poniedziałek, 27 czerwca 2016

DUDZIARZ


Narzekanie na horrendalne temperatury byłoby z mojej strony wysoce niestosowne. Wszak ja lubię, gdy jest słoneczko grzeje mi w czachę. Przecież lepsze to niż trzaskające mrozy, no nie? Laseczki chodzą skąpo ubrane, można jechać na wodę, pokąpać się, a przede wszystkim można bardziej legalnie niż zwykle pić zimne piwo dla ochłody i dodania energii. 18 lat już co prawda dawno skończyłem, ale chodzi mi tu o nasze żony, które w kółko skrzeczą: znowu pijesz to piwsko, jesteś alkoholikiem, weź się ogarnij! Natomiast, gdy pot ciurkiem się po dupie leje, to już nas tak nie cisną. Ich gadanie traci na sile, bo same też chętnie wypiłyby jakiegoś radlerka.
Dzisiaj na tapecie piwo, które niejako nawiązuje do poprzedniego wpisu, czyli Smoga z Pracowni Piwa. Dudziarz z Browaru Profesja to także mocny, słodowy trunek ze szkockim rodowodem (Wee Heavy lub jak kto woli Strong Scotch Ale).  Tu także nie mogło się obyć bez słodu whisky




Otwieram i przelewam tego Dudziarza. Ładny jest skurczybyk. Trochę czerwony, trochę miedziany, a trochę nawet brązowy. W każdym bądź razie wygląda fajnie i apetycznie. Ubrany został w obfitą, drobną i równie ładną pianę o cudnym kremowo-beżowym odcieniu. Piana długo się utrzymuje. Brawo.
Czas na pierwszy kontakt. Fizyczny znaczy się, bo wzrokowy już był. Piwo jest bardzo pełne w smaku, słodkawe i słodowe. Czuć suszone owoce (rodzynki, śliwkę), przyjemny karmel i szczątki chmielu. W miarę ogrzewania się na wierzch wychodzą nieśmiałe nutki drewna, spodu od ciasta oraz torfu. Samej wędzonki i dymu w zasadzie tu nie ma, jest natomiast bardzo subtelna torfowa ziemistość. Finisz dość treściwy z lekką i przyswajalną goryczką o fajnym, ziołowym profilu. Goryczka jest łagodna, krótka i przyjemna. Taka jak Bóg przykazał. Alkohol jest bardzo dobrze ukryty, delikatnie grzeje wnętrzności, ale nic poza tym. Nie jest ostry, czy piekący jak spiryt spod ruskiej granicy, przewożony w baku po bezołowiowej. Sumarycznie świetnie się to pije. Gdyby to piwo startowało w Mam Talent, powiedzieliby „Trzy razy tak!”.

Dobra, trzeba się teraz skupić na zapachu, bo zaraz piwo mi się skończy (wchodzi jak złoto). W aromacie prawdziwe Bizancjum. Trzeba usiąść i porządnie poniuchać. Złożoność i intensywność – to cechy szczególne Dudziarza. Mariaż suszonej śliwki, rodzynek i wiśni świetnie dogaduje się z sowitą lecz nie nachalną słodowością. Słodu jest dużo, podobnie jak owoców. To dobrze, tak właśnie ma być. Dalej mamy przyjemny opiekany karmel, jakieś ciastka i ciasteczka (możliwe, że Pieguski) i subtelną orzechowość oraz drewno! Tak, klimaty mokrego drewna oraz torfu, zahaczającego chwilami o rejony dymu i ogniska. Nareszcie! Długo szukałem tutaj tych cech. Czuję się szczęśliwy i spełniony. To piwo pachnie obłędnie :D Można wąchać bez końca.
Kurcze blade. Trunek ma 20 ‘ballingów’ i prawie dyszkę alko, a pije się je, jakby to był co najwyżej poczciwy koźlak. W ogóle nie czuć tutaj mocy i ekstraktu. Fakt, jest trochę słodkawe i posiada niewielką goryczkę, ale przecież to wszystko zostało uchwalone przez macherów z BJCP. Pełnia smaku odpowiednia do stylu, treściwość także bez zarzutu. Balans przechylony w stronę słodu, a pijalność… co tu dużo mówić – skoro przy 32 ‘celsjuszach’ wchodzi lepiej jak woda, to chyba nie muszę nic więcej dodawać.
Super piwko. Wielowątkowe, bogate i złożone. Wszystko cyka tu i śmiga jak w nowym Audi. Przez najbliższe kilka dni nie będzie żadnych wpisów, bo będę zbierał szczękę z podłogi. Nara.
OCENA: 9/10
CENA: ok 7.50ZŁ
ALK.9,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.09.2016
BROWAR PROFESJA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz