środa, 30 kwietnia 2014

MIŚ


ALK.6,2%. Tym razem idę pod prąd. Mimu tylu nowości przedstawiam Misia – piwo, które zaistniało we wszechświecie niemal rok temu. Jest to pierwsze polskie India Pale Ale, w skrócie określane jako PIPA! Tak więc najpierw był Miś, a dopiero potem Prometeusz i PLON.
Kopyr jako pierwszy wpadł na pomysł, by uwarzyć IPA tylko na polskich chmielach, wybór padł na odmiany Sybilla i Iunga. Wówczas od razu polała się fala krytyki. Dało się słyszeć głosy, że z polskich chmieli nic nie wyjdzie, że cudów nie będzie, że będzie lipa, itd. Ogólnie shit, syf, kiła i mogiła. Finalnie okazało się jednak, że piwo zebrało...... mieszane opinie.
Ja jednak nie kieruję się opinią innych i dopóki nie spróbuję - nie uwierzę. Taki już jestem. Pora więc nadrobić zaległości i na warsztat wziąć niedźwiadka.
Tak na wstępie, bardzie ciekawa nazwa, nawiązująca do kultowej komedii Stanisława Barei oraz nie mniej ciekawa etykieta, będąca parodią najsłynniejszego wystąpienia telewizyjnego czasów PRL-u. Oj, chyba oczko mu się odlepiło, temu misiu.... ;p


Misiek z Widawy prezentuje się iście nienagannie. Brunatno-brązowe i okropnie mętne piwo okryte zostało gęstą i wysoką czapą białej piany, zbudowanej z mieszanej wielkości pęcherzy. Kremowy kożuszek nader długo cieszy wzrok, cudownie oblepiając przy tym ścianki.
Polska IPA została optymalnie nasycona dwutlenkiem węgla. Wysycenie jest średnie, w kierunku średnio wysokiego.
Zapach jakoś szczególnie nie powala intensywnością, lecz nawet niezbyt wprawny nos wyczuje tutaj przyjemnie pachnące estry owocowe (mango, banan i brzoskwinia), biszkoptową słodowość oraz płynące tłem akcenty chmielowe o lekko trawiastym zabarwieniu. Gdzieś w głębi majaczą niezbyt wyraźne cytrusy i odrobina żywicy. Jak na polskie chmiele, to chyba nie mamy powodu do wstydu i narzekań. Naprawdę jest nieźle.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

GRODZISKIE 2.0


ALK.2,5%. Jakiś czas temu Pinta zaprezentowała dwie nowe wersje piwa Grodziskiego. Generalnie browar ten swoją interpretację tego stylu warzy już od 2011 roku, jednakże teraz postanowiono jeszcze bardziej zbliżyć się do ideału. W A’la Grodziskim stosowano mieszankę słodów - wędzonego jęczmiennego i zwykłego jasnego pszenicznego. W wersji 2.0 zasyp stanowi 100% słodu pszenicznego wędzonego dymem z dębu - tzw. słodu "Grodziskiego", produkowanego specjalnie do tego stylu przez słodownię Weyermann.
Nie tak dawno również Pracownia Piwa wzięła na warsztat grodzisza, gdzieś słyszałem także o planach zmierzenia się z tym stylem przez Browar Fortuna. Fakt licznych prób wskrzeszenia tego stylu z pewnością daje powody do radości, bowiem niegdyś piwo to było znanym i poważanym trunkiem w Europie i na świecie. 


Grodziskie 2.0 tak jak i jego poprzednik pieni się bardzo kiepsko. Znikome szczątki białej i drobno ziarnistej piany, znikają już po dwóch minutach, nie pozostawiając po sobie nawet śladu.
Wysycenie piwa jest na średnim poziomie, co niezbyt dodatnio rzutuje na pijalności i rześkości, przy tak niskim ekstrakcie. Bez wątpienia preferowałbym nieco więcej bąbelków.
Trunek nosi mętny, ciemno złoty kolor, który pod światło wydaje się mleczno-żółty.
Zapach jest dosyć intensywny i zdecydowany. Dominuje przyjemna wędzoność, ale taka bardziej serowa (oscypkowa) niż klasyczna szynkowa. W tle niezbyt silne akcenty słodowe i delikatne cytrusy, pokropione subtelną nutą chmielu.

sobota, 26 kwietnia 2014

CZĘSTOCHOWA TRIP - PIWIARNIA


Częstochowianie nie gęsi i też swój multitap mają.
Miasto Częstochowa, które jest znane chyba tylko z ‘pewnego klasztoru na pewnej górze’ od jakiegoś czasu nie jest już pustynią na piwnej mapie Polski. W marcu 2013 roku, czyli niewiele ponad rok temu w „świętym mieście” pojawiła się w końcu iskierka nadziei dla wszystkich miłośników i sympatyków tych droższych i lepsiejszych piw, określanych niekiedy mianem craft beer. Mieszkańcy Częstochowy spragnieni dobrego piwa, nie muszą już jeździć setek kilometrów i spędzać pół dnia w pociągu, by zasmakować beczkowych specjałów od naszych krajowych piwnych rzemieślników.
Tych, którzy nie wiedzą o jaki przybytek chodzi, zapraszam do niniejszej lektury.

Lokal nosi nazwę Piwiarnia. Może brakuje tu trochę ekstrawagancji i pomysłowości jaka występuje w pubach: Spiskowcy Rozkoszy, Po Drugiej Stronie Lustra, Cuda Na Kiju, Zakład Usług Piwnych, Ministerstwo Browaru, czy Piwoteka Narodowa, ale przynajmniej nikt nie będzie miał problemu z zapamiętaniem, czy przekręceniem takiej prostej nazwy. 


Piwiarnię założyło sześciu zapaleńców złocistego trunku, wszyscy są członkami Bractwa Piwnego. Z tego też powodu lokal jest oficjalną siedzibą Częstochowskiego Kręgu Lokalnego Bractwa Piwnego. Czworo z nich miało lub ma do czynienia z piwowarstwem domowym, więc jeśli chodzi o jakość obsługi klienta i doradztwo, to możemy być pewni ich fachowej wiedzy i kompetencji. To naprawdę są ludzie z pasją.
Na pewno wielkim plusem tego lokalu jest jego lokalizacja w ścisłym centrum miasta, przy głównej i reprezentacyjnej arterii, prowadzącej pielgrzymów na Jasną Górę – Alei Najświętszej Maryi Panny. Pub jednak nie znajduje się przy samej ulicy, lecz w podwórku. Trzeba przejść przez bramę nr 31, skierować się na lewo i już jesteśmy na miejscu. Samo oznakowanie miejsca jest dość dobre, przy bramie stoi nawet tzw. „potykacz”, o który można się dosłownie potknąć. 

 W środku naprzeciwko wejścia jest nieduży bar, a na nim 7 kranów, w tym jedna pompa. Może nie jest to oszałamiająca ilość, ale jak na częstochowskie warunki to i tak rekord. Na kranach zawsze są jakieś nowości, czasem zdarza się coś zza naszej południowej granicy. Jednak w zdecydowanej większości możemy się tu napić wytworów naszych polskich rzemieślników oraz czegoś z Fortuny, Kormorana, Browaru Na Jurze, czy Raciborza.
Poza beczkowymi specjałami jest spory wybór piw butelkowych z całej Polski oraz kilkanaście zagranicznych pozycji, głównie z Czech. Niekiedy możemy również spotkać perełki z Flying Doga, Emelisse, czy Revelation Cat


 Ceny piwa lanych wahają się przeważnie w granicach 6-9 zł, chyba że są to jakieś cholernie drogie RISy, czy inne cuda-maryny, to wtedy trzeba wydać 2-3 dukaty więcej. Niezdecydowany osobnik może sobie zamówić „deskę piw” za 9 zeta, w skład której wchodzą cztery próbki wybranych przez siebie trunków, każde po 125 ml. Tak więc za cenę jednego piwa, można skosztować aż czterech! Polskie piwa butelkowe kosztują zazwyczaj od 7 do 10 zł. Nie mniej jednak wydaje mi się, że nie są to jakieś zaporowe kwoty i porównując do innych miast, nie mamy powodów na narzekań.
Generalnie lokal nie posiada własnej kuchni, ale współpracuje z jedną z pizzerii, która bez problemu dowozi zamówienie. Na miejscu możemy nabyć tylko tzw. zakąski typu chipsy, chlebki i inne paczkowane pierdoły. Co ważne, można się tu napić również piw bezalkoholowych i innych napojów bez procentów typu Fritz-kola.

czwartek, 24 kwietnia 2014

BIRBANT CITRA IPA


ALK.5,9%. India Pale Ale single hop Citra, czyli IPA chmielone jednym amerykańskim chmielem o nazwie Citra.
Nie byłem jakoś szczególnie napalony na drugie piwo z kontraktowego browaru Birbant, zwłaszcza po dość przeciętnym debiucie w postaci Brown Ale. Generalnie to ja chyba nie jestem za single hop-ami. Tak po prostu.
Etykieta iście wiosenna, wręcz letnia bym powiedział. Jakoś szczególnie mnie nie ujęła, no i trochę razi mnie brak niektórych dodatkowych informacji na kontrze, które obecnie znajdują się już u niemal wszystkich naszych rzemieślników piwnych. Mam tu na myśli zalecane szkło, temperaturę serwowania, etc. Dobrze, że jest chociaż ekstrakt i wartość IBU - 62.


Otwieram i przelewam. Pomarańczowa ciecz została natychmiast okryta bujną i puszystą kołderką białej piany, zbudowanej z dość dużych pęcherzy. Piana szybko się dziurawi, ale finalnie wystarczająco długo jest przy mnie. Na szkle tworzy obfita firany.
Wysycenie jest drobne i gładkie, oscyluje na średnim poziomie, co najwyżej średnio wysokim.
W zapachu pierwsze skrzypce gra oczywiście chmiel, podbudowany świeżą nutą kwaśnych cytrusów. W oddali pojawia się niewyraźna owocowość oraz nieco biszkoptowej słodowości. Przyznam, że spodziewałem się większej intensywności, a tu niestety są małe problemy z mocą aromatu.

wtorek, 22 kwietnia 2014

REBEL - Pszenica Dubeltowa


ALK.8%. Marek Suliga, mimo rezygnacji z pełnienia funkcji Wielkiego Mistrza Bractwa Piwnego, kontynuuje swoje dzieło pod marką Rebel. Nie tak dawno degustowałem wita, który zupełnie mnie nie porwał. Dzisiaj przyszła pora na kolejny wynalazek z Piotrkowskiego browaru, a w kolejce czeka jeszcze trzeci muszkieter – Podwójnie Chmielone.
Pszenica Dubeltowa to nic innego jak koźlak pszeniczny (weizenbock), chociaż tak naprawdę to możemy się tylko tego domyślać, bowiem nigdzie na etykiecie nie jest napisane z jakim stylem piwa mamy do czynienia. Jak zawsze w takich przypadkach – z pomocą przyszedł mi wujek google.
Muszę tutaj zaznaczyć, że jarałem się na to piwo, jak rdza na poloneza – strasznie uwielbiam weizenbocki! Są u mnie w pierwszej piątce ulubionych piw. 


Piana - jak przystało na piwo pszeniczne – jest bujna, gęsta i sztywna. Aż miło patrzeć jak puszysta, drobno ziarnista i nad wyraz trwała kołderka białej pianki wieńczy zawartość pokala.
Piwo jest przyjemnie mętne o barwie ciężkiej do określenia. Niby ciemno pomarańczowe, niby miodowe, a z drugiej strony również jasno bursztynowe. Wysycone zostało dość nisko jak na weizena. Wydaje mi się, że odrobinę więcej bąbelków by tu absolutnie nie zaszkodziło.
Bogaty i złożony aromat wspaniale uwodzi bananową słodyczą, owiniętą klimatami drożdżowymi i rześką nutą słodu. Z tła wylewa się wykwintna owocość pod postacią dojrzałych jabłek, soczystych gruszek i białych winogron. Na drugim planie majaczy nieznaczna cytrusowość, głównie skórka pomarańczy oraz dość intensywny zapach gumy balonowej i alkoholu, który jednak jest wystarczająco stonowany.

niedziela, 20 kwietnia 2014

BRACTWO ROZDAJE KOLEJNE TYTUŁY


Miałem skrobnąć parę słów na temat rezygnacji Marki Suligi ze stanowiska Wielkiego Mistrza Bractwa Piwnego, ale stwierdziłem, że nie ma się zbytnio nad czym rozczulać. Swoje odsłużył, swoje zrobił i chwała mu za to. Tak więc dzisiaj nie o tym, ale są dwie sprawy, które chciałbym wam przekazać.

Jednym z obszarów działalności Towarzystwa Promocji Kultury Piwa BRACTWO PIWNE jest przyznawanie tytułów i wyróżnień osobom lub lokalom, które w taki, czy inny sposób na to zasługują. W ciągu ostatnich kilku miesięcy poznaliśmy już Piwo Roku oraz Domowego Piwowara Roku.
10 kwietnia 2014 roku kapituła Bractwa Piwnego przyznała dwa tytuły dwóm różnym lokalom. Mowa tu o Gospodzie Roku oraz Mikrobrowarze Roku.

GOSPODA ROKU


Tytuł Gospoda Roku 2013 powędrował do PIWOTEKI NARODOWEJ z Łodzi, którą zarządza piwowar i bloger Marek Puta, posiadający również w swojej kolekcji kontraktowy Browar Piwoteka.
W poprzednich latach laureatami były:
  • 2012 – Pub Pivaria ze Szczecina
  • 2011 – Pub Omerta z Krakowa
  • 2009 – restauracja Vojak Svejk z Piotrkowa
  • 2008 – Pub Oslo z Częstochowy
  • 2007 – Klub AgRafKa ze Zgierza


Kandydata do tego tytułu może zgłosić każdy członek Bractwa Piwnego, niestety dany lokal musi spełniać wiele różnych kryteriów. Po pierwsze musi oferować co najmniej trzy różne style piwa i posiadać minimum dwa nalewaki, z których chociaż jeden musi być z „piwem regionalnym” (cokolwiek to znaczy). Tak więc koncernówki się tu nie załapią. Poza tym obsługa powinna być kompetentna, a piwo musi być podawane w odpowiedniej do stylu temperaturze i w odpowiednim szkle na firmowych podkładkach. Niebagatelną rolę pełni także czystość i higiena lokalu, w którym musi być porządek i ład. Mniejsze znacznie ma też atmosfera, czyli wystrój i muzyka, która rzecz jasna nie jest obowiązkowa.
Warto również zaznaczyć, że do tytułu Gospody Roku nie można zgłaszać lokali, w których warzy się piwo. Od tego jest oddzielna kategoria.
Osobiście jeden raz miałem przyjemność odwiedzić Piwotekę, przy okazji Festiwalu Offbeer w 2013 roku. Przyznam, że ilość nalewaków i oferowanych piw robi wrażenie. Liczne premiery, cykliczne warsztaty piwowarskie, spotkania z cyklu „Piwo i jedzenie” oraz inne eventy jak najbardziej zasługują na uznanie i podziw. Obsługa również nie pozostawia wiele do życzenia, nie mniej jednak wystrój raczej nie trafia w moje upodobania – jest schludnie i dość nowocześnie, by nie powiedzieć modernistycznie. Miejsca jest sporo, ja wolę jednak bardziej klimatyczne miejsca z tzw. duszą.

piątek, 18 kwietnia 2014

PODRÓŻE KORMORANA - COFFEE STOUT


ALK.4,8%. Będąc wielkim pasjonatem wszelakich piw ciemnych, nie mogłem sobie odmówić Coffee Stoutu z Kormorana. Jest to już czwarta propozycja z podróżniczej serii i jak dotąd wszystkie trzymają bardzo wysoki poziom. Tym razem dzielny polski podróżnik z terenów Belgii „teleportował” się do Irlandii - zielonej krainy stoutu.
Kormoranowa wersja tego specjału zawiera w składzie m.in. słód żytni (co nie jest wcale regułą), słód pszeniczny, płatki owsiane (obowiązkowo używane przy Oatmeal Stoutach) oraz rzecz jasna zmielone ziarna kawy. Dość dziwna to kompozycja, ale taki urozmaicony skład być może gwarantuje niezapomniane przeżycia podczas degustacji.
Co jeszcze rzuca się w oczy, to bardzo niski stopień odfermentowania, bowiem ekstrakt wynosi aż 14,5° Plato! Z takiej wartości producenci mózgotrzepów spokojnie wyciągają ponad 7 voltów. 


Przelewam i już widzę, że jest dobrze. Ciemno brązowy, niemal czarny odcień i ta gęstość...
Piana nie jest jakoś oszałamiająco wysoka, ale przecież w tym stylu to normalne. Kremowa puszystość, drobne pęcherze i ta intensywna beżowa barwa – od razu kojarzą się z „małą czarną”. Żywotność owej pianki jest dość przeciętna, podobnie jak osady, które zostawia na szkle.
Piwo zostało bardzo oszczędnie potraktowane dwutlenkiem węgla. Konserwatyzm w pełnym wydaniu.
Teraz pora na najciekawsze. Wącham i stwierdzam, że jest to bodaj moje pierwsze piwo, które pachnie identycznie jak kawa! Świeżo parzona, mocna kawa z niewielką ilością cukru. W głębi jest miejsce także dla palonego ziarna i klimatów prawdziwej gorzkiej czekolady. W tle dość agresywna nuta popiołowa, kojarząca się z popielniczką, bądź tytoniem z fajki. Paloność i świeża kawa wyraźnie dominują. Całość sprawia nader pozytywne wrażenie.

środa, 16 kwietnia 2014

LUBUSKIE IPA


ALK.5,6%. India Pale Ale z Witnicy było dla mnie największym zaskoczeniem od co najmniej roku. Niemal przecierałem oczy ze zdumienia! Wszystkiego mogliśmy się spodziewać, ale coś takiego po prostu nie śniło się nawet największym jasnowidzom. Bardziej skory byłem uwierzyć w lądowanie człowieka na Jowiszu w dwa tysiące czternastym niż w to, że kiedykolwiek napiję się IPA w tego browaru. Naprawdę surprise szyta na miarę piwa czosnkowego, bezchmielowego, kokosowego, czy też porteru z chili.
Najwidoczniej Browar Witnica poszedł szlakiem, który już wcześniej przetarł Kormoran ze swoją podróżniczą serią. Wprawdzie jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale gdzieś tam pojawiła się iskierka nadziei. Może w końcu Witnica przestanie produkować tylko i wyłącznie jasne lagery i mega-chemicznie-sztuczne-aromatyzowane pseudopiwa.
Piwo jest niefiltrowane, a użyte tu chmiele to Centennial, Citra, Amarillo, Chinook, Cascade i Zeus, więc mamy tu do czynienia z amerykańską wersją IPA. Co ciekawe i zdarza się bodaj pierwszy raz – podany jest pełny skład. Brawo Witnica! 


Lubuskie IPA ma całkiem nienajgorszą prezencję. Średnio wysoka, puszysta, drobno ziarnista, kremowa piana dość długo cieszy zmysł wzroku, fantazyjnie oblepiając przy tym ścianki. Nawet po 10 minutach nie opadła do zera, co jest niewątpliwym wyjątkiem w przypadku tego producenta.
Piwo jest mętne, bursztynowe, umiarkowanie nasycone dwutlenkiem węgla.
Teraz pora na najciekawsze. Zapach jest średnio intensywny, ale dość wyraźny i stanowczy. Jest sporo ameryki, głównie w postaci kwaśnych cytrusów i owoców tropikalnych. W tle niewielkie akcenty słodowe oraz minimalne cienie żywiczne. Może i nie ma efektu wow, ale i tak jest nieźle.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

URSA ESKULAP


ALK.4,5%. Albo mi się wydaje, albo te etykiety od Ursy z każdym piwem są ładniejsze. Od początku mi się podobały, ale te dwie ostatnie to już chyba przeszły same siebie. Normalnie masakra! Prawdziwe arcydzieła wytrawnego mistrza, niemal namalowane ludzką ręką, a nie efekt pracy żałosnego amatora na paintcie. Naprawdę wielki szacun na dzielni za takie coś.
Dzisiejszy mój gość to Sweet Oatmeal Stout, czyli słodka wersja stoutu z dodatkiem płatków owsianych i w tym przypadku również palonego jęczmienia, jako surowca niesłodowanego. Przeróżnych stoutów jest już u nas dosyć sporo, efekty natomiast są bardzo zróżnicowane. Ciekawy więc jestem jak w tym temacie poradziła sobie Agnieszka Łopata.
Co warte odnotowania, Aga od początku udowadnia, że z powodzeniem można robić inne piwa niż tak wszechobecne i popularne wśród nowych browarów India Pale Ale! Tylko jedno piwo na 11 oddanych do użytku nosi znamiona tego stylu! Oczywiście nie mam nic przeciwko IPA, nawet je lubię, ale ludzie kochani – ileż można?! Seks też jest fajny i przyjemny, ale uprawiany 3 razy dziennie przez kilka miesięcy pod rząd chyba, by się w końcu znudził (chyba, bo nie próbowałem ;p). 


Jak to zwykle bywa w przypadku stoutów – piana jest bardzo symboliczna. Strasznie niska, średnio ziarnista, beżowa i znika w oka mgnieniu. Nawet nie zdążyłem cyknąć sweet foci. Zupełnie jakby to była jakaś cola, a nie piwo.
Eskulap z pozoru wydaje się być czarny jak smoła, jednak pod światło widać brunatne refleksy. Piwo zostało dość oszczędnie potraktowane dwutlenkiem węgla, generalnie jest to zgodne ze stylem.
Po zanurzeniu moich nozdrzy w pokalu, z głębi dobiegł do mnie łagodny aromat słodkiej czekolady oraz palonego ziarna. Tuż obok spokojnie egzystują sobie lekkie niuanse kawy z mlekiem, a także niewielkie akcenty ciemnych słodów i chleba razowego. W tle obecna nieznaczna, acz przyjemna orzechowa nuta. Paloność jest dość łagodna, natomiast czekolada przypomina zapach dopiero co otwartych pralinek.

sobota, 12 kwietnia 2014

DOCTOR BREW - AMERICAN IPA


ALK.6,2%. W tak piękny i słoneczny, wiosenny dzień odwiedził mnie dzisiaj Doctor. Z piwnego marazmu i rutyny próbował mnie wyrwać piwem American India Pale Ale. Mimo, że zbytnio nie byłem chory, a ów Doctor nie miał jeszcze zdanego Lekarskiego Egzaminu Końcowego - zgodziłem się na terapię, która polegała na spożyciu piwa, chmielonego (co ciekawe) chmielem australijskim, nowozelandzkim, amerykańskim oraz niemieckim.
Byłem bardzo sceptyczny co do zalecanego środka, jednak koniec końców zaufałem Doctorowi i zgodziłem się zaaplikować medykament w jednorazowej dawce, wynoszącej równo 500 ml. Przyznam, że lek nie od razu zadziałał, lecz z biegiem czasu coraz bardziej się ku niemu przekonywałem. Powiem więcej: pod koniec terapii (która zresztą trwała zdecydowanie za krótko) chciałem przyjąć kolejną dawkę! Niestety musiałem obejść się smakiem :(


IPA od Doctora Brew jest dość ciemnym piwem jak na ten styl. Barwa nawet pod światło jest ciemno miedziana, brązowa wręcz. Kremowa piana jest średnio obfita, grubo ziarnista i lekko dziurawa. Opada w przeciętnym tempie, jest sporo czasu na zrobienie kilku fotek. Fajnie oblepia szkło, aczkolwiek do ideału trochę brakuje.
Nasycenie oscyluje na średnim poziomie i wydaje mi się, że jest optymalne przy tych parametrach.
Dosyć intensywny aromat oferuje całą feerię owocowych klimatów od cytrusów poczynając, kończąc na truskawce, poziomce, mango, marakui i liczi. Gdzieś pomiędzy nimi balansuje nieco żywiczny charakter tego napitku oraz lekko stonowana słodowość. Niuanse chmielowe schowane głęboko w tle. Owocowość naprawdę poraża, ale w tym pozytywnym znaczeniu rzecz jasna.

czwartek, 10 kwietnia 2014

LWÓWEK JANKES


ALK.4,2%. Browary Regionalone Jakubiak coraz bardziej pretendują u mnie do grona „browarów regionalnych”, które stale się rozwijają i nie chcą zbytnio odstawać od malutkich rzemieślniczych przybytków. W swojej ofercie już od dawna mają belga, wiedeńczyka, stouta i marcowe. Od ubiegłego roku repertuar został powiększony o AIPA, Black IPA, no a teraz doczekaliśmy się American Pale Ale.
Jankesi wylądowali na Śląsku na początku kwietnia, zatem piwo jest nowe i generalnie niewiele się o nim dowiedziałem. Tajemnicą jak na razie są nawet użyte chmiele, które będą systematycznie ujawniane co jakiś czas, a łącznie jest ich pięć. Obecnie browar przyznaje się tylko do polskiej Sybilli, natomiast wiadomo, że większość to jankeskie odmiany – stąd nazwa.
Szklanki w dłoń i do dzieła!


Piwo jest niefiltrowane, stąd niebywała mętność tego bursztynowego trunku.
Nowy Lwówek generuje obfitą czapę kremowej i bujnej piany, która szybko się dziurawi, mimo to opada w żółwim tempie i niebotycznie osadza się na ściankach. Piwo musiałem nalewać na trzy razy i za każdym razem czekać dłuższą chwilę, aż nieco opadnie. Bardzo blisko ideału.
Wysycenie dwutlenkiem węgla jest umiarkowane, żeby nie powiedzieć niskie. Wydaje mi się, że odrobina więcej bąbelków byłaby tutaj wskazana, ale i tak jest dobrze.
Pomimo dość beznadziejnej etykiety Lwówek Jankes pachnie cudownie. Mamy tu całkiem sporo owoców tropikalnych z mango na czele, jest też typowy chmiel i łagodne cienie żywicy. Daleko z tyłu majaczy niewyraźna cytrusowość oraz przyjemna słodowa nuta. Podoba mi się to wszystko.

wtorek, 8 kwietnia 2014

NIEPASTERYZOWANE WYBORNIE ŚWIEŻE


ALK.5,5%. Niemal równocześnie z pojawieniem się na rynku Wielkanocnego koźlaka z Okocimia, światło dzienne ujrzało piwo Niepasteryzowane Wybornie Świeże. Bez fajerwerków, bez werbli i fanfarów, praktycznie po cichu i bez całej tej medialno-propagandowej otoczki.
Pomijając dość idiotyczną nazwę, pomysł by w obecnych czasach inwestować w kolejnego jasnego lagera wydaje się być poroniony. Co z tego, że jest niepasteryzowane? Przecież taki Kasztelan Niepasteryzowane od siedmiu lat stoi na półkach sklepowych.
Chyba jednak nie to jest najważniejsze w tym piwie, bowiem mój dzisiejszy bohater chwali się, że został nachmielony „czterema gatunkami chmielu, w tym niezwykle aromatyczną odmianą Saaz”. Podobnie jak w przypadku Lubuskiego Chmielu brakuje tutaj konsekwencji – dlaczego do jasnej cholery nie podali wszystkich czterech odmian?! Co to za beznadziejna tajemnica? Zakładam, że pozostałe trzy to polskie chmiele, no ale niby czemu ich tutaj nie wymienić?
Najwyraźniej z chmielem Carlsberg Polska jest na bakier ale, co ciekawe, napisali, że piwo jest mikrofiltrowane!!! Dacie wiarę?! Po tylu latach w końcu postanowili oficjalnie poinformować o tym konsumenta, chociaż bardziej rozgarnięci piwosze i tak od dawna o tym wiedzieli. BTW, taki napis od jakiegoś czasu widnieje również na rzeczonym Kasztelanie. Brawo.


Po przelaniu mogłem podziwiać średnio wysoką, ale dość puszystą pianę o śnieżno białej barwie. Piana zbudowana jest z drobnych pęcherzy, niestety szybko zanika do symbolicznej otoczki – koncernowa klasyka.
Piwo ma bardzo ładny złocisty kolor, taki z iskrą. Wysycenie jest nader wysokie i drobne, minimalnie piekące, bliskie nieakceptowalnej przeze mnie granicy.
No, a jak pachnie to „cudo” z czterema odmianami chmielu? No jest chmiel w aromacie, średnio mocna, świeża nuta chmielowa, trochę trawy oraz delikatne słodowe cienie. Poza tym pustka i nicość. Trochę płaski ten zapach. Absolutnie bez fajerwerków.
W smaku piwo jest dosyć rześkie i dobrze wchodzi. Dominują słodowe akcenty, otoczone subtelnymi chmielowymi śladami. Gdzieś pośrodku jest lekki kwasek, a na finiszu lajtowa, nieźle ułożona goryczka, która szybko zanika. Szału ni ma, ale tragedii również.

niedziela, 6 kwietnia 2014

REBEL - Kolendra


ALK.4,5%. Belgia witbierem stoi, Polska raczej nie. Mimo pojawienia się u nas w ostatnich latach kilku przedstawicieli, jest to bardzo rzadko uprawiany styl w kraju nad Wisłą.
Z końcem marca rozniosła się jednak wieść, że Browar Cornelius, przy współpracy z Wielkim Mistrzem Zakonu....wróć, to nie tak bajka... z Wielkim Mistrzem Bractwa Piwnego Markiem Suligą wypuści witbiera. Jako miłośnik piw pszenicznych bardzo byłem ciekaw, co z tego wyniknie. Oczywiście miałem na uwadze fakt, że ubiegłoroczne edycje serii piw REBEL nie powaliły mnie na kolana, aczkolwiek sumarycznie nie wypadły znowuż tak źle.
Na początek może o etykiecie, która od razu widać, że nie stanowi kontynuacji z poprzedniego roku. Czy to źle? Nie sądzę, bowiem tamte stare jakoś szczególnie nie przypadły mi do gustu. Ta nowa również jest co najwyżej przeciętna, taka prosta i nieskomplikowana, chociaż nie powiem, bo rzuca się w oczy. Z tyłu znajdziemy kilka ważnych informacji, chociaż czuję pewien niedosyt, ale przejdźmy już do samego piwa.


Specjał z Corneliusa przynajmniej z wyglądu stara się nosić wszelkie znamiona wita – mętne, mleczno-żółte wdzianko (zdjęcie tego nie oddaje), średnio obfita czapa białej piany o grubych pęcherzach. Niestety dość szybko opada i tylko nieznacznie osadza się na ściankach. Jak na piwo pszeniczne piana mogłaby być bardziej trwała i bujna.
Wysycenie dwutlenkiem węgla jest średnie, delikatnie w kierunku wysokiego. Przy tym stylu wydaje się być chyba ciut za niskie, ale to tylko moja sugestia.
W zapachu piwo jest średnio intensywne. Dominuje łagodna nuta kolendry i słodkawej pszenicy. Trochę z tyłu można wyczuć delikatne niuanse słodowe, lekkie cienie cytrusowe, imbir oraz nieznaczne akcenty bliżej nieokreślonych ziół. W tle dziwna kwiatowość, zahaczająca chwilami o „słodkie” perfumy, a chwilami nawet o mydło!  Dziwnie to wszystko się komponuje i jest dość dalekie od tego, co powinien oferować klasyczny belgijski witbier.

piątek, 4 kwietnia 2014

URSA RENEGAT


ALK.6%. Nadążyć za piwami Ursy, to tak jakby przebiec „setkę” poniżej 10 sekund. Bynajmniej dla mnie jest to raczej niemożliwe. Piwowarka Aga nie spoczywa na laurach - w pół roku oddać do użytku 11 piw to nie lada osiągnięcie, to chyba rekord naszej galaktyki!
Oczywiście nie obyło się bez wpadek, ale póki co, Ursa Maior ma u mnie bardzo pozytywną opinię, nie licząc tej afery na fanpejdżu rzecz jasna.
Trochę świadomie, a trochę z przymusu ominąłem ich dwa single hopy, aczkolwiek czytając neta widzę, że to chyba nawet lepiej. Nie mogłem sobie pozwolić na dalsze zaległości - Renegata kupiłem z wielkim zadowoleniem, bowiem Black IPA, tudzież zwany również jako Cascadian Dark Ale to jedno z moich najulubieńszych gatunków piw.
Swoją drogą ciekawe, czy producenci popularnego serialu z lat 90-tych z Lorenzo Lamasem w roli główniej odstąpili Ursie prawa autorskie do używania tej nazwy? ;>


Po przelaniu zastałem taki oto widok: kolor piwa ciemno brązowy, niemal czarny, dość wysoka, puszysta piana barwy ecru zbudowana jest z mieszanej wielkości pęcherzy, opada nader powściągliwie, tworząc przy tym niebywałe wzory na szkle.
Drobne i gładkie wysycenie sprzyja degustacji, praktycznie rzecz biorąc nie szczypie w podniebienie. Jest OK.
Idziemy dalej. W zapachu przyjemna moc lekko opiekanych słodów, łagodnej kawy i słodkiej czekolady fajnie komponuje się z rześką cytrusową nutą i odrobiną żywicy. W tle umiarkowana kwiatowość, słodkie owoce oraz śladowe ilości chmielu. Ładnie to pachnie, ale równowaga jest dość wyraźnie zachwiana w stronę „aromatów jasnych”, typowych dla IPA.

czwartek, 3 kwietnia 2014

PIWNA KRONIKA - MARZEC 2014


Chcąc uporządkować mnogość faktów, wydarzeń, premier, eventów, a czasem też afer i tego wszystkiego co się w piwnym świecie dzieje (a dzieje się dużo), postanowiłem stworzyć nowy dział na blogu – Piwna Kronika.
Wpisy będą się tu pojawiały bardzo regularnie, dokładnie raz w miesiącu. W Kronice postaram się podsumowywać najbardziej ważne, najistotniejsze i niekiedy kontrowersyjne wydarzenia, jakie miały miejsce w danym miesiącu. Będzie o nowym piwach, browarach, imprezach, sensacjach, doniesieniach, plotkach, wydarzeniach ważnych dla każdego homo sapiens, który piwa nie traktuje po macoszemu.
Takie podsumowania miałem już tworzyć od stycznia tego roku, lecz jak zwykle leń był moim najlepszym doradcą. W końcu jednak po wewnętrznej batalii z własnymi słabościami, ruszyłem z koksem ;>
Nie mogę nikomu obiecać, że obecna formuła tej Kroniki nie ulegnie zmianie w przyszłości, gdyż wiadomo, że życie najlepiej wszystko weryfikuje. Tak, czy siak, postaram się dostosować i z biegiem czasu udoskonalić merytorykę tego działu tak, aby każdy z Was mógł szybko i skutecznie odszukać temat, który go interesuje.
Jeśli więc nie chcesz, by ominęło Cię coś ciekawego z piwnego półświatka, chcesz być na bieżąco, chcesz dużo wiedzieć – czytaj Piwną Kronikę Amatora Piwa!

Premiery

 To chyba będzie najbardziej obszerny temat w tym dziale. W marcu premier było co niemiara.
  • AleBrowar wypuścił na rynek to, co sobie zażyczyli internauci, czyli fanowską edycję piwa Smoky Joe ze zwiększonym udziałem słodu whisky – ciekawa alternatywa.
  • Pinta po wcześniejszej wizycie w Irlandii rozlała do kegów owoc współpracy z tamtejszym browarem O'Hara's Carlow Brewing Co. Piwo nosi nazwę O’Hara’s Lublin to Dublin – mocniejszy stout owsiany na polskich chmielach. Jest to pierwszy w Polsce międzynarodowy collaboration brew. Brawo Pinta! 
  • W połowie marca swoje drugie piwo zaprezentował Doctor Brew – American IPA.
  • Najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera ostatnich kilku miesięcy – piwo Hades, Russian Imperial Stout z Olimpu trafił do sklepów. 
  • Browary Regionalne Jakubiak też dorzucają swoje trzy grosze w postaci Bojana Kokosowego (!) i Strażackiego, który jest jasnym lagerem.
  • Browar Witnica, słynący z masełka w piwie zaprezentował dwie nowości – Lubuski Chmiel oraz Lubuskie IPA z udział sześciu amerykańskich chmieli!!! Piwo górnej fermentacji z Witnicy to olbrzymie zaskoczenie.
  • Artezan wypuścił piwo Old Ale, leżakowane z płatkami dębowymi po bourbonie. Swoją premierę miał także rocznicowy Czarny Pacific, ciemna wersja kultowego już Pacifica Pale Ale. Pojawiło się również trzecie z serii IPA Tour – No Worries.
  • Wielka Niedźwiedzica nie śpi. W marcu pojawiły się dwa piwa z Bieszczad – Black IPA Renegat oraz stout owsiany Eskulap. 

wtorek, 1 kwietnia 2014

SZCZUN


ALK.8,1%. Ekstrakt 19°Blg i woltaż ponad 8% to nieliche parametry, ale taki właśnie jest Szczun. Jaki to styl? W zasadzie to skrzyżowanie belgijskiego tripla z IPA lub nawet Imperial IPA. Drożdże są belgijskie, ale chmiele pochodzą już zza oceanu. Pewnie mnisi z belgijskich klasztorów powiesiliby duet Szałów na suchej gałęzi, gdyby wiedzieli co oni uczynili.
Szczun to jedno z trzech debiutanckich piw kontraktowców z Poznania, a od jego premiery minął już prawie rok. Nazwa jak zwykle ciekawa i oryginalna i gdyby nie moja dziennikarska żyłka dałbym sobie z nią spokój. „Szczun co to nojbarzy lubi rychtyk piwo jeszcze mętne zez młodziami i wuchtą chmielu.” Tak więc ogólnie rzecz ujmując szczun w gwarze poznańskiej to po prostu chłopak! No i po problemie, pora wziąć się za piwo.
Wiele sobie obiecywałem po tej wariacji tripla z amerykańskimi chmielami. I chyba się nie zawiodłem. Ale po kolei.


Przede wszystkim mój dzisiejszy gość to idealny przykład, tego jak powinna wyglądać piana w piwie. Bardzo obfita, wysoka, gęsta i kremowa, średnio ziarnista i cholernie trwała. Trwała niczym mercedesy ze swoich najlepszych lat. A do tego te wspaniałe firany na szkle. Zaryzykuję, że mógłbym wziąć widelec i jeść ją, niczym jakiś deser lodowy. Wierzcie mi, piwo lałem powoli i po ściance, a i tak musiałem robić to na raty i swoje odczekać, by zmieścić całość i nie uronić tej cudownej białej kołderki.
Trunek posiada optymalne wysycenie i ładną, ciemno pomarańczową barwę, chociaż określenie jej bursztynowa wcale nie byłoby wielkim grzechem.
W zapachu przeważa silna owocowa nuta rodem z tropików, otoczona dość wyrazistą słodowością. Dalej mamy przyjemne lekko ziołowe i przyprawowe klimaty, trochę chmielu w czystej postaci, trawę, żywicę, niuanse drożdżowe oraz kapkę cytrusów dla kontrastu. Bardzo podoba mi się taki zestaw, jest wielopoziomowy i baaaardzo intensywny, mógłbym go wąchać godzinami. Poza tym kompletnie nie czuć alkoholu. Daję mu łapkę w górę ;D