niedziela, 30 marca 2014

CIECHAN MACIEJOWE


ALK.3,2%. Jak się okazuje nie piłem jeszcze wszystkich piw z Ciechanowa. Oprócz ubiegłorocznego radlera, jestem jeszcze w plecy o piwo Maciejowe – lekki dunkel, dedykowany przez ojca Marka dla syna Macieja. Jakież to szlachetne.
Ciemne lagery nie są może moimi ulubionymi trunkami do konsumpcji, ale nie ukrywam, że od czasu do czasu lubię dziabnąć sobie takiego, czy innego dark lagera. Problem jednak w tym, że większość tego typu napitków jest bardzo słodka, zbyt przesłodzona jak dla mnie. Nie mniej jednak właściciel sklepu Skład Piwa (Arek) ostatnio twierdził, jakoby to piwo było mniej słodkie niż kiedyś, a bardziej goryczkowe i wytrawne. Specjalnie mnie nie namawiał, ale postanowiłem skonfrontować jego słowa z rzeczywistością. 


Otwieram i przelewam. Szybko biorę aparat, żeby piana nie opadła! Niestety mistrzem świata w cykaniu zdjęć na czas nie jestem, więc połowa piany już zdążyła przeistoczyć się w nicość. Natomiast po zrobieniu 4 fotek i odłożeniu mojego Olympusa pianę mogłem sobie obejrzeć już tylko na zdjęciach, które przed chwilą zrobiłem. Grube pęcherze, kolor kremowy, rzadka i dziurawa. Lipa na całego.
Piwo jest optymalnie wysycone CO2 i posiada ładny odcień brązu, względnie bardzo ciemnej miedzi z rubinowymi refleksami. Podoba mi się.
A zapach? Fuj! Kiszonka... kiszona kapusta, względnie ogóry z babcinej piwnicy. Po odczekaniu kilku minut ten niezbyt przyjemny aromat trochę słabnie, ale i tak nie daje o sobie zapomnieć. Mamy tu ewidentne oznaki zakażenia piwa lub jego zepsucia się po opuszczeniu browaru, w co jednak wątpię, bo piwo w sklepie wyjąłem z lodówki, a u mnie cały czas stało w zimnej piwnicy. Mam tam termometr i obecnie wskazuje 6°C. Do końca 45-dniowego terminu przydatności zostało jeszcze 4 dni, to niedużo, ale w takich warunkach piwo nie powinno się tak skisić. Z biegiem czasu kiszonka blednie, a na jej miejsce pojawiają się nuty karmelu, kawy zbożowej i opiekanego słodu.

piątek, 28 marca 2014

BOJAN KOKOSOWE


ALK.5%. Przedstawiam Wam piwo kokosowe. To nie jest żadem „żżż” (żenujący żart prowadzącego). To piwo istnieje naprawdę.
W ostatnim tygodniu stajnia Marka Jakubiaka powiększyła się o dwa źrebaki, jednym z nich jest Bojan Strażackie, a drugim to, co widzicie na fotce. Zastanawiam się teraz, gdzie są granice wyobraźni naszych piwowarów? Czy za jakiś czas doczekamy się piwa rybnego, ziemniaczanego, pomidorowego, szczypiorkowego lub np. makowego? Czy rynek wszystko przyjmie? Co na to konsumenci? Bo wydaje mi się, że takie czosnkowe z Kormorana świata nie zwojowało.
Mam mieszane uczucia, a piszę te słowa przed otwarciem butelki. Kokos jako taki lubię, ciastka kokosowe i inne słodycze, a nawet alkohole wysokoprocentowe typu Malibu. Jednak jakoś nie widzę tego owocu w połączeniu z piwem. De facto nowość z Bojanowa z kokosem lub chociażby wiórkami kokosowymi ma mało wspólnego. Przecież wystarczy dodać aromat kokosowy, a efekt jest taki sam lub bardzo podobny. 


Bojan Kokosowe wygląda jak zwykłe piwo – klarowny złoty kolor, biała, niezbyt wysoka piana, zbudowana z mieszanej wielkości pęcherzy, częściowo osadza się na ściankach szklanki. Opada dość szybko, ku mojej dezaprobacie.
Umiarkowane i gładkie wysycenie jest tu całkiem na miejscu, skutecznie dodaje rześkości.
A co z zapachem? Aromat tworzy dość udany (o dziwo) kolaż jasnego słodu i wiórek kokosowych, które z początku są nazbyt intensywne, jednak po kilku minutach ich intensywność nieco słabnie, chociaż i tak jest duża. Ten zapach po części kojarzy mi się z Malibu, o którym wyżej wspominałem. Są też nieznaczne skojarzenia z herbatnikami kokosowymi. Tragedii nie ma.

środa, 26 marca 2014

LUBUSKI CHMIEL


ALK.5,2%. Uwaga! Piwo nazywa się Lubuski Chmiel, a nie Lubelski Chmiel! Swoją drogą sprytna zagrywka. Nazwa z pewnością celowo przekręcona, wszak taka odmiana chmielu -  póki co - nie istnieje.
Gdy tylko dowiedziałem się o dwóch nowościach z Browaru Witnica, serce mi jakby szybciej zabiło, a żołądek wyraźnie się skurczył. Mowa tu o dzisiejszym bohaterze i Lubuskim IPA, które pojawi się w kwietniu. Znając - delikatnie mówiąc - marną opinię tego przybytku (patrz Łyk Statystyk), obawiałem się kolejnych niewypałów, ale z drugiej strony pomyślałem sobie, że może w końcu Witnica uwarzy trunek godny podniebienia bardziej wymagającego konsumenta. Jeśli nie teraz, to kiedy psiakrew?!
Dzisiejsze piwo to nic innego jak jasny lager, czterokrotnie chmielony chmielem z lubuskiej plantacji, o czym możemy się dowiedzieć już z awersu etykiety. Jednak muszę stwierdzić, że brakuje tu trochę konsekwencji, bo skoro ten chmiel ma sprawić, że piwo staje się takie wyjątkowe, to warto by napisać jaki to chmiel, co nie? Niestety takiego info brak. 


Piana jak zwykle jest słabą stroną wyrobów z lubuskiego browaru – biała, grubo pęcherzykowa, niska i rzadka, bardzo szybko zanika, nieznacznie brudzi szkło. Efekt widać na zdjęciu.
Kolor piwa jest bardzo klasyczny, złocisty. Co ciekawe, widzę tu małą mętność. Czyżby były to efekty braku filtracji?
Teraz pora na najciekawsze. W zapachu silna słodowa nuta, okraszona została dość wdzięcznie śladami trawiastego chmielu, który wnosi niemałą rześkość. Niestety w tle baraszkuje sobie słynna już ‘witnicka mydlaność’ (poznam ten zapach z zamkniętymi oczami i pewnie nawet z obciętym nosem!) oraz niewielki DMS (gotowany kalafior, szpinak, szparagi). Oj, chyba Witnica nigdy nie pozbędzie się taj wady.

poniedziałek, 24 marca 2014

ŻYWIEC BIAŁE


ALK.4,9%. Kolejne, trzecie już piwo z ostatnich nowości giganta z Żywca. Białe jest chyba największym zaskoczeniem z całej trójki, bo jak to możliwe, że ‘ohydny i zły’ koncern uwarzył klasyczny belgijski styl – witbier, który jak do tej pory był raczej kojarzony z  browarami rzemieślniczymi i kontraktowymi.
Co prawda nigdzie na etykiecie i w mediach, oficjalnie nie jest powiedziane, że jest to wit, ale użycie słodu pszenicznego i kolendry daje nam podstawy do takiego właśnie myślenia. Zatem mamy tu ewidentną analogię do Białego Pszenicznego z Namysłowa.
Nie mniej jednak skład to tylko jedna strona medalu, a rodzaj fermentacji to druga kwestia, co do której wciąż nie ma oficjalnej informacji. Czy Białe jest piwem na drożdżach górnej fermentacji, czy dolnej pozostaje nadal w sferze domysłów, no chyba, że ja o czymś nie wiem? Oby to nie było drugie Książęce Pszeniczne, czyli weizen na dolniakach.

Emocje rosną, już nie mogę się doczekać. Otwieram, przelewam i robię fotkę.
Piwo pieni się bardzo przyzwoicie. Śnieżno biała, drobna piana jest dość gęsta i zbita. Jej żywotność jest przeciętna, biorąc pod uwagę, że to pszeniczniak.
Białe z Żywca nosi jasno złocisty kolorek, chociaż w sumie to chyba bliżej mu do żółtego. Rzecz jasna trunek jest mętny, ale nie aż tak, jak niektóre tego typu piwa.
Ilość bąbelków CO2 jest zaskakująco niska, jak na piwo pszeniczne. Jestem niemal pewien, że nieco większe wysycenie mają nasze krajowe, wyjałowione lagery! Ach, zawsze na odwrót...
W zapachu przeważa silna i zdecydowana nuta kolendry, która ładnie komponuje się delikatną słodowością. W tle baraszkuje sobie odrobina słodkich bananów, namiastka jakiegoś cytrusa oraz niewielka kwiatowość. Aromat może się podobać, pachnie witbirowo, ale troszkę panuje tu chaos jeśli chodzi o proporcje poszczególnych składowych.

piątek, 21 marca 2014

GOLDEN MONK


ALK.7,2%. Z tym piwem wiążą się niemałe kontrowersje. Jak zwykle były szumne zapowiedzi, wielkie kontrowersje na temat etykiety i w końcu huczna premiera w jednym z warszawskich multitapów. Miał być Abbey IPA, a jest Saison IPA, miało być 100 IBU, a jest tylko 60 (ale, to wciąż całkiem sporo!).
Zamieszanie wokół użycia symbolu monstrancji na etykiecie sobie daruję i skupię się na samym piwie. Saison IPA tak właściwie to miks dwóch stylów piwa, takie 2in1. India Pale Ale jest mi powszechnie znane, chociaż u nas bardzo rzadko jest to klasyczna angielska wersja, natomiast Saison to dla mnie zupełna nowość, która otwiera przede mną kolejne drzwi w mojej piwnej edukacji. Górna fermentacja, belgijskie drożdże i „klasztorny” słód. Styl wywodzi się z Walonii - francuskojęzycznego regionu w południowej części Belgii. Cała ta mikstura została rzecz jasna nachmielona amerykańskimi odmianami Humulus lupulus


Po przelaniu do sniftera widzę miodowo-miedzianą ciecz, zwieńczoną białą, rzadką i niezbyt obfitą pianą, zbudowaną ze średniej wielkości pęcherzy. Piana bardzo szybko opada, nieznacznie brudząc przy tym szkło. Kolor ładny, ale reszta pozostawia wiele do życzenia.
Golden Monk posiada stosunkowo niskie wysycenie. Niskie, drobne i gładkie.
A co reprezentuje sobą zapach? Mamy tu sporo słodko-kwaśnych owoców (tropikalnych również), trochę landrynek oraz średnio mocne nuty chmielu. Całość otaczają niewielkie słodowe cienie, w tle majaczą nieznaczne akcenty cytrusów, a także minimalna ilość aromatów stajni, tudzież końskiej derki i siodła. Dziwna to mieszanka, ale kurczę, podoba mi się!

środa, 19 marca 2014

ŻYWIEC BOCK (2014)


ALK.6,5%. Żywiecki koźlak jest kolejnym piwem  z prestiżowego trio Grupy Żywiec, o czym szerzej pisałem przy recenzji Marcowego.
Co warte odnotowania Żywiec Bock już kiedyś był w ofercie GŻ i nie chodzi mi tu wcale o czasy, gdy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury. Otóż chyba mało kto pamięta, ale było to pod koniec 2011 roku! Niestety, a może i stety właśnie piwo szybko zniknęło z rynku i poszło w niepamięć niczym opady śniegu z tamtego okresu. Powód? Było żenująco słabe.
Z tego co mi wiadomo i sądząc również po parametrach to obecna wersja niczym  się nie różni od poprzedniej, ale to tylko moje spekulacje. Przecież można delikatnie zmienić recepturę, pozostawiając parametry w spokoju. 


Teraz kilka słów o stronie wizualnej etykiet, które jak wiadomo są mocną stroną koncernów. Jednak te trzy nowości jakoś mnie zbytnio nie urzekają. Ety są eleganckie i dość nowoczesne, ale nie powalają. Zwłaszcza te kolory mi nie pasują. Osobiście wolę te starszą wersję. Plusem jest podanie składu, w tym rodzajów słodu, ale trochę brak w tyk konsekwencji, bo już odmian chmielu kurna nie podali! Mamy też ekstrakt, zalecaną temperaturę spożycia, która co ważne nie jest przesadzona, tak jak w przypadku konkurencji z Kompanii. Jest także rysunek polecanego szkła, który zmienia kolor, gdy piwo schłodzimy do odpowiedniej temperatury. Wynalazek może nie nowy, ale raczej przydatny. Z całej tej otoczki najbardziej jednak podobają mi się dedykowane kapsle, które dla mnie są prawdziwym majstersztykiem i z pewnością będą gratką dla kolekcjonerów, ponieważ dwie z tych trzech nowości za jakiś czas zniknie z rynku.
Żywiecki koźlak ma ładną miedzianą barwę z rubinowymi refleksami. Generuje sporą czapę kremowej, mieszano ziarnistej piany, która niestety szybko się rozrzedza i w efekcie opada do symbolicznego kożuszka, pozostawiając na ściankach niewielkie firany.

poniedziałek, 17 marca 2014

ORTODOX STOUT


ALK.5,6%. Dzisiaj jest Dzień Świętego Patryka, patrona Irlandii, w której ów dzień jest świętem narodowym i religijnym. Święto to staje się coraz popularniejsze w wielu krajach na całym świecie, w tym w Polsce. Przyjęło się, że w tym dniu najlepiej jest uraczyć się jakimś stoutem, co niniejszym czynię.
Gdy w połowie ubiegłego roku AleBrowar zapowiedział nową serię ortodoksyjnych, czystych stylowo piw miałem mieszane odczucia, podobnie jak i wiele innych osób. Pierwszym i jak do tej pory jedynym (!) wypustem z tej serii jest Ortodox Stout, który jak się okazało nie był wcale taki ortodoksyjny, za sprawą amerykańskich chmieli rzecz jasna.
Na szczęście chłopaki chyba wzięli sobie do serca ten błąd, czy też (nie)zamierzoną pomyłkę i postanowili za namową piwnej społeczności (czyt. fejsbukowej społeczności) uwarzyć to piwo na angielskich chmielach: Challenger i Fuggles. Niestety porównać w żaden sposób tych dwóch wersji nie mogę – Ortodoxa na amerykańcach nie miałem sposobności się napić. 


Co ciekawe, interesujące w ostatnim czasie jest zjawisko decydowania o losach danego piwa lub ingerowania w recepturę przez zwykłych konsumentów. Oprócz nowej wersji dzisiejszego stoutu, AleBrowar uwarzył niedawno fanowską wersję piwa Smoky Joe ze zmienioną recepturą, a wszystko to było wynikiem głosowania w ankiecie. Poza tym jest jeszcze Grupa Żywiec ze swoimi trzema nowościami, na które również będzie można głosować, eliminując tym samym dwa najsłabsze piwa. Nie ukrywam, że tym podobne zabiegi mają moją całkowitą aprobatę. W końcu konsumenci mogą dostać to, czego konkretnie chcą. I mają na wpływ.
Ortodox Stout ma nienaganną prezencję – czarny jak węgiel kamienny kolor, wysoka, gęsta, drobno ziarnista czapa piany o beżowej barwie, która dość długo egzystuje i wspaniale osadza się na ściankach. Co za widok!
Piwo nie jest przesadnie wysycone dwutlenkiem węgla, ilość gazu jest dla mnie wręcz optymalna.

piątek, 14 marca 2014

ŻYWIEC MARCOWE


ALK.5,4%. Piwna rewolucja zatacza coraz szersze kręgi, co niewątpliwie dostrzegły tak piętnowane (przynajmniej przez blogerów) koncerny. Kompania Piwowarska ma swoją Kolekcję Specjalności, Carslberg Polska Piwa Sezonowe, natomiast Grupa Żywiec chyba wypada najbardziej blado, jeśli chodzi o jakieś piwne innowacje. Radlery i jednorazowy, sezonowy Grand Champion to zdecydowanie za mało, by wstrzelić się w gusta bardziej wymagających klientów.
Na początku marca jednak coś drgnęło. Wicelider rynku puścił w obieg trzy nowe piwa (w sumie dwa, bo bock już kiedyś był). Są nimi Marcowe (märzen), Bock (koźlak) i Białe (witbier). Cała sprawa odbiła się szerokim echem już na długo przed premierą, ach te internety... Bowiem najwięcej kontrowersji i pytań wzbudził witbier. Jak to? Wielki komercyjny moloch zrobił wita? Przecież to niemożliwe!

W rzeczywistości sprawa jest nieco bardziej skomplikowana niż początkowo sądzono. Pomijając, czy jest to prawdziwy witbier, czy nie, wszystkie trzy piwa to jak na razie edycje limitowane. Natomiast od połowy kwietnia konsumenci na stronce internetowej GŻ będą mogli oddawać swe głosy, decydując w ten sposób, które piwo pozostanie w sprzedaży na stałe. Sprytne nie? 
Cały ten pomysł wydaje się być dobrze przemyślany, bardzo mi się podoba i z pewnością dołożę swoją cegiełkę, przy wyborze najlepszego piwa. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to wybór między kiepskim, przeciętnym i tragicznym piwem. A propos piwa, na pierwszy ogień idzie Marcowe.

środa, 12 marca 2014

DOCTOR BREW - SUNNY ALE


ALK.5,2%. Rok 2014 jak na razie przynosi nam, piwoszom same obfitości. Co chwila słychać o debiucie nowego browaru, a za piwnymi premierami nikt już nie jest w stanie nadążyć.
Doctor Brew jest kolejnym browarem kontraktowym, który wypłynął na szerokie morze na początku tego roku. Za ten projekt odpowiedzialni są dwaj panowie, warzący swoje piwa w Browarze Bartek. Są nimi Marcin Olszewski i Łukasz Lis. Marcin jak mniemam, jest tytułowym doktorem, a może raczej dopiero będzie, gdyż studiuje medycynę.
Sunny Ale to ich debiutanckie piwo w stylu american pale ale, które miało swoją huczną premierę 21 lutego w Browarze Mieszczańskim we Wrocławiu. Jest to jasny ejl chmielony oczywiście po amerykańsku. Widać, że chłopaki nie rzucają się od razu na głęboką wodę i wolą iść przetartymi szlakami, podtrzymując tym samym panujący obecnie nurt wśród wszystkich browarów rzemieślniczych w Polsce. 


W końcu doczekałem się gęstej i obfitej piany! (przy ostatnich kilku piwach był z tym problem). Sunny Ale generuje sporą czapę białego puchu, który składa się ze średniej wielkości pęcherzy. Piana dość długo cieszy mnie swoją egzystencją, do tego obficie brudzi szkło. Rewelacja!
Okazuje się, że piwo nie jest tak jasne, jak się tego spodziewałem. W zasadzie jest ono pomarańczowo-miodowe i zdecydowanie mętne. Podoba mi się taki view.
Optymalne, nie za niskie i nie za wysokie wysycenie jest kolejnym, niewątpliwym plusem tego napitku.
A co z zapachem? Bardzo intensywne aromaty świeżych cytrusów i owoców tropikalnych z przewagą mango, wprowadzają mnie w błogi stan odprężenia. Trochę z tyłu nieśmiało przebijają się akcenty typowo chmielowe oraz cienie żywicy i sosny. Daleko w tle całkiem przyjemne słodowe ciało, świetnie uzupełniające całość. Naprawdę zacny zapaszek.

poniedziałek, 10 marca 2014

6 JOSEPH'S STREET


ALK.6%. To już drugi stout z Pracowni Piwa w przeciągu jednego tygodnia. Cent US był zadowalającym napitkiem, aczkolwiek do wybitności mu bardzo daleko. Czy żytni stout okaże się strzałem w dziesiątkę, deklasując swojego starszego braciszka?
Nie ulega wątpliwości, że po przemijającej fali popularności dodatków ryżowych w piwach, obecnie prym wiodą słody żytnie, na które piwosze mają niemały apetyt.
6 Joseph’s Street to kolejne piwo Pracowni, którego nazwa związana jest z Krakowem, bowiem ulica Józefa 6, to adres znanego krakowskiego pubu – Strefa Piwa. Pracownia Piwa uwarzyła ten specjał jesienią ubiegłego roku, ponoć specjalnie na drugie urodziny tego multitapu. 


Po przelaniu do szklanki, piwo okryło się cienką warstwą drobno ziarnistej piany koloru kawy z mlekiem. Niestety również i tutaj piana nie jest asem w rękawie i szybko się redukuje niemal do zera, nawet nie oblepiając przy tym ścianek.
Czarne jak węgiel piwo zostało dość oszczędnie potraktowane gazem, zwanym dwutlenkiem węgla. Wysycenie jest średnio niskie i  aksamitne, idealnie pasujące do charakteru tego stoutu.
W zapachu bój o palmę pierwszeństwa toczą nuty świeżo parzonej kawy i elementy ciemnych, palonych słodów. Na drugim planie swoje skrzydła rozwija natomiast amerykański chmiel Zeus, który objawia się akcentami żywicy, cytrusów i świeżo skoszonej trawy. W tle nieco pola do popisu mają niuanse ciemnej, gorzkiej czekolady oraz nieznaczne ślady karmelu. Świetny i rozbudowany aromat jest mocną stroną tego piwa.

sobota, 8 marca 2014

DUCH KRAFTU


ALK.4,9%. Piątym piwem od Piwoteki, czyli Marka Puty i Marcina Chmielarza jest Pale Ale o dwuznacznej nazwie Duch Kraftu. Piwo to odbiło się szerokim echem już sporo przed swoją premierą, dzięki bodajże najlepiej przemyślanej akcji marketingowej ostatnich kilkunastu miesięcy. Otwarcie przyznam, że dla mnie była to jedna z najbardziej oczekiwanych piwnych premier.
Duch Kraftu to intrygujący, nieco groteskowy projekt, zawierający w swojej historii elementy komedii, satyry, ironii, kabaretu i przekory.
Pomysł na piwo zrodził się dzięki recenzji Czarnego Wdowca przez Tomka Kopyra, lansującego z uporem maniaka swoją ideę „ducha kraftu”. Wg niego użycie w Czarnym Wdowcu ekstraktu chmielowego nie było zgodne z duchem kraftu. Niejako na przekór Kopyrowi i tej całej jego ideologii, chłopaki postanowili uwarzyć piwo jak najbardziej nie zgodne z duchem kraftu, czyli z założeniami nowofalowego piwowarstwa rzemieślniczego. 


Oto dowody: przy produkcji tego piwa zastosowano technologię powszechnie stosowaną przez wielkie koncerny – HGB, polegającą na rozcieńczaniu gotowego piwa wodą w celu uzyskania pożądanego stężenia ekstraktu; piwo uwarzono przy użyciu ekstraktu słodowego, ekstraktu chmielowego i ekstraktu kukurydzianego; poza tym w składzie znalazły się również składniki niesłodowane, takie jak płatki kukurydziane i płatki ryżowe; ponadto są tu jakieś sztuczne enzymy i bliżej nieokreślony barwnik spożywczy! Wow! Ostro poszli po bandzie, decydując się na taki specyficzny i nieco chemiczny ulepek. 


Na wstępie właściwej oceny piwa muszę stwierdzić, że sfera wizualna jest bardzo mocną stroną Browaru Piwoteka. Etykieta mistrzostwo świata! Ciekawy jestem, czy Kopyr tak właśnie sobie wyobrażał tego wyimaginowanego ducha kraftu? ;p
Co jak co, ale piany w tym piwie to praktycznie nie uświadczymy. Mimo lania z niemałej wysokości na powierzchni uformowała się wręcz symboliczna biała kołderka.
Trunek cechuje niebywała mętność, gołym okiem widać spore drobinki unoszące się beztrosko w toni ciemno złocistego piwa.
Wysycenie jest stosunkowo niskie i chyba odważę się stwierdzić, że nawet odrobinę za niskie, przez co piwo wydaje się być mdłe nieco wodniste.

czwartek, 6 marca 2014

CENT US


ALK.4,7%. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Pracownia Piwa to jedna z najjaśniejszych gwiazd na polskiej scenie piwowarstwa rzemieślniczego. Robią dużo dobrego piwa, premiera goni premierę. Co ważne, odbywa się to wszystko jak na razie bez większych wpadek. Niestety z dostępnością ich produktów nie zawsze jest już tak różowo, ale w tym roku powinno się to zmienić, dzięki dwukrotnemu zwiększeniu mocy produkcyjnych.
Cent US (potocznie wymawiane jako centuś) to jedno z pierwszych piw podkrakowskiego browaru. Dzisiejszy Smoked Stout jak większość piw z PP ma dwuznaczną nazwę związaną z Krakowem i nie byłbym sobą, gdybym nie pokusił się o jej wyjaśnienie. Z jednej strony cent jako jeden grosz i US – United States, a z drugiej krakowski centuś, czyli skąpiec, sknera, chytrus, chciwiec. Tak pogardliwie i potocznie, a czasem żartobliwie mówi się o mieszkańcach grodu Kraka. Jest to stereotyp wywodzący się jeszcze z czasów zaborów austriackich, kiedy to najniższą jednostką monetarną był krajcar, w Galicji nazywany centem, a Kraków przeżywał okres zapaści gospodarczej. 


Otwieram i przelewam tego centusia ;> Piwo bardzo słabo się pieni, niewielka warstwa puszystej kołderki koloru ecry znika w oka mgnieniu, pozostawiając jedynie symboliczną obwódkę.
Ciemno brunatne, nieomal czarne piwo zostało skąpo zaopatrzone w dwutlenek węgla, co przy stoucie jest rzeczą normalną. Ja jednak osobiście preferowałbym nieco więcej bąbelków.
Spodziewałem się większych doznań w aromacie, ale rzeczywistość jest zgoła odmienna. Łagodne nuty kawy i ciemnej czekolady są ulotne jak wrześniowe babie lato. Palone słody również nie powalają swoją mocą, dając pole do popisu lekkiej i przyjemnej wędzonce, przechodzącej chwilami w dym i popiół. W tle majaczą niewielkie akcenty chmielu Challenger.

wtorek, 4 marca 2014

PIWO NA CHŁODNE WIECZORY


ALK.5,7%. Mimo teoretycznie trwającej zimy, wieczory są raczej chłodne aniżeli zimne, więc czemu by się nie napić Piwa Na Chłodne Wieczory? Pomijając dość idiotyczną nazwę, jest to ichni grzaniec, zawierający w składzie całe wiadro przypraw korzennych, a ściślej aromatów: naturalny aromat goździkowy, naturalny aromat imbirowy, naturalny aromat cynamonowy, sok malinowy, cukier, miód oraz inne naturalne aromaty (ale jakie jeszcze, to już nie napisali). Coś mi się wydaje, że producent chyba lekko przesadził z użyciem słowa „naturalne”.
Producentem jest oczywiście nie cieszący się zbyt dobrą sławą Browar z Połczyna-Zdroju, należący do jakiejś czeskiej spółki, a bazą tego specyfiku jest ich sztandarowy wyrób – Starovar.
Pewnie w sklepie bym tego nigdy nie kupił, ale piwo dostałem w prezencie, więc postanowiłem skrobnąć małą notkę. Zwłaszcza, że pora roku nader odpowiednia. 


Piwo Na Chłodne Wieczory ( ta nazwa mnie rozbraja) nalało się ze znikomą białą pianą, zbudowaną z mieszanej wielkości pęcherzy. Znika ona równie szybko, jak się pojawia, minimalnie oblepiając przy tym ścianki.
Ciecz jest lekko mętna, złocista. W sumie kolor przypomina zwykłe, raczej niefiltrowane piwo.
Te naturalne aromaty dają niezłego pstryczka w nos! Zapach jest bardzo intensywny i wcale nie taki naturalny. Wyraźnie czuć cynamon oraz imbir. W tle chowają się natomiast niewielkie nutki miodu, jasnego słodu i goździka. Akcenty owocowe (maliny i jabłka) są tu wręcz symboliczne, ponieważ „przyprawy” korzenne swoim ogromem przytłaczają całą resztę. Całość nie wypada jednak tak źle, w zasadzie jest nawet nieco lepie niż poprawnie.

niedziela, 2 marca 2014

PIWO ROKU 2013


Towarzystwo Promocji Kultury Piwa BRACTWO PIWNE jako organizacja zajmująca szeroko pojętą kulturą i promocją piwa, przyznaje wiele tytułów i wyróżnień po to, by docenić i uhonorować poszczególne browary lub ludzi związanych z branżą piwowarską. Jest to również pewien sposób podsumowania danego roku kalendarzowego i tego co się w nim działo.
Jednym z takich tytułów jest PIWO ROKU. Jest to najwyższe wyróżnienie przyznawane dla najlepszego piwa danego roku. Laureat tytułu wyłaniany jest na podstawie wyników ogólnopolskich konkursów piwnych danego roku kalendarzowego. Piwo, które najczęściej zajmuje najwyższe lokaty honorowane jest medalem Piwo Roku. Łączna nota jest więc wynikiem sumy ocen, jakie dane piwo uzyskuje podczas poszczególnych konkursów.
W 2013 roku w Polsce odbyły się następujące konkursy, których wyniki brane były pod uwagę podczas wyboru Piwa Roku 2013:
Tu muszę nadmienić, że Plebiscyt Browar.bizu odbył się w lutym 2014 roku, jednak wybierane w nim były piwa dostępne na rynku w roku ubiegłym.

Po przeanalizowaniu tychże konkursów stwierdzono, że tytuł PIWO ROKU 2013 zdobywa Książęce Ciemne Łagodne z Kompani Piwowarskiej! 


W konkursach w Krasnymstawie i w Łodzi piwo to zajęło pierwsze miejsce w swojej kategorii, w Rzeszowie uplasowało się na drugim miejscu podium, a w Plebiscycie Browar.bizu zajęło piątą lokatę.
Powiem szczerze, że zbytnio mnie to nie dziwi. Sam niejednokrotnie polecam to piwo, jako doskonałą odskocznię od wszędobylskich jasnych lagerów. Wiadomo, że nie jest to żaden ósmy cud świata, ale piwko naprawdę mi smakuje. Co jakiś czas z chęcią do niego wracam.
Warto również nadmienić, że w ubiegłym roku tytuł ten zgarnął Żywiec Porter.