piątek, 17 czerwca 2016

MY GEISHA




Wiecie, że trwa „Tydzień z Browarem Raduga”? Wiecie. Wiecie, że jest to już moje przedostatnie piwo z tego cyklu? Wiecie. Wiecie, że mamy już prawie pewny awans w Euro 2016? Na pewno wiecie. A czy wiecie, czy piwo i mecz, to niezwykle udane połączenie? Jasne, że wiecie. W końcu z niejednego polmosu się wódkę piło, co nie? Tfu, tfu, tfu… miało być – z niejednej warzelni się piwo piło ;>
No dobra, to jak już wszystko wiecie, to jeszcze tylko napiszę co tym razem trafi w moje gardziołko. Jest to My Geisha w stylu (uwaga, skupcie się, ale nie za mocno, bo będzie śmierdziało) Japanese Cherry TeaPA. Tadammm! Zapewne mówi Wam to tyle, co tajwańska niemowa, więc spieszę z pomocą. To IPA z dodatkiem japońskiej wiśni i zielonej herbaty sencha gingko. Taka herbata to mieszanka ziół w głównej mierze oparta na liściach miłorzębu japońskiego (chin. Gingko) który de facto wywodzi się z Chin, a nie z Japonii, ale mniejsza o większość. Ważne, żeby było smaczne i rwało papę z dachu prawda?


Kurcze blade dziwne jest to piwo. Może i jedno z ciekawszych jakie w swoim marnym żywocie piłem, ale dziwne. Może nie aż tak, jak perfekcyjna jazda samochodem przy czterech promilach, ale jednak. Maj Gejsza szeroko otwiera gębę i robi mi dziwny wyraz twarzy. Mimo, że to generalnie jest IPA, to ciecz jest wyraźnie słodka. Nie przesadnie, ale wyraźnie. Wiśniowe klimaty wyczuje tu każdy. Dosłownie każdy, nawet pacjent psychiatryka powie ci, że jest tu wiśnia. Zupełnie jakby ktoś dolał tu soku, ale nie. Soku to piwo nie widziało, tak samo jak ja szczytu Mount Everest. Tuż za wiśnią podąża owoc dzikiej róży, kwiaty, odrobina pomarańczy i zielonej herbaty. Nie jestem smakoszem tej ostatniej, dlatego nie mam bladego pojęcia, czy faktycznie jest to sencha gingko, czy jakaś podróbka z Biedry. Ale spokojnie zjadacze rodzimego craftu – w tle są też typowo piwne niuanse typu przyjemna, zwiewna słodowość oraz nieco trawiastego i ziołowego chmielu. Niestety chwilami z głębi wyłażą też nuty landrynek, a to już nie jest takie super fajne. Na finiszu pałęta się niezbyt mocna goryczka o łagodnym ziołowo-chmielowym usposobieniu. Nie jest ona jakoś bardzo tęga, a jak na IPA to wręcz zbyt niska. Niska, ale za to cholernie przyjemna, krótka, rześka i szlachetna. Całe piwo mimo swoistej słodyczy jest dość rześkie. To pewnie dzięki tej herbacie, która wywołuje też przy okazji lekkie uczucie ściągania w ustach.

Aromat jest równie intrygujący, zaskakujący i…. mało piwny. Nie mówię, że to źle. To piwo po prostu ma takie być – inne, oryginalne i odjechane. Wyraźnie słodki zapaszek przywodzi na myśl przede wszystkim dojrzałe wiśnie, a może nawet bardziej kisiel o smaku wiśniowym! Powaga. Kisiel wiśniowy rządzi w tym piwie. Tuż obok króluje dzika róża, wszelkiej maści kwiaty, sakrucko przyjemna wanilia (skąd?!) i morele zmieszane z brzoskwiniami. Podoba mi się taki układ. Zwłaszcza, gdy akompaniuje mu zielona herbata, subtelny kwasek i szczątkowy chmiel o cytrusowym zacięciu. Co dziwne brakuje tu słodu. To znaczy mi nie brakuje, ale najzwyczajniej w świecie go tutaj nie czuję. Płakać nie będę z tego powodu, przecież jestem już dużym chłopcem ;p
My Geisha to naprawdę świetne, niezwykłe i bogate w doznania piwo, które uwodzi równie skutecznie jak ta pani z etykiety o wiadomym „zawodzie”. Zarówno smak jak i aromat są nieźle zakręcone, wyraźnie owocowo-kwiatowe. Samej zielonej herbaty może i nie jest tu jakoś szczególnie dużo, ale mam to gdzieś. Piwo nadrabia innymi atrybutami – jest niebywale złożone i oryginalne. Niby trochę za słodkie, ale goryczka, która się pojawia jest naprawdę bardzo sympatyczna. Pełnia jest tu odpowiednia. Ciecz nie jest wodnista, ani też nadmiernie ciężka. Generalnie słodowa podbudowa została wyraźnie zepchnięta na dalszy plan, oddając pole do popisu ciekawym dodatkom. Panie, a jakie to pijalne! Rześkie i świeże. Znika ze szkła szybciej niż komar puszcza bąka. Serio.
OCENA: 8/10
CENA: 7.59ZŁ (Tesco)
ALK.5,7%
TERMIN WAŻNOŚCI: 31.09.2016
BROWAR RADUGA//BROWAR ZODIAK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz