiada ładną prezencję, a jego bursztynowa barwa w pełni oddaje użyte tutaj słody. Kremowa, mieszano ziarnista czapa obfitej piany dość długo utrzymuje się na powierzchni, opada powoli i z gracją, wspaniale krążkując na ściankach.
Średnio intensywny zapach został wyraźnie zdominowany przez akcenty typowo słodowe z lekkimi wtrętami tostów i opiekanego zboża. W tle objawiają się minimalne cienie karmelu oraz bardzo łagodnego chmielu.

sobota, 25 października 2014

HOP SASA


ALK.5%. Piwa określane jako Polish IPA (chociaż bardziej lubię słowo PIPA ;>) przestałem liczyć w chwili, gdy zabrakło mi palców prawej dłoni. AleBrowarowa single hop PIPA nie jest więc żadnym novum na polskim rynku piwnym. Wręcz przeciwnie – stosunkowo nowa, supergoryczkowa odmiana chmielu Iunga użyta w tym piwie, zyskuje coraz większe uznanie wśród polskich rzemieślników, chociaż i  tak wiadomo, że nigdy nie dorówna kolegom zza ‘wielkiej wody’.
Wyrażę teraz swój aplauz odnoście etykiety, która fajnie współgra z nazwą piwa. Na froncie mamy moherową babcię, która (mimo, że nie ma nóg) wygląda jakby tańczyła lub podskakiwała, co zapewne ma konotacje ze słowami hop sasa, które też nie są przypadkowym zlepkiem liter. ‘Hop’ to przecież chmiel, a ‘sasa’ może pochodzić od Augusta III Sasa... Zabieg ten zatem dość okrężną drogą akcentuje użycie w tym piwie polskiego chmielu. 


Hop Sasa to waga lekka wśród IPA, co objawia się już w kolorze, który oscyluje wokół ciemnego złota. Poza tym ciecz jest wyraźnie mętna.
Na powierzchni uformowała się niezbyt wysoka, biała piana, zbudowana z mieszanej wielkości pęcherzy. Nie jest ona szczególnie trwała, jednak w skuteczny sposób czepia się szkła.
Staram się jak mogę wydobyć głębię aromatu z tego piwa, uporczywie mieszając i wtykając swoje nozdrza do pokala. Niestety na niewiele się to zdaje, bowiem zapach nie jest jakoś bardzo intensywny. Intensywność jednak nie jest tutaj największym problemem, w przeciwieństwie do jednorodności i czegoś jeszcze... Zapach został dość poważnie zdominowany przez wyraźną słodową bazę, która swoim opasłym cielskiem przywaliła nieznaczne tylko niuanse chmielowe. Piwa nie oszczędził także maślano-mydlany diacetyl, którego się tutaj kompletnie nie spodziewałem. Gdzieś tam w tle majaczy niewyraźna owocowość oraz ulotny karmel, ale na niewiele się to zdaje. Całość jest mdła i nieciekawa.

środa, 22 października 2014

CE N'EST PAS IPA AMBREE


ALK.6,4%. Pamiętacie Ce n’est pas IPA z ubiegłego roku? Tradycyjne francuskie piwo w niezmiernie rzadko uprawianym stylu Bière de Garde?
We wrześniu tego roku Pinta powróciła z ‘piwem przechowywanym’ i to ze zdwojoną siłą. Pojawiły się bowiem dwie wersje Ce n’est pas IPA – pierwsza jest kopią zeszłorocznego wypustu (że to niby Blonde ma być), natomiast wersja Ambrèe jest mocniejsza, bardziej wyrazista i złożona. Różni się ona kolorem, który jest ciemniejszy; zawiera też więcej procentów i ma wyższy ekstrakt. Poza tym inny jest też zasyp, gdzie tym razem zastosowano więcej słodów ciemnych. Zwiększono także ilość żabo..., przepraszam francuskich chmieli z dwóch do trzech, nie zrezygnowano natomiast ze skórki słodkiej pomarańczy, mąki kasztanowej oraz owoców mirtu.
Takie zagrywki z Bière de Garde są jak najbardziej dozwolone, bowiem jest to bardzo trudny styl do zdefiniowania, który wyraźnie różni się w zależności od rejonu, z którego pochodzi. 


W pokalu piwo nie wygląda zbyt apetycznie. Beżowa piana jest niska, dość rzadka i finalnie szybko opada do symbolicznego pierścienia. Lacing praktycznie nieobecny.
Kolor także szczególnie nie zachęca do degustacji – trunek jest mętny, brunatny z przebłyskami głębokiej miedzi. Podobny jest do koloru mocno zaparzonej herbaty.
Jednak już pierwszy łyk mówi mi, że jest dobrze. Piwo jest wyraźnie słodkawe, z mocnym zarysem ciasteczkowego słodu, biszkoptów, drożdży i lekkich posmaków chlebowych. W tle natomiast objawia się odrobina pikanterii i przypraw, znana z niektórych serów pleśniowych. Pomiędzy nimi bryluje łagodna, wręcz subtelna chmielowość oraz szczypta bliżej nieokreślonych owoców (być może mirtu). Po przełknięciu na przełyku zostaje fajna, leciutko pikantna naleciałość, która nader mi się podoba. Obecności goryczki nie stwierdziłem.

niedziela, 19 października 2014

POLSKIE BROWARY – Browar Kormoran


Słowo się rzekło, jedziemy dalej z cyklem opisującym polskie browary. Na pierwszy ogień poszła Pinta, natomiast dzisiaj przyjrzymy się bliżej pewnemu warmińskiemu browarowi z Olsztyna, który jako drugi z kolei przekroczył magiczną barierę 25 piw na blogu. 
Zapewne macie swoją wyrobioną opinię o tym browarze i jego wyrobach. Zobaczcie zatem, czy moje spojrzenie jest takie same.


 Browar Kormoran

Rok założenia
1993
Prezes
Andrzej Olkowski
Lokalizacja
Olsztyn
Motto/hasło
Piwa warzone z pasją
Logo


Olsztyński browar działa od 1993 roku, a jego współtwórcą jest prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich – Andrzej Olkowski.
Browar Kormoran obecnie nie posiada konkurencji w Olsztynie, chociaż wkrótce się to zmieni -  na ukończeniu jest już budowa Browaru Zamkowego Młyn.
Panuje powszechna opinia, że Kormoran reprezentuje grupę do tzw. browarów regionalnych, chociaż nie ma jednej, spójnej i zwięzłej definicji wyjaśniającej co to jest browar regionalny. Jego moce produkcyjne wynoszą około 50 000 hektolitrów rocznie, co czyni go średniakiem wśród średniaków, że tak to ujmę. Browar jest obecnie bardzo dobrze rozpoznawalną marką, a jego piwa bez problemu można kupić w niemal każdym zakątku naszego kraju. Od morza, aż do Tatr.
Jak łatwo zauważyć ideą całego browaru jest jego regionalny charakter, tradycyjna metoda warzenia i przywiązanie do tradycji. Kiedyś nawet browar systematyzował swoje piwa w specjalne grupy: Specjały Kormorana i Regionalne z Warmii i Mazur, jednak obecnie nie kultywuje już tego podziału.


Nie będę ukrywał, że Kormoran to jeden z bardziej wyróżniających się polskich browarów. Posiada on bardzo bogatą i zróżnicowaną ofertę piw, skierowaną do szerokiego grona odbiorców. Wyroby z tej warzelni znajdują zarówno uznanie zwykłych zjadaczy chleba, jak i również bardziej świadomych i wybrednych smakoszy złocistego trunku. Świadczą o tym liczne medale i wyróżnienia zdobyte na krajowych i międzynarodowych konkursach piwnych (np. złoto i brąz na European Beer Star w Niemczech).

sobota, 18 października 2014

FREE STYLE ALE


ALK.5%. Browar Na Jurze już chyba na dobre zyskał miano browaru nowoczesnego, odważnego i nie bojącego się eksperymentować z nowofalowymi chmielami i stylami. Ostatnio jednak zaliczył sporą wpadkę z Jurajską Pomarańczą.  Osobiście uważam, że tamto coś w ogóle nie powinno ujrzeć światła dziennego.
Najnowszym ich dziełem jest tytułowe piwo, które jest tak lajfstajlowe, że aż głowa boli (no, Sherlocki to teraz już wiecie skąd taka, a nie inna nazwa). Ponoć ma to być nietuzinkowy Amber Ale.
W składzie występują: słód pilzneński, pszeniczny, monachijski, karmelowy oraz pszenica niesłodowana, kolendra i dwa rodzaje drożdży – po części przypomina mi to zmutowanego witbiera. Do tego wszystkiego dochodzą chmiele: polska Marynka i Lubelski oraz amerykańska Citra i czeski Saaz. Mikstura ta została bardzo nisko odfermentowana, co zwiastuje sporą treściwość oraz pełnię.
Szklanki w dłoń i do dzieła!


Zawierciański wynalazek pieni się bardzo obficie. Piana jest wysoka, drobno ziarnista, puszysta i nad wyraz trwała. Zostawia nieliczne osady na szkle, ale sumarycznie prezentuje się bardzo dobrze.
Trunek cechuje sakramencka mętność, a jego barwa jest nieco brunatna, pod światło beżowo-bursztynowa.
Średnio wysycone piwo może nie pachnie zbyt intensywnie, ale za to bardzo urzekająco. Biszkoptowo-ciasteczkowa słodowość została dość dobrze ukryta pod pierzynką aromatycznych kwiatów i przyjemnych niuansów owocowych (mango, liczi, brzoskwinia, gruszka). W głębi pobrzmiewa subtelna nuta karmelu i lekko opiekanych tostów. Całość pachnie świeżo, minimalnie chlebowo z odrobiną pszenicznych aspektów i przypraw, głównie kolendry. Bardzo fajnie się to wącha.

piątek, 17 października 2014

DZIKIE ALE


ALK.4%. Kilka miesięcy temu Perła poszła na całość! Lubelski browar zaprezentował swoje nowe piwo z Browaru Zwierzyniec – Dzikie Ale. Co niektórzy (bardziej łatwowierni i naiwni) myśleli nawet, że może to będzie jakieś belgijskie ustrojstwo na dzikich drożdżach, ale niestety to nie ta bajka, zupełnie inna para kaloszy. Chociaż i tak jest nieźle. Jak najbardziej za pomysł i przede wszystkim odwagę brawa się należą.
Długo musiałem przecierać oczy ze zdumienia, gdy dowiedziałem się co za nowość nam szykuje Browar Perła - AMAZING! Dzikie Ale - wbrew nazwie - jest to piwo w brytyjskim stylu Brown Ale! Nie jest to zbyt wyrazisty styl, w dodatku nie specjalnie za nim przepadam, ale sam koncept z pewnością jest godny podziwu i poszanowania. Czyżby zatem kolejny „browar regionalny” zamierzał wchodzić w strefę piw niszowych i zaczynał zabawę z drożdżami górnej fermentacji?
Z tego co wiem jest to pierwsze piwo na tych drożdżach, jakie uwarzył ten browar w ciągu całego swego żywota, a nawet jeśli nie, to na pewno w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Z chęcią przybiłbym piątkę i pogratulował temu, kto zaproponował ten pomysł. 


Rzeczony Brown Ale pieni się dość obficie. Beżowa piana jest wysoka, ale dość rzadka, zbudowana ze średniej wielkości pęcherzy. Opada w średnim tempie, zostawiając nieliczne osady na szkle.
Piwo nosi ładny, miedziany odcień, który doskonale współgra z kolorystyką etykiety. W ogóle cała szata graficzna prezentuje się doskonale. Mimo stonowanych kolorów jest nowoczesna i przejrzysta, a zarazem elegancka i dostojna. Łatwo ją wychwycić z tłumu, tylko ten niby-dzik wygląda trochę jakby miał wściekliznę, czy cuś...
Jak na ‘brałn ejla’ piwo pachnie zdecydowanie za słodko, a za mało wyspiarsko. Słodkawy karmel, zahaczający o strefy toffi swoim ogromem przykrywa piernikowo-tostowe klimaty oraz lekko opiekaną słodowość. Głęboko w tle pałęta się niewielka nuta estrowa (ciemne winogrona, śliwki węgierki), obsypana z lekka kostką słodkiej czekolady. Całość pachnie może nie do końca stylowo, ale za to całkiem przyjemnie.
Wysycenie jest rzekłbym typowo polskie – wysokie, drobne i lekko szczypiące i w żadnym wypadku nie przypomina wyspiarskiego browna.

środa, 15 października 2014

POLKA PILS


ALK.4,1%. No wreszcie, nareszcie! W końcu dorwałem Polkę z Wąsosza (tylko bez skojarzeń proszę, chodzi o piwo, a nie o kobietę).
Polska Pils to jedno z dwóch pierwszych piw uwarzonych pod czujnym okiem Marcina Ostajewskiego w Browarze Wąsosz i od razu wyjaśniam, że jest to, to samo piwo co Wąsosz 9°. Polka rozlewana jest do bezzwrotnych butelek i wędruje po całym kraju, natomiast Wąsosz 9° to trunek we flaszce zwrotnej, dostępny tylko lokalnie.
Rzadko można spotkać piwo o tak niskim ekstrakcie, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Z lekkich piw słyną nasi południowi sąsiedzi, ale tam raczej króluje czeska desitka (10°Blg), której u nas można ze świecą szukać. Natomiast 9° to już zwyczajny biały kruk! Oczywiście pomijam hipermarketowe „piwa” typu Roger, w których żeby się być dosłownym, należy mierzyć zawartość piwa w wodzie. 


Polka Pils w degustacji polskich pilsów Częstochowskiego Kręgu Bractwa Piwnego zajęła bardzo wysokie, drugie miejsce. Co więcej, gro osób (nie tylko blągeruff) nie szczędzi komplementów pod adresem tego specjału, nazywając je nawet mianem prawdziwego-polskiego-pilsa-za-trzy-złote, chociaż po prawdzie piwo kosztuje ponad 3 zeta. A co ja o nim sądzę?
Po pierwsze, piwo ma niebywałą pełnię jak na dziewiątkę. Harnaś me ze 12°, a smakuje jak woda z piwem w proporcji 50:50. Polka natomiast jest smaczna, lekka i rześka. Może nie posiada treściwości RISa, ale o wodnistości także nie może być mowy.
Smak to połączenie pilzneńskiego słodu i wyrazistego polskiego chmielu (Marynka i Sybilla), nasączonego subtelną nutą świeżej trawy oraz dość ekspresyjnych ziół. W tle niezłą robotę robi fajna kwaskowatość, która tuż po przełknięciu zastępowana jest przez szlachetną, średnio mocną, acz niezaprzeczalną goryczkę. Chmielowo-ziołowa, nie zalegająca goryczka stanowi miły i zarazem mocny punkt tego napitku.

poniedziałek, 13 października 2014

OLSZTYŃSKIE


ALK.5,2%. Piwo Olsztyńskie swoją nazwą nawiązuje oczywiście do warmińskiego miasta, z którego się wywodzi. Jednak przy pewnej dozie wyobraźni i dość poważnej wadzie wzroku, można je też podciągnąć pod Olsztyn koło Częstochowy (to właśnie tam są te słynne ruiny zamku). Tak więc można powiedzieć, że moja gminna miejscowość także ma „swoje” piwo, a raczej miała. Olsztyńskie bowiem już nie znajduje się w ofercie Browaru Kormoran, a jego miejsce zajęły Warmińskie Rewolucje, w którym zastosowano odwrotne chmielenie.
Piłem je na początku września i muszę przyznać, że było bardzo dobre.
Dzisiaj jednak postanowiłem zgłębić pierwowzór tego „odwrotnego specyfiku”. Olsztyńskie na aromat było chmielone aromatyczną Sybillą, natomiast na goryczkę słynną Marynką.
Swoją drogą fajnie jest napić się piwa, którego w zasadzie już nie ma na rynku (nie licząc pojedyńczych niedobitków) i które powoli staje się częścią piwowarskiej historii. 


Po przelaniu do szklanki, ciemno złote piwo okryło się średnio obfitą, białą pianą o dość drobnej strukturze. Niestety jej żywotność nie jest zadowalająca – piana już po kilku minutach była tylko wspomnieniem.
W zapachu czuć po prostu... piwo. Wącham i czuję klasycznego, jasnego lagera na europejskich chmielach. Solidna słodowa baza typu biszkoptowego, odrobina zbożowości i łagodna nuta chlebowa w konsekwentny sposób przełamują lekkie tony subtelnego chmielu oraz minimalnego aromatu piwnicznego, który bardzo lubię. Gdzieś tam głęboko w tle pałęta się natomiast coś na kształt miodu, czy karmelu, przez co zapach jest lekko słodkawy. Całość mimo skromnych akcentów chmielowych pachnie ładnie i przyjemnie.
Piwo zostało dość oszczędnie potraktowane dwutlenkiem węgla, ale na szczęście stopień nasycenia nie zszedł poniżej pewnego, przyjętego minimum.

sobota, 11 października 2014

PSZENICZNE


ALK.5%. Nie darzę Browaru Witnica jakimś wielkim szacunkiem (sorry!). Nie będę owijał w bawełnę – po prostu robią słabe, niekiedy tragiczne, a czasem ohydne i niewypijalne wręcz piwa (mógłbym tak jeszcze długo wyliczać). Tak było odkąd pamiętam i z pewnością nie prędko się to zmieni, mimo kilku ostatnich prób.
Pierwszą jaskółką zwiastującą próbę zmiany ich wizerunku był Lubuski Chmiel. Chwilę później pojawiło się - niczym grom z jasnego nieba - Lubuskie IPA. Wszystkim opadły szczeny, niestety obydwa piwa nie utkwiły mi na długo w pamięci, aczkolwiek muszę przyznać, że nie były najgorsze.
Najnowszym dziełem Browaru Witnica jest piwo pszeniczne. Prosty, tradycyjny, wszystkim dobrze znany, górno fermentacyjny, niemiecki hefe weizen. Zaraz, zaraz, ale przecież Witnica miała już pszeniczniaka. Owszem, ale tamten syf (nie można go inaczej nazwać) to był piwo dolnej fermentacji na słodzie pszenicznym, które rzecz jasna ani jednym procentem nie przypominało klasyków zza Odry. 


Jak zatem wypada prawdziwe piwo pszeniczne z Witnicy?
Pierwszy minus należy się za pianę, która nie jest zbyt wysoka i trwała, pomimo drobnej struktury. Biały kożuszek opada szybko i bezpowrotnie, nieznacznie brudząc przy tym szkło. Plusik za nasycenie. Ilość bąbelków CO2 jest stosunkowo duża, ale tak właśnie ma być.
Piwo jest oczywiście mętne, ale jest to raczej mętność niefiltrowanego lagera, aniżeli weizena z osadem drożdżowym. Barwa prawidłowa – blado złota.
W zapachu nie mam wątpliwości, z jakim piwem mam do czynienia. Pszeniczna słodowość, odrobina słodkawych bananów i garść goździków to niewątpliwie cechy dobrego piwa pszenicznego. W oddali przewija się także łagodna nuta gumy balonowej oraz szczypta cytrusów i perfum. Mimo lekkiego aromatu perfumowego, piwo pachnie całkiem nieźle. Jestem pozytywnie zaskoczony.

czwartek, 9 października 2014

Argus KOŹLAK RUBINOWY

ALK.6,5%. Dzisiaj wziąłem na warsztat trzeciego już Argusa z Lidla, uwarzonego w pomorskim Browarze Amber. Jak sama nazwa wskazuje jest to piwo w stylu koźlak, a jak wskazują identyczne parametry prawdopodobnie na pewno jest to ten słynny Koźlak z Bielkówka i nie przekonają mnie żadne argumenty, że tak nie jest. Niemożliwością jest, żeby browar warzył dwa różne piwa w tym samym stylu (jedno ogólnodostępne, drugie tylko dla Lidla) i żeby te piwa miały identyczną zawartość alkoholu i ekstraktu.
Podobno Koźlak z Ambera to pierwsze polskie piwo w tym stylu, które nawet do dnia dzisiejszego uchodzi za koźlakowy wzór. Chociaż w ślepym teście Bractwa Piwnego zajął dopiero trzecie miejsce, to i tak u mnie ma bardzo wysoką pozycję do wielu lat.
Sprawdźmy zatem, czy piwo trzyma formę ponad normę (jak mniemam).


Koźlak Rubinowy faktycznie jest rubinowy! Barwa jest klarowna, intensywna i po prostu piękna. Niestety nie mogę tego powiedzieć o pianie, która jest licha i niewysoka, do tego znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i w ogóle nie brudzi szkła.
Na szczęście nie samą pianą człowiek żyje. Wysycenie CO2 jest już jak najbardziej w porządku – drobne, ale dość wysokie i wyraziste, lekko szczypiące. Mi to pasuje.
Zapach również niczego sobie. Intensywny, mocny i bogaty. Przypiekana skórka chleba, tostowość oraz wyraźna karmelowa słodycz, to jest to, co powinien mieć każdy koźlak. W tle można spotkać lekkie muśnięcie opiekanych słodów, łagodne nuty orzechowe oraz szczyptę suszonych owoców. Taki aromat, to ja rozumiem!

środa, 8 października 2014

TRYBUNAŁ EXPORT


ALK.5%. Jakiś czas temu linia piw Trybunał z Browaru Cornelius rozrosła się o jedną pozycję, tym samym do Trybunału Trójsłodowego, Miodowego i Niefiltrowanego dołączył Trybunał Export. Nie ukrywam, że poprzednie wypusty były całkiem nie najgorsze, zwłaszcza ten pierwszy mi posmakował.
Mając na uwadze morskie opowieści wypisane na kontrze, najnowsza wersja Trybunału jawnie aspiruje do miana pilsa (co potwierdzają również parametry piwa). Chwalą się tam, aż uszy więdną, że „piwo zostało stworzone na wzór jasnego piwa pilzneńskiego”, że użyto „najlepszych odmian polskich chmieli”, że „goryczka jest dość intensywna, wyrazista” i takie tam dyrdymały. Jest nawet zielona butelka, ale żeby wymienić te superhiperekstrazajebiste polskie chmiele to już nie łaska.
Strasznie nie lubię takich opowiastek rodem z science fiction, zwłaszcza że prawie nigdy nie pokrywają się one z rzeczywistością (nie mówię tu o browarach craftowych rzecz jasna). Jeśli ktoś uważa, że ma talent na miarę Juliusa Verne to niech zacznie pisać książki! 


Piwo ładnie się prezentuje w szklance. Ładny, złocisty kolor, idealna klarowność, dość wysoka, drobna i puszysta piana o białej barwie. Niestety z jej trwałością nie jest już tak różowo, lacing także słabiutki.
Nasycenie nie jest aż tak wysokie, jak można by się tego spodziewać. Określiłbym je jako średnie, ale w miarę wyraziste.
Czy faktycznie użyte tu polskie chmiele są tak „niepowtarzalne w zapachu i niezapomniane w smaku”? Sam aromat jest dość nikły. Jest to klasyczna mieszanka lekkich doznań słodowych z ulotnymi, wręcz symbolicznymi niuansami trawiastego chmielu. Poza tym pustka i nicość.

poniedziałek, 6 października 2014

BOJAN ZŁOTY SMOK


ALK.5,5%. Na kanwie ostatniej afery z udziałem Marka Jakubiaka, postanowiłem sięgnąć po najnowsze dzieło grupy BRJ - Bojan Złoty Smok. Jest to kolejny jasny lager, którym próbuje przekonać do siebie wielkopolski Browar Bojanowo. Niestety mnie osobiście nie przekonuje wypuszczanie kolejnego (piątego już) jasnego lagera z tego samego browaru, zwłaszcza gdy w ofercie ma się łącznie tylko sześć piw. Nie mam za to nic przeciwko używaniu dodatków niesłodowanych, którym w tym przypadku jest ryż. Samo użycie ryżu w produkcji piwa nie wpływa jakoś istotnie na jego smak, czy zapach, a jedynie rozjaśnia jego barwę oraz wygładza teksturę, o czym możecie się przekonać pijąc np. Książęce Jasne Ryżowe.
Nazwa Złoty Smok nawiązuje do piwa Golden Dragon z nieistniejącego już Browaru w Krotoszynie, którym zarządzał nie kto inny, jak Marek Jakubiak. Sentyment sentymentem, ale spolszczenie angielskiej nazwy wywołało jednoznaczne skojarzenia z istniejącym kiedyś piwem z Browaru Fortuna, które miało identyczną nazwę – Złoty Smok. Cóż za niefortunny zbieg okoliczności, chociaż w tym przypadku chyba bardziej pasuje określenie ‘fortunny’. 
Dosyć gadania, pora na degustację. 

 
Piwo ma w miarę ładną prezencję. Klarowna, jasno złota barwa oraz średnio obfita, mieszano ziarnista piana, która niestety dość szybko opada, ale za to lacing jest pierwsza klasa.
Wysycenie dwutlenkiem węgla oscyluje na średnim poziomie, nie jest za małe, ani za duże.
Zapach z pewnością nie urywa nosa, ale świeżości nie można mu odmówić. Dominuje w nim wyraźna i przyjemna słodowa nuta typu ciasteczkowego. Na sąsiednim torze mamy trochę aromatów chmielowych, szczyptę kwiatów oraz delikatne zioła, które zapewne są dziełem angielskiego chmielu Fuggles. Zapach jest całkiem nie najgorszy, aczkolwiek niczym szczególnym się nie wyróżnia.

sobota, 4 października 2014

WĄSOSZ MIODOWO MALINOWE


ALK.5,2%. Tak jak już kiedyś wspominałem Browar Wąsosz posiada w swojej ofercie dwie linie piw. Pierwsza to tzw. piwa z wąsem, druga to piwa bardziej klasyczne, skierowane do szerszego grona klientów. Jednym z takich piw jest właśnie Wąsosz Miodowo Malinowe.
Wiem z samego źródła, że jest to niemal to samo piwo, które kiedyś warzył Browar Południe, czyli Krakauer Miodowo Malinowy (wcześniej Krakowiak). Oczywiście są pełne niuanse różniące oba piwa, jednym z nich jest na przykład rodzaj soku malinowego. Jednak bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że piwo oparte jest na starej recepturze Browaru Południe. 


Otwieram i przelewam. Akapit o pianie tym razem muszę sobie darować – jak to zwykle bywa, piwa z sokiem pienią się bardzo słabo, albo w ogóle. W tym przypadku w ogóle.
Piwo jest mętnawe, a jego kolor jest brązowo-różowy, jakby przybrudzony.
Wysycenie nie jest wysokie, wręcz przeciwnie – jest raczej niskie, co niestety ujemnie rzutuje na pełnię oraz pijalność, ale po kolei.
Aromat jest bardzo naturalny, świeży i zdecydowanie owocowy. Malina, czereśnia oraz ulotna wiśnia skutecznie przykrywają niemal niewyczuwalne słodowe tony. Między nimi, niczym wąż zygzakiem, przemieszcza się subtelna miodowa nuta. Zapach jest słodkawy, ale z pewnością nie ulepkowaty.

piątek, 3 października 2014

RED AIPA


ALK.6,7%. Kolejne AIPA na blogu, tym razem od Birbanta. Nie z Hausta!
Jarek Sosnowski i Krzysiek Kula postanowili „teleportować” do Zarzecza piwo z czasów ich współpracy z Minibrowarem Haust. Red AIPA to dość rozpoznawalny trunek, który zadebiutował we wrześniu 2012 roku. Obecnie sprawa wygląda następująco: receptura jest niemal identyczna (różnica w piwie to 0,5°Plato), etykieta jest ta sama (różni się tylko tłem), piwowarzy również są ci sami, zmieniło się jedynie miejsce warzenia z Zielonej Góry na Zarzecze. Mimo tych samych składników niewątpliwie piwo nie będzie smakować identycznie. Nie bez znaczenia pozostaje przecież woda z innego ujęcia oraz inny sprzęt do warzenia.
Swoją drogą w Hauście obecny piwowar Paweł Kąkol nadal warzy okazjonalnie to piwo pod nazwą Red Haust. Oczywiście etykieta jest inna. Receptura też pewnie już została mniej lub bardziej „stuningowana”. 


Po przelaniu zawartości butelki do tulipa stanąłem jak wryty. Piwo prezentuje się arcywspaniale. Kremowa piana jest gęsta, wysoka, puszysta, drobna i przede wszystkim baaaaardzo trwała. Skubana opada niezauważalnie niczym ruch Ziemi po orbicie Słońca. Do tego zostawia diabelnie obfite firany na szkle. Po prostu ideał!
Barwa piwa również niczego sobie – lekko mętna, miedziano-burgundowa ciecz zapowiada ciekawe wrażenia z degustacji.
W smaku piwo jest dobrze zbalansowane z wyraźną podbudową słodową oraz znaczącym udziałem karmelu i opiekanego zboża. Tuż obok udziela się solidna dawka akcentów chmielowych, garść igieł sosnowych i namacalna wręcz żywiczność. W tle pobrzmiewa lekka kwiatowa nuta i subtelna owocowość o tropikalnym zacięciu. Finisz obfituje w sporą porcję świeżej, chmielowo-żywicznej goryczki, która trochę zalega, ale za to doskonale kontruje karmelowe słody.

czwartek, 2 października 2014

PIWNA KRONIKA – WRZESIEŃ 2014

Przed Wami kolejna porcja miesięcznych wydarzeń z polskiej sceny piwowarskiej. Wydawać by się mogło, że wrzesień to czas zastoju i stagnacji w tej branży. Nic bardziej mylnego – jak zawsze jest bardzo dużo premier, a oprócz tego kilka nowych browarów oraz jedna, ale dość rozpoznawalna piwna impreza.
Przypominam, że nie zamieszczam tutaj wszystkich nowych piw, browarów i innych wydarzeń, ponieważ jest tego zdecydowanie za dużo, żeby to ogarnąć. Opisuję to, co wg mnie jest najbardziej warte uwagi i zachodu, o czym się najwięcej mówi i pisze oraz przede wszystkim to, o czym sam zdołam się dowiedzieć. Być może omijam w ten sposób niektóre interesujące Was rzeczy, ale nic na to nie poradzę. Mi też nieraz umknie jakiś ciekawy news. Jestem tylko człowiekiem.

Premiery

  • Tak jak w poprzednich miesiącach, tak i we wrześniu Browar Wąsosz miał czym się pochwalić. Na rynek weszły trzy piwa: Sean (Dry Stout), Steve (ESB) oraz Wąsosz Miodowo-Malinowe.
  • Rzemieślnicy z Artezana mimo trwającej przeprowadzki wydali na świat kilka nowości. Funky IPA to już ich trzecie piwo na „brettach”, Summer Ale to single hop chmielony australijskim Vic Secret, a Rżysko to żytnie Pale Ale na chmielu Galaxy.
  • Uchodzący za regionalny Browar Krajan mocno wszystkich zaskoczył swoim India Pale Ale o nazwie Nelson. Podobno jest to klasyczna, angielska wersja.
  • John Cherry to przełomowe piwo z AleBrowaru, który po raz pierwszy uwarzył Sour Ale – kwaśne piwo fermentowane z udziałem belgijskich dzikich drożdży, doprawione sokiem z kwaśnych wiśni. Prawie jak kriek, ale tylko prawie...
  • Oprócz oszukanego lambica ‘Napieraj i spółka’ zaprezentowali dwa single hopy w stylu IPA na eksperymentalnych chmielach: HBC 342 i HBC 430.
  • Browar Kormoran kontynuuje swoją serię PLON-ów. Wrzesień to premiera PLON-u Niebieskiego – niefiltrowanego lagera na polskich chmielach Marynka oraz Sybilla. Poza tym browar przedstawił publice nowe Marcowe, które zastąpiło stare Marcowe oraz Cerevisia Marcialis. Piwo jest niefiltrowane, zacierane dekokcyjnie.
  • Pracownia Piwa jak co miesiąc raczy nas nowościami. Ostatnim piwem z tej warzelni jest Triple Hey NowImperial American Wheat (21°Plato i 8,5% alko.!).
  • Browar Kingpin to jeden z wrześniowych debiutantów na naszym rynku. Jego premierowe piwa to Rocknrolla (American Pale Ale ze skórką pomarańczy i werbeną) oraz Berserker (Black IPA z wrzosem, skórką pomarańczy i jaśminem).
  • Kontraktowy Browar Faktoria również miał coś do powiedzenia. Światło dzienne ujrzały piwa: Madame Blonde – belgijskie Blonde oraz Bass Reeves – westernowe Black IPA.

środa, 1 października 2014

SEZONOWE ZŁOCISTE


ALK.5,5%. Sieć sklepów Biedronka wraz polskim oddziałem Carlsberga kontynuują serię piw sezonowych, dostępnych tylko w tejże sieci. Poprzednie dwa piwa okazały się - mówiąc grzecznie – niewypałami. Ciekawy jestem, czy Złociste przechyli w końcu szalę zwycięstwa, czy może przeleje tylko czarę goryczy?
Swoją drogą kierowanie się trendami sprzed dobrych kilku lat z pewnością nie jest szczytem pomysłowości i kreatywności. Nie rozumiem, co w obecnych czasach można zdziałać na rynku wypuszczając kolejne piwo niepasteryzowane, którego jedynym wyróżnikiem jest brak pasteryzacji właśnie? Uważam, że temat ten został już dawno temu wyeksploatowany do granic możliwości. Na taki chwyt mogą się jedynie nabrać „gimbazy”, którzy piją dopiero piąte piwo w swoim życiu, z czego poprzednie cztery to były tzw. „lechotyskacze”. 


Co jak co, ale piwu nie można zaprzeczyć zgodności nazwy z zawartością butelki. Trunek faktycznie jest złocisty, klarowny z iskrą. Na powierzchni uformowała się średnio wysoka, biała, drobno ziarnista piana, która jednak nie jest zbyt trwała i szybko opada.
Wysycenie jest średnio intensywne, drobne i perliste. Podoba mi się.
Zapach nie powala swoją mocą, niestety jakością również. Przeważa w nim lekka słodowa baza typu biszkoptowego, żadnych chmielowych niuansów tu nie uświadczymy, a samo piwo jest chyba utlenione. Wyczuwam tu sporo nut miodowych oraz trochę mokrego kartonu. Całość jest mdła i nieciekawa.