poniedziałek, 8 grudnia 2014

POŁCZYŃSKIE ZDROJOWE


ALK.6%. Dzisiaj ciąg dalszy kalibrowania moich kubków smakowych. Na warsztat wziąłem bardzo rzadko spotykane piwo z Browaru Fuhrmann, zlokalizowanym w znanym mieście uzdrowiskowym - Połczynie-Zdroju.
Wiadomo już skąd pochodzi nazwa piwa, ale czy owy trunek oferuje coś ciekawego oprócz chwytliwej nazwy? Tak, zajebistą etykietę, która podoba mi się jak mało która! W sumie to kupiłem to coś, tylko ze względu na przykuwającą wzrok etę, bo domyślam się, że pod względem smakowym nie będę piał z zachwytu.
Nie raz już pisałem, że jestem fanem etykiet ‘w starym stylu’, ale ten egzemplarz to prawdziwy majstersztyk, który niemal przenosi nas w czasie do początku XX wieku. Co w tym wszystkich najciekawsze, to fakt, że ta stylizowana retro-etykieta przedstawia autentyczną, zabytkową fotografię z czasów, gdy browarem w Połczynie-Zdroju zarządzał Karl Fuhrmann - syn założyciela browaru pochodzącego z 1825 roku. 


Tak jak wspomniałem wyżej, nie spodziewałem się cudów po niniejszym piwie, jednakże po kilku łykach muszę stwierdzić, że nie taki diabeł straszny jak go malują.
Piana może i nie jest jego mocną stroną (niska, drobna i nietrwała), ale kolor mnie mocno zdziwił. Ze względu na to, że Fuhrmann jest wiodącym producentem marketowych nołnejmów, spodziewałem się piwa wodnistego i bladego jak dupa nieboszczyka. Tymczasem z zadowoleniem skonstatowałem, że piwo posiada ładną, ciemno złotą barwę. Obawiam się, że pod tym względem żaden koncerniak do 6% alko mu nie dorównuje.
Sam smak oczywiście do wybitnych nie należy, ale w sumie nie ma jakiejś wielkiej tragedii (zawsze może być gorzej). Dominuje tu swoista piwniczna słodowość o nieco miodowych naleciałościach, co może sugerować utlenienie. Mi to zbytnio nie przeszkadza, bowiem piwo jest wówczas bardziej pełne i zróżnicowane w smaku. Poza słodem odnalazłem tu również akcenty chlebowe oraz minimalny kwasek i nieśmiałą owocowość. Jako takiej goryczki nie stwierdziłem. 

Po ogrzaniu się zawartości szklanki i kilku szybkich niuchach faktycznie muszę stwierdzić, że piwo jest wyraźnie utlenione – miód wyczułby tutaj nawet laik. Na szczęście jest to najmniej nieprzyjemna forma utlenienia piwa (mogła być mokra szmata, albo jeszcze coś gorszego). Na dalszym planie pojawia się sporo jasnego słodu, odrobina chmielu oraz subtelna, acz wyraźna owocowość, której jednak nie potrafię bliżej zidentyfikować.
Połczyńskie Zdrojowe to dość niespotykane piwo. Jak na jasnego lagera całkiem sporo tu owocowych niuansów. Do tego dochodzi zauważalne miodowe utlenienie oraz ciężki do zdefiniowania oldskulowy charakter – tak właśnie wyobrażałem sobie piwa robione jakieś 30-40 lat temu. Nie można mu także odmówić wysokiej pełni i dużej treściwości, której tak bardzo brakuje dzisiejszym wyrobom ‘made in HGB’
Biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy to jednak wyraźnie brakuje tu rześkości, świeżości i jakiejkolwiek goryczki, a samo nasycenie jest jak dla mnie za niskie. Piwo jest słodkawe, trochę za ciężkie i po prostu mdłe.
Całościowo połczyński specyfik niezbyt mi „podpasował”. Z pewnością to nie jest to, czego oczekuję po ‘jasnym pełnym’.
OCENA: 5/10
CENA: 2.99ZŁ (Freshmarket)
BROWAR FUHRMANN

7 komentarzy:

  1. zgadzam sie w 100%, bez szalu, ale tez nie totalny szczoch, wypic mozna, lecz juz do niego nie powroce, z tej serii jest jeszcze polczynskie tegie lecz nie probowalem

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie smakuje. Znudzony tyskim, żywcem, lechem itp.. od miesiąca piję tylko to

    OdpowiedzUsuń
  3. Pilsner, perła lubelska, uwielbiam, te też spróbuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Wg mnie ocena nieco zbyt surowa. Piwo nie jest wodniste, ma smak. Robione na dobrej wodzie. O wiele lepsze od koncerniaków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dno to u koncerniaków, tutaj ma to jakiś smak przynajmniej i nie śmierdzi, jak dla mnie faceta spod Żywca, to piwo jest ok

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobre i zdrowe piwo :)

    OdpowiedzUsuń