Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2016

BIMBROWNIK

Idę za ciosem niczym Rocky Balboa. Taki Stallone po prostu jest ze mnie. Dziś kolejny trunek od Profesji i kolejny, trzeci już z rzędu mający w składzie słód wędzony torfem. I na tym jeszcze nie koniec…, w zanadrzu mam jeszcze jedno piwko w takim klimacie i z pewnością będzie to absolutna petarda!
Tymczasem zajmijmy się Bimbrownikiem. Bardzo wdzięczna nazwa, choć nie jestem pewien, czy pasuje do piwa. Ale zostawmy to. Generalnie nazwy piw z Browaru Profesja są bardzo fajne. Podobają mi się. Przedstawiają jakieś zawody, profesje. Etykiety też są spoko. Świetnie zaprojektowane i wykonane. Nie jakieś bardzo wymyślne, ale wyglądają bardzo profesjonalnie i stylowo. Jest tu mnóstwo informacji, podanych w czytelny i przystępny sposób. Naprawdę dobra robota. Bimbrownik to w zasadzie dobrze znana w środowisku żytnia IPA, dodatkowo podrasowana słodem wędzonym torfem. Częściowo mamy tu polskie chmiele, a częściowo angielskie. To tyle w temacie. Przejdźmy zatem do tego co najprzyjemniejsze w tym …

DUDZIARZ

Narzekanie na horrendalne temperatury byłoby z mojej strony wysoce niestosowne. Wszak ja lubię, gdy jest słoneczko grzeje mi w czachę. Przecież lepsze to niż trzaskające mrozy, no nie? Laseczki chodzą skąpo ubrane, można jechać na wodę, pokąpać się, a przede wszystkim można bardziej legalnie niż zwykle pić zimne piwo dla ochłody i dodania energii. 18 lat już co prawda dawno skończyłem, ale chodzi mi tu o nasze żony, które w kółko skrzeczą: znowu pijesz to piwsko, jesteś alkoholikiem, weź się ogarnij! Natomiast, gdy pot ciurkiem się po dupie leje, to już nas tak nie cisną. Ich gadanie traci na sile, bo same też chętnie wypiłyby jakiegoś radlerka.
Dzisiaj na tapecie piwo, które niejako nawiązuje do poprzedniego wpisu, czyli Smoga z Pracowni Piwa. Dudziarz z Browaru Profesja to także mocny, słodowy trunek ze szkockim rodowodem (Wee Heavy lub jak kto woli Strong Scotch Ale). Tu także nie mogło się obyć bez słodu whisky



Otwieram i przelewam tego Dudziarza. Ładny jest skurczybyk. Trochę cz…

SMOG

Schodzę dzisiaj do piwnicy po piwo (pisałem o niej wielokrotnie, znawcy bloga wiedzą o co kaman). Żyjecie, oddychacie, więc na pewno widzicie jaka jest obecnie pogoda. Skwar leje się z nieba niemiłosiernie. Majty kleją się do tyłka, a stopy i inne części ciała pocą się niesamowicie. Takie życie, nic nie poradzisz. Możesz jedynie schłodzić się zimnym piwkiem. Wodą też niby można, ale woda to raczej jest dla zwierząt. Nie będę się zniżał do poziomu zwierząt przecież. Zostaje więc piwo :D
No to jestem w tej piwnicy. Fajnie i chłodno tam jest. Na zewnątrz ze 30, w środku 14. Naprawdę fajnie i przyjemnie. Przebieram i szukam jakiegoś napitku na lato, a tam kurde lipa. Prawie same mocne trunki, kupione jeszcze za czasów niższych temperatur. Pal licho, mówię. Biere Smoga i czmycham na powierzchnię. Piw w szkockim stylu Wee Heavy ci u nas jak na lekarstwo. Można je zliczyć na palcach jednej ręki, a i tak ci jeszcze tych palców zostanie. Mocne i tęgie piwo. Dodatkowo podrasowane słodem whisky. …

CORNELIUS APA

Słońce, plaża, opalone cycki, stringi. Lato już chyba zawitało do nas na dobre. Fajnie, bo lubię tę porę roku, jak próchnica zęby, czy pijawka krew. Najwyższa już pora zmienić kurs i przestawić się na lekkie, sesyjne wywary, które nas orzeźwią i ukoją pragnienie podczas nadchodzącej fali upałów.
Dzisiaj mój wybór padł na Cornelius APA. Jest to jedna z dwóch nowości w portfolio tego producenta. Co ciekawe – obydwa piwa to trunki nowofalowe! Tym samym producent z Piotrkowa Trybunalskiego dołączył w końcu do piwnej rewolucji. Nie jest to może szczyt refleksu, ale fakt na pewno godny jest odnotowania w kajecikach wszystkich birgików, a może nawet w piwnych niusach u Kopyry z „wiadomo jakiego blogu”. Przy miażdżącej rzemieślników mocy produkcyjnych browaru oraz bardzo szerokiej dystrybucji, nowy Cornelius APA może okazać się hitem tego sezonu wśród nawracającej się na craft rzeszy bardziej rozgarniętych piwoszy. Ja naprawdę byłem sceptyczny, co do tego piwa. Może nie aż tak, jak w sprawie a…

BIG SLEEP

Niestety przyszła już pora na ostatni, szósty trunek z cyklu „Tydzień z Browarem Raduga”. Łezka się w oku kręci, żal dupę ściska, ale czas biegnie nieubłagalnie i nie można go zatrzymać. Przede mną jeszcze pierdyliardy piw do wypicia, nie mogę przeto do końca życia pić tylko Radugi. Na zakończenie zostawiłem sobie piwo, z którym wiąże spore nadzieje. Jest nim Big Sleep w stylu American Barley Wine. Skrót ABW kojarzy się niektórym zapewne z czymś innym, ale to tylko i wyłącznie niezamierzona zbieżność. Bardzo lubię ABW. To znaczy takie piwa, a nie słynną agencję ;) Mocne, tęgie i wyraziste piwo nachmielone zgodnie z najnowszymi trendami, to jest właśnie to, czym zachwyca się każdy kumający bazę beer geek. Nazwę zaczerpnięto oczywiście od filmu o tym samym tytule. Ja nie gustuję w, aż tak starym kinie, toteż jak dotychczas nie oglądałem żadnego dzieła kinematorgrafii, którym zainspirowali się włodarze Radugi. Ale z jęzorem na wierzchu czekam na piwo o nazwie na przykład Terminator, czy E…

MY GEISHA

Wiecie, że trwa „Tydzień z Browarem Raduga”? Wiecie. Wiecie, że jest to już moje przedostatnie piwo z tego cyklu? Wiecie. Wiecie, że mamy już prawie pewny awans w Euro 2016? Na pewno wiecie. A czy wiecie, czy piwo i mecz, to niezwykle udane połączenie? Jasne, że wiecie. W końcu z niejednego polmosu się wódkę piło, co nie? Tfu, tfu, tfu… miało być – z niejednej warzelni się piwo piło ;> No dobra, to jak już wszystko wiecie, to jeszcze tylko napiszę co tym razem trafi w moje gardziołko. Jest to My Geisha w stylu (uwaga, skupcie się, ale nie za mocno, bo będzie śmierdziało) Japanese Cherry TeaPA. Tadammm! Zapewne mówi Wam to tyle, co tajwańska niemowa, więc spieszę z pomocą. To IPA z dodatkiem japońskiej wiśni i zielonej herbaty sencha gingko. Taka herbata to mieszanka ziół w głównej mierze oparta na liściach miłorzębu japońskiego (chin. Gingko) który de facto wywodzi się z Chin, a nie z Japonii, ale mniejsza o większość. Ważne, żeby było smaczne i rwało papę z dachu prawda?

Kurcze blad…

POTIOMKIN

Info dla tych co ostatnie kilka dni byli zakopani w bunkrze, albo przespali pod kamieniem – trwa właśnie cykl „Tydzień z Browarem Raduga”. To info również dla tych, co tracą poczucie rzeczywistości z mniej oczywistych względów typu alkoholizm, czy narkomania ;) Dzisiaj na wokandzie drugi RIS z tego browaru, co zowie się Potiomkin. Skoro to Russian Imperial Stout, to nazwa nie może nikogo dziwić. Potiomkin to dawny rosyjski pancernik, który swą nazwę zawdzięcza pewnego dzielnemu feldmarszałkowi. Jak wyglądała ta łajba możecie sobie obczaić na etykiecie (o ile grafika nie poniosła zbytnio wyobraźnia). Tym razem chłopaki przestali sobie robić z nas jaja oraz jednocześnie urągać temu szacownemu stylowi (stylu?) piwa i wypuścili w świat naprawdę sowicie mocne i ekstraktywne piwo, co by nikt już im nie zarzucił braku wiedzy, poczucia taktu i fachu w ręku. Od teraz nikt już nie będzie trolował, że Raduga leci sobie w kulki i nie wie jak uwarzyć poczciwego (przynajmniej pod względem parametrów…

DEMENTIA

Dzisiaj trzecie piwo od Radugi. To znaczy trzecie w tym tygodniu, bo przecież jest to „Tydzień z Browarem Raduga”. Na tapecie ląduje Dementia – Imperial American Wheat. Rozumiem, iż wegetujecie na odpowiednio wysokim poziomie inteligencji, toteż daruję sobie wyjaśnienie z czym mamy do czynienia. Mocna, dojebana jankeskimi chmielami wersja amerykańskiej pszenicy brzmi naprawdę rozsądnie, zwłaszcza gdy bardzo chce ci się pić, brakuje ci elektrolitów i jesteś styrany jak ja dzisiaj. Po ośmiu godzinach pracy w fabryce (a nadmieniam, że nie jestem tam kierownikiem), a potem jeszcze cięższej harówce u siebie na budowie człowiek naprawdę jest ściorany. Ściorany jak koń po westernie, albo jak żółw po maratonie (pół roku w ciągłym „biegu” to naprawdę nie przelewki). Czas więc odpocząć, wyluzować się i zregenerować siły. Między innymi po to pije się piwo prawda?

Dementia z początku ma ładną, białą pianę. Obfita i wysoka jest skubana, jednak dość szybko się rozrzedza i dziurawi niczym stare kales…

NIGHT FEVER

Tygodnia z Browarem Raduga ciąg dalszy. Po pierwszym i niezwykle udanym piwie (Lost Weekend) przyszła pora na dużo nowsze piwerko, a jest nim Night Fever. Tak zupełnie nowe, to ono nie jest. Premierę miało już ładnych kilka miesięcy temu i od tego czasu spokojnie leżało sobie w mojej prywatnej, osobistej i pilnie strzeżonej piwnicy. Pięć kłódek, dwie Gerdy, szyfr, alarm, czujniki ruchu, Solid Security i pies cerber skutecznie odstraszają potencjalnych włamywaczy. No, ale miało być o piwie, a nie o zabezpieczeniach mojego bejsmentu. Otóż Nocna Gorączka to pierwszy RIS Radugi (drugiego też już się dorobili). Parametry nie zwalają z nóg, u co niektórych wywołując pewne podśmiechujki. Ja owszem, zwracam uwagę na ekstrakt, ale nigdy nie ganię, dopóki nie spróbuję. 20°Blg to niby nie jest bardzo dużo, ale czasem wystarczy, by solidnie skopać dupsko. Piwo to leżakowane było z kostkami dębu francuskiego zatopionymi w bourbonie! Wiem, co to dąb. Wiem, co to bourbon, więc może być ciekawie. Zat…

LOST WEEKEND

Niniejszym rozpoczynam kolejny cykl „Tydzień z…”. Tym razem tygodniową przygodę spędzę z Browarem Raduga, a w tle meczyki na Euro 2016 ;) Jest to ekipa bardzo już znana, mająca ugruntowaną pozycję na rynku piw rzemieślniczych. Zwłaszcza odkąd można ich wypusty nabyć w sieci Tesco. Raduga słynie z wyszukanych trunków, często gęsto będących hybrydami różnych stylów, albo autorskimi interpretacjami. Ich motywem przewodnim są tytuły starych filmów, którymi nazywają swoje piwa. Etykiety mają spójne i dość ciekawe, ale zapewne to wszystko już wiecie. Po co ja to w ogóle piszę? Kończę już to ględzenie, napomnę jeszcze tylko iż pierwszym piwem w cyklu jest Lost Weekend – piwo bardzo znane, jedno z pierwszych z tego przybytku. Jest to żytnie Black IPA, które wygrało swego czasu naszą VI Degustację Piw Bractwa Piwnego. Musiało naprawdę urywać dupę. Za chwilę sprawdzę jego obecną formę. 

Piwo w szkle wygląda świetnie. Jest totalnie czarne, nieprzejrzyste i majestatyczne jak pochmurna noc. Wieńczy …

CZY PIWO CECHOWE Z BIEDRONKI MOŻE BYĆ DOBRE? WIELKI TEST

Sklepy Biedronka zna chyba każdy z Was. Wiadomo – tanio, blisko, szybko i wygodnie. Jednak dla poczciwego piwosza, tudzież masochistycznego beer geeka popularna biedra jest niczym innym jak piwną pustynią (jak każdy dyskont zresztą). OK, fanatyk koncerniaków widząc swojego ulubionego Tyskacza Klasycznego za dwa zeta może być wniebowzięty. Amatorzy taniej najebki spod znaku VIPa też zapewne zacierają ręce na wieść o kolejnej promocji ich ulubionego dostarczyciela alkoholu do organizmu. A taki typowy hop head to może tylko siąść i rzewnie płakać. Zostaje mu co najwyżej któryś wariant Książęcego, który jak wiadomo, koło craftu nawet nigdy nie stał. Tak było kiedyś, bo jakiś rok, a może i już ze dwa lata temu pojawiła się w biedrze iskierka nadziei dla tych wszystkich piwnych świrów, co to byle czego do ust nie biorą. Chodzi o trunki sygnowaną marką Cechowe. Piwa stylowe. Kilka różnych rodzajów.Dostępne tylko w sieci Biedronka, po stosunkowo niskiej cenie trzech peelenów. Cóż to jest? - py…

MR. HARD'S ROCKS MILK

Są w tym kraju piwa znane i mniej znane. Potoczne jak koncerniaki i mniej spotykane jak rzemieślnicze krafty. Te najbardziej pożądane są najmniej dostępne. Rozpalają do białości wyobraźnię każdego beer geeka. Dla mnie jednymi z takich trunków wciąż są RIS i Barley Wine z Pracowni Piwa. Do tej pory z nazwy nie odróżniam które jest które, ale to nie ważne. Ważne, że wiem o co chodzi.
Niedawno PP wypuściła w świat dwie nowe wersje swojego flagowego RISa – jedna z dodatkiem laktozy, druga z dodatkiem słodu wędzonego torfem (popularne to ostatnio jak ajfony wśród hipsterki). Ja miałem sposobność zakupić tylko tego mlecznego RISa, ale dobre i to. Nie wahałem się ani chwili, mimo wziętej z kosmosu ceny. Nie piłem nigdy dotąd regularnego Mr. Hard’s Rocks, ale będę pił za chwilę wariację na jego temat. Emocje wcale nie mniejsze. Naprawdę.

Mr. Hard’s Rocks Milk to jedno z najbardziej czarnych piw, jakie w życiu widziałem, a widziałem ich naprawdę sporo. Możecie mi wierzyć lub nie. Ciecz jest cza…

XI DEGUSTACJA PIW - IMPERIAL IPA

Kocham piwo. Lubię je pić, poznawać nowe smaki, nowe style, nowe browary. Degustacje też lubię i to bardzo. Zwłaszcza te anonimowe z Bractwem Piwnym. Bractwo też jest fajne. Każdy z nas jest inny - jeden łysy, drugi gruby, jeden z brodą, inny bez. Ale to nie ważne, bo łączy nas piwo! Tak, piwo łączy ludzi. To fakt. Na ostatnim spotkaniu częstochowskiego Bractwa Piwnego grono sympatyków napoju z pianką miało okazję uczestniczyć w XI Degustacji Piw. Tym razem na tapetę wzięliśmy Imperial India Pale Ale. Ikonę piwnej rewolucji, tyle że w wersji imperialnej, podwójnej, jeszcze mocniej nachmielonej niż zwykła IPA.

Imperial IPA
Double IPA każdy zna, a przynajmniej każdy, kto trochę liznął w życiu piwnego craftu. Definicja jest prosta – jest to jasny ejl na maksa dojebany chmielem. Każdy znawca tematu powie, że amerykańskim, jednak BJCP mówi, że mogą to być chmiele na przykład angielskie lub jeszcze inne. Generalnie mają to być szlachetne odmiany, a kraj pochodzenia jest tu sprawą drugorzędną…

PILSWEIZER ANDY'S ESB

Bałem się. Zwlekałem z tym piwem już od dłuższego czasu. Targały mną rozterki, przerywane nagłymi napadami strachu i nocnego moczenia się. Bałem się jak dziecko złego Pana, który przyjdzie i je porwie jak będzie niegrzeczne. Wypić, czy nie wypić? Oto jest pytanie. Czy angielski Extra Special Bitter w wykonaniu Browaru Pilsweizer vel. Grybówmoże w ogóle być dobry, czy chociażby pijalny? Czy typowy producent dolnofermentacyjnych lagerów jest w stanie uwarzyć sensowne ESB? Pytań i wątpliwości nie było końca.
Aż pewnego słonecznego popołudnia powiedziałem sobie „one kozie death”. Skoro przeżyłem Wielki Test Piw Zielonych, to już żadne piwo mnie nie zabije. A jak nie zabije, to wiadomo co zrobi. Na etykiecie wszystko wygląda w porządku. To znaczy sama eta jest brzydka jak noc – na bank grafik płakał jak projektował ;p Chodzi ma bardziej o takie rzeczy jak podane IBU (45), angielskie chmiele (Admiral, EKG, Fuggles), otwarte kadzie fermentacyjne, słód pale ale, karmelowy i melanoidynowy. Nie…

HOPSBANT FRESH IPA

Na zewnątrz typowo letnie klimaty. Laski pokazują swoje wdzięki. Faceci też nie chcą być gorsi, więc zaczynają odsłaniać zarośnięte łydki. Chciałem się dzisiaj napić czegoś lekkiego, rześkiego, sesyjnego. No i się kurna napiłem. Może nie było to mega sesyjne, ale jak babcie kocham, pijalne i rześkie do bólu było.
Hopsbant Fresh IPA od Birbanta jest sprawcą całego zamieszania. Piwo dośćnowe, choć na pewno nie najnowsze (tak, sraczka wydawnicza ich również dopadła). Owa trylionowa IPA na rynku jednak różni się czymś od pozostałych. Wszystko przez pewien wynalazek, którego karykatura została zamieszczona na etykiecie właśnie. Jeśli jednak nie wiecie jak to działa, to służę pomocą. Hopsbant służy do chmielenia piwa na zimno. W największym uproszczeniu gotowe piwo przed rozlewem przepuszcza się przez warstwę świeżego (chyba) chmielu. Koromysło to generalnie ma robić robotę w aromacie, o czym przekonałem się na własnej spoconej od słońca skórze. 

Zapach poczułem tuż po otwarciu. Ale to jeszcz…

PIWO MIESIĄCA - MAJ 2016

PHANTOM

Dziś na tapecie Phantom od Kingpina. Sympatyczna świnka przybrała twarz upiora, zjawy, co to się śni po nocach. Bardzo lubię te kingpinowskie etykiety. Niby schematyczne, ale zarazem bardzo spójne, dowcipne i w sumie też oryginalne. Przykuwają wzrok i mocno wyróżniają się półce sklepowej, a o to przecież chodzi. Nieświadomy Janusz kupi z ciekawości, bo fajnie wygląda ;>
Na ecie fantom, a w środku czai White IPA, czasem nazywana też Wit IPA – hybryda belgijskiego Witbiera oraz kultowego IPA. Mamy tu więc zarówno kolendrę, skórkę gorzkiej pomarańczy, jak i słód pszeniczny w zasypie. Wiadomo, że Michał Kopik do każdego piwa daje coś od siebie, jakiś ciekawy i mało spotykany/znany składnik. Do Phantoma dodał liście limonki kaffir. Nie znam, nie jadłem, ale niech będzie. Michał na pewno się zna na rzeczy. Całość oczywiście została doprawiona hamerykańskimi chmielami. Parametry też raczej zwrócone ku nowofalowej ipie. Powinno być zatem nieźle. Musi być nieźle, jak to u Kingpina. Jeszcze n…