sobota, 20 czerwca 2015

PRINCE

Dziś kolejne, bardzo lekkie, sesyjne i odpowiednie na lato piwa (tylko tego lata kurka jakoś nie widać).
Prince to najnowszy wąsacz z Browaru Wąsosz, który pojawił się na rynku bez większego echa (chyba nie muszę wyjaśniać czyj zarost widnieje na etykiecie?). Co niektóre osoby do tej pory nie wiedzą, że istnieje to piwo. Trochę to dziwne, bowiem poprzednie ‘piwa z wąsem’ były dość mocne reklamowane na profilu browaru. Tym razem jednak postanowiono zupełnie zrezygnować z fejsbukowej propagandy.
Prince jest bliskim kuzynem Steve’a, który był amerykańskim lagerem. W odróżnieniu od niego, mój dzisiejszy gość jest amerykańskim eljem, czyli piwem na drożdżach górnej fermentacji. Niby wszystko jasne i klarowne, ale za cholerę nie mogę pojąć dlaczego nie opisali go jako American Pale Ale, czyli popularna APA?
Napomnę tylko jeszcze, że niniejsze piwo to świetny materiał do sprawdzenia i utrwalenia sobie walorów organoleptycznych chmielu Simcoe, bowiem jest to single hop.


Otwieram i przelewam. Rzeczone piwo pieni się bez zastrzeżeń – biała czapa jest dość obfita i obszerna. Tylko, że jej mieszano ziarnista tekstura szybko się dziurawi i w konsekwencji opada nieco szybciej niż byśmy sobie tego życzyli. Lacing za to jest wyraźnie zaznaczony - porządnie brudzi mi szkiełko.
Wysycenie jest średnie w kierunku wysokiego, przyjemnie i delikatnie poszczypuje język. Kolor piwa cechuje się ładnym, złocistym odcieniem, przy czym jest lekko mętny.
A co ciekawego oferuje nam Simcoe? Sam aromat jest dosyć intensywny, typowo chmielowy, z wyraźnie zaznaczoną dominantą iglaków, głównie sosny. Nie brakuje tu również ziołowych i trawiastych akcentów, które ładnie korespondują z delikatnym muśnięciem słodowym. Cytrusy zostały stonowane do minimum, podobnie zresztą jak owoce tropikalne, tak dobrze wszystkim znane z innych amerykańskich odmian chmielu. W tle natomiast baraszkuje sobie subtelna i spokojna woń kwiatów. Całkiem nieźle się to wącha, ale jak się człowiek już przyzwyczai do tej chmielowej owocowości, to potem ciężko jest mu o tym zapomnieć.

W smaku jest rześko, bardzo chmielowo, ale niestety dość jednostajnie. Kolaż chmielu, sosny, ziół i trawy jest, aż nadto widoczny. Spod tego zielonego płaszcza ciężko jest przebić się nieśmiałym nutom słodu i delikatnej zbożowości. W tle ponownie pojawiają się nieśmiałe ślady kwiatów, a na finiszu dobrze zaznaczona chmielowa goryczka, która jest krótka, szlachetna i niezalegająca. Jej moc nie jest bardzo duża, ale przy tak niskim ekstrakcie (11°Blg) w zupełności wystarcza, by skontrować niezbyt obszerną słodowość.
Całość dość lekka i prosta w konstrukcji. Piwo ma przeciętną pełnię smaku, nie najgorszą pijalność oraz przyjemnie goryczkowy, półwytrawny finisz. Aromat jest całkiem w porządku, mimo iż bardzo mało w nim owoców. Natomiast sam smak z czasem robi się odrobinę męczący, za sprawą zauważalnej monotonii, którą zapewne zawdzięczamy użyciu tylko jednego chmielu.
Nie mniej jednak, mimo moich niewielkich narzekań, piwo spokojnie daje się wypić i to bez wielkich grymasów na twarzy. Jest dobre, choć czterech liter nie urywa.
Powiem szczerze, że jak dla mnie to smakuje jak jakiś American lager.
OCENA: 7/10
CENA: ok. 6ZŁ
ALK.4,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 24.12.2015
BROWARY REGIONALNE WĄSOSZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz