wtorek, 17 stycznia 2017

PORTER BAŁTYCKI od DEER BEAR



Baltic Porter Day zbliża się wielkimi krokami. Jako że jestem z deka niecierpliwy (czyt. pierdolnięty) i nie mogę doczekać się soboty, to zrobiłem sobie na blogu „Tydzień z Porterem Bałtyckim” :) Co dzień jeden porterek i tak, aż do soboty! Mogłem też wybrać inną alternatywę – w sobotę obalić wszystkie sześć sztuk, ale po primo nie stać mnie na przeszczep wątroby, a po drugie primo obawiam się, że zmiotłoby mnie pod stół już po czwartym…
Tak więc wszystko przemawia za tym, aby to było jedno piwo dziennie. Jako drugie na warsztat biorę Porter Bałtycki od Deer Bear, powstały na bazie receptury piwowara domowego Mariusza Bystryka. Niezwykle bystry ten Mariusz musi być, skoro nosi takie nazwisko ;) Mamy tu klasyczny porter bałtycki, co jedynie okraszony płatkami owsianymi oraz cukrem Muscovado – czyli brązową odmianą cukru trzcinowego.
Znowu musiałem iść przez śniegi i zaspy, by cyknąć focie. Wybór padł na mój ulubiony pagórek do robienia zdjęć, znajdujący się tuż za moim obejściem. Śniegu było więcej niż sądziłem, toteż wróciłem z częściowo mokrymi skarpetkami. No, ale nie o skarpetkach miało być, tylko o piwie. 


Ciecz wygląda na czarną i bardzo mętną. Widać to już podczas nalewania. Bez problemu udało mi się uformować całkiem okazałą czapę drobnej i puszystej piany o barwie cappuccino. Piana jest niebywale zwarta i trwała. W tej materii przypomina bitą śmietanę. Lejsing też niczego sobie. Firany są liczne i okazałe. Jestem na tak :)
Od patrzenia na piwo nie poczuje się procentów, więc w końcu trzeba zamoczyć dzioba. Piwo jest bardzo gładkie, puszyste i aksamitne. Sprawia bardzo podobne uczucie jak porter z Podgórza. Tylko, że tutaj wiem, że to zasługa płatków owsianych, a tam nie wiedziałem czyja. Piję i mlaskam, piję i wywracam ozorem na lewo i prawo. Kurde, albo brakuje mi tu trochę pełni, albo nie nazywam się Amator Piwa. Jak na 21 ballingów, to chyba ciut za wodniste jest to piwo. Mamy tu spore pokłady mlecznej i deserowej czekolady, ale niekoniecznie tej z najwyższej półki. Są też praliny, akcenty kakao i melasy. Dosyć słodko, ale bez przesadyzmów. Palone słody udzielają się tutaj w bardzo ograniczonym zakresie, raczej są to prażone słody jeśli już. Czystej paloności jest tutaj tyle, co kot napłakał i to kot twardziel, który nie płacze z byle powodu. Na finiszu przez moment pojawia się lekka kawa i to by było na tyle. Goryczka jest niewielka, a całość jakaś taka mdła i niewyraźna.

Smak nie powala swoją złożonością, ale zapach na szczęście jest nieco bardziej interesujący. Ze szkła wydobywa się głównie różnej maści czekolada, podszyta silnym kakaowym zacięciem. Fajne to jest, ale pod warunkiem, że  nie dominuje tak jak tutaj. Na drugim planie mamy wyraźne nuty słodkiej melasy i cukru trzcinowego (to ten Muscovado na pewno). Ciemne, opiekane słody ponownie pełnią role tła, co akurat wydaje się jak najbardziej na miejscu. Na szczęście w tym tle odnalazłem także piękne niuanse suszonych owoców, które bardzo cenię i z jęzorem na gębie zawsze szukam w porterach bałtyckich. Suszona śliwka, rodzynki i figa wnoszą tu pewne pokłady świeżości, których tak brakuje w smaku. Daleko na horyzoncie majaczy też subtelna nuta szlachetnego alkoholu, kojarząca się z jakimś czekoladowo-owocowym likierem. Podoba mi się taki obrót sprawy.
Porter od ‘jelenio-niedźwiedzia’ to nawet niezły napitek. Może nie powala głębią i jest trochę mdły i monotonny w smaku, ale aromat jak najbardziej będzie się Wam podobać. Piwo jest przyjemnie gładkie i aksamitne. Treściwe i dosyć słodkawe, ale na pewno nie ulepkowate. Pije się je z umiarkowaną szybkością, co w przypadku tak mocnego napitku wydaje się być rozsądnym posunięciem.
Cóż, piwo ma pewne plusy i pewne minusy. Nie jest to mój ideał, ale jak najbardziej mogę jedno obalić.
OCENA: 7/10
CENA: 11ZŁ (Skład Piwa)
ALK. 9,4%
TERMIN WAŻNOŚCI: 21.04.2017
BROWAR DEER BEAR//BROWAR STAROMIEJSKI JAN OLBRACHT

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz