piątek, 27 maja 2016

INSOMNIA PLUM MADNESS STOUT




Polska to fajny kraj. Nawet bardzo fajny, no bo gdzie indziej na świecie mają dwa dłuuugie weekendy w jednym miesiącu? Przecież to jak nic pół wypłaty pójdzie na węgiel do grilla! Zresztą kto ma długi łykend to ma. Ja niestety nie mam. Musiałem spiąć dzisiaj poślady i odwalić swoje osiem godzin. Takie życie.
No, ale jakoś przeżyłem w tym TRW. Czeka na mnie teraz nagroda, którą sam sobie wyznaczyłem ;) Chodzi o piwo Insomnia Plum Madness Stout. Od Hopkinsa oczywiście, no ale to już na pewno wiecie. Piwo zostało specjalnie uwarzone na czwartą edycję kwietniowego birgika (BGM dla mało kumatych). Jest to Stout podrasowany płatkami śliwy macerowanymi w góralskiej śliwowicy. Może nie brzmi to jakoś szalenie ekstremalnie, ale Hopkins udowodnił już w przypadku Transfuzji, że drewniane płatki macerowane w wysokoprocentowym alkoholu dają świetne efekty. Jak będzie tym razem?


Rzeczony napitek bardzo ładnie wygląda w szkle, jak zresztą wszystkie piwa od Hopkinsa. Ciecz jest czarna i nieprzenikniona. Zupełnie jak wnętrze dupy murzyna. Wiecie, takiego najczarniejszego, prosto z Wagadugu, czy innej Nairobi. Nie żebym wiedział jak ono (to wnętrze) wygląda, ale tak właśnie je sobie wyobrażam. Piwo zdobi olbrzymia czapa piany. Wielka jak stodoła moich sąsiadów. Beżowa pianka jest drobna, zwarta i trwała. Opada naprawdę wolno, przy okazji oblepiając szkło.
Bardzo byłem ciekawy wpływu góralskiej śliwowicy na ów trunek. Co prawda piłem takową tylko raz (bardzo dobra i mocna jak jasny skurczysyn) i to dość dawno temu. Muszę jednak stwierdzić, że raczej nie czuję tutaj akcentów śliwki, ani śliwowicy. Jest za to jakieś drewno, zapewne to te płatki śliwy. Jest to stare zleżałe drewno, poniekąd kojarzące się z whisky, która de facto jest przecież leżakowana w drewnie. Ale to tylko niuanse, bowiem prym wiedzie tutaj słodko-gorzka czekolada i łagodna kawa bez cukru. Akompaniuje im nie mniej wyraźnie palony słód, odrobina ziołowego chmielu oraz ciemne, razowe pieczywo typu pumpernikiel na przykład. Paloność nie jest jakaś powalająca, ale w miarę odczuwalna. Całość ma średnie ciało, bardzo niskie nasycenie i umiarkowanie mocną goryczkę o kawowo-ziołowym rodowodzie. Nieźle się to pije, choć do urywania czegokolwiek daleka droga.

Sam aromat natomiast sprawuje się już trochę lepiej. Tutaj i owszem wyczuwam niewielkie cienie góralskiego napitku, ale wciąż nie jest to mocny zapach. Subtelna śliwkowa owocowość jest bardzo przyjemna, ale stanowi tu tylko tło dla ciemnych prażonych słodów, lekkie kawy i deserowej czekolady. Paloności jako takiej jest naprawdę mało, tyle co kot napłakał. No może dwa koty. Ponownie nos łechce mi lekko drewniana nuta, ale w tym przypadku daleko jej do konotacji z łyskaczem. W sumie gdyby nie ta śliwkowa rozkmina, to byłby to bardzo przeciętny i zwyczajny zapaszek. Dobrze, że płatki śliwy zrobiły swoje, choć powiem szczerze, że spodziewałem się większego odlotu, większego szaleństwa.
Insomnia od Hopkinsa to stosunkowo lekkie jak ten ekstrakt piwo. Prawie 16° Plato na liczniku, a ja mam wrażenie, że to jakaś „czternastka”. Jak mówię pełnia nie rzuca na kolana, ale za to balans jest świetny. Kawowa goryczka jest wspaniale wyważona, krótka i szlachetna. Nie zalega i doskonale kontruje słodową podbudowę. Typowej wytrawności tu nie uświadczymy, co jedynie półwytrawność. Z drugiej też strony piwo nie jest słodkie. O żadnym ulepku nie może być nawet mowy. A co z pijalnością? Nie jest najgorsza. Nie oznacza to jednak, że piwo wchłania się jak gąbka wodę. Przeciętność to chyba najlepsze określenie dla tej cechy.
Sumarycznie niezłe piwo, ale jakieś takie bardzo mało ekstremalne, czy szalone. Można spróbować, ale Transfuzja dużo ciekawsza.
OCENA: 7/10
CENA: nieznana
ALK.6,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 25.06.2016
BROWAR HOPKINS//STARY BROWAR KOŚCIERZYNA

1 komentarz:

  1. Przyjmuję do wiadomości, że ktoś nie ma pojęcia jak wygląda zakończenie układu wydalniczego mieszkańca Nairobi. Ale, że ktoś sobie wyobraża jak takowe wygląda to tego już niestety nie ogarniam :)

    OdpowiedzUsuń