sobota, 4 maja 2019

KWAS JOTA. Świetne piwo od Pinty!


Wiecie, ja naprawdę polubiłem piwne kwasy. Jeszcze 2-3 lata temu traktowałem je ze sporą rezerwą, a teraz po prostu się nimi zachwycam. Pieję z zachwytu jak kogut napalony na młodą nioskę. Doceniam ich lekkość, niebywałą rześkość i tą charakterystyczną cierpkość na podniebieniu. Dobry Sour naprawdę potrafi chwycić za serce, a przy tym nie uszczupli tak bardzo portfela, jak potrafi to zrobić niemal każdy imperialny Stout.
Browar Pinta to jeden z krajowych liderów w produkcji piw „zakażonych” bakteriami Lactobacillus. Piłem ich już sporo, ale co rusz pojawiają się nowe, więc na bieżąco chyba nigdy nie będę. Dziś jednak do mojego piwnego warsztatu dołącza Kwas Jota – Sour Currant Wild Ale. Tak więc z jednej strony kwasik, a drugiej dzikus. Mamy tu zarówno Bretty (dzikie drożdże), jak i Lacto (bakterie kwasu mlekowego). Całość nachmielono amerykańcami. Jakby komuś było mało wrażeń, to do piwa dodano również sok z czerwonych i czarnych porzeczek. I to się właśnie nazywa piwowarstwo nowofalowe! :)


Spodziewałem się rewelacji i oczywiście się nie zawiodłem. Piwo jest świetne! Super kwaśne, super rześkie i ekstremalnie pijalne. Kwaśność znajduje się w górnych rejonach skali, ale nie to jest najważniejsze. Porzeczka – oto słowo klucz. Piłem już kiedyś jakieś piwa z czarną porzeczką i co najmniej ze dwa z odmianą czerwoną. Tu mamy ich mieszankę i w rzeczy samej w ciemno ciężko by mi było wskazać, która z nich dominuje. Czerwone w barwie piwo oferuje pokaźną dawkę dojrzałych porzeczek. Ciecz jest bardzo mętna i zwieńczona olbrzymich rozmiarów pianą. Kwasek pozostawia na języku przyjemne cierpkie uczucie, a wysokie wysycenie dodatkowo potęguje i tak rześkie już doznania. Po przełknięciu ukazują się lekkie nutki chmielu i cytrusów. Z tła natomiast można wyłuskać nieśmiałe echa skurzanego paska i końskiej derki. Akcenty funky są naprawdę niewielkie, acz dostrzegalne. Kwasik wchodzi jak złoto. Woda może iść w odstawkę ;p

Nie wiem, czy jest sens skupiać się na aromacie, bo takie piwo po prostu ma smakować. Ma sprawiać radość po każdym, nawet najmniejszym łyczku. Nie to, że zapach jest jakiś nijaki. Jest spoko. Dominuje w nim kwaśna nuta czerwonych owoców (nie tylko porzeczek), a towarzyszą im gromkie cytrusy i echa kwiatów oraz landrynek. Niby kwaśno, ale z drugiej strony też nieco słodko to pachnie. Wyczuwam na przykład syrop malinowy, a także ślady żurawiny i czereśni. Dziwne, ale prawdziwe. W każdym razie zapach jest wporzo. Może brakuje w nim dzikich klimatów, ale najwidoczniej porzeczki przysłaniają mi widok ;)
Soczek nie piwo? Być może, ale ważne, że smakuje jak diabli. Kwas Jota jest cholernie świeżym i doskonale gaszącym pragnienie napitkiem. Nie jest on co prawda tak lekki jak się wydaje, bo jego gęstość (mętność) swoje robi. Nie przeszkadza mi to jednak w opróżnianiu zawartości kufla. Piwo jest na wskroś kwaśne, na wskroś rześkie i owocowe. Jestem naprawdę zachwycony. Brawo Browar Pinta!
OCENA: 8/10
CENA: ok 9.50ZŁ
ALK. 5,1%
TERMIN WAŻNOŚCI: 08.07.2019
BROWAR PINTA//BROWAR NA JURZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz