niedziela, 10 sierpnia 2014

PILSWEIZER WUJEK SAM


ALK.6%. Dzisiaj piję piwo, które trzy miesiące temu narobiło sporo szumu w naszym piwnym półświatku. Okazało się wówczas, że Browar Grybów, tudzież Pilsweiser wypuścił na rynek ikonę piwnej rewolucji – AIPA. Stawiam kamienie przeciw orzechom, że taki scenariusz nie przyśnił się nawet największym na świecie wizjonerom. To tak jakby reprezentacja Polski zdobyła Mistrzostwo Świata w piłce nożnej! Wyczynem tym Grybów zapewnił sobie miejscówkę w elitarnym gronie ‘browarów regionalnych’, które mają w swojej ofercie IPA na „hamerykańskich” chmielach (Kormoran, Ciechan i Witnica).
Zdziwienie trochę mija, gdy okazuje się, że tak naprawdę nie jest to inicjatywa Browaru Grybów, lecz Andrzeja Kuryło (Doran Alkohole), Mateusza Górskiego (prezes Małopolskiego Oddziału Terenowego PSPD) oraz Michała Zębika. Zatem wiadomo już skąd dopisek „i przyjaciele”. 


 Przyznam otwarcie, że nie jest to moje pierwsze starcie z Wujkiem Samem. Piłem je podczas Krakowskiego Festiwalu Piwa, gdzie Browarów Grybów był jednym głównym partnerów tej imprezy. Pamiętam, że dupy nie urywało, ale spokojnie dało się wypić. Chociaż w sumie, co jak tam mogę wiedzieć po kilku godzinach nieustannego sączenia piwa...
Wujek Sam jest klarownym, bursztynowym trunkiem, który niestety nie może się pochwalić porządną pianą. Piwo lałem jak z kranu, a mimo to piana była strasznie mizerna i bardzo nietrwała. No cóż, z pustego i Salomon nie naleje.
Tuż po przelaniu czułem dość wyraźnie amerykańskie chmiele (owoce tropikalne), jednak po kilku minutach ich natężenie było bardzo znikome, zerowe wręcz. Wówczas na pierwszy plan wysunął się mocny diacetyl, który w tym stylu jest porażającą wadą. Na dalszym planie można było spotkać całkiem sporo słodowych klimatów oraz trochę słodkiego karmelu, toffi i kwiatów. Niezbyt przyjemnie to wszystko pachnie.

W smaku dominuje silna słodowa podbudowa, okraszona gdzieniegdzie niuansami chmielu i subtelnego karmelu. Nieco w głębi ponownie spotykamy kwiaty, pojawia się też symboliczna owocowość, która jednak ma mało wspólnego z Ameryką. Diacetyl w smaku jest obecny, ale na szczęście nie jest to 500 gram świeżutkiej Margaryny Śniadaniowej, jak było w aromacie. W tle i na finiszu objawia się naprawdę mocna, ziołowo-chmielowa goryczka. Niestety jest ona ponadprzeciętnie tępa, zalegająca i wybitnie męcząca.
Grybowsko-amerykański Wujek Sam okazuje się mieć mało wspólnego ze stylem, który próbuje udawać/naśladować. Mimo średniej pełni, piwo jest mdłe i stosunkowo słabo pijalne, głównie dzięki obrzydliwej goryczce i masełku w aromacie. Wyraźnie brakuje tu cytrusów, żywicy i owoców, które wnoszą przecież dużo świeżości i rześkości do AIPA. Zamiast tego mamy mdłe, ciężkie i toporne piwo, którego goryczka skutecznie odwleka każdy następny łyk. A miało być tak pięknie...
OCENA: 3/10
CENA: 7.50ZŁ (Skład Piwa)
BROWAR GRYBÓW/PILSWEISER
Ps. Cena wyższa niż Atak Chmielu i Rowing Jack to czysta kpina!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz