czwartek, 26 lutego 2015

ALBERT


ALK.4,9%. Wiem, wiem, ostatnio pojawiło się na rynku nowe piwo z Wąsosza – Freddie, ale jeszcze nie zdążyłem go kupić (obiecuję szybką rehabilitację). Tymczasem okazało się, że jakimś cudem umknął mi w między czasie Albert, który jest z nami już od kilku miesięcy.
Wąsaty Albert przynajmniej jak dla mnie okazał się być najłatwiejszą do odgadnięcia zagadką, jeśli chodzi o właściciela prezentowanego zarostu. No sorry, ale postać Einsteina jest co najmniej tak charakterystyczna jak śp. Michaela Jacksona, Matki Teresy z Kalkuty, czy Charliego Chaplina.
Przyznam się Wam bez bicia, że nie jestem wielkim orędownikiem krzyżówek weizena z czymś tam. W przypadku Alberta jest to niezbyt odkrywcze połączenie bawarskiej tradycji z jankeskim chmieleniem w postaci lupulin chmielu Mosaic. Dla mnie piwo pszeniczne to świętość, swego rodzaju sacrum, którego nie powinno się kalać żadnymi obcymi wtrętami!
Dobra, dosyć gadania, czas na konkrety. 


Mimo moich usilnych starań piwo nalało się z niezbyt bujną jak na weizena pianą. Puszysty kożuszek zbudowany jest z drobnych pęcherzy, a jego kolor jest białawy z lekką domieszką szarości. Niestety wysoka żywotność nie jest cechą dominującą tejże piany, która znika niemal do zera w przeciągu kilku minut. Lacing obecny, ale także niczego nie urywa.
Piwo zostało odziane w klasyczną, weizenową szatę – w żaden nie sposób nie można się przyczepić do jego mleczno-pomarańczowej barwy z ciemnozłotymi refleksami.
Wysycenie Alberta również jest bardzo stylowe – wysokie, drobne, lekko szczypiące i orzeźwiające zarazem.
W smaku wąsaty jegomość jest całkiem przyjemnym napitkiem. Chlebowa słodowość wydaje się dominować nad wątłym (acz obecnym) cytrusowym muśnięciem i dość wyraźną dozą drożdży. Nie mniej jednak od niemieckiej klasyki to piwo jest dalekie – nie czuję tu w ogóle bananów, a tym bardziej żadnych goździkowych fenoli, które sądząc po rodzaju użytych drożdży powinny się tu jednak objawiać. Jest za to bardzo niewielka, wręcz symboliczna pikantność, garść chmielowo-trawiastych niuansów oraz krótka i niezalegająca goryczka od nich pochodząca, która jak na pszeniczne standardy jest dość wyraźna. Pamiętając jednak o obecności Mosaicu, efekt ten wydaje się być zamierzony i pożądany wręcz.

wtorek, 24 lutego 2015

ERIS


ALK.5,2%. Ostatnio w zakamarkach mojej piwnicy odnalazłem piwo, na które swego czasu tak mocno ostrzyłem sobie zęby, że teraz jedynki mam krótsze niemal o połowę. Po zakupie jednak butelka Olimpu schowała mi się na kilka miesięcy i skubana nie wychodziła z ukrycia aż do teraz ;>
Już dawno temu upodobałem sobie trunki zaszczepione belgijskimi drożdżami, toteż pojawienie się bogini Eris przyjąłem z szerokim uśmiechem na twarzy. Sensu stricto jednak Eris jest hybrydą belgijskiej tradycji i nowofalowego podejścia do piwa przez Amerykanów. Olimp postanowił mariaż ten nazywać Belgian India Ale, dając jednocześnie opis iż jest to piwo „w sesyjnym wydaniu, nieco poniżej ram stylu IPA”. Nie wiem zatem po co komplikować sprawę, skoro nazwa Belgian APA (single hop Simcoe) również nie byłaby tu żadnym przestępstwem i według mnie pasowałaby tutaj jak dłoń do rękawiczki. 
Zostawmy to jednak, bo piwo stygnie.. znaczy ociepla się!
Buteleczkę oblepia ładna, estetyczna i przykuwająca wzrok niebieska etykieta, a sama Eris wygląda na niej na groźną i bardzo srogą boginię. Jak to w przypadku Olimpu bywa – fachowa robota.


Pomyślałem sobie, że przy okazji piwa z Olimpu przyda Wam się krótka lekcja mitologii. Otóż Eris byłą boginią niezgody, chaosu i nieporządku, bliźniaczą siostrą Aresa, córką Zeusa i Hery, choć wg innej wersji Zeusa i Nyks. Nieźle namieszała na weselu Peleusa i Tetydy rzucając między Atenę, Afrodytę i Herę jabłko (niezgody) z napisem „dla najpiękniejszej”. Dziewczyny się ostro pożarły o to jabłuszko, co w konsekwencji pośrednio było przyczyną wybuchu wojny trojańskiej.
Eris z Browaru Olimp posiada bardzo ładny miedziany odcień, jednak sama piana pozostawia już wiele do życzenia – jest niska, grubo pęcherzykowa i nietrwała. Po kilku minutach staje się tylko ulotnym wspomnieniem.
Troszkę zimne mam to piwo, więc zacznę swoje dywagacje od smaku, a międzyczasie trochę się ono ogrzeje. W smaku niepodzielnie króluje silna podbudowa słodowa, otoczona po bokach przez lekko opiekane tosty, karmel i średnio wyraźne akcenty chmielowe. Daleko im jednak do typowego AIPA, czy chociażby APA. Żywicy jest tu jak na lekarstwo, cytrusy niby są, ale raczej nie odgrywają w tym spektaklu żadnej znaczącej roli, a cały profil owocowy jest mocno stonowany. No i nie czuję tu produktów ubocznych metabolizmu belgijskich drożdży, czyli przypraw. Całą sytuacje troszkę ratuje finisz, gdzie dopada nas chmielowa goryczka – niezalegająca, lekko ziołowa, lekko żywiczna, średnio mocna, ale wystarczająca by zbalansować sowitą słodowość. Nie mniej jednak piwo wydaje się być nieco zbyt mdłe i toporne. Brakuje mi tu rześkości amerykańskich chmieli, a tak dużego ciężaru sam Simcoe niestety nie jest w stanie udźwignąć.

niedziela, 22 lutego 2015

ZDUŃSKIE POLSKI LAGER


ALK.5,7%. Tak jak lizak cieszy każdego dzieciaka, tak z pewnością każdego piwosza cieszy fakt wskrzeszania upadłych/zamkniętych browarów, zwłaszcza tych o bogatej i długoletniej historii. Jednym z takich właśnie przybytków jest reaktywowany w ubiegłym roku Browar Staropolski ze Zduńskiej Woli.
Reinkarnacji tego zabytkowego browaru dokonała firma Dystrybucja Pomorze z siedzibą w Słupsku, dając tym samym nadzieję na lepszą jakość staropolskich napitków, która powiedzmy sobie szczerze raczej nie należała do najwyższych. Wiem to oczywiście tylko ze słyszenia, bowiem mieszkając w małej wiosce na Lubelszczyźnie nie miałem nigdy sposobności skonfrontować tej tezy z rzeczywistością.
Niedawno jednak podczas mojej eskapady do Krotoszyna natknąłem się w jednym z okolicznych monopolowych na całą paletę wyrobów z historycznego browaru Zenona Anstadta w Zduńskiej Woli. Bez namysłu wymieniłem gotówkę na trzy butelczyny piwa i z uśmiechem na gębie wróciłem do domu. 


Ponoć w browarze tym w dalszym ciągu piwo robi się tradycyjną metodą: otwarte kadzie fermentacyjne, długie trzydziestodniowe leżakowanie w podziemnych piwnicach, a wszędzie wokół pełno jest miedzi i urządzeń z pewnością pamiętających czasy wczesnego komunizmu.
Na pierwszy ogień wziąłem jasnego lagera (12°Blg), który obecnie jest chyba sztandarowym produktem warzonym w Zduńskiej Woli. Oprócz marki Zduńskie, robią tam jeszcze Łódzkie oraz markę premium - Anstadt. Mam jednak wrażenie, że niektóre piwa różnią się od innych tylko etykietą, a zawartość jest ta sama (taka sytauacja!).
Zduńskie Polski Lager jest dość ciemne jak ten ekstrakt. W szklance trunek wydaje się być lekko mętny, a jego kolor jest wyraźnie jasno bursztynowy (fotka nie oddaje oryginału). Na powierzchni utworzyła się średnich rozmiarów czapa o drobnej strukturze i śnieżno białej barwie. Niestety piana nie jest zbyt trwała i szybko opada do cienkiego kożuszka, zostawiając na szkle nieliczne osady. Nienajlepiej to wszystko wygląda.

piątek, 20 lutego 2015

HOPUS POKUS


ALK.6,3%. Czary mary, hokus pokus...tfu, tfu – Hopus Pokus! Tak właśnie brzmi nazwa najnowszego piwa z pierwszego (który odniósł sukces) polskiego browaru kontraktowego, czyli z Pinty. Jakaś tam prapremiera była niby już w grudniu, jednak piwo tak naprawdę na salony wdarło się dopiero w styczniu.
Aż dziw bierze, że nasza kochana Pinta (skądinąd znana z zakusów do śmiałych eksperymentów) do tej pory nie miała w swojej ofercie żadnego Black IPA, przez niektóre kręgi nazywane Cascadian Dark Ale, albo nawet India Black Ale. Mniejsza o nomenklaturę, ważne jest to, że jest to jedno z moich najulubieńszych piw obok AIPA, Double AIPA, bocka, doppelbocka, weizena, dunkel weizena, weizenbocka, witbiera, rauchbiera, roggenbiera, dubbla, quardupla, RISa, portera bałtyckiego, barley wine i pozostałych dziewięćdziesięciu procent piwnych stylów jakie są na świecie!
Ostatnio sporo nam się namnożyło w Polsce tych ‘blek ipów’. Może nie jestem tak dokładny jak GUS, ale na oko będzie co najmniej ze 3 lub 4 w ostatnich kilku miesiącach, co z pewnością napawa mnie radością i niepohamowanym optymizmem. 


Hopus Pokus generuje całe morze obfitej i puszystej piany. Mieszano ziarnista czapa o barwie cappuccino jest diabelnie trwała, gęsta i zbita. Skubana prawie w ogóle nie chce opadać i cudownie oblepia szkło, tworząc w ten sposób bardzo ładny spektakl.
Piwo sprawia wrażenie niemal czarnego, jednak pod światło nawet Stępień z „13-go Posterunku” dojrzałby w nim wyraźne brunatne refleksy.
Aromat jest silny niczym Pudzian za swoich najlepszych czasów. Mamy tu niemal idealny kolaż czekoladowego słodu z cytrusowo-żywicznymi akcentami ‘hamerykańskich’ chmieli, przy czym mam wrażenie, że żadne z nich nie chce być liderem tego swoistego wyścigu szczurów. Zostawmy to jednak, bowiem drugoplanową rolę z niemałym powodzeniem dzierżą kwiaty oraz przyjemnie rześkie owoce tropikalne z pod znaku mango, liczi i marakui. W tle swój biedny żywot wiedzie stonowana kawa zbożowa, podszyta z lekka palonymi, ciemnymi słodami. Sumarycznie przez nos wciągam w kółko to samo: czekolada, cytrusy, tropiki, żywica i ciemne słody. I tak do porzygu... Żartowałem – zapach naprawdę bardzo mi się podoba.

środa, 18 lutego 2015

PORTER KRAJAN


ALK.9%. ‘Zapewne istnieje co najmniej sto powodów, dla których nie powinienem pić tego piwa, ale akurat teraz żadnego nie mogę sobie przypomnieć’ ;p
Ci, którzy tu często zaglądają to wiedzą jaki mam pociąg do naszych kochanych porterków bałtyckich. Wbrew pozorom okazuje się jednak, że jeszcze nie wszystkich dane mi było spróbować – jednym z nich jest na przykład porter z Browaru Krajan.
Nie trzeba być Einsteinem, żeby wiedzieć, że nasza „krajowa-duma-narodowa” najlepiej smakuje zimą, gdy mroźny i srogi wiatr dmie w nasze cieplutkie domy, a na dworze niemal można dostać ślepoty od zalegającej miesiącami pokrywy śnieżnej. Dzieci lepią bałwany, jeżdżą na sankach i nartach, na stawach jest gruby lód, a z nieba dzień w dzień leci biały i gruby puch... Ale się rozmarzyłem ;>
Tegoroczna zima jest dla nas łaskawsza niż byśmy na to zasługiwali, więc póki jeszcze jest, postanowiłem w roli statysty bezczelnie wykorzystać resztki topniejącego śniegu, który się jeszcze tu i ówdzie uchował. 


Porter z Krajana nosi mocno ciemnobrązowe wdzianko, co w pokalu można mylnie odebrać jako czerń. Piana jest drobna, średnio wysoka, dość puszysta, ale na pewno opada szybciej niż ustawa przewiduje. Wysycenie oscyluje na średnim poziomie intensywności, co w rzeczy samej pasuje tutaj jak ulał.
Muszę troszkę jeszcze zaczekać, aż piwo mi się ociepli, wszak picie zbyt zimnego portera to surowo karana zbrodnia!
[Kilka minut później] Niestety już po pierwszym łyku jestem zobligowany stwierdzić, że nie jest to najlepszy baltic porter jaki piłem, czego się zresztą spodziewałem. Dominuje tu półsłodka czekolada zatopiona w lekko opiekanym słodzie z niuansami kawy zbożowej. Na drugim torze podążają resztki suszonych owoców, głównie śliwek i rodzynek. Całość wieńczy całkiem sporo słodkawego karmelu, garść średnio wypieczonych tostów oraz szczypta prażonego ziarna, która mimo wszystko nie powoduje dużej wytrawności tego napitku. Wręcz przeciwnie – piwo jest wyraźnie słodkie, a co za tym idzie również treściwe. Co mnie najbardziej zaskakuje w tym wszystkim, to niemal doskonale ukryty alkohol, który prawie wcale nie rzuca się w oczy. Goryczka o ile w ogóle jest, to tylko w ilościach homeopatycznych. Piwo wyraźnie słodkie – niezłe, ale nie doskonałe.

wtorek, 17 lutego 2015

DOMOWY PIWOWAR ROKU 2014


Domowy Piwowar Roku to jeden z wielu tytułów i odznaczeń, które każdego roku przyznaje Bractwo Piwne. Jest on przyznawany przez Kapitułę Bractwa piwowarowi domowemu, którego piwa w danym roku kalendarzowym były najwyżej i najczęściej oceniane w poszczególnych konkursach piw domowych.
Piwowarów domowych, jak i samych konkursów co roku przybywa. W 2012 roku piwowarzy mogli rywalizować w 13-tu konkursach i 32-óch kategoriach, rok później było już 20 konkursów i 50 kategorii. W roku 2014 został pobity kolejny rekord: zorganizowano 23 konkursy, a piwa można było wystawić, aż w 67 kategoriach!!! Widać jak na dłoni, że coraz więcej Polaków bierze się za warzenie piwa w domu, z czego z pewnością możemy być dumni.

Aby zdobyć owe wyróżnienie, trzeba było zdobyć największą liczbę punktów w konkursach piw domowych w ciągu całego roku 2014 wg następującego porządku: 1 miejsce – 5 pkt, 2 miejsce – 4 pkt, 3 miejsce – 3 pkt, 4 miejsce – 2 pkt, 5 miejsce – 1 pkt.

Lista konkursów z 2014 roku, w których ocena jury była brana pod uwagę przy wyłanianiu laureata:
8.03.2014 - Zielona Góra - IX Spotkanie Piwowarów i I KPD
15.03.2014 - Szczecin - III KPD
29.03.2014 - Rzeszów - II Karpacki KPD
6.04.2014 - Łódź - I KPD
10.05.2014 - Wrocław - IX KPD
23-25.05.2014 - Kraków/Zabierzów - KPD
31.05.2014 - Grodzisk Wlkp. - VIII GKPD "Prawie jak Grodzisz"
15.06.2014 - Witnica - I Lubuski KPD
21.06.2014 - Żywiec - XII KPD
28.06.2014 - Toruń - IV zlot z KPD
29.06.2014 - Chorzów - Międzynarodowy Śląski KPD
19.07.2014 - Częstochowa - V KPD Bractwa Piwnego branżowy i konsumencki
19.07.2014 - Siedlce - II Siedlecki Zlot z KPD
02.08.2014 - Olsztyn - II Warmiński KPD
15.08.2014 - Kłodzko - II KPD
6.09.2014 - Lublin - V KPD
6.09.2014 - Cieszyn - IV Bracki KPD
27.09.2014 - Poznań - I KPD w Piwnej Stopie
27-28.09.2014 - Warszawa - II KPD
15.11.2014 - Poznań - VI KPD
29.11.2014 - Gdańsk - VIII KPD im. Sławomira Pahlke
06.12.2014 - Kraków - Mikołajkowy KPD
20.12.2014 - Toruń - V Zlot Piwowarów Domowych z KPD

Po przeliczeniu tej, jakże prostej punktacji okazało się, że Tytuł Domowego Piwowara Roku 2014 został przyznany Walemarowi Pitala


Piwa spod ręki zwycięzcy w całym 2014 roku wygrały aż pięć konkursów, 3 razy zajmowały drugie miejsca, 4 razy trzecie oraz 3 razy piąte miejsce. W sumie dało to 52 punkty!
Tyle samo punktów zdobył również Mariusz Bystryk, dlatego Kapituła Bractwa postanowiła wziąć pod uwagę średnią ważoną z miejsc zajętych na podium i wyłonić jednego Piwowara Domowego Roku 2014. Efektem czego jest zwycięstwo Waldemara Pitali, któremu z tego właśnie miejsca składam serdeczne gratulacje!
Warto tu również wspomnieć, że w dwóch ostatnich edycjach „Pucharu PSPD” (który przyznawany jest na podobnych zasadach) Waldemar Pitala również był bezkonkurencyjny!!!
Gratuluję wszystkim osobom biorącym udział w tych konkursach i życzę samych sukcesów w piwowarstwie domowym.

Piwu cześć!
Amator Piwa

poniedziałek, 16 lutego 2015

PIKNIK Z DZIKIEM


ALK.6,1%. Dzisiaj po raz pierwszy zagościł u mnie Browar Gzub. Słowo to w gwarze poznańskie oznacza duży, pękaty brzuch (piwny). Nie jest to żadna z ostatnich nowo powstałych inicjatyw, bowiem Gzub obecny jest na rynku już od połowy 2014 roku.
Browar tworzą dwaj kuzyni Jan i Wiktor Staszewscy, którzy znani są też z organizacji Festiwalu Piw Rzemieślniczych w Annopolu oraz sklepu/hurtowni browaryrzemieslnicze.pl. Póki co swoje piwa warzą w.... Belgii w Brasserie de Bastogne. Jest to więc trzecia obok Ninkasi i Spirifera inicjatywa piwowarska warząca poza rubieżami swojej ojczyzny, ale w tym roku ma się to zmienić. Ekipa Gzuba jest w trakcie budowy własnego rzemieślniczego browaru (oczywiście w Annopolu Wielkopolsce).
Piknik z Dzikiem to debiutanckie piwo duetu Staszewskich w belgijskim stylu Saison (szerzej o tym stylu pisałem tutaj). Do tej pory uwarzono co najmniej cztery warki Picnic With The Boar. Mój egzemplarza pochodzi z pierwszej, premierowej warki, która zostało rozlana do bardzo limitowanej ilości niecałych 2000 butelek 0,33 litra.
Nie będę tu was zanudzał i wymieniał całego składu, ale wspomnę tylko o skórce słodkiej pomarańczy, słodzie zakwaszającym oraz chmielach z ju-es-ej: Warrior, Cascade i Amarillo. 


Belgijski specjał posiada ładny, pomarańczowo-złocisty kolor, przy czym jest cholernie mętny. Na dnie butelki zebrało się bardzo dużo osadu (piwo refermentowane), którego część - mimo moich usilnych starań – przelała się wraz z piwem. W efekcie mam trochę pływających farfocli, na szczęście są one na tyle duże, że szybko opadają na dno.
Piana nie jest mocną stroną tego piwa. Na powierzchni uformowała się niewysoka warstewka białego i grubo ziarnistego puchu, który w niedługim czasie został wchłonięty przez zawartość kielicha.
Aromat nie jest jakoś wybitnie silny, ale z drugiej też strony nie jest też słaby. Piwo jest na wskroś owocowe, gdzie główne role zostały obsadzone przez cytrusy z pomarańczą, brzoskwinią i morelą na czele. Mistrzem drugiego planu jest natomiast dość przyjemna nuta słodowa, zanurzona do połowy w subtelnych i ciężkich do zidentyfikowania przyprawach. Coś jakby imbir i kardamon, ale nie jestem pewien. W tle pobrzmiewa niewielka kwaskowatość, pokropiona z lekka tropikalnymi wtrętami oraz delikatnym trawiasto-ziołowym chmielem. Jest nieźle, ale odnoszę wrażenie, że trochę za mało jest tu tych przypraw.

sobota, 14 lutego 2015

JAK JA TO ROBIĘ?


Zboczeńcy seksualni i inni dewianci będą pewnie sfrustrowani, ale w tym tekście nie będzie nic o seksie!

Wbrew pozorom ocenianie jakiegoś piwa na blogu wcale nie jest takie proste, łatwe i banalne jak się osobom postronnym (‘nie-blogierom’) wydaje. Może i nie można tego porównać do harówy górnika, czy hutnika, ale pewien wysiłek i trud też trzeba w to włożyć. Nie tyle fizyczny, co umysłowy. No, chyba że odkapslowanie butelki zaliczymy do pracy fizycznej ;>
Zapewne u każdego wygląda to trochę inaczej, nie mniej jednak ja robię to wg pewnego schematu, który zazwyczaj w mniejszym lub większym stopniu się powtarza. Oczywiście nie ma dwóch identycznie sporządzonych recenzji, ale u mnie mniej więcej wygląda to tak.


Pierwszym etapem całego przedsięwzięcia jest wybór piwa, które zamierzam zdegustować. Jest to pierwszy krok, ale dla mnie zarazem najtrudniejszy ze wszystkich. Piwa (nie wszystkie, ale większość) trzymam w piwnicy i zawsze, gdy tam schodzę mam spory dylemat – które piwko dzisiaj wziąć na warsztat? Przeważnie na pierwszy ogień idą nowości, ale gdy takowych nie mam pod ręką (bo np. przez ostatni tydzień jak oszalały trzaskałem po dwie ‘recki’ dziennie), to kombinuję coś z trunkami, których żywot powoli dobiega końca. Już niejednokrotnie byłem zmuszony przyśpieszyć konsumpcję jakiegoś piwa przez kilka głupich cyferek zwanych datą ważności! Mam taką zasadę, że nie pijam piw po terminie (chyba, że styl na to pozwala) i nie zwyczajny też jestem zasilać miejscową oczyszczalnie ścieków niczym więcej niż tylko produktami ubocznymi mojego metabolizmu.
Gdy jednak nie nagli mnie przydatność do spożycia, a wszystkie nowości „zaliczyłem” jeszcze przed ich premierą, to pojawia się trzeci czynnik – aktualna pogoda, pora roku, mój nastrój, samopoczucie, etc. Nie będę ukrywał, że w miesiącach zimowych staram się pić piwa mocniejsze, tęższe i bardziej ekstraktywne, a w letnich lekkie, sesyjne i pijalne. Nie można mnie jednak nazwać piwnym purystą, bo to są tylko starania, z których bardzo często nic nie wychodzi. Faktem jednak jest, że w miarę możliwości zwracam no to uwagę. Z nastrojem też bywa różnie – raz mam ochotę na tradycyjnego, rześkiego pilsa lub weizena, a niekiedy wprost pragnę raczyć się godzinami ciężkim i esencjonalnym quadruplem, czy porterem bałtyckim. 


Gdy obiekt moich westchnień w końcu znajdzie się na stole, to czytam etykietę od początku do końca, od A do Z, wzdłuż i wszerz, od deski do deski. Wszystko po to, by jak najwięcej się o danym piwie dowiedzieć. Często jednak to nie wystarcza, wówczas korzystam z nieograniczonej wiedzy wujka Google. Gdy już co nieco liznę wiedzy o produkcie, który za chwilę skonsumuję, biorę się za pisanie wstępu do mojego posta. Jak więc widzicie prolog piszę zanim jeszcze piwo wyląduje w szkle, a tym bardziej w moim gardle. Od tej reguły zdarzyło się jednak parę wyjątków.

piątek, 13 lutego 2015

LICHO NIE ŚPI


ALK.5,4%. Dzisiaj jest piątek trzynastego. Nawet ci mniej przesądni omijają szerokim łukiem czarne koty, trzymają się z dala od luster, nie dotykają solniczki, nie przechodzą pod drabiną, nie witają się przez próg i z miną desperata poszukują kominiarza.
Jako przestrogę na pecha polecam Wam najnowsze piwo z Peruna o jakże pasującej do dnia dzisiejszego nazwie - Licho Nie Śpi.
O piwie, które zadebiutowało 7 lutego nie będę pisał żadnych morskich opowieści, bo jest to klasyczny i wszystkim dobrze znany stout owsiany, jakich w ‘Polszy’ wiele. Nie mniej jednak na uwagę zasługuje sam Browar Perun, który w stosunkowo krótkim czasie testuje na nas już swoje drugie piwo. Jakby tego było mało w obwodzie czeka jeszcze trzecia nowość (Oblewanie Perperuny), której premiera jest.... dzisiaj właśnie.

Butelka ‘Nieśpiącego Licha’ (jak i pozostałych piw z Peruna) oklejona została całkiem ładną etykietą. Szkoda tylko, że ten niezły efekt został zniweczony przez swoisty brak estetyki – ilość zmarszczek na tej etykiecie mogę jedynie porównać do typowego wyrazu twarzy osiemdziesięcioletniego staruszka! Cóż... gołym okiem widać, że licho nie śpi.
Mój dzisiejszy gość generuje dość obfitą czapę beżowej, mieszano ziarnistej piany, która jest nader ładna i zgrabna, jednak dość szybko się dziurawi i opada do niewielkiego kożuszka. Przechodząc do „krainy zapomnienia” zostawia liczne zacieki na szkle.
Piwo jest nieprzejrzyście czarne, a jego wysycenie jest jak najbardziej stylowe, czyli bardzo niskie. Pijąc je mam wrażenie mocno odstanego piwa. Idę o zakład, że koncernowe ojrolagery po całonocnym wietrzeniu się w niedopitej butelce, mają w sobie więcej gazu.
Trochę sobie Licho postało u mnie w pokoju, toteż podczas picia było już dość ciepławe. Smakiem rządzi umiarkowana kawa, obsypana dookoła słodko-gorzką czekoladą oraz niewielką ilością popiołu. Nad wszystkim piecze sprawują wyraźnie palone słody posmarowane równie wyraźnym kwaskiem, a także szczyptą chmielu, prażonego jęczmienia i owsianki. Po przełknięciu do władzy dochodzi niezbyt mocna, acz wyraźna goryczka o wybitnie palonym charakterze. Piwo jest dosyć gęstawe, bardzo grzeczne, ułożone i gładkie w odbiorze.

środa, 11 lutego 2015

DEMETER


ALK.6%. Demeter to pierwsze (prawie) klasyczne piwo w stylu AIPA w historii Browaru Olimp. Od pozostałych wyróżnia je dodatek skórki pomarańczy, skórki cytryny oraz trawy cytrynowej. Zapowiada się więc istna cytrusowa bomba, którą nie omieszkam zweryfikować.
Piwo z początku miało pojawić się razem siostrzaną Persefoną (APA), jednakże w rzeczywistości w świat poszło trochę później, co oczywiście nie jest żadną zbrodnią.
Mimo swego piwnego podobieństwa, Persefona i Demeter według greckich legend wcale nie były siostrami. Otóż Demeter była matką Persefony, a ojcem zaś sam pan i władca Olimpu – Zeus. Warto tu również wymienić słynnego Hadesa, który też ma tutaj swój udział, bowiem był to nie kto inny jak mąż Persefony. Wygląda na to, że piwa z Olimpu to jedna wielka rodzina...


Dzisiejszy specjał nalał się z bardzo obfitą i puszystą pierzynką kremowej piany, zbudowanej ze średniej wielkości pęcherzy. Piana jest dosyć trwała i opada powoli, zostawiając przy tym liczne zacieki na szkle. No, muszę przyznać, że nieźle to wszystko wygląda.
Demeter jest mętnym trunkiem, a jego barwa jest klasyczna, ciemno złota, wpadająca nieco w bursztynowe schematy.
Tuż po przelaniu buchnął mi w twarz (niczym bomba Bin Ladena) aromat świeżych cytrusów z wyraźną przewagą akcentów cytrynowych, które czuć było niemal z kilometra. Jednak z biegiem czasu ów fajny zapaszek począł robić się coraz bardziej wątły, by w konsekwencji stać się standardowym aromatem, który czuć tylko wtedy, gdy przybliżymy nos do szkła. Aromat mimo spadku jego intensywności wciąż mi się podoba. Pod wyraźnym cytrusowym płaszczem chowają się subtelne nuty żywicy i owoców tropikalnych (mango, marakuja). Natomiast głęboko w tle miejsce do życia znalazły delikatne słodowe cienie o nieco chlebowym zabarwieniu. Sumarycznie zapach jest bardzo ładny, typowo owocowy.

poniedziałek, 9 lutego 2015

ORZECHOWY GAJ


ALK.5,6%. Podobno Orzechowy Gaj był pierwszą oficjalną premierą 2015 roku. Już 2 stycznia piwosze mogli raczyć się owym Brown Porterem uwarzonym w Wąsoszu przez ekipę Browaru Perun. Niestety na butelkową wersję musieliśmy czekać prawie trzy tygodnie od premiery (problemy z etykietami, a później również z etykieciarką). Jednak wiadomo, że ‘co się odwlecze, to nie uciecze’.
Czym zatem jest Brown Porter? Jest to jedna z odmian angielskiego porteru, więc zagorzali fanatycy naszego „bałtyckiego mocarza” mogą już teraz odwrócić wzrok od ekranu i trzy razy splunąć przez lewe ramię. Wersja Brown jest bardziej słodka i mocniej karmelowa niż odmiana Robust oraz posiada niższą gęstość i zazwyczaj nieco mniej „voltów”.
Ciężko mi to zrozumieć, ale na butelce próżno szukać pełnego składu, dlatego znalazłem go dla was w internetach: chmiele - Palisade oraz Iunga, słody - pilzneński, Brown, karmelowy, Pale Chocolate oraz czekoladowy 1200.


Otwieram i przelewam. Zaprzyjaźnione wiewiórki podrzuciły mi część swoich zapasów, których nie omieszkałem im zwrócić niezwłocznie po wykonaniu fotki ;)
Ze względu na niskie wysycenie piana jakoś nie specjalnie chciała się tworzyć. Koniec końców z trudem udało mi się wygenerować niewielki, drobno ziarnisty kożuch o ładnej beżowej barwie, który z szybkością „polskiego” Pendolino zniknął z pola widzenia.
Piwo w snifterze wydaje się być czarne jak smoła (ewidentnie stoutowa barwa). W rzeczywistości jednak jest ciemno brunatne, co było wyraźnie widać przy nalewaniu.
W smaku czuć gładkość i harmonię. Niskie wysycenie sprzyja pijalności i uwypukla słodową pełnię, która objawia się tutaj pod postacią średnio intensywnej czekolady, łagodnej kawy i palonego ziarna. W bezpiecznej odległości od słodowych klimatów trzymają się subtelne karmelowe nuty, lekki chmiel oraz nieznaczna orzechowość. Finisz okraszony został niezbyt mocną, lecz obecną goryczką, która jest wymierną niuansów prażonego słodu i ziołowego chmielu. Całość sprawia półwytrawne wrażenie, a słodycz jest tu bardzo znikoma.

sobota, 7 lutego 2015

ZIMOWE


ALK.6%. Browar Wąsosz mniej więcej w połowie stycznia dorobił się kolejnego w tym sezonie piwa o cechach świątecznych (pierwszym była rewelacyjna Cicha Noc). Cała sprawa nie była w żaden sposób nagłośniona, a sam trunek wdarł się na rynek znienacka i niepostrzeżenie. Mówiąc wprost - po cichu, chociaż to nie jest druga wersja Cichej Nocy.
Zimowe jest względnie jasnym trunkiem z cynamonem, goździkiem, imbirem i miodem w składzie. Na dokładkę dostajemy jeszcze sok ze śliwki, gruszki i cytryny. Co prawda nie wygląda to najgorzej, ale jak dla mnie piwo świąteczne musi być ciemne i już! Może jestem niepoprawny politycznie, ale ja już tak mam.
Tak czy inaczej muszę przyznać, iż trochę żałowałem, że Zimowe nie pojawiło się nieco wcześniej, albo że ja nie zorganizowałem w późniejszym terminie Degustacji Piw Świątecznych, która miała miejsce 14 stycznia. Jak to mawia Tomasz Kopyra – shit happens!


Nie wiem, czy piwo tak się pieni tylko w plenerze, ale dawno nie widziałem tak bujnej ‘czupryny’! Zimowe pieni się jak rasowy pszeniczniak – kremowa, mieszano ziarnista piana jest gęsta, obfita i za cholerę nie chce opadać. Zrobiłem kilkanaście fotek (w międzyczasie zmieniałem położenie butelki i kufla), wróciłem do domu, a puszystej kołderki było jeszcze całkiem sporo. Lacing również pierwsza liga – na ściankach długo można podziwiać solidne zacieki.
Piwo jest strasznie mętne, a jego barwa to połączenie bardzo jasnego brązu z odcieniem mleczno-miodowym. Trochę dziwna jak na piwo świąteczno-zimowe, ale niech będzie.
Nowinka z Wąsosza jest średnio nasyconym trunkiem, gdzie zarówno w smaku jak i aromacie dominuje mieszanka świątecznych przypraw, jednak dość daleka jeśli chodzi o piernikowe skojarzenia. Piwo bucha aromatem imbiru, goździków, cynamonu oraz niewielkiego kardamonu. W tle baraszkuje sobie nieco miodowych klimatów, a także niewielki udział słodu, karmelu i owocowych cieni (głównie gruszki). Po dodatku soku z owoców spodziewałem się większego udziału tych ostatnich, chociaż i tak nie jest źle.

piątek, 6 lutego 2015

KOŹLAK


ALK.6,5%. Dzisiaj na blogu kolejna nowość, tym razem z Browaru Na Jurze.
Cieszy mnie fakt częstego, gęstego wypuszczania premier przez zawierciański browar, tylko wciąż boli mnie brak ciągłości stylistycznej opakowania. Dobrą robotę robi przecież stara seria Jurajskie, której etykiety są spójne i przede wszystkim bardzo stylowe. Jednak od grudnia 2013 roku każda nowość z Zawiercia ma inną banderole... znaczy się etykietę. Nie powiem, bo są wśród nich takie na przykład perełki, ale zdarzały się też i totalne klapy. Dzisiejsza świeżynka jakoś nie specjalnie mnie przekonuje swoim komputerowo stworzonym kozłem, który wygląda niezbyt ciekawie. Niby nie ma tragedii, ale kojarzy mi się on z jakąś niskobudżetową produkcją dla dzieci.
Koźlak swoją dobitną nazwą rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do stylu piwa, które mam przed sobą. Ciekawe co na to włodarze Ambera, którzy także mają swojego słynnego i kultowego już Koźlaka?


Powtarzam to jak mantrę, ale ja bardzo lubię piwa spod znaku kozła. Dlatego też cieszy mnie każda nowość w tym stylu, a zwłaszcza, gdy mieści się ona w widełkach BJCP. Koźlak z Jury Krakowsko-Częstochowskiej ze swoimi parametrami (6,5% alk. i 16,5°Blg) przynamniej w teorii jest czystym koźlakiem, z krwi i kości można by nawet rzec.
Piwo nalewa się ze średnio obfitą czapą jasno beżowej piany. Cechują ją średniej wielkości pęcherzyki, słabiutki lacing oraz niezbyt długi czas opadania. Jak widać piana nie jest najmocniejszą strona tego specyfiku, ale za to jego miedziany i klarowny kolor jest bardzo ładny, stylowy i miły dla oka.
Koniec pierdół, czas na konkrety! Niucham i już wiem, co w tym piwie piszczy. Aromat jest nader intensywny, ale nie powiedziałbym, że jakoś mega, strasznie urozmaicony. Niby jest tu wszystko co winno się znaleźć w koźlaku, ale nie ma tego efektu ‘wow’, na który tak liczyłem. Dominuje silna, wyraźnie opiekana nuta słodu i całkiem sporo średnio wypieczonych tostów. Tuż za nimi podąża ociupinka karmelu i skórka od chleba. Jest dobrze, ale wiem, że mogło być dużo lepiej.

czwartek, 5 lutego 2015

DARZ BÓR


ALK.6%. W Polsce się dymi! I nie mam w tym momencie na myśli dymu unoszącego się z kominów w okresie wzmożonej aktywności grzejników w naszych domach. Nie mam tu również na myśli szanownych producentów naszej polskiej wiejskiej/swojskiej kiełbasy. W Polsce robi się prawdziwe piwa wędzone/dymione! Naprawdę.
Każdy, kto choć odrobinę wykracza poza koncernowe schematy z pewnością zauważył w ostatnim czasie wysyp „wędzonek” na naszym rodzimym rynku browarniczym. Tu już nie chodzi nawet o rzemieślnicze, często eksperymentujące mikrusy, lecz o browary pokroju Kormorana, Zwierzyńca, czy Gościszewa właśnie.
Może zabrzmi to dość trywialnie, ale polowałem na ten specjał od momentu jego październikowej premiery, a finalnie okazało się piwo dedykowane leśnikom i myśliwym upolowało mnie samo i to w Krotoszynie (dzięki Paweł :>). 


Darz Bór to tradycyjny niemiecki Rauchbier, czyli lager do produkcji którego użyto słodu wędzonego dymem bukowym.
Butelkę oblepia bardzo ładna stylistycznie i dopracowana graficznie etykieta, która tworzy pewną spójność z pozostałymi gościszewskimi etykietami z serii ‘postacie’. Wg mnie obecnie są to jedne z najlepszych (o ile nie najlepsze) ‘ety’ w kraju.
Najciekawszym aspektem sensorycznym w piwie dymionym jest oczywiście intensywność wędzonki, która może objawiać się jako wędzona szynka (lub inna wędlina), bądź oscypek, albo jako dym z opalanego drewnem ogniska.
W dzisiejszym piwie w zasadzie najwięcej odnalazłem wędzonych wędlin, aczkolwiek w zakamarkach aromatu pojawia się co jakiś czas ulotny dymek z dogasającego ogniska. Z intensywnością tych odczuć nie ma żadnego problemu – wędzonka jest nader wyraźna i z pewnością wyczuje ją nawet piwny dyletant. Poza nią wyczuwam tu również nuty przypieczonej skórki chleba, tostów i odrobinę słodkiego karmelu. Tłem płynie frywolna i bezinteresowna słodowość o lekko opiekanych naleciałościach. Całość bardzo dobrze się ze sobą komponuje i tworzy całkiem zgrany monolit. Podoba mi się.

środa, 4 lutego 2015

PANZERFAUST


ALK.6,7%. W ostatnim sondażu na ‘fejsie’ ktoś z Was wspomniał o tym piwie, więc tadaamm... oto i jest drugie w ogóle, ale pierwsze na blogu piwo z kontraktowego Browaru Kraftwerk!
Kraftwerk no nowa inicjatywa piwowarska, która zadebiutowała piwem Bebok w grudniu 2014 roku. Projekt tworzą Mateusz i Dagmara Bortel-Gologińscy, znani z prowadzenia pubu KinoCaffe w Mikołowie. W roli piwowara zatrudniony został Paweł Solik, który generalnie dla Kraftwerku warzy w gliwickim MajErze, jednakże dzisiejszy trunek powstał w cieszącej się złą estymą Witnicy. Tyle o browarze, teraz o samym piwie.
Panzerfaust (niem. pancerna pięść) swoją nieco groźnie brzmiącą (by nie powiedzieć nazistowską) nazwą wzbudził trochę kontrowersji, chociaż w efekcie wszystko rozeszło się po kościach. Twórcy nie bez kozery opisali styl piwa jako Silesian Rye India Pale Ale, co w skrócie brzmi SRIPA! – jest to więc pierwsza w kraju (lansowana przez największego piwnego celebrytę o imieniu Tomek) IPA-SRIPA!!! ;> W takim razie do kompletu brakuje nam jeszcze Wita-Srita! Który browar chce jako pierwszy zasłynąć tą nazwą? 


Szczerze mówiąc celowo sięgnąłem dzisiaj po to piwo, by tak naprawdę porównać je do wczorajszego Sunset Blvd z Radugi. W zasadzie oba piwa można by podciągnąć pod kategorię żytnie AIPA, bowiem przedrostek Silesian to tylko taki „chłyt marketingowy”, który odnosi się do miejsca pochodzenia Browaru Kraftwerk.
Tuż po nalaniu stwierdzam, że Panzerfaust ma genialną pianę – niezmiernie drobną, gęstą i zbitą, a przy tym dość obfitą i bardzo trwałą! Lacing także niczego sobie, na szkle zostaje naprawdę dużo zacieków. Ładnie to wszystko wygląda.
Całości dopełnia równie ładna barwa, która z powodzeniem mogłaby być wzorcem bursztynowego koloru.
Wysycenie tegoż specyfiku nie jest zbyt duże, powiedziałbym raczej, że nawet niskie. Zdecydowanie za niskie jak na AIPA.
Za aromat odpowiada tutaj, aż osiem nowofalowych odmian chmielu, w tym Belma, o której jeszcze nigdy nawet nie słyszałem. Niestety Belma i jej pobratymcy nie umywają się do bomby owocowej z Sunset Blvd. W niezbyt intensywnym zapachu Pancernej Pięści prym wiedzie nieco mdła i płaska słodowość, okryta z lekka szczyptą bliżej nieokreślonych owoców, garścią zamazanych cytrusów oraz szemranym karmelem. O jakiejkolwiek żywicy i lesie można tylko pomarzyć. Mamy tu za to delikatny mokry karton i całkiem wyraźny diacetyl, który już totalnie pogrąża ten nieciekawy aromat. Jestem w sporym szoku.

wtorek, 3 lutego 2015

SUNSET BLVD


ALK.6,5%. Zgodnie z wczorajszym „sondażem” przeprowadzonym na fanpejdżu bloga, dzisiaj jadę z degustacją Sunset Blvd z Browaru Raduga, bowiem ten trunek pojawiał się najczęściej w Waszych komentarzach.
Niniejsze piwo jest trzecim wypustem tego, warzącego obecnie w Zodiaku kontraktowca i jak dwa poprzednie, jego nazwa została zaczerpnięta z kinematografii. Chodzi tu o amerykańską produkcję z 1950 roku o polskim tytule „Bulwar Zachodzącego Słońca.” Tak starych filmów to ja rzecz jasna nie oglądam, więc nic na jego temat powiedzieć nie mogę.
Natomiast o samym już piwie mogę skrobnąć krótką notkę. Sunset Blvd to Rye India Red Ale, czyli coś na kształt słynnego IPA, tyle tylko, że trochę ciemniejsze na skutek rodzaju użytych słodów, w tym słodu żytniego. Oczywistą oczywistością jest, że piwo to powinno jeszcze otrzymać przedrostek American, ze względu na obecność pewnych jegomości zza Oceanu – Amarillo, Mosaic, Citra oraz Simcoe. 


Otwieram i przelewam. Piwo faktycznie ma w sobie coś z koloru „red”, chociaż nie zupełnie nazwałbym go czerwonym. Chyba lepiej tutaj pasuje określenie miedziano-rubinowy, co tak czy inaczej również wygląda całkiem ładnie.
Sunset pieni się dość obficie. Kremowej barwy, mieszano ziarnista kołderka urasta do sporych rozmiarów i w miarę długo utrzymuje się przy życiu. Niespiesznie opadając zostawia liczne zacieki na szkle.
Wysycenie jest średnio intensywne i drobne – doskonale pasuje do zawartości pokala.
W aromacie mamy sporo czerwonych owoców, takich jak żurawina, poziomka i truskawka, ale nie brakuje tu również ‘tropików’ pod postacią mango, granatu i marakui. Słodkawe owoce przykrywają swoją intensywnością nieco stonowany słód, nieznaczne kwaskowe cytrusy oraz zwiewne akcenty kwiatowe. W tle przewija się lekka i przyjemna żywiczna nuta, podszyta z lekka niewyraźnymi iglakami oraz karmelem. Całość pachnie bardzo ładnie i wielowątkowo – podoba mi się strasznie!

poniedziałek, 2 lutego 2015

WRĘŻEL STOUT OWSIANY


ALK.4,5%. Dzisiaj zadałem Wam pytanie (na profilu FB), jakie piwo byście chcieli w pierwszej kolejności zobaczyć na blogu spośród trzynastu moich propozycji? Cały czas zachęcam do pisania komentarzy, bowiem na rozstrzygnięcie poczekam sobie do jutra, a tymczasem na ząb wziąłem Oatmeal Stouta z Browaru Wrężel.
O teoretycznych aspektach tego stylu nie zamierzam pisać ani jednego zdania, bo trochę tych piw już w naszych kraju się pojawiło. Generalnie Wrężel spośród nich wyróżnia się tylko jednym niuansem – amerykańskim chmielem Chinook.
Muszę tutaj wspomnieć jeszcze o brzydkiej jak noc etykiecie, która „zdobi” to piwo. Jest po prostu fa-tal-na! Zresztą pozostałe również. Ostatnio jednak zauważyłem, że browar zmienił swoje logo na nowe, więc może jest też nadzieja na inne, lepsze etykiety. 


Piwo ma niezłą prezencję choć z pewnością mogłoby być lepiej. Idealnie czarna i nieprzezroczysta ciecz okrywa się wysoką i obfitą pianą beżowego koloru. Opada ona w średnim tempie, ale jej struktura jest rzadka i dość dziurawa. Na szczęście lacing jest pierwszego sortu – na ściankach tworzy się gęsta i trwała koronka, która w ogóle nie znika.
Nasycenie tegoż trunku jest bardzo niskie, a smak pełny i złożony. Dominuje w nim palona słodowość i wyraźny kwasek od niej pochodzący, ale nie brakuje tu również świeżo parzonej kawy i słodko-gorzkiej czekolady, która przyjemnie rozlewa się po podniebieniu. W tle czają się nieśmiałe akcenty chmielowe oraz bardzo subtelne prażone ziarno, po części kojarzące się ze spalenizną. Palona goryczka nie jest zbyt mocna, powiedziałbym raczej, że średnio absorbuje moje zmysły, ale w rzeczy samej jest jak najbardziej w stylu stoutu owsianego. Tekstura piwa jest gładka, smukła i jedwabista, a cały profil smakowy wyraźnie zaokrąglony i dobrze ułożony.

niedziela, 1 lutego 2015

PIWNA KRONIKA - STYCZEŃ 2015


Jak zwykle początek miesiąca to czas na podsumowanie poprzednich trzydziestu dni. Wydaje się, że po grudniowym odpoczynku większość browarów w styczniu ruszyło do pracy pełną parą, bo liczba premier naprawdę robi wrażenie. Liczba nowych browarów też o czymś świadczy.
Przed Wami kolejna odsłona Piwnej Kroniki, w której wbrew pozorom nie zamieszczam wszystkich premier i wydarzeń, bo naprawdę bardzo ciężko to wszystko ogarnąć. Mam nadzieję jednak, że nie zapomniałem o tych ważniejszych newsach.

Premiery


  • Na początek nowość od Ursa Maior – Pantokrator to hybryda belgijsko-amerykańska opisywana jako Belgian IPA.
  • Artezan w styczniu zaprezentował  dwie nowinki: 1) Smoked Pacific, czyli wędzona wersja kultowego już APA, 2) Blond natomiast to Belgian Blond Ale chmielony po nowofalowemu.
  • Hopus Pokus – tak brzmi nazwa najnowszego wypustu z Pinty i jest to Black India Pale Ale.

  • Browar Ninkasi po przeprowadzce na Litwę uraczył nas już dwoma piwami. N°10.A to American Pale Ale, a N°9.C to Scottish Export.
  • W Browarze Olimp także nie próżnują. W styczniu wypuścili w świat dwie „świeżynki”. Pierwsza do Demeter (AIPA), a druga to Persefona (APA).
  • Królewska Piwoteka w stylu podwójny koźlak pszeniczny to efekt kooperacji Browaru Piwoteka i przybytku Jan Olbracht Browar Rzemieślniczy.
  • Warszawski Browar Bazyliszek z początkiem roku przygotował dla nas, aż cztery nowości: 1) Rafineria (RIS), 2) Pekin (Rice IPA), 3) W Malinowym Chruśniaku (Raspberry Sour Ale), 4) Szpieg z Krainy Bluszczowców (Bluszczowe Zielone Ale).
  • Piwo o nazwie Koźlak jest najnowszym dziełem Browaru Na Jurze, który ostatnio dość często wypuszcza nowości.
  • Swoisty trójpak zgotowało nam w styczniu Piwne Podziemie. Ich nowe piwa to: Single Hop IPA Centennial, Red Rad Rat (American Amber Ale) oraz Hopface Killah (Spanish Cedar Aged AIPA).

  • Browar Kraftwerk natomiast wypalił z “dwururki”. W jednym miesiącu wypuścił na rynek Panzerfausta (Rye IPA) oraz Leśnego Dziada (Smoked Lager).
  • Piwo Birbant Pale Ale Nelson Sauvin to nowozelandzki single hop z Browaru Birbant, który kontynuuje serię piw jednochmielowych.