niedziela, 19 czerwca 2016

BIG SLEEP




Niestety przyszła już pora na ostatni, szósty trunek z cyklu „Tydzień z Browarem Raduga”. Łezka się w oku kręci, żal dupę ściska, ale czas biegnie nieubłagalnie i nie można go zatrzymać. Przede mną jeszcze pierdyliardy piw do wypicia, nie mogę przeto do końca życia pić tylko Radugi.
Na zakończenie zostawiłem sobie piwo, z którym wiąże spore nadzieje. Jest nim Big Sleep w stylu American Barley Wine. Skrót ABW kojarzy się niektórym zapewne z czymś innym, ale to tylko i wyłącznie niezamierzona zbieżność. Bardzo lubię ABW. To znaczy takie piwa, a nie słynną agencję ;) Mocne, tęgie i wyraziste piwo nachmielone zgodnie z najnowszymi trendami, to jest właśnie to, czym zachwyca się każdy kumający bazę beer geek.
Nazwę zaczerpnięto oczywiście od filmu o tym samym tytule. Ja nie gustuję w, aż tak starym kinie, toteż jak dotychczas nie oglądałem żadnego dzieła kinematorgrafii, którym zainspirowali się włodarze Radugi. Ale z jęzorem na wierzchu czekam na piwo o nazwie na przykład Terminator, czy Elizjum ;>


Po przelaniu piwo nie wygląda zbyt apetycznie. Piana jest w sumie ok – bujna, średnio ziarnista, puszysta i umiarkowanie trwała. Jednak totalnie mętny i brązowy kolor nie szczególnie mocno wzmaga pracę ślinianek.
No, ale nie po to przecież kupiłem piwo, żeby mu się przyglądać, tylko żeby go wypić. Tak więc biorę pierwszy łyk, drugi, a nawet trzeci. Słodko panie, słodko. Słodowo-karmelowa pełnia solidnie wykleja mi gębę, powodując niechciany grymas na twarzy. Na sąsiednim torze egzystują owoce tropikalne, też słodkie. Z tła natomiast powoli wyłania się przyjemna kwiatowość, całkiem fajna żywica i akcenty lasy w formie igliwia. Na zakończenie każdego haustu zostajemy poczęstowani krótką, żywiczną goryczką – w sumie dość sympatyczną, tyle że za słabą. Goryczka wyraźnie nie radzi sobie z opasłym słodowym cielskiem tegoż napitku. Alkohol został tutaj doskonale zamaskowany. Dopiero po całkowitym ogrzaniu się piwa coś zaczyna nas lekko smyrać w przełyku.

Aromat też mocno sugeruje nam, że piwo jest nadmiernie słodkie. Mamy tu sporo kwiatowo-owocowych nut, głównie spod znaku słodkich i dojrzałych tropików. Mango, marakuja, liczi i ananas nieźle sobie tu poczynają ;) Żywica w zapachu nieco osłabła, ale nadal jej obecność jest bezsprzeczna. Dalej prym wiedzie ta sama słodka słodowość, tyle że okraszona lekkim opiekanym cieniem, no i całkiem sporą dozą karmelu ma się rozumieć. Daleko w głębi majaczą niewyraźne suszone owoce, podbite subtelnym chmielem i akcentami igieł sosnowych. Przez chwilę w tle pojawia się bardzo symboliczna perfumowość, ale jest to do zaakceptowania. Alkohol na naprawdę niskim i prawie niezauważalnym poziomie. Sumarycznie bardzo ładny, złożony i bogaty to aromat. Podoba mi się.
Big Sleep to wyraźnie gęsty i bardzo pełny w smaku trunek. Jego treściwość dosłownie i w przenośni zakleja usta. Jego wadą nie jest obszerna słodowość, lecz raczej słaby balans objawiający się stosunkowo niewysoką goryczką, która po prostu sobie nie radzi. Nie ogarnia tematu i kropka! Dzięki temu mamy słodki i słabo zbilansowany ulepek, który pije się naprawdę wolno. Zdecydowanie wolniej niż ustawa przewiduje. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi ma się rozumieć ;p
Podsumowując American Barley Wine od Radugi to dość solidne i wyraziste w swojej wymowie piwo. Może niczego nie urywa, ale stanowi dobry przykład synergii nowofalowych chmieli i tradycyjnego piwowarstwa. Niezłe, ale zdecydowanie za słodkie. Albo 100 IBU zostało wyssane z palca, albo jest zakamuflowane przez potężny balling - 24°.
OCENA: 7/10
CENA: ok 11.50ZŁ
ALK.10,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 15.04.2017
BROWAR RADUGA//BROWAR ZODIAK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz