piątek, 6 stycznia 2017

55 PORTER BAŁTYCKI WĘDZONY 2015 z GOŚCISZEWA


Ludzie i ludziska, geje i lesbijki. Zdaje sobie sprawę, że mój fanpejdż bije wszelkie światowe rekordy pod względem przyrostu lubiących tego bloga. Chodzi oczywiście o najwolniejszy przyrost. No, ale w końcu stało się nieuniknione. Stało się coś, co kiedyś i tak musiało się stać – liczba „lubisiów” przekroczyła okrągły tysiąc! Bardziej okrągłej liczby już wyobrazić sobie nie mogę. No, może milion, ale do miliona na bank nie dożyję…
Trwało to całe wieki, ale w końcu się udało :D
Pamiętam, że już w podstawówce obiecywałem sobie, że jeśli pęknie tysiak, odpalę z tej okazji niezłą petardę. Oto i ona. 55 Porter Bałtycki Wędzony z Browaru Gościszewo. Piwo, które czekało na wiekopomną chwilę w końcu ujrzy światło dzienne. Piwo, które przez ponad 1,5 roku leżało sobie u mnie w piwnicy. Piwo, które jest jednym z najdroższych polskich piw. Piwo, które najczęściej głaskałem podczas każdej mojej wizyty w bejsmencie. Piwo, które jest już po terminie, ale w sumie kogo to obchodzi? Piwo, które zostało uwarzone z okazji 24 urodzin Browaru Gościszewo. Piwo, przy którym palce maczał nie byle kto, bo znany i lubiany Michał Saks. Piwo, które ma w składzie słód wędzony drewnem bukowym i czereśniowym. Piwo, które zostało wlane do ohydnie hipsterskiej butelki po szampanie, zamkniętej korkiem z dębu korkowego i zapakowanej do sakrucko ekskluzywnego kartonowego opakowania. Piwo, o którym można by jeszcze wiele napisać, ale przejdę już do sedna sprawy, bo serce tak mi wali, że zaraz padnę na zawał…


Przy -15° ręce grabieją szybciej niż ustawa przewiduje. W związku z czym szybciej niż zwykle czmychnąłem z „pleneru” na chatę. W między czasie, gdy tak szedłem przez te śniegi i zaspy zdążyłem się piwu dobrze przyjrzeć. Co jak co, ale piana w tym ciemno brązowym trunku jest zajebista. Beżowa, bardzo drobna, obfita, puszysta i diabelnie trwała. Ludzie, a jaki tu jest lacing! Naprawdę coś pięknego. Można gapić się bez końca.
Czas jednak zmoczyć mordę. Gęstość jest średnia. Po 24 Ballingach spodziewałem się większego ciała. Tymczasem mój gość przypomina teksturą zwykłe portery. Piwu niewiele (jakieś trzy miechy) już brakuje do dwóch latek i w rzeczy samej czuć to. Ciecz jest niebywale ułożona, po alkoholu nie został nawet najmniejszy ślad. Choćbyś szukał go ze świecą, lupą, czy nawet z mikroskopem, to i tak go tu nie znajdziesz. W smaku wyraźnie przeważa mleczna czekolada, gorzkie kakao oraz karmel. Tak, jest słodko. Słodko, ale w granicach rozsądku. W tle można odnaleźć śmiałe akcenty lukrecji, cukru trzcinowego, łagodnej kawy z mlekiem oraz melasy. Akompaniują im lekko palone słody. Może nawet nie tyle palone, co opiekane. Goryczki jest tu niewiele. Niby coś kawowego zostaje na języku, ale to są naprawdę tylko szczątki. Wysycenie jest bardzo niskie, ale to akurat oczywiste. Nawet nieźle to smakuje, ale gdzie kurna podziała się wędzonka? Hmmm… nieźle to smakuje, ale jak mawiał klasyk – dupy nie urywa.

Pora zapuścić kinola do środka. Do TeKu znaczy się ;) Zapach jest średnio intensywny, ale nawet ładny. Ponownie sporo tu słodyczy. Jest mleczna czekolada, deserowa czekolada, jakieś pralinki, trochę karmelu, a wszystko to posypane bryłkami cukru kandyzowanego. Prażone słody majaczą gdzieś w tle – powtórka ze smaku. Prócz nich na horyzoncie pobrzmiewa nieco lukrecji, melasy i chyba ociupinka suszonych owoców, choć to już balansowanie na granicy autosugestii. Alkohol oczywiście jest zupełnie niezauważalny. Co najdziwniejsze i jednocześnie najbardziej smutne, to zupełny brak wędzonki. Nic, zero, nul. Sumarycznie jednak nie jest źle, ale nie ukrywam, że spodziewałem się większych fajerwerków.
Piwo ma dość sporą pełnię i niezłą gęstość, ale to nie to, czego oczekuję po 24°Blg. Ciecz powinna mocno wyklejać gębę od środka, ale tutaj tego nie ma. Idźmy dalej. Balans także robi słabe wrażenie. Piwo jest wyraźnie słodkie, co może wielu osobom przeszkadzać. Goryczka jest ewidentnie za słaba. Nie radzi sobie z  - bądź, co bądź - obfitą słodową bazą. Pijalność jest średnia. Piłem wiele piw o takich parametrach, które dużo szybciej znikały ze szkła.
Iście treściwy charakter tego porteru sprawia, że z biegiem czasu piwo staje się poniekąd jednowymiarowe. Po takim długim leżakowaniu okrutnie brakuje mi tu suszonych owoców, które z pewnością wniosłyby tu pewną dozę rześkości i odskoczni od tych monotonnych słodowo-czekoladowych klimatów. Nie do końca wiem, jak mam rozumieć zupełny brak wędzonki w tym piwie. Może ona być wynikiem czasu, jaki upłynął od rozlewu, ale żeby aż tak? Żeby totalnie nie było nic czuć?
Kurde bele – tyle hajsu, a piwo jest co najwyżej dobre. Oczywiście są gorsze portery bałtyckie w tym kraju, ale zupełnie nie tego się spodziewałem. Miałem eksplodować od ilości doznań i pozytywnych emocji, tymczasem co jedynie mogę się zmusić do lekkiego uśmiechu.
OCENA: 7/10
CENA: 65ZŁ (Skład Piwa)
ALK. 9,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.09.2016
BROWAR GOŚCISZEWO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz