sobota, 28 maja 2016

BIOHAZARD




Dziś już ostatnie piwo w ramach cyklu „Tydzień z Browarem Hopkins”. Łezka w oku się kręci, bo piwa mają naprawdę dobre. Póki co tylko jedna wpadka i to nie jakaś strasznie wielka.
Na koniec zostawiłem sobie coś z czym wiązałem największe nadzieje. Biohazard – Whisky Porter. Na samą myśl o piwie uwarzonym tylko i wyłącznie na słodzie whisky mam gęsią skórkę, mrowienie w stopach i widoczny ślinotok. Jestem wielkim miłośnikiem takich napitków, stąd moje podniecenie ;)
A jest się czym podniecać. Podwyższone parametry jak na angielski Porter świadczą o bogactwie doznań i bezkompromisowym charakterze. Dodatkowo piwo okraszono płatkami dębowymi (mocno opiekanymi), co również zwiastuje dodatkowe emocje.
Nie będę już przedłużać, bo emocje sięgają zenitu. Lecę po aparat, otwieracz, szkło i piwo….


Biohazard z pozoru wydaje się czarnym piwem, jednak ‘pacząc’ pod światło zdradza niewielkie rubinowo-burgundowe refleksy. Piwo jak to u Hopkinsa pieni się jak głupie. Jasno beżowa pierzynka jest strasznie wysoka, obfita i trwała. Opada w żółwim tempie wyraźnie brudząc przy tym szkło. Wygląd to naprawdę mocna cecha każdego napitku z tego browaru.
Teraz czas na najlepsze. Klimaty słodu whisky czułem już na zewnątrz, tuż po przelaniu. Jednak skupiłem się na nim dopiero w domowym zaciszu. Panie cóż to jest za piwo, cóż to za aromat! Intensywny, bogaty i złożony. Wyrazisty jak ciosy Materli we wczorajszej walce z Antonim Chmielewskim. Asfalt, mocno rozgrzany słońcem asfalt. Do tego dochodzi masa bitumiczna, zjarana serwerownia (kable), stare podkłady kolejowe i bakelit. Ciemne, lekko palone słody, łagodna kawa oraz gorzka czekolada są tu tylko tłem. Niezwykle przyjemnym tłem. W każdym czarnym piwie marzy mi się takie tło ;) Jeszcze głębiej niż w tle, tuż na granicy percepcji majaczy ociupinka nafty, orzechów i drewna. Cudownie uwodzący zapach. Mógłbym go wąchać całymi godzinami, miesiącami i latami. Mógłbym nawet używać perfum o takim zapachu, gdyby tylko istniały ;p

Piwo jest nisko wysycone, a smak wcale nie odstaje od aromatu. Dorównuje mu każdym aspektem. Tu również niepodzielnie rządzą torfowe klimaty – wyraziste, wręcz namacalne spalone przewody elektryczne, podkłady kolejowe, spalona guma, nafta, ebonit i płynny asfalt dają z siebie 100%. Nieco w głębi pojawia się niezwykle przyjemna orzechowość, podsycona szczyptą palonych słodów, kawy i gorzkiej czekolady. Niuanse opiekanego drewna są niewielkie, ale nie jest to ważne, bo i bez tego piwo rwie włosy z głowy. Finisz punktuje wyraźną, choć niezbyt mocną goryczką o szlachetnym kawowo-torfowym sznycie. Goryczka w punkt kontruje słodową pełnię, jest krótka, gładka i niebywale przyjemna. Super się to pije. Uwielbiam takie piwa! :D
Biohazard ma wszystko co trzeba mieć, by robić z gęby banana, a z mózgu wrzącą papkę, a przy okazji nie jest narkotykiem. Pełnia smaku niemal zwala z nóg. Zresztą 18,5 Blg to wcale nie tak mało. Piwo jest okrutnie wyraziste w swojej wymowie (niemal tak samo jak moja teściowa), niebywale zbalansowane, nieco treściwe oraz nieco wytrawne. Złożoność smaku i aromatu jest wystarczająca, by cieszyć się nim jak dziecko z lizaka, jak mężczyzna z nowego samochodu, czy jak kobieta z najnowszego modelu tuszu do rzęs. Pijalność jak na te parametry (piwo nie jest lekkie w odbiorze) i nietuzinkowe wrażenia jest naprawdę świetna.
Bezkompromisowy trunek, bogaty, do bólu wyrazisty i złożony. Uwielbiam torfowe piwa, a to należy do ścisłej czołówki – podium jak nic! Brawo Browar Hopkins. Macie u mnie wielkie uznanie i szacun na dzielni. Moje ziomki Was nie ruszą ;)
OCENA: 9/10
CENA: ok 10ZŁ
ALK.7,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 15.07.2016
BROWAR HOPKINS//STARY BROWAR KOŚCIERZYNA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz