środa, 22 października 2014

CE N'EST PAS IPA AMBREE


ALK.6,4%. Pamiętacie Ce n’est pas IPA z ubiegłego roku? Tradycyjne francuskie piwo w niezmiernie rzadko uprawianym stylu Bière de Garde?
We wrześniu tego roku Pinta powróciła z ‘piwem przechowywanym’ i to ze zdwojoną siłą. Pojawiły się bowiem dwie wersje Ce n’est pas IPA – pierwsza jest kopią zeszłorocznego wypustu (że to niby Blonde ma być), natomiast wersja Ambrèe jest mocniejsza, bardziej wyrazista i złożona. Różni się ona kolorem, który jest ciemniejszy; zawiera też więcej procentów i ma wyższy ekstrakt. Poza tym inny jest też zasyp, gdzie tym razem zastosowano więcej słodów ciemnych. Zwiększono także ilość żabo..., przepraszam francuskich chmieli z dwóch do trzech, nie zrezygnowano natomiast ze skórki słodkiej pomarańczy, mąki kasztanowej oraz owoców mirtu.
Takie zagrywki z Bière de Garde są jak najbardziej dozwolone, bowiem jest to bardzo trudny styl do zdefiniowania, który wyraźnie różni się w zależności od rejonu, z którego pochodzi. 


W pokalu piwo nie wygląda zbyt apetycznie. Beżowa piana jest niska, dość rzadka i finalnie szybko opada do symbolicznego pierścienia. Lacing praktycznie nieobecny.
Kolor także szczególnie nie zachęca do degustacji – trunek jest mętny, brunatny z przebłyskami głębokiej miedzi. Podobny jest do koloru mocno zaparzonej herbaty.
Jednak już pierwszy łyk mówi mi, że jest dobrze. Piwo jest wyraźnie słodkawe, z mocnym zarysem ciasteczkowego słodu, biszkoptów, drożdży i lekkich posmaków chlebowych. W tle natomiast objawia się odrobina pikanterii i przypraw, znana z niektórych serów pleśniowych. Pomiędzy nimi bryluje łagodna, wręcz subtelna chmielowość oraz szczypta bliżej nieokreślonych owoców (być może mirtu). Po przełknięciu na przełyku zostaje fajna, leciutko pikantna naleciałość, która nader mi się podoba. Obecności goryczki nie stwierdziłem.

Zapach jest boski. Intensywny, złożony i bogaty niczym kiesa arabskiego szejka. Dominuje w nim charakterystyczna, słodka nuta słodu i biszkoptów, kojarząca mi się z piwami pszenicznymi. Na drugim planie spotykamy silną owocową woń (przede wszystkim banany i gruszki), sporo pikantnych przypraw i drożdżowych akcentów. Tłem dyryguje subtelna ciasteczkowość oraz echa opiekanych zbóż i tostów. Mhmm... zapach marzenie.
Piwo posiada wysoką pełnię smaku oraz nienaganną treściwość. Pijalność jest średnia, ale nikt przecież nie mówił, że będzie to sesyjny wyrób, którym będziemy zapełniać każdy wolny kwadrans naszego życia. Taki  piwem należy się raczyć i długo kontemplować jego walory. Pomimo wielu niekwestionowanych plusów trochę może przeszkadzać słabo skontrowana słodowa słodycz, ale ten typ po prostu tak ma - jakakolwiek goryczka w ogóle nie wchodzi w rachubę.
OCENA: 8/10
CENA: ok. 7.50ZŁ
BROWAR PINTA//BROWAR NA JURZE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz