czwartek, 12 stycznia 2017

KAWKO I MLEKOSZ od PIWOWAROWNI



Mrozy w końcu nieco zelżały, w związku z tym pora wytoczyć działo mniejszego kalibru. Odpuszczam na jakiś czas portery bałtyckie, ale obiecuję, że jeszcze w tym miesiącu będzie o nich głośno. Oj, bardzo głośno ;)
Dziś na tapecie ląduje Kawko i Mlekosz z PiwoWarowni. Prywatnie dobrzy koledzy Kajko i Kokosza (to ci od Janusza Christa). Razem dzielnie walczyli z hordą Hegemona, popijając po walce najmocniejsze ówczesne krafty ;p
W środku czai się Milk Stout. PiwoWarownia mocno go jednak podrasowała, dzięki czemu o piwie tym było bardzo głośno pod koniec ubiegłego roku. Powiem więcej – wielu osobom tak posmakował Kawko i Mlekosz, że zaczęli go niejednokrotnie wymieniać w różnego typu zestawieniach i plebiscytach na „najlepsze Piwo Roku 2016”. Tak więc Panie i Panowie mam tu jedno z najlepszych piw niedawno zakończonego roku. Milk Stout oczywiście nie jest typowym obiektem pożądania rasowego piwnego freaka, no ale jeśli dodamy do niego kawy, a dodatkowo wanilii, to od razu inna historia nam się rozpoczyna. Zupełnie inny poziom wtajemniczenia. Wyższy level. Czy tak zestrojony mleczny Stout jest w stanie zrobić mi z dupy jesień średniowiecza? Sprawdźmy.


Pierwsze co rzuca się tutaj w oczy, to bardzo niskie wysycenie. Efektem czego jest praktycznie zupełny brak piany. Lałem agresywnie jak tylko mogłem, a dopiero pod sam koniec uzbierał się cieniutki kożuszek ciemno beżowej i drobnej pianki, przypominającej mi cappuccino. O jakimkolwiek lacingu można tylko pomarzyć. Samo piwo natomiast nosi totalnie czarne i nieprzejrzyste barwy, jak na Stout przystało.
Smak to naprawdę jest niezły szok dla mnie. Bierzcie pod uwagę, że ja nie lubię kawy, nie pijam w ogóle pod żadną postacią. To piwo zaś tak mocno przesiąkło kawą, że czuję jakbym pił małą czarną, a nie piwo. Świeżo parzona kawa – stawiam na rozpuszczalną, choć podkreślam, że się nie znam. Powiem więcej, odnoszę nawet wrażenie, że przed chwilą rozgryzłem prażone ziarno kawy (to oczywiście kolejna teoria). Prócz kawy mamy tu jeszcze całkiem sporo palonego słodu, popiołu i ogólnie pojętej spalenizny. Tłem natomiast sunie prawdziwa gorzka czekolada, podszyta szczyptą wanilii. Czekolada pochodzi z naprawdę wysokiej półki. Mimo totalnie czarnych klimatów piwo nie jest jakoś mocno gorzkie. Zapewne to zasługa laktozy, choć nieszczególnie potrafię ją tu wyodrębnić. Kawowo-palona goryczka jest obecna, ale jej moc jest raczej przeciętna. Wystarcza jednak z zupełności, by zrównoważyć słodowe ciało. Mimo, że nie pijam kawy, o dziwo dobrze mi smakuje ten cymes.
Czas teraz podsumować wrażenia zapachowe. Za każdym razem, gdy zbliżam nos do szkła odczuwam podwójnie większy szok, niż podczas przełykania/picia. Ludzie toż to kawa jest, a nie żadne piwo! Kawa w czystej postaci! Świeża, średnio mocna, ale na bank kawa. Aromat jest tak intensywny, że jutro zapytam sąsiada, czy przypadkiem w południe nie czuł zapachu kawy snującego się w mojej hacjendy. Prócz wszechogarniającej kawusi mamy tu jeszcze dużo palonego zboża, niech będzie, że słodu jęczmiennego. Paloności – jak to w kawie – jest naprawdę ogrom. Jest to najbardziej kawowe piwo jakie piłem i jednocześnie jedno z najbardziej palonych (a wydaje mi się, że parę piw w życiu wypiłem). Laktozy nie czuję kompletnie, a wanilii? No, może odrobinę. Pojawia się za to ponownie gorzka czekolada, za co props. Elektryzujący i okrutnie wyrazisty to zapaszek, choć jak dla mnie nieco monotonny. Fajnie byłoby konkretnie poczuć tą wanilię, na którą tak liczyłem.
Piwo jest stosunkowo lekkie w odbiorze. Ma gładkie, aksamitne, ale umiarkowane ciało jak na 16°Blg (ciekawe ile pochodzi od laktozy?). Chwilami mam wrażenie, że to jakaś „trzynastka” jest. Mimo niezbyt mocnej goryczki, balans jest tu odpowiednio zachowany. Ciecz nie jest ani zbyt gorzka, ani tym bardziej słodka. Skutkuje to przeciętną treściwością w smaku, co oczywiście uznaję za pozytyw. Piwo piję się nawet szybko, nie trzeba mnie poganiać, bym wyciągał rękę w kierunku szkła. Mówię to ja – osoba, która nigdy nie pija kawy. O czymś to musi świadczyć.
Sumarycznie bardzo smaczny i zbilansowany trunek z tego wyszedł. Na wskroś kawowy, wyraźnie palony, no i kurde ma coś w sobie. Żeby jednak typować go do „piwa roku”, to trochę za cienki w uszach jest ten Kawko i Mlekosz.
OCENA: 8/10
CENA: ok. 8ZŁ
ALK. 4,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.04.2017
PIWOWAROWNIA//SZCZYRZYCKI BROWAR CYSTERSÓW „GRYF”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz