środa, 29 maja 2019

SZTOS! Russian Imperial Stout z Manufaktury Piwnej


Browar Jabłonowo niby niepozorny, niby głównie trzepiący piwa dla marketów, a jednak czasem potrafi nieźle zaskoczyć. Potrafi rozszerzyć źrenicę i rozdziawić japę ze zdziwienia (patrz Porter Podbity Śliwką). Nie inaczej było pod koniec zeszłego roku, kiedy to na rynek wyszły kolejne dwa mocarze spod szyldu Manufaktura Piwna. Barley Wine będzie bohaterem innego odcinka, a tymczasem zajmę się piwem czarnym i teoretycznie bardzo palonym.
Russian Imperial Stout z Jabłonowa leżakował sobie w browarze 9 miesięcy, plus ja dołożyłem jeszcze prawie pół roku, więc to bardzo uczciwy czas, by piwo już nieźle się ułożyło. Uczciwe są również i parametry, bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że 25º Blg to nie jest żadne pójście na skróty. To pełnoprawny RIS, który jak jest dobrze zrobiony to będzie zwalał z nóg (dosłownie i w przenośni). W składzie co prawda nie ma tu nic ekstremalnego, choć żyto zasługuje na uznanie – powinno być gładko.
Muszę jeszcze wspomnieć o opakowaniu, które cholernie się wyróżnia spośród konkurencji. Oczywiście malowana farbą butelka znana jest choćby ze wspomnianego porteru, ale ta czerwona matrioszka naprawdę robi robotę. Ruskie konotacje gwarantowane :)

 
Piwo faktycznie jest czarne, ale piany to tu nie ma za grosz. Nalewałem agresywnie, a udało mi się wymusić jedynie dwumilimetrowy kożuszek, który i tak zdążył już zniknąć nim porządnie złapałem ostrość w aparacie.
Piję. Dżizysss, ale to dobre! Gładziutkie jak nogi topmodelki po peelingu. Piwo jest przyjemnie gęste, może nawet nieco oblepiające. Gęste i śliskie, a przy tym niebywale aksamitne. Wow! Czekolada do picia, mleczna czekolada, do tego duża porcja kakao i dobrej jakości pralinek. W to wszystko zatopione zostały ciemne suszone owoce – mocno odzywa się suszona śliwka, rodzynki i daktyle. Dawno nie piłem tak owocowego RISa bez dodatku owoców. Nieco później docierają do mnie akcenty prażonego słodu i łagodnej kawy (bardziej zbożowej niż tej prawdziwej). Paloności jest tu niewiele, ale wcale mi to nie przeszkadza. Samej goryczki też jest niedużo, bo piwo wyraźnie kieruje się w stronę z napisem #teamslodyczka. Choć nie ma w tym jakiejś przesady, nie jest to jakiś ulep. Z tła można wyłuskać subtelne echa karmelu, cukru brązowego, chlebka razowego oraz melasy. Słodko, ale mega przyjemnie. Alkohol delikatnie grzeje w rurę, ale tylko od środka. W ustach w ogóle go nie czuć! Ułożenie pierwsza klasa. Pyszności. Nie spodziewałem się, aż takiej petardy.

niedziela, 26 maja 2019

OKO W OKO - Tenczynek Pils vs Tenczyn Pils


Fejsbukowe ankiety jak widać nie zawsze mają sens. Na fanpejdżu bloga głosowaliście emotkami na najbliższy wpis z cyklu Oko w Oko i co? I dupa. Wszystkie trzy propozycje dostały dokładnie taką samą ilość głosów! Nie do uwierzenia. Ale to nic, najważniejsze że zainteresowanie było spore :)
W związku z powyższym sam musiałem dokonać wyboru i padło na pilsy z Tenczynka. Zapewne wiedziony byłem sentymentem moich niedawnych odwiedzin tego browaru (wpis z wycieczki macie tutaj).
Tak więc mamy piwo Tenczynek Pils oraz Tenczyn Pils, przy czym obydwa piwa mają różne parametry. Zapytacie zapewne o co tutaj chodzi. Po co browar wypuszcza dwa różne pilsy pod niemal bliźniaczą nazwą? Otóż marka Tenczyn pojawiła się stosunkowo niedawno i są to piwa tzw. niskobudżetowe, produkowane z nieco tańszych składników, głównie dla dużych sieci handlowych. Stąd też zauważalna różnica w cenie obydwu piw. Info pochodzi prosto ze źródła, więc jest sprawdzone. Bierzmy się zatem za degustację porównawczą. Czy tańszy, budżetowy pils rzeczywiście będzie gorszy niż ten wychuchany (reprezentacyjny)?



Tenczynek Pils

Piwo łypie na mnie ze szkła ładną, pełno złocistą barwą. Jest klarowne z tzw. iskrą. Piana może i nie jest zbyt wysoka, ale wygląda całkiem zgrabnie. Jest drobna i puszysta, ale niestety niezbyt trwała.
Piję. Z pewnością chmielami to mi tu nie bucha. Jest to raczej słodowe piwo, mocno nasiąknięte nutami chlebowymi i zbożowymi. Chmiele robią tu tylko za statystów i ich udział jest bardzo niewielki – daleko w tle pojawia się szczątkowa ilość ziół i takiego tradycyjnego chmielu. Wysycenie jest średnie, czyli jak dla mnie optymalne. Goryczka jest raczej za niska jak na pilsa. Owszem jest obecna, ale to zaledwie poziom wyżej niż koncernowe eurolagery. Nie smakuje to źle, ale daleko mu do urywania czegokolwiek.
W aromacie jest chyba ciut lepiej. Piwo pachnie w miarę intensywnie, świeżo i naturalnie. Chmiel zyskuje tu na sile, dzięki czemu umiejętnie zaczyna współgrać z ciasteczkowo-zbożową słodowością. Co ciekawe pojawia się tu również niewielki udział karmelu, którego w smaku nie czułem w ogóle. Sam chmiel występuje w tradycyjnej ziołowo-trawiastej formie. Taki zapaszek już mnie w miarę satysfakcjonuje. Łapka wędruje do góry :)
Całość jest pełna w smaku, średnio treściwa i dosyć słodkawa na finiszu. Oczywiście przy tak słabej goryczce nie może być inaczej. Prócz samego chmielu brakuje mi tu rześkości i takiego orzeźwiającego sznytu. Owszem, piwo da się spokojnie pić. Nie jest złe, można nawet powiedzieć, że nie ma wad sensu stricto, ale do naprawdę dobrego pilsa mu daleko.

OCENA: 6/10
CENA: ok 3.50ZŁ
ALK. 5,4%
TERMIN WAŻNOŚCI: 25.11.2019
BROWAR TENCZYNEK


Tenczyn Pils

Kolor jest tutaj wyraźnie jaśniejszy, w zasadzie to już taki słomkowo-żółty. Piana natomiast wygląda identycznie.
Jest spora różnica w smaku. To piwo jest na pewno bardziej rześkie i bardziej chmielowe. Równowaga na linii słód-chmiel jest zachowana idealnie! Lekkim nutkom jasnego pieczywa i słodu towarzyszy bardzo sympatyczna chmielowość. Nie ziołowa, acz bardziej chmielowa właśnie. Taki czysty chmiel tu wyczuwam oraz świeżo skoszoną trawę. Wysycenie jest identyczne jak powyżej. Chmielowa goryczka także na takim samym poziomie, choć jej profil jest bardziej rześki i po prostu smaczniejszy. Naprawdę fajnie to smakuje.
Zapach także robi niezłą robotę. Bucha mi tu chmielem na kilometr. Zielona trawka, świeży zielony chmiel, a na dokładkę subtelne zioła oraz skunks! Tak. W ciemno zaklinałbym się, że to piwo jest w zielonej butelce. Słodowość także jest tu nader sympatyczna. Taka cholernie ciasteczkowa, biszkoptowa, herbatnikowa. Żadnego zboża, czy nawet chleba. W tle cichutko siedzi sobie nutka kwiatów i bliżej nieokreślonych owoców, choć stawiałbym na jakieś cytrusy (szok!).
Tenczyn Pils jest piwem dużo bardziej rześkim, bardzie chmielowym i na pewno dużo bardzie pijalnym. Piwo jest lekkie w odbiorze, genialnie zbalansowane, świeże i pachnące. Zapewne nie użyli tutaj słodu karmelowego i to właśnie może być klucz do sukcesu.
Bezsprzecznie i niepodważalnie to piwo jest lepsze. Lepiej gasi pragnienie, jest bardziej złożone i lepiej zbalansowane. Tak więc tańsze, nie zawsze znaczy gorsze :D

OCENA: 8/10
CENA: 2.29ZŁ (Dino)
ALK. 6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 24.11.2019
BROWAR TENCZYNEK

czwartek, 23 maja 2019

CZAS NA PRZERWĘ. Tak debiutuje Browar Nook


Debiut! Debiut na blogu! Browar Nook na horyzoncie :)
Dziś postanowiłem dać szansę kolejnemu browarowi, z którym jak dotąd nie miałem do czynienia. Mam nadzieję, że zaprezentuje się z jak najlepszej strony.
W sumie to jakoś dużo o tym kontraktowcu napisać nie mogę. Browar Nook swoją premierę miał we wrześniu 2018, a na start poczęstował piwną gawiedź trzema nowofalowymi piwami. Wśród nich jest dzisiejsza White IPA. Nook (wym. Nok) swoje piwa warzy w Browarze Błonie, który jak wiadomo jest „domem” dla kilku kontraktowców. Samo słowo nook znaczy w języku esperanto „zakątek” lub „zacisze”. Niestety nie wiem czyje personalia kryją się pod tym projektem.
Jak pisałem wyżej, Czas na Przerwę to White IPA, czyli połączenie belgijskiego witka z hamerykańską ipą. Temat przerabiany był już milion razy przez naszych rodzimych browarników. Ciekawe, czy Browar Nook wysoko zawiesił poprzeczkę?


Pierwszych kilka łyków jest dosyć obiecujące. Piwo jak na czternastkę przystało jest półpełne w smaku i odpowiednio treściwe. Mętności nie ma tu zbyt wiele, ale gdzieś tam z tyłu czuć to pszeniczne zacięcie. Amerykańskie chmiele są w miarę wyraźne, ale nie można powiedzieć, żeby robiły mi z dupy jesień średniowiecza. Są nieśmiałe cytrusy oraz szczypta słodszych tropików. Tuż za nimi biegnie sowita słodowość o delikatnie chlebowo-pszennym charakterze. Niestety z czasem staje się ona lekka mdła. Tło wypełnia nieśmiała nuta kwiatów oraz igliwia sosnowego. Kolendry natomiast nie odnotowałem, a w składzie widnieje. Jest za to dość wyraźna chmielowa goryczka o wypadkowej czystego chmielu oraz ziół. Jest ona dobrze ułożona, krótka i szlachetna. Troszkę natomiast brakuje mi tu bąbelków. Tego przyjemnego i orzeźwiającego buzowania w ustach. Szkoda, ale i tak nie jest źle. Piwo smakuje całkiem rozsądnie.
Z wygląda piwna klasyka – złota, opalizująca barwa. Do tego niewysoka, średnio ziarnista kołderka białej piany, która legitymuje się przeciętną trwałością. Lacing obecny, acz nie oszałamiający.

poniedziałek, 20 maja 2019

Candy Shop Nut Cake Imperial Stout od Deer Bear


Candy Shop Nut Cake Imperial Stout to piwo nie nowe, ale pełne kontrowersji. Jak już pewnie wiecie do tegoż trunku dodano…. aromaty! Niby na etykiecie nie jest to nigdzie napisane, ale ludzie swoje wiedzą. Zresztą to nie jedyne piwo od Deer Bear potraktowane w ten sposób (Candy Shop to cała seria piw). Zagorzałych birgików to wkur…, z Kopyrem na czele, bo to przecież nie jest zgodne z duchem kraftu. A wiecie co ja myślę? Bardziej mnie martwią aromaty w tych wszystkich smakowych wodach mineralnych, napojach, jogurtach, czy jakichkolwiek innych produktach żywnościowych. Ostatnio np. mało nie padłem na zawał na widok aromatu w składzie… jasnego lagera – Okocim 0,0%. Po co się pytam?! Dlaczego kurła?! ;p
No dobra, a o co chodzi w tym piwie? Z racji tego, że nie mamy tu podanego składu możemy się tylko domyślać co jest zasługą aromatów, a co faktycznie dodano do piwa lub uzyskano samą kompozycją słodów. Na etykiecie obiecują nam orzechy, wanilię, kokos i mleczną czekoladę. Sprawdźmy to. 


Z wyglądu jest wzorowo. Ciecz jest czarna i nieprzejrzysta. Pianka też ładna – dobrze zbudowana, nie za niska, nie za wysoka, średnio ziarnista, dosyć trwała. I like it.
Piję piwo z aromatami, czy Wam się to podoba, czy nie. Duża pełnia, ciało, fajna gęstość, gładkość, aksamitność. Faktura niczego sobie J W rzeczy samej mlecznej czekolady to tu nie brakuje. Wtóruje jej kawa zbożowa, dobrej jakości bombonierka oraz wyraźne kakao. W drugim rzucie na mecie odliczają się przyjemne nuty orzechów laskowych, migdałów, chleba razowego oraz ciemnych, lekko prażonych słodów. To naprawdę jest dobre! Im dalej w las, tym coraz więcej orzechów, ale pojawia się też łagodna wanilia, a także niewielka domieszka kokosa. Owszem, jest słodko, ale tak właśnie miało być. „Co obiecali, to porobili”. Choć na finiszu objawia się niepozorna, ale w miarę wyraźna palona goryczka. Piwo delikatnie rozgrzewa od środka, ale generalnie jest bardzo dobrze ułożone. W smaku nie czuć żadnych oznak alkoholu. Brawo!

piątek, 17 maja 2019

SHORT TEST: Kwas My od Pinty



Prolog: Dziś króciutko, szybko, ekspresowo. Mi się nie chce rozpisywać, a Wam pewnie czytać. W końcu czas to pieniądz. Pieniądz jest czasem…., a czasem go nie ma ;p
O co kaman: Kwas My od Pinty to Limoncello Sour. Piwna alternatywa dla limoncello – włoskiego likieru cytrynowego. Do piwa dodano świeżo wyciśnięty sok z cytryn oraz dla równowagi niefermentowalny ksylitol (cukier z brzozy). Oczywiście całość zakwaszono bakteriami kwasy mlekowego.
Wdzianko: Takie jakieś żółtawe, mętne, nieprzezroczyste. Piana może i nie wysoka, ale drobniutka, zwarta i dosyć trwała.
Kichawa mówi: Średnio intensywny to zapaszek, ale dosyć przyjemny i wyraźnie kwaśny. Oczywiście króluje w nim cytryna na wszelkie możliwe sposoby. Jest miąższ, sok oraz skórka. Na dalszym planie niewielka doza chlebowo-zbożowej słodowości oraz szczypta europejskiego chmielu. Pachnie ładnie, ale obejdzie się bez rewelacji.
Jadaczka mówi: Fajne, wyraźnie kwaskowe piwo z niewielką domieszką słodyczy. Bardzo dużo cytryny, skórek cytrusowych i kapka nut limonkowych. W oddali lekka i przyjemna słodowość muśnięta delikatnie zaznaczonym chmielem. Wysycenie spore, ale drobne. Całość cholernie rześka, bardzo świeża i lekko ściągająca na podniebieniu. Najs! :)
Komu mogę polecić: A wszystkim makaroniarzom. Niech ich likier cytrynowy się schowa!
Epilog: Niezły kwasik, ale piłem lepsze. Jeśli chodzi o moc, to kwaśność oscyluje gdzieś w środkowej części skali. Sama cytryna zaś daje charakterystyczne uczucie cierpkości w ustach. Piwo jest pełne w smaku, dobrze zbalansowane jak na Sour, bardzo rześkie, naturalne i pije się go dosyć szybko.
OCENA: 7/10
CENA: ok 6.50ZŁ
ALK. 6,3%
TERMIN WAŻNOŚCI: 09.11.2019
BROWAR PINTA//BROWAR NA JURZE

wtorek, 14 maja 2019

QIN - herbaciana IPA z Browaru Sir Beer


Moi drodzy kraftopijcy, naprawdę zależy mi na odkrywaniu i poznawaniu nowych browarów. Owszem, cały czas trzeba mieć w sercach ikony polskiego piwnego rzemiosła, ale z drugiej strony należy dawać szansę młodszym przybytkom, które nierzadko dorównują, a czasem nawet przewyższają starszych stażem kolegów po fachu.
Dziś więc daję drugą szansę Browarowi Sir Beer z Bytomia. Na tapecie ląduje Qin. Nie doktor Quinn, tylko QIN. Tu chodzi o jakieś prastare chińskie ludy. Nevermind. Jest to Tea IPA – znane już nader dobrze herbaciane IPA. W tym przypadku jednak zastosowano chińską mieszankę zielonej herbaty z owocami banana, mango, melona i gujawy/guawy oraz kwiatów słonecznika i bławatka. Czy takie coś może się nie udać? Sprawdźmy. 


Piwo wyglądałoby całkiem zwyczajnie, gdyby nie szalenie obfita czapa piany, która jest wprost betonowa! Cholernie wysoka, dość drobna, zbita, sztywna jak koci ogon i trwała, niczym Wielki Mur Chiński. No praktycznie nic nie opada! Wcale. Piwo jest lekko mętne, złotawe w kolorze.
Czas na pierwszy haust. Wysycenie jest średnio wysokie, a myślałem, że będzie porządnie szczypać w pyska. Od razu czuć amerykańskie chmiele – jest sporo cytrusowych skórek i nieco mniej owoców tropikalnych (mango, papaja, gujawa). Tuż za nimi kroczy bardzo wyraźna zielona herbata, która sprawia nieco ściągające wrażenie. Taniny jak widać dają o sobie znać, co oczywiście przy tym natężeniu nie jest żadną wadą. Z drugiego brzegu natomiast macha do nas dość specyficzna nuta mieszanki kwiatów, żywicy, ziół oraz chmielu w czystej postaci. W rzeczy samej – zielono i owocowo to smakuje. Całość została spięta nienachalną, acz wyraźną słodowością, która niestety w posmaku staje się nieco mdła. Finisz naznaczony został bardzo wyraźną i srogą dla zwykłego śmiertelnika goryczką, która może i delikatnie zalega, ale sumarycznie jest miękka, gładka i nieźle ułożona. Jej ziołowo-herbaciany profil sprawia, że piwo staje się nad wyraz wytrawne. Dosyć fajnie to smakuje. Jestem na tak.