wtorek, 30 grudnia 2014

RACIBORSKI PORTER


ALK.8,9%. Tylko kompletny outsider, albo piwny laik mógł jeszcze nie słyszeć, że na początku grudnia Browar Racibórz zaprezentował dwie „świeżynki” – piwo dyniowe i porter bałtycki (!).
Ten drugi skutecznie zmienił ostatnio moje plany wydawnicze, bowiem chciałem go zdegustować, gdy się porządnie wyleżakuje – gdzieś w końcówce 2015 roku (niecny plan, no nie?). Jednakże po głębokim namyśle postanowiłem, że nie mogę mu dawać takich forów, bo byłoby to wysoce niesprawiedliwe. Pozostałe krajowe porterki piłem generalnie świeże, a bynajmniej jakoś specjalnie ich nie leżakowałem. Jedyne co, to mogły sobie trochę poleżeć w sklepie lub hurtowni. Jestem pewien, że żaden z nich nie był po terminie. Dlatego też chcąc być w miarę wiarygodny i mieć miarodajną skalę odniesienia wypiłem go dzisiaj.
Zima, mróz, śnieg, niebawem Nowy Rok – w takiej otoczce portery bałtyckie smakują najlepiej.
Chcąc, nie chcąc widziałem kilka recenzji Raciborskiego Porteru – oj, posypało się sporo gromów i hejtu. Co prawda dobrze jest znać opinie innych, ale warto też mieć swój móżdżek i nie sugerować się zdaniem innych.


Otwieram i przelewam. Mój Śp. kolega z klasy miał kiedyś amatorski zespół rockowy, który nazywał się KZZOS, co po rozwinięciu oznaczało: Kto Zajebał Z Okna Smalec? Teraz ślina na język przynosi mi podobne pytanie: kto zajebał z piwa pianę? Szczątkowy kożuszek o beżowej barwie i drobnej teksturze zniknął w oka mgnieniu i tylem go widział.
Zapewne sprawcą tego procederu jest bardzo niskie nasycenie. Jest to jedno z najmniej wysyconych piw, jakie piłem. Normalnie byłaby to spora wada, ale sącząc tak mocny i ekstraktywny trunek nie muszę czuć bąbelkowej burzy w przełyku i bekać po każdym łyku (ale mi się rymło ;p).
Niemal czarne jak smoła piwo pachnie bardzo poprawnie i nader stylowo. Jako pierwszy plus na pewno możemy uznać kompletny brak alkoholowych niuansów, co przy świeżym porterze zdarza się niezwykle rzadko. Motywem przewodnim tego specjału są lekko palone, opiekane słody upstrzone słodką czekoladą i delikatnym kakao. Karmel, tosty i nieznaczne suszone owoce (rodzynki, śliwki) trzymają się z dala, ale w niezły sposób urozmaicają całość. Z pewnością wąchałem lepszych reprezentantów tego stylu, ale z drugiej strony zapach jest dość przyjemny.

W smaku odnalazłem całkiem sporo słodyczy w postaci karmelu, czekoladowego słodu i kawy zbożowej. Na sąsiednim torze podąża nieśmiała nuta palonego ziarna i suszonych owoców. Gdzieś pośrodku bryluje niewielki kwasek, który po chwili jest zastępowany łagodną i stonowaną goryczką o bardzo szlachetnym rodowodzie. Jest słodko i po części owocowo, ale nie ma w tym jakiejś wielkiej przesady.
Piwo jest bardzo treściwe, ale przy tym stylu jest to przecież dozwolone. Pełnia natomiast nie jest najwyższych lotów (zwłaszcza przy 21,9° Plato), bo chwilami czuć pewną pustkę na języku. Nie jest to jeszcze wodnistość, lecz przy tym ekstrakcie nie powinno mieć to miejsca. Pijalność jak na świeży egzemplarz oceniam wysoko – piwo nie trąca alkoholem i dobrze wchodzi.
Sumarycznie jest to całkiem niezły baltic porter. Trochę w aromacie brakuje mu nut winnych, sherry oraz porto, ale myślę, że po kilkumiesięcznym leżakowaniu powinny się one pojawić. Alkohol nie musi się układać, ponieważ jakimś magicznym sposobem jest on już teraz doskonale ukryty.
Wszelkie opowieści o wylewaniu piwa do zlewu (z powodu niepijalności) można włożyć między Kopciuszka, a Śpiącą Królewnę.
OCENA: 7/10
CENA: ok. 7ZŁ
BROWAR ZAMKOWY RACIBÓRZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz