czwartek, 30 października 2014

MADAME BLOND


ALK.6,4%. Jakiś czas temu do niemieckiego wujka Helmuta z Faktorii dołączyła pewna młoda dama z Belgii o imieniu Madame Blonde.
Niezbyt dużo mamy do powiedzenia jeśli chodzi o belgijskie style, toteż cieszy każdy wypust zahaczający o ten piwny kraj. Tytułowa Madame to rzecz jasna piwo w stylu Belgian Blond wsparte odrobiną przypraw, konkretnie skórką pomarańczową i kolendrą. Obecność przypraw w tym stylu nie do końca pokrywa się z belgijską tradycją, jednak wiadomo, że trzeba było czymś zastąpić absencję oryginalnych belgijskich drożdży, które robią całą robotę w większości piw z rejonów Flandrii, Brabancji i Walonii.
Osobiście cieszy mnie fakt, że nie pokuszono się tutaj o użycie nowofalowych lupulin, które uczyniłyby z tego piwa kolejną przechmieloną hybrydę. Tymczasem mamy tu klasykę w postaci brytyjskiego Northern Brewer oraz słoweńskiego Styrian Goldings. 

Piwo nie pieni się jakoś oszałamiająco. Niewysoka piana o szarej barwie jest rzadka, mieszano ziarnista i niestety opada dość żwawo, ku mojemu niezadowoleniu.
Przeciętnie nasycony trunek operuje głęboką miedzianą barwą i nawet z dużym przymrużeniem oka nie mogę o niej powiedzieć, że jest złota. Poza tym widzę tu wyraźną mętność, to jednak jest mało istotne.
Po wetknięciu mojego narządu węchu do pokala od razu wyczułem przyprawowe fenole oraz wyraźną drożdżowość, którą bardzo lubię. Na drugim planie występują sympatyczne klimaty cytrusów (pomarańczy i cytryn), natomiast tyły zamykają delikatne niuanse ziemistego chmielu, słodu i perfum.

W smaku faktycznie Madame Blond kojarzy się z niektórymi belgijskimi klasykami. Pomijając nadmiernie kwaskowy profil, piwo nieco trąca pikantnymi przyprawami, chociaż wspomnianej kolendry to ja tu nie czuję. Jest za to lekka drożdżowa nuta, odrobina jasnego słodu oraz szczypta chmielu, trawy i sporo rześkich cytrusów. Finisz mocno wytrawny i cierpki z subtelną, chmielową goryczką, która niestety nie jest w stanie zbalansować sporej kwasowości. Chwilami mam wrażenie picia półwytrawnego białego wina.
Tekstura jest gładka i zaokrąglona. Piwo jest mało treściwe, chociaż pełnia jest stosunkowo wysoka. Trochę mi tu przeszkadza bardzo wytrawny, wręcz cierpki finisz, który swoim ogromem przytłacza całą resztę. Powyższy aspekt rzutuje trochę na pijalność, która dla mnie jest co najwyżej średnia. Piwo dobrze gasi pragnienie i nie chce się po nim pić, ale do takich celów są przecież inne trunki.
Ciekawym jest, że nie czuć tu wcale alkoholu, który przecież jest domeną blonda. Chociaż z drugiej strony jest to lekka wersja tego stylu, w którym woltaż może wahać się od 6 do 7,5%.
Nie jestem pewien, czy to piwo wyszło zgodnie z założeniami. Jeśli tak, to moje gratulacje. Tak, czy siak mi smakowało tak sobie.
OCENA: 6/10
CENA: ok. 7.50ZŁ
BROWAR FAKTORIA//BROWAR ZODIAK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz