niedziela, 15 maja 2016

DR OCTOPUS


Mówiłem ostatnio, że jeszcze sporo mocarzy błąka mi się po piwnicznych kątach (nie mam wcale na myśli wielkich szczurów). Niektóre z nich mogą leżeć przez długie lata, ale niektóre lepiej wypić zawczasu. Takim właśnie napitkiem jest nowość od Kraftwerka, czyli Dr Octopus. W sumie, czy to jest taka zupełna nowość, to nie wiem. Znając potencjał wydawniczy tego kontraktowca, jedyne czego możesz być pewien to to, że nigdy nie będziesz na bieżąco z ich piwami. Nowość goni nowość i nowością pogania. Zresztą żadne to odkrycie – 90% rzemieślników tak ma. Prawie wszyscy cierpią na biegunkę nowości. Sraczkę wydawniczą znaczy się.
No dobra, wróćmy do tej niby-nowości. Dr Octopus to piwo konkret. Barley Wine się zwie. W dodatku chmielone po amerykańsku! Bardzo lubię ten styl. Zawsze i wszędzie z wielką ochotą wychylę szklaneczkę barli łajna. Napisałem łajna? Nie, nie chodzi o gówno ;p Lubię wino jęczmienne. Taki styl piwa, wiecie.
Co ciekawe i warto odnotowania Dr Octopus powstał we współpracy z Marcinem Ostajewskim, znanym niegdyś z Browaru Olimp. 


Otwieram i przelewam. Piwo nie wygląda zbyt apetycznie. Brązowo-brunatna ciecz spogląda na mnie złowrogo i pod żadnym pozorem nie zachęca do wypicia. Do tego ta okrutna mętność! Ciecz jest mętna jak woda w kałuży po burzy (ale mi się rymło). Na powierzchni formuje się umiarkowanych rozmiarów piana o kremowej barwie i dość drobnej strukturze. Oblepia trochę ścianki, ale jej żywotność jest raczej krótka.
Czas na pierwszy kontakt. Piwo nie smakuje jakość ekstremalnie intensywnie, ale źle też na pewno nie. Jest słodko, słodowo, nieco karmelowo, biszkoptowo i ciasteczkowo. Nieźle jest. Idźmy dalej i głębiej w ten las, bo im dalej w las, tym więcej butelek (z piwem ma się rozumieć). W drugim akordzie na wierzch wyłażą – niczym dżdżownice po deszczu – tropikalne owoce, okraszone szczyptą rodzynek, ziół oraz chmielu. Takiego zwykłego polskiego chmielu jak Iunga i Sybilla, które w rzeczy samej znalazły się w tym napitku. Samych owoców tropikalnych jest niewiele, a szkoda. Pojawia się za to odrobina tostów, skórki od chleba, żywicy, a na finiszu umiarkowanie mocna goryczka. Na pewno nie powalająca, ale dosyć wyraźna o ziołowo-grejpfrutowym zacięciu. Dosyć fajnie to smakuje, ale trochę brakuje mi tu powera. Wszystko jest nieco stonowane, jakby ktoś celowo ograniczał możliwości poszczególnych składowych.

W aromacie króluje delikatnie opiekana słodowość oraz nieco podpalany karmel. Słód nie wiedzieć czemu jest lekko tępy, mdły, jakby zleżały, czy cuś. Tuż za nim biegną tropiki. Trochę wyraźniejsze i fajniejsze niż w smaku. Są także rodzynki, daktyle i suszone figi. W tle cykają bardzo subtelne cienie alkoholu, typu winnego. W żadnym wypadku one nie przeszkadzają. Stanowią raczej szlachetne urozmaicenie aromatu. Kurde staram się jak mogę wyniuchać coś więcej. Skupiam się jak tylko mogę, mało „kleksa” nie popuszczę, ale nic z tego! Nie wyczuwam nic więcej. Co jedynie mdłe słodowe klimaty chyba się gdzieś ulotniły. Dobre i to.
Piwo jest dość gęste, treściwe i bardzo pełne w smaku. Wyraźnie oblepia każdy milimetr kwadratowy mojej jamy ustnej, przez żonę nazywanej paszczą ;) Niezbyt mocarna goryczka chyba nie do końca ogarnia temat. Nie daje rady w pełni skontrować olbrzymiej słodowej podbudowy.
Ale bez obaw. Nie jest to jakieś świństwo odbierające radość z picia. Smak jest nad wyraz rozbudowany. To piwo naprawdę smakuje pomimo średnio wyrazistej wymowy. Wielowątkowość doznań smakowych naprawdę może się podobać. Gdyby tylko każdy aspekt był lepiej uwypuklony byłaby prawdziwa petarda w gębie. Byłoby naprawdę super, a tak jest tylko dobrze. Aromat to inna historia. Stary, zleżały słód szybko się ulotnił, więc generalnie można mu tylko zarzucić małą złożoność. Poza tym gitara.
Summa summarum American Barley Wine od Kraftwerka to niezłe piwo. Ma kilka nieszkodliwych ułomności, ale pije się w miarę szybko i bezboleśnie. Wypite szybko w większych ilościach gwarantuje ból głowy, tzw. syndrom dnia następnego. Ostrożnie! ;)
OCENA: 7/10
CENA: ok. 10ZŁ
ALK.9,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 01.04.2017
BROWAR KRAFTWERK//BROWARY REGIONALNE WĄSOSZ

3 komentarze:

  1. Piwo jak piwo. Dupy nie urwało :D

    Do jakich piw odnosi się stwierdzenie : "Niektóre z nich mogą leżeć przez długie lata..." ??

    OdpowiedzUsuń
  2. RIS, Porter Bałtycki, English Barley Wine, Doppelbock, Wee Heavy, Tripel, Quadrupel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czemu ale doczytalem ze to polski kraft mozna tak leżakować :D

      Usuń